Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 10
Zaczęliśmy
szukać naszych znajomych, kiedy ludzie powoli schodzili się na środek placu.
-Sara,
Gaara!- usłyszałam krzyk Sakury gdzieś w tłumie i odwróciłam się.
Szła z Sasuke zarumieniona i
uśmiechnięta od ucha do ucha. Podeszli do nas dość szybkim krokiem.
-Jak
tam festiwal?-zapytała i uśmiechnęła się jeszcze szerzej. W życiu nie widziałam
u niej tak szerokiego uśmiechu.
-Jestem
pełna po brzegi. Jedliśmy Japońskie specjały.-pokazałam jej niedojedzonego
kurczaka yakitori, którego miałam na patyku.
-Należy
pogratulować Gaarze. Rzadko tak chętnie jesz.-zabrała mojego niedojedzonego
kurczaka i poczęstowała się.-Pyszny! Teraz wcale się nie dziwię twojemu
apetytowi!
-Cieszę
się, że podzielasz mój gust. Teraz powinniśmy poszukać innych znajomych, żeby
móc celebrować zakończenie lata wszyscy razem.-powiedziałam.
-To
nie będzie trudne. Tam widzę Itachiego razem z chłopakami. Cała reszta na pewno
też gdzieś się tu kręci.
Kiedy wracaliśmy do domu wszyscy
byliśmy w niesamowicie dobrych humorach. Szliśmy i wygłupialiśmy się.
Krzyczeliśmy i śpiewaliśmy jakby jutra miało nie być. Nawet będąc w Stanach
nigdy wcześniej nie spędziłam tak beztroskiego dnia w tak świetnym
towarzystwie.
Cztery dni później Sakura pakowała
ostatnie rzeczy do walizki. Czułam, że moje oczy zachodzą łzami. Saki nie
wyglądała lepiej.
-I
pomyśleć jak szybko prawie dwa miesiące zleciały... zobaczymy się z przyszłe
wakacje, prawda? Przyjedziesz mnie odwiedzić?
-Oczywiście,
że tak! Co to za głupie pytanie?! Jesteś moją przyjaciółką. Jesteś skazana na
moją obecność do końca życia... Wzięłaś wszystko? Za godzinę przyjedzie twoja
taksówka.- spojrzałam na zegarek przy biurku, którego wskazówki obracały się w
tamtym momencie zdecydowanie za szybko.
-Tak
wzięłam. Chodźmy na dół. Chciałabym podziękować twoim wujkom za gościnę. Oprócz
mojej babci nikt nigdy nie okazał mi tyle serca.
W salonie Sasuke głośno dyskutował o
czymś ze swoimi rodzicami, którzy co chwila rzucali sobie ukradkowe spojrzenia.
-Dlaczego
nie chcesz przemyśleć kupna tego motoru dla mnie? Wiesz, że jestem świetnym
kierowcą!
-Wiem.
Wiem również, że często przeceniasz swoje możliwości. Dlatego.-skwitował wujek,
a Sasuke poczerwieniał po same czubki uszu. Odwrócił się na pięcie chcąc wyjść,
a widząc nas w drzwiach lekko podskoczył.
-Co
tu robicie?
-Chcę
pożegnać się z twoimi rodzicami. Za chwilę jadę na lotnisko.
-Ale...
To już?! Myślałem, że lecisz jutro! Byłem święcie przekonany, że to będzie
jutro!
-Cóż,
nie. Odlatuję do Waszyngtonu za równo... trzy i pół godziny. Tak więc chcę ci
tylko podziękować za to, że nie okazałeś się skończonym dupkiem, i że dzięki
twojej postawie mogłam miło spędzić wakacje na różnych wyjazdach z naszymi
wspólnymi znajomymi. A teraz chciałabym uściskać twoich rodziców.- powiedziała
obchodząc go i podchodząc do moich wujków.
-Szkoda,
że wakacje tak szybko zleciały.-powiedziała moja ciocia otwierając szeroko
ramiona i mocno tuląc moją przyjaciółkę do siebie.- Zaczęłam traktować cię jak
drugą córkę.
-To
bardzo miłe z pani strony. Ja również dziękuję. W pewnym sensie poczułam się
trochę jak w normalnej rodzinie.- uśmiechnęła się ciepło, a potem podeszła do
mojego wujka, który nie szczędził jej czułości.
-Kochana,
idź dopakować walizki. Jest jedna ważna kwestia, którą chcielibyśmy
przedyskutować z Sarą na osobności. Bez urazy oczywiście.- Fugaku Uchiha, który
wypowiadał z ust takie słowa sprawiał, że znowu czułam się malutka. Sakura
ukłoniła się i szybko wyszła z pokoju, a ja w tym czasie głośno przełknęłam
ślinę.
-Jeśli
chodzi o to, że wczoraj niechcący wybrudziłam Itachiemu garnitur, to
przepraszam. Obiecałam mu już, że oddam go jutro do prania!
-Absolutnie
nie o to chodzi. Chodzi o Sakurę.
