Rozdział 41

Opowiedziałam uczniom i nauczycielom o tym, co stało się z Gaarą. Wszyscy ustalili, że najlepszym wyjściem będzie nie przypominać mu nic na siłę, tylko czekać i mieć nadzieję, że jego stan zacznie się poprawiać.
            Trzeba przyznać, że dla mnie samej było to okropnie ciężkie do zaakceptowania. Gaara szybko opuścił szpital. Nie wrócił jednak póki co na zajęcia. Od Rio dowiedziałam się, że chciał odpocząć trochę w domu. Nie dziwiłam mu się. Spędził w szpitalu 2 miesiące w śpiączce, choć zapewne nie miał pojęcia jak się tam znalazł. Ja wróciłam do obowiązków w firmie, oraz szykowałam się na rozprawę, która czekała mnie za 3 dni. Mój żołądek skręcał się boleśnie na tę myśl.
            Po piątkowych zajęciach szybko przebrałam się w szkolnej toalecie, w białą koszlę i granatowe jeansy dobrałam do tego granatowe szpilki. Musiałam pędzić do firmy na służbowe spotkanie. Chciałam jeszcze szybko zabrać z szafki kilka książek. Były mi potrzebne na poniedziałkowy sprawdzian. Kiedy wyciągałam ciężki tom, rozdzwonił się mój telefon. Zaczęłam szukać go w torbie. Odebrałam nie patrząc kto dzwoni. Zdziwiłam się, kiedy po drugiej stronie słuchawki ktoś odezwał się po chińsku. Zaczęłam rozmawiać z naszym współudziałowcem. Był zmuszony odwołać spotkanie. Jego żona, która jest w ciąży źle się poczuła, a on nie chciał zostawiać jej samej w szpitalu. Wyraziłam pełne zrozumienie. Umówiliśmy się po prostu na inny termin. Zaczęłam kierować się do wyjścia. Szkoła opustoszała. Dostałam wiadomość, którą w biegu zaczęłam czytać. Kiedy znalazłam się przed wejściem zaczęłam szukać kluczy od samochodu w torbie.


-Sara! Czemu jeszcze nie jesteś w domu? Lekcje skończyły się pół godziny temu.-podskoczyłam jak oparzona. Po mojej prawej stronie stała Temari ze swoim chłopakiem. A obok nich Karin, Juugo i o zgrozo, Gaara z Rio.



-Cześć! Miałam jechać na spotkanie w firmie. Musiałam się trochę oporządzić. Nie mogłam iść w mundurku.-powiedziałam. Mój telefon znowu zaczął dzwonić. Na wyświetlaczu pokazało mi się zdjęcie Sasuke. Oniemiałam. Nie utrzymywaliśmy ze sobą kontaktu od pół roku. Pełna obaw odebrałam.



-Masz jutro rozprawę przeciwko rodzinie Aristow i Soga. Godzina rozprawy została przełożona na 10 rano. Nie spóźnij się.



-Sasuke, skąd ty to...-usłyszałam jednak tylko przeciągłe bibnięcia w telefonie. Karin, na imię Sasuke od razu do mnie podleciała i zaczęła wydzierać się.



-Mówiłam ci, że masz trzymać się od Sasuke z daleka! Nie jest już jednym z was! Chyba, że umawiasz się z nim?! Ty wredna...



-Czy możesz się łaskawie zamknąć! Wystarczającą karą jest fakt, że muszę oglądać twoją krzywą twarz przez 5 dni w tygodniu. Nie musisz fundować mi dodatkowo swojego jazgotu na piątkowe popołudnie. Rany, Karin! Spływaj!!!-wydarłam się na nią. Zaczęłam głośno nabierać powietrza. Zwróciłam się do Rio.-Przełożona na 10 rano. Jedziesz teraz ze mną po dokumenty? Nie będziesz musiał zrywać się o świcie.



-Przyszedłem z Gaarą, więc...



-Niech jedzie z nami. Mam już dość dzisiejszego dnia. Temari?



-Mój chłopak mnie odwiezie. Rio, przyprowadź Gaarę do domu.-Temari stała się potwornie opiekuńcza w stosunku do młodszego brata.



-O mnie się nie martw.-kiedy przyjrzałam się Gaarze, zauważyłam w jaki sposób się na mnie patrzy. Oblała mnie fala gorąca.



-Dobrze, w takim razie chodźmy.

            Kiedy zajechaliśmy pod mój blok czułam się tak potwornie zmęczona, że przechodziło to ludzkie pojęcie.


