Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 26
-Uważam, że ta
pierwsza była najlepsza.- powiedziała Sakura, kiedy wyszłam w czwartej już
sukni z przymierzalni.
-Masz na myśli tą
przezroczystą na plecach i bokach? Błagam cię. Za bardzo wyzywająca.- suknia, w
której stałam teraz wyglądała jak wielka beza. Masa falban i tiulu odrzucała
mnie strasznie.
-No to jak widzi ci
się twoja wymarzona suknia ślubna?- zapytała Saki i wyciągnęła się na kanapie
dla gości.
-Cóż... Po pierwsze
nie mam wymarzonej sukni ślubnej. Ale gdybym miała taką mieć... Prosta. To
przede wszystkim. Nie chcę żadnych falbanek, masy tiulu, nie chcę sukni na
kole... Po prostu prosta i przylegająca. Myślę, że chciałabym mieć koronkę na
plecach i to jedyny odważny akcent w całej sukni. Mogłabym jeszcze mieć taki
minimalny tren.
-A co powiesz na
koronkowe rękawki? Niby nic, a jednak pobudzają wyobraźnię.
-Myślisz, że to nie
byłoby za bardzo... Dziewicze?- zapytałam, kiedy nie mogłam znaleźć
odpowiedniego słowa.
-Owszem, gdyby były
wykonane z materiału może i by było. Jednak koronka... Uważam, że to seksowne.
W dodatku musiałabyś poświęcić stanik na rzecz ładnego wyglądu.
-Dla Gaary nie
byłby to żaden problem, zaufaj mi.- zaśmiałam się.
Modystka przyszła do nas, kiedy
śmiałyśmy się z seksualnych zapędów mojego faceta.
-I jak widzi się
pani ta suknia?- zapytała.
-Za bardzo...
Fikuśna. Właśnie teraz zrobiłam z moją przyjaciółką opis sukni jaka mi się
marzy i prosiłabym, żeby pomogła mi pani taką znaleźć.
Kobieta przyniosła trzy tego typu
suknie. W pierwszej wyglądałam bardzo bardzo źle, ponieważ koronka była doszyta
w złym miejscu i skracała mnie. W drugiej okazało się, że jest za ciasna w
biuście. Z kolei trzecia wyglądała na mnie idealnie. Kiedy wyszłam z
przymierzalni Sakura, aż wyprostowała się z wrażenia.
-Wow!!!- krzyknęła,
kiedy mnie zobaczyła.
-Rozumiem, że ta ci
się podoba?- zaśmiałam się i obróciłam. Dla mnie ta suknia była piękna. Prosta,
elegancka, seksowna na swój własny sposób.
-Wyglądasz pięknie!
Gaara padnie na zawał przed ołtarzem, kiedy wejdziesz do kościoła!!!- krzyknęła
i zaczęła skakać wokół mnie jak głupia.
-Nie rób ze mnie
wdowy w dniu ślubu!- fuknęłam na nią, a ona zaczęła się śmiać.
-To niesamowite, że
jeszcze dwa i pół miesiąca i zostaniesz jego żoną. Czas tak szybko zleciał.
Jesteśmy już staaaare.
-Sakura,
przypominam ci, że wychodzę za niego ledwo po dziewiętnastych urodzinach!
Uważasz, że jestem stara?!
-Nie. Uważam, że
jesteś szalona. Jednak wiem też, że na pewno będziesz z nim szczęśliwa. Więc
jak, chcesz tą sukienkę, czy szukamy dalej?
-Chcę tą.
Zdecydowałam się.- uśmiechnęłam się do niej i z powrotem poszłam do
przymierzalni.
Kiedy wyszłyśmy ze sklepu
zadzwoniłam do cioci, że znalazłam sukienkę i kupiłam ją (wujkowie dali mi pięć
tysięcy dolarów na kupienie sukni, biżuterię i coś, co jeszcze bym chciała).
Oczywiście ciocia poprosiła, żebym przy najbliższej przymiarce zrobiła zdjęcie
i pokazała jej.
-Teraz gdzie?-
zapytała Sakura, kiedy pakowałyśmy się do samochodu.
-Jubiler.
Chciałabym jakieś ładne wiszące kolczyki. Rezygnuję z naszyjnika, ponieważ sama
suknia z przodu jest tak piękna, że szkoda mi ją czymś przyćmić- powiedziałam i
skierowałam się do centrum handlowego, w którym kiedyś kupowałam Gaarze i sobie
wisiorki z serduszkiem.
Jubiler od razu mnie poznał i
uśmiechnął się.
-Dzień dobry! Czego
tym razem potrzebujemy?- zapytał i podszedł do lady.
-Chciałabym kupić
jakieś ładne wiszące kolczyki. Eleganckie, niezbyt krzykliwe, dość skromne.-
zaczęłam wyliczać na palcach.
-Czy to na jakąś
specjalną okazję, lub do specjalnej kreacji? Lub na prezent?
-Do sukni ślubnej.
Eleganckiej i skromnej.- sprzedawca spojrzał się na mnie i zmarszczył brwi.
-Rozumiem, że to na
prezent, dla jakiejś pani koleżanki, tak?- zaśmiałam się.
-Nie. Dla mnie.
Wychodzę za mąż i potrzebuję jakiś ładnych kolczyków. Będę miała upięte włosy,
a przód sukni jest za ładny, żeby zakładać wisiorek. Dlatego kolczyki muszą być
dobrane do tej okazji idealnie.- uśmiechnęłam się do sprzedawcy, a on
wytrzeszczył na mnie oczy.
-Spokojnie, jest
pełnoletnia. Nie musi się pan martwić, że zostaje popełnione jakieś
przestępstwo.- Sakura również się zaśmiała.
-Przepraszam, po
prostu wygląda panienka tak młodo, że...- zaczął sprzedawca.
-Nie szkodzi.
Rzeczywiście jestem młoda, ale nie niepełnoletnia. To jak, pomoże mi pan wybrać
te kolczyki? Ostatnio wisiorek spodobał się mojemu narzeczonemu, więc teraz
również liczę, że przy pana pomocy będzie to strzał w dziesiątkę.
-Skoro to ślub, to
postaram się jak najlepiej.- tym razem wszyscy się zaśmialiśmy.
Po wyjściu od jubilera zaprosiłam
Sakurę na kawę.
-Ten dzień zbliża
się wielkimi krokami.- Sakura przeczesała włosy palcami i odrzuciła je na
plecy.
-Nie da się ukryć.
Nasze egzaminy również zbliżają się wielkimi krokami.- mruknęłam, a Sakura
zaczęła się śmiać.
-Cóż, przynajmniej
na dyplomie z liceum będziesz jeszcze miała panieńskie nazwisko. Trochę
oszukane, ale jednak.- zaczęłam się śmiać.
-Cieszę się, że
włosy na tej okropnej bliźnie zdążyły już trochę odrosnąć. Dzięki temu fryzura
ślubna nie będzie wyglądać tak tragicznie.- mruknęłam i pociągnęłam spory łyk
przez słomkę. Mrożona kawa w tak gorący dzień była jak ukojenie.
-Gdzie pojedziecie
w podróż poślubną?- zapytała Saki.
-Wujek Gaary powiedział,
że to on nam ją funduje, i że to niespodzianka. Jako, że jest to dość
ekscentryczny człowiek, trochę się tego obawiam.- powiedziałam i przetarłam
kark.
