Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 28

-Kochanie, obudź się.- ciepły głos Gaary połaskotał mnie po uchu.
-Jeszcze pięć minut. Nie spóźnię się do szkoły.- mruknęłam niezadowolona i skuliłam się w kłębek.
-Saro, wylądowaliśmy na lotnisku w Naha. Jesteśmy na Okinawie.- na słowa Gaary zerwałam się do pozycji pionowej bardzo szybko.
            Wyjrzałam za okno i zaczęłam rozglądać się z ciekawości.
-Już jesteśmy?!- byłam bardzo zaaferowana wyjazdem do rodzinny Gaary. Poza tym pierwszy raz w życiu byłam na Okinawie! Żałowałam, że Gaara nie obudził mnie wcześniej, żebym mogła pooglądać wyspę z góry, ale całe dwa tygodnie, które mieliśmy spędzić razem powinny nam to zrekompensować.
-Tak. Przed chwilą wylądowaliśmy. Chodź. Czeka nas jeszcze długa droga.- Gaara sięgnął po mój bagaż podręczny, a potem mi go podał. Później zaczął kierować się razem z innymi pasażerami w stronę wyjścia.

            Kiedy wyszliśmy z samolotu uderzyło we mnie gorące wilgotne powietrze. Niemal od razu poczułam, jak moja skóra się klei, a włosy zaczęły skręcać się w loki.
-O matko!- wydukałam, i zaczęłam wachlować się paszportem.
-To prawda. Lata tutaj są prawie nie do zniesienia. Na szczęście miejsce, do którego jedziemy nie jest aż tak gorące jak Naha. Chodź. Musimy zdążyć na pociąg.

            Kiedy jechaliśmy pociągiem podziwiałam piękne tereny Okinawy, które widziałam z okna. Zachwycałam się niemal wszystkim co widziałam.
-Dorastałeś tutaj?- zapytałam, a on przytaknął.
-W każde wakacje ojciec wysyłał nas na Okinawę. Jak sam powiedział życie tam nauczy nas ogłady. Temari i Kankuro lepiej zrozumieli te słowa, ja nauczyłem się ich zdecydowanie później. Co nie zmienia faktu, że mam stamtąd bardzo dobre wspomnienia.- blady uśmiech na jego ustach udowodnił mi, że mówił prawdę.
-Jak tam jest?- zapytałam.
-U mojej rodziny? Jest... Inaczej. Tradycyjnie, ale też nie restrykcyjnie. Kiedy dziadek zrezygnował z prowadzenia firmy wrócił w rodzinne strony. Babcia cieszyła się z tego, ale jednocześnie było to dla niej trochę męczące. Przez wiele lat uczyła się żyć bez dziadka. Jednak to typowa japońska kobieta. Dość posłuszna mężowi, która nigdy się nie skarżyła. Wszyscy moi wujkowie i ciocie, kuzynostwo... Wszyscy mieszkają właśnie tutaj. Tylko moja mama i wujek postanowili przenieść się do Tokio. Mama przez wzgląd na ojca, wuj, przez wzgląd na firmę.
-Jej. To chyba było dla nich ciężkie. Z dala od domu i rodziny.
-Nie aż tak. Mój wuj był tak związany z moją mamą, że wolał żyć z nią w Tokio, niż z resztą rodziny na Okinawie. Poza tym nie oszukujemy się, Tokio daje dużo większe perspektywy na rozwój niż mała wioska na Okinawie.
-Ale mimo to masz do niej sentyment.- powiedziałam i odgarnęłam mu kosmyk włosów z czoła.
-Oczywiście, że tak. I mam nadzieję, że ty również będziesz wspominać ten wyjazd z sentymentem.

            Kiedy po kilku bardzo długich godzinach wysiedliśmy na stacji w Arakawa zaczęłam rozglądać się z zaciekawieniem.
-To tu?- zapytałam i złapałam za rączkę od walizki.
-Chciałbym, ale nie. Chodź. Mój wujek powinien już na nas czekać.- Gaara wziął moją walizkę i zaczął ciągnąc ją wzdłuż drogi.

