Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 17
Gaara
odwiózł mnie pod dom, skradł całusa na pożegnanie, a potem pojechał do siebie.
Weszłam do środka i zaczęłam rozcierać zmarznięte ręce.
-Córcia,
to ty?!- z salonu dobiegł do mnie głos cioci.
-Tak!
Już idę!- krzyknęłam i zaczęłam ściągać buty i płaszcz. Kiedy weszłam do środka
cała rodzina siedziała przy stole. Pili herbatę. Zdziwiłam się widząc to.-
Seans herbaciany?
-Nie.
Oglądaliśmy film. Chwilę temu się skończył.
-Fajnie
widzieć was wszystkich razem. Przypomina mi się czas kiedy zabraliście mnie z
Niemiec. Znajdzie się tam dla mnie trochę miejsca? Chętnie też się napiję.
Po dwudziestej trzeciej wszyscy
rozeszliśmy się do swoich pokoi. Kiedy leżałam na łóżku wpatrywałam się w
symboliczną obrączkę, którą dał mi Gaara. Przerwało mi pukanie do drzwi. Po
chwili pojawiła się w nich Sakura ubrana w krótką piżamę.
-Hej.
Nie przeszkadzam ci?- uśmiechnęłam się do niej i usiadłam.
-Ty
nigdy mi nie przeszkadzasz.- powiedziałam i zrobiłam jej miejsce na łóżku.
-Pochwal
się, co ten twój amant ci dał?- podałam jej obrączkę do ręki, a Sakura
gwizdnęła.- Czyżby to były jakieś nieoficjalne zaręczyny.
-Absolutnie
i zdecydowanie nie. Gaara ma taką samą obrączkę. Powiedział, że to symboliczne.
-Ładna.
Widać, że musiał kupować je z dużym namysłem. Nie brał byle czego.
-Dziękuję
za przytyk, co do mojego prezentu na ostatnią chwilę.- obie się zaśmiałyśmy.
Streściłam Sakurze całą randkę na
jakiej byliśmy, a ona cicho westchnęła.
-Rany,
jak ja ci zazdroszczę. Żaden facet nigdy nie zabrał mnie na prawdziwą randkę.-
mruknęła, bawiąc się pasmem swoich włosów.
-Nigdy,
nigdy?- zapytałam i zmarszczyłam brwi.
-Serio.
Nigdy. Chyba, że uznajesz rodeo i walki bokserskie jako akt wyrażania uczuć.-
zrobiłam kwaśną minę na jej słowa.
-Zdecydowanie
nie! Czemu nie porozmawiasz o tym z Sasuke? Myślę, że on...
-Bo
to co jest pomiędzy nami to jedynie układ. Sypiamy ze sobą jedynie dla
przyjemności i nie ma to żadnych głębszych podtekstów. Tak było od samego
początku i zapewne na tym to się skończy.- powiedziała gorzko. W końcu bycie
królową śniegu doprowadziło ją do sytuacji bez wyjścia.
-Skoro
Sasuke ciągnie to od ponad trzech miesięcy myślę, że to przestało być tylko
układem. Układy mają to do siebie, że trwają krótko, ponieważ któraś ze stron
dość szybko się angażuje, a ta niezaangażowana osoba postanawia to zakończyć. I
wchodzi w nowy układ.- powiedziałam, a Sakura zaczęła płakać.
-Ale
ja nie chcę żeby to się skończyło! Chcę, żeby to zmieniło charakter! Ja też
chciałabym w końcu chodzić na randki. Chciałabym, żeby facet spoglądał na mnie
tak, jak Gaara spogląda na ciebie. Jakbym była ósmym cudem świata. Chciałabym
dostawać prezenty i czułe gesty, które byłyby wyrazem uczuć faceta do mnie. Mam
już dość sypiania z facetami tylko dla zabawy. Przestałam tego chcieć. Chcę
miłości.- mocno ją do siebie przytuliłam, przerażona jej nagłym wybuchem.
-Sakura,
wiem, jak ci ciężko i...- odskoczyła ode mnie, a potem wyszła z łóżka.
-Nie!
Gówno wiesz! Od zawsze byłaś w związkach! Nigdy w życiu nie musiałaś starać się
o żadnego faceta, bo to zawsze oni starali się o ciebie i o twoje względy!
Martin latał za tobą jak pojebany, a ty i tak traktowałaś go jak kawał szmaty
do podłogi! Czego by dla ciebie nie zrobił, było źle! Gaara tak samo! Wyjście
do kina, zaproszenie na festiwal z okazji zakończenia lata... Zawsze to
mężczyźni starali się o ciebie. Nigdy odwrotnie. Ja? To mnie wykorzystywali,
zostawiali i szli do następnej! Ty miałaś życie jak z bajki ze swoimi
książętami, którzy najchętniej nosiliby cię na rękach. Nawet za bardzo nie
musiałaś się wysilać.
