Rozdział 53

Z samego rana zadzwoniłam do szefa wytwórni w sprawie spotkania. Zgodził się niemal natychmiast, co bardzo mnie ucieszyło. Ubrałam się ładnie, ale niezbyt oficjalnie. Wybrałam ubrania przylegające do ciała. Na nogi nałożyłam zamszowe kozaki sięgające za kolana.

            Z wielką ulgą zauważyłam, że pod wytwórnią nie ma żadnych paparazzi. Wysiadłam więc z auta i luźnym krokiem poszłam do budynku. W drzwiach przywitał mnie ochroniarz.
-Dzień dobry panno Iregiro. Szef czeka na panią w swoim gabinecie.
-Dzień dobry. Dziękuję za informację.-uśmiechnęłam się szeroko, a potem skierowałam swoje kroki do windy.

            Szef wytwórni przywitał mnie bardzo serdecznie.
-Witam! Proszę siadaj. Poproszę moją sekretarkę o herbatę, jeśli masz ochotę.
-Z wielką przyjemnością.-mężczyzna podniósł słuchawkę swojego telefonu, poprosił o 2 filiżanki herbaty, jakieś przekąski, a  potem wrócił do rozmowy ze mną.
-No więc co cię do mnie dzisiaj sprowadza? A tak w ogóle... widziałem wczorajsze gazety. Gratuluję. Widzę, że to prawda.-wskazał na mój brzuszek.
-A, tak. To prawda. Nie chcę póki co tego rozgłaszać dlatego nie dementuję. Dziękuję. A więc tak, mam do pana sprawę. Mówił pan, że potrzebuje...
-Chwilę. Nie pan. Przejdźmy na ty. Co cię do mnie sprowadza?
-Chciałam pokazać p... ci jedno nagranie. Pamiętam, że mówiłeś coś o jakiejś świeżej krwi. Myślę, że oni będą w stanie zaspokoić twoje pragnienie.
-Jesteś pewna? Wiesz, że jestem dość wymagający jeżeli chodzi o podopiecznych. znasz ich?
-Tak, znam. Tworzą muzykę już dłuższy czas. Wokalista gra na gitarze chyba z 6 lat. Sam pisze teksty, no z pomocą swoich przyjaciół. Mam ich utwór na telefonie. Jeżeli będziesz chciał, mogę ci go puścić.
-Dobrze. Pokaż co to za żółtodzioby.-podałam telefon i słuchawki mojemu wspólnikowi. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć dotyczących nagrania. Zaczęłam się martwić, że był to jednak głupi pomysł. Kiedy więc mój wspólnik zdjął słuchawki z uszu czekałam z bijącym sercem.-Są dobrzy. Nawet bardzo.
-Naprawdę?!-pisnęłam podekscytowana.
-Tak. Powiedz mi, skąd ich znasz?-zawahałam się. Wiedziałam, jak może to wyglądać z boku.
-To zespół mojego chłopaka.-po chwili ledwo wydukałam.
-Możesz mu powiedzieć, że chętnie się z nim spotkam. Jest wokalistą rozumiem?-kiwnęłam głową.
-Gaara nie przyjdzie na rozmowy bez swojego zespołu. Tego jestem pewna.
-Więc niech zabierze ich ze sobą. Za dwa dni mam najbliższy wolny termin. Wtedy chciałbym się z nimi spotkać. Daj mi znać, kiedy ich powiadomisz.
-Dobrze. Postaram się z nimi dzisiaj spotkać i przekazać informację.-powiedziałam wesoło. Zaczęłam zbierać swoje rzeczy.
-Na kiedy masz termin?-przez chwilę przyglądałam się mojemu wspólnikowi ze zdziwionym wyrazem twarzy. Dopiero po chwili skojarzyłam o co mu chodziło.
-Lipiec lub sierpień.-uśmiechnęłam się.
-Wyglądasz jak twój ojciec, mówił ci to ktoś?-zmarszczyłam brwi. Nie miałam pojęcia skąd on znał mojego ojca, ale po przeżyciach związanych z Konou, stałam się dość wrażliwa na tego typu komentarze.
