Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 1

Tak więc w końcu udało mi się zakończyć dodawanie pierwszego opowiadania. Jak najszybciej postaram się dodać drugie, żeby móc kontynuować historię i w końcu ją zakończyć ;) Pozdrawiam!

-Przecież mówiłam Ci, żeby kupić towar! Spójrz na moje ręce! Spójrz!- moja mama wydzierała się na tatę, a ja schowana pod stołem w kuchni starałam się jak najmocniej zatykać uszy, aby tylko tego nie słyszeć. 
-Christoph powiedział, że więcej nie da nam na krechę. Musimy coś wykombinować. Nie tylko ty jesteś na głodzie!- niski basowy głos mojego ojca poniósł się echem po mieszkaniu, a raczej spelunie, w której żyliśmy. 
-To twoja wina! Twoja wina, że nie potrafiłeś go przekonać!- mama rzuciła się na tatę z pięściami. Zawsze się tak zachowywali, kiedy nie wciągnęli białego proszku, który przy mnie nazywali "cudownym lekarstwem na życie". Skulona pod stołem modliłam się żeby ten koszmar się skończył. Chciałam, żeby rodzice znowu byli normalni. Usłyszałam głośny trzask drzwi, a to oznaczało, że tata wyszedł z domu. Zawsze tak robił, kiedy mama rzucała się na niego z pięściami. Jednak miało to swoją drugą stronę. Zobaczyłam stopy mojej mamy, a moje ciało zaczęło trząść się jak galaretka.-Tu jesteś bachorze!!!
-Nie, mamo! Proszę! Nie bij mnie!!!-krzyknęłam, jednak pas, który moja mama trzymała w ręce zdążył ze świstem przeciąć powietrze.
-Saro! Saro obudź się, słyszysz?! Saro!-mocne szarpnięcia za ramiona wyrwały mnie z koszmaru sennego. Całe moje ciało drżało, włosy kleiły się do czoła, a ręce kurczowo ściskały kołdrę. Mój oddech był bardzo płytki i szybki. Rozejrzałam się dziko po pokoju i dopiero wtedy zaczęłam się uspokajać. Twarz mojej współlokatorki, a zarazem najlepszej przyjaciółki od razu przypomniała mi, że znajdowałam się w swoim pokoju w internacie.-Znowu miałaś koszmar. 
-Ten sam, co od lat. Moi zaćpani rodzice i to, w jaki sposób się nade mną znęcali, kiedy byłam dzieckiem.-mruknęłam wycierając pot z czoła.-Dlaczego teraz? Przecież od jakiegoś czasu było dobrze.
-Być może to fakt, że wkrótce wracasz do domu. Jakby nie patrzeć ostatnie egzaminy za nami. Jeszcze tydzień i znowu będziesz w Tokio. Twoja rodzina na pewno bardzo cieszy się z tego faktu.-moja przyjaciółka mocno mnie do siebie przytuliła. Mieszkałyśmy w jednym pokoju od 5 lat. Ja mogłam uczyć się w tej szkole dzięki majątkowi mojego wuja, ona dzięki świetnym wynikom w nauce i przyznanym stypendium. 
-W końcu zobaczę ich wszystkich razem. Podejrzewam, że moi kuzyni nieźle wyrośli od czasu, kiedy ostatni raz ich widziałam.-mruknęłam przecierając zmęczone oczy. 
-Na pewno. W końcu dwa lata to bardzo dużo czasu.
-Och Sakura, nawet nie wiesz w jakiej rozsypce teraz jestem...-mruknęłam zanurzając się z powrotem w miękkich poduszkach. 

            Nazywam się Sara Iregiro. Urodziłam się w Niemczech, i tam wychowywałam się do 5 roku życia. Moja mama związała się z obywatelem tego kraju i wyjechała za nim za granicę. Była młodą wdową, która potrzebowała miłości. Jakoś rok później urodziłam się ja, jednak mój ojciec nie chciał dać mi swojego nazwiska. Otrzymałam je więc po zmarłym mężu mojej mamy. Moi rodzice byli ludźmi uzależnionymi od alkoholu i narkotyków. Często, kiedy byli na głodzie bili mnie bardzo dotkliwie. Jako dziecko przeżywałam koszmar. Zmiana nastąpiła, kiedy skończyłam 5 lat. Brat mojej mamy odnalazł ją w Monachium. Umieścił w ośrodku dla osób uzależnionych, a mnie zabrał do siebie i adoptował. Okazało się, że miał żonę i dwóch synów. Jeden był ode mnie starszy o 5 lat, drugi o rok. Od tej pory uczyłam się żyć i funkcjonować w normalnej rodzinie, w której nie stosowano przemocy, a alkohol i narkotyki nie były czymś na porządku dziennym. 
            Lata mijały, a kiedy skończyłam 13 lat wujostwo zadecydowało, że powinnam pójść do renomowanej szkoły w Stanach Zjednoczonych. Nauka w niej miała trwać 5 lat, a maturę miałam zdawać już w Tokio. Bez żadnych sprzeciwów zgodziłam się na to i poleciałam. Pierwszy tydzień okazał się być koszmarem. Tęskniłam za rodziną i marzyłam o jak najszybszym powrocie do niej. Jednak, kiedy poznałam pierwszych znajomych , a w szczególności zaczęłam zaprzyjaźniać się w moją współlokatorką, tęsknota przestała być tak dotkliwa, a mi udało się dokończyć naukę. W dodatku z bardzo wysokim wynikiem.

