Rozdział 33
Do końca maja pozdawaliśmy wszystkie egzaminy celująco.
Nawet Naruto zadziwił wszystkich nauczycieli i zdał z bardzo wysoką średnią. Z
kolei ja szykowałam się do ostatniego etapu konkursu historycznego. Miałam
również cichą nadzieję, że na zajęciach przygotowawczych uda mi się porozmawiać
z Sasuke, i zapytać co się stało, że rozstał się z Sakurą. Niestety nawet kiedy
już spotkaliśmy się w jednej sali, towarzyszył mu ktoś z nowego towarzystwa.
Musiałam
szybko udać się do firmy, a potem do szkoły na konsultacje u Kakashiego.
Wiązało się to z tym, że byłam ubrana jak na spotkanie biznesowe, na którym z
resztą chwilę temu byłam. Najgorsze było jednak to, że spóźniłam się.
-P... Przepraszam za spóźnienie, panie profesorze.-ledwo
wydukałam. Nogi bolały mnie od szpilek.
-Nic nie szkodzi. Jeszcze nie zaczęliśmy zajęć. Proszę,
usiądź.-kiwnęłam głową i zajęłam swoje miejsce. Klasa była prawie pusta. Z
całej szkoły tylko Sasuke i ja zakwalifikowaliśmy się do ostatniego etapu,
jednak Kakashi miał kilku uczniów, którzy musieli pozaliczać zaległe
sprawdziany.-Saro, usiądź z Sasuke.
-Lepiej tego nie rób.-Sasuke syknął na mnie. W moich
oczach zapaliła się wściekłość. Chyba nawet sam zainteresowany to zauważył,
ponieważ spotulniał. Zabrał swoje rzeczy z ławki, a potem zrobił mi miejsce.
Jednak nie odezwaliśmy się do siebie.
-No dobrze. Saro, Sasuke. Na moim biurku znajdują się
materiały do waszej nauki. Ostrzegam, że jeżeli chodzi o etap krajowy, nie będą
to tak banalne rzeczy jak ostatnio. Prosiłbym, żeby któreś z was wzięło te
notatki. Macie mały test sprawdzający.
-Ja to zrobię królewno, żebyś nie połamała sobie
paznokci.-Sasuke był irytujący jak jasna cholera! Podstawiłam mu nogę, kiedy
wychodził z ławki. Specjalnie, dla zasady.-Co robisz idiotko?!
-Co księciuniu, złamałeś sobie paznokieć?-syknęłam na
niego. Wstałam z ławki, i pewnym siebie krokiem przeszłam przez całą salę.
Wzięłam plik kartek i wróciłam do ławki. Sasuke siedział z ponurą miną.
-Dobrze, wychodzę na maksymalnie 5 minut. Wy... mam tu
swojego szpiega, który powie mi, czy któreś z was ściągało. Biada temu, kto to
zrobi. A wy Saro, Sasuke. Postarajcie się rozwiązać test.-Kakashi rzeczywiście
wyszedł z sali. Jednak ludzie piszący test nawet nie drgnęli.
-Co kujonko? Profesor Kakashi nadal ma swojego pupilka?
Szkoda, że Konou cię nie porwał na księżyc.-dopiero teraz dostrzegłam Karin. No
tak... mogłam pomylić jej głowę z mopem.
-Ooo. Cześć Karin! Jak widzę nawet przebywanie w
obecności Sasuke nie daje rezultatów?-Karin się wściekła. Widziałam to.
-Słuchaj no, to że jesteś dziewczyną Gaary, to nie
znaczy, że cię polubię. Wręcz przeciwnie! Nienawidzę cię jeszcze bardziej!
Gaara jest zupełnie inny od czasu, jak się z tobą spotyka!!!
-Och Karin! Jak tak możesz? Ranisz me delikatne serce? Za
co tak mnie nienawidzisz? To boli!!!-zrobiłam zbolałą minę i udało mi się nawet
wywołać łzy. Schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam szlochać.
