Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 9
Podczas
próby towarzyszył mi zespół Sasuke i oczywiście Martin, który non stop gadał
przeszkadzając mi i zespołowi. Któryś raz z rzędu próbowałam zaśpiewać napisaną
przez nas piosenkę, a Martin jak zwykle wszedł mi w słowo, komentując mój głos
poirytowanej już Sakurze.
Nie wytrzymałam zdenerwowania.
-Martin!
Jeśli tak bardzo chcesz tu siedzieć musisz być cicho! Chcemy w końcu nagrać
nasz pierwszy wspólny kawałek, a ja od dziesięciu minut próbuję zaśpiewać jeden
wers!-ryknęłam w mikrofon, a wszyscy pozatykali uszy.- Przepraszam wasze
bębenki.
-Masz
jakiś problem z tym, że komentuję to, jak śpiewasz? Wiesz, że lubiłem jak
nuciłaś mi do snu.-poczułam, że się czerwienie.
Podeszłam do Itachiego i poprosiłam
o zagranie kawałka, który niedawno skomponowaliśmy. Tekst napisałam dosłownie w
kilkanaście minut po tym, jak przy wszystkich, którzy byli z nami na wycieczce
w górach, Martin próbował mnie pocałować, co skończyło się twardym lądowaniem
na tyłku.
Itachi zaczął grać, a Sakura
zaśmiałam się bardzo głośno. Miał to być pierwszy raz, kiedy wykonywałam go
publicznie.
https://www.youtube.com/watch?v=zMbIipvQL0c
W miarę śpiewania wszyscy robili się
coraz bardziej rozbawieni, a ja czułam coraz większą ulgę. Byłam zła na Martina
za to, że nie chciał dać mi spokoju, pomimo tego, że rozmawiałam z nim na temat
naszego związku. Wyjeżdżając byłam pewna, że i dla niego i dla mnie jest to
temat skończony. Nie miałam pojęcia jak bardzo się myliłam. Piosenką chciałam
mu uświadomić, że twardo postawiłam granice, której nie miałam zamiaru
przekroczyć.
-To
było dobre.- skwitował Itachi i przybił ze mną piątkę.
-Dlaczego
tego nie wydacie jako singiel?-zapytał Martin, jakby zupełnie niewzruszony
słowami piosenki. Mocno zacisnęłam szczęki, żeby tylko nie krzyczeć z
frustracji.
-Wybraliśmy
inny utwór. Proszę was, żebyście wszyscy stąd wyszli. Nie jestem w stanie się
skupić.-warknęłam, a ludzie zaczęli opuszczać garaż. Kiedy zostałam tylko z
chłopakami głośno westchnęłam.
-Słodziutki.
Jakim cudem wytrzymałaś z nim trzy lata?-zapytał Itachi i podał mi butelkę
wody. Przyjęłam ją z wdzięcznością.
-Nie
mam pojęcia. Na pewno za coś go tam lubiłam. Wbrew pozorom nie jest złym
chłopakiem, tylko trochę...
-Upierdliwy.
-Trafiłeś
w sedno. Boże, niech te wakacje już się kończą, bo w ciągu tego ostatniego
tygodnia... Możemy skończyć na dzisiaj? Mam dość.-mruknęłam, a chłopcy
przytaknęli mi z wielką chęcią. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i napisałam
wiadomość do Sakury, żeby wyszykowała się seksownie. Miałam ochotę wyjść na
miasto.
Godzinę później zeszłyśmy do salonu,
gdzie chłopcy oglądali jakiś film pełen akcji. Stukanie moich szpilek zwróciło
uwagę wszystkich.
-Wybieracie
się gdzieś?-zapytał Itachi, kiedy podeszłam do niego. Miałam na sobie mocno wyciętą
bluzkę i dopasowane rurki.
-Tak.
Idziemy na zakupy.-powiedziała Sakura, która weszła chwilę po mnie do salonu. Z
ciekawości spojrzałam na mojego młodszego kuzyna. Sasuke chyba w ostatniej
chwili opanował się przed wywaleniem oczu na widok mojej przyjaciółki.