-Sakura!
Wystarczy!- sama wyskoczyłam z łóżka i podeszłam do mojej przyjaciółki.
-O
nie! Nie wystarczy! Z naszej dwójki to ty miałaś dużo lepsze życie! Dużo
szczęśliwsze! Już nie mogę tego znieść, rozumiesz?! Nie mogę!- krzyknęła i
wybiegła z mojego pokoju głośno trzaskając drzwiami.
W poniedziałek ciocia oznajmiła mi,
że Sakura się rozchorowała i musi zostać w domu. Z ciężkim sercem pojechałam do
szkoły, choć sama nie czułam się najlepiej. Dwie noce pod rząd nie mogłam
zasnąć, a potworny ból głowy wywołany nadmiarem emocji jeszcze pogorszył ten
fakt.
Podczas przerwy na lunch siedziałam
z dziewczynami. Obok nas ulokowały się jakieś czwartoklasistki. Spoglądały na
nas kątem oka.
-Widziałyście?
Gaara Sabaku ma obrączkę na palcu!
-Wiem!
Cała szkoła o tym trąbi. Podobno jakiś czas temu wziął sekretny ślub.-
przewróciłam oczami na te słowa i starałam się ukryć swoją lewą dłoń, na której
sama nosiłam podobną obrączkę.
-Nie.
To na pewno nie to. Mój kuzyn widział go jakiś czas temu z dziewczyną w Centrum
Handlowym. Szli za ręce i co chwila się całowali. Myślę, że to po prostu jakiś
symbol ich miłości.
-Myślisz,
że to dziewczyna od nas ze szkoły?- teraz już we trzy przysłuchiwałyśmy się
rozmowie tych dziewczyn.
-Nie.
Nie sądzę. Gdyby tak było to dawno wszyscy by o tym wiedzieli.- powiedziały, a
potem wstały z miejsc i zabrały swoje tace.
-No
ładnie. Pochwal się lepiej, co Gaara dał ci w prezencie?- bardzo dyskretnie
pokazałam im lewą dłoń, a one parsknęły pod nosem.- Te laski nawet nie zdawały
sobie sprawy z tego, że siedzą obok jego dziewczyny.
-Teraz
już wiecie dlaczego tak świetnie ukrywamy się przed światem.- mruknęłam i
westchnęłam.
Ogólne poruszenie na stołówce dało
mi do zrozumienia, że pojawił się w niej mój kuzyn razem ze swoją świtą.
Odwróciłam się w ich stronę i zrobiłam kwaśną minę. Sasuke niemal od razu
zaczął kierować się w moją stronę.
-Błagam
tylko nie to.- jęknęłam pod nosem.
-Sara,
chciałbym z tobą porozmawiać.- powiedział i przetarł twarz dłońmi.
-O
czym, kuzynie?- zapytałam i wstałam. Musiałam mocno zadrzeć głowę, żeby
napotkać jego wzrok.
-Możemy
wyjść z kafeterii? Nie chciałbym mieć przy tym świadków. Chłopaki, zajmijcie mi
miejsce. Za chwilę przyjdę.- powiedział, chwycił mnie za ramię i wyprowadził z
pomieszczenia w asyście zaciekawionych spojrzeń reszty uczniów.
Kiedy upewnił się, że jesteśmy sami
oparł się o szafkę i westchnął.
-Co
jest Sakurze?- walnął z grubej rury.
-Nie
wiem.- skłamałam. Pomimo ciężkiej sytuacji nie chciałam wyjść na zdrajczynię
własnej płci.
-Nie
kłam! Widzę, że jesteś w kiepskim stanie od sobotniego poranka, kiedy wróciłaś
z... Z wiadomego miejsca. Saki była u ciebie w piątek wieczorem, a potem nagle
zamknęła się w pokoju i do tej pory nie chce z niego wyjść. Próbowałem pogadać
z nią chyba z dziesięć razy, ale zawsze odprawiała mnie z kwitkiem.
-Sasuke,
to naprawdę nie jest moja sprawa. Sakura ma teraz... Gorszy czas.
-Ma
okres?- na to głupie stwierdzenie rozwścieczyło mnie.
-Dlaczego
mężczyźni zawsze parszywy humor zwalają na okres?! Do twojej wiadomości nie!