            Pakując ostatnie rzeczy do walizki czułam, jak do moich oczu napływają łzy. Samolot miałam o 6 rano. 
-Nie płacz, Saro! Zobaczysz, że jeszcze się zobaczymy! Taka przyjaźń jak nasza zdarza się tylko raz.-moja przyjaciółka uśmiechnęła się do mnie szeroko. Jej szmaragdowe oczy również lśniły od łez, jednak Sakura nie była typem osoby, która pokazuje swoje uczucia. Raczej prędzej zgodziłaby się zjeść ropuchę.
-Sakura, nawet nie wiesz, jak bardzo będę za tobą tęsknić!-rzuciłam się jej na szyje, a potem obie zaczęłyśmy płakać jak małe dzieci.
            Sakura została moją przyjaciółką chwilę po tym, jak znalazłam się w internacie. Jej rodzina była imigrantami z Japonii. Po wielu przegadanych wspólnie nocach i kilku ostrych kłótniach zostałyśmy najlepszymi przyjaciółkami w szkole, a reszta wrednych pustych panien zazdrościła nam lojalności wobec siebie. Prawda była taka, że zbliżyła nas do siebie wspólna historia. Sakura również wywodziła się z, nie owijając w bawełnę, patologicznej rodziny. Jej tata i mama również pili na umór i wciągali co popadnie. Dziewczyną zajęła się babcia. Sakura była bardzo inteligentna, jako jedna z niewielu osób starała się o stypendium naszej szkoły i dostała je bez żadnych przeszkód. Warunkiem były jednak wysokie oceny przez cały tok nauki, a że Sakura była uparta jak osioł nie miała z nimi problemu. 

            Po bardzo męczącym locie znalazłam się z powrotem w Japonii. Wszystkie mięśnie bolały mnie od niewygodnej pozycji, jednak byłam w domu. W końcu byłam w domu!!!
            Wychodząc z hali przylotów zaczęłam rozglądać się za moim wujkiem. Obiecywał, że odbierze mnie z lotniska. Jednak mój niski wzrost nie był zbyt dużym atutem w takim wypadku. Mój telefon rozdzwonił się jak szalony, a ja nerwowo zaczęłam szukać go w torbie. Tak jak się spodziewałam dzwonił wujek. 
-Cześć wujku. Jestem na hali przylotów. Czekam na ciebie!
-Kochanie, Itachi cię odbierze! Niestety musiałem zostać w firmie! Pojawiły się jakieś kłopoty i nie udało mi się wyrwać! Przepraszam cię strasznie!-wujek próbował przekrzyczeć hałas, który zapewne był spowodowany terenem, w którym obecnie się znajdowałam. 
-Dobrze wujku, rozumiem! Zobaczymy się w domu!-rozłączyłam się i zaczęłam rozglądać za moim kuzynem. Z tego co pamiętałam Itachi był cholernie przystojny już kiedy byłam dzieciakiem. Wyjeżdżając do Stanów udało mi się załapać na jego 18 urodziny. Od tej pory widziałam go raptem kilka razy, kiedy sporadycznie wracałam do domu na święta. Ktoś położył mi rękę na ramieniu, a ja automatycznie się spięłam. Ten gest za bardzo przypominał mi gest matki, zanim naćpana nie próbowała mnie bić. Odtrąciłam rękę i szybko odwróciłam się w stronę zaczepiającej mnie osoby. 
-Przepraszam, zapomniałem, że nie lubisz tego gestu.-mój kuzyn uśmiechnął się do mnie zza dużych okularów przeciwsłonecznych. 
-Itachi?-zapytałam niepewnie. Wyglądał inaczej, niż go zapamiętałam. Jednak kiedy zdjął czarne ray bany od razu go poznałam. Puściłam torbę i rzuciłam się mojemu kuzynowi na szyje, o mało co nie wywracając i siebie i jego. 
-Pewnie, że Itachi. Kogo się niby spodziewałaś? Świętego Mikołaja? Rany, aleś urosła! W życiu bym nie pomyślał, że tak się wyrobisz!-mój kuzyn zmierzył mnie od góry do dołu i cicho gwizdnął. Dałam mu za to przyjacielskiego kuksańca w bok, a potem zaczęłam się śmiać.
-Itachi, jesteś niepoprawny!