-Wchodzicie ze mną?-obaj kiwnęli głowami. Czułam, że głupio zrobiłam pozwalając Gaarze jechać z Rio. Chciałam jednak dać chłopakowi dokumenty i spać spokojnie. Weszliśmy do mieszkania. Jak zwykle musiałam zostawić na widoku jakieś osobiste rzeczy. Zgarnęłam wszystko i wrzuciłam do sypialni. Chłopcy się rozgościli.



-Ładne mieszkanko. Zapraszasz tu kogoś?-po uśmiechu Gaary wiedziałam co ma na myśli.



-Przyjaciół, mojego wujka z żoną.-rzuciłam krótko i zaczęłam szperać w komodzie, żeby znaleźć dokumenty. Gaara podszedł do mnie.



-Chodziło mi bardziej o chłopaka.-mocno zacisnęłam dłonie na uchwycie od drzwiczek.



-Obecnie jestem sama. Rio! Zapakować ci te kartki w koszulki?!-Rio był w łazience. Musiałam krzyczeć.



-Jakbyś mogła! Nie chcę zgubić ani jednej!!!-głośno westchnęłam i zaczęłam pakować kartki do foliowych opakowań.



-Taka dziewczyna jest sama? To dobrze.-poczułam oddech Gaary na swoim policzku. Ręce zaczęły mi się trząść. Miałam rację, że zabieranie go tutaj było złym pomysłem.-Powiedz mi jakim cudem nie pamiętam cię ze szkoły?Nie jesteś przeciętną dziewczyną i nie wtapiasz się w tło.


-Po prostu nie mieliśmy okazji ze sobą porozmawiać. Z resztą ty zadajesz się z Karin i jej bandą, a ja z ludźmi z zupełnie innej bajki. Nie jesteś też za bardzo w moim typie, jak mam być szczera, a poza tym ty masz dziewczynę.-starałam się opanować drżenie głosu.


-Każda grzeczna dziewczynka tak mówi, a potem i tak mi ulega. Im szybciej tym lepiej. A Shina to nie moja dziewczyna. Nie nadaje się na nią.-szepnął mi na ucho. Odwróciłam się w jego stronę.


-Może te, które ty znasz. Na pewno nie ja. I jeszcze jedno. Nie jestem grzeczną dziewczynką.-Rio akurat wyszedł z łazienki. Zdziwił się, kiedy zobaczył mnie i Gaarę tak blisko siebie.


-Coś mnie ominęło?


-Nic.-uniosłam jedną brew do góry. Widziałam w oczach Gaary coś, co dobitnie mówiło, że zabawa między nami dopiero się zacznie. Zrobiło mi się gorąco.


-No cóż. Dobrze Mała, daj mi te dokumenty. Będziemy się zbierać.-Rio chyba zrozumiał, że sytuacja robi się dość niekomfortowa.


-Proszę, tu jest wszystko. O której jutro będziesz pod budynkiem?


-Około 9 skoro rozprawa została przełożona na 10. Coś mnie zastanawia. Dlaczego nikt nie powiadomił nas wcześniej? Przecież gdyby Sasuke nie zadzwonił, nie zdążyłabyś donieść dowodów. Coś mi tu nie gra.


-Jesteś pewien, że ten dupek nie przekupił sędziego albo kogokolwiek?-zapytałam podejrzliwie.


-Zaczynam w to wątpić. Muszę jechać na komisariat. Będziemy w kontakcie.-kiwnęłam niepewnie głową.


-Tak Rio, może jeszcze powiedz jej kim w tej policji jesteśmy.-Gaara syknął na swojego przyjaciela.


-Zdziwiłbyś się ile o tym wiem. Rio pomaga mi w pewnej sprawie.-powiedziałam jadowicie. Chłopak podszedł do mnie.


-Ile czasu znasz Rio?-głośno przełknęłam ślinę. Jeśli powiedziałabym mu, że ponad rok, coś by mu się  nie zgadzało.


-Od lipca. Pomaga mi w czymś. Już mówiłam. Z resztą nie muszę ci się z niczego tłumaczyć.-hardo spoglądałam mu w oczy. Powieka nawet mi nie drgnęła.


-Kim ty do cholery jesteś?-powiedział, a potem złapał mnie za podbródek.


-Kimś, kto zaraz dotkliwie cię skrzywdzi jeśli się nie odsuniesz.-zmrużyłam oczy. Gaara uśmiechnął się pod nosem. Puścił mój podbródek i podszedł do Rio.


-Dobra Stary, zbieramy się.


-Cześć Saro. Do jutra.-delikatnie uśmiechnęłam się do Rio, a potem poszłam zamknąć za nimi drzwi.