-Eee, tak. Dość często to słyszę. Tylko skąd ty...
-Uczyliśmy się w jednej szkole. Pamiętam go... dusza towarzystwa.
-Nie miałam pojęcia, że znasz mojego ojca.-przysiadłam na oparciu fotela z wrażenia.
-Mało kto o tym wie. Byłby z ciebie dumny. Zaufaj mi.
-Tak, z nastolatki w ciąży...-prychnęłam pogardliwie. Sama nie byłam z siebie dumna, a co dopiero mój ojciec, który sam dość młodo został tatą.
-Źle na to patrzysz. Świetnie radzisz sobie z firmą, mając zaledwie 18 lat, potrafisz współpracować i inne tego typu rzeczy. Z tego byłby dumny.-poczułam pieczenie pod powiekami. Kilka razy głęboko nabrałam powietrza w płuca.
-Dziękuję. Myślę, że powinnam się zbierać. Chcę porozmawiać z moim chłopakiem i jego zespołem. Im szybciej tym lepiej.-głos lekko mi drżał. Nienawidziłam tego typu rzeczy, szczególnie przy niemal obcych ludziach.
-A, fakt. Liczę na to, że dasz mi jak najszybszą odpowiedź. Miłego dnia.
-Dziękuję. Wzajemnie.-rzuciłam, a potem szybko zabrałam swoje rzeczy i wyszłam. Zaczęłam grzebać w torebce w poszukiwaniu komórki. Musiałam jak najszybciej zadzwonić do Gaary i przekazać mu wiadomość. Kiedy w końcu wygrzebałam telefon, wpadłam na kogoś.-Przepraszam!-wysapałam.
-Nie ma za... Sara? Co tu robisz?-Akihito!!! To była najgorsza z możliwych opcji.
-Rozmawiałam z twoim szefem. Chociaż... To nie twoja sprawa.-powiedziałam dość ostro.
-Oczywiście, że nie moja. Jestem po prostu ciekawski. Widziałem wczorajsze nagłówki gazet. Nie denerwuje cię takie kłamanie ludziom?-włosy zjeżyły mi się na karku.
-Nie kłamali.-powiedziałam. Nie miałam ochoty ciągnąć tego tematu. Próbowałam przejść obok niego najszybciej jak było to możliwe, jednak złapał mnie za ramię boleśnie wpijając w nie palce.
-Co?! To prawda?-jego oczy błyszczały dziko. Zaschło mi w gardle.
-Tak, to prawda. Jestem w ciąży. Akihito puść mnie! To boli!-krzyknęłam. Jego uścisk zelżał, jednak nie puścił mojej ręki.
-Wiesz... To trochę głupie łapać faceta na dziecko, nie uważasz?-jego twarz wykrzywił irytujący uśmieszek. Ręka drgnęła mi dość odruchowo.
-To nie jest twoja sprawa. Przepuść mnie.-wyswobodziłam rękę z jego uścisku. Wtedy Akihito przygniótł mnie do ściany.
-Nie myślisz chyba, że ta wasza szczenięca miłość przetrwa? Jesteś śmieszna. Gaara jest młodszy ode mnie. Wiem, co robią faceci w jego wieku, na pewno nie zajmują się dziewczynami w ciąży. Później będzie jeszcze gorzej. Ty będziesz niańczyć bachory, a on będzie hulał. Zostawi cię szybciej niż się tego spodziewasz.-moje serce wybijało kankana. Byłam bardzo zdenerwowana, pomimo tego, że znałam Gaarę i wiedziałam, że nie zrobiłby mi czegoś takiego.-Już raz cię zostawił nieprawdaż. Niedługo zrobi to znowu.
-Akihito, puść mnie.-poczułam atak mdłości. Zatkałam usta ręką i zaczęłam szybciej oddychać. Mocno mrużyłam powieki.
-Jak chcesz. Wiedz jednak, że kiedy to się stanie przyjdziesz do mnie.-w jego oczach widziałam rozbawienie. Mocno odepchnęłam go, a potem szybko pobiegłam do łazienki.

