Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 20

Ostatni tydzień przed świętami był zapełniony próbami teatru. Kurenai specjalnie zwalniała nas z większości lekcji, żeby tylko mieć jak najwięcej czasu na próby. Ja zostałam tą najbardziej pokrzywdzoną. Zostawałam po lekcjach, żeby razem z Kurenai podszlifować piosenkę, którą napisałam. Moja profesor wzruszyła się, kiedy wykonałam ją po raz pierwszy w jej obecności.
-Śpiewałaś ją Gaarze?- zapytała wtedy, a ja przecząco kiwnęłam głowa.
-Sama zastanawiam się, czy śpiewam ją dla Gaary, jako mojego chłopaka, czy dla Gaary, jako bohatera przedstawienia. Przez to, że jesteśmy razem niektóre rzeczy zatarły się w tym nagraniu, pomimo tego, że obiecałam sobie, że tak nie będzie.- mruknęłam i przetarłam zmęczone oczy.
-Saro, nigdy nie odseparujesz miłości od całej reszty. Nawet gdyby to Sasuke grał w tym przedstawieniu, a ty byłabyś z Gaarą, pisząc tą piosenkę, myślałabyś właśnie o nim.- Kurenai pogładziła mnie po włosach.
-Może ma pani rację. To jest takie... Skomplikowane. To ukrywanie się, uważanie na to, co robimy będąc razem. Mam już taką paranoję, że nawet, kiedy idziemy gdzieś do centrum handlowego, staram się wyszykować tak, żeby nie przypominać Sary Iregiro ze szkoły, tylko zupełnie kogoś innego. Kiedy pierwszy raz tak zrobiłam Gaara sam mnie nie poznał.- mruknęłam.
-Więc może czas się ujawnić?- zapytała pani profesor.
-Nie. Gaara za dziesięć tygodni kończy szkołę. Nie chcę, żeby ktokolwiek wiedział. To naprawdę nie jest nam potrzebne do szczęścia.
-Cóż, oprócz końca roku szkolnego czeka was jeszcze bal. Gaara na pewno będzie chciał zabrać ciebie. Kiedy pojawicie się na nim razem, wszyscy od razu zrozumieją.
-Wtedy to nie będzie miało znaczenia. Gaara zakończy edukację.- wzruszyłam ramionami,
-Gaara idzie na studia, prawda? Rozmawiałaś z nim o tym?
-Nie. Boję się, że dowiem się zbyt wielu rzeczy, a nasza sytuacja się zmieni.- wydukałam.
-Wydaje mi się, że skoro się kochacie powinnaś z nim o tym porozmawiać. Planujecie wspólną przyszłość?- zapytała, a ja zrobiłam wielkie oczy.
-Nie rozmawialiśmy o tym. Jesteśmy razem 4,5 miesiąca. To za krótko, żeby w ogóle zaczynać takie tematy.- westchnęłam.
-A ty jak sądzisz?- zapytała i spojrzała na mnie ciemnymi oczami.
-Ja... Ja nigdy nawet nie miałam w planach rodziny. Jestem dzieckiem, które ma traumatyczną przeszłość. Moi rodzice pili i ćpali. Byłam bita i głodzona... Ja... Boję się. Boję się, że kiedyś mogłabym pójść w ślady rodziców.- jęknęłam płaczliwym głosem.
-Saro, każde z nas tworzy swoją własną historię. Nie poszłaś w ślady rodziców. I wiem, że nie pójdziesz. Masz wokół siebie cudownych ludzi, którzy zawsze pomogą ci w trudnych chwilach. Twoja mama ich nie miała. Dlatego stało się to, co się stało.- powiedziała Kurenai i mocno mnie przytuliła.
-Mam nadzieję, że ma pani rację.- powiedziałam i otarłam policzki z łez.
-Pamiętaj, że to nasze własne decyzje kształtują to, kim jesteśmy.
-Ale skąd mam wiedzieć, że te wybory będą właściwe?- zapytałam bardziej siebie niż Kurenai.
-Saro, jestem od ciebie starsza , a nawet ja tego nie wiem. Życie polega na ciągłych wyborach. I to ono pokazuje, czy były one dobre czy złe. Niestety ja nie jestem w stanie ci w tym pomóc.

