Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 34

Wtulona w ramię Gaary starałam się przysnąć choć na chwilę. W noc przed ślubem nie spałam praktycznie wcale, z kolei podróż wypadała w dzień wesela, dosłownie nad ranem. Podróż na Praslin trwała już szesnaście godzin z dwiema przesiadkami, a przed nami były jeszcze trzy następne godziny. Moje ciało było odrętwiałe i trochę obolałe od niewygodnych siedzeń w samolocie.
            Słyszałam irytujący płacz małych dzieci zmęczonych długą podróżą, oraz głośne rozmowy współpasażerów. Przeszkadzał mi nawet dźwięk wózka z przekąskami, który przejeżdżał po wąskim przejściu oraz nawet uprzejmy ton stewardes, które pytały pasażerów o to, czy życzą sobie kawy lub herbaty.
            Otworzyłam oczy i szybko zmrużyłam powieki. Jasne światło w kabinie sprawiło, że po policzkach ściekły mi łzy. Jęknęłam i zaczęłam trzeć oczy.
-Co się dzieje?- głos Gaary sprawił, że się wzdrygnęłam.
-Moje zmęczone oczy dają o sobie znać.- mruknęłam i po raz chyba tysięczny od czasu wylotu z Tokio przeciągnęłam się, a moje kości zaczęły strzelać.
-Dlaczego nie założysz sobie maski na oczy?
-Żałuję, że nie kupiłam sobie zestawu z zatyczkami do uszu po drodze.- Gaara uśmiechnął się do mnie i chwycił moją dłoń.
-Boisz się, że moje marudzenie na wakacjach będzie tak okropne, że nie dasz rady znieść tego w inny sposób?- zaśmiałam się.
-Podobno po ślubie opcja: prezenty i kwiaty w magiczny sposób zamienia się w opcje: rozrzucone skarpety po pokoju i sterta koszul do prasowania.- tym razem Gaara się zaśmiał.
-Mogliśmy spisać sobie przedślubną umowę.
-Daj spokój. Teraz już za późno na takie pierdoły. Poza tym jesteśmy małżeństwem dopiero niewiele ponad dobę. Za wcześnie na włączenie tej opcji.- powiedziałam.
-Jeszcze trzy godziny. Nawet niecałe, i będziemy na miejscu. Wtedy odeśpimy. Później zajmiemy się zwiedzaniem. A teraz przepraszam, ale muszę iść do toalety.- Gaara wstał i zaczął się przeciskać na tył samolotu. Odprowadziłam go wzrokiem, tak samo jak większość dziewczyn.
-Przepraszam, to twój brat?- dziewczyna siedząca w równoległym rzędzie spojrzała na mnie i uśmiechnęła się szeroko.- Niezły przystojniak.
            Była szczupłą blondynką o zielonych oczach i rumianych policzkach. Krótkie szorty i mocno wydekoltowana bluzka jasno świadczyły o tym, że chciała uwydatnić wszystkie swoje atuty.
-To prawda! Nieziemskie ciacho!- druga dziewczyna, ruda, koleżanka blondynki ubrana niemal identycznie, wpatrywała się w mojego męża tak długo, aż ten nie zniknął w małej samolotowej toalecie.
-Gaara?- zapytałam lekko zdziwiona.
-No tak. Ten chłopak, który siedzi obok ciebie. Ten wysoki przystojniak w czerwonych włosach.- blondynka zrobiła maślane oczy.
-Gaara to mój mąż. Jesteśmy właśnie w podróży poślubnej.- powiedziałam i uśmiechnęłam się do dziewczyn. Ich uśmiechy od razu przygasły.
-Och, mąż! No to gratuluję! Trafił ci się świetny egzemplarz!- powiedziała blondynka, chociaż po tonie głosu i sztucznym uśmiechu od razu poznałam, że jej gratulacje nie były szczere.
-Dziękuję. To miłe z twojej strony.- powiedziałam z grzeczności.
-Ja jestem Miki, a to moja siostra Kyoko. Lecimy na Seszele, żeby zapomnieć o moimi byłym facecie.- powiedziała blondynka.
-Och, coś się stało?- zapytałam.