-Um...-kiedy wyjrzałam zza palców Sasuke miał bardzo
zdziwioną minę. Jej, nawet jego udało mi się nabrać...
-Mam cię. A co do ciebie, Karin. Och, tak mi przykro, że
mnie nienawidzisz. Normalnie zapiszę to sobie dzisiaj w pamiętniku, że chyba
czas się do ciebie przymilać, jesteś w końcu taka wspaniała! Och! Ach! Patrzcie
państwo, oto Karin! Radzę ci ze mną nie zadzierać Ruda. Wiem, że twój kolor
włosów podobno cechuje wredotyzm. Gorzej, że mój nie jest w stanie w pełni
oddać tego, jaka potrafię być zdenerwowana.-podeszłam do niej, mówiąc to.
Wszyscy obecni w klasie przyglądali się nam z zainteresowaniem. Usiadłam na
ławce, w której siedziała Karin. Założyłam nogę na nogę.
-Nie zbliżaj się...-Karin jakby skurczyła się o całą
szyję.
-Aj! Karin, Karin. Twoim największym problemem jest to,
że nie wiesz, do kogo lepiej nie skakać... Widzisz, to, że jestem z Gaarą ci
przeszkadza. To, że Sakura była z Sasuke, a patrząc na nich wiem, że rozstanie
nastąpiło z jakiegoś nagłego powodu, również ci przeszkadzało... Cóż, mam dla
ciebie radę. Wiem, że jestem niepozorna, taka tam mała, drobna... Ale potrafię
podrapać, bardzo, bardzo mocno. I kiedy coś nie idzie po mojej myśli, bardzo
się denerwuję. Nie jest to za przyjemne dla kogoś, kto wchodzi mi wtedy w
drogę. A ty notorycznie to robisz. Tak więc byłoby lepiej żebyś zastanowiła się
nad sobą. Albo któregoś pięknego dnia skończysz źle. Chociaż wątpię, że twoja
twarz może wyglądać gorzej, niż teraz...-nasze twarze dzieliły dosłownie
centymetry. Karin głośno przełknęła ślinę. Wzięłam test, który pisała i
zaczęłam go czytać. Odłożyłam go bez słowa na ławkę.-Jeżeli według ciebie Neil
Armstrong był pierwszym człowiekiem, który zdobył biegun, to wolę nie wiedzieć
jak według ciebie będzie wyglądać przebieg wojny w Korei, lub wojny opiumowe w
Chinach. Mam wrażenie, że pojawią się tam nawet jednorożce.
-Saro, co robisz?-Kakashi wszedł do sali, kiedy akurat
wchodziłam po schodach.
-Przepraszam najmocniej panie profesorze. Muszę co jakiś
czas wstawać i chodzić. Niestety te buty nie są praktyczne.
-Prosiłbym żebyś tego nie robiła. Przeszkadzasz
piszącym.-kiwnęłam głową i wróciłam na swoje miejsce.
Kiedy
zajęcia dobiegły końca udałam się do swojej szafki, żeby wziąć kilka książek,
które były mi potrzebne. Zauważyłam Sasuke, który rozmawiał z kimś przy
wejściu. Przystanęłam. Widziałam tego kogoś po raz pierwszy w życiu. Przeszły
mnie ciarki.
-Orochimaru, mówiłem ci, że muszę brać udział w tym
konkursie. To ważne. Szczególnie, że wysoki wynik pomoże mi na uczelni.-Sasuke
nigdy wcześniej nie mówił tak zimnym i opanowanym tonem.
-Madara mówił ci coś na temat edukacji w tej szkole.
-Tak. Madara mówił, że jeżeli zostawię swoich
dotychczasowych przyjaciół, to mogę zaliczyć ostatni rok tutaj. A ty i Kabuto
powinniście przestać się wtrącać.-próbowałam podsłuchać więcej, jednak na moje
nieszczęście, kiedy chciałam się schować, wpadłam na wózek z mopami. Wylałam na
siebie tą śmierdzącą wodę. Zaczęłam kląć na głos.