-O
Saki? A co Saki ma do tego wszystkiego?-zapytałam marszcząc brwi tak mocno, że
poczułam ból napinanej do granic możliwości skóry.
-Chciałabyś
aby została w Tokio?
-Oczywiście,
że tak! Możliwość bycia blisko niej to moje największe szczęście. Jest dla mnie
jak siostra! Wspieramy się od samego początku naszej znajomości i rozumiemy bez
słów.
-W
takim razie co powiesz na to, żeby Sakura tu została? Razem z wujkiem
dyskutowaliśmy już na ten temat od dłuższego czasu. Uznaliśmy, że dopóki nie
skończy szkoły i jeśli zdecyduje się iść na studia chcemy zostać kimś na
kształt prawnych opiekunów. Będziemy ją wspierać. Finansowo i mentalnie. Kiedy
pytaliśmy o to Itachiego powiedział, że to chyba najlepszy prezent, jaki możemy
ci dać.
-O...
O, mój Boże!!! Naprawdę chcecie to zrobić?!-zapytałam szeroko otwierając buzię.
-Jesteśmy
w stu procentach poważni. Jak pójdziesz do góry poproś Sakurę żeby do nas
przyszła. Obawiamy się, że może się nie zgodzić, ale wtedy poprosimy ciebie
żebyś wkroczyła do akcji. Wiemy, że masz dość dużą siłę perswazji.
Wyleciałam na korytarz z najwyższą
prędkością. Łup! Przywaliłam w kogoś wykręcając piruety na śliskich kafelkach,
a potem usłyszałam mocne uderzenie.
-Co
tak nerwowo?- zapytał głos Martina. Leżeliśmy spleceni w dziwnej pozycji.
Zaczęłam powoli wyplątywać się z jego rąk i nóg.-Dawno nie miałem cię tak
blisko siebie. Przyjemne uczucie.
-Chciałabym
pogadać dłużej, ale śpieszę się do swojej sypialni! Muszę powiedzieć coś
ważnego Sakurze!- sapnęłam i spróbowałam podźwignąć się na nogi. Jednak Martin
mnie przytrzymał.
-Nie
pytaj jaką mam ochotę kochać się z tobą nawet na środku tego korytarza.-
szepnął mi na ucho zachrypniętym głosem. Dostałam gęsiej skórki ze
zdenerwowania.
-Martin,
to zamknięty temat. Ja naprawdę nie mam czasu z tobą teraz...- nie dokończyłam,
ponieważ zamknął mi usta pocałunkiem. Wstrzymałam oddech zaskoczona tym, co
zrobił.
-A
wtedy on kopnął w ten śmietnik, jak... Oj, chyba w czymś bardzo
przeszkadzamy...- głos Shikamaru sprawił, że użyłam całej siły, żeby oderwać
się od Martina. Stanęłam na równe nogi wlepiając w Martina wściekłe spojrzenie.
Kiedy spojrzałam w stronę drzwi moja nadzieja na to, że nie będzie tam Gaary
rozwiała się jak dym. Stał obok Shikamaru, czerwony z wściekłości.
-To
nie to, na co wygląda.- uniosłam ręce do góry jak ktoś poddający się.
-Rozumiem.
To była pierwsza pomoc ratująca mu życie tak?- głos Shikamaru ociekał
sarkazmem.
-Nie
to...
-Po
prostu się całowaliśmy, rany. Robicie problemy nie wiadomo z czego. W końcu
Sara i ja jesteśmy razem.- powiedział i brutalnie przyciągnął mnie do siebie.
Jego palce boleśnie wpiły się w moje ramię. Syknęłam. Gaara z ledwo skrywaną
wściekłością głośno nabrał powietrza w płuca.
-Zapomniałem
telefonu z domu. Za chwilę wrócę.-powiedział i bez żadnego tłumaczenia odwrócił
się na pięcie i wyszedł. Martin, który nadal mocno mnie do siebie przyciągał
uśmiechnął się widząc to.
-Martin
to boli! Puszczaj!- próbowałam wyrwać się z jego uścisku, ale on wcale go nie
poluzował.
-Uspokój
się! Przecież nie robię ci nic złego. Po prostu przytulam.
-To
nie wygląda jak przytulanie. Puść ją. Sprawiasz jej ból.- powiedziała Temari.
Wlepiała w Martina zimne spojrzenie niebiesko-zielonych oczu. Chyba jako jedyna
dostrzegła co się dzieje.
-Nie
wtrącaj się w mój związek, blondi.- udało mi się wyszarpnąć jedną rękę z
uścisku Martina, a moje paznokcie niemal natychmiast poorały mu ramię. Syknął i
odepchnął mnie od siebie tak mocno, że wyrżnęłam w ścianę. Dosłownie czułam jak
mój mózg kilkakrotnie odbijał się od czaszki. Zaszumiało mi w uszach. Martin
kocimi ruchami podszedł do mnie i zatopił palce w moim ramieniu. Skóra, gdzie
przeorały ją paznokcie niesamowicie zapiekła, ale zacisnęłam zęby nie wydając z
siebie nawet jęknięcia bólu.- Zbyt wiele razy ci już popuszczałem. Powinienem
ci przywalić, kiedy pierwszy raz mi się postawiłaś.