-Facet Miki zdradzał ją ze swoją przyjaciółką ze studiów. Mieli trochę gorszy czas w związku, a ta żmija to wykorzystała. Postanowiłam zabrać siostrę na wycieczkę, żeby mogła się trochę zrelaksować.- modliłam się, żeby nie zrobić zdziwionej miny.
-Siostra zafundowała siostrze wycieczkę. Wycieczkę, która kosztowała kilka tysięcy dolarów... Szybko przyjrzałam się dziewczynom i dopiero wtedy zwróciłam uwagę na to, że obie miały na sobie ubrania od najlepszych projektantów, Miki miała na głowie oryginalne okulary od Dolce&Gabbana, a na nogach buty od Prady, które weszły dopiero w tym sezonie i kosztowały ponad tysiąc dolarów.
-To miłe z twojej strony, że tak przejęłaś się siostrą. Na pewno bardzo się wspieracie.
-Gdyby nie Miki nigdy nie zostałabym modelką. Moja siostra szkoli się na projektantkę mody. Ma już kilka świetnych znajomości. Wkręciła mnie w towarzystwo i dzięki temu moje największe marzenie się spełniło.- przyjrzałam się rudej dziewczynie.
            Nie była specjalnie ładna. Powiedziałabym, że była przeciętna. Jednak miała w twarzy coś takiego, że ciężko było przejść obok niej obojętnie.
-A ty czym się zajmujesz? Co studiujesz?- zapytały dziewczyny, a ja miałam ochotę jęknąć z zażenowania.
-Jestem w ostatniej klasie liceum.- po minach dziewczyn widziałam, że nie tego się spodziewały.
-Jesteś jeszcze w liceum?! Jej, szybko wyszłaś za mąż.- ruda spojrzała wymownie na mój idealnie płaski brzuch, opięty białym topem.
-Tak się jakoś złożyło, że rzeczywiście sprawy potoczyły się bardzo szybko.- mruknęłam.
            Gaara wrócił do nas dosłownie po tym, kiedy powiedziałam to zdanie.
-Już się z kimś zakolegowałaś, jak widzę.- uśmiechnął się do mnie, a ja zauważyłam jak Miki i Kyoko wpatrują się z niego.
-Eee... Tak. To jest Miki, a to jej siostra Kyoko. Miki, Kyoko to jest właśnie mój mąż, Gaara.- Gaara uśmiechnął się do dziewczyn i machnął im ręką na powitanie.
-Miło mi. Jestem Gaara.
-Słyszałyśmy od Sary, że jest jeszcze licealistką.- bezczelnie powiedziała Kyoko, a ja miałam wrażenie, że moje policzki zaczęły się palić.
-Owszem. W marcu stanie się absolwentką i ma zamiar iść na studia.- Gaara jakby zupełnie nie przejął się przytykiem rudej zołzy.
-Ty również jesteś jeszcze w liceum?- tym razem pytanie zadała Miki.
-Nie. Jestem studentem prawa. Sara jest ode mnie rok młodsza.
-Studiujesz prawo?! Och, to świetny kierunek! Będziesz łapał przestępców!- miałam dziwne wrażenie, że Miki nie odróżnia słowa policjant od prawnik.
-Raczej pomagał skazywać ich na więzienie.- wymsknęło mi się. Zauważyłam blady uśmiech na ustach Gaary.
-Och, no tak, fakt.- blondynka spąsowiała na policzkach, a ja zaczęłam mieć dziwne wrażenie, że kawały o blondynkach nie biorą się z powietrza.
-Tak czy owak, Saro mam coś dla ciebie.- Gaara wyszczerzył się do mnie, a moje serce zabiło zdecydowanie szybciej.
-Dla mnie?- Gaara kiwnął głową i zza pleców wyjął skompletowany zestaw z maseczką na oczy i zatyczkami do uszu opakowanych w przezroczystą folię.- Zdrzemnij się chociaż chwilę. Na pewno dobrze ci to zrobi.
-Mówiłam ci już, że jesteś najcudowniejszym mężem na świecie?- zapytałam i dałam mu buziaka w policzek.
-Nie, ale chętnie bym to usłyszał.- droczył się.
-Jesteś najcudowniejszym mężem na świecie.- uśmiechnęłam się w ten jeden jedyny charakterystyczny sposób, w jaki uśmiechałam się tylko dla Gaary.
-Wiem o tym.- powiedział w ten swój niezwykle "skromny" sposób.
-Jak zwykle oaza skromności.- rzuciłam ironicznie, a Gaara znowu błysnął uśmiechem.

