Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 4
Następnego
dnia wujkowie dowiedzieli się o wszystkim od samego Itachiego. Na początku byli
bardzo zdziwieni, ale kiedy otrząsnęli się z szoku głośno mi gratulowali.
-Niesamowite.
A myśleliśmy, że w końcu rozwiąże zespół.-uśmiechnęła się ciocia tuląc mnie do
siebie.
-Jak
widać Sara pojawiła się w idealnym momencie.-zaśmiał się Itachi i potargał mnie
za włosy.
-Itachi,
czeka was ciężka praca. Sam mówiłeś wczoraj, że konkurs jest za pół roku.
Musicie zająć się próbami i nagrać jakieś demo, które możecie wysłać na
konkurs.-powiedziała Sakura popijając gorącą kawę. Bez makijażu, ubrana jedynie
w krótkie spodenki i koszulkę na ramiączkach wyglądała świeżo. Nie dziwiłam się
wcale, że tyle facetów się nią interesuje.
-Tak
jest pani Haruno. Może zostałabyś naszym managerem? Skoro tak świetnie
ogarniasz wszystko, co należałoby zrobić.
-Przykro
mi, ale pod koniec wakacji muszę wrócić do USA. Zarządzanie zespołem z tak
daleka mogłoby być trochę uciążliwe.-mruknęła i przetarła oczy.
Do kuchni wszedł Sasuke. Ubrany w
dresowe spodnie prezentował się nienagannie. Sara kątem oka zauważyła, że nawet
Sakura zrobiła zdziwioną minę.
-Mógłbyś
się chociaż ubrać. Jakbyś nie widział są tu inni.-mruknęła ciocia, a Sasuke
zignorował jej słowa. Zlustrował wszystkich wzrokiem, a zauważając Sakurę
ubraną bardzo skąpo, na chwilę zawiesił na niej wzrok, a potem dość szybko go
odwrócił.
-Sakura
i Sara też nie są zbyt ubrane.
-Bardziej
niż ty. Słyszałeś świetną nowinę? Sara będzie śpiewać w zespole Itachiego. To
cudownie, prawda?-zapytał wujek bacznie przyglądając się młodszemu synowi.
-Owszem,
słyszałem.-powiedział i wzruszył ramionami.- Chłopcy przychodzą do mnie po
południu. Mamy próbę.
-Nie
ma problemu. I tak będziemy do wieczora poza domem. A teraz czas już na nas..
Praca wzywa.-powiedziała ciocia i razem z wujkiem wyszli z kuchni. Sasuke
chwilę po nich.
-A
my co będziemy robić? Sasuke na pewno będzie zdzierał gardło do wieczora.
-Co
powiecie na byczenie się na basenie? Jest potwornie gorąco, a ja jakoś nie mam
ochoty chodzić po mieście.-Sakura pociągnęła kolejny łyk kawy z kubka.
-To
świetny pomysł. Jestem jak najbardziej za. Jedna sprawa. Chcę pogadać dzisiaj z
chłopakami na temat nowej organizacji zespołu i innych tego typu. Jeśli nie
będzie wam przeszkadzać to, że do nas przyjdą to chętnie zaprosiłbym ich...
-Nie
ma problemu. W końcu to od nich zależało, czy wejdę do zespołu. Powinnam lepiej
ich poznać.
-Mi
również nie przeszkadzają.
-W
takim razie idźcie przebrać się w bikini czy co wy tam nosicie i zapraszam was
nad basen. Przy okazji, musicie wyjść głównym wyjściem i iść na około. Drzwi
balkonowe się zepsuły.
Po prysznicu i przygotowaniu się do
opalania wyszłyśmy przed dom. Drzwi garażowe były otworzone, a Sasuke przy
mikrofonie zdzierał sobie gardło.
-Gdzie
idziecie?-zapytał, a muzyka ucichła.
-Nad
basen. Przyda nam się chwila przyjemności.-powiedziała Sakura spoglądając na
niego.
-Zapraszam
do mojego pokoju na chwilę przyjemności. Obiecuję, że cię nie
rozczaruję.-uśmiechnął się do mojej przyjaciółki, a ona zmarszczyła czoło nie
udzielając mu odpowiedzi.