-W
końcu.
-Co
w końcu? Chciałaś żebym cię bił? No tak, masz taki fetysz od dzieciństwa, co
nie?
-W
końcu pokazałeś swoje prawdziwe ja.-warknęłam. Martin z przerażeniem spojrzał
na rękę, którą mocno trzymał mnie z ramię, a potem ją puścił i odsunął się ode
mnie na kilka kroków.
-Ja...
Ja przepraszam. To było pod wpływem chwili...
-Sam
wyjdziesz, czy mamy ci pokazać gdzie są drzwi? Odsuń się od mojej kuzynki, albo
za chwilę tak ci wpierdolę, że twoja matka cię nie pozna.- dopiero teraz
dostrzegłam Sasuke, który stał w drugim końcu korytarza prowadzącego do garażu.
Jego czarne oczy wściekle wwiercały się w Martina, a pięści były zaciśnięte po
obu stronach tułowia.
-Ej,
daj spokój. Przecież wiesz, że w życiu nie zrobiłbym tego... specjalnie.
Zapomniałem się.- jego głos trochę się trząsł. Już nie wyglądał jak gwiazda
footballu, tylko jak zaszczuty szczeniak.
-Śmiem
wątpić. Wynoś się z mojego domu. Jeśli jeszcze raz zobaczę cię w pobliżu
spełnię swoją groźbę. Kiedy doliczę do trzech ma cię tu już nie być. Jeden...
-No
stary, daj spokój. Piliśmy razem! Nie mów, że naprawdę uważasz mnie za gnojka.
-Dwa...-Sasuke
zrobił kilka kroków w naszą stronę, a Martin się cofnął. Przeczesał włosy
palcami i mocno zacisnął szczęki. Skierował wściekłe spojrzenie w moją stronę.
-Nie
myśl, że z tobą skończyłem.- warknął odwracając się na pięcie. Drzwi zamknęły
się za nim z głośnym uderzeniem.
-Wszystko
dobrze?- zapytał Sasuke podając mi rękę. Przyjęłam ją z wdzięcznością.
-Tak.
Oprócz tego, że...- spojrzałam się na drzwi, w których chwilę temu zniknął
Martin, a przed nim Gaara. Byłam nieziemsko wściekła na to, że dałam się
zaskoczyć w taki sposób.
-Piaskowa
26.- powiedział Sasuke.
-Słucham?-
zapytałam nie wiedząc co za dziwny wątek poruszył.
-Błagam,
nie rób ze mnie idioty. Piaskowa 26 to adres Gaary i jego rodzeństwa. Radzę ci
iść z nim pogadać, bo to serio uparty facet, kiedy ktoś zalezie mu za skórę.
Mieliśmy jechać dzisiaj do Osaki na dwa dni. Podejrzewam jednak, że z jego
humorem po całej tej akcji lepiej, żeby został w domu.
-Jasne.
Raczej jemu to bez różnicy czy pojedzie czy nie. Uciekło mu coś, co od jakiegoś
czasu miał na oku.- Kankuro wzruszył ramionami.
-Ale...
Czekajcie chwilę!- pobiegłam po schodach do swojego pokoju.
Wpadłam do pomieszczenia z takim
impetem, że wykręciłam obrót o 360 stopni odbijając się od drzwi.
-Co
się stało?! - Sakura aż krzyknęła.
-Idź...
Idź do moich wujków. Chcąc cię o coś zapytać.- wysapałam.
-Wszystko
ok? Dziwnie się zachowujesz...
-Wszystko
dobrze. A i Sakura, cokolwiek by się nie działo, powiedz tak. Uczynisz mnie
wtedy chyba największą farciarą świata.-uśmiechnęłam się do niej.
-Nie
rozumiem co do mnie mówisz, ale ok. Zgodzę się na wszystko. W takim razie idę.
Zobaczymy się za chwilę.-mruknęła.
Kiedy wróciła do mnie do pokoju była
czerwona po same czubki uszu.
-I?!
Co powiedzieli?
-Że
chcą się mną zaopiekować... Obiecałam ci, że się zgodzę, więc się
zgodziłam...-wydukała, a jej oczy się zaszkliły. Krzyknęłam z radości owinęłam
ręce wokół niej tak mocno, że coś chrupnęło jej w kręgosłupie.-Zabijesz mnie!!!
-Tak
strasznie się cieszę!!!-klasnęłam w dłonie.
-Sasuke
powiedział mi co się wydarzyło na korytarzu. Czemu nie powiedziałaś wcześniej?
-Słuchaj,
nic mi nie jest, zobacz. Poza tym Sasuke pogonił Martina gdzie pieprz rośnie.
-A
ty powinnaś iść do Gaary i z nim porozmawiać.-zauważyła.
-Wiem.
Jak myślisz, dlaczego się przebrałam?
-To
na co jeszcze czekasz?-zapytała i zaczęła wypychać mnie z pokoju.
