Rozdział 60

-Sara nie kłamie. W pewien sposób zostałem zmuszony do tego, żeby wypiąć się na was i urwać wszelkie kontakty.-powiedział. Naruto wciągnął powietrze ze świstem.
-Zjawiasz się tu po 7 latach od czasu, jak nas olałeś i mówisz takie rzeczy? To śmieszne. Przepraszam, nagle ruszyło cię sumienie?-z nas wszystkich Naruto najbardziej przeżywał to, co stało się z Sasuke.
-Można powiedzieć, że mój opiekun zginął w wypadku i teraz mam spokój. Dlatego wróciłem do Japonii. Raczej nie przyszedłem się przed wami kajać, ale byłem ciekaw co słychać u moich dawnych przyjaciół.-Sasuke wydawał się być szczery.
-Rozumiem, że każda próba kontaktu z nami mogłaby się źle skończyć. Jak nie dla nas, to dla ciebie, tak?-rzuciłam.
-Ciesze się, że się rozumiemy.-powiedział krótko.
-Wiecie co, chyba jednak otworzę wam wino. Na trzeźwo tego nie strawicie. Saro, pokój gościnny jak zwykle czeka na ciebie, Naruto nie wracaj zbyt późno do sypialni. Ja się kładę. Jestem okropnie zmęczona.-Hinata zachowała chyba najwięcej zimnej krwi. Zupełnie zapomniałam o jej obecności. Podała mi korkociąg, a sama poszła w stronę sypialni. Naruto wyciągnął z barku 3 kieliszki do wina. Zaczęłam rozlewać trunek.

            Po jakiś 2 godzinach byliśmy dość mocno podpici. Wino nie wystarczało. Polało się sake. Naruto i Sasuke prowadzili dość ostre wymiany słów. Naruto obwiniał Sasuke o wszystko, co stało się z jego winy. Ja słuchałam tego wszystkiego i uspokajałam ich, kiedy zaczynało się robić zbyt nieprzyjemnie. Wywalali na wierzch 7 lat "rozłąki".
-Nic by to nie zmieniło gdybyś wiedział! Miałbyś jeszcze większe problemy!!!
-Mam to w nosie! Byłeś moim najlepszym przyjacielem! Powinieneś był mi powiedzieć!!!-głośno westchnęłam. Zapadła cisza. Chłopcy przestali się kłócić.
-Co tak wzdychasz?-zapytał Sasuke.
-Wiecie, chciałam tu dzisiaj przyjechać, posiedzieć i spędzić miły wieczór. Chciałam wam również powiedzieć, że zerwałam zaręczyny z Naokim, ale to, co mnie tu spotkało przerosło moje wszelkie oczekiwania.-zaciągałam samogłoski.
-Zerwałaś zaręczyny?-zapytał Naruto.
-Mówiła, że spotkała Gaarę w Stanach, nie? Dziwi cię to? Mnie ani trochę.-Sasuke prychnął.
-Zdałam sobie sprawę, że jego rodzina podcina mi skrzydła.-rzuciłam luźno.
-To chyba nie powód żeby od razu zrywać zaręczyny?
-Rozmawiałam na ten temat z Sakurą. Podjęłam słuszną decyzję.-mój głos był pewny.
-Nie ma przepraszam związku z Gaarą? Do czego między wami doszło?-Sasuke miał głupawy uśmieszek na buzi. Ja zaczęłam się czerwienić po same czubki uszu.
-Do niczego. Poszliśmy raz na spacer po mieście, na watę cukrową i hot dogi.-ugryź się w język, pomyślałam.
-A ty czułaś się z powrotem jak nastolatka, zgadłem?-zapowietrzyłam się. Sasuke naprawdę był dziwny.
-Czego oczekujesz, Sasuke? Nie przyjechałeś tu tylko po to żeby zobaczyć, co u nas. Nigdy nie byłeś, aż tak bezinteresowny. I na pewno nie wysilałbyś się w taki sposób. Wiesz, że o Sarze, o mnie i o mojej żonie piszą w gazetach. Z resztą masz wtyki w policji. Nie byłoby problemem zalogować się w czymkolwiek i poszukać.
-Rzeczywiście, nie do końca jestem bezinteresowny.
-Zdajesz sobie sprawę, że nie masz prawa niczego od nas oczekiwać?-mój ton był ostry. Trzeba było mieć tupet Uchiha żeby być aż tak bezczelnym.