            Wyszłam z wytwórni z bijącym sercem. Zielona na twarzy wsiadłam do samochodu i zaczęłam się uspokajać. Drżącymi rękami szukałam numeru do Gaary, jednak kiedy nie odebrał zmarszczyłam brwi. Spróbowałam drugi raz i znowu nic. Zdenerwowałam się jeszcze bardziej, a w głowie jak na złość rozbrzmiewały mi słowa Akihito: "Już raz cię zostawił, niedługo zrobi to znowu." Zaczęłam kręcić głową żeby odsunąć od siebie te myśli. Wybrałam numer do Rio. Nie odebrał za pierwszym razem. Dopiero za drugim usłyszałam jego głos w słuchawce.
-Cześć!
-Jest z tobą Gaara?-zapytałam. Było to dość niegrzeczne z mojej strony, ale w tamtym momencie nie martwiłam się o to.
-Tak. Jesteśmy na próbie w domu Joe.
-Chciałabym z nim porozmawiać.-Rio musiał wyczuć napięcie w moim głosie, ponieważ niemal od razu zapytał.
-Wszystko w porządku? Coś z dzieckiem?-od razu po drugiej stronie usłyszałam podniesiony głos Gaary. Krzyczał:"Daj mi ją do telefonu!!!" Potem jakieś szmery.
-Cześć kochanie!
-Czemu nie odbierasz komórki?-mój ton był oskarżycielski.
-Mamy próbę. Wiesz, że telefon trzymam zwykle w plecaku.-głośno westchnęłam. Zaczęłam masować koniuszek nosa między brwiami.
-Chciałabym z tobą porozmawiać. Mogłabym podjechać do Joe, jeśli nie masz nic przeciwko.
-Czy to coś poważnego? Masz zmęczony głos.
-Spotkałam się przypadkiem z Akihito.-po drugiej stronie telefonu usłyszałam syknięcie.
-Mówiłem ci, że masz nie narażać się na stres, bo...
-Gaara, to nie była moja wina. Spotkaliśmy się przypadkiem w wytwórni muzycznej. Dziwne, że tam był, co? W końcu dla nich pracuje!-powiedziałam dość sarkastycznie.
-Po co pojechałaś do wytwórni muzycznej?
-Właśnie o tym chcę z tobą porozmawiać. W sumie nie tylko z tobą.
-Dobrze, przyjedź. Myślę, że chłopcy nie będą mieli nic przeciwko.
-Dobrze. Jedliście coś?-zapytałam. Dochodziła 13.
-Nie.
-Może być chińszczyzna?-Gaara się roześmiał.