            Jadąc do domu z dużą ciekawością rozglądałam się po mieście. Tokio ogromnie różniło się od Waszyngtonu. Było bardziej zelektronizowane, a budynki były zdecydowanie wyższe i nietypowe. 
-Widzę, że bardzo interesuje cię architektura, co siostra?-kiwnęłam głową i szeroko się do niego uśmiechnęłam.-Zobaczysz jak pozmieniało się w domu. Mama całkiem przemeblowała pokoje, łącznie z twoim. Ma cichą nadzieję, że ci się spodoba. 
-Spokojnie. I tak nie miałam tam za dużo rzeczy. Praktycznie wszystko w Waszyngtonie.-mruknęłam zapadając się w fotel. 
-Zobaczysz jak Sasuke się zmienił.-na imię mojego drugiego kuzyna przeszły mnie dreszcze. Sasuke w porównaniu do Itachiego nigdy nie zaakceptował faktu, że pojawiłam się w ich domu. Gnębił mnie od pierwszego dnia, aż do mojego wyjazdu do Stanów. Kiedy przyjeżdżałam na święta widywaliśmy się tylko przy stole, a potem unikaliśmy się jak ognia.
-Taaaaa... Sasuke na pewno skacze z radości, że mnie zobaczy. Tak się przecież uwielbiamy, że nie ma nic innego do roboty, jak czekać na mnie z utęsknieniem.-powiedziałam sarkastycznie. Itachi krzywo się do mnie uśmiechnął.
-No cóż, wiem, że nie przepadacie za sobą, ale teraz ty wracasz na stałe, także dobrze byłoby gdybyście zaczęli jakoś ze sobą współżyć. Myślę, że będzie to wykonalne. Jesteście już przecież dorośli.
-Poprawka. 18 lat skończę dopiero za 2 tygodnie. Sasuke ma już skończone 19 lat, a ty 23. Myślę, że Sasuke i tak nigdy nie zaakceptuje faktu. że ma kuzynkę, której rodzice byli ćpunami i alkoholikami. Dobrze wiesz ile razy wyzywał mnie z tego powodu.-Itachi przetarł twarz dłonią. Robił tak zawsze, kiedy tracił argumenty. 
-Mój bart się zmienił. Wydoroślał. Z resztą sama zobaczysz. Za jakieś pół godziny powinniśmy być na miejscu.-potargał mi włosy żeby dodać mi otuchy. Ja jednak wcale nie poczułam się lepiej. 

            Zajeżdżając pod drzwi garażu usłyszałam wydobywającą się z jego środka głośną muzykę. Zmarszczyłam czoło i spojrzałam się na Itachiego. Jedyną osobą, która interesowała się w tym domu muzyką, byłam ja. Sasuke wolał sport, Itachi książki. 
-Moi znajomi. Mamy swoje zespoły... To znaczy ja i Sasuke. Nie wiem, czy tata coś ci wspominał.
-Nie. Nawet słowem nie pisnął. Z resztą od kiedy interesujecie się muzyką? Myślałam, że tylko ja chciałam iść w tym kierunku.-mruknęłam. 
-Jak widzisz, nie. Chodź. Przedstawię cię moim znajomym. Z resztą Sasuke na pewno też chce cię zobaczyć. 
-Nie byłabym tego taka pewna.-syknęłam. Jednak mój kuzyn wcale mnie nie słuchał. Złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć w stronę drzwi.-Itachi, błagam. Jestem nieodpowiednio ubrana, marzę o prysznicu i chciałabym najpierw coś zjeść. Zobacz jak ja wyglądam. 
-Wyglądasz ślicznie. Spokojnie.-puścił do mnie oczko, a potem pociągnął za rączkę od drzwi garażowych. Muzyka w jednej sekundzie ucichła, a ja schowałam się za moim kuzynem, mając nadzieję, że dzięki temu stanę się niewidzialna. 
-W końcu braciszku! Myślałem, że jedziesz aż do Stanów po tą małą przybłędę.-głos Sasuke się zmienił. Był zdecydowanie niższy i bardziej męski. Nabrał również seksownej chrypki. 
-Sasuke, nie mów tak o naszej kuzynce.-warknął na niego Itachi. Ja z kolei mocniej zacisnęłam dłoń na przedramieniu mojego starszego kuzyna. 
-Bo co? Dobrze wiesz z jakiej rodziny się wywodzi. My jesteśmy wyżej postawieni od niej.-nie kontrolując siły zaczęłam wbijać Itachiemu paznokcie w skórę. Czułam się poniżana już od samego wejścia. Biorąc pod uwagę fakt, że byli tu znajomi Itachiego, musieli się od niego nasłuchać samych najgorszych rzeczy na mój temat, kiedy Itachi po mnie pojechał. 
-Powiem ci braciszku, że miałem nadzieję, że wydoroślałeś, jednak jak widzę nadal jesteś dzieciakiem. Głupim, zarozumiałym dzieciakiem.-warknął na niego. 
-Itachi, spokojnie. Nie kłóć się z Sasuke z mojego powodu.-mruknęłam i wyszłam zza pleców mojego obrońcy. Spojrzałam się na Sasuke, a potem na całą resztę.-Hej, to ja. Ta przybłęda, o której zapewne Sasuke wam naopowiadał. Także z mojej strony to tyle. Itachi, idę przywitać się z ciocią. Zabiorę bagaż za chwilę.-uśmiechnęłam się do niego dość słabo, a potem szybkim krokiem udałam się w stronę drzwi prowadzących do domu.

