Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 25

Kiedy zaczął się kwiecień obie z Sakurą byłyśmy w dość podłych nastrojach. Sasuke i Gaara studiowali na tym samym wydziale. Sasuke, który w przyszłości planował przejąć firmę wujka trafił na zarządzanie, z kolei Gaara trafił na prawo. Co prawda nie mieli razem wykładów, ale każdą przerwę spędzali razem. Kiedy opowiadali nam, co wydarzyło się pierwszego dnia zajęć, obawiałam się, że czarny scenariusz Sakury może się sprawdzić szybciej, niż myślałam.
            W liceum z kolei rozpoczęły się przygotowania do testów semestralnych, które mieliśmy zdawać tuż przed wakacjami w lipcu. Razem z dziewczynami siedziałyśmy na zajęciach dodatkowych od popołudnia, do niemal samego wieczora. Wracałyśmy tak zmęczone, że nawet Saki nie miała ochoty chodzić do Sasuke i wypytywać jak minął mu dzień. Wiedziałam, że wynikało to też z faktu, że nie chciała się denerwować jego opowieściami o tym, jak to dziewczyny wyrywały go sobie z rąk.
-Mam tego dość, Sara! Za każdym razem, kiedy wraca do domu ma w teczce liściki miłosne, albo jakieś smakołyki.
-Sasuke nie lubi słodyczy, więc dziewczyny kiepsko trafiają w jego gust.- powiedziałam, i machnęłam ręką. Sama się wkurzałam. Sasuke powiedział mi, że nowy kierunek Gaary postanowił opić dzisiaj rozpoczęcie studiów, a to oznaczało, że mój facet nawet nie powiadomił mnie o tym, że zamierza gdzieś wyjść. W dodatku ze swoimi nowymi znajomymi. Stęknęłam zirytowana, kiedy odrzucił drugie z kolei połączenie.- Co za gnojek!!!
-Coś się stało?- zapytała Saki i spojrzała na mój telefon.
-Tak, stało! Od Sasuke wiem, że kierunek Gaary postanowił zrobić sobie dzisiaj wychodne z okazji rozpoczęcia studiów i wstępnej integracji! Szkoda tylko, że Gaara nawet nie zadzwonił do mnie w tej sprawie, a kiedy teraz chciałabym się czegoś dowiedzieć, odrzuca połączenia.- poczułam pieczenie pod powiekami.
-Pamiętaj, że masz nad Gaarą jedną zasadniczą władzę. To on bardziej nalegał na ślub, niż ty.
-Sakura! Nie zamierzam szantażować go tym, że za niego nie wyjdę, jeśli nie będzie mnie informował, że zamierza gdzieś wyjść. Irytuje mnie tylko fakt, że dowiedziałam się tego od mojego kuzyna, a nie od mojego faceta! Więcej nie zadzwonię. Oddzwoni, kiedy sam będzie chciał. Im później, tym gorzej dla niego.- warknęłam, wyciszyłam telefon i rzuciłam go na szafeczkę nocną.
-Boisz się?- zapytała Saki, a ja zagryzłam dolną wargę. Niepewnie kiwnęłam głową.
-Boję. Może się okazać, że Gaara uznał, że nie jest jeszcze gotowy na tak stały związek. Boję się, że może mnie zostawić.- szepnęłam i szybko musiałam wytrzeć policzki. Tak, jak kilka tygodni wcześniej byłam Gaary pewna na 99%, zapomniałam, że został ten jeden procent niepewności, który w tym momencie zaczął powiększać swoje rozmiary.- A jakiś czas temu dałabym sobie uciąć za niego głowę.
-Daj spokój. Po prostu poszedł pić ze znajomymi, nic więcej.
-Zaufałabyś Sasuke w takiej kwestii? Uwierzyłabyś, że poszedł sobie pić tylko z kolegami płci męskiej? Wątpię, że to właśnie tak wygląda...
-Twój telefon.- Sakura wskazała mi głową moją komórkę, której ekran zrobił się jasny.
            Przesunęłam palcem po ekranie i odebrałam.
-Słucham?- powiedziałam.
-Cześć! Słuchaj, nie mogę rozmawiać! Jestem teraz w knajpie z ludźmi z roku...- głośna muzyka i krzyki ludzi sprawiały, że niemal nie słyszałam tego, co Gaara do mnie mówił.
-Wiem. Sasuke mi powiedział. Szkoda, że ty nie mogłeś zrobić tego wcześniej.
-Niedawno się dowiedziałem...- powiedział.
-Jakim cudem Sasuke jest na innym kierunku, a wiedział o tym wcześniej od ciebie i nawet wcześniej mi to przekazał, dziwiąc się, że jeszcze nic nie wiem?- warknęłam. Moja cierpliwość bardzo się uszczupliła.
-Jesteś na mnie zła?- jego ton był autentycznie zdziwiony.
-Już widzę co ty byś zrobił, gdybym wykręciła ci podobny numer. W lot byłbyś w tym barze.- Sakura położyła mi dłoń na ramieniu, próbując dodać mi tym otuchy.
-O co ci teraz chodzi? Nie żartuj, że gniewasz się na mnie o to, że nie zadzwoniłem do ciebie wcześniej?- ktoś w tle wołał imię Gaary. I to nie byle kto, bo po głosie od razu poznałam, że jest to dziewczyna.
-Gaara-kun! Chodź do nas. Czekamy już tylko na ciebie! Z kim tam rozmawiasz? No już, zostaw ten telefon!!!- usłyszałam w słuchawce jakieś hałasy.
-Marii-chan, zostaw to! Za chwilę przyjdę!!!- krzyknął na dziewczynę, a potem hałas zaczął się zmniejszać.- Przepraszam. Koleżanka ze studiów...
-Marii-chan? Od kiedy dodajesz chan do imion?- zauważyłam, że dłonie mi drżą.