            Następnego dnia obudziłam się około 5. Wiedziałam, że nie uda mi się zasnąć, choćbym nie wiem jak bardzo się wysilała. Wstałam więc, zrobiłam sobie herbatę i puściłam jakąś relaksującą muzykę. Około 7 zaczęłam się przygotowywać. Musiałam ubrać się elegancko, ale grzecznie. Wybrałam czarne spodnie na kant i białą koszulę. Do tego płaskie baleriny. Paznokcie pomalowałam na intensywnie czerwony kolor. O 8:15 wyszłam z domu. Ruch był duży, ale na moje szczęście do sądu nie miałam daleko. Tak więc o 8:40 byłam pod budynkiem. Rio już na mnie czekał. Weszliśmy do środka.


-Denerwujesz się?-kiwnęłam głową. Brzuch strasznie mnie rozbolał, dostałam silnych mdłości.



-Nie wiem, czy będę w stanie znowu oglądać ich gęby. To dla mnie za dużo, jak na tak krótki okres czasu.-ledwo wydukałam.



-Powiem ci, że za cholerę nie wiem, jak ty to robisz, ale znowu wlazłaś w głowę Gaary. Wczoraj tak mnie przepytał na twój temat, że nie wie w sumie tylko, jaki kolor bielizny nosisz w piątki.-uśmiechnęłam się pod nosem.



-Teraz to i tak nie jest istotne. Istotne jest wtrącenie Gabriela za kratki.



-Zawzięłaś się. To dobrze.



-Trzymaj kciuki Rio.-Rio złapał mnie za rękę i mocno ścisnął. Z sali sądowej wyszedł policjant i wezwał mnie.

           
Zajęłam miejsce obok mojego prawnika.


-Jak samopoczucie? Słyszałem od wujka o Gaarze. To smutne.



-Póki co pragnę wtrącić Gabriela i Nanako oraz ich rodzinkę na wiele lat za kratki.



-Nie znaleźliśmy żadnych dowodów na przemyt. Pod tym względem są czyści jak łza.



-Spokojnie. Wydaje mi się, że jestem w stanie coś wymyślić.


-A więc twierdzi pani, że nie była w bliskich stosunkach z panem Gabrielem, tak? Mój klient uważa inaczej. Zeznał, że kilka razy doszło między wami do zbliżenia.-te pytania były cholernie krępujące.



-Mówiłam to wiele razy, ale jestem gotowa powtarzać do skutku. Nie, nic nie łączyło mnie z Gabrielem poza sprawami biznesowymi. Ani razu nie doszło między nami do zbliżenia. Gabriel potrafił być jednak bardzo natarczywy wobec mnie. Przy spotkaniach biznesowych wiele razy zaznaczał, że i tak mu ulegnę. Nie uległam.



-Dlaczego?



-Byłam wtedy w związku. Gabriel doskonale o tym wiedział. Mimo to nie odpuszczał.



-Była pani w związku. Z tego co wiemy, pani chłopak zostawił panią dla pani Nanako Soga, bliskiej współpracownicy pana Aristow. Czy nie miało to wpływu na wniesienie aktu oskarżenia?



-Tak, to prawda, Gaara był z Nanako. Jednak dowiedziałam się dlaczego. Z resztą widzę, co próbuje pani uzyskać. Nie, nie kieruje mną zazdrość. Pozwoliłam mojemu byłemu chłopakowi mieć nowe życie. Nie wtrącałam się w jego nowy związek, ponieważ sama nie czułam takiej potrzeby. Dopiero, kiedy dowiedziałam się dlaczego byliśmy zmuszeni się rozstać, wkroczyłam do akcji, jeśli mogę tak powiedzieć.



-Wkroczyła pani do akcji? A na czym ta akcja miała polegać?



-Pan Aristow i panna Soga byli podejrzewani przez policję o przemyt narkotyków. Jako, że zdawałam sobie sprawę z tego, że być może uda mi się te informacje uzyskać, postanowiłam pomóc i policji i byłemu chłopakowi, który został w to wmieszany.



-Sprzeciw wysoki sądzie. To obrażanie mojego klienta oraz przypuszczanie. W domu i rodziny Aristow i rodziny Soga nie znaleziono żadnych dowodów.


-Wysoki sądzie, chciałabym wnieść nowe dowody dotyczące podejrzeń o przemyt narkotyków. Mój świadek to Rio Kiso.-spojrzałam na sędziego.



-Zgadzam się. Proszę wprowadzić pana Kiso na salę sądową.-policjant wezwał Rio. Ten pewnym siebie krokiem wszedł, a potem podał sędziemu dokumenty obciążające i Gabriela i Nanako. Sędzia wziął je do ręki i zaczął przeglądać. Kątem oka zauważyłam, że Gabriel pobladł, kiedy zobaczył zarys szkiców na kartkach.-Pani Iregiro, skąd ma pani te dokumenty?



-Z domu pana Gabriela wysoki sądzie. Były ukryte w podwójnym dnie szuflady jego biurka.-sędzia uśmiechnął się do mnie.



