Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 14

Zbliżała się połowa listopada, a co za tym szło, wariactwo ze zbliżającym się wielkimi krokami konkursem. Razem z Itachim przenieśliśmy próby do domu Rio. Sasuke zajmował garaż od razu po szkole i siedział w nim razem ze swoim zespołem do późnego wieczora. Zabierał nam tym samym możliwość do ćwiczeń. Gaara również przygotowywał się do konkursu karate. Codziennie ćwiczył, był poobijany i tak zmęczony, że kiedy tylko kładliśmy się razem do łóżka on niemal natychmiast zasypiał, a ja wymykałam się do swojego domu około godziny dwudziestej.
            Przez dwa i pół miesiąca związek z Gaarą rozwinął się. Moi wujkowie znali go i lubili, tak więc miałam ich pełną aprobatę jeśli chodziło o związek. Wujek Gaary z kolei lubił mnie, ale jego dziewczyna nie przepadała za mną i dawała mi to odczuć niemal za każdym razem. W końcu spotkania zaczęły być tak niezręczne, że do spotkań dochodziło poza domem- oczywiście jeśli chodziło o wujka i jego dziewczynę. My z Gaarą spotykaliśmy się u niego w domu.

            Drąc się do mikrofonu starałam się nie myśleć o tym, że już za miesiąc wystąpię przed publicznością. Nie miałam okazji robić tego od lutego, a wystąpienie na zakończeniu roku szkolnego było czymś nieporównywalnym do tego.

            Idąc z Gaarą przez centrum handlowe trzymaliśmy się za ręce i głośno dyskutowaliśmy.
-Mam nadzieję, że po tych wszystkich konkursach w końcu nasz związek wróci do normy.- pierwszy raz od dwóch tygodni mieliśmy kilka godzin dla siebie żeby gdzieś wyjść i to tylko dlatego, że trener Gaary miał ważne spotkanie gdzieś w Kioto.
-Ja też mam taką nadzieję.- powiedziałam, a potem mocno ścisnęłam jego dłoń.Odwzajemnił mój gest.
-Czuje się jak jakiś dziadek.- mruknął i złapał się za lewy bok.

            Kiedy przyszłam do niego po szkole zdębiałam widząc go. Był obity tak dotkliwie, że miał rozwaloną wargę, zaczerwienione i podbite oko, a kiedy pokazał mi żebra zauważyłam kilka siniaków. Największy był zlokalizowany na lewym boku.
-Cóż, nigdy nikt nie obiecywał, że sztuki walki będą dziedziną przyjemną. Mam tylko nadzieję, że nikt nie uszkodzi ci rodowych klejnotów. Będą ci potrzebne przez kilkadziesiąt następnych lat.- Gaara parsknął śmiechem, a potem się skrzywił.
-Właśnie. Zauważyłem, że jeśli chodzi o twojej atuty bardzo spuchły. Ktoś oprócz mnie je ugniata?- zapytał, a tym razem to ja się zaśmiałam.
-Spuchły od hormonów. To normalne.- wzruszyłam ramionami i poprawiłam torbę na ramieniu.
-Zaczęłaś brać tabletki?
-Tak. Dwa tygodnie temu. To na pewno od tego.
-Proszę, proszę. Nic nie mówiłaś, że byłaś u lekarza.- wyszczerzył się do mnie, a ja przewróciłam oczami.
-To chyba logiczne, że skoro mam chłopaka, który jest bogiem seksu lepiej będzie brać tabletki, prawda? Zdecydowanie mniejszy stres i dzięki temu możemy omijać te wszystkie wyciągania folii z szafki przy twoim łóżku.
-Wiec mówisz, że teraz możemy się kochać wszędzie tam gdzie chcemy, tak?- mrugnął do mnie, a ja kiwnęłam głową.
-Między innymi na tym polega ich zadanie. Wydaje mi się, że właśnie po to zostały stworzone.
-Bardzo podoba mi się taka odpowiedź.- pocałował mnie, a potem mocno do siebie przytulił. Odsunął się niemal równie szybko, co spowodowało mój śmiech.
-Mam wrażenie, że najpierw powinieneś dojść do siebie.
-Masz rację. Za tydzień zawody. Muszę dać z siebie wszystko. Później będziemy odrabiać stracony czas, który poświęciliśmy na coś innego niż siebie.- założyłam Gaarze ręce na szyje i splotłam na jego karku.
-Lubię, kiedy tak mówisz. Myślę jednak, że umilanie czasu możemy zacząć już teraz.- pocałowałam go i zaczęłam kierować w stronę łóżka.