-Co się z tobą dzieje?! Wcześniej w życiu nie przyszłoby ci do głowy awanturować się o to! Za cztery miesiące mamy się pobrać, więc nie rozumiem skąd te dąsy?!- wrzasnął na mnie, a ja odsunęłam telefon od ucha.
            Nabrałam powietrza w płuca zanim się odezwałam.
-Dobrze, że zaznaczyłeś to, że mamy to zrobić. Na szczęście niekoniecznie musimy i mamy jeszcze czas, żeby się nad tym zastanowić. Ja szczególnie... Miłej zabawy. Dobranoc.- powiedziałam spokojnym głosem.
-O czym ty... Nie rozłączaj się!!!- krzyknął w słuchawkę, ale było już za późno.
            Nadąsana niczym królewna owinęłam ręce wokół kolan i położyłam na nich brodę.
-Nie chciałaś używać tego argumentu jako szantażu.
-Marii-chan mnie do tego zmusiła.- głośno przełknęłam ślinę i wytarłam oczy.
-Marii-chan? Od kiedy Gaara tak kogoś nazywa. Nawet do ciebie nie mówił Sara-chan... Po dłuższym zastanowieniu uważam, że to najlepsze wyjście i nigdy nie powinnaś używać tego zestawienia. Brzmi okropnie.- zaśmiałam się przez łzy.
-Zaczynam obawiać się, że te kilka miesięcy będzie decydujące dla naszej relacji i rzeczywiście albo się pobierzemy, albo się rozstaniemy.- mruknęłam, a ekran mojego telefonu znowu zajaśniał. Miałam już trzy nieodebrane połączenia.
-Nie odbierzesz?- zapytała Saki, a ja przecząco kiwnęłam głową.
-Nie zamierzam. Jestem zmęczona i chciałabym się położyć.
-W takim razie wracam do siebie...
-Nie, Saki. Proszę, zostań dzisiaj ze mną. Boję się, że przez zdenerwowanie będę miała dzisiaj koszmary związane z rodzicami.- poczułam, że drżę na całym ciele. Skok adrenaliny spowodowany kłótnią z Gaarą był dla mnie zdecydowanie za duży.

            Pomimo zmęczenia co chwila budziłam się w nocy. Kiedy tylko spoglądałam na wyświetlacz miałam tam albo nieodebrane połączenie, albo nowe wiadomości.
            Sara, odbierz ten pieprzony telefon! Nie chcę się z Tobą kłócić o takie głupoty! 
            Sara, moja cierpliwość się kończy! Jeśli za chwilę nie odbierzesz, wyjdę z siebie i stanę obok!!! 
            Kochanie, odbierz telefon! Nie chciałem Cię zdenerwować, i masz rację. Gdybyś to ty postawiła mnie w takiej sytuacji, wściekłbym się. Błagam odbierz! 
            Saro Iregiro! Przestań zachowywać się jak rozpieszczona smarkula i odbierz!!! Chcę z tobą porozmawiać!!! 
-Upierdliwy, nie ma co.- Sakura przetarła zmęczone oczy i głośno ziewnęła.
-Należy mu się.- mruknęłam niezadowolona.
-Uwierz, że chyba osiągnęłaś swój cel. Na pewno jego wieczór nie należał do miłych po tej awanturze. Może powinnaś coś odpisać?- zapytała, a ja dostałam kolejnego sms-a.
            Jestem w domu. Kocham Cię. Dobranoc.
-Przynajmniej się zameldował.- Sakura parsknęła, a ja blado się do siebie uśmiechnęłam.
-Rychło w czas.- mruknęłam i schowałam telefon pod poduszkę.

            Kiedy szykowałam się do szkoły zadzwoniła do mnie Temari.
-Tak słucham?
-Jesteś jeszcze w domu?!- jej ton był zdenerwowany.
-Tak. Coś się stało? Jesteś jakaś zdenerwowana...- mruknęłam.
-Saro, Gaara zostawił w domu papiery potrzebne mu na dzisiejsze zajęcia!!! Błagam, zawieź mu je!!!- jęknęłam.
-Dlaczego on sam nie może po nie przyjechać?! Skoro miał wczoraj czas na picie, powinien mieć czas na ogarnięcie się!- krzyknęłam.
-Gaara wrócił do domu przed północą. Był w tak parszywym humorze, że nie miałam pojęcia, co się stało. Z domu wyszedł bez śniadania, jedyną rzeczą, którą zabrał, była teczka z zeszytem.
-Rany! Dobrze! Zawiozę mu te dokumenty!!!

            Kiedy zajechałam pod uniwersytet Tokijski zauważyłam tylko masę ludzi kłębiącą się na dziedzińcu uczelni. Wydział Prawa znajdował się przy samym wejściu. Większość studentów korzystała z ładnej pogody i siedziała na ławkach. Niemal od razu dostrzegłam Sasuke, który siedział z dwoma nieznajomymi chłopakami na ławce, a większość dziewczyn spoglądała na nich wygłodniałym wzrokiem.
-Idź tam sama. Ja nie mam zamiaru mierzyć się z jego wielbicielkami.- mruknęła Sakura. Widziałam, że sama jest niezadowolona. Kiwnęłam głową i zabrałam z tylnego siedzenia dokumenty, które dostałam od Temrai, oraz bento, które szybko przygotowałam w domu.
            Weszłam na dziedziniec i od razu skierowałam się w stronę Sasuke. Wstał, kiedy tylko mnie zobaczył.
-Cześć, Sas.- mruknęłam, a on uśmiechnął się na mój widok i pocałował mnie w policzek na powitanie.
-Co ty tu robisz? Papiery powinnaś składać dopiero za siedem miesięcy.
-Szukam tego kretyna. Wiesz może, gdzie jest?
-Sasuke, kto to?- jeden z kolegów Sasuke wstał i stanął obok mojego kuzyna. Nie spodobał mi się sposób w jaki na mnie spojrzał.