-Cóż, mamy silnie obciążające dowody na to, że rodzina Soga i rodzina Aristow byli przemytnikami. Jednak zostaje jeszcze kilka kwestii. Z tego, co wiem, Gabriel postrzelił twojego chłopaka, dlaczego?



-Od czasu, jak rozpadł się mój związek, Gabriel stał się jeszcze bardziej natarczywy, niż wcześniej. Składał dwuznaczne propozycje. Kiedy tylko dowiedziałam się, że Gaara zaginął chciałam coś z tym zrobić. Udało mi się go odnaleźć. Uciekliśmy z miejsca, w którym byliśmy przetrzymywani i schroniliśmy się w domku dla gości. Udało mi się skontaktować z moim wujkiem. Poprosiłam go o pomoc. Wezwał Rio. Później rozpoczęła się ta straszna strzelanina, i kiedy wszyscy myśleli, że to koniec, Gaara chciał podejść do mnie. Usłyszałam huk, a kiedy na klatce piersiowej Gaary zaczęła pojawiać się ciemna plama, szybko skojarzyłam fakty. Gabriel mierzył do niego z dymiącego pistoletu. Powiedział, że obiecał Gaarze, że już nigdy nie będę jego. Gaara trafił do szpitala z kulą w sercu. Ledwo go odratowano.



-Powiedz, czy ten młodzieniec już się obudził?



-Tak. Od kilku dni jest w domu razem z siostrą.



-Czy dolegają mu jakieś pourazowe objawy?



-Gaara czuje się dobrze, jednak stracił pamięć. Nie pamięta mnie, naszych przyjaciół, ani tego w jaki sposób znalazł się w szpitalu. .



-Myślisz, że to trwałe uszkodzenie?



-Nie jestem lekarzem wysoki sądzie. Obawiam się jednak, że może tak być-powiedziałam łamiącym się głosem.




-Nie mam więcej pytań. Zarządzam krótką przerwę.

           

Podczas przerwy Rio zaprosił mnie na kawę. Byłam blada i wyczerpana. Zegarki pokazywały 12:15.


-Mam już tego dość. Ile czasu może trwać rozprawa sądowa. Jeżeli sędzia nie wyda wyroku teraz, psychicznie nie wytrzymam.


-Takie sprawy mogą ciągnąć się miesiącami. Musielibyśmy mieć sojusznika, który był w jakiś sposób związany z rodziną Soga lub Aristow. Mógłby wtedy poręczyć na naszą korzyść.-olśniło mnie.


-Facet z baru.


-Co?


-Facet z baru! Ten, do którego zabrałeś mnie kiedy Gaara zaginął. Przecież on prowadził interesy z rodziną Soga! To oni wpakowali go za kratki! Gdyby tylko mógł się tu zjawić!


-Powinnaś chyba pracować w policji.-uśmiechnęłam się do Rio. Wyciągnęłam telefon z torebki.


-Mógłbyś podać mi jego numer? Zrobili mi duplikat karty, ale kontakt miałam zapisany na telefonie.-Rio wyciągnął swój telefon. Szybko wstukałam cyferki i modliłam się, żeby facet odebrał najszybciej jak to możliwe.


            Wleciałam na salę jak na skrzydłach. Podeszłam do mojego prawnika i powiedziałam mu kilka słów na ucho. Szeroko się do mnie uśmiechnął. Sędzia zarządził spokój i kazał wszystkim zająć swoje miejsca.


-Rozpoczynamy drugą część rozprawy. Proszę na świadka pana Gabriela Aristow.-Gabriel wstał. Zajął miejsce świadka.


-Panie Aristow, przypominam, że ma pan mówić prawdę, gdyż za składanie fałszywych zeznań grozi odpowiedzialność karna.


-Tak, rozumiem.


-Czy zna pan pannę Sarę Iregiro?


-Tak. Moja firma współpracuje z firmą jej ojca.


-Czy poza firmą spotykali się państwo, jako para, przyjaciele?


-Tak. Jednak nie jako para. Raczej coś na kształt kochanków.-ciśnienie mi podskoczyło.


-Sprzeciw wysoki sądzie. Moja klientka wielokrotnie składała zeznania w tej sprawie. Sama przyznała, że nigdy nie doszło między nią, a panem Aristow do zbliżenia.


-Pana klientka zeznała również, że kilka razy całowała się z moim klientem. Nadal jest pan pewny, że nie doszło do niczego więcej? Być może panna Iregiro mydli panu oczy.


-Oddalam. Niech pani zacznie się zachowywać, inaczej wyproszę panią z sali sądowej. Czytałem zeznania pana Gabriela i panny Iregiro. Wiele się ze sobą pokrywa.-powiedział sędzia.