-W
takich ciuchach? Chyba szukać sponsora.- dopiero teraz dostrzegłam Karin, która
siedziała wciśnięta między Deidare i Paina.
-Właśnie
odkryłam powód twoich wizyt u Sasuke.-odgryzłam się, a ta dwójka cała się
zaczerwieniła.-Itachi, pożyczyłbyś mi swoje auto?
-Twoje
już się zepsuło?-zapytał i zaczął wyciągać kluczyki z kieszeni.
-Nie.
Dzisiaj mam ochotę na przejażdżkę kabrioletem.-odrzuciłam włosy na plecy i
dałam mu kluczyki od mojego auta. Odwróciłam się na pięcie i wpadłam na
kogoś.
-Zabierzesz
mnie ze sobą?
-Martin,
to babski wypad. Chcę spędzić z Sakurą trochę czasu.
-Od
czasu, kiedy przyjechałem ani razu nie spędziłaś go ze mną sam na
sam.-zmarszczył brwi.
-Nie
czułam takiej potrzeby.-mruknęłam.
-Ale
ja owszem.- omal nie warknął, a ja zdziwiłam się jego ostrym tonem.
-Zapomniałeś
o czymś bardzo istotnym.-hardo spojrzałam mu w oczy.
-O
czym?
-Nie
jesteśmy razem. Wbij to sobie lepiej do głowy.-warknęłam i odwróciłam się na
pięcie.
Jadąc ulicami Tokio jak wariatka,
nawet Sakura, która zwykle nie zwracała uwagi na moją szaloną jazdę, wydawała
się być spięta.
-Sara,
ściągnij nogę z gazu. Denerwowanie się na Martina nic nie da.
-Po
cholerę przyjechał do Japonii?! Nie chcę go tu! Chcę, żeby wrócił do USA! Niech
stąd spieprza!- omal nie krzyknęłam i w ostatniej chwili z piskiem opon
zahamowałam przed innym autem.
-Własnie
o tym mówiłam! Uspokój się! Dla ciebie Martin to zamknięty rozdział, a ty
przejmujesz się jakby co najmniej wymordował ci rodzinę!
-Chce
spotkać się z Gaarą, a odnoszę wrażenie, że z dnia na dzień będzie to coraz
trudniejsze. Nie ma szans, że gdziekolwiek wyjdę bez wiedzy Martina! Niech on
się odczepi, błagam.- oparłam głowę o kierownicę, a ostry dźwięk klaksonu
sprawił, że podskoczyłam.
-Powinnaś
się wyciszyć i w ogóle nie myśleć o Martinie. Skup się na tym, że za trzy dni
czeka cię randka z panem ciasteczkiem, który zwraca uwagę większości dziewczyn,
kiedy wszyscy gdzieś razem wychodzimy.
-On
jest tak irytujący z tą swoją perfekcyjnością, że zaczynam się obawiać o to, że
jest kosmitą, który przyleciał na ziemię. Chociaż z drugiej strony chciałabym
spędzić chociaż jeden dzień w krainie takich przystojniaków.- mruknęłam, a
Sakura zaczęła się śmiać.
-W
takim razie musisz tam zakwalifikować większość chłopaków, w kręgu których się
teraz obracamy. Jakbyś nie zauważyła większość z nich to przystojniacy.
-Nie
zwróciłam na to większej uwagi. Byłam zajęta zespołem, dręczeniem ze strony
Sasuke i przyzwyczajaniu się z powrotem do Japonii. Jakbyś nie zauważyła tu
wszystko jest zupełnie inne niż w Waszyngtonie.
-Oczywiście,
że jest inne. My cenimy tradycję, więzi. Amerykanie są bardziej... wyzwoleni.
-Przez
to cenienie tradycji i więzi nikt oprócz wujka nie zainteresował się moją mamą.
Wiem, że Japonia to kraj z wielowiekową tradycją, ale pewne rzeczy powinny...
zmieniać się. Nie można wiecznie iść jedną utartą przez innych ścieżką.
-To
było głębokie.-zauważyła Sakura, a ja zaczęłam się śmiać zajeżdżając na parking
centrum handlowego.