-To moja kuzynka. Sara Iregiro.- lekko skłoniłam głowę w stronę chłopaka. On zrobił to samo.
-Chyba muszę częściej cię odwiedzać.- uśmiechnął się do mnie z błyskiem w oku, a potem poklepał Sasuke po plecach.
-Sasuke, zadałam ci pytanie!- warknęłam. Denerwowały mnie spojrzenia rzucane w naszą stronę i nienawiść na twarzach dziewczyn.
-Zobacz na drugim piętrze w sali A406. Jakbyś nie mogła go znaleźć, dzwoń.
-Dziękuję. Przy okazji przywitaj się z Saki. Jest w samochodzie.- pomachałam mu i weszłam do budynku.
            Jako, że byłam jedyną osobą, która miała na sobie mundurek szkolny, zwracałam na siebie uwagę. Wbiegałam po schodach jak szalona, a kiedy stanęłam przed salą A406 odetchnęłam. Zapukałam do drzwi, a potem je otworzyłam.
            Na sali znajdowało się tylko kilka osób. Jednak nie zobaczyłam wśród nich mojego faceta.
-Dzień dobry. Szukam Gaary Sabaku.- powiedziałam i weszłam do sali. Poniósł się po niej cichy szmer.
-A kim ty jesteś, że o niego pytasz?- wysoki przystojny chłopak podniósł się z miejsca i podszedł do mnie. Zlustrował mnie od góry do dołu i uśmiechnął się.- Jesteś jego siostrą? Temari, tak?
-Nie. Jestem Sara Iregiro. Siostra Gaary poprosiła mnie, żebym przywiozła mu te dokumenty i śniadanie.- pomachałam chłopakowi siatką przed oczami, a on uśmiechnął się.
-Gaara za chwilę wróci. Może do tego czasu porozmawiasz z nami? Chętnie podyskutujemy z tobą na temat prawa karnego.- przewróciłam oczami na jego słowa.
-Nie, dzięki. W razie czego mam wikipedię. Cóż, w takim razie czy jest tu ktoś z kim Gaara się trzyma?- zapytałam.
-Ej, Iregiro! Co ty tu robisz?!- szybko odwróciłam głowę w stronę drzwi.
-Shikamaru!!!- powiedziałam i nagle poczułam się rozluźniona. Odetchnęłam.
-Przywiozłam Gaarze dokumenty, które zostawił w domu. Temrai zadzwoniła do mnie z samego rana i prosiła, żebym mu je zawiozła... Tak w ogóle to co ty tu robisz?!
-Temari ci nie mówiła? Studiuję administrację.
-Boże, wszyscy zlecieliście się tutaj jak głupi. Tak bardzo nie możecie bez siebie żyć?- mruknęłam, a Shikamaru się zaśmiał.
-Jak widzisz. Razem ze szwagrem postanowiliśmy iść w tym samym bagnie.- tym razem to ja wybuchnęłam śmiechem.- Pomimo pięknego uśmiechu wyglądasz na zmęczoną.
-Tak się czuję. Nie spałam w nocy najlepiej.- wzruszyłam ramionami. Niespokojnie spojrzałam na zegarek na nadgarstku.
-Powinnaś. Z tego, co się orientuję, zaczęły ci się zajęcia przygotowawcze.
-Owszem. Kakashi nie był chyba nigdy bardziej upierdliwy. A Anko upiera się, żeby wystawić mnie w zawodach lekkoatletycznych. Kombinuję jak mogę złamać lewą rękę, bez zbyt dużego uszczerbku na zdrowiu.
-Ty już nic nie kombinuj! Ostatnio należałaś się w szpitalu wystarczająco.- oboje się zaśmialiśmy.
-Hej.- drgnęłam, kiedy za sobą usłyszałam głos Gaary. Odwróciłam się na pięcie jak żołnierz.
-Hej.- cała moja wesołość od razu uleciała jak powietrze z przebitego balonika.
            Gaara wyglądał strasznie. Miał wielkie wory pod oczami, a oczy małe jak szparki i zaczerwienione. Włosy jakieś takie w nieładzie.
-Temari powiedziała, że zapomniałeś tych dokumentów z domu. Prosiła, żebym ci je podrzuciła. Zrobiłam ci też bento. Mówiła, że nie jadłeś śniadania.- powiedziałam i podałam mu siatkę z jedzeniem oraz teczkę z dokumentami.
-Nie powinnaś być teraz w szkole?- zapytał.
-Mam jeszcze pół godziny do zajęć. Konoha Gakune to rzut beretem stąd. Ale masz rację, powinnam się zbierać. Gaara, Shikamaru miłego dnia.- uśmiechnęłam się.
-No mój będzie zdecydowanie cudowny po wczorajszej akcji.- Gaara mruknął to tak cicho, że tylko ja z Shikamaru usłyszeliśmy.
-Akcji? Pokłóciliście się? O co?- zapytał cicho.
-Zastanawiamy się nad odwołaniem ślubu.- powiedziałam szybko.
-Co?! Dlaczego?!- Shikamaru był bardzo zdziwiony.
-Nie my się zastanawiamy, tylko Sara się zastanawia. Jak sama przyznała, musi to przemyśleć.- ciskał we mnie pioruny wzrokiem.
-Wiecie co, myślę, że powinniście wyjaśnić to sobie na osobności. Nie wśród tylu ludzi. Nawet jeśli teraz nad sobą panujecie, za chwilę zaczniecie się na siebie wydzierać.
-Shika ma rację. Przyjdę dzisiaj do ciebie i...- zaczął Gaara, ale ja mu przerwałam.
-Nie. Nie przyjdziesz. Kończę bardzo późno. Jedyne o czym będę marzyć, to sen.- wzruszyłam ramionami.
-Dobrze, w takim razie chcę dostać informację o tym, kiedy mogę do ciebie przyjść, żebyśmy mogli porozmawiać.- wycedził przez zaciśnięte zęby.