-Do jasnej cholery, kto to tu zostawił?! Aaa! Jak to
cuchnie!!!-wydaje mi się, że nie zauważyli mnie wcześniej.
-Iregiro, co ty tu robisz?-Sasuke syknął z moją stronę.
-Uchiha. Nie widzisz? Wpadłam na wózek woźnego.
Potrzebujesz okularów?-odpyskowałam. Orochimaru uśmiechnął się w moją stronę. O
dziwo Sasuke podszedł do mnie i pomógł mi wstać. Ściągnęłam z siebie sweter,
który miałam jako okrycie wierzchnie. On ucierpiał najbardziej. Moja jasna
koszulka, którą miałam pod spodem na całe szczęście nie była aż tak
przemoczona.
-Śmierdzisz jak stęchły mop.-Sasuke się zaśmiał.
-Cóż za spostrzegawczość Sasuke.-zmrużyłam oczy.
-Ty jesteś Iregiro? Ta Iregiro?-głos tego faceta
przyprawiał mnie o dreszcze. Podszedł zdecydowanie za blisko.
-Tak. Ta Iregiro. Co bije paparazzi, ucieka przed nimi, ta,
której chłopak podobno zaplanował romantyczne porwanie, ta, która reklamuje
spodnie Levis'a... i wiele wiele innych. Tak do cholery! Ta!-krzyknęłam. Byłam
zmęczona tym, że ludzie tak reagują. Nie byłam Angeliną Jolie! Nie rozumiałam
dlaczego wzbudzam, aż takie zainteresowanie. Zaczęłam wyżymać sweter. Poczułam
palce na podbródku. Facet mocno przyciągnął mnie do siebie. Kiedy spojrzałam
się w jego oczy mój oddech na chwilę stanął. Byłam przerażona!
-Odważna jesteś. Ale nadal zapewne młoda i głupia. Nie wiesz,
że nie wolno pyskować starszym? Niegrzeczna dziewczynka.-facet oblizał usta w
tak obrzydliwy sposób, że miałam ochotę wiać, gdzie pieprz rośnie.
-Zostaw ją Orochimaru. Ta sprawa jej nie dotyczy.-Sasuke
szarpnął mną za ramię, dzięki temu uwolnił mnie od dotyku tego obleśnego typa.
-Dobrze, Sasuke. Jak sobie tego życzysz. Spotkamy się za
godzinę w komisariacie. Nie spóźnij się.-facet odwrócił się na pięcie i wyszedł
z budynku szkoły.
-Przyjemny koleś. Zapewne popijasz sobie z nim
popołudniowe herbatki, skoro już nie przyjaźnisz się z nami.
-Nie wtrącaj się w moje życie! Powiedziałem już, że nie
chcę was znać! Zamknąłem ten rozdział!!!-uderzyłam go z liścia w policzek. Nie
wytrzymałam tego.
-Nie chcesz nas znać?! Nagle zadajesz się z Karin i jej
bandą. Kim był ten koleś?! Wyglądał jakby urwał się z horroru!!! Orochimaru
tak? Jesteś jego pionkiem? Słyszałam waszą rozmowę. Nie zrobiłeś tego sam z
siebie. Madara ci kazał...-Sasuke przygwoździł mnie do szafki.
-Słuchaj no! Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy! Masz
swoje życie, ja mam swoje... I lepiej żeby...
-Nadal zależy ci na nas wszystkich, dupku wszech
czasów! Gdyby tak nie było, miałbyś w nosie groźby tego Madary, kimkolwiek on
tam jest! Jesteś żałosny Sasuke. Dalej pogrywaj z ludźmi w taki sposób. Nawet
nie zauważysz, kiedy w końcu ktoś, kto w tej chwili cię wykorzystuje,
przestanie cię potrzebować. A wtedy nie licz na to, że
wszyscy, których skrzywdziłeś, przyjmą cię z otwartymi
ramionami...-wysyczałam mu prosto w twarz. Mocno odepchnęłam go od siebie. Zaczęłam
iść do wyjścia. Pal licho książki. Pożyczę je od wujka z biblioteki.