Nie ma. Jej podły humor przypisz temu, co we dwoje nazywacie układem! Jesteś
tępym idiotą skoro nie widzisz, że mojej przyjaciółce zaczęło zależeć na
tobie!- wrzasnęłam, a potem przerażona zatkałam sobie usta. Powiedziałam
zdecydowanie za dużo.
-Sakurze?
Sakurze zaczęło na mnie zależeć?- jego czarne oczy rozszerzyły się ze zdziwienia.
-Sasuke,
muszę już iść. Przerwa za chwilę się skończy i...- powiedziałam i próbowałam go
ominąć, ale mocno chwycił mnie za rękę.
-Nigdzie
nie pójdziesz dopóki nie powiesz mi, o co chodzi. To przez to Sakura od tych
kilku dni nie wychodzi z pokoju, tak? Przez to się pokłóciliście? Na pewno
odradzałaś Sakurze dalszy związku ze mną i...
-Co?!
Nigdy bym jej tego nie powiedziała! To właśnie od Sakury nasłuchałam się
okropieństw! Usłyszałam, że jestem niewdzięczną suką, że wszystko mam podane na
złotej tacy, że nigdy o nic nie musiałam się starać.- otarłam policzki z łez na
wspomnienie ostrych słów, które padły pod moim adresem z ust mojej
przyjaciółki.
-Dlaczego
ci to powiedziała?
-Bo
jest zazdrosna, Sasuke. Zazdrosna o to, że ja w porównaniu do niej mam stałego
faceta, który mnie kocha. Zazdrosna o to, że nie muszę się z tym ukrywać, tak
jak wy to robicie. Dlatego, że ona też chciałaby być przez kogoś kochana. A ty
jesteś naprawdę głupi, że wcześniej tego nie zauważyłeś.
-Ja
nie jestem Gaarą!- krzyknął.
-I
całe szczęście, bo inaczej nigdy bym z nim nie była.- powiedziałam, a potem
wyszarpnęłam się z jego uścisku i poszłam do kafeterii.
Tak jak się spodziewałam ludzie od
razu przenieśli na mnie zaciekawione spojrzenia, a ja posłałam im najbardziej
mordercze na jakie było mnie stać. Chłopcy siedzieli z moimi koleżankami i
wesoło z nimi gawędzili. Podeszłam do stolika po torbę.
-Coś
się stało?- zapytała Ino widząc moją zapłakaną twarz. Opuściłam głowę i
chwyciłam swoją rzecz. Jak na złość Shikamaru przyciął pasek nogą od krzesła.
-Muszę
się stąd jak najszybciej wyrwać.- powiedziałam i mocno szarpnęłam materiał.
Czułam wzbierającą we mnie wściekłość i wolałam, aby moi przyjaciele byli poza
jej zasięgiem.
-Źle
się czujesz?- zapytał Shikamaru, łaskawie wstając z krzesła.
-Powiedzmy,
że tak.- warknęłam odgarniając włosy z twarzy.- Do zobaczenia jutro.
Wyszłam z kafeterii i szybko
skierowałam się do głównego wyjścia z budynku. Zimne powietrze zapiekło mnie w
twarz, kiedy pchnęłam drzwi. Śnieg powoli sypał się z nieba, a ja uniosłam
twarz do góry. Głęboko odetchnęłam.
-Czyżby
twoje stadko cię opuściło?- głos Ayo od razu wyrwał mnie z zamyślenia. Stała z
kilkoma swoimi znajomymi: z chłopakiem, którego kojarzyłam z zajęć teatralnych,
jeszcze dwoma innymi kolesiami i swoimi przyjaciółeczkami. Wszyscy palili
papierosy, co w szkole było zabronione.
-Sama
ich opuściłam.- warknęłam w odpowiedzi. Splotłam ręce na klatce piersiowej.
Zrobiło mi się chłodno.
-Kiedy
zamierzasz opuścić tą szkołę? Było tu lepiej bez ciebie.- powiedziała, a ja
uśmiechnęłam się jednym kącikiem ust.
-Poprawka.
Dla ciebie było tu lepiej, kiedy mnie nie było. Świeciłaś tryumfy. Teraz jesteś
jedną z przeciętnych uczennic.- wzruszyłam ramionami.
-I
mam zamiar zemścić się za to na tobie.- powiedziała.
-Spróbuj.
Zobaczymy kto będzie miał wtedy większe problemy.
-Słuchaj
no mała zdziro! To, że jesteś z...- zacięła się, a moje oczy błysnęły radośnie.
Najwidoczniej nikt oprócz niej i jej przydupasek nadal nie wiedział o tym, że
jestem z Gaarą.
-Dokończ.-
powiedziałam hardo.