-Ja też chcę bardzo wiele rzeczy. A niestety nie wszystko mogę mieć...- rzuciłam to bardzo luźnym tonem.
-SARA!!!- zdębiałam, kiedy Gaara wydarł się na mnie. Pierwszy raz widziałam go w takim stanie. Był siny na twarzy ze złości, szczęka drgała mu niebezpiecznie szybko, a klatka piersiowa unosiła się i opadała. Dłonie miał zaciśnięte po bokach. Od siły ścisku pobielały mu kostki.
-No i masz babo placek...- powiedział Shikamaru i złapał mnie za ramię.
            Gaara wyglądał jak ktoś z atakiem furii. Wpatrywał się we mnie rozwścieczonym wzrokiem.
-Przestań zachowywać się jak niedojrzałe dziecko.- powiedział to twardo, jednak spokojnie.
-Więc następnym razem zachowuj się tak, żebym nie musiała tego robić. Bo dokładnie tak się wczoraj poczułam. Jak dziecko, któremu nie trzeba wszystkiego mówić, bo nie musi wszystkiego wiedzieć. A teraz przepraszam, ale śpieszę się na zajęcia. Saki na mnie czeka.- powiedziałam i wyszłam z sali.

            Kiedy znalazłam się w samochodzie głęboko odetchnęłam,
-Coś się stało?
-Powściekaliśmy się na siebie przy jego grupie. Wydarł się na mnie.
-Wy serio jesteście dziwną parą... Sara, nie chcę nic mówić, ale za piętnaście minut zaczynamy zajęcia z Kakashim, a ja nie mam zamiaru pisać karnego eseju za spóźnienie.

            Kiedy wieczorem siedziałam nad lekcjami nie mogłam się skupić. Próbowałam rozwiązać zadanie z matematyki, ale po trzeciej próbie się poddałam.
            Wyjęłam telefon z kieszeni marynarki i spojrzałam na wyświetlacz. Gaara nie wysłał mi ani jednej wiadomości od czasu, kiedy byłam na jego uniwersytecie. Prawda była taka, że po akcji jaką mu odstawiłam wcale mu się nie dziwiłam, ale z drugiej strony liczyłam na to, że to on wyciągnie rękę na zgodę. Zwłaszcza, że kłótnia rozpoczęła się od zaniedbań z jego strony.
-Boże, już teraz są problemy, a co dopiero będzie przed ślubem lub po nim.- jęknęłam niezadowolona. Zaczęłam wpatrywać się w telefon i powtarzać w głowie: GAARA, ZADZWOŃ. Jednak kiedy po piętnastu minutach Gaara nadal się nie odezwał, zirytowana sama złapałam za telefon.
            Spotkajmy się jutro po twoich zajęciach. Urwę się ze szkoły.
            Napisałam i wysłałam.
            Odpowiedź nadeszła dopiero po dłuższej chwili.
            Dobrze, do zobaczenia u ciebie. 

            Następnego dnia nie mogłam się skupić na zajęciach, a uciekłam już pod czwartej lekcji. Wróciłam do domu i poszłam do mojego pokoju. Na moje szczęście wszyscy byli poza domem, więc nikt nie był wścibski i nie dopytywał co robię w domu tak wcześnie.
            Gaara przyszedł już o dwunastej. Był wesoły jak ktoś na pogrzebie.
-Cześć.
-Cześć. Idź do mnie do pokoju. Zrobię nam herbaty i za chwilę przyjdę.- powiedziałam, a on kiwnął głową.
            Kiedy weszłam do pokoju, Gaara bawił się moją obrączką, którą od niego dostałam.
-Już jej nie nosisz?- zapytał.
-Zapomniałam ubrać ją do szkoły. Ostatnio często zdarza mi się zasypiać, więc zapominam wziąć ją z biurka.- powiedziałam i zabrałam ją z jego palców, a potem odłożyłam na miejsce.
            Pomiędzy nami zapadło niezręczne milczenie, co zdarzało nam się rzadko w swojej obecności.
-Więc... Chcesz odwołać ślub, tak?- zapytał niepewnie Gaara.
-Myślę nad tym.- przyznałam szczerze.
-Czy to ja jestem tego powodem, czy coś innego?- zapytał i wziął herbatę z tacki.
-Coś pomiędzy tym.
-Co to znaczy coś pomiędzy tym?- słyszałam po głosie, że poziom cierpliwości zaczął stopniowo spadać.
-Coś pomiędzy tym, że mój facet olewa dość istotne sprawy, a tym, że zastanawiam się, czy wiem o tobie wystarczająco dużo.
-Przestań robić z tego tornado! Zapomniałem do ciebie wtedy napisać, tak?! Przepraszam cię za to! Poza tym jeśli tak bardzo chciałaś zepsuć mi wtedy wieczór, uwierz, że zrobiłaś to po mistrzowsku! Wyszedłem z pubu po jednym piwie, wściekły jak nigdy! Zastanawiałem się wtedy, czy mam się wspinać do twojego pokoju po parapetach czy raczej zaczekać na lepszy moment, żeby móc ze sobą porozmawiać w spokoju. Niestety ty pojawiłaś się wtedy na uniwersytecie, w dodatku w równie podłym nastroju co ja, dosłownie kilka godzin później i po prostu bomba wybuchła.
-Gaara, ty zapominasz o bardzo istotnej rzeczy. My już nie jesteśmy tylko parą. Poprosiłeś mnie o rękę, ja się zgodziłam. Zaręczyny są bardziej zobowiązujące niż chodzenie ze sobą od tak. Nawet nie wiesz jak się wściekłam, kiedy zupełnie przypadkiem dowiedziałam się od Sasuke, że idziesz gdzieś z ludźmi z wydziału, a nawet nie napisałeś głupiego sms-a, że gdzieś wychodzisz. Przecież, na litość boską, nie zabroniłabym ci tego, ani nie błagała jak głupia, żebyś zabrał mnie tam ze sobą, żebym mogła mieć nad tobą kontrolę. Nie chciałabym nawet żebyś prosił mnie o jakąkolwiek zgodę na wyjście! Po prostu chciałam głupią wiadomość w stylu: Idę dzisiaj na piwo z ludźmi ze studiów. Jakbym nie odbierał nie martw się. I tyle by mi w zupełności wystarczyło.