-Chodźmy.
Itachi na pewno już na nas czeka.-powiedziałam i pociągnęłam Sakurę za rękę.
Kiedy tylko wyszłyśmy zza rogu dostałyśmy lodowatą wodą z węża ogrodowego.
Zaczęłyśmy drzeć się i uciekać w przeciwnym kierunku wypadając na podjazd.
Ciągnąc za sobą Sakurę biegłam w
stronę wejścia, gdzie leżał drugi wąż. Sprawnie przeskoczyłam donicę ogrodową,
za mną zrobiła to Sakura. Złapałam za węża i szybko odkręciłam pokrętło
wymierzając działo w Itachiego i jego przyjaciół. Zderzenie wody pod takim
ciśnieniem sprawiło, że ta rozbryzgała się na kilka dobrych metrów wokół nas.
-Poddajcie
się, albo zginiecie marnie!-krzyknął Itachi, i zrobił kilka kroków w naszą
stronę rozbryzgując wodę jeszcze bardziej.
-Nie
ma mowy!!!-wydarła się Sakura i poszła mocniej odkręcić wodę, co spowodowało
jeszcze większe ciśnienie.
-Możecie
się uspokoić?! My tu próbujemy ćwiczyć!!!-krzyknął Sasuke wychodząc przed
garaż. Itachi niemal natychmiast skierował na niego węża, a ten wrzasnął, kiedy
zimna woda dotknęła jego ciała.-Co ty robisz?!
-Studzę
twój narwany charakter! Deidara zakręć wąż! Sara, idziemy pływać. I tak
jesteśmy już cali mokrzy.-Itachi odrzucił swoją broń gdzieś w krzaki. Sakura
poszła zakręcić kurek, a ja w tym czasie zwinęłam węża na ramieniu odkładając
go na miejsce. Podniosłam z ziemi nasze ręczniki.
-Cóż,
tym się raczej nie wytrzemy.-zauważyła Sakura odbierając ode mnie swój ręcznik.
-Jest
tak gorąco, że za chwilę sama wyschniesz. Chodźmy. Muszę się trochę
poruszać.-powiedziałam do przyjaciółki i pociągnęłam ją na tyły domu.
Itachi leżał na wielkim
nadmuchiwanym kole z okularami przeciwsłonecznymi na nosie i zimnym napojem w
dłoni. My z Sakurą zdjęłyśmy klapki i sprawdziłyśmy temperaturę wody.
-Idealna.-powiedziałyśmy
w tym samym czasie i uśmiechnęłyśmy się szeroko do siebie. Jak na rozkaz
wskoczyłyśmy do wody w tym samym czasie. Sakura na bombę, ja strzałką.
Wypłynęłam dopiero, kiedy dotknęłam przeciwległego końca basenu.
-Śpiewałaś
kiedyś w basenie?-zapytał Itachi podpływając do brzegu i odstawiając szklankę.
-Nasza
nauczycielka nie miała czasu słuchać jak śpiewamy. Zależało jej na tym, żebyśmy
po wyjściu z basenu dziękowały Bogu za to, że żyjemy.-Sakura trzepnęła swoimi
różowymi włosami.
-Straszna
baba. A ta od zajęć baletowych. Pamiętasz ją? Pani Iregiro te nogi odstają od
siebie za bardzo o dwa centymetry. Proszę mocniej wyprostować plecy pani
Haruno.
-Jej
wiecznie nic nie leżało. Do dzisiaj pamiętam jak docisnęła mnie do ziemi
zmuszając do zrobienia szpagatu. Myślałam, że zesikam się z bólu. Na szczęście
twój układ na zaliczenie uratował nam tyłek.-powiedziała i zwróciła się do
mnie.
-Cóż,
rodzice spełnili marzenie Sary o elitarnej szkole artystycznej. Widzę, że
świetnie sobie tam poradziła.-Itachi ochlapał mnie wodą.-Zróbcie jakąś sztuczkę
ze wskakiwaniem do wody. Z tego, co wiem miałyście gimnastykę, balet i inne
lekcje. Możecie wskoczyć na przykład robiąc wcześniej przerzut na rękach?