Zaczęłyśmy rozglądać się po wielkim
budynku w poszukiwaniu jakiegoś ciekawego sklepu. Pierwszą rzeczą, która
przykuła moją uwagę był wielki napis
Festiwal z okazji zakończenia lata!
Zapraszamy wszystkich zainteresowanych do naszego sklepu!
Z okazji zbliżającego się końca wakacji promocje!
-Um,
Sakura. Widzisz to, co ja widzę?-zapytałam, a ona kiwnęła głową.
-Pamiętasz
jakiekolwiek wydarzenia tego typu, kiedy jeszcze mieszkałaś w Japonii?-zaczęłam
przecząco kręcić głową.
-Wujkowie
są bardzo zapracowani. Wujek prowadzi ogromną firmę, ciocia zajmuje się swoim
sklepem. Bywały czasy, kiedy nie było ich w domu przez kilka tygodni przez
służbowe wyjazdy. Festiwale nie były dla nas.
-Cóż,
w takim razie chodźmy do tego sklepu, żeby dowiedzieć się czegoś więcej.- nie
czekając na moją odpowiedź Sakura pociągnęła mnie w stronę szklanych drzwi.
-Witam!
W czym mogę panią pomóc?-sympatyczna ekspedientka na oko niewiele starsza ode
mnie i od Sakury podeszła do nas natychmiast jak tylko przekroczyłyśmy próg
sklepu.
-Dzień
dobry! Chciałybyśmy zapytać się o ten festiwal.-powiedziała Sakura i wskazała
na wielki szyld. Dziewczyna zmierzyła nas wzrokiem od góry do dołu i
zmarszczyła brwi.
-Nie
wyglądają panie na turystki.- odetchnęłam głęboko.
-Przez
ponad pięć lat wychowywałyśmy się w zagranicznej szkole. Nie kultywowano tam
niestety Japońskich zwyczajów. Zostałyśmy zaproszone przez rodzinę na to
wydarzenie, a nie mamy zielonego pojęcia jak powinno się je
celebrować.-wymyśliłam na poczekaniu.
-Trzeba
było tak od razu! W takim razie zapraszam!
Stojąc w przymierzalni w pięknym
kimono ciężko mi było oderwać od siebie wzrok.
-Idealnie
do pani pasuje! Pięknie podkreśla kolor oczu!- pracownica sklepu radośnie
klasnęła w dłonie.
-To
obowiązek żeby...
-Tak
celebruje się zakończenie lata. Oprócz tego może się pani spodziewać budek z
jedzeniem, dobrej muzyki i pięknych przedstawień.
-Sakura,
co o tym myślisz?-zapytałam i obróciłam się wokół własnej osi.
-Myślę,
że kiedy tylko pojawisz się w tym kimonie na tym całym festiwalu nikt nie
będzie w stanie oderwać od ciebie oczu.-uśmiechnęła się do mnie, a ja poczułam
rumieniec wpływający na policzki. Wtedy rozdzwonił się mój telefon. Sakura
wygrzebała go z mojej torebki i rzuciła, a ja sprawnie go złapałam.
-Cześć!
Gaara z tej strony. Słuchaj... W sprawie tego festiwalu...-zaczął, a ja
poczułam nieprzyjemne ukłucie gdzieś w klatce piersiowej.
-Rozumiem,
że nigdzie nie idziemy, tak?-siliłam się na spokojny ton, ale kiepsko mi szło.
Od czasu, kiedy Gaara zaprosił mnie na randkę czułam się jak ktoś, kto wygrał
na loterii.
-Co?!
Nie! Chodzi tylko o to, że niestety nie będziemy sami. Nasi znajomi podłapali
temat, kiedy rozmawialiśmy w waszym domu. Uzgodniliśmy, że wyjście będzie
grupowe.-jego głos nie brzmiał zbyt entuzjastycznie.
-Cóż,
może uda nam się wyjść gdzieś później. To raczej nie będzie kłopot.
-Kłopotem
to będzie tam twój były, który głośno deklarował Itachiemu, że zrobi z ciebie
księżniczkę festiwalu.