-To po co miałbym w ogóle pisać?
-Czy ty nie rozumiesz o co mi chodzi?! Wyobraź sobie, że za dziesięć lat siedzę w naszym domu jako twoja żona, jest środek nocy, nie mogę się do ciebie dodzwonić, bo nie odbierasz, a nie mam pojęcia gdzie jesteś! Dzieci dawno już śpią, a ja chodzę po całej sypialni i modlę się, żebyś wrócił cało do domu! Wyobraź sobie, że ja znikam na cały wieczór mimo, że wiesz, o której kończę pracę i w jakiejś przybliżonej godzinie powinnam być w domu, a mimo tego, że zbliża się środek nocy nadal mnie nie ma.
-Dostałbym szału i dzwonił na policję.- burknął pod nosem.
-Czułabym się dokładnie tak samo. Szanuj moje uczucia. Gdyby Sasuke nie powiedział mi gdzie jesteś, zaufaj mi, że miałbyś więcej jak dwa nieodebrane połączenia i jeszcze większą awanturę niż to, co jest teraz. Ja w żaden sposób nie chcę żebyś siedział w domu, kiedy twoi kumple imprezują, ale niestety powiem ci to, moje zaufanie do ciebie strasznie spadło.
-Więc chcesz odwołać ten ślub, czy nie?! Bo jeśli tak, to przestań mnie dręczyć tą niepewnością i po prostu każ mi spierdalać i nigdy nie pokazywać się w twoim życiu!- wrzasnął, a potem oparł łokcie na kolanach i ukrył twarz w dłoniach.
-Nie. Nie chcę go odwoływać. Ale chcę cię jednocześnie uświadomić, że czeka nas ciężka praca, żeby nauczyć się ze sobą żyć. Nie chciałabym już nigdy więcej takiej sytuacji.- powiedziałam stanowczo.
-Dobrze, postaram się. Ciebie za to prosiłbym, żebyś nie traktowała każdej mojej koleżanki jak potencjalnego zagrożenia dla siebie. Tu nie masz konkurencji.
-Akurat tu mam do ciebie największe zaufanie, choć zawsze z tą nutą niepewności. Bardziej nie ufam im, niż tobie. Widziałam, jak dziewczyny reagują na Sasuke. Na ciebie na pewno też.
-Owszem. Marii wydawała się wczoraj bardzo niezadowolona, kiedy powiedziałem, że wracam do domu.
-Świetnie. Właśnie otworzyłam swoją czarną listę studentek z twojego roku. Ktoś jeszcze?- zapytałam.
-Saro, przestań. Wystarczy, że pokłóciliśmy się nieziemsko już o jedną rzecz.- westchnął.
-W takim razie nie wiesz, co to znaczy, kiedy jestem nieziemsko wkurzona...- mruknęłam.
-Owszem, domyślam się jak się czujesz, bo po twojej wizycie mój kolega, który cię zaczepiał, doszedł do wniosku, że musi zaprzyjaźnić się ze mną, żeby cię lepiej poznać. Prosił, żeby zorganizował wam spotkanie u siebie w domu.
-Ten przystojny blondyn?
-Teraz to ja zaczynam się wkurzać...- Gaara przeczesał włosy palcami.
-Gaara, błagam. Zamieniłam z chłopakiem może ze dwa zdania...
-I to wystarczyło. Później rozmawiałaś z Shikamaru i beztrosko się śmiałaś. Skoro ja zakochałem się w twoim uśmiechu, na tego idiotę podziałało to jak grom z jasnego nieba!
-Co to ma znaczyć?! Czyżbyś uważał, że mój uśmiech ma prawo działać tylko na ciebie?!
-Boże! Bądź już cicho!!!- krzyknął i zamknął mi usta pocałunkiem. Jęknęłam zaskoczona, kiedy mocno naparł swoimi wargami na moje.
            Położył się na mnie i jeszcze pogłębił pocałunek. Przesunęłam dłonie na jego plecy i mocno zacisnęłam palce na koszuli. Dawno nie całowałam się z nim tak namiętnie. Zupełnie tak, jakby pocałunek mógł cofnąć wszystkie nasze słowa wypowiedziane w gniewie. Czułam żar skóry mojego faceta, jego dudnienie serca, kiedy przesuwał dłońmi po moich nagich udach, które odsłaniała spódniczka mundurka. Głośno dyszałam, kiedy gorącymi wargami pieścił moją szyję, lub mocno ściskał piersi rękoma.
            Po namiętnych pocałunkach i pieszczotach leżeliśmy obok siebie nakryci kocem. Co prawda nie kochaliśmy się, a część naszej garderoby nadal na nas była, ale gdyby ktoś z mojej rodziny nagle wszedł do pokoju, na pewno spaliłabym się ze wstydu.
            Trzymałam dłoń na brzuchu Gaary i delikatnie muskałam linię, która zaczynała się od pępka w dół.
-Kocham cię.- powiedziałam nagle. Gaara przekręcił się na bok i spojrzał mi w oczy.
-Ja też cię kocham.- poczułam jego dłoń w swoich włosach. Mocno wtuliłam głowę w jego pierś. Poczułam znajomy zapach skóry i ciepło, które kojarzyłam z bezpieczeństwem.- Mamy za sobą pierwszą poważną przedmałżeńską kłótnię. Muszę przyznać, że to ciekawe doświadczenie.
-Gaara! To było okropne doświadczenie! Dużo gorsze niż ta sprzeczka o Martina i jego telefon.- powiedziałam, przypominając sobie naszą pierwszą kłótnię.