Zajechałam
pod rezydencję. Nadal miałam przed oczami rozmowę Sasuke i Orochimaru.
-Sasuke... Tak mi cię szkoda.-zgasiłam silnik i wyszłam z
auta. Kiedy weszłam do środka poczułam ostry zapach kubańskich cygar. O dziwo,
mój wujek nigdy wcześniej nie palił tego typu rzeczy. Poszłam do salonu. Wujek
siedział na kanapie razem z tym całym Aristowem.-Wujku!
-Saro! A to ci niespodzianka! Nie było cię tu całe wieki!
Gawrił, pamiętasz zapewne moją bratanicę? Saro, poznajesz Gawriła, prawda? Parę
razy mijaliście się w firmie.
-Tak. Gawrił zawitał nawet do mojej szkoły po dokumenty
dotyczące umowy... Wujku, od kiedy palisz kubańskie cygara?
-Twój wujek dostał je w prezencie ode mnie. Tak, na dobry
początek znajomości.-Gawirł podniósł do ust szklankę z jakimś złotym płynem. No
tak... na stole stała butelka najlepszej szkockiej whiskey.
-Wujku, co na to Harumi? Gdzie ona jest?-zapytałam.
Podeszłam do okna, żeby wywietrzyć trochę to pomieszczenie. Od zapachu dymu, aż
kręciło mi się w głowie.
-Harumi musiała wylecieć na kilka dni do Osaki. Ma tam
jakąś sesję zdjęciową... A właśnie, Gawrił! Wiesz, że moja kochana bratanica
też rozpoczęła przygodę z modelingiem? Pozowała dla Levis'a. Nie pytaj, jak się
wtedy wkurzyłem.
-To po co się tym chwalisz? Jest 16, a ty już jesteś
pijany. Odstaw to!-krzyknęłam na wujka. Poczułam mocny chwyt na nadgarstku.
Dosłownie sekundę później siedziałam na kolanach Gawriła.
-Hikary, ta twoja bratanica to niezłe ziółko. Wiesz, że
nie wolno pyskować dorosłym, kocico?-to ostatnie słowo wymówił tak cicho, że
zapewne było skierowane tylko do mnie. Jego oczy błyszczały dziko, kiedy na
mnie spoglądał. Mój wujek tylko zaczął się śmiać.
-Aj Gawrił! Uwierz, że od dziecka nie potrafiłem jej
okiełznać. Zawsze była wygadana! I zostało tak do dzisiaj! Ale jestem dumny, że
wyrasta na tak piękną kobietę!-wujek serio za dużo wypił. Sam fakt tego, że ten
cały Gabriel, czy jak on tam miał, trzyma mnie na siłę na swoich kolanach, a
mój wujek śmieje się do rozpuku, był dziwny.
-Tak... Bardzo piękną kobietę.-Gabriel przysunął mnie
bliżej do siebie. Czułam jego ręce na moich udach. Mocno go odepchnęłam.
-Nie zbliżaj się do mnie!-krzyknęłam. Zerwałam się jak
oparzona i podeszłam do wujka.-Co z tobą?! Ten facet perfidnie obmacuje mnie na
twoich oczach, a ty się śmiejesz!
-Jakie tam obmacuje, Saro! Mi to wyglądało na dziecinną
grę.-Hikary uniósł szklankę z trunkiem do góry. Tak jakby próbował przybić
toast z tym zboczeńcem. Narastała we mnie wściekłość. Czułam, że się trzęsę. Na
całe szczęście zadzwonił mój telefon.