-W
tym specjalizuje się Sara. Ja niestety nie jestem tak giętka.-Sakura puściła do
mnie oczko. Zmarszczyłam brwi na jej słowa.
-Jeśli
się zabiję to będzie tylko twoja wina.-pogroziłam jej palcem i wyszłam z
basenu. Znalazłam na kaflach suche miejsce. Zrobiłam krok w przód i zaczęłam
robić przerzuty na rękach, a wyczuwając kafelki i widząc zbliżającą się taflę
zrobiłam ostatni przerzut i mocno wybiłam się od progu wyskakując w powietrze.
Zrobiłam salto i wleciałam do wody.
-Musisz
mnie tego nauczyć!-krzyknął Itachi bijąc brawo.
-Nie
ma problemu. Jak będziesz w stanie przejść ogród stojąc na rekach gwarantuję
ci, że to będzie dla ciebie pikuś.-zaśmiałam się i podpłynęłam do brzegu
wychodząc z wody. Słońce cudownie grzało moją skórę.
-Znowu
się popisujesz, co przybłędo?-głos Sasuke sprawił, że drgnęłam. Stał na tarasie
w samych kąpielówkach razem z nim jego kumple.
-Sasuke,
odszczekaj to!-wrzasnął Itachi spoglądając na brata z wściekłością.
-Nic
nie odszczekam. Lepiej zróbcie nam miejsce. Po tej waszej wojnie na węże
ogrodowe nam również odechciało się dzisiaj prób. Basen to świetny pomysł.
-Nie
mam ochoty spędzać z tobą czasu, kiedy tak się zachowujesz. Nie przychodź
tutaj.
-Ugryź
się w nos. To również mój dom.
Itachi przeniósł leżaki na przeciwny
koniec basenu jak najdalej od Sasuke. Wyglądało to dość dziwnie. Grupa
przynajmniej dwudziestu osób podzielona na dwa obozy. Usłyszałam przez otwarte
drzwi dźwięk mojej komórki. Bez zastanowienia pobiegłam po telefon wpadając do
salonu (Itachi kłamał, drzwi były w pełni sprawne) i biegnąc na schody. Udało
mi się odebrać w ostatniej chwili.
-Iregiro,
słucham.-ledwo wyzipiałam do telefonu.
-Nie
poznajesz mnie? Chris z tej strony. Słuchaj, wiesz może, gdzie podziewa się
Sakura? Od kilku dni nie mogę się do niej dodzwonić.
-Tak,
jest ze mną. Czekaj dam ci ją do telefonu.
-Dobrze,
dziękuję.-jego głos był bardzo niewyraźny.
-Chris,
coś się stało? Jesteś jakiś niewyraźny.-moje serce zaczęło bardzo szybko bić.
-Chodzi
o babcię Sakury. Miała wypadek.-zmroziło mnie. Sakura kochała swoją babcię
ponad życie. To dzięki niej uratowała się przed życiem w patologii.
-Co
z nią? Chris, powiedz coś!!!-wrzasnęłam.
-Zginęła
na miejscu. Lekarze nie mogli nic zrobić. Wjechał w nią rozpędzony samochód.
Ja... Tak mi strasznie przykro.-poczułam jak zaczynają piec mnie oczy, a dłonie
trząść. Bez zbędnych słów zbiegłam na dół i ledwo nad sobą panując podałam
telefon Sakurze.
-Chris
cię szuka.-powiedziałam, a ona się rozpromieniła i popędziła do środka domu.
Owinęłam się ramionami i spuściłam
głowę.
-Mała,
wszystko dobrze?-zapytał Itachi i narzucił mi na ramiona ręcznik. Kiedy
zobaczył moją zapłakaną twarz zrobił wielkie oczy.-Saro, co się stało.
Z domu usłyszałam histeryczny wrzask
Sakury, co spowodowało, że rozpłakałam się jeszcze bardziej.