-Czyli panna Iregiro utrzymuje, że nie doszło do zbliżenia między nią, a panem Gabrielem. Mój klient z kolei utrzymuje, że doszło. Tak więc któreś z nich kłamie. Nie zdziwiłabym się, gdyby to panna Iregiro doprowadziła do całej sytuacji. Jak wszyscy widzimy wydaje się być niepozorna. Jednak mogła uwieść zainteresowanego nią pana Aristow, żeby potem wykorzystać jego wpływy, aby zemścić się na byłym chłopaku za to, że rozstał się z nią, a związał z panną Soga.-głośno westchnęłam. Ta kobieta mogłaby tworzyć obrazy do filmów fantasty.


-Wysoki sądzie, mogę coś powiedzieć?-zapytałam.


-Czy pani mecenas ma jeszcze jakieś obiekcję?-sędzia zapytał.


-Nie wysoki sądzie, proszę. Chętnie posłucham co ma nam do powiedzenia panna Iregiro.-głośno westchnęłam.


-Przyznaję, że wiedziałam, że pan Aristow jest mną zainteresowany. Jednak nigdy nie dałam mu do zrozumienia, że odwzajemniam jego zainteresowanie. Byłam wtedy w szczęśliwym związku z Gaarą, nie w głowie były mi romanse ze współudziałowcem. Sytuacja nie zmieniła się nawet po tym, jak mój związek się rozpadł. Zaczęłam szukać sobie jakiś zajęć, poświęcałam czas pracy i szkole i tyle wystarczyło mi do szczęścia. Nie planowałam związku. Na pewno nie planowałam go z kimś takim jak pan Aristow. Nie byłam nim zainteresowana. Owszem, zgadzam się z tym, że kilka razy się całowaliśmy, wynikało to z tego, że musiałam zdobyć informację o tym, co dzieje się z Gaarą. Nigdy nie doszło jednak do żadnego zbliżenia. Nigdy. Moim jedynym mężczyzną był mój były chłopak. Nikt więcej. Nie wiem, czy wysoki sędzia mi wierzy, ale tak było.


-Dlaczego więc zdecydowała się pani na uwodzenie mojego klienta?


-Nie uwodziłam go. Pan Aristow sam wyobrażał sobie za dużo.


-Jednak mógł nim kierować motyw zemsty. Dała mu pani do zrozumienia, że jest nim zainteresowana.


-Nie, nie dałam. Dzwoniłam do niego, kiedy było to konieczne. Nie umawiałam się na kolacje ze śniadaniem, nie zapraszałam do kina, na spacery ani na inne tego typu rzeczy. Wiele razy i moi przyjaciele i mój wujek byli świadkami moich rozmów z Gabrielem. Za każdym razem wściekałam się, ponieważ słyszałam coś w stylu "czy zerwałaś już ze swoim parobkiem, bo chce się zająć tobą prawdziwy mężczyzna". Gabriel nienawidził Gaary za to, że to mój chłopak, oraz za to, że nie był bogaczem. Sam mi kiedyś powiedział, że "bogaty zadaje się z bogatym". Często kłóciłam się z Gaarą przez to, że Aristow potrafił wydzwaniać do mnie po nocach i zapraszać do siebie na seks. Jedyną osobą, która mogła być zazdrosna to Gaara. Jednak nic nie zrobił Gabrielowi. Pan Aristow ma manię wyższości oraz tego, że myśli iż pieniędzmi podbije świat. Nie mógł mnie zdobyć. Kiedy nadarzyła się okazja, chciał usunąć Gaarę.


-Sprzeciw wysoki sądzie.-krzyknęła pani mecenas. Jak widać nie spodziewała się aż takiej wylewności z mojej strony.


-Oddalam. Mów dalej. Powiedz mi tylko, czy twój chłopak po rozstaniu dawał ci jakiekolwiek znaki, że nadal mu na tobie zależy?


-Musi wysoki sąd zapytać o to jego przyjaciela. Kilka razy przypadkiem widziałam Gaarę, i tak dawał mi do zrozumienia, że jest mną zainteresowany, jednak tylko pan Kiso wie, co działo się z moim byłym chłopakiem po naszym rozstaniu.


-W takim razie wzywam na świadka pana Kiso.-Gabriel został odprowadzony na ławę oskarżonych, z kolei Rio zajął jego miejsce.


-Czy zna pan pannę Iregiro?


-Tak wysoki sądzie. Przyjaźnimy się od roku.


-W jakich okolicznościach ją pan poznał?


-Przez jej chłopaka, a mojego przyjaciela i partnera w pracy. Poznaliśmy się u Gaary w domu.


-Jak określiłby pan związek panny Sary i pana Gaary? Czy był burzliwy?