-Kogo?-zmarszczyłam
brwi.
-To
taka tradycja. Z pośród dziewcząt wybiera się te, które najbardziej spodobają
się wszystkim obecnym na zabawie gościom. Martin uznał, że przy jego boku
będziesz wyglądać kwitnąco.-miałam ochotę pacnąć się w czoło, jednak zamiast
tego głośno westchnęłam.
-Ja...
porozmawiam z nim. Nie martw się o to. A teraz przepraszam, ale jestem zajęta
buszowaniem po sklepie i nie za bardzo mogę rozmawiać.
-Dobrze.
W takim razie miłej zabawy. A! Iregiro!-krzyknął nagle w telefon.
-Tak?
-Twój
tyłek świetnie wygląda w tych spodniach, które ubrałaś.- niemal wyobraziłam go
sobie z szerokim uśmiechem na twarzy. Rozłączyłam się czerwona po same czubki
uszu.
-Wszystko
dobrze?-zapytała Sakura odbierając ode mnie telefon.
-T...
Tak. Prosiłabym żeby dobrała pani kimono również dla mojej przyjaciółki.
Wyjście zamieniło się w grupowe celebrowanie zakończenia lata.
W dniu festiwalu byłam zdenerwowana
jak przed każdym występem na scenie. Dłonie pociły mi się tak bardzo, że nie
byłam w stanie utrzymać pałeczek w dłoniach, a kolana trzęsły tak bardzo, że
chodziłam slalomem. Ciocia siedząca z nami w sypialni układała nam włosy oraz
pomagała ubrać kimono.
-Wyglądacie
pięknie. Chłopcy padną, kiedy was zobaczą.-poczułam mocne szarpnięcie, kiedy
ciocia obwiązywała Obi wokół mojej talii. Czułam się cięższa o kilka kilo, ale
efekt końcowy był niesamowity. Wyglądałam jak prawdziwa Japonka.
-Jak
w tym można oddychać?!-zapytała Sakura, kiedy ciocia mocno zaciskała Obi wokół
jej pasa.-W sklepie ekspedientka nie ściskała mnie jak baleron.
-Tak
prawidłowo należy nosić kimono. Skończyłam. Mam nadzieję, że będziecie się
dobrze bawić. Teraz róbcie sobie jakieś poprawki w makijażu czy co wy tam
chcecie i zejdźcie na dół. Sasuke i Itachi na pewno są już gotowi.
Kiedy dość niepewnym krokiem
schodziłyśmy na dół nadal nie czułam się zbyt pewnie. Mocno przydymione oczy
sprawiły, że wyglądałam na bardziej poważną, ale jednocześnie ładnie wydobyły
ich kolor. Kiedy spojrzałam w lustro byłam przerażona swoim podobieństwem do
matki.
-Rozluźnij
się. Wyglądasz jak ktoś, kto idzie po wyrok śmierci.
-Tak
się czuję.-głośno przełknęłam ślinę.
-Rany,
gdybyś szła z Gaarą sama, podejrzewam, że byłoby jeszcze gorzej.
-Sakura,
bądź już cicho!-syknęłam, a jej śmiech poniósł się po całym holu.
Kiedy weszłyśmy do salonu moi kuzyni
i wujostwo czekali na nas. Sasuke, który zwykle nie okazywał uczuć, na widok
Sakury zrobił okrągłe oczy i szybko zaczął wpatrywać się w krajobraz za oknem.
Miałam ochotę śmiać się widząc, jak macho, którego zawsze zgrywał potulnieje od
jednego spojrzenia na moją piękną przyjaciółkę.
-Wyglądacie
olśniewająco. Mamo, tato. Życzcie nam miłej zabawy i nie czekajcie na nas.
Podejrzewam, że wrócimy dość... Wcześnie.-powiedział Itachi, a jego oczy
zaświeciły się.
-Doskonale
rozumiemy co chcesz przez to powiedzieć. Mam tylko nadzieję, że nie
przesadzicie. Idźcie. Taksówka już na was czeka.
Jechaliśmy w kompletnej ciszy.