            Gaara obudził mnie dopiero, kiedy wylądowaliśmy na Mahe. Na pokładzie nie było zbyt wielu pasażerów, więc opróżnienie samolotu zajęło dosłownie kilka minut. Po odprawie celnej przewodnik zabrał nas do małego busa, który miał przetransportować odpowiednich turystów na małą łódź, która miała nas zabrać na wyspę Praslin, a stamtąd kolejny przewodnik miał nas zabrać do odpowiednich kwater.
            Kiedy wyszłam przed budynek lotniska uderzyło we mnie gorące tropikalne powietrze pachnące solą, oraz przesycone wilgocią.
-Tu jest trochę jak na Okinawie.- powiedziałam, kiedy zauważyłam w tle górskie szczyty pokryte zielonym lasem tropikalnym.
-To dopiero początek. Chodźmy. Przewodnik już na nas czeka.- Gaara wskazał mi ciemnoskórego mężczyznę z karteczką z napisem Praslin.

            Kiedy zajęliśmy miejsca w busie okazało się, że dwie głupie laski jadą razem z nami. Od razu się do nas przysiadły i zaczęły nawijać jak szalone o pięknie Seszeli, choć tak naprawdę nie widzieliśmy jeszcze za wiele. Dopiero, kiedy dotarliśmy do portu w Victorii rzeczywiście odebrało mi mowę.
            Przede mną rozciągał się Ocean Indyjski, a jego błękit dorównywał błękitowi nieba. W tle widziałam malutkie wysepki archipelagu.
-O mój Boże.- szepnęłam z zachwytem.
-Poczekaj aż dopłyniemy na Praslin. Tam będziesz to mówić co chwile.
-Byłeś już na Seszelach?- kiwnął twierdząco głową.
-Jako dziecko. Tata zabrał nas i wujka na tygodniowy pobyt. Podejrzewam, że Yashamaru w życiu nie wpadłby na pomysł wysłania nas tu, gdyby nie fakt, że wcześniej sam tu był.
-Myślałam, że sam będziesz równie mocno zachwycony widokami, co ja.- powiedziałam trochę rozczarowana.
-Zabrzmi to cholernie dennie, ale mam obok siebie najpiękniejszą dziewczynę na świecie. Nawet gdyby ktoś pokazał mi jakiekolwiek najpiękniejsze miejsce na świecie, ono nie może się równać z tobą.- poczułam rumieniec na policzkach i niesamowitą lekkość w sercu. Sięgnęłam po dłoń Gaary i ścisnęłam ją.
-Masz rację, to cholernie denne.- Gaara blado się do mnie uśmiechnął, ale odwzajemnił uścisk dłoni.
-Zrobiłem się beznadziejnie romantyczny przy twoim boku.- powiedział i objął mnie ramieniem. Przyciągnął mnie do siebie i pocałował w czoło.
-Nie przeszkadza mi to.- szepnęłam i wtuliłam się w jego klatkę piersiową.

            Gaara miał rację. Dopiero kiedy dopłynęliśmy na Praslin miałam wrażenie, że jeśli Raj mógł istnieć na ziemi, istniał właśnie w tym miejscu. Piasek był idealnie biały, drobny i kiedy tylko moje stopy go dotknęły, załaskotał. Woda była tak przezroczysta, że widziałam nawet drobne rybki pływające przy dnie. Słońce stało wysoko na niebie. Zapomniałam o cholernym zmęczeniu, o tym, że nie spałam od ponad dwudziestu jak nie trzydziestu kilku godzin.
-Mówiłem, że będziesz pod wrażeniem. Chodź. Tam czeka nasz przewodnik.- dopiero po chwili zauważyłam na plaży chłopaka, który trzymał kartkę z nazwiskiem Sabaku.

            Podeszliśmy do chłopaka, który przywitał nas po francusku. Zrobiłam wielkie oczy, ponieważ mój francuski ograniczał się jedynie do zwrotów grzecznościowych i umiejętności przedstawienia się. Z kolei mój mąż zaskoczył mnie, kiedy odpowiedział płynnym francuskim z delikatnym japońskim akcentem. Chłopak machnął ręką, a my poszliśmy za nim.
-Od kiedy umiesz francuski?
-Od dziecka. Pamiętasz jak mówiłem ci, że mój ojciec był wymagający? Masz tego świetny przykład. Nobu pokaże nam nasze miejsce zakwaterowania.

            Jechaliśmy jakieś dwadzieścia minut, kiedy chłopak w końcu się zatrzymał. Gaara dyskutował z nim przez niemal całą drogę. Nie rozumiałam praktycznie nic z ich rozmowy, jednak i tak nie byłam na niej zbyt skupiona. Podziwiałam biały piasek, od którego odbijało się słońce oraz jasną wodę. Widziałam malutkie grupki ludzi kąpiących się w oceanie, niektórzy szli wzdłuż drogi i co chwila robili zdjęcia.
            My z kolei zatrzymaliśmy się w dość odludnym miejscu, gdzie nie było żywej duszy.
-Wysiadka.- Gaara uśmiechnął się, a ja kiwnęłam głową.