-Nie. Nie mógłbym tego tak nazwać. Był oparty na przyjaźni, namiętności, zrozumieniu. Owszem mieli gorsze dni, jak chyba w każdym związku, ale trwało to zwykle dzień, a potem wszystko było po staremu.


-Czy po rozstaniu panna Iregiro nachodziła pana Gaarę, groziła mu lub tym podobne?-zapytał adwokat rodziny Soga.


-Nie. Sara zajęła się firmą. Jej wujek był akurat na miesiącu miodowym, więc musiała przejąć za niego obowiązki.


-Czy dochodziło między nią, a panem Gaarą do zbliżeń po rozstaniu?


-Widzieli się 2 razy. Zawsze w obecności ludzi. Także śmiem twierdzić, że nie. Gaara dla bezpieczeństwa Sary unikał jej. Ona z kolei starała się dojść do siebie po trudnym rozstaniu. Każde z nich zaczęło swoje życie.


-Czy wie pan co czuł pan Gaara po rozstaniu z panną Iregiro?-rany! Teleturnieje miały chyba mniej pytań, niż do tej pory padło w tej rozprawie. Na dodatek obrona Soga i Aristow wzięła sobie na cel mnie i Gaarę. Domyślałam się, że chodziło im o udowodnienie mojej winy, jako kogoś kto sprowokował Gabriela do strzelania do Gaary, pod wpływem zazdrości.


-Gaara związał się z Sarą w sierpniu ubiegłego roku. Rozstali się po 11 miesiącach. Jednak nie z własnej woli. Szef mój i Gaary Yuto, kazał mu zerwać z Sarą i związać się z Nanako. Gaara był załamany. Tęsknił za Sarą. Mówił mi, że wie, że to błąd. Jednak najważniejsze było dla niego bezpieczeństwo Iregiro. Zależało mu na niej i śmiem twierdzić, że nadal zależy. Nigdy nie był zainteresowany Nanako, ani żadną inną dziewczyną w trakcie związku z Sarą. Sara go odmieniła. Stał się innym, lepszym człowiekiem.


-Czy uważa pan, że uczucia panny Iregiro względem pana Gaary były odwzajemnione?


-Tak. Jestem tego na 100% pewien. Sara nie była zainteresowana ani względami pana Aristow, ani żadnego innego chłopaka.


-Nie mam więcej pytań.-ich obrona zgłupiała. Nie spodziewali się chyba takiego obrotu sprawy.


-Dobrze, tą kwestię mamy już rozstrzygniętą. Pozostaje jednak sprawa o przemyt narkotyków. Owszem, panna Iregiro dostarczyła materiał dowodowy, ale to zbyt mało, na tak ciężkie oskarżenia.-wtrącił się obrońca rodziny Soga.


-Mam świadka, który wiele lat temu prowadził interesy z rodziną Soga. Chciałabym wezwać go na salę rozpraw. Pan...-zawiesiłam się. Do tej pory nie miałam pojęcia jak facet się nazywa.


-Pan Taichi Satake.-powiedział Rio. Uratował mi tym życie.


-Zezwalam. Proszę wezwać na świadka pana Taichi Satake.-mężczyzna wszedł. Ojciec Nanako zrobił się blady na twarzy, kiedy tylko go zobaczył.


-Proszę powiedzieć kim pan jest.


-Nazywam się Taichi Satake. Współpracowałem kiedyś z rodziną Soga. Skończyło się to dla mnie pobytem w więzieniu.-facet miał bardzo jadowity ton. Jednak kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko. Odwzajemniłam uśmiech.


-Dobrze, proszę powiedzieć skąd zna pan pannę Iregiro.


-Poznałem ją dzięki Rio. Potrzebowała mojej pomocy przy odnalezieniu Gaary. Rio wiedział, że miałem kiedyś do czynienia z rodziną Soga, więc przyprowadził ją do mnie. Czarująca młoda dama. Zakochana po uszy i szalona.-uśmiechnęłam się pod nosem.


-Zakochana i szalona? Tak by ją pan określił?-modliłam się, żeby facet nie pogrążył mnie w żaden sposób.


-Tak. Wiedziała, że odnalezienie Gaary może być niebezpieczne. Jednak podjęła się tego.


-Dobrze. Proszę nam powiedzieć, czy wiedział pan o tym, że rodzina Soga jest podejrzewana o przemyt narkotyków?


-Podejrzewana?! Ha! Raczej powinna pani zapytać, dlaczego te kanalie nie siedzą za kratkami!-sędzia kilka razy mocno uderzył młotkiem.


-Proszę się uspokoić. Zapytam jeszcze raz. Czy wiedział pan, że rodzina Soga jest podejrzewana o przemyt narkotyków?