-Myślisz, że
zafunduje wam dwa tygodnie pod namiotem w Norwegii żebyście pooglądali sobie fiordy?-
Sakura wydawała się być tym wszystkim rozbawiona. Ja jednak nie za bardzo.
-Zaufaj mi, że
mógłby być do tego zdolny.
-Jakie to
romantyczne.- sarkazm Sakury prawie zwalił mnie z krzesła.
-Wolałabym już
pojechać do tego ich domku w Hachimantai, gdzie Gaara chciał mnie zabrać na
sylwestra.- mruknęłam.
-Daj spokój! Wujek
Gaary na pewno się postara! W końcu to jego najmłodszy siostrzeniec i w dodatku
pierwszy, który się żeni! Może się okazać, że jego pomysł będzie... Szalony,
ale dość znośny
-Dobrze. Zmieńmy
temat. Myślałaś już o tym, jaką sukienkę chcesz ubrać na mój ślub? Jeśli nie,
to możemy iść do sklepu.
-Sama kupię
sukienkę! Poza tym twoja ciocia na pewno przyłoży do tego rękę. Wiesz jaka ona
jest.
-Myślę, że coś w
kolorze twoich włosów będzie idealne.
-Spokojnie. Mam
jeszcze czas. Obiecuję ci, że na pewno nie przebije twojej kreacji, ani nie
narobię ci wstydu.
-Saki, wiem, że nie
narobisz mi wstydu. Nigdy byś mi tego nie zrobiła w takim dniu... Poza tym dość
gadania o moim ślubie! Porozmawiajmy o czymś zupełnie neutralnym, tak jak za
dawnych czasów!
Późnym popołudniem poszłam do Gaary.
Znowu był zajęty ze swoimi znajomymi ze studiów, a kiedy weszłam do salonu,
zauważyłam, że Marii, klei się do niego zdecydowanie za bardzo. Miała na sobie
wydekoltowaną bluzkę i krótką spódniczkę, co jeszcze bardziej mnie zirytowało.
Temari, która otworzyła mi drzwi, chyba to zauważyła.
-Gaara, ktoś do
ciebie.- Gaara podniósł wzrok znad książek i szeroko się uśmiechnął. Zdjął
książkę z nóg i wstał.
-Cześć!- podszedł
do mnie i pocałował mnie na powitanie.- Czy ty nie miałaś mieć dzisiaj
szalonego dnia na przedślubne zakupy?
-Na szczęście ten
dzień się skończył.- powiedziałam i przeciągnęłam się. Pomimo zasłoniętych
okien, które na dodatek były pootwierane, w pokoju było duszno, a ubrania
zaczęły się do mnie kleić.- Boże, jak tu gorąco.
-Wiem. Klimatyzacja
niestety się zepsuła. Wujek wezwał kogoś do jej naprawy, ale dadzą radę przyjść
dopiero jutro. Opowiadaj, co kupiłaś.
-Gaara, mamy ważną
sprawę do załatwienia. Twoja dziewczyna będzie nam teraz przeszkadzać.-
zauważyła Marii, a Naoki zaśmiał się, widząc jej zirytowanie.
-Marii, nie
przeszkadzaj im. Przyznam szczerze, że ja też marzę o chwili przerwy. Siedzimy
nad tym już wystarczająco długo.- powiedział i sam się przeciągnął.
-Popieram Naokiego.
Gaara, nie chcesz zrobić nam mrożonej herbaty? Tu serio jest jak w piekle.-
koleś-chyba-gej puścił oczko do mojego faceta.
-Ryu, pierwszy raz
odkąd zaczęliśmy rozwiązywać problem, mówisz coś mądrego. Za chwilę przyniosę.-
Gaara wyszczerzył się do swojego kolegi.
-Zostań. Ja ją
przygotuję. I tak muszę zrobić sobie coś do jedzenia, Mdli mnie.- mruknęłam.
-A więc to dlatego
bierzecie ślub?! Twoja dziewczyna jest w ciąży!- krzyknęła Marii, a ja
zmarszczyłam czoło.
-Nie. Nie jestem.
Po prostu od śniadania nic nie jadłam. Biegałam od sklepu do sklepu kompletując
wyprawkę ślubną.- powiedziałam.
-Też bym coś
zjadł...- powiedział Naoki.
-Dobrze, zrobię wam
jedzenie! Nie przerywajcie sobie i dalej rozwiązujcie zadanie, które dał wam
profesor. Wrócę za chwilę.- warknęłam i poszłam do kuchni.
Po jakiś piętnastu minutach wróciłam
do salonu z całym dzbankiem czarnej mrożonej herbaty z sokiem z liczi. Wszyscy
rzucili się na nią, jakby było to złoto. Ryu wypił jako pierwszy, tak
łapczywie, że aż zaczął kaszleć.
-Pycha!- oblizał
usta, a potem nalał sobie kolejną szklankę.
-Masz może siostrę
bliźniaczkę? Albo może Gaara chce cię odstąpić?- zapytał Naoki.
-Nie oddam jej.-
Gaaa objął mnie ramionami i pocałował w szyję. Pisnęłam, ponieważ kiedy był to
atak z zaskoczenia, a nie element gry wstępnej, zawsze łaskotało.
-Gaara!!! Dobrze,
daj mi teraz spokój, bo chciałabym w końcu przygotować coś do jedzenia.
Kiedy mieszałam sos w garnku ktoś
mocno objął mnie od tyłu w pasie. Po dłoniach od razu poznałam Gaare. Pocałował
mnie w kark, a potem delikatnie przejechał po nim językiem. Poczułam cudowny
dreszcz, który przebiegł aż do mojego podbrzusza. Poczułam, że robię się
wilgotna.
-Gaara.- siliłam
się, żeby mój ton był surowy.
-Cii. Lepiej, żeby
moi znajomi nie usłyszeli.- zaśmiał się, a jego dłonie powędrowały na moje
piersi. Odgięłam głowę do tyłu i jęknęłam.
-Gaara! Ktoś może
tu wejść!- pisnęłam, ale on zatkał mi usta pocałunkiem. Kiedy oderwał się ode
mnie, dyszał.- Co ci się stało?
-Mam dzisiaj taką
ochotę na ciebie, że sam nie wiem, co mi jest. Od rana myślę głównie o tym.-
prawdę mówiąc czułam to na wysokości kości ogonowej, kiedy mnie przytulał.
-Kiedy wyjdą twoi
goście?- zapytałam i szybko przemieszałam sos, żeby się nie przypalił.
-Kiedy skończymy
pisać raport z kodeksu prawnego. Za jakąś dłuższą chwilę.
-Wtedy się tobą
zajmę. Teraz idź do nich. Ja za chwilę podam obiad.- starałam się odsunąć,
ponieważ jego dłonie błądziły po całym moim ciele, co bardzo mnie rozpraszało.
-Uwierz, że
potrzebuję tylko jakiś dziesięciu minut.- ugryzł mnie bezczelnie w ucho, mimo,
że wiedział, że uwielbiałam, kiedy to robił. Kolana się pode mną ugięły.
-Gaara, idź do
salonu, bo za chwilę walnę ci chochlą!- pogroziłam i próbowałam się wyrwać z
jego uścisku.
-Ostre zabawy?