-Tak, to prawda. To było dużo gorsze. Pamiętam, że siedziałem w tym głupim pubie, wysyłałem ci jednego sms-a za drugim i próbowałem się dodzwonić, a ludzie śmiali się i świetnie bawili. Marii próbowała odwrócić moją uwagę, ale w końcu odpuściła. Wypiłem jedno piwo, i postanowiłem iść do domu. Byłem na ciebie nieziemsko wściekły, że zepsułaś mi wieczór, ale kiedy leżałem w nocy w łóżku rzeczywiście przemyślałem sobie kilka rzeczy. Najbardziej przerażało mnie to, że będziesz chciała się ze mną rozstać. Uwierz, że byłbym w stanie przeżyć to, że odwołałabyś ślub i powiedziała, że jednak to za wcześnie. Gdybyś mi powiedziała, że nie chcesz już ze mną być... Wtedy nie wiem, co bym zrobił. I własnie tego bałem się najbardziej.- poczułam, że mocniej przyciągnął mnie do siebie.
-Obiecaj mi, że następnym razem po prostu powiadomisz mnie, że gdzieś idziesz. Ja naprawdę cieszę się, że wychodzisz, masz nowych przyjaciół, ale prosiłabym cię żebyś to zrobił, żebym nie ześwirowała, że nie odbierasz telefonu.
-Obiecuję, że więcej tak nie zrobię. A ty musisz obiecać, że nie będziesz tak zazdrosna o moje koleżanki.- ścisnął mi nos, co spowodowało, że się zaśmiałam.
-Jak tak mówisz, mam dziwne wrażenie, że jednak powinnam być.
-Ty mała...- zaczął, ale potem mnie pocałował i pociągnął tak, że leżałam na nim.- Nie interesują mnie inne dziewczyny.


            Kilka tygodni później Temari zadzwoniła do mnie z prośbą, żebym przyszła jej pomóc przygotować obiad dla rodziców Shikamaru. Planowała go od dłuższego czasu, ale nie mogła zgrać się w czasie z jego rodziną. Jako, że było wolne, a Sakura wyszła gdzieś z Sasuke, zgodziłam się bez namysłu.
            Zaczął się maj, pogoda była piękna, słońce przyjemnie grzało. Ubrałam na siebie szorty, biały top, kardigan i trampki, a potem wzięłam najpotrzebniejsze rzeczy zapakowałam je do małej torebki i wyszłam.

            Temari otworzyła mi w fartuszku kuchennym. Była spocona, a i tak kręcące się włosy, skręciły się jeszcze bardziej.
-Całe szczęście!!! Chodź!- bez słowa wyjaśnienia wciągnęła mnie do domu, a ja zdążyłam jedynie zrzucić buty w nóg i poszłam za nią do kuchni.

            Temari za mocno opiekła pieczeń, więc ta była dość sucha.
-I co ja mam z tym teraz zrobić?! Tego się nie da jeść!!!
-Co powiesz na to, żeby poddusić ją w winie? Myślę, że nabierze odpowiedniego aromatu i smaku. Oraz mięso zrobi się bardziej kruche.
-Nie kupię teraz wina!!!- Temari wyglądała jakby była bliska histerii.
-A twój wujek? Na pewno ma jakieś w barku.- wzruszyłam ramionami.
-To idź sprawdź. Ja się nie znam na winach i boję się, że wybiorę złe. Barek stoi pod ścianą przy wyjściu na taras.

            Westchnęłam i zamyślona otworzyłam drzwi salonu. Przeszłam kilka kroków i zostałam wyrwana z transu.
-Sara? A co ty tu robisz?- drgnęłam i zaskoczona spojrzałam w stronę stołu.
            Gaara siedział przy nim razem z kolesiem, który mnie zaczepiał na wydziale prawa, jakimś który na moje oko wyglądał jak rasowy gej, oraz z dziewczyną. I dziwnym trafem zaczęłam się domyślać, że musi to być Marii.
-Nie wiedziałam, że jesteś w domu. Temari poprosiła mnie, żebym pomogła jej przygotować obiad na spotkanie z teściami. A, że przypaliła mięso i na dodatek jest suche, ratuję je. Gdzie macie wina?- zapytałam, a Gaara wskazał mi ręką jedną z szafek. Podeszłam do niej i otworzyłam. Zaczęłam szukać po metkach wina czerwonego półwytrawnego.
-Umiesz gotować? Ciekawa umiejętność w tych czasach.- rzucił chłopak, który ewidentnie do mnie podbijał.
-Tak, umiem. Moja ciocia mnie nauczyła.
-No i co z tego, ja też umiem gotować. Wielka mi umiejętność.- dziewczyna wzruszyła ramionami, a ja przewróciłam oczami.
-Akurat Sara rzeczywiście robi pyszne jedzenie.- powiedział Gaara, a ja się zaśmiałam i odwróciłam w stronę stołu.
            Gaara spoglądał na mnie błyszczącymi oczami. Był wyciągnięty na krześle.
-A ty skąd wiesz? Mieszka z wami, czy co?- zażartował chłopak, który wydawał mi się być gejem.
-Nie. Nie mieszka.- powiedział Gaara i wstał.
            Próbowałam na palcach dosięgnąć do wysokich półek szafki, ale nie byłam w stanie.
-Co ci podać?- zapytał i stanął obok mnie.
-Wino czerwone, półwytrawne.- Gaara spojrzał na etykietki i po chwili z tylnej części półki wziął jedną butelkę. Podał mi ją.
            Szkło było trochę zakurzone, ale rocznik idealny.
-Dziękuję.- posłałam mu słodki uśmiech i zamknęłam drzwiczki szafeczki.
-Nie ma za co. Jakby coś tam zostało z tego cudnego obiadu prosiłbym żebyś schowała dla mnie kawałek.- Gaara szturchnął mnie ramieniem.