-Oczywiście, że tak. Sam zostałem przez nich oszukany! Spędziłem 4 długie lata za kratkami za coś, czego nie zrobiłem.


-Proszę powiedzieć, jak to się stało.


-10 lat temu miałem dobrze prosperującą firmę, która zajmowała się kosmetykami. Żona Eizo Soga była zainteresowana tym, abym wyrabiał dla niej kosmetyki. Jej mąż namówił mnie do współpracy. Zdziwiłem się, ponieważ z tego co wiedziałem ich pałeczką było wydobycie kruszców. Jednak nasłuchałem się, że jego żona uwielbia kosmetyki mojej firmy. Zgodziłem się więc. Podpisaliśmy kontrakt na bardzo dużą sumę. Nigdy nie zobaczyłem obiecanych pieniędzy, na dodatek zostałem wrobiony w handel narkotykami. Ktoś doniósł, że w moim bagażu znajdują się prochy. Pozwoliłem im przeszukać torby, ponieważ wiedziałem, że to na pewno pomyłka. Jednak znaleźli kilka małych torebek z białym proszkiem. Zrozumiałem, że to Eizo wrobił mnie w to wszystko. To z nim ostatnim widziałem się po raz ostatni na lotnisku. To on sprawdzał, czy mój bagaż jest odpowiednio zapięty. Spędziłem za kratami 4 długie lata. I marzyłem o takim dniu jak ten.


-Co ma pan przez to na myśli? Odsiedział pan wyrok, czyli udowodniono panu winę.


-Nagle znajdowali się świadkowie, którzy twierdzili, że zajmuję się handlem od wielu lat. W życiu! Mój jedyny syn 12 lat temu przedawkował narkotyki. Brzydziłem się tym świństwem, nie przyłożyłbym ręki do tego wszystkiego. Czekałem na ten dzień, kiedy ktoś odważny będzie w stanie stawić czoła rodzinie Soga, tak, aby odpowiedzieli za wszystkie krzywdy. Nie tylko mojej rodziny, ale i wszystkich rodzin, które cierpią z powodu narkotyków.


-Dobrze. Nie mam więcej pytań.


-A czy obrońca rodziny Soga ma pytania?


-Tak wysoki sądzie. Dlaczego po odsiedzeniu wyroku nie szukał pan sprawiedliwości?


-A kto by mi uwierzył?! Byłem po odsiadce, musiałem zaczynać od zera. Zostawiła mnie żona, do dzisiaj nie mam kontaktu z dwoma młodszymi córkami. Mój świat się zawalił. Byłem w rozsypce. Nie miałem żadnych dowodów, aż do dzisiaj. Dlatego siedzę tu przed państwem. W żadnym innym wypadku bym tego nie zrobił. Jednak wiem, że ta dziewczyna szuka sprawiedliwości. Gdyby w porę się nie zreflektowała, jej firma skończyłaby tak, jak moja. Jej wujek, jak i ona sama zostaliby wtrąceni do więzienia, a rodzina Soga spijałabym śmietankę za sukces, do którego nigdy tak naprawdę nie doszli. Z kolei co do rodziny Aristow, wiem, jak działa ich system wartości. Syn pana Aristow wielokrotnie prowadził po pijanemu, sam używał mocniejszych środków odurzających. Powodował wypadki, wszczynał bójki. Nigdy jednak nie poniósł odpowiedzialności za swoje czyny. Tym razem jednak podniósł rękę na chłopaka, którego darzyłem wielkim szacunkiem i omal nie doprowadził do jego śmierci. Za to należy się kara! I to bardzo sroga kara! Ten chłopak w niczym nie zawinił. Chciał chronić dziewczynę, na której mu zależało. Ją oraz jej rodzinę. A Gabriel przekonany o swojej wyższości, po prostu uznał, że mu to przeszkadza. I bezlitośnie strzelił mu w serce.-na sali zapadła martwa cisza. Poczułam dreszcze na plecach.


-Nie mam więcej pytań. Dziękuję wysoki sądzie.


-Dobrze. Zarządzam dwugodzinną przerwę, po której nastąpi ogłoszenie wyroku.-wyszłam z sali ledwo stojąc na nogach. Przed drzwiami siedzieli moi przyjaciele. Rzuciłam się im na szyje.


-I jak?! Coś wiadomo?-Naruto był pełen optymizmu. Domyśliłam się, że musiał wrócić z jakiegoś spotkania, ponieważ miał na sobie czarną koszulę i czarne jeansy.


-Za dwie godziny ogłoszą wyrok. Mam już dość. Dochodzi 15, ledwo stoję na nogach. Nerwy mnie wykończą. Co wy tu robicie tak w ogóle?! Myślałam, że umówiliście się do kina.