-Babcia
Sakury nie żyje. Została potrącona.-wykrztusiłam. Itachi wstał, a potem
pociągnął mnie za rękę i zaprowadził do środka domu. Sakura siedziała na ziemi
oparta plecami o kanapę i kołysała się w przód i w tył. Podbiegłam do niej i
mocno przytuliłam.
-Powiedział
ci, prawda?-ledwo wyszeptała obejmując mnie ramionami.
-Tak.
Wiem. Sakura tak mi przykro. Tak strasznie mi przykro.
-Zostałam
sama. Nie mam już nikogo na tym świecie.-spoglądała na ścianę gdzieś za mnie. Z
jej twarzy odpłynęły wszystkie kolory.
-Masz
mnie. Nie zostawię cię. Wrócę z tobą do USA. Nie pozwolę żebyś została sama.
-Tu
masz swoją rodzinę. Nie możesz znowu ich zostawić.
-Ty
też jesteś moją rodziną. Sakura, co z pogrzebem? Przecież musimy jechać...
-Nie.
Nie chcę jechać na pogrzeb. Nie chcę patrzeć jak zasypują ją ziemią... Nie
mogę... Nie dam rady.-zaczęła się trząść tak bardzo, że aż szczękała zębami.
Dostała strasznych wypieków na twarzy.
-Powiedziałaś
to Chrisowi?-kiwnęła głową.
-Zajmie
się wszystkim. Znał Nane lepiej niż ty, czy ja.- nana... Sakura dawno nie
nazywała tak swojej babci. Itachi zarzucił na Sakurę koc i wziął ją na ręce.
-Zaniosę
ją do twojej sypialni. Jest w ciężkim szoku. Poproś chłopaków żeby zebrali się
do siebie. Impreza dobiegła końca.
-Dobrze.
Zajmij się nią, za chwilę do was wrócę.-mruknęłam biorąc telefon z podłogi i
odkładając go na blat.
Kiedy
wyszłam z salonu przyjaciele Itachiego przyglądali się mi z ciężką
konsternacją. Westchnęłam i wycierając policzki podeszłam do nich.
-Itachi
prosił, żeby wam przekazać, że musi skończyć imprezę. Pojawiły się pewne...
niedogodności.
-Słyszeliśmy.
Przykro nam.-odetchnęłam głośno .
-Tak,
mi również.
-Sakura
musiała kochać tą kobietę, skoro wpadła w taki szok.
-Wiecie
od Itachiego w jakim miejscu dorastałam, prawda?-spojrzałam na nich, a oni
zawstydzeni opuścili wzrok.- Rozumiem, że tak. Sakura też nie miała łatwego
startu i wychowywała się w takim sami środowisku jak ja. Tak jak mi pomogli
rodzice Itachiego i Sasuke, tak Sakurze pomogła babcia. Była całym jej światem.
Nie chcę myśleć, co teraz czuje.
-E,
dzięki tobie i Sakurze w końcu mamy wolny basen! Dzięki!- krzyknął wesoły
Sasuke, a ja poczułam jak zamiast smutku zaczynam odczuwać wściekłość. Niewiele
się nad tym zastanawiając poszłam w stronę Sasuke.
-Ależ
nie ma za co draniu bez serca! Idź to powiedz mojej przyjaciółce, która właśnie
straciła jedyną żyjąca krewną! Idź i też tak bezczelnie zaśmiej się jej w
twarz, bo przecież umiesz to zrobić bez mrugnięcia okiem! Tak samo jak wiecznie
wytykasz mi to z jakiej rodziny pochodzę! Uwierz mi, życzę ci żeby któreś z
twoich rodziców biło cię do nieprzytomności paskiem, albo rzucało tobą o ściany
i rozbijało ci o nie głowy, bo jest na głodzie narkotykowym i jedynym obiektem
w jego zasięgu jesteś ty. Mały, bezbronny, za słaby żeby chronić się przed
jakimkolwiek ciosem. Życzę ci, żeby rodzice wyzywali cię za to, że płaczesz, bo
jesteś głodny i wystawiali cię na mróz w samej piżamie w ramach kary! Życzę ci,
żeby próbowali cię zabić, tak samo jak mój ojciec wiele razy próbował zabić
mnie! Tego ci życzę! Z całego swojego serca i z całej duszy! Za to, że jesteś
najgorszym gnojem jakiego kiedykolwiek w swoim życiu spotkałam i na dodatek
jesteśmy ze sobą spokrewnieni! Chcę tylko, żebyś wiedział, że nienawidzę cię z
całej siły i nigdy ci nie wybaczę tego, co mi robiłeś! Nigdy!-wrzasnęłam i z
całej siły uderzyłam go otwartą dłonią w twarz. Nie odezwał się słowem, jedynie
przyłożył dłoń do policzka i wpatrywał się we mnie szeroko otwartymi oczami.