-Po prostu zrobię nową. Wielkie mi halo. Dobrze, już wam nie przeszkadzam. Widzę, że jesteście czymś zajęci.- wskazałam na stos papierów na stole i rozłożone przed nimi laptopy.
-Jak rozwiązałabyś sprawę gdzie na ojca pada podejrzenie o molestowanie nastoletniej córki? Dziewczyna nie chce się zgodzić na badanie wariografem, matka udaje, że o niczym nie wie, a my podejrzewamy, że robi to, żeby kryć męża i zapobiec rozpadzie rodziny. W dodatku na każdą wzmiankę o psychologu, dostaje ataku histerii.- Gaara podał mi kartkę, a ja szybko przesunęłam po niej wzrokiem.
            Zmarszczyłam czoło, a mój mózg zaczął pracować na szybkich obrotach. Przejechałam wzrokiem po kartce kilka razy.
-Daj spokój. Ona się na tym nie zna.- powiedziała Marii i machnęła ręką. Westchnęłam z irytacją.
-Ta dziewczyna ma rację. Nie mam...
-Masz intuicję. I wiele razy potrafiłaś rozwiązywać spory, więc umiesz to zrobić.- Gaara spojrzał się na mnie z uśmiechem.
-Cóż... Nastoletnia córka, więc podejrzewam, że jest niepełnoletnia.
-Zgadza się. Ma piętnaście lat.
-Próbowaliście dowiadywać się o ojca?- Gaara zrobił zdziwioną minę.- Dowiadywać się o ojca. Przecież to przez niego dziewczyna jest molestowana tak?
-Tego nie wiemy. A mamy się dowiedzieć.- zauważył przystojny chłopak.
-Cóż. Ja na waszym miejscu skupiłabym się na ojcu. Nie na dziewczynce. Skoro matka dostaje ataku paniki na myśl o psychologu, który rzeczywiście mógłby potwierdzić, że dziecko jest molestowane, postarałabym się odwrócić jej uwagę. Zapytałabym czym zajmuje się mąż i czy jego praca jest stresująca. Później próbowałabym się dowiedzieć, czy odreagowuje stres w jakiś konkretny sposób na przykład pije, lub jest agresywny, lub pobudzony seksualnie. Jeśli to ostatnie, możliwe, że żona też jest ofiarą przemocy seksualnej w domu. Ewentualnie spróbowałabym się dowiedzieć, czy pożycie z mężem zmieniło się w ostatnim czasie.
-My tego od niej nie wyciągniemy. W życiu nie przyzna nam się do takich rzeczy.- kolega Gaary wyrzucił ręce w górę.
-Wam nie. Ale z tego co wiem, w takiej sytuacji możecie używać pomocy innych osób, prawda? Chyba, że wasz wykładowca wam tego zabronił.- spojrzałam po kolei na każdego z nich.
-Nie. Nie zabronił. Mów dalej.- Gaara uśmiechał się do mnie.
-Cóż... Skoro matka nie chce się zgodzić na psychologa to może... Mediator? Ma na pewno większe doświadczenie w takich sprawach.
-Dobrze, myśl dalej.- Gaara zaczął mnie zachęcać.
-Wyjaśniłabym mu, o co chodzi. A gdybym sama nim była obiecałabym matce, że rozmowa zostaje pomiędzy nami, chyba, że sytuacja zagrażałby życiu dziecka.
-Dlaczego akurat tak? Ja zapewniłabym ją o tym, że jest świetną matką i że powinna pomóc dziecku.- zauważyła Marii.
-Każda matka uważa, że wie jak wychowywać swoje dziecko i każda twierdzi, że w danym czasie robi to najlepiej na świecie, nawet jeśli każe iść dziecku pod latarnie, bo nie mają na chleb. Spróbuj powiedzieć matce, że na pewno jest dobrą matką i powinna pomóc dziecku, a zobaczysz, co się stanie. To tak, jakbyś podważała jej kompetencje wychowawcze, a ja gdybym była matką, zjechałabym cię za coś takiego.
-Dobrze. Więc co dalej?- zapytał Gaara, a w jego oczach widziałam coraz większą dumę.
-Rozmowa mogłaby być przeprowadzona na zasadzie... Obietnicy. Albo lepiej kontraktu!
-Rozwiń myśl.
-Skupiłabym się na tym, w jakim celu jest ta rozmowa. Cel bezpieczeństwo jej dzieci, a nie doprowadzenie do rozpadu rodziny... Czy poszkodowana ma rodzeństwo?
-Ma. Brata, który skończył niedawno dziesięć lat.
-Świetnie! Mamy punkt odniesienia. Należy zapytać, już po tym, kiedy dowiecie się, jak mąż pracuje, i czy jego praca ma duży wpływ na jego sposób zachowania, czy ojciec spędza z dziećmi swój czas wolny. Jeśli matka powie, że tak zacznijcie opierać się na tym.
-Czyli?- kolega Gaary wydawał się być coraz bardziej nakręcony.
-Cóż. Zapytam cię o coś. Masz rodziców, prawda?
-Mam. Tata jest notariuszem, mama prowadzi dom. Mam też młodszą siostrę i brata.
-Świetnie. Na pewno ojciec poświęcał wam jakoś uwagę. Być może nie dużo, ale na pewno jakiś fragment.
-Owszem Zabierał nas czasem na ryby, czasem na plac zabaw, czasem do parku żeby pograć w piłkę.
-Nawet, kiedy miał gorszy dzień?
-Też. Ale zabawa nie była zabawą. Wracaliśmy wtedy do domu w złych humorach, bo tata zamiast być wesoły, tylko warczał pod nosem, a my czuliśmy się jak intruzi.
-Świetnie! Dostałam odpowiedź na swoje pytanie. Skupcie się na tym, czym ojciec spędza czas z dwójką dzieci razem, czy raczej stara się odseparować je i raz spędza czas z synem, raz z córką.