            Dosłownie na samym końcu miasta czekał na nas mały, baaardzo wiekowy samochód, przy którym kręcił się starszy mężczyzna z burzą jasnobrązowych włosów.
-Wujku Nishido!- Gaara krzyknął bardzo głośno, a mężczyzna odwrócił się w naszą stronę.
            Mężczyzna dopiero po chwili poznał Gaare, a wtedy na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech. Podszedł do nas i uściskał Gaare bardzo, bardzo mocno.
-Gaara-kun!!! Jak dawno cię nie widziałem! Pokaż no się! No! Wyrosłeś na prawdziwego mężczyznę! Panny z naszej wioski będą mdlały na twój widok.- Gaara zaśmiał się nerwowo, a ja zauważyłam, że zrobił się spięty.
-Daj spokój wujku. Dobrze wiesz, że nie po to tu przyjechałem. Poznaj proszę, to Sara Iregiro, moja narzeczona.- Gaara wypchnął mnie przed siebie, a ja nieśmiało się ukłoniłam.
-Dzień dobry. Mam na imię Sara.- wydukałam. Czułam się bardzo niezręcznie.
-To twoja narzeczona?! Bardzo mi miło! Nazywam się Nishido Karamorita, i jestem bratem dziadka Gaary. Prosiłbym żebyś mówiła na mnie wujku. Nienawidzę zwrotu Karamorita-san.- powiedział, a potem uścisnął mi rękę i zaczął nią bardzo energicznie potrząsać.
-Dobrze, proszę pana.- mruknęłam niepewnie, a Gaara zaśmiał się widząc to.
-Żadnego proszę pana! To jeszcze gorsze niż gdybyś mówiła Karamorita-san! Gaara, twoja narzeczona jest strasznie nieśmiała! Powinieneś ją trochę rozkręcić. Ale już, spokojnie. Będziecie u nas dwa tygodnie! To dość czasu, żeby się rozluźniła! Nie marnujmy czasu! Wszyscy z niecierpliwością na was czekają!!!- byłam w tak ciężkim szoku, że Gaara musiał ciągnąc mnie za rękę, żebym w ogóle wsiadła do samochodu.
            Przez całą drogę Nishido gadał i wypytywał Gaare, co słychać u reszty rodziny w Tokio. Gaara udzielił dość szczegółowej odpowiedzi, a Nishido wybuchnął śmiechem. Potem staruszek zaczął wypytywać Gaare o szkołę i tu też dostał dość wyczerpującą odpowiedź. Na samym końcu mężczyzna zwrócił się do mnie.
-A więc to ty usidliłaś naszego rodzinnego amanta! Gaara, muszę ci przyznać, znalazłeś piękną dziewczynę! Podejrzewam, że musisz mieć bardzo dobre serce. Dobrze ci z oczu patrzy. Szkoda tylko, że jesteś tak strasznie nieśmiała, ale to na pewno stres z powodu wizyty, co? Z resztą tak jak mówiłem, w ciągu dwóch tygodni na pewno się rozkręcisz! Ile masz, jeśli oczywiście wolno mi spytać?
-Za trzy tygodnie skończę dziewiętnaście.- powiedziałam spokojnie.
-Och, jaka młoda! Zupełnie jak twoja matka, Gaara. Ona też wyszła za Rase, kiedy miała ledwo dziewiętnaście lat. Była tak strasznie zakochana w twoim ojcu, i tak bardzo z nim szczęśliwa!
-Wujku, spokojnie. Ekscytujesz się naszym ślubem bardziej, niż my.- Gaara spojrzał na mnie z przepraszającym wyrazem twarzy, ale ja tylko uśmiechnęłam się do niego i pokiwałam głową na znak, że mi to nie przeszkadza.
-Jak wyglądały wasze zaręczyny? To na pewno było wydarzenie! Gaara, jaki pierścionek dałeś swojej wybrance? Pochwali się nim na rodzinnej kolacji! Wszyscy chcą ją poznać!- pobladłam na te słowa.
-Panie Nishigaki, rozczaruję pana, ale nasze zaręczyny nie były specjalnym wydarzeniem. Gaara poprosił mnie o rękę, kiedy byliśmy sami. Nie dostałam też pierścionka zaręczynowego. Nosimy srebrne obrączki jako symbol naszego związku i to w zupełności mi wystarczy. Nie zniosłabym, gdyby Gaara zrobił z tego jakieś wielkie wydarzenie. Wtedy na pewno bym się nie zgodziła.- Gaara zaśmiał się, ale jego wujek wcale nie wyglądał na szczęśliwego.
-Zaręczyny bez pierścionka! Gaara, naprawdę trafiła ci się wyjątkowa dziewczyna! Nie dość, że nieśmiała, to do tego skromna! Dzisiaj takich ze świecą szukać.- nakręcony wujek Gaary zaczął mnie coraz bardziej przerażać. Wolałam nie wiedzieć co mnie czeka, kiedy stanę oko w oko z całą rodziną.