            Zajechałam pod dom Joe, wzięłam z siedzenia dwie siatki chińszczyzny, a potem weszłam na chodnik. Z garażu dochodził dźwięk perkusji i chyba gitary basowej. Złapałam za klamkę i mocno szarpnęłam drzwi do góry. Muzyka ucichła.
-Cześć wszystkim.-uśmiechnęłam się promiennie. Podniosłam do góry siatki z jedzeniem, a chłopcy krzyknęli radośnie. Rio zabrał ode mnie paczuszki. Gaara z kolei przyszedł się ze mną przywitać. Dał mi buziaka w policzek.
-Dzięki! Pyszne!!!-Joe miał zapchane usta. Wciągał makaron do ust z takim zapałem, że o mało się nie zakrztusił.
-Jak się nasza mamusia czuje?-tym razem był to Eric. Odruchowo położyłam dłoń na brzuchu.
-Zmęczona, ale dobrze. Trochę męczą mnie mdłości.
-Może coś zjesz? Nie wyglądasz najlepiej.-uwaga Gaary nie polepszyła mojego nastoju.
-Nie, dziękuję. Nie jestem głodna.-mruknęłam. Gaara usiadł i pociągnął mnie na swoje kolana.
-O czym chciałaś z nami porozmawiać?
-O kontrakcie płytowym.-Rio zakrztusił się makaronem. Zaczął kaszleć, w oczach zebrały mu się łzy, twarz cała poczerwieniała.
-C... Co?!-wykrztusił w końcu.
-To co słyszałeś. Kontrakt płytowy. Puściłam wasze nagranie mojemu wspólnikowi, który jest właścicielem Tokio Music Center. Spodobało mu się. Chciałby się z wami spotkać.
-Mówisz poważnie?-zapytał Gaara. Jego oczy lśniły jak dwa szafiry.
-Tak, jestem śmiertelnie poważna. Przysięgam. Właśnie po to byłam w wytwórni i tam spotkałam Akihito. Mój wspólnik chce z wami porozmawiać o współpracy. Podobał mu się materiał, który przesłuchał. Za dwa dni ma wolny termin. Wtedy mógłby się spotkać.-zaczęłam bawić się telefonem. Zauważyłam, że dłonie lekko mi drżały.
-Myślę, że to nie jest zły pomysł. Nic nam nie szkodzi.-zauważył Rio.
-A co będzie jeśli nie spodoba mu się nasz styl, czy coś? Jakby nie patrzeć to jednak wytwórnia zajmująca się popem, my tworzymy rockowe piosenki.
-To nie ma znaczenia. Jemu chodzi o wasz talent. Chce z wami porozmawiać o możliwości współpracy. Nie mówię, że musicie się na nią zgadzać. To czysta sugestia z mojej strony.
-Dobrze, umów nas z nim. Nie zaszkodzi się spotkać.-głos Gaary był chyba decydujący. Nikt nie odezwał się nawet słowem. Wybrałam więc numer do wytwórni i włączyłam głośnik. Po trzecim sygnale rozległ się charakterystyczny skrzekliwy głos.
-Mam nadzieję, że masz dla mnie zadowalające informację, Saro?
-Tak. Chłopcy chętnie się z tobą spotkają. Możesz śmiało rezerwować ten termin, o którym mówiłeś. Przyjdą.
-Juhu!!! Świetnie! W takim razie do zobaczenia.
-Cześć.-powiedziałam. Wcisnęłam czerwoną słuchawkę. Odetchnęłam z ulgą.
-Rozmawiasz z nim, jak ze starym kumplem.-Joe się zaśmiał.-Może wpadłaś mu w oko.
-Joe, przestań. On wie, że jestem w ciąży. Gratulował mi dzisiaj. Z resztą jest chyba ze 20 lat starszy ode mnie. Jak nie więcej. Chodził do szkoły z moim ojcem. Więc chyba 25.-rzuciłam luźno. Gaara siedział spięty, czułam to po jego postawie. Objął mnie w pasie.
-No dobrze. W takim razie za dwa dni się z nim spotkamy. Myślę, że na dzisiaj wystarczy nam prób. Nie wiem jak wy, ale ja już jestem zmęczony.-dopiero teraz zauważyłam dość ciemne cienie pod oczami mojego chłopaka. Zmarszczyłam czoło.
-Tak, myślę, że to dobry pomysł. Jutro ustalimy repertuar, który moglibyśmy zagrać temu wspólnikowi Sary, co wy na to?-wszyscy kiwnęli głowami.
-Dobra, odwiozę was do domów. Wsiadajcie.-powiedziałam. Gaara zabrał jedynie swoją gitarę, a potem razem z Rio i Joe wsiadł do auta.

            Kiedy Rio zamknął za sobą drzwi nastała niezręczna cisza. Włączyłam się do ruchu na głównej drodze.
-Jedźmy do ciebie co? Od czasu jak Shina dowiedziała się, że jesteś w ciąży codziennie u mnie przesiaduje. Mam jej dość.-jego głos był bez jakiegokolwiek wyrazu. Bez słowa skierowałam się do mojej dzielnicy.