            Kiedy po wszystkim leżeliśmy na łóżku mój chłopak delikatnie kreślił linie na moich plecach. Znalazł blade blizny, po których zaczął przejeżdżać kciukiem- pamiątkę po moich rodzicach ćpunach.
            Zgrubiała skóra pod jego dotykiem dziwnie zapiekła.
-To za to, że płakałam, kiedy byłam głodna.- powiedziałam, kiedy przejechał po bliźnie pod łopatką.- Ojciec zlał mnie wtedy kablem.
-A ta?- jego palec powędrował po bliźnie na dole pleców.
-To zrobiła mi mama, kiedy była na głodzie. Dostałam wtedy kijem kilka razy w to samo miejsce. Pękła mi skóra, a rana nie chciała się goić.- palce Gaary powędrowały jeszcze niżej. W miejsce, gdzie miałam największą bliznę. Delikatnie zsunął cienki materiał kołdry tak, że lekko odkrył mi pośladki.- Tata. Uderzył mnie sprzączką od paska. Siła była tak duża, że przeorał mi plecy na głębokość kilku milimetrów.
            Nagle poczułam się niezręcznie. Usiadłam na łóżku i zarzuciłam włosy na plecy. Nie chciałam, żeby Gaara dostrzegł jeszcze kilka małych blizn, które zostały mi jako pamiątka po patologicznym dzieciństwie. Sięgnęłam po koszulkę mojego faceta i już chciałam narzucić ją sobie na ramiona, kiedy poczułam mocny chwyt wokół pasa, a potem moje plecy zderzyły się z twardymi mięśniami klatki piersiowej Gaary.
            Odgarnął mi włosy z karku i złożył na nim delikatny pocałunek.
-Nie wstydź się mnie. Nie powinienem był pytać, przepraszam.- zaczął kreślić kciukiem kółka na moim brzuchu. Poczułam jak pieką mnie oczy.
-To nie o to chodzi. Po prostu te blizny są... szpecące. Nie chcę żebyś je oglądał.- mruknęłam i nałożyłam swoje dłonie na jego.
-Nie mów tak. Jesteś piękna. Najpiękniejsza na świecie i w żaden sposób nie postrzegam twoich blizn jako czegoś szpecącego. To po prostu część ciebie. A ja uwielbiam w tobie wszystko.
-Nie wiem, co dobrego kiedyś zrobiłam, ale czasem mam wrażenie, że nie zasłużyłam na ciebie.- odwróciłam się w jego stronę i pocałowałam bardzo namiętnie. Gaara położył mi ręce na plecach i zaczął masować kolistymi ruchami. Mruknęłam zadowolona w jego usta.
-Chodźmy zrobić kolację. Jestem trochę głodny.- kiwnęłam głową i narzuciłam na siebie koszulkę Gaary.