            Kiedy szłam korytarzem dłonie mi się trzęsły. Kurenai powiedziała na głos to, czego bardzo się bałam. Gaara kończył szkołę, a to oznaczało, że miał iść na studia. Z jego ocenami mógł dostać się na każde studia prawnicze na świetnych uniwersytetach za granicą. A to oznaczało, że mógł wyjechać i mnie zostawić. Kolana same mi miękły na tę myśl.
-Iregiro, zatrzymaj się.- drgnęłam, kiedy usłyszałam głos Ayo.
-Nie mam ci nic do powiedzenia. Daj mi spokój.- powiedziałam.
-Ale ja mam! Zabrałaś mi faceta, którego kocham!- krzyknęła.
-Sam od ciebie odszedł! Poznałam go, kiedy nie byliście już razem. Kiedy dawno nie byliście już razem!
-A teraz bylibyśmy, gdyby nie ty!- podeszła do mnie.
-Skoro nie udało ci się od roku, nie udałoby ci się i później. Gaara cię nie kochał! Ja z kolei się o to nie prosiłam! Zostaw nas! Zostaw nas w spokoju i pozwól cieszyć się sobą.- wrzasnęłam, a mój głos poniósł się echem po holu.
-Mimo, że nie obnosicie się ze swoim związkiem, widzę te wasze pseudo symbole na palcach i szyi. Boli mnie to. Choćby dlatego, że Gaara nigdy tak długo nie spotykał się z żadną dziewczyną i nie mogę znieść tego, że powiedział, że chce chronić to, co kocha. Powinien mówić tak o mnie! Nie o tobie!- westchnęłam na jej słowa.
-Po prostu się w tobie nie zakochał. To się zdarza. Ayo, zostaw nas. Twoja upierdliwość strasznie nam przeszkadza, a nic nią nie wskórasz.- powiedziałam i poszłam do drzwi.
-Ja jeszcze z tobą nie skończyłam. Zniszczę ci życie, jeśli go nie zostawisz.- warknęła.
-Nic i nikt nie zniszczy mi życia bardziej niż przeszłość.

            Kiedy siedziałam w aucie próbowałam uspokoić oddech. Wzięłam telefon do ręki i wybrałam numer do Gaary. Odebrał dopiero za drugim razem.
-Cześć! Stało się coś?- miał zachrypnięty głos, a w tle słyszałam rozmowy.
-Jesteś na próbie?- zapytałam.
-Tak. Chłopcy wpadli do mnie trochę się powydzierać.
-Ach, w takim... W takim razie nie będę ci przeszkadzać.- mój głos zaczął drżeć. Nie chciałam psuć Gaarze próby, choćby dlatego, że wiedziałam jak bardzo ostatnimi czasy zaniedbywał zespół.
-Zapytam inaczej, co się stało?
-Ayo czekała na mnie po zajęciach z koła teatralnego.- słyszałam jak Gaara ostro przeklął pod nosem.
-Co ci zrobiła?! Gdzie teraz jesteś?!
-Gaara, uspokój się! Nic mi nie zrobiła. Miałyśmy wymianę zdań, ale nie posunęła się do niczego więcej. Chciałam zapytać, czy mogę do ciebie przyjechać, ale skoro masz próbę, nie będę ci przeszkadzać. Zobaczymy się później.
-Przyjedź. Chłopcy chętnie cię zobaczą. I przy okazji posłuchasz mojego śpiewu. Od dawna nie miałaś na to okazji.
-Nie wiem czy to...
-Do zobaczenia.- powiedział, a potem się rozłączył. Westchnęłam i wsadziłam kluczyki do stacyjki.