-To,
że jesteś z rodziny Uchiha w żaden sposób nie gwarantuje ci bezpieczeństwa.-
dokończyła.
-Wiem,
że nie to chciałaś powiedzieć. Dokończ. To, że jestem z tym, kim jestem. Nazwij
go po imieniu. Chyba, że nie może ci to przejść przez gardło?
-Zamknij
się.- warknęła na mnie.
-Ayo,
o czym ona mówi?- zapytał jej kolega, a Ayo wydała z siebie odgłos podobny do
wściekłej kocicy.
-O
niczym ważnym. Pamiętaj, że to tylko mała szkolna dziwka.- Ayo zaśmiała się ze
swojego własnego żartu.- Daje dupy komu popadnie.
-Chyba
pomyliłaś mnie ze sobą.- odpyskowałam.
Spoglądałyśmy na siebie w milczeniu.
Ani Ayo, ani ja nie zamierzałyśmy odpuścić drugiej. Poczułam powiew ciepłego
powietrza na plecach. Ktoś właśnie wyszedł ze szkoły. Przygotowałam się na grad
uwag ze strony któregoś z nauczycieli i próbowałam wymyślić jakąś mądrą wymówkę
dlaczego do licha stoję na szczycie schodów liceum i kłócę się z Ayo, która
pali papierosy razem ze swoimi znajomymi.
Zamiast tego poczułam na ramionach
coś ciężkiego i ciepłego.
-Boże,
co ja z tobą mam.- głos Gaary przebił się do mnie jak przez wodę. Odwróciłam
się do niego, ale natrafiłam tylko na ciepłe mięśnie jego klatki piersiowej.
Objął mnie ramionami i zaczął rozcierać moje plecy, żeby trochę mnie ogrzać.
-Po
co tu przyszedłeś?- zapytałam, choć musiałam przyznać, że jego obecność od razu
odgoniła cały gniew i żal jaki czułam.
-Martwiłem
się o ciebie.- powiedział po prosu, a ja opuściłam głowę i zaczęłam walczyć ze
łzami w oczach. Nienawidziłam się za to, że ostatnio tak często płakałam.
Zaczęłam drżeć na całym ciele.
-Przepraszam,
że tak często masz przeze mnie urwanie głowy.- wydukałam w końcu. Poczułam
drżenie klatki piersiowej Gaary. Śmiał się.
-Na
pewno nie mogę narzekać na brak atrakcji będąc z tobą.- położył mi dłoń na
włosach i zaczął po nich gładzić.
-Sabaku
i Iregiro?- dopiero wtedy przypomniałam sobie o obecności Ayo i jej świty.
Zdziwione pytanie wyszło z ust jednego z jej kolegów.
Gaara odsunął mnie kawałek od siebie
i westchnął. Objął mnie lewym ramieniem i przyciągnął najbliżej jak się dało.
Uderzyłam plecami w jego tors. Odszukałam jego lewą dłoń i splotłam razem nasze
palce. Spojrzałam po zebranych na dolnych stopniach.
Chłopcy byli w głębokim szoku,
koleżanki Ayo niespokojnie spoglądały na dziewczynę, która dosłownie waliła w
nas gradem piorunów z oczu.
-Nie
rozumiem skąd to zdziwienie Hoi?- Gaara uśmiechnął się pod nosem.
-Bo...
Bo... Sara to puszczalska! Ty nie zadawałeś się z takimi dziewczynami!- wydukał
chłopak nie wiedząc gdzie ma podziać oczy.- Poza tym nigdy w życiu bym się nie
spodziewał, że będziesz ukrywał się ze swoim związkiem. Zawsze się z tym
obnosiłeś.
-W
takim razie wiesz już, że masz zamknąć gębę na kłódkę i nikomu o tym nie mówić.
To samo tyczy się Chada i Keisuke.- powiedział i wskazał podbródkiem w stronę
pozostałych chłopaków.- Inaczej będziecie mieć kłopoty.
-Rozumiemy.
Nie martw się.- powiedzieli chórem.
-A
co do twoich oskarżeń. Sara nie jest puszczalska i jeśli jeszcze raz usłyszę to
z ust kogokolwiek obiję mu mordę. Do waszej wiadomości. Jesteśmy ze sobą cztery
miesiące, znamy się pięć. Siniak, którego Sara miała na twarzy też nie był
wynikiem przemocy, tylko wypadku podczas kłótni z Karin. Wszystko to, to plotki
wyssane z palca przez tą tutaj dziewczynę.- wskazał na Ayo, a jego wzrok był
więcej niż pogardliwy. Ayo skuliła się o głowę.
-Ayo
twierdziła, że w życiu nie zainteresowałbyś się kimś takim.- powiedział Hoi.