-Nie mogliśmy cię zostawić. Temari rozmawiała z Rio. Mówił, że jesteś w kiepskim stanie. Poza tym, kto poinformował cię o zmianie daty rozprawy? Miała być chyba na 12 prawda?


-Sasuke do mnie zadzwonił. Gdyby nie on, nie udałoby mi się dostarczyć materiału dowodowego na czas. Jestem mu coś winna.


-Sasuke? A co mu się stało? Jakim cudem w ogóle zdobył takie informacje?-zapytała Hinata.


-Uchiha ma swój komisariat. To zapewne stamtąd. Proszę, proszę. A jednak ten drań ma jeszcze serce.-Naruto uśmiechnął się pod nosem.


-Chodźcie na kawę i jakieś ciastko, co? Stawiam. Mój żołądek zaraz sam się zje.


-Dobra!!!-wszyscy wyszliśmy z budynku i udaliśmy się do najbliższej kawiarenki.


            Wróciłam do sądu w lepszym humorze. Czekałam z Rio i Taichim na wejście do sali sądowej. Kiedy zaczęli nas wpuszczać ojciec Nanako złapał mnie boleśnie za ramię.


-Jeśli moja dziewczynka pójdzie przez ciebie do więzienia, to popamiętasz.


-Niech pan pilnuje swojego tyłka. Panu również grozi odsiadka!-syknęłam i wyszarpałam się. Ojciec Nanako nie wziął chyba tego pod uwagę, gdyż pobladł jeszcze bardziej, niż gdy zobaczył Taichiego. Zajęłam miejsce obok swojego obrońcy. Sędzia wszedł na salę.


-Proszę pana prokuratora o mowę końcową.-prokurator wygłosił długą mowę końcową, podczas której ujął całą sprawę oraz dowody. Później pozwolono dojść do głosu obrońcom Nanako, Gabriela i mojemu.-Na podstawie dowodów oraz zeznań świadków ogłaszam, że pan Gabriel Aristow zostaje skazany na 15 lat pozbawienia wolności, za współudział w przemycie narkotyków oraz za umyślną próbę zabójstwa jak i przetrzymywanie wbrew woli pana Gaary i panny Sary Iregiro, stosowanie przemocy fizycznej, groźby słowne. Skazany będzie mógł odwoływać się od wyroku po odsiedzeniu 10 lat. Niemożliwe będzie wpłacenie kaucji za skazanego. Panna Nanako Soga zostaje skazana na 5 lat pozbawienia wolności za przetrzymywanie pana Gaary i panny Sary Iregiro wbrew ich woli, współudział w porwaniu oraz współudział w przemycie narkotyków. Nie będzie mogła ubiegać się o przedterminowe zwolnienie. Nie będzie również możliwe płacenie kaucji. Proces przeciwko rodzinie Soga i rodznie Aristow za handel narkotykami ruszy w przyszłym miesiącu. Do tego czasu mają państwo zakaz opuszczania Japonii. Państwa wizy i paszporty zostaną skonfiskowane do rozstrzygnięcia wyroku. Koniec rozprawy.-siedziałam w ciężkim szoku. Wygraliśmy rozprawę! Naprawdę nam się udało!!! Rio podbiegł do mnie i wręcz zerwał z miejsca.


-Saro, udało ci się!!! Gabriel dostał wyrok!!!-zaczęłam płakać ze szczęścia. Mocno przytuliłam Rio i płakałam jak małe dziecko. Wyszliśmy na korytarz, gdzie czekali na mnie przyjaciele, oraz Temari. Kiedy zobaczyli mnie zapłakaną nie wiedzieli co się stało. Ja z kolei nie byłam w stanie wydusić z siebie nawet słowa.


-No co jest?! Przegrałaś?!


-Wygraliśmy!!! Gabriel odsiedzi 15 lat, Nanako 5! Ich rodzice również będą mieli osobną rozprawę o przemyt narkotyków! Sarze się udało!!!-Temari również popłakała się z radości. Mocno mnie wyściskała. Wszyscy się na mnie rzucili.


-Brawo!!! Masz gadane kobieto!!! No to co, impreza?!-Zapytał Naruto.


-Jeżeli tak bardzo nalegacie, to jestem skłonna zgodzić się na małego drinka. Zapraszam do siebie.-nie mogłam uwierzyć, że ten cały koszmar się skończył. Lub przynajmniej jego część. Teraz musiałam zawalczyć o coś innego. O chłopaka, dla którego tak walczyłam o sprawiedliwość. Rio chyba zauważył to po mojej minie.




-Uda ci się.-uśmiechnęłam się tak szeroko, że można było policzyć wszystkie moje zęby. Rio miał rację. Już raz mi się udało. Teraz też mi się uda.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8