Odwróciłam się do niego plecami i
poszłam do domu.
Sakura leżała na moim łóżku, a
Itachi gładził ją po włosach. Widząc to uśmiechnęłam się lekko. Jednak po
chwili zaczęłam przypominać sobie to, co powiedziałam Sasuke nad basenem.
Zaczęłam narzucać na siebie ubrania.
-Coś
się stało?-zapytał Itachi i spojrzał na mnie.
-Nie
mogę tu być. Przykro mi Itachi.-powiedziałam i chwytając sweter w rękę
wybiegłam z pokoju. Dobiegając do holu niedbale nałożyłam trampki na nogi. W
salonie siedział Sasuke ze swoją grupą oraz przyjaciele Itachiego. Wszyscy w
kompletnej ciszy.
-Gdzie
idziesz?! Mała, zatrzymaj się w tej chwili i nie rób nic głupiego!- Itachi
zbiegał ze schodów próbując mnie zatrzymać, ale ja tylko mocno szarpnęłam za
klamkę i wybiegłam na podjazd i ile sił w nogach pognałam przed siebie.
Itachi uderzył z impetem w drzwi i
zaklął siarczyście. Niemal od razu poszedł do salonu, gdzie od razu skupił się
na swoim młodszym bracie.
-Jesteś
z siebie zadowolony?!-wrzasnął i podszedł do Sasuke. Zauważył na jego policzku
czerwony ślad małej dłoni.-Coś ty jej zrobił idioto?! Co takiego jej
powiedziałeś?!
-Raczej
co ona powiedziała mi...-wykrztusił.
-Wiecie
co, będzie lepiej jeśli was zostawimy. Takie rozmowy nie powinny się odbywać
przy świadkach.-powiedział Naruto, a reszta go poparła. Zbierając swoje rzeczy
wszyscy po kolei zaczęli wychodzić z salonu, aż obaj bracia zostali w nim sami.
-Co
zrobiłeś? Znowu nazwałeś ją przybłędą? Sasuke, jak tak możesz? To nasza
rodzina...
-Dlaczego
nigdy nikt nie powiedział mi jak była traktowana? Mówiliście tylko, że to
dziecko z patologicznej rodziny, gdzie rodzice pili i brali narkotyki. Nawet
słowem nie zająknąłeś się o tym, co mi powiedziała przed chwilą.
-Byłeś
dzieckiem. Nie chcieliśmy ci mówić, bo i tak byś nie zrozumiał.
-Teraz
też bym nie zrozumiał?! Czemu nikt wcześniej mi nie powiedział, że własny
ojciec próbował ją zabić?! Albo, że była głodzona i bita w tak okrutny
sposób?! Miałeś ledwo trzy lata więcej niż ja! Też byłeś dzieckiem!
-Które
rozumiało dużo więcej niż ty. Dlatego zawsze tak bardzo się o nią troszczyłem.
Ty widziałeś w niej tylko konkurencję do serca rodziców i nawet, kiedy
mówiliśmy ci, że postępujesz źle, nie słuchałeś. Gdybyś wiedział więcej i tak
nie zmieniłbyś postępowania, lub co gorsza mógłbyś mówić jej jeszcze gorsze
rzeczy. Dobrze, że wylała ci kubeł zimnej wody na głowę. Zasłużyłeś sobie
bardziej niż ktokolwiek inny.
-Wyszedłem
na idiotę i nieczułego drania.