-Sara Iregiro.-powiedziałam. Mój głos był roztrzęsiony.
-Tu Gaara... Co się stało? Wydajesz się być czymś
przestraszona.
-To nic Gaara. Wszystko dobrze. Po co dzwonisz?-jego głos
działał jak balsam na skołatane nerwy. Niestety Gabriel odezwał się do mojego
wujka.
-Aa! Hikary! Czy wiedziałeś, że twoja bratanica zadaje
się z najzwyklejszym chłopakiem od siebie ze szkoły? To niedopuszczalne, żeby
dziewczyna z dobrego domu zadawała się z kimś takim, nie sądzisz?-wcięło mnie.
Mój wujek był chyba dość zmieszany. Wiem doskonale jakie miał zdanie o moim
związku z Gaarą.
-Jesteś z Gabrielem Aristowem? Prosiłem, żebyś unikała
kontaktu z nim!-Gaara się zdenerwował. Ciężko było mi nadążyć za tym, co kto mówił.
-To nie tak! Porozmawiamy jak wyjdę od wujka z
rezydencji. Nie denerwuj się, proszę.
-No dobrze... Postaram się nie rozwalić nic ważnego.
Spotkamy się u ciebie za jakąś godzinę, ok? Mam ochotę wypróbować nową pozycję
z tej całej Kamasutry, wydaje mi się, że damy radę.-uśmiechnęłam się do siebie.
No tak, mój kochany Zboczeniec wrócił.
-Nie ma problemu kochanie. Czekaj na mnie.-rozłączyłam
się. Hikary i Gabriel przyglądali mi się. Gabriel z błyskiem w oczach mierzył
mnie od góry do dołu, wujek z kolei myślał chyba co ma powiedzieć, a propos
poprzedniego pytania.
-No, Hikary? Sara powinna zadawać się z kimś ze swojej
klasy społecznej, nie sądzisz?-Gawrił wwiercał we mnie wzrok. Czułam się jak
jakaś zwierzyna na odstrzał.
-Cóż... Wydaje mi się, że moja bratanica sama wie, co dla
niej najlepsze. Gaara to dobry chłopak. Udowodnił, że zależy mu na Sarze, więc
nie uważam, że skoro nie jest z naszej warstwy społecznej, to nie powinien
zadawać się z Sarą. Ich zdrowie.-wujek uniósł szklankę i wypił to, co w niej zostało.
Byłam dumna z mojego wujka! Mina Gabriela dobitnie wyrażała ogromne
niezadowolenie.
-Dobrze wujku, zaraz przyjdę. Potrzebuję kilku książek z
twojej biblioteki!
Kiedy
wróciłam do salonu, panowie mieli pełne szklanki. Jak widać wujek dobrze się
bawił. Gorzej, że w nieodpowiednim towarzystwie. Podeszłam do wujka. Usiadłam
na podłokietniku fotela.
-Dziecko... Jak ty cuchniesz! Jak mop. Na dodatek
zatęchły.-poczerwieniałam po same czubki uszu.
-Miałam dzisiaj bliskie spotkanie z wózkiem woźnego.
Umyję się, kiedy wrócę do domu.-powiedziałam. Odsunęłam się od wujka.
-Co Gaara chciał?
-Nic. Od tak sobie zadzwonił. Umówiliśmy się na
dzisiaj.-torba z książkami zaczęła boleśnie wpijać mi się w ramię.
-Może zjesz z nami obiad? Darla przygotowała
sushi.-wiedziałam na jakie tory to schodzi. Szybko zaczęłam zbierać się do
wyjścia.
-Nie, dziękuję. Zjemy razem z Gaarą.-zaczęłam ubierać
buty na nogi.
-To niegrzeczne odmawiać wujkowi.-Gabriel i wujek stanęli
na korytarzu. Gabriel wyglądał jak ktoś, kto dopiero ma zamiar pić. Mój wujek z
kolei ledwo trzymał się na nogach.