-Ty
jesteś ważniejsza od faceta!- zaprotestowałam.
-Zaufaj
mi, że jestem już tak duża, że umiem o siebie zadbać!
Po nagonkach Sakury wybiegłam z domu
wprost na ulewny deszcz. Nie przejmowałam się zbytnio. Woda była ciepła, więc
nie odczuwałam przemarznięcia. Skierowała się w stronę ulicy, o której mówił mi
Gaara, a potem zaczęłam szukać po domu numerku 26, tak jak mówił Sasuke.
Kiedy stanęłam przed domem
zaniemówiłam. Był dużo okazalszy niż willa wujków i urządzony znacznie bardziej
bogato. Pchnęłam bramkę, a ta ustąpiła z cichym kliknięciem. Podeszłam do drzwi
i kilka razy mocno zapukałam.
Otworzył mi mężczyzna. Dość młody, o
ciemnoblond włosach i bardzo sympatycznej twarzy.
-Słucham?-
zapytał wwiercając we mnie spojrzenie.
-Dzień
dobry. Zastałam może Gaare? Nazywam się Sara Iregiro. Jestem kuzynką Sasuke
Uchiha.
-Tak,
Jest w swoim pokoju. Drugie piętro, jedyne drzwi.- powiedział i wpuścił mnie do
środka.
-Dziękuję.-mruknęłam,
zdjęłam buty i pognałam ile sił w nogach na samą górę. Modliłam się
jednocześnie aby Gaara nie zamknął się na cztery spusty w swoim pokoju.
Stojąc pod drzwiami jego sypialni
serce miałam jak ołów. Bardzo delikatnie pociągnęłam za klamkę chcąc sprawdzić,
czy drzwi w ogóle są otwarte. Kiedy pchnęłam drzwi i nie poczułam oporu
odetchnęłam cicho i weszłam do pomieszczenia najciszej jak potrafiłam.
Pokój był ogromny. Gaara zajmował
sam całe poddasze. W pomieszczeniu znajdowały się sprzęty muzyczne, komputer,
telewizor, dwie kanapy i ogromne łóżko, które spokojnie mogłoby pomieścić ze
trzy lub cztery osoby, miał również duże biurko, szafę i dwie małe komody. Małe
dobudówka w samym rogu pokoju musiała być zapewne jego osobistą łazienką.
Mnie jednak interesowała osoba
leżąca na wielkim łóżku, obrócona w stronę okna. Gaara podrzucał w ręku małą
piłkę. Miał słuchawki na uszach, z których słyszałam dźwięki Aerosmith Crazy. Podeszłam
do łóżka i stanęłam tak, że mógł mnie zobaczyć. Zrobił bardzo niezadowoloną
minę i zdjął słuchawki.
-Czego
chcesz?-warknął. Wyłączył muzykę pilotem.
-Porozmawiać.-wzruszyłam
ramionami.
-Martin
powiedział chyba wystarczająco dużo, nie sądzisz?
-A
ty jesteś takim kretynem, że od razu mu uwierzyłeś? Dobrze, że przekonałam się
o tym tak szybko.
-Słuchaj,
nie wiem jak ty, ale ja odbieram się całujących się ludzi, w dodatku w tak
dziwnym miejscu, jako coś jednoznacznego. Mogłaś mi powiedzieć, że planujesz do
niego wrócić. Nie zapraszałbym cię na dwie randki z rzędu. Ani nawet nie
całował.-wściekła wzięłam poduszkę z łóżka i przywaliłam mu z całej siły.
-Dasz
mi dojść do słowa, czy nadal będziesz próbował wbijać mi szpilkę z bardzo
marnym skutkiem?! Nie jestem z Martinem! To, co zobaczyłeś odbyło się
absolutnie bez jakiegokolwiek pozwolenia! Rozmawiałam z wujkami na temat
Sakury. Chcą ją zatrzymać w Tokio. Byłam tak szczęśliwa, że wyleciałam na
korytarz i wpadłam na Martina z taką szybkością, że przewróciliśmy się.
Pocałował mnie, kiedy chciałam z niego wstać. Jeszcze usłyszałam, że chciałby
się ze mną kochać na środku korytarza.
-Nie
on jeden...- mruknął pod nosem, a ja zignorowałam jego słowa.
-Potem
pokazał swoją prawdziwą twarz. Zaczął mną szarpać i rzucił mną o ścianę. Serio,
nic mnie z nim już nie łączy, a po dzisiejszej akcji nie ma nawet mowy, że
kiedykolwiek odezwę się do niego z własnej nieprzymuszonej woli. To wszystko co
chciałam ci powiedzieć. Teraz możesz znowu dąsać się w tej wielkiej sypialni na
tym wielkim łóżku.- mruknęłam odwracając się na pięcie i kierując w stronę
drzwi.
-Zostań.
Jestem wściekły, bo po prostu myślałem, że zrobiłaś ze mnie kretyna. Dosłownie
dzień wcześniej byliśmy na drugiej z kolei randce. Czułem się dziwnie widząc
was, kiedy się całujecie. To tyle.