-Oczywiście, że zdaję sobie z tego sprawę.-jego oczy zdradzały dużą pewność siebie. Był pewny tego, że go wysłuchamy.
-Czego chcesz?-warknął Naruto.
-Porozmawiać z Sakurą.-Naruto zaczął kaszleć, ja zachowałam stoicki spokój.
-Lepiej nie.-powiedziałam. Wzięłam torebkę i wyciągnęłam z niej paczkę papierosów. Sasuke również się poczęstował. Zdziwiłam się, ponieważ nigdy nie palił.
-Muszę z nią porozmawiać.-by stanowczy. Mierzyliśmy się spojrzeniami.
-Sakura świetnie radzi sobie bez ciebie, ciołku! Straciłeś swoją szansę ponad 7 lat temu! Daj jej spokój! Jest szczęśliwa.-krzyknął Naruto.
-Spokojnie Naruto, Hinata śpi. Myślę, że Sasuke sam zdaje sobie sprawę z tego, że nie spełnimy jego oczekiwań.-wzrok miałam zimny jak sopel lodu. Wiedziałam, że Sakura chciałaby porozmawiać z Sasuke, przynajmniej tak wynikało z rozmów. Jednak mówić o tym, a serio to zrobić, było dużą rozbieżnością. Martwiłam się, że może to być zbyt duży szok dla Saki. Zaczęłam rozmasowywać skronie. Sasuke i Naruto mierzyli się wręcz morderczymi spojrzeniami. Wyciągnęłam telefon z kieszeni. Zegarek pokazywał chwilę po północy. Wybrałam numer do Sakury.
-Halo.-miała zaspany głos. Obudziłam ją.
-Sakura, jest z tobą Shor?-zapytałam.
-Nie. Ma zdjęcia do serialu. Wróci późno. Czemu dzwonisz? Jest... dwadzieścia po północy
-Saki, słuchaj... Chciałabym ci dać kogoś do telefonu.-ton mojego głosu był niepewny. Oczy Sasuke były nieprzeniknione. Podałam mu słuchawkę. Przez dłuższą chwilę milczał.
-Sakura...-razem z Naruto poderwaliśmy głowy jak wariaci. Pierwszy raz w głosie Sasuke słyszałam drżenie, barwa wyrażała tęsknotę. W telefonie nastała długa cisza, dopiero po chwili przebił się krzyk Sakury. Słyszałam co poniektóre słowa. Najwidoczniej musiała go rozpoznać. Ten słowotok trwał jakąś dłuższą chwile. Kiedy w końcu zapadło milczenie Sasuke bez słowa odłożył telefon.-Rozłączyła się.
-Nie dziw się jej.-dogryzł Naruto. Sasuke wstał i zrzucił czarną skórę na ramiona. Niedbale przeczesał włosy palcami. Dopiero teraz zauważyłam, że jego ciało również się zmieniło. Razem z Gaarą mieli chyba najlepsze ciała z całej paczki. Jednak Sasuke był wyższy od Gaary i, ciężko było mi tego nie zauważyć, lepiej zbudowany.-Gdzie się wybierasz?
-Jadę do domu. I tak jestem tutaj niemile widziany.
-Piłeś. Nie możesz prowadzić.-Naruto stanął mu na drodze. Sasuke warknął.
-Nie jesteś moim ojcem. Odejdź.
-Naruto nie jest twoim ojcem, myślę jednak, że twój ojciec również by ci na to nie pozwolił. Twoi rodzice sami zginęli w wypadku. Mam pomysł, wezwiemy ci taksówkę. Jutro możesz przecież przyjechać po auto.-nastała chwila ciszy, którą przerwał mój telefon. Pełna nadziei pobiegłam do stołu. Miałam nadzieję, że to Sakura. Zmarszczyłam brwi, kiedy na wyświetlaczu zobaczyłam numer matki Naokiego. Rozłączyłam połączenie. Jednak dzwoniła natarczywie jeszcze 3 razy. W końcu zdenerwowana odebrałam.-Jest prawie 1! Oszalała pani, że dzwoni?!
-Naoki... Naoki zażył środki usypiające i podciął sobie żyły! Jest w szpitalu!!!-serce podeszło mi do gardła. Momentalnie przypomniał mi się sen, który kilkakrotnie miałam w Chicago. "To twoja wina..." to właśnie mówił do mnie, kiedy wynurzył się w podciętymi nadgarstkami z wanny. Zrobiło mi się słabo. Grunt usunął mi się spod nóg.