Chętnie.- zaśmiał się i po raz ostatni pocałował mnie w szyję.- Przyjdź tam
zaraz do nas. Może uda ci się nam pomóc. Za twoją ostatnią dedukcję w sprawie
molestowanej dziewczynki wszyscy dostaliśmy piątki.- zaśmiał się, dał mi klapsa
w pośladek i wyszedł z kuchni, a ja wpatrywałam się w drzwi z szeroko otwartymi
oczami.
Kiedy zaniosłam całe jedzenie na
stół, Gaara jak przykładny pan domu postawił kieliszki i nalał gościom wino. Ja
odwróciłam swój kieliszek do góry nogami, jako znak, że jestem niepijąca.
-To jest pyszne.-
powiedział Ryu i zaczął dokładać sobie porcje.- Gaara ma szczęście, że znalazł
sobie taką żonę.
-Ryu, oni jeszcze
nie są małżeństwem. Nie wiesz, co może się zdarzyć, zanim się nim staną.- słowa
Marii sprawiły, że dostałam gęsiej skórki. Widziałam, że dziewczyna mnie nie
lubi. I wiedziałam, że było to spowodowane moim związkiem z Gaarą.
-Nie planuję
niczego, co mogłoby doprowadzić do rozpadu naszego związku. Z kolei jeśli ty
planujesz, myślę, że właśnie nastał dobry moment, żeby się poddać.- uśmiechnęłam
się do niej serdecznie, chociaż moje spojrzenie było jak góra lodowa. Marii
głośno wciągnęła powietrze do płuc i uciekła ode mnie wzrokiem.
-Huhu!
Gorącokrwista lwica!- Naoki zaśmiał się i uniósł kieliszek do ust.
-Bardzo
gorącokrwista.- Gaara położył mi dłoń na udzie i musnął je palcami. Zaczął
podjeżdżać dłonią coraz wyżej, a ja mocno ścisnęłam nogi.- Jeśli chodzi o mnie
moja narzeczona nie ma się czego obawiać. Jest u mnie na pierwszym miejscu.
-A ty u niej?-
zapytał Naoki. Od wina zarumieniły mu się policzki, a usta nabrały czerwonej
barwy.
-Zdecydowanie jest
na pierwszym miejscu.- uśmiechnęłam się i wzięłam do ręki kieliszek Gaary.
Lekko umoczyłam język, żeby pozbyć się lekko słonego smaku dania z ust.
Przełknęłam i wzdrygnęłam się.
-Długo jesteście
razem? Sądząc po tym, jak bardzo śpieszy wam się do małżeństwa na pewno macie
za sobą długi staż.- powiedział Ryu i sam zaczął pić swoje wino.
-Na początku
czerwca minie dziesięć miesięcy.- powiedział Gaara. Ryu zakrztusił się winem i
zaczął kaszleć.
-Ile? Myślałem, że
dużo dłużej. Od kiedy jesteście zaręczeni?- zapytał, a jego oczy podeszły łzami
od wstrzymywanego kaszlu.
-Od stycznia.-
powiedziałam. Doskonale wiedziałam, że ludzie uważali nas za szalonych przez
tempo, jakie sobie narzuciliśmy.
-W takim razie to
rzeczywiście musi być miłość. Istne szaleństwo zaręczać się po pięciu
miesiącach związku. Co cię do tego skłoniło?- Naoki zwrócił się do Gaary.
-Na początku
stycznia miałam poważny wypadek. Jedna dziewczyna zepchnęła mnie ze schodów,
uderzyłam się w głowę i zrobił mi się krwiak. Lekarze musieli go operować. Na
stole operacyjnym moje serce przestało bić. Byłam w stanie śmierci
klinicznej... Ale wróciłam. Kiedy odzyskałam przytomność Gaara przyszedł do
mnie do szpitala. Rozmawialiśmy i w pewnym momencie oświadczył mi się.-
wtrąciłam się.
-A Sara na moje
szczęście się zgodziła. Potem porozmawialiśmy z naszymi rodzinami. Na początku
planowaliśmy pobrać się już w marcu, zanim poszedłem a studia, ale wszystkie
terminy były zajęte, aż do sierpnia. Postanowiliśmy pobrać się w przerwie
letniej. I tak wypadło, że to już za chwilę.
-Serio musisz być
zakochany. To twoja pierwsza miłość?- zapytał Naoki.
-Miałem dziewczyny.
Całkiem sporo dziewczyn. Ale tylko w Sarze naprawdę się zakochałem. Po prostu
znalazłem kogoś odpowiedniego dla mnie. I zaufaj mi, że związek z nią to
największe i jednocześnie najfajniejsze wyzwanie w życiu. Nigdy się nie nudzę,
dzięki jej charakterowi.
-Chcesz subtelnie
powiedzieć, że obawiasz się osiwienia do trzydziestki, prawda?- zapytałam, a
wszyscy oprócz Marii zaśmiali się.
-A masz to w
planach?- zapytał.
-Mogę się postarać
nawet w pierwszym roku małżeństwa.- wyszczerzyłam się do niego, co znowu
wywołało śmiechy.
-Charakter
powiadasz? Co w nim takiego urzekającego?- Naoki zwrócił ku mnie zaintrygowane
spojrzenie.
-Jej siła. Spójrz
na nią. Wygląda jak dziecko i boję się, że ksiądz pomyśli, że jestem jakimś
pedofilem.- parsknęłam, przypominając sobie reakcję jubilera.- Ale mimo
wszystko zawsze to ona umie mnie ustawić do pionu, kiedy nie mogę się odnaleźć.
I rozmowa z nią nigdy mnie nie nudzi. Milczenie też nie.
-Podobno magiczne
milczenie zdarza się tylko ludziom. którzy kochają się naprawdę.- Ryu puścił do
nas oczko, a my spojrzeliśmy się na siebie tak jak zawsze, kiedy serio
czuliśmy, że nasze serca biją w ten sam sposób.
-Za chwilę zacznę
rzygać tęczą. Muszę już iść. Jakby co wyślę wam swoją część raportu e-mailem.
Do zobaczenia na uczelni.- Marii wstała od stołu, szybko zabrała swoje rzeczy i
wyszła z salonu. Po chwili usłyszeliśmy tylko trzask drzwi wejściowych.
Chłopcy zebrali się od Gaary, kiedy
skończyli pisać swoje części raportu. Trochę im pomogłam zdając się na
intuicję, a oni zaczęli się śmiać, że jeśli tak bardzo pragnę, to mogę pomagać
im pisać raporty za każdym razem.
Kiedy w końcu zostaliśmy sami Gaara
zabrał z kuchni butelkę wody, dwie szklanki i paczkę orzeszków w miodzie, które
uwielbiałam.
Kiedy weszliśmy do jego pokoju,
postawił szklanki na nocnej szafeczce, orzeszki i wodę rzucił na łóżko. Zaczął
kierować się w stronę biurka, żeby odpalić film na dvd, ale uprzedziłam go.
Stanęłam na palcach i namiętnie go pocałowałam jednocześnie ściągając z niego
koszulkę.
-Myślałem, że
zapomniałaś o obietnicy.- zaśmiał się i również zdjął ze mnie koszulkę, a potem
szybko złapał za zapięcie od stanika, które rozpiął. Mój stanik wylądował
gdzieś pod drzwiami wejściowymi, a koszulka plątała się nam pod nogami.
Chwyciłam za guzik od jego spodni, a potem próbowałam odpiąć zamek, ale nie
chciał ustąpić. Warknęłam zirytowana, czym doprowadziłam Gaare do śmiechu.-
Myślałem, że to ja jestem tym bardziej napalonym. Widzę, że jednak nie.