            W kuchni puściliśmy radio i śpiewaliśmy oraz wygłupialiśmy się. Akurat leciał stary przebój Jennifer Lopez Love don't cost a thing. Zaczęłam wymachiwać biodrami i powoli obracać się wokół własnej osi śpiewając. Gaara przyglądał mi się z szerokim uśmiechem na ustach. Mocnym ruchem przyciągnął mnie do siebie, a potem posadził na blacie i stanął pomiędzy moimi udami. Spadł na mnie grad pocałunków.
-To planowałeś na kolację? Seks na blacie w kuchni?- odsunęłam się od niego na małą odległość i spojrzałam w oczy.
-O tym nie pomyślałem, ale podoba mi się to.- Gaara sięgnął po kawałek melona leżącego na desce do krojenia. Wsunął sobie kawałek do ust, a drugi koniec podał mi. Zaczęliśmy gryźć w tym samym czasie, a kiedy nasze usta się spotkały poczułam słodki smak owocu i mojego mężczyzny. Jęknęłam od tej mieszanki. Sok ściekał mi po brodzie brudząc jasną koszulkę. Gaarze z kolei ściekał na skórę torsu. Zjechałam pocałunkami po słodkiej ścieżce zatrzymując się na pionowej kresce dzielącej mięśnie brzucha w miejscu mostka.
            Powoli zaczęłam przesuwać usta jeszcze niżej, a lekkie drżenie ciała Gaary zachęcało mnie do tego coraz bardziej.
            Ostry dźwięk dzwonka sprawił, że podskoczyłam i niemal natychmiast stanęłam do pionu.
-Kogo niesie...- mój chłopak ubrany jedynie w spodnie od dresu poszedł otworzyć, a ja zaczęłam kończyć naszą kolację. Przyjrzałam się warzywom leżącym na stole, a potem sporej ilości ryżu z obiadu.
            Nie zastanawiając się nad tym za bardzo poszłam na korytarz.
-Kochanie, co powiesz na sushi? Musiałbyś tylko dać mi nori, chyba że...- urwałam w połowie zdania widząc gościa mojego chłopaka.
            W progu stała Ayo odwalona od góry do dołu w krótką mini sukienkę i niebotycznie wysokie szpilki. Miała idealnie wykończony makijaż, włosy rozpuszczone i skręcone w lekkie fale. Wyglądała jak modelka z okładki.
-Ty?!- jej krzyk poniósł się echem w głąb domu. Przeszły mnie ciarki, ale pokazałam po sobie jak bardzo zirytowała mnie jej obecność.
-We własnej osobie.- odpowiedziałam i nie ruszając się z miejsca wpatrywałam w szatynkę.
            Ayo uśmiechnęła się do siebie kwaśno.
-Myślałam, że od czasu, kiedy widziałam was razem w centrum handlowym, Gaara zdąży zainteresować się kimś innym. Jak widać myliłam się.
-Po co przyszłaś?- Gaara podszedł do mnie i objął mnie ramieniem. Wyczułam w tym geście dużą desperację, jakby próbę obronienia mnie za wszelką cenę.
-Po to, co zawsze. Odzyskać cię.- jej szczerość była rozbrajająca.
-Boże, jaka ty jesteś męcząca. Ayo, powiem to ostatni, przysięgam ostatni, raz. Nic do ciebie nie czuję i nic od ciebie nie chcę. Jak widzisz jestem w szczęśliwym związku. Nasz to już przeszłość. Nie czułem do ciebie nic oprócz sympatii i chcę żeby w końcu to do ciebie dotarło. Nie kochałem cię i nie pokocham. Daj mi wreszcie spokój.
-Dlaczego tak ostro stawiasz sprawę. Żadne z nas nie wie, co będzie za kilka lat. Wtedy może ci się odwidzieć.- zaczęłam czuć się bardzo niezręcznie. Czułam silny ścisk Gaary na ramieniu, ale tak naprawdę byłam niewidzialna dla tej dwójki.
-Gaara, zostawię was samych. To sprawa pomiędzy wami.- mruknęłam wyswobadzając się z jego uścisku.
-O nie mała dziwko! To sprawa naszej trójki. Ty w tym momencie stoisz pomiędzy mną, a facetem, którego kocham. Tak więc z łaski swojej usuń swoje dupsko z drogi i utoruj ją dla mnie.
-Wydepcz sobie nową ścieżkę najlepiej w zupełnie przeciwnym kierunku.- warknęłam na nią.- Przy okazji dziwką to ty możesz być tutaj. Idziesz do burdelu obsługiwać klientów?
-Ty mała...- zaczęła, ale Gaara szybko ją uciszył.
-Kochanie, zostaw nas na chwilę samych, dobrze? Najwidoczniej na Ayo zadziała tylko kubeł bardzo zimnej wody.