            Drzwi otworzyła mi narzeczona wujka Gaary. Pokręciła nosem, ale wpuściła mnie do środka. Przeszłam kuchnie i weszłam do garażu. Gaara śpiewał właśnie piosenkę Jamesa Blunta. Kiedy mnie zobaczył od razu zamilkł i uśmiechnął się szeroko.
-Cześć Sara! Dawno cię nie widzieliśmy!!!- powiedział Erick. Uśmiechnęłam się do niego i przywitałam ze wszystkimi po kolei. Na końcu dałam Gaarze buziaka, a potem zajęłam miejsce na krzesełku przy fortepianie. Garaż w domu Gaary był tak duży, że mogły tu stać minimum trzy auta, a i tak zostawało jeszcze sporo miejsca na graty.
-Przyszłaś z nami pośpiewać?- zaśmiał się Rio, a ja pokręciłam głową.
-Nie. Raczej uspokoić mojego chłopaka, że spotkanie z jego byłą obyło się bez żadnego problemu.- uśmiechnęłam się.
-To nie jest głupi pomysł, żebyś z nami pośpiewała. Chociaż przy tobie będę się czuł malutki.- Gaara objął mnie ramieniem.
-A co chcielibyście zaśpiewać?- zapytał Erick i stanął przy wzmacniaczu.
-Może Broken Strings? Świetny duet.- powiedział Rio, a my kiwnęliśmy głowami. Gaara przyniósł mi mikrofon Rio, a ja ustawiłam go na odpowiednią dla mnie wysokość.
            Erick szarpnął za struny od gitary,a Gaara zaczął śpiewać. Od razu poczułam dreszcze na skórze. Uwielbiałam głos mojego faceta. Był mocny, lekko zachrypnięty. Uwielbiałam, kiedy Gaara czasem nucił mi coś na ucho, kiedy leżeliśmy u niego w sypialni. Albo kiedy po prostu mruczał mi coś niegrzecznego.
            Podczas śpiewania co jakiś czas spoglądaliśmy sobie w oczy, ale kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że emocje zaczynają brać nade mną górę, przestałam to robić. Starałam się śpiewać automatycznie.
            Po skończonej piosence chłopcy zaczęli bić brawo.
-Świetni jesteście! Podbilibyście rynek muzyczny jednym kawałkiem.- zaśmiałam się.
-Jakby nie patrzeć byłam chyba bardzo blisko wygrania w konkursie talentów. Jakoś niezbyt chciałam, skoro oddałam nagrodę razem z moim kuzynem. Muzyka to moje hobby, a nie sposób na życie.
-Myślę, że na dzisiaj wystarczy tego darcia japy. Czas się zbierać do domu. Zostawiamy was gołąbeczki.- Rio, Erick i Joe wyszli z garażu i poszli do korytarza przez kuchnie. My za nimi.

            Kiedy w końcu zostaliśmy sami, zabraliśmy z kuchni jakieś przekąski, a potem poszliśmy do pokoju mojego chłopaka. Gaara puścił komedię na laptopie, przysunął się do mnie i objął mnie ramieniem.
-Nadal jesteś zły o Ayo?- zapytałam jakoś w połowie filmu.
-Raczej wściekły. Nie sądziłem, że będzie na tyle głupia, żeby czekać na ciebie. Szkoła nagle staje się dla ciebie nieprzyjemnym miejscem.
-Daj spokój. Jeszcze tylko chwila i koniec roku szkolnego. Wtedy już jej tu nie będzie.
-Ale będą jej koleżanki. Będą jej koledzy. Tobie zostaną tylko dziewczyny...
-Gaara, przestań. Nie przyszłam tu, żeby o tym mówić! Czy w naszej rozmowie choć raz może nie pojawiać się temat Ayo?! Czy choć raz możemy porozmawiać o naprawdę przyziemnych głupotach i kłócić się o to jaki smak pizzy chcemy zjeść albo jaki film chcemy wybrać? Czy choć raz możemy nie mówić o twojej byłej z zapędami psychopatycznymi?!
-Martwię się. To dlatego jestem na tym punkcie przewrażliwiony.
-Czasem aż za bardzo.- mruknęłam i wtuliłam się w tors Gaary.
-Chcesz może masaż pleców? Rozluźnisz się.
-Chętnie.