-Ayo
doskonale wie, że jestem z Sarą. I to od dłuższego czasu. Radziłbym nie wierzyć
wam we wszystko co mówi.- z budynku rozległ się dźwięk dzwonka kończącego
przerwę na lunch.- Spieprzajcie stąd. W tej chwili.
Wysoko uniosłam brwi, kiedy
zauważyłam, że chłopcy bez zastanowienia wzięli swoje torby i poszli do środka
budynku. Koleżanki Ayo również to zrobiły. Jedynie dziewczyna została sama i
wpatrywała się w nas.
-Musimy
wrócić na lekcję, kochanie.- Gaara wtulił policzek w moje włosy.
-Nie.
Idź jeśli chcesz. Ja nie jestem w stanie skupić się dzisiaj na lekcjach.-
wzruszyłam ramionami i wyswobodziłam z jego uścisku.
-Nadal
nie usłyszałem co się stało?- złapał mój podbródek zmuszając jednocześnie żebym
spojrzała w jego oczy. Jego wzrok był tak świdrujący, że nie miałam pojęcia
gdzie spojrzeć.
-Przestańcie
to robić!!!- wrzasnęła Ayo. Zaskoczeni spojrzeliśmy na nią. Po jej policzkach
spływały łzy wielkości grochu.
-O
co ci chodzi?- zapytał Gaara.
-Przestańcie
tak chamsko obnosić się z uczuciami na moich oczach! Wiesz dobrze, że nadal cię
kocham i nie zrezygnowałam z ciebie! Boli mnie to, co robisz!- wrzasnęła.
-A
czy ty myślałaś jak w Sarę i mnie uderzały plotki jakie rozpuszczałaś? Jak
bardzo wściekły byłem, kiedy widziałem moją dziewczynę, której faceci ubliżali,
albo składali dwuznaczne propozycje? Jak dziwnie czułem się, kiedy ludzie
mówili, że chłopak ją pobił, a nasi znajomi omal nie obili mi ryja myśląc, że
chodzi o mnie? Nie. Nie myślałaś. Zawsze umiesz myśleć tylko o sobie.
Rozpieszczona królewna, która myśli tylko o tym, żeby to jej było dobrze. Zejdź
nam z oczu.- zimny ton Gaary sprawił, że nawet ja poczułam dreszcz na skórze.
Ayo przez chwilę wpatrywała się w
nas, a potem odwróciła się w stronę parkingu i pobiegła do swojego auta.
-Gaara,
moim zdaniem byłeś za ostry.- powiedziałam. Mój oddech utworzył obłoczek przed
moją twarzą.
-Zasłużyła.
Skoro nie chcesz iść na zajęcia, to co planujesz robić?- zapytał i roztarł
ramiona.
-Weź
swoją kurtkę. Nie wiem, Gaara. Muszę gdzieś pojechać. Przed siebie. Z dala od
ludzi i Tokio.- wzruszyłam ramionami.
-Chodź.-
złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę auta. Przeszukał moją torbę w
poszukiwaniu kluczyków, a potem zajął miejsce kierowcy.
-Dokąd
jedziemy?- zapytałam, kiedy Gaara wrzucił wsteczny bieg i wyjechał z parkingu.
-Zobaczysz.-
powiedział, a ja westchnęłam i spojrzałam przez okno odlatując w swoje własne
myśli.
-Sara,
obudź się. Jesteśmy.- ledwo przytomna otworzyłam oczy. Gaara uśmiechał się do
mnie.
-Co?
Gdzie?- mruknęłam. Staliśmy przed jakimś budynkiem, który przypominał mi
odległe od naszych, czasy.
-W
Kamakurze.
-Gdzie?-
usiadłam prosto jak struna i zaczęłam się rozglądać po okolicy. Nie widziałam
już wysokich Tokijskich wieżowców z oddali.
-W
Kamakurze. To jakiś pięćdziesiąt kilometrów od Tokio. Powiedziałaś, że musisz
jechać z dala od ludzi. Chodź. Zaufaj mi, że w taką pogodę nikogo tu nie
będzie.
Gaara nie do końca miał rację.
Faktycznie nie było tu tłumów, ale całkiem spora grupa ludzi pomimo śniegu
wybrała się na zwiedzanie. Weszliśmy do środka świątyni, a potem przeszliśmy na
wewnętrzny dziedziniec. Zrobiłam wielkie oczy, kiedy stanęłam przed wielkim
posągiem Buddy.
Gaara złożył ręce jak do modlitwy i
skłonił głowę. Nie za bardzo wiedząc co mam robić, zrobiłam to samo, co on.