-Myślisz, że piętnastoletnia córka i dziesięcioletni chłopiec chcieliby razem spędzać czas? Zabiłabym mojego ojca za coś takiego.- zauważyła Marii.
-Tak. Masz rację. Ale istotne jest to, jak dzieci zachowują się po przyjściu do domu, kiedy spędziły czas w towarzystwie ojca.- Gaara szeroko się uśmiechnął.
-Masz na myśli jakieś objawy, które mogą wskazywać na to, że córka rzeczywiście...
-Gaara, przypomnij sobie, jak czułeś się, kiedy tata zabrał cię gdzieś nawet z rodzeństwem. Kiedy wracałeś do domu żyłeś tym? Cieszyłeś się, że tata, który nie ma za dużo czasu w końcu ci go poświęcił.- czułam, że moje policzki płoną z podniecenia. Nigdy nie miałam okazji uczestniczyć w takim spotkaniu, ale bardzo mi się ono podobało.
-Mogłem o tym gadać kilka następnych dni i zawsze pytałem ojca kiedy znowu gdzieś pójdziemy... Cholera! Jeżeli córka rzeczywiście była molestowana nie będzie o tym mówić!
-Dokładnie. Spotkania z ojcem kojarzą się jej z traumą. O traumie się nie mówi, chyba, że nabierze się do kogoś zaufania.
-Więc myślisz, że...
-Nie. Najpierw musicie zdobyć zaufanie matki. Tu zagrałabym vabank. Mama będzie się plątać, kiedy zaczniecie wiercić jej dziurę w brzuchu i skupicie się na tym, czego dowiedzieliście się o wyjściach z ojcem. Pytajcie dlaczego według niej zachowania dzieci tak zasadniczo się różnią.
-No dobrze, a na czym polega to vabank według ciebie?- zapytał kolega- chyba- gej.
-Na tym, że jeśli matka nadal postanowi kryć ojca, jej dziecko może zrobić sobie krzywdę i nie mówię tu o tym, że zacznie się okaleczać, czy coś w tym stylu. Mówię o tym, że może ze sobą skończyć. A przecież zaczynając rozmowę ustaliłyśmy, że pierwszą najważniejszą zasadą jest w tym momencie bezpieczeństwo jej dzieci.- Gaara wpatrywał się we mnie z wielkim szokiem, ale jednocześnie dumą.
-Bum. W tym momencie rozprawa jest wygrana.- koleś- gej zaczął mi być brawo.
-Niekoniecznie. Są matki, które się ugną, są takie, które powiedzą, że insynuuje coś, czego nie ma. I w tym momencie zaproponowałabym jej spotkanie z psychologiem, który rzeczywiście może potwierdzić, czy domysły były słuszne. I tu rzeczywiście sprawa przechyla się na waszą stronę. Psycholog i mediator mają obowiązek tajemnicy zawodowej, chyba, że sytuacja, o której się dowiedzą, zagraża życiu pacjenta. Wiem, że w takiej sytuacji matka na pewno zgodzi się na badanie. Matki, nawet jeśli chcą kryć mężów, bardziej drżą o swoje dzieci i zaryzykują.- powiedziałam, a potem zabrałam butelkę wina ze stołu.
-Podyskutujmy o prawie karnym...Jaka była twoja odpowiedź? Wikipedia? Dziewczyno, ty masz taki łeb, że bałbym się być czyimś adwokatem w sprawie, gdybyś zdobyła kwalifikacje zawodowe.- powiedział przystojny kolega Gaary.
-Dziękuję.- uśmiechnęłam się do niego.
-Może to nie jest taki głupi pomysł? Sara Iregiro, radca prawny. Brzmi dumnie.- powiedział koleś.- Chociaż może mogłabyś mieć już inne nazwisko. Na przykład moje, co?- chłopak puścił do mnie oczko.
-E...- wcięło mnie i nie widziałam co powiedzieć. Wtedy Gaara zaśmiał się i objął mnie ramieniem.
-Przykro mi, Naoki, ale Sara od sierpnia będzie już nosić inne nazwisko, moje. Bierzemy ślub.- powiedział i splótł razem nasze palce.
-Co?!- Marii i Naoki zerwali się z miejsc. Nie wyglądali na zbyt szczęśliwych.
-Tak, to prawda. Pobieramy się.- kiwnęłam niepewnie głową. Czułam się dość niezręcznie.
-Ale... Dlaczego nie mówiłeś, że ta śliczna brunetka to twoja narzeczona? Przecież wiedziałeś, że spodobała mi się już wtedy, kiedy przyszła do nas na wydział.- Naoki był czerwony po same czubki uszu.
-Już wiem, czemu odmawiał mi randek za każdym razem, kiedy go o to pytałam.- warknęła Marii.
-Nie znaliśmy się za dobrze. Z resztą i tak w końcu sami byście się dowiedzieli. Tak jak teraz. I prosiłbym was, żebyście zostawili to dla siebie. Niech to, czego się dowiedzieliście, zostanie tu, i nie wychodzi nigdzie dalej.
-Gaara, muszę iść do Temari. Wolę nie wiedzieć, jak bardzo zdesperowana musi być, żeby...- powiedziałam, a Gaara przelotnie musnął moje usta.
-Jak już skończysz, idź do mojego pokoju, co? Obejrzymy razem film. Chyba, że nadal będziemy nad tym siedzieć. Wtedy możesz nam pomóc.- kiwnęłam głową i szybko wyszłam z salonu.
            Oparłam się o ścianę z szybko bijącym sercem. Kiedy powiedzenie tego, że chcemy wziąć ślub dotyczyło naszych przyjaciół, było to o wiele prostsze. Jednak teraz...

-Przyzwyczaj się. Za kilka miesięcy będziesz przedstawiać się jako jego żona. Koniec ze wstydem.- kiedy powiedziałam to do siebie na głos, a sens słów do mnie dotarł, aż uśmiechnęłam się do siebie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8