-Chyba
jesteś w gorącej wodzie kąpany.
-Ty
za to wyglądasz jak ktoś na kogo wylano kubeł zimnej wody dla ochłody.-
spojrzałam na siebie. Spod białej koszulki prześwitywał mi stanik, spodnie
kleiły się do ciała. Westchnęłam.
-Masz
może koszulkę i spodenki? Kiedy moje ubrania przeschną od razu z powrotem się w
nie przebiorę.
Siedzieliśmy z Gaarą obok siebie
stykając się ramionami. Na brzuchu chłopaka stała miska z popcornem, a w komputerze
lecieli X-MEN Ostatni bastion.
-W
życiu bym nie powiedział, że lubisz takie filmy.-Gaara uśmiechnął się do mnie.
-Uwielbiam.
Wszystkie na podstawie Marvela. Lubię też filmy akcji, horrory i komedie. Za
romantycznymi badziewiami nie przepadam. Tytanica polubiłam
bardziej za ścieżkę dźwiękową niż samą fabułę.
-Jesteś
pierwszą dziewczyną, którą znam, a która nie lubi tego filmu.
-Leonardo
DiCaprio rzeczywiście był uroczy, ale to było ponad piętnaście lat temu. Nie
oczekujmy cudów. Co do Hugh Jackmana, nie miałabym nic przeciwko, żeby się z
nim poprzytulać.-Gaara parsknął śmiechem. Zdjął z brzucha miskę z popcornem i
podniósł koszulkę mocno napinając mięśnie brzucha.
-Jeśli
sztanga się nie ugina, to nie można tego nazwać treningiem. To jego motto. Bardzo
skuteczne.- przyjrzałam się jego mięśniom. Wyglądał pięknie. Tak, że miałam
ochotę rozebrać go do naga.
-Rozumiem,
że było dla ciebie motywacją?
-Nie.
Motywacją było to, że trenuję karate, aikido i shaolin. Siłownia to taki
dodatkowy bonus do całej tej reszty.
-Trenujesz
sztuki walki? Nie miałam o tym pojęcia.
-Od
czasu, kiedy skończyłem pięć lat. Mam czarne pasy we wszystkich tych
dziedzinach.
-Wow.
To... Zaskoczenie.- powiedziałam zgodnie z prawdą.
-Jesteśmy
w Japonii. Tu sztuki walki są częścią zajęć z wychowania fizycznego. Niemal
każdy coś trenuje. Sasuke mówił, że będziesz chodzić do naszego liceum. Sama
zobaczysz jak to wygląda.
-Pokaż
mi coś fajnego!- uśmiechnęłam się do niego szeroko, a on odwzajemnił uśmiech.
Ubrany jedynie w dresowe spodnie stanął
na środku pokoju. Stanął w pozycji, którą kojarzyłam z filmu Karate
Kid.
-Ta
pozycja nazywa się Kokutsu-Dachi. Jest pozycją defensywną. Rozmieszczenie
ciężaru pomaga robić szybkie uniki.- powiedział, a potem zmienił pozycję.- Ta z
kolei nazywa się Zenkutsu-Dachi i jest pozycją ofensywną. Można się w niej
szybko skręcać i zadawać ciosy.
-Musisz
kiedyś pouczyć mnie karate. Jedyną formą walki jaką do tej pory znam jest to,
która ubierze najładniejsze tutu na przedstawienia.-Gaara ryknął śmiechem i
usiadł na łóżku. Czułam jak materac ugina się pod jego ciężarem.
-Bałbym
się, że mogę zrobić ci krzywdę. Jestem dużym silnym mężczyzną.
-A
ja małą małą wredną dziewczyną. Nie jestem aż taka słaba. Umiem się
bronić.-mruknęłam z niezadowolenia.- Zrób jakiś cios z wyskoku.
-Jakaś
ty wymagająca!- udawał oburzenie, a potem stanął na środku pokoju i
napinając wszystkie mięśnie wykonał skok.-To było Ushiro-Tobi-Geri.
-Jesteś
jak Chuck Norris!
-Często
to słyszałem.-spochmurniałam w jedne chwili.
-Rozumiem,
że dużo dziewczyn widziało twoje popisy karate?- wrócił na miejsce obok mnie i
poprawił luźny kosmyk włosów opadający na moje oczy.
-Nie.
Ty jesteś pierwsza. Jeździłem na zawody. Potrafię robić te wykopy bardzo
szybko. Dostałem takie przezwisko jeszcze w gimnazjum. Nie pamiętam już nawet
za bardzo dlaczego...-wzruszył ramionami i położył się obok mnie.
Deszcz za oknem nie zelżał w ciągu
dwóch godzin, które spędziłam u Gaary. Westchnęłam widząc to.
-Czas,
żebym sobie poszła. Co prawda jest jeszcze dość wcześnie, ale nie zapowiada się
na zmianę pogody.- mruknęłam i zdjęłam swoje ubrania z kaloryfera.