            Leżałam na materacu, a zwinne dłonie Gaary przesuwały się po moich plecach. Co jakiś czas Gaara trafiał na miejsce gdzie bardzo bolało.
-Aaa! Gaara!!!- krzyknęłam z bólu, kiedy Gaara wcisnął mi jakiś punkt pod łopatką i coś mi tam przeskoczyło.- To nie jest przyjemne!!!
-To nie ma być przyjemne. To ma zadziałać leczniczo. A ty jesteś strasznie spięta.- powiedział i ponownie jego palce znalazły miejsce, gdzie znowu coś przeskoczyło.
-Gaara!!!- wydarłam się, a on się zaśmiał. Wtedy ktoś zapukał do drzwi.
-Możecie się tak nie wydzierać. Słychać was w całym... Widzę, że mój brat bawi się w masażystę.- poznałam głos Temari.
-Ratunku!!! To jest sadyzm w czystej postaci, a nie masaż!- dopiero wtedy Gaara zaczął ugniatać moje plecy bardzo mocno.-Aaaaaaaa!!!
-To za to, że uważasz, że jestem sadystą. Temari, te krzyki potrwają jeszcze jakąś chwilę, więc sory za wszelkie niedogodności. Sara dopiero teraz pozna Gaare-sadystę.
-Ratunku!!!- krzyknęłam i zaczęłam wierzgać nogami, ale Gaara mi je unieruchomił.- Temari!!!
-Zostawię was samych. Chociaż trochę żałuję. Ominie mnie niezły kabaret.- powiedziała, a potem zamknęła drzwi.
-Gaara! Przestań!- warknęłam i mocno się szarpnęłam, przekręcając się na plecy.
            Gaara pochylił się nade mną i namiętnie mnie pocałował. Rozchylił mi usta językiem i pogłębił pocałunek. Jęknęłam, a moje dłonie powędrowały na plecy mojego chłopaka. Jego dłonie z kolei przesunęły się po moim brzuchu, aż na piersi. Westchnęłam, kiedy złapał je w swoje dłonie i zaczął delikatnie uciskać.
-Ten masaż podoba mi się zdecydowanie bardziej.- mruknęłam w jego usta.
-Mi też.- powiedział, a potem oderwał się ode mnie i wstał. Zamknął drzwi, a ja zaczęłam się głośno śmiać.- Po ostatnim wolę być zapobiegawczy. Zwłaszcza, że dziewczyna mojego wujka jest w domu.
-Chodź tu do mnie chłopczyku. Muszę chyba postarać się bardziej niż ostatnio w aucie.- wyciągnęłam ręce w jego stronę i szeroko się uśmiechnęłam.
-Dzisiaj to ja się postaram.- mruknął, kiedy znalazł się blisko mnie.