-Zaraziłeś mnie tym
bakcylem w kuchni. Miał po prostu czas wykiełkować.- Gaara głośno się zaśmiał,
a potem wrócił do całowania mnie.
Kiedy wylądowaliśmy na łóżku, to ja
zdecydowanie przejęłam inicjatywę. Pocałowałam Gaare w usta, a potem zaczęłam
kierować się wzdłuż jego ciała, aż do najczulszych miejsc. Kiedy zaczęłam
pieszczoty ustami, Gaara aż wstrzymał oddech.
-Mmmmm.- zamruczał
zadowolony, a potem pozwolił mi na wszystko, co tylko chciałam robić.
Kiedy się kochaliśmy, jego zgoda na
moją dominację opadła. To on przejął dowodzenie i położył się na mnie,
wykonując dzikie ruchy biodrami. Dodatkowo delikatnie kąsał mnie w szyję, uszy,
usta i ramiona. Głośno jęczałam, zupełnie nie przejmując się tym, że ktoś mógł
w tym czasie wrócić do domu i nas słyszeć.
Po całej postawie Gaary widziałam,
że naprawdę pragnął dzisiaj seksu jak niczego innego. Sprawiał, że czułam
niesamowitą przyjemność przy każdym ruchu i jednocześnie starał się być jeszcze
bliżej mnie.
-Już blisko.-
jęknęłam mu na ucho, a moje dłonie powędrowały na jego ramiona. Krzyknęłam,
kiedy osiągnęłam spełnienie.
-Nie tak szybko.-
zaśmiał się i na chwilę zwolnił.- Ja mam jeszcze bardzo dużo energii i jeszcze
nie czuję, że zbliżam się do końca.- pocałował mnie i wznowił ruchy bioder, a
ja znowu jęknęłam.
Zmęczona kilkoma bardzo intensywnymi
orgazmami leżałam na klatce piersiowej Gaary i napawałam się jego bliskością.
-Wiesz, że Marii
cię lubi, prawda?- zapytałam w pewnym momencie, kiedy czułam jak jego palce
błądzą gdzieś po skórze na moich plecach.
-Wiem. Od początku
studiów daje mi to do zrozumienia. Ja już powiedziałem coś na ten temat. Jej
uczucia, to jej sprawa.- powiedział dość lekko.
-Boję się, że
zacznie coś kombinować, żeby nas rozdzielić.
-Sara, nie bój się.
Nawet jeśli zacznie, nie osiągnie celu. Kocham ciebie, chcę ciebie. Niech takie
rzeczy też do ciebie dotrą. Jeśli jakaś inna dziewczyna się we mnie podkochuje,
to jej współczuję. Poza tym widzę, że Naoki też się tobą interesuje i wiem, że
zadał to pytanie o to, czy ty też masz takie same odczucia jak ja, bo chciał
mieć punkt zaczepienia, czy ewentualnie uda mu się cię odbić. W końcu dopóki
nie jesteśmy małżeństwem, problem jest mniejszy. Zerwanie jest dużo prostsze
niż rozwód.
-Uważam, że jest
przystojny, ale ze sposobu bycia za bardzo przypomina mi Martina. Wydaje się
być bardzo zepsuty.
-Bo jest. Ale wbrew
pozorom to też całkiem sympatyczny chłopak. Właśnie! Zapomniałem zapytać. Jakim
cudem znasz te wszystkie rzeczy wiążące się z rozprawami i tym, do kogo można
się zwrócić, żeby uzyskać potrzebne informacje?
- Sama nie wiem.
Lubię oglądać programy gdzie takie rzeczy są wyjaśniane. Lubię książki o tej
tematyce i w Stanach jeden kolega Sakury był prawnikiem. Też wyjaśnił mi
całkiem sporo. Myślę, że u mnie wzięło się to z mojej przeszłości. Gdybyś
zapytał mnie co zrobić z dzieckiem, które jest dotknięte przemocą fizyczną,
myślę, że wyśpiewałabym ci to jak alfabet. Sama przechodziłam podobne
procedury, rozmawiałam z psychologami w obecności wujków... Po prostu uważam,
że to fascynujące. I wsadzanie ludzi do więzienia, kiedy im się to należy też
jest zdecydowanie fajne.
-Nie myślałaś o
tym, żeby studiować prawo? Mogłabyś zostać radcą prawnym tak jak mówił Naoki.
Myślę, że byłabyś w tym świetna.- Gaara złapał moją dłoń i splótł razem nasze
palce.
-Ja i bycie
prawnikiem? Gaara, wyobrażasz to sobie? Gdybym wiedziała, że mój klient kogoś
zabił, nie umiałabym go bronić...
-Nie adwokat.
Prawnik. Zajmowałabyś się czymś innym. Uważam, że po tych dwóch razach, kiedy
nam pomogłaś, serio byłabyś w tym świetna. Zostałaś do tego stworzona.
-Wyobrażasz sobie?
Ty, mój mąż, prokurator. Ja, twoja żona, radca prawny. Bylibyśmy zabójczą parą
w świecie sądownictwa.
-Pan i pani
Killer wersja Japońska.- powiedział.- Jednak uważam, że tu mam rację. Naprawdę
jesteś w tym dobra. Znasz się na tym i widziałem jakie podniecenie wywołała w
tobie pierwsza rozmowa. Ta w sprawie molestowanej dziewczynki. Nasz wykładowca
powiedział, że nasz plan był niesamowicie szczegółowy i nie wierzy, że zrobili
go studenci po ledwo miesiącu studiów.Wolałbym nie wiedzieć, jak zareagowałby,
gdyby się dowiedział, że w zrobieniu go największy wkład miała licealistka,
która nie miała kodeksu prawnego w ręku. Powinnaś się tym zająć. Widzę cię w
tym zawodzie i wiem, że wzbudzałabyś autorytet.
-Ja? Mam ledwo sto
sześćdziesiąt centymetrów wzrostu i raczej wzbudzałabym śmiech wśród
przestępców na sali sądowej niż jakikolwiek autorytet.
-Mam ponad metr
osiemdziesiąt, a wzbudzasz we mnie niekiedy większe lęki niż faceci, którym
kiedyś obijałem ryje, kiedy byłem w gimnazjum. Masz po prostu niesamowitą siłę
charakteru. A to w tym zawodzie liczy się bardziej niż predyspozycje fizyczne.
-Nie wiem Gaara.
Zastanowię się. Póki co czeka mnie test semestralny za kilka tygodni, potem
nasz ślub, po ślubie nauka do egzaminów końcowych. I w trakcie tej nauki zacznę
się zastanawiać nad tym, co chcę robić. Obiecuję ci jednak, że przemyślę twoją
propozycję. Jeszcze po egzaminach ewentualne testy wstępne na uczelnię. No i
wyjście do urzędu, żeby zmienić nazwisko na twoje... Matko jaki szalony rok.-
powiedziałam, kiedy dotarło do mnie, co właśnie powiedziałam na głos.
-Mnie też czeka
ciężki rok. Pierwszy rok studiów jest bardzo trudny.- mruknął i zaczął ziewać.-
Powinienem cię odprowadzić. Masz jutro szkołę.