-Wyszedłeś
na kogoś kim jesteś. Nie próbuj się usprawiedliwiać swoją niewiedzą w temacie
jej trudnego dzieciństwa.
-Czyli
według ciebie jestem skurwielem?
-Nie.
rozpieszczonym bachorem. Idę poszukać Sary. Ty idź doglądać Sakury. Przez szok
wywołany wiadomością o śmierci babci dostała wysokiej gorączki. Chyba, że
brzydzisz się jej dotknąć, bo pochodzi z takiej samej rodziny jak Sara.
-Nie
wiedziałem o tym.-ściągnął brwi.
-Tym
lepiej dla niej. Mam nadzieję, że chociaż tego nie spieprzysz.-powiedział i
narzucił na siebie koszulkę przewieszoną przez oparcie fotela.
Biegłam przed siebie tak długo, aż
nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Wpadałam na ludzi na ulicy, którzy odwracali
się za mną i grozili palcem. Miałam ich w nosie. Byłam wściekła na siebie za
to, że tak dałam się ponieść emocjom. Od dawna nie wyrzuciłam z siebie tylu
gorzkich żali na raz. I nigdy też nie mówiłam o swoim trudnym dzieciństwie przy
obcych ludziach. Ten dzień był naprawdę jednym z najgorszych jakie do tej pory
przeżyłam po odebraniu mnie od rodziców.
Kiedy zaczęło robić się ciemno
rozpadało się, ale nadal nie czułam potrzeby wracania do domu. O ile mogłam tak
nazywać miejsce, w którym obecnie się znajdowałam. Siedząc na huśtawce na placu
zabaw kołysałam się w przód i w tył pozwalając, aby ciepły letni deszcz
uspokajał moje nerwy.
-Wiedziałem,
że tu cię znajdę.-podskoczyłam słysząc głos Itachiego. Również był
przemoknięty., jego długie włosy przykleiły się do czoła.
-Skąd
wiedziałeś, że nadal nie wyrosłam z zabaw na placu zabaw?-zapytałam, a on
usiadł obok mnie na wolnej huśtawce.
-Znam
cię od trzynastu lat. Zawsze, kiedy uciekałaś szłaś na plac zabaw. Nigdy nie
pytałem dlaczego, ale to było pierwsze miejsce, w którym zawsze chodziłem cię
szukać.
-Kiedy
byłam mała i rodzice mieli zjazdy plac zabaw wydawał mi się bezpiecznym
miejscem. Zawsze, kiedy widziałam na nim rodziny z dziećmi wyobrażałam sobie,
że moja rodzina też będzie kiedyś normalna.-spojrzałam na swoje dłonie.
-Stworzyliśmy
ci najbardziej normalny dom, jaki tylko mogliśmy. Podejrzewam, że twoje
dzieciństwo musiało być okropne, ale od czasu, kiedy pojawiłaś się w naszym
domu poczułem się tak, jakby był on kompletny. Byłaś taką brakującą częścią tak
dla mnie jak i dla mamy i taty. Sasuke był o to zazdrosny. Dlatego od samego
początku tak źle cię traktował.
-On
zazdrosny o małą przybłędę, a to dobre.
-Mama
zawsze chciała mieć córkę, to chyba dlatego.-zaśmiałam się na jego uwagę i bez
słowa mocno przytuliłam.
-Gdzie
jest Sakura? Chyba nie zostawiłeś jej samej?
-Nie
wiem, co takiego dokładnie powiedziałaś Sasuke, ale chyba coś do niego dotarło.
Został z nią. Kazałem mu. Wracajmy do domu. Jesteś cała mokra. Musisz się
przebrać.
-Wiesz,
będziesz kiedyś okropnym ojcem. Do dziewczyn nie powinno mówić się jak do
psa.-zaśmiał się na moje stwierdzenie i potargał mi włosy.
-Jesteś
niemożliwa!
Po tygodniu od śmierci babci Sakura
wydawała się nie myśleć o tym. Tylko czasami widziałam jak odpływa gdzieś
myślami, ale dosłownie po chwili wracała na ziemię.
Staliśmy właśnie w garażu, gdzie
Itachi wymieniał swoje uwagi z Deidarą.