-Masz
może ochotę na ciepłą herbatę? W sumie nie poczęstowałem cię niczym od czasu
jak przyszłaś, a na pewno zmarzłaś.
-W
sumie czemu nie. Chętnie się napiję.
Kiedy dziesięć minut później Gaara
przyszedł z ogromnymi kubkami w rękach, ja w tym czasie oglądałam zdjęcia
stojące na półkach. Czytałam również grzbiety książek.
-Nie
ma tam nic ciekawego.-powiedział podając mi kubek. Przyjęłam go z
wdzięcznością, a potem wzięłam małego łyka. Herbata była przyjemnie ciepła i
lekko słodka. Smakowała jak ananas i jakiś cytrus.
-Niezupełnie.
Ci chłopcy tutaj, to twój zespół?
-Tak.
Rio jest aktualnie na wakacjach ze swoją dziewczyną, ale kiedy tylko wróci od
nowa zaczynamy próby. Za bardzo obijałem się w ostatnim czasie.-usiadł na łóżku
i postawił sobie kubek na brzuchu. Kiedy usiadłam obok niego materac tak się
ugiął, że gorąca herbata wylała się z jego kubka centralnie na skórę.-Cholera!
-Przepraszam!
To nie było specjalnie!-pisnęłam szybko odstawiając swój kubek na komodę. Gaara
w tym czasie trzymał swój w powietrzu za ucho. Odebrałam go czym prędzej i
postawiłam obok swojego. Zaczęłam wycierać rozlaną herbatę koszulką, którą
miałam na sobie.-Nie oparzyłeś się? Może powinniśmy jechać do lekarza?
-Spokojnie.
Moja herbata była letnia. Nie przepadam za piciem czegoś gorącego. Krzyknąłem
bo było to bardzo... niespodziewane. Przy okazji pobrudziłaś moją koszulkę.
-Chciałam
cię ratować! Myślałam, że za chwilę pokryjesz się bąblami.-nadymałam policzki z
niezadowolenia.
-W
sumie fakt. Szkoda byłoby gdyby takie ciało pokryło się czymkolwiek.- zaśmiał
się, a ja przewróciłam oczami. Dotknęłam miejsca, gdzie herbata dotknęła skóry,
ale rzeczywiście nic tam nie było. Nawet czerwonej plamki.
-Będę
mogła spać spokojnie.-mruknęłam. Dopiero teraz wyczułam, że Gaara leżał spięty.
Zdziwiona spojrzałam w jego stronę. Miał rozszerzone z podniecenia oczy, a jego
klatka piersiowa unosiła się i opadała bardzo szybko.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z
tego, że jesteśmy u niego w pokoju sami, a raptem godzinę temu jego wujek
pojechał po coś do centrum. Tak więc nikt nie byłby w stanie nam przeszkadzać w
czymkolwiek. Zadrżałam na tę myśl.
-Powinnaś
wypić herbatę, którą ci zrobiłem.- nachylił się w moją stronę chcąc sięgnąć po
kubek, ale ja zamiast się odsunąć oplotłam go ramionami i pocałowałam. Jęknął
odruchowo sięgając dłońmi do moich włosów.- Atmosfera zrobiła się jeszcze
bardziej gorąca niż pół minuty temu.- wychrypiał w moje usta.
Czułam pulsowanie podbrzusza
ciągnące się aż między uda. Tak długo pragnęłam tego chłopaka, aż w końcu
nareszcie miałam okazję zrobić to, co chciałam. Nie miałam zamiaru tracić
okazji. I nie chciałam niczego żałować. Pierwszy raz w życiu czułam do kogoś
taką chemię. I na pewno pierwszy raz w życiu tak bardzo pragnęłam seksu. Nawet
jeśli miałby to być tylko jeden raz nie chciałam odmawiać sobie tej
przyjemności.
-Zrobiło
ci się gorąco?- zaczęłam się przekomarzać.-Mam przynieść ci coś zimnego do
picia?
-Zaufaj
mi, że chyba nawet spryskanie mnie ciekłym azotem nie będzie
wystarczające.-przejechał dłońmi po moich plecach, a ja zmrużyłam powieki z
zadowolenia.
-Liczę
na to, że pokażesz mi pozycje niezwiązane z karate.-mruknęłam i namiętnie go
pocałowałam.
Pociągnął mnie na siebie, a kiedy
tylko dotknął materaca szybkim ruchem przekręcił się tak, że leżał na mnie.
Zdjął ze mnie bluzkę, a potem zaczął całować.
Jego usta błądziły po szyi,
dekolcie, obojczykach i brzuchu. Cała się trzęsłam czując jego gorące wargi na
mojej lekko chłodnej skórze. Jego duże męskie dłonie pieściły mnie po odkrytych
fragmentach ciała tak, że aż skręcałam się na materacu. Kiedy bez ostrzeżenia
wsunął dłonie pod mój stanik cała się napięłam.
-Coś
nie tak?-zapytał widząc moją reakcję. Jego głos był tak zachrypnięty, że ledwo
mogłam go zrozumieć. Pokiwałam przecząco głową.