-Darlo!!!-krzyknęłam. Darla zjawiła się w mig.
-Witam panienkę! Podać coś panience?
-Darlo, prosiłabym, abyś przygotowała dla mojego wujka
łóżko. Najlepiej jeśli postawisz mu przy nim miskę. Jak się obudzi, podaj mu
środki od bólu głowy. A pan, panie Gawrił, powinien już zbierać się do domu.
Umówi się pan kiedy indziej z moim wujkiem. Najlepiej, kiedy Harumi będzie w
Tokio.-powiedziałam. Darla złapała mojego wujka pod ramię. Był w złym stanie.
Alkohol źle na niego działał.
-Masz rację Saro. Rzeczywiście się zasiedziałem. Może
mógłbym potowarzyszyć ci w drodze?-jego oczy błyszczały dziko kiedy na mnie
patrzył.
-Przykro mi, ale śpieszę się. Darlo, zadzwoń również po
taksówkę dla pana Gawriła. Na nasz rachunek.-w pośpiechu zbierałam swoje
rzeczy.
-Saro, a ty czemu umówiłaś się u siebie w mieszkaniu z
Gaarą?-wujek bełkotał.
-Mam zamiar uprawiać dzisiaj dziki seks. Wystarczy?-wujek
stanął na nogi. Otrzeźwiał dosłownie w sekundę.
-Co?!-na jego policzki wstąpiły rumieńce.
-To co słyszałeś. Mam zamiar...
-Wiem! Słyszałem!!! Nie... Nie ma takiej opcji!!!-wujek
był słodki, kiedy się złościł.
-Jest. Darlo, zaprowadź wujka do pokoju. Ja jadę do
siebie. Miłego dnia.-ukłoniłam się i wyszłam z rezydencji.
Uspokoiłam
się dopiero, kiedy Gaara do mnie przyszedł. Przyniósł nam obiad, za co byłam mu
wdzięczna. Jedliśmy w ciszy. Nie pytał o Gabriela Aristow. Sama zaczęłam ten
temat.
-Byłam u wujka. Słyszałeś. Muszę trzymać się od Gabriela
jak najdalej, a jednocześnie na tyle blisko, żeby móc chronić wujka. Kiedy
znalazłam się w ich towarzystwie pili szkocką i palili kubańskie cygara. Boję
się, że ta znajomość źle wpłynie na wujka.-byłam bardzo zmartwiona.
-Wiesz, jakby nie patrzeć, to faceci. Myślę, że raczej
nie będą siedzieć przy popołudniowej herbatce z ciasteczkami, i mówić jaka to
pogoda jest dzisiaj wspaniała. My też w ten sposób przeprowadzamy rozmowy.
-Gaara wiem! Ale ten typ się do mnie dostawia! A mojemu
wujkowi to nie przeszkadza!-krzyknęłam.
-Jak to dostawia się do ciebie? Co zrobił?-Gaara zniżył
głos. Z jego tonu wywnioskowałam, że absolutnie nie podoba mu się to, co
usłyszał. Jego wzrok tylko to potwierdził.
-Posadził mnie sobie na kolanach i zaczął dotykać moje
nogi. Podejrzewam, że gdyby mój wujek był bardziej pijany, to pozwoliłby sobie
na więcej.
-I ty mu na to pozwoliłaś?-Gaara! Co z ciebie za osioł!
-Nie! Nie pozwoliłam. Szybko się wyrwałam. Z resztą...
Przestań!-zaczerwieniłam się ze złości.
-Do cholery! Jakiś koleś, co to myśli, że jest bóstwem,
dostawia się do mojej dziewczyny, a ty mi tu wyskakujesz, z nie złość się. Ja
jestem wściekły! "Złość" to za słabe słowo! Gdzie konkretnie cię
dotknął?