-Rany,
jak oni mnie irytują to swoją gadką. Możesz ich jakoś ogarnąć?-zapytała Sakura,
a ja zaśmiałam się i pokiwałam głową. Wzięłam swoją gitarę i usiadłam na stołku
przed mikrofonem.
-Z
dedykacją dla mojego upartego kuzyna.-powiedziałam, a potem zaczęłam grać
pierwsze akordy do piosenki Complicated. Sakura ją
uwielbiała. Mówiła, że w pełni oddaje zachowanie niektórych facetów.
-Wiesz,
co lubię!-krzyknęła uradowana i usiadła na krześle słuchając piosenki, którą
grałam. Deidara usiadł na swoim miejscu i zaczął grać na basie. Sasori zaczął
wybijać rytm na bębnach, a Itachi zaczął szarpać struny gitary.
-Znamy
to. Dziewczyna Deidary to wyrzygania słuchała tej piosenki.-zaśmiałam się i
zdjęłam z kolan gitarę. Zaczęłam śpiewać i podeszłam do Sakury. Zaczęłyśmy się
wygłupiać jak zawsze miałyśmy w zwyczaju przy tym nagraniu.
-Tell
me why you have to go and make things so complicated? I see the way
you're Acting like you're somebody else gets to me frustrated. Life's like
this you, and you fall, and you crawl, and you break, and you take what you get
and you turn it into honestly and promise me I'm never gonna find you fake it!
No no no!- śpiewałam i machałam rękoma robiąc ruchy jakbym chciała udusić kogoś
za to, że przez jego zachowanie jestem sfrustrowana. Ciche słowa no, no, no
zakończyły piosenkę, a my wszyscy głośno zaczęliśmy się śmiać.
-Moglibyśmy
odstawiać coś takiego nagrywając demo do konkursu. Tylko jednocześnie
musielibyśmy znaleźć kogoś kto dobrze zmontuje nam film.-zauważył Deidara.
-Sai,
kolega Sasuke zna się na malowaniu i z tego co wiem na sprzęcie elektronicznym.
Ale sam fakt tego, że to kolega Sasuke...-zaczął Itachi, a potem wzruszył
ramionami.
-No
co ty? Ja z nim porozmawiam. Zauroczę go uśmiechem.-powiedziała Sakura i jakby
nigdy nic zaczęła kierować się do drzwi prowadzących do domu. Sasuke razem z
kolegami byli dzisiaj u nas.
-Sakura
zaczekaj!-krzyknęłam za nią, ale ona biegiem puściła się przed siebie. Zaczęłam
ją gonić.
Wpadłam na nią już na zakręcie do
salonu. Przewróciłyśmy się na siebie i poturlałyśmy przez cały salon uderzając
w kominek.
-Co
wy robicie?-zapytał Sasuke spoglądając to na mnie, to na Sakurę. Wyglądałyśmy
jak wielka kula splątanych rąk i nóg. Sakura leżała na mnie, przez co ciężko
było mi oddychać.
-Z
tego co mi wiadomo, to nie jest to twoja ulubiona pozycja.-uśmiechnęła się do
mnie.
-Zdecydowanie
wolę być w twoim położeniu. Złaź ze mnie! Za chwilę mnie udusisz!-wystękałam
odpychając ją od siebie i łapiąc głęboki oddech. Zaczęłam rozmasowywać starte
kolana i łokcie.
-Który
z was to Sai?-zapytała Sakura i spojrzała na chłopaków. Jeden z nich poniósł
rękę, a Sakura szeroko się uśmiechnęła.-Masz dziewczynę?
-Nie.
To jakaś dziwna propozycja, to...
-Nie!
Chciałam się dowiedzieć, czy będę mieć kłopoty jeśli zaproszę cię do kina w tym
tygodniu.-powiedziała i podeszła do chłopaka, który wpatrywał się w Sakurę
szeroko otwartymi oczami.
-Sakura
zamknij się już!!!-krzyknęłam i uderzyłam ją mocno w głowę.
-Co
ty robisz?! Staram się pomóc!