            Okazało się, że nasza kwatera znajduje się na prywatnym kawałku plaży (sporym kawałku), a domek był ulokowany w cieniu drzew palmowych. Prowadziła do niego dróżka z ubitego ciemnego piasku. Kiedy chciałam wyjąć walizkę z bagażnika, nieźle się zdziwiłam widząc w nim mały składany rower.
-To dla nas?- zapytałam, a Gaara pokręcił głową.
-Nie. To dla przewodnika. Samochód jest dla nas gdybyśmy chcieli coś zwiedzić. Wujek wynajął go dla nas na cały pobyt tutaj.- Gaara podziękował przewodnikowi, a kiedy chłopak wyjął z bagażnika rower i złożył go jak trzeba pomachał nam i odjechał.
-Mówiłam ci już, że twoja rodzina odbiega od normalności, prawda?- zapytałam, a Gaara zaśmiał się i kiwnął głową.
-Nikt nie jest idealny. Chodźmy. Podejrzewam, że chcesz się zdrzemnąć więc wejdźmy do środka.- Gaara złapał moją walizkę i zaczął niezdarnie ciągnąć ją po piasku.

            Kiedy weszliśmy do środka od razu rzuciło mi się w oczy jasne umeblowanie. Wszystkie meble, które widziałam były białe, tak samo jak ściany. Podłoga z kolei miała mahoniowy kolor i była wykonana w całości z gładkich desek. Domek był dość duży: z trzema pokojami przedzielonymi zwykłymi zasłonami z frędzli. Jedynie łazienka miała normalne drzwi i była wyłożona marmurową podłogą oraz kafelkami na ścianach.
            Jednak największe wrażenie zrobiła na mnie sypialnia. Cała jedna ściana wykonana była ze szkła z widokiem na ocean. Pod drugą ścianą znajdowało się przestronne małżeńskie łóżko z baldachimem ustawione na podwyższeniu. Pościel miała śnieżnobiały kolor. Był to jedyny mebel w sypialni.
-Wow. Twój wujek przeszedł samego siebie!- powiedziałam i z hukiem rzuciłam torbę na podłogę. Rozpędziłam się i rzuciłam się na łózko. Zaczęłam się po nim turlać jak wariatka.
-Fakt. Postarał się jak nigdy.- Gaara usiadł na łóżku i kilka razy skoczył po nim.- Coś czuję, że sam materac jest wart więcej niż samo łóżko. Dostosowuje się do kształtu ciała.- klęknęłam na materacu i położyłam głowę na ramieniu Gaary.
-Jak zawsze zwracasz uwagę na bardzo praktyczne rzeczy mój mężu. Ale teraz chciałabym żebyś zapomniał o wszystkim co praktyczne, niepraktyczne czy jakiekolwiek inne. Pragnę ci przypomnieć, że nadal czeka na nas noc poślubna.- pocałowałam go w płatek uszny. Zadrżał.
-Jakby nie patrzeć jest środek dnia. Ciężko określić to nocą poślubną.- droczył się.
-Jak zawsze pan, panie Sabaku musi wtrącić swoje.- przewróciłam oczami, a Gaara szybkim ruchem przeciągnął mnie na swoje kolana. Nasze twarze znalazły się dosłownie centymetry od siebie.
-Za to pani, pani Sabaku, musi pani prostować wszystko to, co powiem. Zamiast po prostu puścić to mimo uszu.- powiedział, a jego twarz znalazła się jeszcze bliżej mojej.
-Tak uściślając nadal jestem Sarą Iregiro...- rzuciłam niby luźnym tonem. Gaara zaśmiał się i zaczął kręcić głową z niedowierzania.
-Właśnie o tym mówię. Szkoda tracić tak cenny czas na takie sprzeczki.- jego oczy dosłownie płonęły z pożądania.
-A na co lepiej go przeznaczyć?- zalotnie się uśmiechnęłam.
-Oj, ty moja upierdliwa żono. Wszystko chcesz wiedzieć na już.- powiedział, a potem pocałował mnie bardzo namiętnie i położył na materacu.
            Zmęczenie, ból mięśni wywołany długą podróżą i wszystko, co psuło mi humor podczas podróży nagle odeszło w niepamięć. Liczyło się tylko to, że znajdowałam się w ramionach mojego faceta, który rozgrzał mnie samymi pocałunkami w dosłownie kilka chwil.