Sasuke z przodu, my ściśnięci z tyłu. Zaczęłam zastanawiać się, czy Gaarze
spodoba się moje kimono i czy uda nam się spędzić ze sobą trochę czasu razem.
Zebraliśmy się pod wejściem do
parku, gdzie odbywał się festiwal. Byliśmy jako jedni z ostatnich, tak więc
wywołaliśmy małe zamieszanie. Chłopcy poubierani w tradycyjne kimona zwracali
większą uwagę dziewczyn, niż można by było przypuszczać.
-Jakie
to wkurzające. Czuję się jak jakiś eksponat.-mruknął Sasuke, który mocno
zacisnął zęby, kiedy jedna z dziewczyn pstryknęła mu zdjęcie.
-Nie
marudź tylko chodź. Reszta na pewno już na nas czeka.-Sakura chyba nieświadomie
sięgnęła po jego dłoń i mocno pociągnęła zostawiając mnie i Itachiego w tyle.
-Proszę,
proszę. A mówił, że nigdy żadna kobieta nie będzie go ustawiać. W końcu trafiła
kosa na kamień.-powiedział Itachi, a ja zaczęłam się śmiać.
Dochodząc na miejsce spotkania byłam
zarumieniona od podziwiania pięknego tła, które przygotowali organizatorzy.
Kolorowe lampki, straganiki z jedzeniem i pamiątkami, spokojna muzyka
roznosząca się w tle.
-Myśleliśmy,
że się was nie doczekamy!-powiedział Shikamaru, witając się z Sasuke. Spojrzał
na mnie i uśmiechnął się szeroko.-Widzę, że ktoś dzisiaj stanie się księżniczką
festiwalu.
-Nie
zawstydzaj jej!- krzyknął Itachi widząc, jak czerwienię się po same uszy.
-Ciężko
nie przyznać racji Shikamaru.-niski zachrypnięty głos spowodował, że poczułam
szybsze bicie serca. Odwróciłam się w stronę Gaary i uśmiechnęłam.
-Dziękuję.-
kiedy przyjrzałam mu się dokładnie zaniemówiłam. Był ubrany w srebrne kimono wyszywane
czarną nicią. Ubranie podkreśliło jego szerokie i dobrze zbudowane ramiona oraz
mroczną urodę. Wyglądał jak wyjęty z obrazka.
-Ok.
W takim razie co robimy? Stanie tutaj i czekanie na punkt kulminacyjny jest bez
sensu.-zauważył Choji.
-Róbcie
co chcecie. Ja zabieram Temari na puszczanie lampionów. Zawsze chciała to
zobaczyć. Widzimy się na koncercie.-złapał Temari za rękę, a potem pociągnął ją
w stronę niewielkiego stawu.
-Itachi,
Sasori a wy...-obejrzałam się, ale chłopcy stali przy jakiś dziewczynach, które
chichotały, kiedy tamci coś do nich mówili.-Ino? Sai? Choji?
-Choji
poszedł jeść, Ino zmyła się gdzieś z Saiem. Pain zabrał swoją dziewczynę na
schadzkę. Wygląda na to, że zostaliśmy tu tylko my.
-Właśnie,
Sasuke. Gdzie Martin? Mówił, że chce przyjść.
-Dzwonił
do mnie. Mówił, że ma straszną grypę żołądkową i nie da rady wyrwać się z
domu.-powiedziała Sakura.
-Grypę
żołądkową? Jeszcze rano w naszym domu czuł się dobrze.-zmarszczyłam brwi.
-Najprawdopodobniej
bento, które dla niego przygotowałam niezbyt mu odpowiadało.-uśmiechnęła się z
dziwnym błyskiem w oku, a ja zrozumiałam co zrobiła.
-Sakura!!!
-No
co? Sasuke, chciałbyś może pokazać mi coś ciekawego na tym festiwalu? Nigdy nie
miałam okazji uczestniczyć w tego typu zabawie.-zapytała i uśmiechnęła się do
mojego kuzyna.
-Jasne.
Chodź.-powiedział i pociągnął ją za rękę w stronę straganu z krokietami.