            Po około godzinie dojechaliśmy do malutkiej wioski gdzieś w szczerym polu. Dom, pod którym się zatrzymaliśmy, był parterowy jednak bardzo rozległy i na myśl od razu nasunęła mi się myśl, że musi w nim mieszkać wielopokoleniowa rodzina. Gaara wysiadł z auta, a potem pomógł mi z torbami.
-Witaj w naszych skromnych progach, Sara-chan.- słysząc "chan" dodawane do mojego imienia za każdym razem przypomniałam sobie słowa Sakury, że ten dodatek w żaden sposób nie pasuje do mojego imienia. Chyba właśnie teraz miałam okazję rzeczywiście się o tym przekonać.
            Kiedy tylko weszliśmy do domu od razu zostaliśmy powitani konfetti i serpentynami. W dodatku na samym korytarzu znajdowało się tyle ludzi, że nie miałam pojęcia, jakim cudem wszyscy się w nim pomieścili.
-Witaj z powrotem, Gaara-kun!!!- Gaara lekko się uśmiechnął, a potem ukłonił wszystkim zebranym.
-Witajcie! Cieszę się, że znów mogę was zobaczyć!- powiedział, a potem podszedł do staruszków, stojących na samym przodzie zgromadzenia i pokłonił się im.
-Babciu, dziadku. Tak się cieszę, że was widzę.- powiedział. Pierwszy raz widziałam, żeby oddawał komuś aż taką cześć. Kiedy się wyprostował spojrzał w moją stronę.- Chciałbym wam przedstawić. To Sara, moja narzeczona.
            Poczułam na sobie spojrzenia wszystkich, co sprawiło, że wrosłam w ziemię. Gaara wziął mnie za rękę i postawił obok siebie.
-Witam.- wydukałam tylko i pokłoniłam się niemal wpół. Czułam, że pocą mi się dłonie, a serce biło jak głupie.- Mam na imię Sara. Jestem narzeczoną Gaary.
-Miło nam poznać, Saro. Ja jestem Hoshi Karamorita, a to moja żona Rei Karamorita. Jesteśmy rodzicami matki Gaary.- dziadek Gaary wyciągnął do mnie rękę, a ja głośno przełknęłam ślinę.
            Mężczyzna miał silny uścisk dłoni, który od razu dawał do zrozumienia, że to on tu rządzi. Z kolei babcia Gaary była delikatną kobietą, niewiele wyższą ode mnie, o delikatnych rysach i bystrym spojrzeniu.
-Witaj w naszym domu. Mamy nadzieję, że będziesz się u nas dobrze czuła i wyniesiesz stąd miłe wspomnienia.- uśmiechnęła się do mnie.
-Dziękuję.- wydukałam tylko. Czułam się tak niezręcznie, że cała pewność siebie jaką zwykle miałam, uciekła gdzie pieprz rośnie.
-Nie masz za co dziękować. Isshin, zaprowadź proszę Gaare i Sarę do ich sypialni. Przebierzcie się, a potem zapraszam was na obiad. Na pewno po tak długiej podróży jesteście głodni. Wtedy na pewno poznamy cię bliżej.