-Wszystko
ok. Nie rozlecę się, spokojnie.
Kiedy zdjął ze mnie spodenki
zostałam jedynie w majtach. Gaara uśmiechnął się widząc pasującą do kompletu
bieliznę.
-Planowałaś
to przebiegła lisico.-zaśmiałam się i przygryzłam dolną wargę.
Owszem. Liczyłam na to, że kiedy do
niego przyjdę uda mi się w końcu pójść z nim do łóżka. Dlatego dobrałam
bieliznę do kompletu.
-Jesteś
bardzo spostrzegawczy.- powiedziałam łapiąc za jego dresowe spodnie. Obydwoje
zostaliśmy jedynie w majtkach. Gaara wyglądał jak model z wybiegu Armaniego.
Nigdy w życiu nie spodziewałabym się, że trafię do łóżka z kimś tak gorącym.
Gaara klęknął nade mną. Przejechał
palcami od szyi przez piersi, brzuch, aż do miejsca gdzie zaczynała się gumka
od bielizny. Drgnęłam pod tym dotykiem i miałam ochotę zacisnąć uda z
podniecenia. Czułam walące w piersi serce i słyszałam swój płytki oddech.
Pomimo tego, że miałam już doświadczenie w sprawach seksu, teraz czułam się jak
nowicjuszka. Nie denerwowałam się tak nawet podczas pierwszego w życiu
zbliżenia.
Chłopak spojrzał się na mnie
czarnymi od podniecenia oczami, a ja kiwnęłam głową. Jednym szybkim ruchem
zsunął ze mnie bieliznę rzucając ją gdzieś w najdalszy kąt pokoju. Trochę się
wstydząc złączyłam ze sobą nogi, aby Gaara nie mógł zobaczyć, dosłownie,
wszystkiego. On widząc to uśmiechnął się.
-Czy
ktoś ci kiedyś mówił, że masz piękne ciało?- przejechał rękoma od moich stóp
przez łydki, kolana i uda, a ja jeszcze mocniej zacisnęłam nogi z podniecenia.
Kiwnęłam przecząco głową.
-N...
nie.-wydukałam.
-To
niedobrze. W takim razie ja to powiem. Masz piękne ciało. Więc przestań starać
się chować przede mną. Nie masz się czego wstydzić.- niemal szepnął łapiąc moje
kolana i rozchylając moje uda. Położył się na mnie całując w usta, a w tym
czasie jedna jego dłoń zsunęła się między moje uda. Cicho krzyknęłam w jego
usta, kiedy poczułam jak zaczyna pieścić moją łechtaczkę. Z kolei kiedy wsunął
we mnie palce wygięłam się w łuk i zaczęłam jęczeć. Gaara zaśmiał się nisko
słysząc to, a potem pochylił się nade mną.-Ciii, inaczej sąsiedzi usłyszą.
Nie miałam pojęcia gdzie ten chłopak
nauczył się takich pieszczot, ale kiedy ledwo oddychając skupiałam się i na
jego pocałunkach i na pieszczotach, odniosłam wrażenie, że tak wygląda
seksualny raj. Coś czego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Gaara kleknął na
materacu i z pierwszej szuflady wyciągnął małe foliowe opakowanie. Wrócił na
swoje poprzednie miejsce i rozebrał się do końca rozrywając przy tym opakowanie
z charakterystycznym dźwiękiem. Wiedziona ciekawością spojrzałam poniżej linii
jego bioder i omal nie odskoczyłam jak oparzona.
-O,
Boże!-wyrwało mi się, a Gaara spojrzał się na mnie ze zmarszczonym czołem.
-Co?
Nie wiem, czy wiesz, ale to zawsze tak wygląda.-zażartował.
-Nie!
To zawsze tak nie wygląda! Na pewno nie w takich rozmiarach!- pisnęłam. Miałam
ochotę sama sobie nakopać za takie głupie zachowanie.
-Nie
miałem na to wpływu. Spokojnie. Wiem, co robię. Zaufaj mi. Jeśli tylko
poczujesz się niekomfortowo, od razu przerwę. Teraz rozluźnij się, bo w taki
sposób to na pewno nie będzie przyjemne.- pierwszy raz chłopak mówił mi takie
rzeczy. Martin na to nie patrzył. Jak miał ochotę na seks nawet za bardzo nie
dbał o to, żebym była odpowiednio podniecona. Z resztą natura nie była dla
niego aż tak łaskawa.-Ufasz mi, że nie zrobię ci krzywdy?
-Tak.
Ufam.-kiwnęłam głową, a on uśmiechnął się i położył na mnie. Delikatnie musnął
moje usta, a potem pogłębił pocałunek.
Rozchylając moje uda przyciągnął
jedną nogę do mojego brzucha, a potem ułożył się wygodnie. Kiedy zatopił się we
mnie mocno zacisnęłam palce na jego ramieniu, a z naszych ust w tym samym
czasie wydobyło się ciche "och". Przez krótką chwilę czułam ból, ale
kiedy tylko się rozluźniłam słowo ból zamieniło się na boski.