-Idę dopiero na
dziesiątą. Mogę spać u ciebie, a z rana pójdę do domu po prostu się przebrać i
zabrać Saki. Wujkowie powoli oswajają się z tym, że po ślubie spanie razem
będzie na porządku dziennym. Poza tym wiedzą, że skoro nie wracam, na pewno
jestem u ciebie. Sakura też o tym wie. Mówiłam jej gdzie wychodzę.
-Dobrze. W takim
razie słodkich snów, kochanie.
-Marcus,
obiecuję ci, że oddam pieniądze, kiedy przyjdzie zasiłek. Dobrze wiesz, że i ja
i Yumi jesteśmy na głodzie. Potrzebujemy prochów.- głos mojego ojca poniósł się
echem po korytarzu.
Siedziałam skulona pod stołem w
kuchni. Byłam przytulona do ściany tak mocno, że czułam jej zimno na całej
długości pleców. Modliłam się, żeby tata i mama nie zauważyli moich spodni od
piżamy albo stóp. Modliłam się, żeby wciągnęli już proszek od kolegi i zaczęli
być szczęśliwi. Tak jak zawsze, kiedy to robili.
-Wiem. Dlatego
dam ci dzisiaj coś ekstra. To nowa mieszanka. Podobno daje niezłego kopa. Ty i
Yumi nie będziecie mogli przestać, jeśli wiesz, co mam na myślisz.- ich śmiechy
poniosły się po korytarzu, a ja dostałam gęsiej skórki.
-Dzięki Marki.
Do zobaczenia w przyszłym tygodniu.
Kiedy usłyszałam krzyki z salonu,
wstrzymałam oddech. Tata zataczając się wszedł do kuchni i sięgnął po wódkę z
dolnej półki lodówki. Pił ją jednym tchem, jak wodę. Kiedy z ręki wypadła mu
nakrętka i wturlała się pod stół, wstrzymałam oddech. Ojciec sięgnął po nią, a
kiedy zobaczył mnie skuloną w kącie, uśmiechnął się.
Z jego nosa ciekłą krew, a oczy były
całe czerwone. Źrenice miał tak rozszerzone, że niebieska tęczówka była tylko
wąskim jasnym okręgiem. Poczułam, że moje serce przyśpiesza, a oddech staje się
płytki.
-Tu jesteś mały
bachorze. Chodź do rodziców. Będziemy prawdziwą rodziną.- powiedział, a potem
wyciągnął rękę w moją stronę. Wtedy zaczęłam krzyczeć, co rozwścieczyło mojego
ojca.
Wytargał mnie spod stołu i mocno
chwycił za szyję. Zaczął mnie dusić, a ja miałam wrażenie, że za chwilę
zmiażdży mi gardło. Machałam nogami tak mocno, że trafiłam ojca w zęby.
Zajęczał i puścił mnie. Zaczęłam uciekać do korytarza, ale drzwi były
zamknięcie na zamek.
-Ty mała suko,
za chwilę mnie popamiętasz!- wrzasnął i wyjął pasek ze szlufek spodni. Waliłam
rękoma w drzwi, jakbym w taki sposób mogła je magicznie otworzyć. Poczułam jak
ojciec łapie mnie za kark i przyciska do zimnego drewna. Pas przeciął powietrze
z głośnym świstem, a potem wylądował na moim ciele.
Krzyknęłam z bólu i zaczęłam sięgać
do tyłu żeby chwycić ręce ojca, ale wtedy on mocniej przycisnął mnie do drzwi.
Kolejne uderzenie pasem piekło jeszcze bardziej.
-Nie!!! Nie!!!-
wrzeszczałam, a wtedy ojciec odrzucił pas i zaczął okładać mnie pięściami po
ciele.-Tato!!! Zostaw!!! Nie!!!
-Obudź się,
słyszysz?! Obudź się!!!- mocne wstrząsy za ramiona sprawiły, że natychmiast
otworzyłam oczy. Przerażony wzrok Gaary, który napotkałam sprawił, że
przestałam oddychać na krótką chwilę.
Czułam pieczenie w wewnętrznej
części dłoni, a kiedy rozwarłam palce zauważyłam, że ich wnętrze jest całe we
krwi. Czerwone linie ciągnęły się od nadgarstków do linii serca i krwawiły.
Cała poszewka w miejscu gdzie trzymałam dłonie była czerwona. Słone łzy piekły
mnie na policzkach, a pot ściekał po plecach i czole. Oddech świszczał mi w
piersi.
-Co się stało?-
Gaara objął mnie i mocno do siebie przytulił.
-Koszmar.-
mruknęłam.
-Koszmar? Darłaś
się, jakby ktoś obdzierał cię żywcem ze skóry. Nigdy w życiu nie chciałbym,
żeby nawiedzały mnie takie sny.
-Te sny to moje
wspomnienia. Tym razem śniłam o tym, kiedy ojciec omal nie zatłukł mnie na
śmierć pierwszy raz. Kiedy trafiłam do szpitala, rodzice wmówili lekarzom, że
spadłam ze strychu i poturlałam się po schodach aż na sam dół domu. Nie wiem
czemu, ale oni uwierzyli. Ojciec potrafił bić tak, że siniaki wcale nie były
duże, ale sam ból był nie do zniesienia... Diler przyniósł im jakieś proszki.
Tata po ich wciągnięciu chciał napić się wódki. Spadła mu zakrętka. Ja
siedziałam pod stołem i ukrywałam się... On mnie tam znalazł... Te oczy... Te
cholerne oczy po wciągnięciu prochów. Biały proszek na nosie, strużka krwi pod
nim...- drżałam na całym ciele, kiedy o tym mówiłam.
-Ciii. To już
przeszłość. Jestem przy tobie i nie dopuszczę, żeby stała ci się krzywda.
-Gaara, obiecaj mi,
że jak już będziemy mieli dzieci, nigdy nie podniesiesz na nie ręki. Nawet jako
środek wychowawczy. Przysięgnij, że nigdy tego nie zrobisz.- oderwałam się od
jego ciała i z dziki błyskiem spojrzałam w oczy.
-Nigdy nie uderzę
żadnego z naszych dzieci. Sam nie byłem bity i uważam, że nie jest to sposób na
wychowanie. Obiecuję, że nie podniosę na nie ręki. A teraz chodź. Muszę
opatrzyć ci rany. Strasznie się podrapałaś.- Gaara chwycił mnie za przedramię i
zaciągnął do łazienki.
Następnego dnia Gaara pojechał na
uniwersytet, a ja korzystając z okazji, przeszłam się i dobudziłam.
Kiedy weszłam do domu panowało w nim
niesamowite zamieszanie.
-Wróciłam!!!-
krzyknęłam, a wtedy z kuchni wyszła ciocia. Wyglądała na bardzo zdenerwowaną.
-Och, w końcu
wróciłaś! Idź szybko pod prysznic i doprowadź do porządku... Co ty masz na
dłoniach?!- zapytała, kiedy zauważyła bandaże owinięte wokół moich rąk.
-Śnili mi się
rodzice. Podrapałam się do krwi i Gaara opatrzył mi to. Myślę, że powinno się
już zagoić... Ciociu, skąd to zamieszanie? Powinnyśmy niedługo wychodzić do
szkoły razem z Sakurą.- powiedziałam, a ciocia mocno zacisnęła usta.
-Dzwoniłam już do
Tsunade. Dzisiaj nigdzie nie idziecie. Mamy niespodziewanego gościa. I uwierz,
że jest to dla nas wszystkich bardzo stresujące.- kiedy ciocia
powiedziała niespodziewany gość od razu zrobiłam się sztywna
jak struna i nie mogłam ruszyć się z miejsca.