            Po cudownym seksie leżałam nakryta prześcieradłem i czułam, jak Gaara kreśli szlaczki na skórze moich pleców.
-Jesteśmy teraz małżeństwem w pełnym tego słowa znaczeniu.- zażartowałam.
-To prawda. Bez skonsumowania małżeństwa można starać się o jego unieważnienie.- Gaara zsunął prześcieradło trochę poza kość ogonową. Przejechał palcem po mojej bliźnie.
            Jeszcze jakiś czas temu po prostu szybko starałabym się zakryć. Teraz ten fakt w ogóle mi nie przeszkadzał. Obróciłam się delikatnie na bok i podparłam głowę na łokciu. Spojrzałam na twarz Gaary, który również wyglądał na zadowolonego, ale równie zmęczonego co ja.
-Powinniśmy się trochę zdrzemnąć. Mamy za sobą wiele bezsennych godzin od czasu, kiedy staliśmy przed ołtarzem.- powiedziałam i odgarnęłam Gaarze pukiel włosów z czoła. On z kolei przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Powoli, ale dość stanowczo.
-To prawda. Nie wiem jak ty, ale ja padam z nóg.

            Obudziliśmy się dopiero późnym popołudniem, kiedy słońce stykało się z linią wody. Nadal czułam się bardzo wyczerpana, ale chciałam chociaż rozejrzeć się po okolicy, w której się znajdowaliśmy.
            Kiedy się ubraliśmy, wyszliśmy z domku. Piasek był ciepły od słońca i przyjemnie masował stopy. Fale rozbijały się o brzeg z przyjemnym szumem, a letni wiatr pieścił skórę. Odetchnęłam głęboko i przymknęłam powieki.
-O czym tak myślisz?- zapytał Gaara, a potem objął mnie ramionami.
-Teraz wszystko się zmieni, prawda?- zapytałam i otworzyłam oczy. Słońce było schowane do połowy za horyzont.
-Na pewno wiele rzeczy się zmieni, ale nie wszystko. To, że wzięliśmy ślub nie oznacza wcale, że nagle wszystko się zmieni. Pewne rzeczy już nigdy nie będą takie same, inne na pewno trochę się zmienią, ale inne nadal będą takie, jakie były. O wywróceniu życia do góry nogami powiemy dopiero wtedy, kiedy na świecie pojawią się dzieci.
-Mówimy tu o bardzo odległej przyszłości.- powiedziałam, a Gaara się zaśmiał.
-Czas i tak upłynie. Ja cieszę się z tego, że w twojej obecności. Jak mam być szczery jakoś nic się nie zmieniło. Oprócz tego, że wiem, że jesteś moją żoną, naprawdę nic się nie zmieniło. A dla ciebie?- zapytał, a ja musiałam chwilę zastanowić się nad odpowiedzią.
-Dla mnie też nic się nie zmieniło. Ziemia się nie zatrzęsła. Po prostu zmieniłam status z panny na zamężna. I wiem, że mam ciebie.
-Małżeństwo to jeden wielki kit.- zaśmialiśmy się na stwierdzenie Gaary.- Kocham cię Saro.
-Ja ciebie też kocham.- powiedziałam i odwróciłam się w jego stronę. Stanęłam na palcach, żeby łatwiej dosięgnąć do jego ust. Musnęłam jego wargi.- Co powiesz na kąpiel w oceanie?
-Ubrałaś na siebie strój? Myślałem, że dzisiaj chcesz się jedynie rozejrzeć po okolicy.
-Jesteśmy w Raju na ziemi, mamy prywatny skrawek tego Raju... Byłoby kiepsko gdybym nie próbowała cię tu uwieść.- wyszczerzyłam się do Gaary, a on zaczął się śmiać.

            Odsunęłam się od niego na kilka kroków i zrzuciłam z siebie koszulkę, pod którą nie miałam stanika, oraz szorty razem z majtkami.
-Teraz to ja trafiłem do mojego raju.- Gaara zaśmiał się, a potem sam zaczął się rozbierać.