Czując w sobie jego ruchy oddychałam
płytko, co jakiś czas wydając z siebie niekontrolowany jęk lub krótki, dość
głośny okrzyk. Jego klatka piersiowa ocierała się o moje piersi, a kości
miednicy pieściły dodatkowo najczulszy punkt mojego ciała. Drapałam go po
łopatkach słuchając chrapliwego oddechu przy uchu. Czułam zapach jego ciała.
Pod palcami rozmazywałam krople potu, które zrosiły jego skórę, ciągnęłam go
delikatnie za włosy, przygryzałam szyje.
Kiedy pierwszy raz w życiu zaczęłam
szczytować tylko od samego stosunku, cała zaczęłam drżeć, a moje mięśnie
zrobiły się sztywne jak struny. Straciłam kontakt z rzeczywistością wydając z
siebie głośny jęk, stłumiony namiętnym pocałunkiem.
Leżałam na materacu próbując wrócić
z powrotem na ziemię. Znowu zaczęłam wyraźnie widzieć, a moje mięśnie
rozluźniły się. Oddech zaczął powoli wracać do normy tak samo jak bicie serca.
-Patrząc
na ciebie myślę, że tak strasznie nie było.-Gaara leżał obok mnie z szerokim
uśmiechem na twarzy. Odwzajemniłam go i zaczęłam wpatrywać się w sufit.
-Masz
rację. Nie było.-mruknęłam zadowolona i przeciągnęłam się. Owinęłam się kołdrą
i zaczęłam zbierać rozrzucone po pokoju ubrania, jednocześnie nakładając na
siebie bieliznę i szeroką koszulkę Gaary.
-Wybierasz
się gdzieś?-zapytał i sam wstał z łóżka podchodząc do mnie.
-Widziałeś,
która jest godzina? Tak wybieram. Wracam do domu.- powiedziałam i szybko
zaczęłam ubierać na siebie swoje ubrania, które zdążyły wyschnąć.
-Odprowadzę
cię. Wolę żebyś nie chodziła sama tak późno.- powiedział narzucając na siebie
koszulkę.
Kiedy stanęliśmy przed drzwiami jego
domu, zamknął go, a potem, chwytając mnie za rękę, zaczął powoli ciągnąc mnie w
stronę bramki. Czułam się trochę dziwnie. Jakby ten namiętny seks w jego
sypialni w ogóle nie miał miejsca. Szliśmy chodnikiem, trzymając się za ręce i
wesoło o wszystkim gawędząc. Czułam się jak... dziewczyna idąc gdzieś z
chłopakiem.
Kiedy znaleźliśmy się pod bramą
Gaara puścił moją rękę i położył dłoń na policzku.
-Powinienem
nazywać cię teraz swoją dziewczyną?- parsknęłam śmiechem.
-Wiesz,
związki, które zaczynają się od seksu z reguły nie kończą za dobrze.
-Myślę,
że jednak zaryzykuję. Jednak tylko jeśli ty chcesz. Jeśli nie, po prostu dam ci
więcej czasu na zastanowienie się nad tym.
-Raczej
ty powinieneś to przemyśleć. Jestem... obciążona pewnymi rzeczami z
przeszłości.-wzruszyłam ramionami i opuściłam wzrok. Gaara w jednej chwili z
powrotem podniósł moją głowę do góry.
-Absolutnie
tego nie widzę i jestem pewny tego, co mówię. Decyzja zależy od ciebie. Jeśli
potrzebujesz czasu, to...
-Chcę.
Nawet jeśli wydaje mi się to wariactwem, tak chcę być z tobą.
-Wariactwem?
Rose i Jack po raptem dwóch dniach doszli do wniosku, że nie mogą bez siebie
żyć.-oboje głośno się zaśmialiśmy na uwagę Gaary.
-Mam
wrażenie, że mówiłam ci dlaczego lubię ten film, i nie chodziło wcale o fabułę.
-Pamiętam.
A teraz czas żeby moja dziewczyna poszła do domu. Na pewno wszyscy zastanawiają
się gdzie cię wcięło. Dobranoc.- nachylił się nade mną i pocałował na
pożegnanie.
-Dobranoc.-uśmiechnęłam
się, a potem niczym sarenka zaczęłam biec w stronę drzwi wejściowych.
Gaara spoglądał na dziewczynę
biegnącą w stronę oświetlonego budynku. Wsadził dłonie do kieszeni i czekał, aż
dziewczyna zniknie w drzwiach. Uśmiechnął się do siebie pod nosem i spojrzał w
rozgwieżdżone niebo.
-Tak.
Zdecydowanie ona jest pierwszą tak interesującą dziewczyną.-powiedział sam do
siebie, a potem powoli zaczął iść wzdłuż chodnika.
Ani Gaara ani Sara nie mieli
pojęcia, że kawałek od nich ktoś przyglądał im się z furią w oczach i
nienawiścią rosnącą w sercu z sekundy na sekundę.
-Mała dziwka. Pożałuje, że w ogóle się urodziła.
Komentarze
Prześlij komentarz