-Rodzice...-
wyszeptałam, a ciocia zmarszczyła czoło na moje słowa.
-Och... Nie! nie
bój się! Nie pozwolilibyśmy żeby niepokoili cię bez wcześniejszego uprzedzenia.
I na pewno nie zgodzilibyśmy się na spotkanie bez twojej zgody. Nie, nie o to
chodzi. Po prostu proszę cię, idź weź prysznic i doprowadź się do porządku. Za
pół godziny chciałabym widzieć cię na dole. Przygotuję dla ciebie śniadanie...
-Nie trzeba. Jadłam
u Gaary. Poprosiłabym tylko o zieloną herbatę.- powiedziałam. Ciocia niepewnie
kiwnęła głową, a potem poszła do kuchni. Ja w tym czasie szybko pobiegłam
schodami do swojego pokoju.
Na łóżku siedziała Sakura. Miała na
sobie szkolny mundurek, ale wyglądała na zaniepokojoną.
-Wiesz może skąd to
zamieszanie na dole? Ledwo weszłam do domu i już...- zaczęłam.
-Nie wiem.
Próbowałam coś wyciągnąć od Sasuke, ale nic nie chciał mi powiedzieć. Wiem
tylko, że nie chodzi o twoich rodziców i ich wizytę. Pani Uchiha wydaje się być
bardzo zdenerwowana. Pan Uchiha też. Od rana chodzą bardzo nerwowi i nawet
dzwonili do firmy, że dziś się w niej nie pojawią. Myślałam, że po prostu nie
chcą mi nic powiedzieć. Ale widzę, że ty też nic nie wiesz.
-Zaczynam się bać.
Wujkowie rzadko robią reorganizację swoich planów, więc ten gość, o którym
mówiła ciocia musi być kimś bardzo, bardzo ważnym.- mruknęłam i zaczęłam
ściągać z siebie ubrania.- Powinnaś też zdjąć mundurek. Dzisiaj nie idziemy do
szkoły. Spotkamy się za chwilę. Przyjdę do ciebie.
Szybko wzięłam prysznic.
podmalowałam się i ubrałam. Zajęło mi to dosłownie dwadzieścia minut, łącznie z
wysuszeniem włosów.
Zaniepokojona napisałam sms-a do
Gaary, który natychmiast do mnie oddzwonił.
-Co się dzieje?-
zapytał na wejściu.
-Nie wiem. Wujkowie
zachowują się dziwnie, są podenerwowani. Sakura też nic nie wie, ale
najprawdopodobniej Sasuke już tak. Podobno to jakiś niespodziewany gość.
-Znowu twój
ojciec?! Bo jeśli tak to...
-Nie. Ciocia
powiedziała, że to nie moi rodzice, nie martw się. Ale... Denerwuję się. Nie
mam pojęcia o co chodzi, ale atmosfera panująca w całym domu jeszcze to wzmaga.
-Nie denerwuj się.
Mój wykładowca właśnie idzie. Muszę kończyć. Do zobaczenia.- powiedział, a
potem się rozłączył. Jego nie denerwuj się sprawiło, że
zdenerwowałam się jeszcze bardziej.
Wyszłam na korytarz, a wtedy
usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie chcąc za szybko dowiadywać się kim jest gość,
pognałam do pokoju Sakury.
Moja przyjaciółka siedziała na łóżku
i mocno zaciskała dłonie. Wyglądała na bardzo zdenerwowaną.
-Może to ktoś ze
Stanów? Może moi rodzice mają jakieś długi i teraz ten ktoś mnie znalazł, żeby
domagać się ich spłaty.- Sakura była blada na twarzy.
-Na pewno nie!
Gdyby tak było znaleźliby cię dużo szybciej. Poza tym twoi rodzice zostali
pozbawieni praw, tak samo jak moi. Sądy i inne instytucje nie mają prawa
obciążać cię żadnymi karami finansowymi ani domagać się od ciebie spłaty ich
długów. Uspokój się. Mam dziwne wrażenie, że to zamieszanie spowodowane jest
moim ślubem. Zaproszenia zostały wysłane już jakiś czas temu i na pewno
większość gości już je dostała.
-Twoja rodzina nie
utrzymuje kontaktu z wujkami przez to, że ci zajęli się tobą, prawda?- Sakura
zaczęła odzyskiwać kolory na twarzy.
-Tak. Ale ciocia ma
kilka koleżanek, które bardzo mnie lubią. Podejrzewam, że chcą przyjechać do
nas i brać udział w przygotowaniach do ślubu. A jak wiesz moja ciocia nie lubi,
kiedy ktoś wtrąca się w jej sprawy... Tak! To na pewno one są tym
niespodziewanym gościem! A my głupie tak się bałyśmy.- trzepnęłam się w czoło,
a potem obie z Sakurą zaczęłyśmy się śmiać.
-Zobaczysz, że
zaproponują swoje dzieci dzieci do rzucania kwiatów pod nogi.
-Ich dzieci mają
już swoje dzieci. Te panie są starsze od Mikoto.- powiedziałam.
-Och, to jeszcze lepiej!
Zawsze uważałam, że małe dziewczynki, które rzucały kwiaty przed panną młodą są
słodkie. A mali chłopcy, którzy nieśli obrączki na poduszeczkach... Oj!!!-
Sakura zrobiła rozmarzoną minę, a ja wybuchłam głośnym śmiechem.
-Widzę, że już masz
zaplanowane pewne rzeczy na swój ślub.- wtedy ktoś zapukał do drzwi pokoju.
-Chodźcie
dziewczyny. Mama prosiła, żebym was zawołał.- Sasuke wyglądał na spiętego.
Wcale się mu nie dziwiłam. Koleżanki cioci zawsze uwielbiały tarmosić go za
włosy, a jedna przez drugą prześcigały się w stwierdzeniach, że Sasuke jest
nieprzyzwoicie przystojny i na pewno łamie kobiece serca. Ich wizyty zawsze
budziły w nim największą z możliwych irytacji.
Kiedy zeszliśmy na dół wcale nie
usłyszałyśmy wesołych śmiechów, ani podniesionych kobiecych głosów. Zza drzwi
nie wydobywał się żaden dźwięk, a ja poczułam zimny dreszcz na skórze.
-Przygotuj się.-
powiedział Sasuke, a ja przestałam oddychać.
W salonie siedzieli moi wujkowie,
oraz jakiś mężczyzna niewiele młodszy od wujka. Za nimi stały trzy dziewczyny w
moim wieku. Na przeciwko wujka z kolei siedział starszy mężczyzna. Na oko w
wieku sześćdziesięciu kilku lat. Jego włosy, pomimo wieku, nadal miały ciemny
kolor i były jedynie poprzecinane kilkoma pasmami siwizny.
Wszystkie spojrzenia powędrowały w
naszą stronę, kiedy tylko przekroczyliśmy próg pomieszczenia. Czułam się jak
dziecko, które zrobiło coś bardzo złego i teraz musi się przed wszystkimi
tłumaczyć.
Najstarszy mężczyzna wstał, a jego
oczy rozszerzyły się na mój widok. Zaczął ciężko oddychać i zrobił niepewny
krok w moją stronę. Coś w jego wyglądzie i postawie zaniepokoiło mnie. Miałam
wrażenie, że już gdzieś widziałam ten sposób chodzenia i trzymania pionu. Nawet
gesty były znajome.