Unosząc głowę rozejrzałam się z zaciekawieniem. Wszystko tutaj wydawało się
takie spokojne i miłe. I było zdecydowanie czymś, czego potrzebowałam
Jako, że dni były krótkie, około 15
zrobiło się szaro, a lampki i lampiony rozbłysły, oświetlając kamienne dróżki i
zamarznięty staw. Siedzieliśmy z Gaarą w malutkiej restauracji tuż przy
świątyni i jedliśmy ramen.
-Skąd
znasz to miejsce?- zapytałam wciągając sporą porcję makaronu do ust.
-Dzięki
ojcu. Często nas tu zabierał. Choć powinienem raczej powiedzieć, mnie. Byłem
bardzo trudnym dzieckiem.- powiedział i uśmiechnął się na to wspomnienie.
-Ty?
Trudnym dzieckiem?- zmarszczyłam brwi. Na pewno nie tego się spodziewałam.
-Oj
tak. Pyskowałem, wdawałem się w bójki, uciekałem z domu. W końcu tata nie
wytrzymał i zapisał mnie na sztuki walki, abym mógł w taki sposób pożytkować
nadmiary energii. Nauczyłem się również dużej samokontroli.- wyobraziłam sobie małe
Gaare, który pyskuje ojcu i zaśmiałam się na tę myśl.
-Dobrze
wiedzieć, że ideał też ma jakieś wady.- sięgnęłam po jego dłoń i splotłam razem
nasze palce.
-Sara,
nie jestem ideałem.- powiedział pewnym głosem.
-Dla
mnie jesteś. Jesteś taki opanowany, taki pewny. Wiesz czego chcesz, dążysz do
tego. Nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym mieć choć trochę twoich cech.
-Zaufaj
mi, że moją największą wadą jest mój strach.
-Strach?-
zapytałam i poprawiłam się na krześle.
-Strach.
Od czasu jak jesteśmy razem wzmógł się. Miłość również jest jednym z moich
demonów, bo to dla mnie zupełnie nowe uczucie.
-Czego
się boisz w związku z nią?- zapytałam.
-Tego,
że nagle ją stracę.- spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczami, a mnie
ścisnęło w piersi.
-Nie
myśl o tym. Jestem z tobą szczęśliwa i jakkolwiek głupio to zabrzmi, też nie
chcę cię stracić. Też się tego boję, ale nie myślę o tym. Nie myślę o Ayo i
żadnych innych nieprzychylnych nam osobach.- przejechałam palcami po wnętrzu
jego dłoni. Skórę miał gorącą i lekko stwardniałą.
-Ja
z kolei chciałbym mieć choć trochę tego zdecydowania, co ty w tym temacie.
-Najwidoczniej
jesteśmy nieidealni, ale idealnie się uzupełniamy.- oboje się zaśmialiśmy.
Jechaliśmy przez zalesione tereny
Kanagawy. Gaara puścił jakąś spokojną muzykę z telefonu, a wolną rękę trzymał
na moim kolanie.
-Mogłabyś
mi powiedzieć co się dzieje? Od kilku dni jesteś przybita, a kiedy dzwonię do
ciebie, nawet nie za bardzo chcesz rozmawiać.- od razu cudowny nastrój z
Kamakury odszedł w zapomnienie. Zrzuciłam rękę Gaary z mojej nogi i
odsunęłam się najdalej jak potrafiłam.
Mój chłopak westchnął i skręcił na
mały parking dla podróżnych.
-Nie
ruszę się stąd dopóki mi nie powiesz, co się stało.- powiedział, a potem
przekręcił kluczyk w stacyjce zostawiając auto na jałowym biegu.
-Gaara!
To szantaż!- krzyknęłam i zaczęłam szukać telefonu w torbie. Gaara złapał ją i
odrzucił do tyłu na siedzenie.- Gaara!
-Mam
tego powoli dosyć! Nie chcę oglądać cię w takim stanie, więc po prostu z łaski
swojej powiedz mi, co się stało! Od Sasuke wiem, że Sakura również jest w
bardzo kiepskim humorze, i to o dziwo od tego samego czasu, co ty. Śmiem
twierdzić, że unikasz mnie właśnie z tego powodu.- zaczęłam rozmasowywać
skronie.
-Można
powiedzieć, że to i dotyczy i nie dotyczy ciebie i mojego kuzyna. Choć Sasuke w
dużej mierze odgrywa tu swoje skrzypce.- mruknęłam, a Gaara nic nie powiedział.
Po chwili ciszy słowa same wypłynęły
z moich ust. Opowiedziałam Gaarze całą sytuację, która miała miejsce w mojej
sypialni, co znowu rozdrapało bardzo świeże rany.