            Okazało się, że Gaara i ja mamy osobne sypialnie, co wcale nie napawało mnie optymizmem. Może i jego rodzina nie była specjalnie tradycyjna, ale na pewno sypianie przed ślubem, było tu niedopuszczalne.
            W pokoju miałam jedną małą szafę, komodę oraz materac. Cała podłoga z kolei była wyłożona tatami. Przy każdym roku zapadałam się w nich, a ciągnięcie walizki było niemal niemożliwe. Na dodatek drzwiami były tradycyjne shoji, a każdy krok na korytarzu słyszałam tak wyraźnie, jakby był robiony w moim pokoju. Westchnęłam i zaczęłam rozpakowywać walizkę.
            Jakieś pół godziny później przyszedł do mnie Gaara. Miał na sobie jedynie krótkie spodenki, a koszulkę przewieszoną przez ramię.
-I jak podoba ci się pokój?- zapytał. Usiadł na materacu, który był jedynym możliwym do tego miejscem.
-Jest... Uroczy.- mruknęłam i próbowałam zapleść sobie kłosa na jedną stronę.
-Przepraszam cię za to. Jednak moja rodzina pod wieloma względami nadal jest tradycyjna. Dla nich para sypiająca ze sobą przed ślubem to coś niedopuszczalnego.- uśmiechnęłam się gorzko.
-Podałeś im swój wcześniejszy przelicznik? Myślę, że wtedy od razu daliby nam pokój razem, żebyś tylko nie wrócił do starych zwyczajów.- Gaara zmarszczył brwi, a jego twarz przybrała surowy wyraz.
-Rozumiem, że mam wyjść. Dobrze. Do zobaczenia na obiedzie.- warknął, a ja westchnęłam.
-Nie! Przepraszam... Ja... Tak strasznie się denerwuję. Boję się, że twoja rodzina mnie nie zaakceptuje. Że narobię ci wstydu, a sam fakt tego, że nawet  po całym dniu nie będę mogła się do ciebie przytulić, porozmawiać... Wcale tego nie ułatwia.- czułam, że mój głos drży.
            Gaara westchnął i usiadł obok mnie. Mocno objął mnie ramionami i pocałował w czubek głowy.
-Zachowuj się tak, jak wtedy, kiedy się poznaliśmy, a zobaczysz, że rozkochasz w sobie wszystkich członków mojej rodziny. Z moim wujkiem już ci się udało.- zaśmialiśmy się, a ja zaczęłam szybko mrugać, żeby zatrzymać łzy. Gaara chwycił moją dłoń.- Saro, uspokój się. Moja rodzina na pewno cię pokocha. Tak samo, jak ja cię pokochałem. A podobno jestem bardziej uparty od moich rodziców, co wydawało się niemożliwe. Kocham cię i wiem, że dasz radę.
-Chciałabym mieć choć cząstkę tej wiary w siebie, którą ty masz we mnie. Wtedy na pewno nie denerwowałabym się tym tak bardzo.- powiedziałam i starałam się uspokoić wsłuchując w bicie serca Gaary.
            Mój facet pocałował mnie. Najpierw spokojnie, a potem coraz bardziej żarliwie. Czułam rosnące między nami napięcie. Gaara pociągnął mnie na materac i położył się na mnie.
-Gaara-kun!!! Gdzie jesteś?!- z głębi domu poniósł się krzyk jednego z jego krewnych. Gaara warknął zirytowany i odkleił się ode mnie.
-Za chwile okaże się, że Shikamaru to jakiś mój krewny. Ma takie samo wyczucie jak ciocia Rika...- mruknął, a potem wstał.
-Lepiej nie. Pamiętaj, że sypia z twoją siostrą.- Gaara zaczął się śmiać.

            Kiedy przyszedł czas obiadu, ciocia Gaary przyszła po mnie i zaprowadziła do salonu, gdzie wszyscy już siedzieli. Ich spojrzenia od razu skierowały się w moją stronę, a ja poczułam jak wszystkie mięśnie odmawiają mi posłuszeństwa. Dopiero, kiedy namierzyłam wzrok Gaary, który siedział na szczycie stołu zapomniałam o obecności innych. Przeszłam pewnym krokiem przez całą długość pokoju i zajęłam miejsce przy moim narzeczonym.
-Skoro już wszyscy jesteśmy w komplecie, zapraszam na posiłek.- dziadek Gaary ukłonił się nam wszystkim, co rozpoczęło ucztę.

            Kiedy wszyscy byliśmy już pełni w salonie nagle zrobiło się głośno. Wszyscy ze sobą rozmawiali i opowiadali sobie różne historie. Co rusz ktoś zajmował miejsce przy moim boku i wypytywał mnie o to ile mam lat, gdzie się uczę, co chcę robić w życiu. Sama nie wiedziałam, kiedy się rozluźniłam i poczułam w miarę swobodnie. Do czasu...
-Sara-chan, kim są twoi rodzice?- nabrałam powietrza w płuca i przestałam oddychać.
-Um... Moi rodzice...- zaczęłam.
-Sarą zajmują się jej wujkowie.- powiedział Gaara. Miałam nadzieję, że takie wytłumaczenie będzie wystarczające, jednak nie było.
-Dlaczego nie wychowują cię twoi rodzice?- zapytała babcia Gaary.
-Zostali pozbawieni praw rodzicielskich, kiedy skończyłam pięć lat. Wtedy zajął się mną brat mojej mamy i jego żona.
-Pozbawieni praw rodzicielskich?! Dobry Boże, dlaczego?!- jedna z ciotek Gaary przyłożyła dłonie do ust w niemal teatralnym geście przerażenia.
-Sara była obiektem przemocy domowej. Jej rodzice się nad nią znęcali.- powiedział Gaara, ponieważ widział, że ja nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa. Podejrzewałam, że teraz jego rodzina na pewno nie zaakceptuje kogoś takiego jak ja.
-Tak, to prawda. Właśnie dlatego moimi opiekunami są moi wujkowie.- wydukałam tylko. Czułam, że moje policzki płoną ze wstydu i zakłopotania.
-Biedna dziewczyna! Na szczęście jesteś cała! Twoi wujkowie znakomicie się spisali w twoim wychowaniu. Na pewno traktują cię jak córkę.- tym razem był to dziadek Gaary.
-Nigdy w życiu nie mogłabym prosić o więcej niż mam i dziękować za to, co kiedykolwiek dostałam. Wujkowie dali mi tyle ile mogli, a i tak uważam, że to za dużo. Pomimo dzieciństwa uważam, że nie mogłam mieć lepszego życia.- powiedziałam zgodnie ze swoimi uczuciami.
-Napijmy się! Za zdrowie przyszłych małżonków, aby w ich rodzinie gościło szczęście i miłość, aż do końca ich dni.- nawet nie wiedziałam, kiedy ktoś nalał mi kieliszek sake, a potem wszyscy wznieśli toast. Kiedy jakaś dziewczyna, zapewne kuzynka Gaary, zauważyła, że nie pije, złapała moją czarkę i wlała mi płyn do ust. Przy okazji zatkała mi je, zanim nie przełknęłam.
            Skrzywiłam się, kiedy alkohol zapiekł mnie w gardle. Kiedy ktoś chciał nalać mi drugi kieliszek, zaprotestowałam.
-Ja nie piję alkoholu! Dziękuję, ale nie chcę następnego kieliszka!- byłam tak bardzo oblegana przez towarzystwo, że najprawdopodobniej nikt nie usłyszał mojego sprzeciwu.