-Cóż,
wygląda na to, że Kankuro też gdzieś się zmył. W takim razie zostaliśmy sami,
tak jak na samym początku planowałem.- Gaara lekko się do mnie uśmiechnął
powodując, że rozpływałam się.
-Cóż,
ja również nigdy nie byłam na tego typu zabawie, więc niezbyt wiem od czego
zacząć.-mruknęłam i zaczęłam się rozglądać.
-Jadłaś
kiedyś Dorayaki? Albo Mochi? Albo Manju?
-Jadłam
Manju, ale całej reszty nie kojarzę.
-Dobra,
w takim razie ja stawiam.
Obładowani jedzeniem poszliśmy w
jakieś spokojniejsze miejsce. Usiedliśmy na trawie i zaczęliśmy przyglądać się
festiwalowi z boku.
-Jak
nagrywanie demo?-zapytał niespodziewanie, zjadając jedno dango ze swojej
wykałaczki.
-Cóż,
za niedługo kończymy. Przyznam szczerze, że im bliżej tego konkursu, tym
większą presję odczuwam. I tym mniej chcę brać w tym udział.-zacisnęłam dłoń na
puszce zielonej herbaty.
-Stres
przed występem jest czymś dobrym. Walczysz ze swoimi słabościami. Śpiewasz tak
dobrze, że nie powinnaś w ogóle odczuwać strachu.
-To
nie o to chodzi. Wiem, że umiem śpiewać. Nie mam pojęcia po kim odziedziczyłam
talent, ale sądząc po tym, co umie Itachi i Sasuke, ktoś z rodziny Uchiha
musiał nas nim obdarować. Po prostu... Mam dość ludzi, którzy nienawidzą mnie
za moje umiejętności. Boję się tego, że jeżeli przystąpię do tego konkursu,
pojawi się ich zdecydowanie więcej.
-Nie
powinnaś patrzeć na to, co inni o tobie myślą tylko być sobą.
-Łatwo
ci mówić, bo jesteś pewny siebie, przystojny i seksowny. Dziewczyny dosłownie
jedzą ci z rąk. Na dodatek masz taki głos, że kiedy pierwszy raz go usłyszałam,
czułam, że zaczynam się podniecać. To akurat nie jest normalne.-Gaara ryknął
śmiechem.
-Nie
sądziłem, że mój głos jest aż tak magiczny. Potraktuję to jako komplement. A z
tym jedzeniem z rąk nie przesadzaj. Czasem trafiają się wredne suki...
-Zawód
miłosny?-uniosłam brew.
-Na
szczęście nie miałem okazji poznać uczucia rozczarowania. Nie angażowałem się w
związki, chyba, że dziewczyna była fajna. Jednak żadna nie zauroczyła mnie w
jakiś szczególny sposób. Po prostu sympatyczna, do polubienia, ale nie
kochania.
-Hm.
To tak jak ja i Martin.-postukałam się po brodzie.
-Myślałem,
że byłaś w nim zakochana. Dobra niespodzianka.
-Nie
byłam. Poznaliśmy się, kiedy miałam ledwo czternaście lat, wtedy żadne związki
nie były mi w głowie. On z kolei, dwa lata starszy, latał za mną jak głupi i
próbował namówić na randkę. Kiedy skończyłam piętnaście lat dałam mu szansę.
Uznałam, że jest serio sympatyczny w dodatku starał się dbać o mnie. Całowanie
czy seks wyszły same z siebie, a nie dlatego, że czułam taką potrzebę. Chociaż
nie powiem, że to drugie okazało się być czymś bardzo przyjemnym. Zawsze go
szanowałam i podziwiałam, ale to nie była miłość. Chyba coś na kształt...
Wdzięczności.-wzruszyłam ramionami.
-Wdzięczności?
Pierwszy raz słyszę o związku w takiej kategorii.
-Gdybyś
miał tak popieprzone dzieciństwo jak moje pewnie w takich kategoriach byś
myślał. Czułam wdzięczność za to, że opiekował się mną i poświęcał mi swój
czas. Robił coś, czego moi rodzice nigdy wcześniej nie robili. W naszym związku
to ja przejęłam pałeczkę dowodzenia, a Martin dał się prowadzić.