-Yumi...-
wyszeptał, a w jego głosie usłyszałam ogromny ból. Wstrzymałam oddech, kiedy
nazwał mnie imieniem matki.
Zamarłam, kiedy zdałam sobie sprawę
z tego, gdzie już widziałam jego sposób zachowania oraz twarz.
Wujek, Itachi i Sasuke zachowywali
się w niemal identyczny sposób. Zawsze sztywni jak kije, trzymali głowy wysoko.
Ich krok był sprężysty, pewny siebie. Z kolei rysy... Wujek był niemal
odwzorowaniem tego mężczyzny. Tak jak chłopcy byli podobni do cioci Mikoto, tak
wujek był idealną młodszą kopią starszego mężczyzny stojącego przede mną.
-Tato, to nie Yumi.
To jej córka. Ma na imię Sara. Sara Iregio. Muszę jednak przyznać, że kiedy
pierwszy raz ją zobaczyłem, sam nie mogłem wyjść z szoku, że jest tak podobna
do mojej siostry.- wujek wstał i podszedł do mnie.- Tato postanowił złożyć nam
wizytę, kiedy dostał powiadomienie o twoim ślubie z Gaarą.
-A... Ale dlaczego?
Przecież nie chciał mnie znać?- wydukałam ledwo. Czułam, że moje serce za
chwile wyskoczy z piersi.
-Dlatego, że Gaara
Sabaku jest dla mnie jak przyszywany wnuk!- głos mojego dziadka był teraz
zdecydowanie bardziej pewny siebie. Zmierzył mnie zimnym wzorkiem i podszedł
bliżej.
W jego spojrzeniu widziałam dużą
niepewność, ale jednocześnie... Żal? Tak. Dziadek widział we mnie największy
błąd, jaki popełniła jego ukochana i jedyna córka. Wcale nie cieszył się, że
mnie widzi. Byłam jak okrutny demon przeszłości, a podobieństwo do matki tylko
to potęgowało.
Poczułam irracjonalną wściekłość
widząc to. Ten mężczyzna nigdy nie chciał mnie poznać, nazywał mnie bękartem i
odciął się od moich wujków przez to, że jako jedyni przejęli się moim losem i
zajęli mną.
-Na szczęście nim
nie jest.- powiedziałam i butnie zadarłam podbródek. Sasuke zapowietrzył się
słysząc mój ton.
-Nie pozwoliłem ci
udzielać głosu, bachorze!- mój dziadek podniósł ton.
-A ja nie życzyłam
sobie żebyś tu przyjeżdżał!- warknęłam. Dziadek zrobił bardzo zdziwioną minę.
Widząc, że wybiłam go z pewności siebie, kontynuowałam.- Nie chciałeś poznać
mnie przez prawie czternaście lat od czasu, kiedy wujkowie mnie adoptowali!
Ślub okazał się świetną wymówką, żeby mnie zdenerwować?!
-Jak ty się
odzywasz?! Nie życzę sobie takiego zachowania! Młodzież w Japonii nie ma prawa
wyrażać się tak do starszych!!!- krzyknął na mnie.
-Nie ma też prawa
utrzymywać kontaktu z rodziną, której sami się wyparli.- odbiłam pałeczkę, a
mój dziadek cofnął się o krok. Zaśmiał się pod nosem.
-Ty naprawdę jesteś
jak Yumi. Ona też potrafiła odparowywać ciosy szybciej niż ktokolwiek inny.
-Nie jestem moją
matką!!!- wrzasnęłam.
-Widzę, Fugaku, że
nawet wasza miłość nie była w stanie zamienić tej rozwydrzonej dziewczyny w
poukładaną panienkę. Cóż, to nie wasza wina. Warunki w jakich kiedyś się
chowała na pewno na zawsze odcisnęły na niej swoje piętno. Poza tym, to córka
Yumi. Nigdy nie spodziewałbym się po niej niczego rozsądnego, a już na pewno
nie zachowania.- drgnęłam na słowa jednego z mężczyzn. Odebrałam je jako
policzek. Bardzo celny.
-Dziękuję ci,
Tadashi, za twoją szczerą opinię, ale zaufaj mi, że nasza córka jest cudowną
młodą dziewczyną. I bardzo dobrze ułożoną. Ma charakter Uchiha. To jej
największy problem.- wujek stanął za moimi plecami i położył mi dłoń na
ramieniu. Czułam się w tamtym momencie jak ktoś, wokół kogo postawiono nagle
mur odgradzający od niebezpieczeństwa.
-Jakoś nie widzę
tego po tym, jak odzywa się do naszego ojca.- powiedział mężczyzna i wstał.
Wszyscy mężczyźni w naszej rodzinie
byli przystojni, wysocy i dobrze zbudowani. Wszyscy mieli też arogancką
postawę, którą u moich kuzynów złagodziła ciocia i jej wychowanie.
-Wcale nie dziwię
się temu, że jest wściekła. Tata nie chciał poznać jej przez całe życie. W
dodatku traktował jak bękarta. Żadne z was nie było w tym lepsze.- słowa wujka
starły uśmiech z ust Tadashiego.
-Jest nieślubnym
dzieckiem naszej siostry. W dodatku od jakiegoś Niemieckiego Gaijina!!! Sama
jest jak Gaijin! Ona nie należy do
naszej rodziny!!!- krzyknął Tadashi.
Poczułam ból w klatce piersiowej.
Gaijin było bardzo obraźliwym słowem. Co prawda Japończycy używali go jako
określenia cudzoziemców, ale samo jego brzmienie miało negatywny wydźwięk.
Oznaczało obcego, nienależącego do Japonii. Brat wujka dał mi tym samym do
zrozumienia, że nie jestem mile widziana w ich rodzinie.
-Tadashi!!!-
krzyknął mój wujek.
-Wujku!!!- Sasuke
również wydawał się zdenerwowany. Poczułam nieprzyjemne szczypanie skóry, ale
nie przejęłam się tym.
-Może i jestem
Gaijin, ale na pewno jestem lepsza niż wy!- tupnęłam nogą. Byłam wściekła jak
nigdy.
-Jak śmiesz się
porównywać do naszej rodziny! Nawet nie jesteś jej częścią. Nie masz nawet
nazwiska swojego ojca, który nie chciał cię uznać! Jesteś zwykłym bękartem,
którego urodziła moja siostra, a potem nie mogła żyć z tą myślą, więc zaczęła
brać narkotyki i pić na umór!- każde słowo było jak policzek. Bolało, ale było
prawdą.
-Tadashi!!! Skończ!
Sara nie jest niczemu winna! Była niewinnym dzieckiem, kiedy Yumi stała się
ćpunką!!! Przestań się na niej wyżywać! Wszystko co kiedykolwiek robiła nasza
siostra, było jej własną decyzją, a nie decyzją jej dziecka. Sara wystarczająco
przez to wycierpiała.- poczułam w swojej dłoni dłoń Sakury.
Moja przyjaciółka była blada i
drżała na całym ciele.
-Dzieci z takich
związków są nic nie warte! Dobry Boże, uchroń synów Fugaku przed tym, aby
kiedykolwiek spotkali takie dziewczyny.- powiedział Tadashi.
Sasuke wyglądał jakby za chwilę miał
stracić cierpliwość.
-Wujku, poznaj
proszę, oto moja dziewczyna. Ma na imię Sakura Haruno.- Sas wycedził to przez
zaciśnięte zęby.