-Rozumiem.
Więc Sakura jest po prostu zazdrosna o twoje szczęście.- kiwnęłam głową.
-Nie
wiem dlaczego, ale po prostu wybuchła. Szczególnie, kiedy pokazałam jej twój
prezent.- wskazałam na srebrny krążek na palcu.
-Jeżeli
tobie też zaczął z tego powodu ciążyć, po prostu go nie noś.- powiedział dość
ostrym tonem.
-Przestań
się tak do mnie odzywać! Gdyby ta obrączka mi ciążyła, nie nosiłabym jej.
Proste. Po prostu boli mnie to, że moja przyjaciółka zachowała się w stosunku
do mnie tak okropnie. I, że powiedziała mi tyle przykrych rzeczy.- ścisnęłam
dłonie w pięści.
-Prawda
jest taka, że to nawet nie jest twoja wina. To wina jej i Sasuke.
Najprawdopodobniej Sakura miała już dość ciągłego używania zwrotu
"jesteśmy przyjaciółmi i nikim więcej" wiedząc, że sypia z twoim
kuzynem. Z kolei twój kuzyn uznał, że skoro Sakura sama tak stawia sytuację, on
nie ma zamiaru prostować tego w jakikolwiek sposób. Jedyną rzeczą, jaka im
została, to rozmowa. I to ona zadecyduje o tym, czy przepchną ten... Układ w
związek, czy po prostu się z niego wycofają.- Gaara wyjął paczkę papierosów z
wewnętrznej kieszeni kurtki i uchylił okno. Zmarszczyłam nos widząc to. Dawno
przy mnie nie palił.
-Jeśli
Sasuke postanowi się z tego wycofać, złamie jej serce.
-To
już nie jest twój problem. Sakura doskonale wiedziała w co się pakuje, godząc
się na to. Z twojej opowieści wynika, że sama również tego chciała. To nie była
tylko inicjatywa Sasuke.- powiedział, a potem wsadził papierosa w usta i
głęboko się zaciągnął. Gryzący dym rozniósł się po samochodzie.
-Wujek
mnie zabije jeśli wyczuje zapach fajek.- Gaara się zaśmiał, a potem otworzył
drzwi i wysiadł. Westchnęłam, wzięłam kluczyki ze stacyjki i sama wysiadłam
owijając się szczelnie swoją kurtką.
Podeszłam do Gaary i przytuliłam się
do niego. Z daleka widziałam światła mijających nas samochodów pędzących po
drodze.
-Już
wiem dlaczego Sakura tak mi zazdrości, a Ayo tak nienawidzi.- powiedziałam.
-Bo
jesteś wyjątkowa?- Gaara wyrzucił papierosa w śnieg i wyjął z kieszeni gumy do
żucia. Wziął jedną i wsadził do ust. Jego ręce powędrowały na mój krzyż, a
potem mocno przyciągnął mnie do siebie.
-Nie.
Bo mam ciebie.- Gaara parsknął śmiechem, a potem pochylił się do pocałunku.
Kiedy mnie pocałował poczułam smak papierosów.- Moim życzeniem z okazji świąt
będzie chyba to, żebyś rzucił to świństwo.
-Postaram
się.- powiedział, a potem znowu mnie pocałował.
Pocałunek robił się coraz bardziej
namiętny, dłonie Gaary powędrowały pod moją kurtkę, a potem pod koszulę od
mundurka. Miał chłodne dłonie, ale nie przeszkadzało mi to. Złapałam za klamkę
od tylnych drzwi i pociągnęłam za nią. Gaara wsiadł do środka, a potem
pociągnął mnie za rękę i posadził na swoich kolanach. Zsunął mi kurtkę z ramion
i rzucił na siedzenie obok. Złapał za guziki od mundurka i zaczął je rozpinać.
-Powinienem
przestać. Masz przecież okres.- zaśmiałam się.
-Skończył
mi się.- powiedziałam i wznowiłam pocałunki.
-Ta
sytuacja coś mi przypomina.- Gaara złapał moje piersi, a ja stęknęłam.
-Masz
na myśli ten prawie seks latem na plaży, kiedy Shikamaru nam przerwał?-
zapytałam i zaczęłam rozpinać jego koszulę.
-Dokładnie.
I uwierz, że gdyby Shikamaru znalazł nas teraz w tym lesie, uznałbym go za
mistrza Yodę wśród świrów.- wybuchłam perlistym śmiechem.- Poza tym pamiętam,
że powiedziałaś mi wtedy, że kiedy cię ponosi podczas seksu w aucie nawet duży
samochód jest za mały.