-Lubisz
mieć kontrolę nad wszystkim wokół siebie?-zaczęłam przecząco kręcić głową.
-Nie.
Nie do końca. Lubię mieć kontrolę tylko w pewnych przypadkach. Uważam, że
związek to rodzaj czegoś na kształt... umowy.
-A
to ciekawe.
-Z
tą różnicą, że można od niej odejść, kiedy przyjdzie taki moment, że obie
strony mają dość warunków. Lub spróbować tak przerobić punkty w niej zapisane,
że odpowiadają jednej i drugiej stronie.
-Na
przykład jakie punkty?
-Cóż.
Powiedzmy... Ja i Martin. On miał problem z moją potrzebą wolności, więc ja
chcąc zrobić mu na złość zawsze starałam się pokrzyżować jego plany i robiłam
co chciałam. Gdyby chciał przedyskutować ze mną to, co chciał robić nigdy w
życiu nie zdecydowałabym się na tak drastyczne kroki. Nawet byłabym skłonna
zgodzić się na te dziwne zabawy w łóżku, gdybym tylko wcześniej mi o nich
powiedział.
-Uważasz,
że dla kogoś, kto doznał przemocy w życiu były by dobre?-spojrzałam się na
niego i westchnęłam.
-Nie
mam pojęcia. Wydaje mi się, że gdyby Martin powiedział mi, że ma ochotę na
jakieś... urozmaicenie, byłabym w stanie przygotować się do tego w jakiś
konkretny sposób. Chociażby nastawić psychicznie i nie myśleć o tym w kategorii
krzywdzenia mnie, a jedynie chęci sprawienia przyjemności. To, że miałam
nienormalne dzieciństwo wcale nie oznacza, że wszystko co spotyka mnie teraz
jest złe.
-Starasz
się walczyć ze swoją przeszłością? Zapomnieć o niej?
-Nie
można zmienić tego, co już było. Nie zapomnę o niej, ale staram się nie myśleć.
W życiu spotkały mnie również dobre rzeczy i to one stanowią moje paliwo do
dawania z siebie wszystkiego. Przemoc jakiej kiedyś doświadczyłam... chcę, żeby
była dla mnie przestrogą.
-Jaką?
-Moja
mama miała wszystko czego dusza zapragnie, kiedy była w moim wieku. Chciałabym,
żeby to co mnie spotkało było nauką, że nawet mając wszystko można spaść na
samo dno i nigdy się z niego nie odbić.
-Jak
na tak młodą osobę masz dobrze poukładane w głowie. Przyjemnie się z tobą
rozmawia.
-Co
z tobą?-wypaliłam nagle.
-Jak
co ze mną? Myślę, że nie do końca mam równo pod sufitem, ale wtedy kiedy
sytuacja tego wymaga jestem poważny.
-Ja
powiedziałam ci już dość dużo ze swojego życia. Teraz czas na ciebie.
-O
rany. Zwykle nie mówię o sobie... Cóż. Mam swój zespół. Tylko błagam, nie
wspominaj o tym Sasuke. Mam dość jego fochów. Następne. Nie mam rodziców,
chociaż to już wiesz. Planuję zajmować się tym samym, czym zajmował się mój
ojciec.
-Chcesz
być prokuratorem?
-A
co w tym złego?-uśmiechnął się.
-Nic.
Chodzi mi o to, że... Współczuję dziewczynom, z którymi będziesz pracował. Nie
będą w stanie skupić się na niczym pożytecznym oprócz tego, żeby próbować robić
z tobą nieprzyzwoite rzeczy.-znowu doprowadziłam go do śmiechu swoją uwagą.
-Miło
mi to słyszeć, ale tego typu kontakty są surowo karane. Poza tym mój wujek
umawia się z kobietą, która studiuje prawo. Nie dość, że ślini się na mój
widok, to chyba bilet na uczelnie zdobyła dzięki znajomościom. Jest trochę
tępa. Trochę bardzo.
-Podrywasz
swoją przyszłą ciotkę? A to ci heca.