            Kiedy wróciłam do kuchni serce biło mi bardzo niespokojnie. Ayo wiedziała o nas już od jakiegoś czasu, jednak nadal nikt nie mówił o tym w szkole. Najprawdopodobniej dziewczyna nie chciała, aby mówiło się o tym, jako jej porażce.
            Wróciłam do krojenia warzyw, a potem poszukałam zasuszonych wodorostów w szafkach. Kiedy takowych nie znalazłam wrzuciłam warzywa na patelnię.
            Gaara czerwony na twarzy wleciał do kuchni i szybkim krokiem podszedł do mnie. Boleśnie chwycił mnie za rękę i przygniótł biodrami do blatu. Zaczął całować mnie bardzo gwałtownie, sprawiając ból. Położyłam ręce na jego klatce i próbowałam odepchnąć od siebie na małą odległość jednak wtedy użył większej siły.
-Gaara... Stop.- powiedziałam bardzo cicho. Mój głos był zachrypnięty. On z kolei zupełnie zignorował moje słowa. przywarł wargami do mojej szyi i składał na niej mocne pocałunki.- Gaara, przestań! Nie chcę tego!!!
            Odepchnęłam go dość mocno. Jego oczy miały dziki, niekontrolowany wyraz.
-Dlaczego się tak zachowujesz?! Przestań traktować mnie jak jakąś swoją seksualną niewolnicę! Sprawiałeś mi ból!- krzyknęłam. Gaara przyglądał mi się z wyrazem niedowierzania na twarzy.
-Prze... Przepraszam.- mruknął i głęboko odetchnął.
            Powstrzymując się przed wybuchem płaczu odwróciłam się na pięcie.
-Sara, czekaj! Przepraszam!

            Wpadłam do pokoju Gaary jak burza. Zaczęłam szybko zbierać swoje porozrzucane ubrania i wciskać je na siebie. Gaara wpadł chwilę po mnie i głośno trzasnął drzwiami. Szybkim krokiem podszedł do mnie łapiąc za ramię, zdecydowanie, ale nie za mocno.
-Zostaw mnie do jasnej cholery!- zaczęłam się rzucać, a on złapał mnie w mocny chwyt i czekał, aż się nie uspokoję.
-Przepraszam. Strasznie cię przepraszam za swoje zachowanie.- wyszeptał mi do ucha.
-Co cię ugryzło?- zapytałam i odchyliłam głowę tak, aby móc patrzeć mu w oczy.
-Zdenerwowałem się. Ayo nie ma zamiaru odpuścić, a ja obawiam się o ciebie. Ona potrafi być bezwzględna. Dwie dziewczyny ze szkoły, z którymi się umawiałem zostały przez nią pobite.
-Gaara, umiem o siebie zadbać. Nie musisz się aż tak o mnie martwić.  Rozumiem, że ta dziewczyna jest szurnięta, ale miałam już do czynienia z wariatkami. Pamiętasz, co Sakura mówiła o podłych laskach ze szkoły. Poradziłam sobie z nimi, z Ayo też dam radę. Nie jestem ze szkła.
-Wiem, ale jeśli cokolwiek by ci się stało... Żałuję, że kiedykolwiek związałem się z tą wariatką.- opuścił wzrok.
            Złapałam jego podbródek i spojrzałam w oczy. Głęboki błękit z ciemnymi obwódkami wokół oczu nadawał im jeszcze piękniejszy wygląd.
-Przestań się tak strasznie martwić Gaara. Zależy ci na mnie?- jego policzki pokrył szkarłaty rumieniec. Na chwilę opuścił wzrok, a potem głęboko odetchnął.
-Zależy?
-Za mocne słowo? Dobra, lubisz mnie chociaż?- Gaara zaśmiał się, a potem złapał mnie za biodra i usiadł ze mną mną na łóżku.
-Owszem, lubię cię.
-Dobre i to. W takim razie...- Gaara mnie pocałował. Długo, bardzo namiętnie.
-Zakochałem się w tobie. Lubię cię i określenie zależy mi jest zdecydowanie za delikatne w mojej sytuacji. Ja cię kocham. Bałem się jednak, że jeśli powiem ci to za szybko uznasz, że się zgrywam.
            Zaparło mi dech na jego słowa. Nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek Gaara powie mi, że mnie kocha. Jak miałam być szczera myślałam, że nasz związek potrwa maksymalnie rok, a potem... Nie! Nie chciałam myśleć o tym, co będzie później.
-Ja też cię kocham. I proszę cię, żebyś mi zaufał. Jeśli Ayo zacznie tylko robić coś, co będzie zagrażało tobie, albo mi od razu przyjdę do ciebie i postanowimy coś razem. Proszę cię tylko, żebyś mi zaufał.
-Ufam ci. Mam również nadzieję, że i ty ufasz mi.
-Ufam. I chciałabym, żeby od tej pory było to dla nas jasne.