-W uda. Nigdzie więcej... Gaara zlituj się! Miałam
dzisiaj zwariowany dzień! Chociaż teraz chciałabym trochę odpocząć! Z tobą! Nie
z żadnym Gabrielem, Akihito, czy nie wiadomo kim! Tylko z tobą! Ty się liczysz!
Nie oni.-krzyknęłam. Byłam zmęczona faktem, że to do Gaary startuje tyle
dziewczyn, na dodatek niedawno dostał do ochrony nową dziewczynę. Była rok
młodsza. Na dodatek bardzo ładna. Córka jakiegoś potentata. Z tego co wiem,
zajmowali się wydobyciem szlachetnych kruszców.
-Ale denerwuje mnie fakt, że nagle wokół mojej dziewczyny
zrobiło się takie zamieszanie! To męczące!
-To już wiesz, jak ja się czuję, kiedy spotykam twoje
byłe kochanki! Pomyśl sobie, że przez głowę przelatuje mi myśl... On z nią
spał! To też nie jest miłe!
-Wałkowaliśmy ten temat setki razy! A ty nadal nie masz
zamiaru odpuścić! Dobrze! Tak! Przyznaje! Zaliczyłem zapewne połowę Tokio i co?
Jakoś to nie z żadną inną laską tu siedzę, tylko z tobą! Tamte panny liczyły
się do seksu. Takiego bez zobowiązań, to też ci mówiłem. I mówiłem ci, że
wkurza mnie fakt, że za tobą też lata spora grupa facetów!
-To nie moja wina! Nie mam na czole napisu, który głosi
wszem i wobec, że chcę być podrywana!-świetnie. Moje spokojne popołudnie
właśnie legło w gruzach...
-To daj do zrozumienia tym typom, że jesteś w związku, i
że ci z tym dobrze!
-A myślisz, że co ja robię?! No pewnie! W twoim mniemaniu
zapewne kiedy ktoś pyta, czy mam chłopaka, pewnie odpowiadam, że źle nam się
układa, więc niedługo będę sama?
-A mówisz tak?
-Oszalałeś do reszty głupku?! Gdyby było mi z tobą źle,
to dawno byłabym sama!-krzyknęłam. W sumie dzięki tej kłótni zeszło ze mnie
ciśnienie.
-A skąd mam wiedzieć, to ty komu mówisz! Co kilka tygodni
czytam w gazecie, że moja dziewczyna podobno znowu jest do wzięcia!
-Tak! Dlatego, że nie pokazujemy się publicznie! I dobrze
mi z tym! Pierwszy raz mój związek nie jest na świeczniku! Z resztą... Aaa! Chciałam
tylko spędzić z tobą leniwe popołudnie! Dlaczego zawsze, kiedy nasze rozmowy
schodzą na te tory, to wybucha wielka kłótnia?!-byłam poirytowana. I to dość
mocno.
-Bo jesteśmy o siebie zazdrośni. Wystarczy?-Gaara
świetnie to podsumował. Zamilkłam. Skoro już poruszyliśmy temat tego, co było
kiedyś, to chciałam się czegoś dowiedzieć.
-Powiedz mi, jak tamte dziewczyny cię pieściły.-Gaara
wypluł makaron na stół. Zaczął kaszleć.
-Co?!
-Chcę wiedzieć, co tamte dziewczyny robiły, żeby było ci
dobrze.-już od jakiegoś czasu się nad tym zastanawiałam. Z reguły to Gaara mnie
pieścił. Ja miałam o tym małe pojęcie.
-To chyba nie jest najlepszy temat dla ciebie do
obiadu...-zauważył.
-Już dawno straciłam apetyt. Gaara, chcę wiedzieć. Nie
wiem... Używały rąk, ust... No powiedz mi.-Gaara przyglądał mi się ze
zdziwieniem. Dopiero po chwili odchrząknął. Lekko poczerwieniał na twarzy.
-I rąk, i ust. Czasami jakiś zabawek... Rany, Saro! Co
cię naszło?! Nigdy wcześniej nie pytałaś o takie rzeczy!