-Póki
co staram się podrywać ciebie i mam nadzieję, że docenisz moje wysiłki. A na
poważnie. Co jeszcze chciałbyś wiedzieć?
-Nie
mam pojęcia. Czym... Czym się interesujesz? Oczywiście oprócz muzyki.
-Książki,
zabawa, dziewczyny. Wydaje mi się, że to normalne zainteresowania jak na
chłopaka w moim wieku. Czym ty się interesujesz?
-Książki,
malarstwo, taniec, gimnastyka, pływanie, balet, podróże, pisanie piosenek,
komponowanie muzyki, szukanie piękna wokół siebie, chociaż ludzie uważają to za
dość dziwne.
-Co
masz na myśli mówiąc piękno wokół siebie?
-Hm.
Na przykład... Pomyśl teraz o tym, gdzie jesteśmy. Co widzisz?-zmarszczył czoło.
-Festiwal
z okazji zakończenia lata.
-A
coś głębiej?
-Festiwal
z okazji zakończenia lata. A ty? Co czujesz kiedy tu jesteś?-zamknęłam oczy na
jego słowa.
-Czuję...
Trawę przypaloną słońcem i suchą ziemię. Czuję zapach wody i kwitnących na niej
lilii. Wyczuwam aromat dojrzewających owoców nad naszymi głowami. Są słodkie i
soczyste. Słyszę śmiechy ludzi wokół, ich podniecone głosy. Z kolei kiedy
otworzę oczy widzę niebo naznaczone gwiazdami, księżyc zbliżający się do
drugiej kwadry, kolory lampek migających w oddali. Czuję chłód ziemi i ciepło
twojego ciała. Wiatr muskający moją twarz i szorstkość trawy pod palcami. To
czuję.-spojrzałam na Gaarę. Wpatrywał się we mnie błyszczącymi oczami. Bez
słowa mocno przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Jęknęłam na ten
niespodziewany atak.
Czułam smak dango i zielonej
herbaty. Jego usta były gorące, ciało twarde i napięte. Kiedy położyłam dłonie
na jego klatce piersiowej wyczułam szybkie uderzenia serca i lekkie drżenie
ciała. Był podniecony i to bardzo. Jego język zaczął nieśpiesznie penetrować
moje usta, a ja doszłam do wniosku, że całuje niesamowicie.
-Przepraszam.
Chyba dałem się ponieść chwili.-mruknął zachrypniętym głosem odsuwając się
lekko ode mnie.
-Nie
przepraszaj. Skłamałabym gdybym powiedziała, że się na ciebie gniewam.-odparłam
zgodnie z prawdą. Jedyne o czym marzyłam to czuć jego usta... wszędzie.
Zaczerwieniłam się, kiedy dotarło do mnie o czym myślę.
-Może
chodźmy poszukać reszty? Za niedługo zacznie się koncert, a po nim wybiorą
księżniczkę festiwalu. Myślę, że masz na to dużą szansę.
-Dziękuję,
ale chyba sobie podaruję. Wolę zostać tutaj. Przynajmniej jeszcze przez
chwilę.-owinęłam ramiona wokół kolan i zaczęła przyglądać się tafli wody, w
której odbijały się kolorowe lampki. Miejsce, w którym obecnie się
znajdowaliśmy napawało mnie dziwnym spokojem, którego od bardzo dawna nie
czułam. Lub tak naprawdę nie czułam go nigdy.
-Dobrze,
w takim razie zostaniemy tu jeszcze chwilę, a potem pójdziemy szukać
reszty.-powiedział, a potem niespodziewanie mocno przyciągnął mnie do siebie i
przytulił. Opierałam się plecami o jego klatkę piersiową, a nasze dłonie były
splecione.-Tak jest zdecydowanie lepiej, nie uważasz?
-Mm.
Tak. Masz rację.-mruknęłam zaczerwieniona po same czubki uszu. Dopiero teraz
zaczęłam uświadamiać sobie, że spokój, który poczułam był po części spowodowany
obecnością Gaary, a ja nie chciałam go tracić ani na chwilę.
Komentarze
Prześlij komentarz