            Kiedy weszliśmy do środka zamarzył mi się zimny prysznic. Zostawiłam Gaare w salonie poszłam po luźne rzeczy do sypialni, a potem skierowałam się do łazienki. Kiedy tylko zamknęłam za sobą drzwi zaczęłam się niepokoić. Gaara rzadko był taki milczący. Upięłam włosy w luźnego koka, a potem puściłam wodę. Zimna woda cudownie mnie orzeźwiła.

            Kiedy wyszłam, Gaara leżał na kanapie i oglądał telewizję. Miał na sobie tylko jeansy. Klęknęłam obok niego i odgarnęłam mu włosy z czoła. Spojrzał na mnie.
-Nie ma chyba sensu pytać co się dzieje?-to było pytanie retoryczne. Gaara rzadko mówił o tym, co go trapi. Podciągnął się i pocałował mnie.
-Nie ma. Masz racje. Ale cieszę się, że się martwisz.
-Dziękuję, że pozwalasz mi się martwić. Doceniam to.-ironiczny ton sprawił, że Gaara lekko się uśmiechnął. Podciągnął się, a ja usiadłam mu okrakiem na kolanach. Położył mi dłonie na biodrach.
-Nie chcę żebyś się martwiła, więc nie daję ci kolejnych powodów do tego. Więc lepiej żebyśmy nie rozmawiali o tym.
-Dobrze, w takim razie zostawiam cię samego z twoimi myślami.-chciałam wstać, jednak Gaara mnie przytrzymał. Chciałam skarcić go wzrokiem, jednak zabrakło mi tchu. Jego tęczówki miał ciemny kolor.-No nie... Nie żartuj.
-Nie żartuję.-pocałował mnie. Najpierw delikatnie, potem coraz namiętniej. Mój puls przyśpieszył. Jego dłonie znalazły się pod moim swetrem.
-Masz rację, też tego potrzebuję.-szepnęłam mu w usta. Gaara jednym ruchem przekręcił nas tak, że leżałam pod nim. Jego oczy całe błyszczały.

            Moje paznokcie orały plecy Gaary. Moje ciało dopiero się rozluźniało. Cudowne, błogie uczucie. Na moich usta wykwitł szeroki uśmiech. Wymacałam sweter i szybko na siebie narzuciłam. Gaara zaczął naciągać na siebie spodnie. Jego humor zdecydowanie się poprawił.
-Nie chce mi się wierzyć, że spotkamy się w prawdziwym łowcą talentów.
-Macie szansę. Skoro podobał mu się wasz utwór, to znaczy, że jesteście dobrzy. On nie bierze byle kogo. Wiem, że wam się uda.-Gaara objął mnie w pasie i pocałował w szyję.
-Myślę, że będziemy musieli dać z siebie wszystko. Chcesz, żeby twój chłopak został gwiazdą rocka?-zaśmiałam się głośno.
-Mam świadomość, że fanki będą miały ochotę rwać z ciebie ciuchy. Nie przeszkadza mi to.
-Jak to? Twój chłopak jest gorącym towarem z cudownym charakterem.-walnęłam go w ramię.
-I z ogromną dozą skromności.
-Dobrze wiesz, że cię kocham i nie chce żadnej innej.-zdębiałam. Gaara pierwszy raz powiedział to głośno.
-Co? Powiedz to jeszcze raz.
-Że mam cudowne ciało i charakter?
-Nie, to że...
-Kocham cię? Myślałem, że to oczywiste.-zarzuciłam mu ręce na szyję i pocałowałam.


-Też cię kocham.-szepnęłam. Teraz nie musiałam się martwić. Akihito nie miał racji. Gaara był mój. Nawet pomimo utraty pamięci chciał mnie. Nie wybrałby żadnej innej. Tego byłam prawie pewna.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8