-Gaara...
-Słucham? Co tym razem?-chciałam poczuć jak nasze ciała
stają się jednością. Potrzebowałam tego. Zapewne przez tą wcześniejszą kłótnię.
Moje ciało wręcz krzyczało, że mam się kochać.
-Kochaj się ze mną. Tu i teraz.
-Co do licha...-Gaara nawet nie był w stanie za długo się
nad tym zastanawiać, ponieważ usiadłam mu na kolanach i namiętnie pocałowałam.
Jego ręce powędrowały na moje biodra. Mocno mnie do siebie przycisnął. Zaczął w
pośpiechu zrzucać ze mnie ubrania.
Moje
ciało całe się spięło. Poczułam niesamowicie dużą rozkosz, która szybko rozlała
się po moim ciele. Głośno krzyknęłam. Pierwszy raz w życiu czułam coś takiego.
Zupełnie tak, jakby świat na chwile przestał istnieć. Zmęczona opadłam na
klatkę piersiową mojego chłopaka. Cała się trzęsłam. Tak chyba musi się czuć ktoś
na głodzie. Gaara namiętnie mnie pocałował. Głośno i szybko oddychał. Byliśmy
zgrzani, jak po jakimś biegu. O tak, zdecydowanie najbardziej podobał mi się,
kiedy wyglądał właśnie tak. Ciasno się objęliśmy.
-Powiem ci, że Kamasutra jednak wypadła przy tym
blado.-zaśmiałam się. Dopiero teraz dotarło do mnie, że nadal znajdujemy się w
salonie, na dodatek na krześle, a wcześniej zaliczyliśmy chyba każdy możliwy
blat. Mój mózg jednak nie przetwarza informacji, kiedy znajduję się w stanie
seksualnego amoku.
-To dobrze. Tak miało być.-zeszłam z Gaary i skierowałam
się do łazienki po szlafrok. Rzuciłam jedne Gaarze. Szybko go na siebie ubrał.
Posprzątałam
salon. Nikt by nie pomyślał, że dosłownie 10 minut temu działo się tu coś
takiego.
-Powiedz mi, dlaczego zapytałaś o to, co robiły moje
poprzednie partnerki?
-Chcę wiedzieć. I tyle.-rzuciłam krótko, kiedy sięgałam
po kubki, żeby zaparzyć nam herbatę.
-Coś kombinujesz...
-Tak Gaara! Kombinuję! Chcę wiedzieć dlatego, że ja...
też chcę nauczyć się pieszczot. Dobrze wiesz, że jesteś moim pierwszym
partnerem. Nie mam doświadczenia w tym temacie. A chcę żeby mojemu chłopakowi
też było dobrze...-znowu zaczęłam się czerwienić. A myślałam, że wstydzenie
się, jakoś mi przeszło.
-Ale... Jej. Serio szybko się uczysz... Saro, nie
narzekam tak. Na wszystko przyjdzie pora. Siedzisz w tym krócej niż ja.
-Dzięki za przypomnienie...-była to dość kąśliwa uwaga.
Gaara podszedł do mnie i mocno mnie do siebie przytulił.
-Gdyby w tym momencie zależało mi tylko na mojej
przyjemności, nie pakowałbym się w związek, tylko umawiał z dziewczynami takimi
jak Shina. Więc daj już sobie spokój. Wszystko w swoim czasie. Chodź. Weźmiemy
razem prysznic. Wątpię, że to my, ale coś mi tu zajeżdża stęchłym
mopem.-zaczerwieniłam się. To pewnie moje ubrania, które leżą w łazience.
Jednak ta uwaga szybko przypomniała mi o Sasuke... Nie, nie mogę póki co z
nikim o tym rozmawiać. Najpierw sama muszę dowiedzieć się więcej o Madarze i
Orochimaru.
-Tak, masz rację. Chodźmy pod prysznic.
Komentarze
Prześlij komentarz