            Kiedy się obudziłam, głowa bardzo boleśnie mi pulsowała. Wymacałam na tyle czaszki ogromnego guza.
-Jak długo byłam nieprzytomna?-zapytałam. Sasuke podał mi szklankę wody. Uśmiechnęłam się z wdzięcznością.
-Raptem kilka minut. Ale mocno rąbnęłaś w podłogę. Może powinien obejrzeć to lekarz.
-Naoki... próbował się zabić. Musze jak najszybciej wrócić do szpitala. Chcę go zobaczyć.
-Jak to próbował się zabić? Dlaczego?-Naruto był bardzo zdziwiony.
-Myślę, że Naoki uzależnił się od Sary. Jakby nie patrzeć kilka godzin temu zerwała z nim.-powiedział Sasuke. Sprawdzał mi puls na nadgarstku. Jednak nie obchodziło mnie to.
-Mój telefon. Musze zadzwonić do jego mamy! Naruto! Daj mi mój telefon!!!-krzyknęłam. Naruto podał mi komórkę. Ręce trzęsły mi się jak alkoholikowi.
-Dlaczego się rozłączyłaś?! Naoki zrobił to przez ciebie!!! Kłócił się z nami, że to nasza wina! Wiesz dobrze, że nigdy nie zrobilibyśmy mu krzywdy!!!
-Zamknij się!!!-ryknęłam do słuchawki.-Gdzie on jest? W jakim szpitalu?!
-W centrum. Ten nowo otwarty.-wiedziałam gdzie to. Rozłączyłam się i zadzwoniłam po taksówkę. Drżałam, a na dodatek zaczęłam płakać. Nie miałam pojęcia, że Naoki zareaguje na moją decyzję w taki sposób. Gdybym to przewidziała porozmawiałabym z nim w inny sposób. Wybrałam numer do Sakury, tylko ona mogła mnie uspokoić.
-Co znowu?! Sasuke!!! Daj mi...
-Sakura...-jęknęłam żałośnie i się rozkleiłam.
-Jej, co się stało? Coś z Gaarą?
-Naoki, próbował się zabić...-zaczęłam szlochać. Nie byłam w stanie wydusić z siebie nawet słowa.
-Daj telefon komukolwiek kto jest tam z tobą.-przez łzy miałam zamazany obraz. Słyszałam tylko szum krwi w uszach. Wyciągnęłam rękę z telefonem w przestrzeń. Nie widziałam nawet, kto go ode mnie odbiera. Marzyłam tylko o tym, żeby znaleźć się przy Naokim i przekonać się na własne oczy, że on żyje. Ukryłam twarz w dłoniach.
-Sara, popij to.-Sasuke z słuchawką, którą trzymał ramieniem, ze szklanką wody w jednej dłoni i jakimiś tabletkami w drugiej, klęczał przy mnie. W jego oczach widziałam troskę. Wzięłam od niego tabletki, a potem szklankę. Wzięłam tak dużego łyka wody, że o mało się nie zakrztusiłam. Sasuke mocno klepnął mnie w plecy.-Dobra, zrobione. Co dalej? Czekaj... Chce jechać do niego do szpitala(..). Wiem, że to głupi pomysł, ale powiedz jej to(..) Przestań wydzierać się na mnie! Nie jestem jej ojcem, ani nie przykuję jej do kaloryfera(...). Dobrze, postaram się(...) Dobrze, zadzwonię, cześć.
-Nie zatrzymasz mnie, i tak pojadę do Naokiego. Chcę wiedzieć, że u niego wszystko dobrze.-udało mi się trochę uspokoić. Wstałam i podeszłam do okna. Taksówka podjechała dosłownie chwilę później. Ubrałam na siebie buty i skórę, a potem wzięłam torebkę ze stołu.
-Podaj mi numer do Saury, i w razie czego wróć tutaj. Chciała wiedzieć, jak się czujesz.-westchnęłam. Sasuke podał mi swój telefon, a ja wbiłam do niego numer Sakury. Popędziłam do wyjścia.