            Kiedy weszłam do wody na moim ciele pojawiły się ciarki. Była przyjemnie ciepła i tak czysta, że mogłam śmiało podziwiać biały piasek na dnie. Wokół moich nóg pływały malutkie rybki, a oceaniczne dno wyglądało jak złoto w promieniach zachodzącego słońca. Głęboko odetchnęłam, rozłożyłam ręce i przechyliłam się tak, że zanurkowałam pod wodę.
            Poczułam się tak, jakby cały świat przestał istnieć. Czułam tylko ciepło wody, słyszałam bicie własnego serca w piersi. Kiedy otworzyłam oczy zapiekły mnie od słonej wody, ale zupełnie to zignorowałam. Zmłóciłam wodę dookoła siebie i zaczęłam płynąc głębiej.
            Wynurzyłam się i głęboko nabrałam powietrza w płuca. Nie odpłynęłam od brzegu za daleko, wystarczająco jednak, żeby woda sięgała mi nad biust. Gaara znajdował się dosłownie kawałek ode mnie.
-Dobrze pływasz.- powiedział, a ja się zaśmiałam.
-Będę musiała wysłać mojej nauczycielce list z podziękowaniem.- podpłynęłam do Gaary i założyłam mu ręce na szyję.
            Gaara przeszedł na głębszą wodę. Tam nie miałam już gruntu. Mocno trzymałam się jego ramion i napawałam bliskością jego ciała.
-Chcesz mnie utopić?- zapytałam zaczepnie.
-Absolutnie nie. Po prostu dzięki temu, że nie masz tu dna nie możesz mi tak łatwo uciec.- pocałował mnie, i jedną ręką objął na wysokości krzyża. Poczułam silny dreszcz, który przeszedł moje ciało. W moim podbrzuszu zaczęło pulsować przyjemne ciepło. Oplotłam biodra Gaary swoimi nogami i przylgnęłam do niego tak blisko, że pomiędzy nami nie było nawet wolnego kawałka miejsca.
-Nawet nie zamierzam. Nie teraz.- szepnęłam i pocałowałam go tak namiętnie, że świat wokół zawirował.

            Przez pierwsze dwa dni nie ruszaliśmy się z Gaarą z domku. Cały dzień spędzaliśmy opalając się na plaży, relaksując w oceanie, kochając się lub po prostu rozmawiając. Naprawdę nie czułam żadnej, ale to żadnej różnicy pomiędzy tym, kiedy byliśmy parą, a tym, kiedy staliśmy się małżeństwem. Jedynie droga platynowa obrączka na moim serdecznym palcu i wspomnienie ceremonii ślubnej przypominały mi o tym.
            Kiedy przygotowywaliśmy kolację, a ja kroiłam warzywa Gaara zaproponował abyśmy z samego rana pojechali do miasta oraz rezerwatu Valee de Mai, który wchodził w skład Parku Narodowego wyspy Praslin.
-To jedna z największych atrakcji tych wysp. Piękne miejsce.- powiedział i z zapałem zaczął kroić pierś z kurczaka.
-Co takiego ciekawego jest w tym Parku Narodowym?- zapytałam.
-Na przykład Lodoicja seszelska.- uniosłam brwi tak wysoko, że Gaara zaczął się śmiać.- Też nie wiedziałem co to jest, do czasu, aż nie przyjechałem tu po raz pierwszy. To bardzo rzadka palma, która rośnie tylko na dwóch wyspach Seszeli i nie występuje nigdzie indziej na świecie. Ich owoce wyglądają jak serce. I ważą chyba tyle co 1/3 ciebie.
-W takim razie musimy naładować aparaty. Nie popuszczę ci jeśli mnie tam nie zabierzesz!

            Następnego dnia z samego rana pojechaliśmy z Gaarą do miasta, zrobiliśmy zakupy tak na wycieczkę jak i do domu. Zadziwiające było, jak bardzo serdeczni byli mieszkańcy kiedy tylko widzieli kogoś nowego. Starsza kobieta w sklepie spożywczym wypytała Gaare płynnym francuskim o to, skąd jesteśmy i co robimy na Pralin, a kiedy tylko dowiedziała się, że jesteśmy w podróży poślubnej, życzyła nam dużo szczęścia i dała mi amulet z niebieskim oczkiem na rzemyku.
-To oko Fatimy. Chroni od złych spojrzeń.- powiedział, kiedy zawiązywał mi rzemyk na szyi.
-Myślałam, że to symbol ochrony popularny w krajach arabskich.- dotknęłam wisiorka, który wpasował się w zagłębienie moich piersi.
-Tu wymieszało się dużo kultur. Chodźmy, czas odwiedzić miejsce, o którym ci mówiłem.- powiedział i złapał mnie za rękę.