            Z szybko bijącym sercem, walcząc ze łzami w oczach oparłam się o ścianę. Sasuke nie zmienił się nawet o cal. Nadal był zadufanym w sobie dupkiem z manią wyższości. Własnie za to tak bardzo go nienawidziłam. 
-Saro, czy to ty?! Słyszałam jak samochód wjeżdża na podjazd!-głos cioci dochodził gdzieś z góry. 
-Tak ciociu to ja!-krzyknęłam. Zaczęłam wchodzić po schodach. 
-Chodź do swojego pokoju! Mam dla ciebie małą niespodziankę!-jej wesoły głos sprawił, że od razu zapomniałam o smutku. W kilku susach znalazłam się na górze, a potem przebiegłam przez korytarz. Drzwi do mojej sypialni były lekko uchylone. Pchnęłam je i weszłam do środka. 
            Itachi nie kłamał z tym przemeblowaniem. Ciocia kupiła mi zupełnie nowe meble, ściany przemalowała na moje ulubione kolory, wymieniła również dywan i lampę. Pokój pasował zdecydowanie bardziej do mojego wieku, niż ten, który miałam przed wyjazdem do USA. 
-Och! Jak ty urosłaś!!! A jak wyładniałaś! I pomyśleć, że nie widziałam cię raptem rok, kiedy to razem z wujkiem polecieliśmy do Stanów na twoje urodziny! Chodź. Uściskaj starą ciotkę.-rozłożyła ramiona, a ja długo się nad tym nie zastanawiając mocno ją przytuliłam. Poczułam jej charakterystyczne perfumy i od razu poczułam się jak w domu. Kiedy się w końcu od siebie odkleiłyśmy ciocia była cała zapłakana.-Przepraszam cię strasznie. Jak widzisz trochę się za tobą stęskniłam. 
-Oj, ciociu! Wróciłam na stałe. Nie mam zamiaru nigdzie wyjeżdżać w najbliższym czasie.-zaśmiałam się. 
-Opowiadaj! Jak było w szkole na ostatnim roku? Jak twoi przyjaciele? Wszyscy zdali? A twój chłopak? Jak zniósł wieść, że wyjeżdżasz? Na pewno było mu ciężko.
-Ciociu, spokojnie. Naprawdę nie wszystko na raz. Powiem ci, że ostatni rok okazał się najłatwiejszy ze wszystkich. Nauczyciele dawali nam naprawdę bardzo dużo luzu. Razem z Sakurą osiągnęłyśmy najlepsze wyniki na egzaminach. Nie zdało kilka dziewczyn, chociaż jak mam być szczera zasłużyły sobie na to. Ćpały i piły. Martin zniósł to dość ciężko, byliśmy razem prawie 3 lata, miał nadzieje, że zostanę w Stanach, ale tak się nie stało. Chciałam wrócić do domu. Do mojej rodziny o ile mogę was tak nazywać...-mruknęłam i spuściłam wzrok. 
-Och! Oczywiście, że tak! Jeżeli Sasuke znowu powiedział ci coś przykrego, to przysięgam, że dostanie lanie! Nie obchodzi mnie to, że jest już pełnoletni!-ciocia była jak typowa matka lwica. 
-Nie ciociu! Spokojnie! Sasuke mi nie dokuczał. Po prostu nie wiem jak zareagujecie na mój stały pobyt po ponad 5 latach mieszkania osobno.-wymyśliłam na poczekaniu. Nie potrzebowałam dodatkowych kłopotów. 
-Kochanie, jesteś częścią naszej rodziny. Kochamy cię jak własną córkę i tak też cię wychowywaliśmy. Zawsze będziesz miała tu swoje miejsce. Niezależnie od tego, co by się nie działo. Zapamiętaj to sobie.-ciepły uśmiech cioci sprawił, że zapomniałam o przykrościach jakie usłyszałam od Sasuke. Zaczęłam wierzyć, że naprawdę mogę czuć się jak u siebie w domu. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8