            Po szóstym kieliszku Sake zaczęło dwoić mi się w oczach. Słońce zaczęło chować się za horyzont, a mi kręcić w głowie. Nawet Gaara zauważył, że mam już dość
-Ise, nie lej już Sarze. Ona naprawdę nie pije alkoholu, a to co wypiła dzisiaj już w zupełności jej wystarczy.- Gaara odwrócił mój kieliszek, kiedy zauważył, że jedna z jego kuzynek chciała nalać mi kolejną kolejkę. Byłam mu za to bardzo wdzięczna.
-Daj spokój, Gaara! To dzień radości! Radujemy się ze zbliżającego się ślubu! Sara-chan powinna pić, aż nie padnie!- jeden z wujków Gaary zdecydowanym ruchem odwrócił mój kieliszek, a jego kuzynka nalała mi kolejkę.
-Gaara, zabierz mnie na zewnątrz, proszę.- wydukałam, kiedy obraz przed moimi oczami wirował jak szalony.
-Rany. Mówiłem wam, że to dla niej za dużo.- mruknął, a ja poczułam jak zakłada sobie moją rękę na ramię, a potem wsuwa swoje ręce pod moje kolana. Świat zawirował jeszcze bardziej.

            Gaara zabrał mnie do ogrodu, gdzie chłodne wieczorne powietrze orzeźwiło mnie na tyle, żeby wirowanie w głowie zdecydowanie nie było tak nieprzyjemne. Posadził mnie na drewnianej ławeczce.
-Podejrzewam, że będę to powtarzał jeszcze wiele razy, ale co ja z tobą mam.- gdyby nie karuzela w głowie, na pewno zaśmiałabym się na jego uwagę.
-Przepraszam, że zepsułam wam wieczór.- mruknęłam tylko.
-Nic nie zepsułaś. Za chwilę opierniczę moją rodzinę za to, że cię spili.
-Daj spokój. Nie ma powodu do kłótni.- zerwałam się gwałtownie do pozycji siedzącej, ale wtedy karuzela przed moimi oczami nasiliła się. Jęknęłam i chwyciłam się za głowę.
-Na pewno? Pierwszy raz widzę cię w takim stanie. To nawet dość ciekawe.- po głosie słyszałam, że jest bardzo rozbawiony.
-Mam rollercoaster przed oczami. Dla mnie to wcale nie jest zabawne.- modliłam się, żeby tylko nie zwymiotować. To byłby szczyt głupoty.- Jaka jestem głupia...
-Powinnaś być bardziej asertywna i wypić tylko ten jeden kieliszek, który ci nalali. Chociaż to i tak nic by nie dało. Oni dosłownie wmuszali w ciebie to sake.
-Dobrze, że chociaż to zauważyłeś...- warknęłam.
            Gaara pochylił się i pocałował mnie w usta. Od jego pocałunku zawroty głowy tylko się nasiliły. Chwyciłam go za przód koszulki i mocniej przyciągnęłam do siebie. Kiedy poczułam jak wsuwa mi język w usta jęknęłam i pociągnęłam go na siebie. Jego dłonie powędrowały pod moją bluzkę, gdzie zaczął drażnić skórę na brzuchu. Poczułam jego napierające przyrodzenie na udzie, co niesamowicie mnie nakręciło.
-Cholera, dlaczego mamy osobne sypialnie.- warknęłam. Nadal czułam się pijana, ale alkohol bardzo przesunął granice mojej moralności. Wcześniej odsunęłabym się od niego, kiedy tylko zaczął pogłębiać pocałunek.
-Zaufaj mi, seks po alkoholu wcale nie jest fajny. Wiem z własnego doświadczenia.- powiedział, a potem odsunął się ode mnie na bezpieczną odległość. Z kolei na wspomnienie o "doświadczeniu" mnie od razu opuściła ochota do zabawy.
-Zapomniałam, że jeżeli chodzi o seks, możesz się pochwalić większą listą tego, co robiłeś niż ja.- warknęłam i odrzuciłam włosy do tyłu. Otrzeźwiałam niemal z kilka sekund.
-Dzisiaj jest jakiś dzień robienia przytyków co do mojego dawnego zachowania? W swojej sypialni też do tego piłaś.- jego ton również nie wskazywał na to, że puścił to mimo uszu.
-Nie. Po prostu stwierdzam fakt, że pod tym względem mamy zdecydowanie mało podobieństw.
-O co ci teraz chodzi?! Mam przepraszać za to, co kiedyś robiłem? Nigdy wcześniej nie wyciągałaś mi takich rzeczy.- zerwał się na równe nogi. Na jego policzkach wykwitły rumieńce.
-Denerwuje mnie po prostu fakt, że na pewno tutaj też miałeś podboje. Dlaczego? Dlatego, że kiedy twój wujek o tym wspomniał, zdenerwowałeś się! Jak myślisz, poznam je? Będą próbowały zabić mnie tak samo, jak próbowała zabić mnie Ayo?- wiedziałam, że powinnam była się zamknąć, ale nie mogłam.
-Powinnaś iść już spać. Zdecydowanie za dużo wypiłaś.- powiedział, a potem znów wziął mnie na ręce i zaniósł do domu. Kiedy przechodziliśmy przez salon ostro się kłóciliśmy, co zwróciło uwagę jego rodziny.
            Gaara dosłownie rzucił mnie na łóżko i nakrył kołdrą. Kiedy zaczęłam się rzucać i gadać co mi ślina na język przyniesie, mocno przycisnął mi ramiona do materaca i po prostu zaczekał, aż najzwyczajniej w świecie zasnę.