            Kiedy zajechaliśmy pod rezerwat zaparkowaliśmy auto na niewielkim parkingu i przeszliśmy do małej drewnianej budki, w której znajdował się przewodnik. Przywitał nas i zaproponował swoje usługi, jednak Gaara stanowczo odmówił. Powiedział, że chcemy iść sami. Mężczyzna dał nam tylko kilka małych broszur informacyjnych i życzył miłego zwiedzania.
-Dlaczego nie chciałeś pomocy tego przewodnika?- zapytałam, kiedy weszliśmy w las.
-Dlatego, że niektórzy z nich liczą sobie jak za zboże. Poza tym chcę spędzić z tobą czas sam na sam. Chodź.- powiedział i pociągnął mnie za rękę.

            Klimat w lesie nie należał do najprzyjemniejszych. Było wilgotno i gorąco. Jednak samo miejsce miało urok. Gaara pokazywał mi wysokie palmy oraz słynne owoce. Kilka z nich leżało na ziemi. Rzeczywiście były bardzo, bardzo duże.
-Mam nadzieję, że podczas spaceru żaden z tych orzechów kokosowych nie zleci nam na głowę inaczej bardzo szybko skończy się nasze wspólne życie.- zauważyłam z lekkim strachem.
-Spokojnie, te owoce robią niezły hałas, kiedy spadają. Chodźmy dalej. Chce ci pokazać jeszcze jedno miejsce.

            Kiedy szliśmy szlakiem, wśród niższych partii drzew coś zaszeleściło. Podskoczyłam i złapałam Gaare za ramię. Przystanęliśmy.
-Co się stało?- zapytał Gaara i spojrzał na mnie.
-Coś tu jest. Tam. W tamtym miejscu.- powiedziałam z lekki, strachem. Nie miałam bladego pojęcia jakie zwierzęta żyły w tym miejscu, ale w żaden sposób nie chciałam spotkać czegoś, co mogło zrobić nam krzywdę.
            Kiedy bez ruchu wpatrywaliśmy się w miejsce, gdzie ruszały się liście, nagle wyszedł z nich piękny czarny ptak. Jego szyja i łepek były nakrapiane jasnymi plamami, dziób był biały, a grzywa na czubku głowy przypominała grzywę podobną do tej u Nimfy.
-Och, jaki piękny ptak.- powiedziałam zachwycona i zaczęłam wpatrywać się w stworzenie jak zaczarowana.
-To czarna papuga. Jeden z najrzadziej występujących na świecie ptaków. Mamy szczęście! Kiedy byłem tu ostatnio żadnej nie widziałem.- Gaara wycelował aparat w ptaka i cyknął mu kilka zdjęć.
            Papuga wpatrywała się w nas bystrymi czarnymi oczami. Po chwili obruszyła piórka, odwróciła się i z powrotem schowała się w liściach.
-Początek wycieczki, a już taka niespodzianka. Dalej. Może zobaczymy coś jeszcze ciekawego.- pierwszy raz widziałam, żeby Gaara interesował się czymś równie mocno, co wycieczką po Parku Narodowym tej wyspy.

            Kiedy w oddali usłyszałam odgłos spadającej wody ucieszyłam się jak dziecko.
-To rzeczka!
-To coś lepszego niż... Ciii!!! Zobacz.- Gaara zatrzymał mnie i wskazał brodą ptaka stojącego na ścieżce. Ptak wyglądał jak miszmasz kolorów. Jego tułów miał kolor ciemnej zieleni, głowa była szara z masą kolorowych piór wokół szyi. Dopiero, kiedy lepiej się przyjrzałam, zauważyłam, że kolorowe pióra to coś w rodzaju dziwnego upierzenia. Dla mnie wyglądało ono tak, jakby ktoś zarzucił ptakowi frędzelki na szyję.- To gołąb owocowy.
-Czy ty znasz całą faunę i florę tej wyspy?- zapytałam nieźle zdziwiona.
-Nie. Mam to.- pokazał mi broszury, które dostaliśmy od przewodnika, a ja się uśmiechnęłam. Gaara znów zrobił kilka zdjęć.- Jesteś moim szczęśliwym talizmanem. To będą pierwsze zdjęcia w naszym wspólnym albumie!
-Myślałam, że będą to zdjęcia z naszego ślubu.- zaczęłam się droczyć.
-Tak. Te mają tam szczególne pierwszeństwo. Potem powinniśmy...
-Gaara!!!- na dźwięk tego głosu włoski na moim karku stanęły dęba,a biedny gołąb spłoszył się i czym prędzej odleciał w wysokie partie drzew.