-Czy
powiecie z końcu o co wam chodzi? Póki co powodujecie tylko chaos!-krzyknął
Sasuke i wstał z miejsca podchodząc do nas. Od czasu mojej ucieczki nie
przezwał mnie ani razu.
-Dobra,
na poważnie. Itachi zachwala cię jako geniusza w technologiach czy czymś takim.
Mógłbyś pomóc nagrać nam film i skręcić z tego teledysk? Jeśli oczywiście
wielmożny Sasuke ci pozwoli.-wrzuciła Sakura i odwróciła się z szerokim
uśmiechem do Sasuke.
-To
wolny człowiek. Sai chcesz im pomóc?-Sasuke wzruszył ramionami.
-Jasne.
Nie widzę problemu. Będą jakieś walki w kisielu czy coś takiego? Bo jak tak, to
ja tym bardziej się piszę.-powiedział i uśmiechnął się.
-Sara
ma doświadczenie w takich rzeczach.-wypaliła Sakura, a ja poczułam jak moje
policzki robią się potwornie czerwone.
-Saki!!!
-No
co? Pamiętasz piknik tematyczny? A nie, to wtedy były zabawy pod prysznicem nie
kisiel. Kisiel był później.-postukała się w brodę jakby zastanawiała się
jeszcze nad innymi rzeczami.
-Ciekawych
rzeczy się dowiaduję. Rodzice mieli cię za aniołka.-Sasuke uśmiechnął się, a
jego czarne oczy błysnęły.
-Ona?
Aniołek? Żartujesz sobie? Ja jestem szurnięta, ale Sara nie ma chyba prawie
żadnych granic. Pamiętasz ten motyw jak nasza nauczycielka zastanawiała się,
gdzie się podziewasz, a ty poszłaś z Martinem do kanciapy woźnego i...-zatkałam
jej usta ręką płonąc ze wstydu.
-I
już wystarczy. Sai dziękujemy ci za pomoc, ale musimy wrócić na próbę. Itachi
na pewno zastanawia się gdzie nas wcięło. A ty kochana przyjaciółko wybierz
sobie miejsce w ogrodzie, gdzie mam cię zakopać po tym, jak cię zamorduję.
Przepraszam, że przeszkodziłyśmy wam w spotkaniu.-grzecznie dygnęłam i
wyprowadziłam Sakurę z salonu.
Wracając do garażu ciskałam gromy we
wszystkie strony.
-Coś
się stało?-zapytał Itachi i spojrzał się na mnie.
-Sakura
przed chwilą omal nie powiedziała przy wszystkich, że kiedyś na wycieczce
szkolnej o mały włos nie nakryła mnie nauczycielka, kiedy uprawiałam seks ze
swoim chłopakiem w dość nietypowym miejscu.-Itachi zaczął głośno kaszleć, a
potem cały czerwony i załzawiony utkwił we mnie wzrok.
-Słucham?
Dobrze usłyszałem?
-Myślę,
że tak.
-Moja
mała kuzynka robi takie rzeczy?-zaczął się śmiać, a ja zaraz po nim.
-Nie
jest już taka mała. Sai się zgodził. Więc mamy już pierwszą część z głowy.
Teraz musimy zorganizować...
-Wszystko
jest zorganizowane, Sakura. Naprawdę nie musisz się aż tak przejmować. Demo
musi być wysłane do końca sierpnia więc mamy jeszcze miesiąc. My z Deidarą
skomponowaliśmy już muzykę, teraz pozostaje napisać do niej słowa, co zostawiam
już mojej kuzynce.-powiedział i podał mi małego pendriva w czerwonym kolorze.
-No
cóż, widzę, że konkurs zaczyna rozkręcać się coraz bardziej.-zauważyłam
trzymając małą rzecz w palcach.
-Owszem.
Wiem jednak, że mając ciebie w drużynie mamy szansę na zwycięstwo.
-Postaram
się Itachi. Obiecuję, że nie zawalę.-mruknęłam i spojrzałam na czerwonego
pendriva w moich rękach, od którego zależało nasze dostanie się na konkurs
piosenki.
Komentarze
Prześlij komentarz