            Wchodząc do szpitala przypomniało mi się, jak kilka lat temu biegałam do szpitala do Gaary. Ścisnęło mnie w gardle. Znalazłam jego matkę, która blada jak ściana siedziała przy drzwiach. Kiedy mnie zobaczyła na jej policzki od razu wstąpił rumieniec. Była wściekła.
-Ty to masz tupet żeby tutaj przyjeżdżać! To przez ciebie mój synek tam leży! To twoja wina! Gdybyś nie zerwała z nim tych zaręczyn, to byłby teraz w domu!!!
-Gdybyś razem ze swoim mężem nie wpierdalała się nam w życie nadal byłabym jego narzeczoną!!!-ryknęłam. Zbladła i zaczęła płakać. Nie zmiękczyło mnie to. Potrafiła płakać na zawołanie.
-Wiesz, że chcieliśmy dla niego najlepiej. Ty nie byłaś wymarzoną narzeczoną dla niego.
-Myślę, że o tym powinien zadecydować sam Naoki.-syknęłam na nią i weszłam do sali. Naoki leżał na łóżku i patrzył się w jeden punkt.-Naoki...
-Sara. Co ty tu robisz?-nadgarstki miał obwiązane bandażami, był podłączony do kroplówki. Jego skóra odcieniem przypominała kość słoniową. Bardzo delikatnie usiadłam na łóżku obok niego.
-Twoja mama dzwoniła do mnie. Powiedziała, co zrobiłeś. Dlaczego Naoki? Dlaczego zachowałeś się tak lekkomyślnie?-wziął do ręki moją dłoń.
-Bo moje życie bez ciebie nie ma najmniejszego sensu. Kiedy wyszłaś z mojego pokoju, czułem się tak, jakby ktoś zabrał mi wszystko co miałem. Saro, obiecuję, że jeśli tylko... Jeśli tylko do mnie wrócisz, zabronię rodzicom się wtrącać. Będziemy tylko ja i ty. Zaplanujemy to wesele tak, jak zawsze sobie wymarzyłaś. Obiecuję, że moi rodzice nie dotkną się do niego ręką. Zapewnię ci wszystko, czego pragniesz. Tylko błagam, zostań ze mną.-w jego oczach lśniły łzy. Moje serce zaczęło galopować.
-Naoki...-pochyliłam się i pocałowałam go delikatnie w usta. Oczy mnie zapiekły. Musiałam zmrużyć powieki. W myślach pojawił mi się obraz Gaary. Jego błyszczące niebieskie oczy, jego gorące wargi na moich, jego wprawione dłonie. Odsunęłam się od Naokiego.
-Saro, błagam cię, wróć do mnie.-z takiej odległości mogłam policzyć ciemniejsze plamki na jego tęczówkach. Miał szmaragdowe, okrągłe oczy wokół których od śmiechu robiły mu się zmarszczki. Niby znajome, jednak teraz myślałam o nich w zupełnie innej kategorii.
-Naoki ja...-głośno odetchnęłam. Zacisnęłam dłonie w pięści.
-Saro, jestem gotowy błagać cię na kolanach jeśli tego będziesz ode mnie oczekiwała. Kocham cię i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.
-Naoki, nie chcę żebyś mnie błagał. Chodzi o to, że...-że chciałam zrobić coś szalonego. Chciałam wyjechać do Stanów żeby znowu zobaczyć Gaare. Chciałam znowu go pocałować, przytulić. Poczuć żar jego skóry, kochać się z nim i zapomnieć o całym świecie. Chciałam być z nim, nie z Naokim. Z drugiej strony nie wiedziałam, czy Gaara też tego chce. Zakładałam, że może mnie wyśmiać. Spojrzałam w te zielone oczy pełne nadziei. Mocno zacisnęła powieki ostatni raz przypominając sobie twarz Gaary. Twarz, która miała pozostać do końca życia tylko w moich wspomnieniach.-Chodzi o to, że ja się boję. To na pewno ten stres przed ślubem. I owszem, chciałabym bardzo dużo pozmieniać jeśli chodzi o organizację wesela.

-Więc wrócisz do mnie! Boże! To jeden z najlepszych dni w moim życiu. Już więcej nie pozwolę żebyś była smutna. Nie pozwolę nikomu wtrącać się do naszego związku. Będziemy tylko ty i ja. Kocham cię!-przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. Zacisnęłam ręce wokół jego pasa i zaczęłam bezgłośnie płakać. Jednak nie z radości. Byłam smutna.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8