            Za nami stały siostry, które poznaliśmy w samolocie, kiedy lecieliśmy na Seszele. Zaklęłam siarczyście z swoich myślach.
-Miki, Kyoko. Jak miło was widzieć.- powiedziałam, choć wcale tak nie uważałam.

            Widziałam jak dziewczyny pożerają wzrokiem mojego męża. To był wystarczający powód, żeby nie czuć do nich żadnej sympatii.
-Co za spotkanie! Myślałam, że więcej się nie zobaczymy, ale jednak mamy szczęście! Gaara-san, widzę, że odpoczynek dobrze na ciebie wpływa. Wyglądasz jeszcze lepiej niż w samolocie.- Miki zaczęła się nieznośnie wdzięczyć do Gaary.
-Dziękuję. Wy również wyglądacie bardzo dobrze. Zwiedzacie park?- zapytał Gaara, a ja miałam ochotę kopnąć go w kostkę.
-Tak! Jest polecany jako jedna z najważniejszych atrakcji turystycznych. Muszę przyznać, że nigdy nie widziałam nic równie pięknego.- Miki posłała mojemu mężowi najbardziej słodki do wyrzygania uśmiech jaki kiedykolwiek widziałam.
-Tu się nie zgodzę. Dla mnie najpiękniejsza rzeczą jaką kiedykolwiek moje oczy widziały jest moja żona.- szach mat głupie krowy!- Ale to prawda, to miejsce też jest piękne.
-Może mogłybyśmy wam potowarzyszyć? Im nas więcej, tym weselej, prawda?!- Miki uśmiechnęła się sztucznie, choć mogłabym przysiąc, że gdyby mogła, zabiłaby mnie na miejscu.

            Dziewczyny towarzyszyły nam przez całą podróż po parku. Nawet kiedy znaleźliśmy się przy malowniczym wodospadzie, wpychały się nam w każdy wspólny kadr i za bardzo starały się absorbować uwagę mojego męża.

            Kiedy w końcu wyszliśmy z parku, dziewczyny zaczęły nas zapraszać na wspólny obiad. Jako, że rzeczywiście byliśmy głodni, zgodziliśmy się. Poszliśmy do małej lokalnej restauracji, gdzie Gaara posługując się francuskim, zamówił dla nas obiad. Zauważyłam, że kiedy używał tego języka dziewczyny wydawały się jeszcze bardziej zachwycone jego osobą.
            Podczas posiłku rozmawialiśmy, wymieniając między sobą zwykłe uprzejmości. Kiedy Gaara poszedł do łazienki, dziewczyny odprowadziły go wzrokiem.
-Rany, twój mąż jest taki wspaniały! Szkoda, że ja nie spotkałam nikogo takiego jak on. Sama czym prędzej zaciągnęłabym go przed ołtarz.- powiedziała Kyoko.
-Moja siostra mówi prawdę. Ja również bym tak zrobiła.
-Problem w tym, że to on zaciągnął przed ołtarz mnie, a nie ja jego.- starałam się zachować spokój, więc po prostu sięgnęłam po swój sok ze świeżych pomarańczy.
-Cóż, to wasza podróż poślubna. Życzę wam z całych sił , żeby nie skończyła się rozwodem Narity.- Miki niby od niechcenia machnęła ręką.
-Rozwodem Narity?- zapytałam szczerze zdziwiona.
-Rozwód Narity to taki trochę głupi przesąd. Pochodzi od nazwy lotniska Narita. Jak wiesz Narita obsługuje najwięcej lotów międzynarodowych w Japonii. Wiele nowożeńców podróżuje z tego lotniska na swoje pierwsze wspólne wakacje.- zaczęła Kyoko.
-Tak! Jednak nagle w trakcie wakacji okazuje się, że pierwszy wspólny wyjazd to totalna porażka. Kiedy wracają na lotnisko Narity rozstają się zanim w ogóle rozpoczną wspólne życie.- dokończyła za nią Miki.
-Zaraz lotnisko, z którego lecieliśmy to...- poczułam, że wszystkie moje mięśnie robią się sztywne.- Narita!!!
-Dokładnie. Dlatego własnie z całych sił życzę wam, żeby jednak te wakacje nie okazały się ostatnimi w waszym wspólnym małżeńskim życiu.- błysk w oku Miki sprawił, że zaczęłam zastanawiać się, czy aby to nie ona chce stać się powodem naszego "Rozwodu Narity".

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8