            Gaara odprowadził mnie pod sam dom, a kiedy weszłam do środka i znalazłam się w pokoju zagryzłam usta z ogromnym uśmiechem.
-Widzę, że wieczorek u twojego Romeo udał się w stu procentach.- Sakura siedziała ubrana w koszulkę mojego kuzyna i machała nogami. Piła smoothie.
-Żebyś wiedziała.- wyszczerzyłam się do niej i zdjęłam z siebie spodnie, a potem bluzkę.
-Opowiadaj, jak namiętny seks dzisiaj uprawiałaś.- ryknęłam śmiechem i cisnęłam ubraniami w Sakurę.
-Było głośne O, jak zawsze. Jednak to nie dlatego jestem szczęśliwa.- podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej piżamę.
-A dlaczego? Nigdy w życiu nie widziałam cię takiej szczęśliwej.
-Gaara powiedział, że mnie kocha.- Sakura wyprostowała się jak struna. Jej zielone oczy rozszerzyły się ze zdziwienia.
-K... Kocha cię? Naprawdę ci to powiedział? W życiu bym nie pomyślała, że ten playboy się na to zdobędzie. Wydawało mi się, że jest to typ ZZZ.
-Zbajerować. Zaliczyć. Zostawić. Też tak myślałam. Nie powiem, że pozytywnie mnie zaskoczył. Nie sądziłam też, że...
-Że pokocha cię z taką przeszłością, jak twoja?
-Tak. Że będzie w stanie zaakceptować to, że jestem nie do końca normalna. Że zaakceptuje to. Dzisiaj zobaczył moje blizny z bliska. Powiedział, że jestem najpiękniejsza. Że to część mnie, którą akceptuje. Gorzej, że Ayo nas przyłapała.
-Przyłapała?
-Kiedy robiliśmy kolację przyszła do domu Gaary. Nie wiedziałam tego i zamiast poczekać, aż wyjdzie poszłam na korytarz. Jak się okazało wiedziała już od jakiegoś czasu, że jestem z Gaarą. Potrzebowała chyba tylko jakiegoś dowodu. Obawiam się, że teraz nie będziemy mieli życia.
-Mamy masę znajomych, którzy pomogą ci jeśli tylko będzie trzeba.
-To nie ma się udać. Ona ma sobie odpuścić, a nie być ciągle prostowana przez naszych znajomych. Co to za życie, kiedy ciągle będziemy musieli uważać na to, co robimy...
-Sara, póki co nie przejmuj się Ayo. Ciesz się chwilą, ciesz się tym, że chłopak, w którym jesteś zakochana, również cię kocha. Nie mogło spotkać cię w tym momencie większe szczęście!!!

            Zaczęłam obawiać się, że taka ilość szczęścia może za niedługo okazać się jednak bramą do piekła.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8