            Uwielbiałam moment, kiedy razem z Gaarą łączyliśmy się w jedno. Kiedy jego nagie ciało zderzało się z moim, a ciepła skóra ocierała się o siebie. Uwielbiałam czuć na ustach jego przyśpieszony oddech. Słyszeć jego jęki. Nie ważne, czy był to szybki seks w aucie, czy długa gra wstępna i stosunek u niego w domu. Uwielbiałam to. Uwielbiałam uświadamiać sobie za każdym razem, że tak cudownych chłopak jest mój. I, że mnie kocha.
            Gaara poruszał biodrami w dość szybkim tempie i starał się zatkać mi usta pocałunkiem, żebym tylko nie jęczała. Złapał moją nogę i zaczął ją ciągnąc do góry. Zapomniał się, ponieważ moje kolano znalazło się przy moim uchu, a moje doznania stały się bardzo, ale to bardzo intensywne. Czasem wręcz bolesne.
-Dobrze mieć kobietę, która jest taka wygimnastykowana.- zaśmiał się w moje usta, a potem lekko przyśpieszył ruchy bioder. Odgięłam głowę do tyłu i zacisnęłam palce na prześcieradle.
-G... Gaara...- wyjęczałam i wolna nogę owinęłam wokół jego biodra.
            Spełnienie jakiego doznałam sprawiło, że zrobiło mi się czarno przed oczami, a całe moje ciało wpadło w konwulsje. Plecy wygięły się w łuk.
            Kiedy wróciłam do pełnej świadomości Gaara pochylał się nade mną i szeroko uśmiechał. Ja z kolei widziałam jak za lekką mgłą.
-To z kolei był mój najlepszy seks w życiu.- mruknęłam zadowolona i opadłam w poduszki. Poczułam błogie rozluźnienie ciała, które następowało u mnie po orgazmie. Gaara położył się na moich piersiach i zaczął gładzić skórę na brzuchu.
-Dobrze to słyszeć.- mruknął. Miał chrypę.
-Wiesz, że powinnam się zbierać? Tak w ogóle pamiętasz, że za dwa tygodnie jedziemy do Hachimantai? Czeka na nas jazda na nartach i chodzenie po górach.- pocałował mnie w obojczyk.
-Pamiętam. Sylwester w górach.- uśmiechnęłam się na tę myśl. Wtedy usłyszałam wibracje telefonu. Gaara wstał i podszedł do biurka.
-Twoja rodzina cię szuka.- mruknął i odebrał.- (...) Tak, jest u mnie. (...) Daj spokój, odprowadzę ją do domu, nie musisz się martwić. (...) CO?! Już idziemy!
            Zaniepokoił mnie jego ostry ton. Rozłączył się, rzucił telefon na biurku, a potem zaczął zbierać ubrania z podłogi. Rzucił mi mój mundurek, a sam założył na siebie jeansy i koszulę.
            Wsiedliśmy do mojego auta i pojechaliśmy pod mój dom.
-Gaara, co się stało?- zapytałam, parkując na podjeździe.
-Masz gościa.- powiedział twardo.
-Gościa? Ayo mnie odwiedziła?- zapytałam, a potem wysiadłam, zabrałam torbę i poszłam za Gaarą do mojego domu.

            W salonie mój wujek wydzierał się na mężczyznę, który siedział w fotelu. Był ubrany w drogie ubrania
-Masz stąd wyjechać! Nie chcemy cię tu widzieć!- krzyczał mój wujek.
-Nie wyjadę. Nie bez niej.- wtedy mnie zmroziło. Ten głos prześladował mnie w moich koszmarach. Ten głos pamiętałam, kiedy płakałam z bólu lana pasem. To ten głos należał do jednej z osób, która zmieniła moje dzieciństwo w piekło.
-Tato...- powiedziałam, a mój głos zadrżał.
            W pomieszczeniu zapadło milczenie, a wszystkie oczy skierowały się na mnie. Poczułam, jak Gaara stojący za moimi plecami cały się spiął, kiedy powiedziałam to jedno krótkie słowo.
            Mężczyzna z kolei odwrócił głowę i spojrzał na mnie niesamowicie niebieskimi oczami. Oczami, które widziałam w lustrze, kiedy tylko w nie spoglądałam, bo odziedziczyłam je po nim.

-Ach, Saro. Moja córko! Jak dobrze w końcu widzieć cię po tylu latach!- powiedział, a ja miałam wrażenie, że ziemia zaczęła osuwać mi się spod nóg.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8