            Rano obudziłam się z pulsującym bólem w skroniach i suchością w ustach. Kiedy usiadłam, lekko zakręciło mi się w głowie.
-Boże, co się stało?- zapytałam, a potem próbowałam przypomnieć sobie, co stało się wczorajszej nocy. Jedyną rzeczą, którą pamiętałam bardzo dobrze było to, że Gaara zabrał mnie na dwór, a tam zaczęliśmy się ostro kłócić o to, że był kiedyś bawidamkiem.- Cholera... Tylko nie to...
            Szybko odświeżyłam twarz tonikiem, rozpuściłam włosy i przeczesałam je palcami, narzuciłam na siebie coś, co nie było pogniecione, a potem wyszłam z pokoju.
            Gaary nie było w jego sypialni. Znalazłam go dopiero na werandzie, gdzie siedział bez koszulki, w dresowych spodniach i oglądał wschód słońca nad wzgórzami. Podeszłam do niego.
-Gaara...- szepnęłam, a on drgnął. Przetarł twarz dłońmi i nawet nie raczył mnie spojrzeniem.
-Wcześnie wstałaś.- powiedział. Jego głos drżał.
-Nie czuję się najlepiej. Potrzebowałam świeżego powietrza. Poza tym musiałam cię znaleźć.
-Żeby dokończyć swoją tyradę o tym, jaki to ze mnie skurwiel i w ilu laskach, cytuję, moczyłem kiedyś kutasa.
-Powiedziałam ci tak?- zapytałam w ciężkim szoku.
-Oj tak. Co więcej porównałaś mnie nawet do Martina i powiedziałaś, że nawet on nie szalał tak jak ja. Przy czym nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek mówił ci ile miałem partnerek. Zaczynam chyba żałować, że tego nie zrobiłem. Może wtedy nie zostałbym tak zaatakowany.
-Ja nigdy nie chciałam wiedzieć.
-A powinnaś! Może dzięki temu ugryzłabyś się wczoraj w język!- krzyknął na mnie i zerwał się na równe nogi.- Uwierz, że ja nie wytrzymam tu dwóch tygodni! Boję się, że po tym okresie czeka nas rozstanie.
-Gaara nie mów tak. Nie chcę się z tobą rozstawać.- jego usta wykrzywił okropny grymas.
-Owszem, chcesz. Wczoraj też to powiedziałaś, kiedy próbowałem uspokoić cię w łóżku. Powiedziałaś, że będzie lepiej jeśli się rozstaniemy, bo wtedy ja dalej będę mógł się cieszyć takim trybem życia jaki prowadziłem zanim cię poznałem.- nogi zrobiły mi się miękkie i dosłownie padłam na kolana.- Powiedz mi ile czasu skrywałaś w sobie ten żal do mojej osoby? Nie wierzę, że pojawił się w ciągu jednego wieczora.
-Chyba od czasu jak poszedłeś na studia i w twoim towarzystwie pojawiła się Marii. Nawet jeśli twierdziłam, że nie jestem zazdrosna i ci ufam, bałam się, że w pewnym momencie zwrócisz ku niej swoje względy.- wydukałam i opuściłam wzrok.
-Ja nigdy bym...- zaczął, ale kiedy w salonie pojawiła się jego zaspana ciocia zamilkł. Złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę ubitej drogi.