-Ten
mój jest zdecydowanie mały jak na ostre igraszki, ale przekonajmy się.-
mruknęłam.
Szyby w samochodzie zrobiły się
białe od naszych przyśpieszonych oddechów. Gaara ściskał moją koszulę i jęczał
z odchyloną do tyłu głową, kiedy poruszałam biodrami w górę i w dół. Wtórowałam
mu w jękach. Jego dłonie powędrowały na moje plecy, gdzie położył je płasko i
zaczął nadawać tempo. Odgięłam trochę biodra i poczułam dużo lepsze doznania.
Gaara zaczął mnie całować. Jedną dłoń przesunął do przodu i zaczął mnie
dodatkowo stymulować, co jeszcze zwiększyło moje doznania. Wpiłam palce w
ramiona Gaary, on mocno ścisnął moje biodro jedną dłonią. Głośno krzyknęliśmy
zatracając się w intensywnym spełnieniu.
Opadłam na klatkę piersiową Gaary i
zaczęłam wyciszać oddech.
-To
było...- zaczęłam, ale ledwo mogłam wydusić z siebie słowo.
-Najlepszy
seks jaki w życiu miałem.- uśmiechnęłam się zadowolona na jego słowa.
-Jeśli
tak twierdzisz, uwierz, że mogę podnieść poprzeczkę bardzo wysoko.- zaczęłam
się z nim przekomarzać.
-Chętnie,
ale już nie dzisiaj. Zrobiło się późno, a twoi wujkowie i tak zabiją mnie za
to, że nawialiśmy z lekcji i wywiozłem cię taki kawał za miasto. Jutro na pewno
dostaniemy jakąś karę za zwianie z nich.
-Oprócz
nas nie było jeszcze Ayo. Na pewno ludzie pomyślą, że zwiałeś razem z nią.
-Nie
sądzę. Wychodząc z kafeterii powiedziałem Sasuke, że idę do biblioteki. Powiem,
że dostałem telefon od wujka i musiałem wyjść z zajęć. Mój wujek daje sporą
sumę pieniędzy na tą szkołę, więc Tsunade nawet palcem nie kiwnie, żeby kara
była dotkliwa. To samo tyczy się twoich wujków.- powiedział, a ja zeszłam z
jego bioder i zaczęłam się ogarniać, żeby wyglądać jak człowiek.
Pod domem byliśmy grubo po
dwudziestej pierwszej. Pomimo moich szczerych chęci, żeby zawieźć Gaare pod dom
i potem pojechać do siebie, on nie chciał o tym słuchać. Kiedy tylko
zajechaliśmy na miejsce z domu wyszedł Itachi.
-Gdzie
byliście?! Dzwoniłem do Sary chyba ze trzydzieści raz do ciebie też! Macie
szczęście, że moich rodziców nie ma w domu, bo Sara dostałaby wieczny szlaban!-
wydzierał się i podszedł do nas.- Sasuke powiedział, że wypadłaś ze szkoły, a
Gaara na pewno za tobą.
-Zabrałem
ją do Kamakury. Tam się wyciszyła.- powiedział mój chłopak, a potem zapiął
kurtkę i narzucił szal na szyję.
-Do
Kamakury?! Nikogo nie powiadomiliście?!
-Itachi,
przestań! Gdyby nie mój parszywy humor, Gaara w ogóle nie uciekłby z lekcji.
Jeśli chcesz kogoś opieprzać, opieprz mnie. Kto wie czy nie zrobiłabym czegoś
głupiego, gdyby nie on. Byłam w takim stanie, że mogłam śmiało spowodować
wypadek.
-Rozumiem,
że już wszystko dobrze?- zapytał Itachi, a ja westchnęłam.
-Po
części tak.- wzruszyłam ramionami. Gaara pocałował mnie w czoło i pogładził po
policzku.
-Pamiętaj,
że resztę muszą załatwić oni. Pomiędzy sobą. Wtedy cała reszta też się ułoży.
Uciekam do domu. Do zobaczenia jutro w szkole.- mruknął i pocałował mnie w
usta.- Do zobaczenia, Itachi.
-Cześć
Gaara.- powiedział mój kuzyn, a mój chłopak odwrócił się na pięcie i poszedł w
stronę bramy.- Ty, kochana siostro, będziesz mi się gęsto tłumaczyć, o co
chodzi.
-Wejdźmy do domu. Mam trochę rzeczy do opowiedzenia.- powiedziałam,
wzięłam swoją torbę, zamknęłam auto, a potem poszłam za Itachim do domu.
Komentarze
Prześlij komentarz