            Dopiero kiedy znaleźliśmy się spory kawałek od domu wznowił temat. Usiadł na kamieniu wytyczającym skręt.
-Po wczorajszym wylaniu na mnie pomyj wiem, że nie ważne ile razy zapewniałbym cię, że cię kocham. Nie ważne ile razy zapewniałbym cię, że cię nie zdradzę, że nie ma innych kobiet, ty i tak nie będziesz mi ufać tak, jak ja ufam tobie.- oparł łokcie na kolanach i ukrył twarz w dłoniach.- Czy ty mnie naprawdę kochasz, czy po prostu powtórzyłaś to po mnie, bo uważałaś, że tak wypada?
            Zmroziło mnie, kiedy to powiedział. Poczułam piekące łzy pod powiekami.
-Jak... Jak w ogóle mogłeś tak pomyśleć?- wydukałam.
-Jak?! Zadziwiające, że o to pytasz, ale twoja tyrada z wczorajszego wieczora była chyba wystarczającym powodem, nie uważasz?! Uwierz mi, że tak jak zawsze ci ufałem, tak teraz mam tak dużo wątpliwości, że chyba odwołanie ślubu nie będzie złym pomysłem. Przynajmniej uchronię cię przed wyborem złego faceta!- wrzasnął na mnie i zerwał się do pionu. Stanął nade mną z wściekłym wyrazem twarzy, a ja skuliłam się niczym szczeniak.
-Ja... Przepraszam Gaara. Kocham cię tak bardzo, że boję się tego, że jakaś inna dziewczyna po prostu mogłaby mi cię odebrać. I wtedy nie wiem, co bym ze sobą zrobiła.- wydukałam, a jego wzrok od razu złagodniał.- Już wiem, jak czujesz się za każdym razem, kiedy to ja mówię, że lepiej odwołać ślub. Jeśli zdecydujesz się wybaczyć mi, przysięgam, że nigdy więcej tego nie powiem. Nie zasłużyłeś na taki ból. Nie zasłużyłeś też na to, żeby cierpieć przez taką okropną osobę jak ja. W pełni zrozumiem, jeśli będziesz chciał mnie zostawić.
            Gaara przytulił mnie do siebie i ścisnął tak mocno, że aż zabrakło mi powietrza.
-Czasem jesteś prawdziwą idiotką... Powiedz mi, czy od czasu, kiedy jesteśmy razem dałem ci jakiekolwiek powody do wątpienia w moje uczucia? Nigdy tego nie zrobiłem. Więcej. Ja również boję się, że mnie zostawisz. Że któregoś dnia pojawi się ktoś, kto będzie lepszy ode mnie. Jednak wierzę w twoje uczucia. Teraz chciałbym, żebyś i ty uwierzyła w moje. Żebyś zaufała mi tak, jak ja ufam tobie.- płakałam wtulona w jego klatkę piersiową i nie byłam w stanie wydusić z siebie nawet słowa.
            Gaara tulił mnie do siebie tak długo, aż całkiem się nie uspokoiłam. Później wytarł łzy z moich policzków i pocałował mnie.
-Wyjazd zaczął się naprawdę cudownie, nie ma co. Nie jesteśmy tu nawet doby, a już zdążyliśmy pokłócić się jak za dwa tygodnie.- zaśmiałam się na jego słowa i przytaknęłam.
-Skoro mamy za sobą kłótnię, być może następne dni sprawią, że wcale nie będziemy tego robić?- zapytałam.
-Powiem ci tak, świadomość tego, że jesteś tak blisko, że będę cię oglądał w sukienkach, szortach i innych ciuchach, które mocno cię odkryją, a ja nie będę mógł wieczorem się z tobą kochać, sprawią, że po kilku dniach będę agresywny dla wszystkich ludzi wokół.- wybuchłam perlistym śmiechem.
-Cóż, zawsze chciałam spróbować seksu na łonie natury, być może mamy właśnie okazję żeby to zrobić?
-Lepiej nie. Różne jadowite stworzenia będą mogły chcieć się przyłączyć. Co prawda w Japonii nie ma ich zbyt wielu, ale wolę nie ryzykować. Do szpitala jest jednak dość daleko.
-Cóż, w takim razie zrobimy sobie maraton, kiedy tylko wrócimy do Tokio.

            Kiedy wróciliśmy do domu, wszyscy już siedzieli przy stole i w ciszy jedli śniadanie.
-Dzień dobry.- powiedzieliśmy w jednym momencie i pokłoniliśmy się lekko. Zajęliśmy miejsca przy stole i również zaczęliśmy jeść.

            Po śniadaniu babcia Gaary oraz reszta kobiet w domu zagoniła mnie do obowiązków. Nosiłam wodę ze studni do podlewania ogrodu, mycia podłóg, potem pomagałam przekopywać im grządki, pielić chwasty. Nigdy wcześniej nie nalatałam się tyle ze szmatą, a kiedy męska część towarzystwa przyszła po łowieniu ryb do domu, naniosła tyle błota, że musiałam wymieniać wodę aż trzy razy, zanim była czysta. Później obrałam tyle warzyw, że moje dłonie mieniły się wszystkimi kolorami tęczy. Nadźwigałam się też drewna na opał, żeby opalić piec.
            Po całym dniu byłam tak bardzo obolała, że nie byłam w stanie ruszyć się na kolację. Leżałam na macie i rozmasowywałam ramiona, przedramiona i dłonie. Całe ciało piekło mnie od wysiłku. Kiedy shoji rozchyliło się, jęknęłam.
-Błagam nie mówicie, że mam zmywać po kolacji.- powiedziałam i zasłoniłam oczy ręką.
-Trzymaj. Lepiej coś zjedz, bo po kolacji część wioski ma zamiar przyjść poznać moją narzeczoną.- głos Gaary sprawił, że spojrzałam w stronę drzwi. Trzymał małą tackę, na której stała miseczka z ryżem, kilka kawałków kurczaka w kokosie i sos. Podciągnęłam się do pozycji siedzącej i blado się uśmiechnęłam.
-Kobiety w twoim domu wiedzą, jak szybko utemperować tak narwany charakter jak mój. Mam wrażenie, że to kara za to, że wczoraj się pokłóciliśmy.
-Raczej test na bycie moją żoną. Babcia zawsze mówiła, że pusta miska jeść nie da i dziewczyna musi umieć zająć się domem, a nie ładnie wyglądać. Jako, że ty jesteś zdecydowanie w kategorii piękna, woli się upewnić, czy to nie twój jedyny atut.
-Wiedziałeś o tym, że tak będzie, prawda?!- krzyknęłam i zerwałam się na równe nogi. Gaara głośno się zaśmiał i kiwnął głową.- Dlaczego mi nie powiedziałeś?!
-Bo wtedy nie zdecydowałabyś się na przyjazd w moje rodzinne strony, a ja bardzo chciałem cię im przedstawić. Jak na pierwszy raz spisałaś się znakomicie. Nawet moja babcia przyznała, że ani razu nie stęknęłaś, że jest ci ciężko. Zastanawia się tylko jak poradzisz sobie przez następne dni.
-Następne dni?! Więc tak ma być przez następne dwa tygodnie?!- byłam naprawdę przerażona. Już po pierwszym dniu moje ciało odmawiało mi posłuszeństwa, a jeśli miało się to ciągnąć przez następne dwa tygodnie, mogłam równie dobrze strzelić sobie w łeb już teraz.
-Kochanie, nie poddawaj się tak łatwo. Zobaczysz, że siła twojej miłości do mnie na pewno pomoże ci przetrwać ten trudny czas.- Gaara zaczął zanosić się śmiechem.
-Siła mojej miłości?! Módl się lepiej, żeby ta moja siła miłości nie doprowadziła mnie, do zabicia cię w ciągu tych dwóch tygodni za to, że ominąłeś ten ważny szczegół przy planowaniu naszej wycieczki tutaj!!!- krzyknęłam i tupnęłam nogą. To jeszcze bardziej rozśmieszyło Gaare.
-Czy ty przypadkiem nie czułaś się obolała na całym ciele?
-Za chwilę ty będziesz obolały jeśli nie pomożesz mi się w tego wszystkiego wyplątać!!!


            Moje ataki złości tak rozśmieszały mojego narzeczonego, że nie był w stanie normalnie odpowiedzieć na moje groźby. Ja z kolei byłam tak przerażona myślą o spędzeniu na Okinawie następnych dwóch tygodni, że zaczęłam rozważać ucieczkę nawet wpław, byle jak najszybciej znaleźć się w Tokio.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8