-Porządna
dziewczyna. Zostaje ci tylko pogratulować.- Tadaschi uśmiechnął się do Sasuke.
-Sakura pochodzi z
dokładnie takiej rodziny z jakiej pochodzi Sara. Jej rodzice też pili i ćpali.
Ale jej babcia uchroniła ją od tego. Sakura wyrosła na porządną dziewczynę.
Jest poukładana, inteligentna i dobra. Jest też pyskata i nie przypomina
przykładnych Japońskich dziewczyn, które próbujecie chować u siebie w domu.-
wskazał podbródkiem na dziewczyny, które w takim wypadku okazały się być moimi
kuzynkami.- Ale to tylko jej zaleta. Nawet jeśli dla ciebie Sakura też jest
Gaijin, pozostaje tylko cieszyć się z tego, że tak bardzo się różnimy, bo ja
nie zamieniłbym jej na żadną Japońską dziewczynę z dobrego domu.
-Fugaku!!! Czy ty
słyszysz, co mówi twój syn?!- wujek Fugaku spojrzał się na Sasuke i pierwszy
raz od dawna widziałam w jego spojrzeniu dumę.
-Słyszę. Teraz
chciałbym poznać powód waszej wizyty. Wiem, że na pewno nie jest to chęć
uczestniczenia w weselu. Dla was byłaby to ujma na honorze.
-Żebyś wiedział.
Przyjechaliśmy tu w innym celu. Jak zapewne pamiętasz, kiedy ta Gaijin żyła w
Stanach Zjednoczonych, nasze córki czasem przyjeżdżały do was z wizytą. Poznały
Gaare Sabaku. Prawda dziewczynki?- wszystkie posłusznie kiwnęły głowami.
-Więc do czego
zmierzasz?- zapytał wujek.
-Proponuję, aby
moje córki pomieszkały z wami przez jakiś czas. I żeby przez ten okres miały
okazję przebywać z Gaarą. Podejrzewam, że chłopak rozmyśli się co do ślubu z
nią, a zdecyduje na ślub, z którąś z moich córek.- poczułam, że robi mi się
słabo.
-CO?!- wrzasnęłam i
spojrzałam na dziewczyny stojące za kanapą.
-Japońska żona
będzie dużo bardziej odpowiednia dla chłopaka z tak dobrej rodziny, niż ty,
Gaijin, brudna krew, która omal nie zepsuła honoru naszej rodziny. Wiesz jak to
jest... Dzieci płacą za błędy rodziców. Nigdy nie powinnaś być z tak dobrym
chłopakiem.- modliłam się, żeby nie uronić nawet jednej łzy.
-Cieszę się, że nie
chcecie mnie w waszej rodzinie. Są w niej tylko hipokryci i ludzie bez serca.
Wywyższacie się ponad innych, a nie potrafiliście nawet pomóc mojej mamie,
która wieczorami wołała was i prosiła o pomoc. Leżała na kanapie zamroczona prochami
i wołała matkę i ojca, wołała braci. Błagała, żeby ktoś zabrał ją do domu, a
potem mój ojciec śmiał się z niej i mówił, że własna rodzina jej nie chce. Że
jej nienawidzą. Że splamiła honor rodziny, a jej kultura nie pozwala na
ratowanie takiego człowieka. Z kolei jej bracia i ojciec w tym momencie próbują
bawić się w miłosierdzie i "ratują" mojego narzeczonego przed tym,
żeby tylko nie popełnił tego samego błędu. Powiem coś jeden jedyny raz. Ja nie
jestem Yumi Uchiha. Nie jestem moją matką i nigdy tak nie skończę. Moja rodzina
w porównaniu do waszej nigdy mnie nie zostawi. Nawet za cenę honoru, który była
dla was ważniejszy niż własne dziecko- spojrzałam się na mojego dziadka- oraz
własna siostra- tym razem moje spojrzenie powędrowało na Tadachiego.
Obaj mężczyźni wpatrywali się we
mnie. Jeden z wściekłością, drugi z bólem.
-Jak śmiesz odzywać
się do nas w taki sposób!!!- Tadachi znalazł się przy mnie w ułamku sekundy i
uniósł dłoń do góry. Nawet nie drgnęłam, kiedy opuścił rękę.
Obok mojej głowy mignął mi szybki
ruch, a dłoń Tadachiego zatrzymała się kilka centymetrów od mojej twarzy.
-Spróbuj tylko
podnieść rękę na moją narzeczoną, a gorzko pożałujesz.- odwróciłam się na
pięcie.
Gaara stał z zimnym spojrzeniem i
wpatrywał się w mojego wujka, jakby miał ochotę go zabić. Wygiął mu nadgarstek,
przyciągnął kawałek do siebie, a potem odepchnął tak mocno, że Tadaschi upadł.
-Zdążyłem w
ostatniej chwili... Wszystko dobrze?- zapytał i spojrzał na mnie, a ja kiwnęłam
głową.- Dzięki za cynk, Sasuke.
-Nie ma sprawy.
Cieszę się, że przyjechałeś tak szybko.- Sasuke uśmiechnął się do mojego
faceta, a sam podszedł do Sakury.
-A co ty tu
robisz?- zapytałam zdziwiona. Gaara zaczął rozluźniać krawat przy
koszuli.
-Sasuke wysłał mi
wiadomość o tym, kto pojawił się w waszym domu. Od razu wyczułem kłopoty. Twoi
wujkowie i dziadek nigdy nie wyrażali się o tobie pochlebnie, a wiedziałem, że
dostali powiadomienie o naszym ślubie. Poza tym pamiętałem, że kilka lat temu
Tadaschi rzucił mi pomysłem o ożenieniu się z jakąś jego córką. Wtedy
traktowałem to jako żart. Nie sądziłem, że będzie na tyle bezczelny, żeby teraz
się w to wtrącać.
-Gaara, nigdy nie
żartowałem, kiedy mówiłem twojemu wujkowi, że jedna z moich córek byłaby dla
ciebie idealną kandydatką. Są ułożone, dobrze wykształcone i piękne. Niczego im
nie brakuje.- Tadaschi ukłonił się mojemu narzeczonemu i wskazał dłonią na
swoje córki.- Poza tym dwie naprawdę szanowane rodziny mogłyby się połączyć.
-Nie jestem
zainteresowany. Uważam nawet, że taka bezczelność z pana strony nigdy nie
powinna mieć miejsca. Mam narzeczoną. Nie zamienię jej nawet na cesarzową
Japonii.
-Uwierz mi, że nie
była to bezczelność. Dbam o dobro twojej rodziny. Małżeństwo z którąś z moich
córek...
-Czy ja mówię
niewyraźnie? Nie interesuje mnie pana propozycja. Mam już narzeczoną. I żądam,
żeby przeprosił ją pan za tak okrutne słowa, które wcześniej wypowiedział pan w
jej stronę.- tym razem głos Gaary przypominał mi górę lodową, o którą rozbił
się Titanic. Nie znosił sprzeciwu, był stanowczy, spokojny, ale kryła się w nim
poważna groźba.
-To prawda! Sara
jest Gaijin. Ona nigdy nie będzie uznana w naszej rodzinie, a kiedy inni ludzie
dowiedzą się o tym, twoja reputacja zginie.
-Moja reputacja, to
moja sprawa. Poza tym... Jest
cechą głupoty dostrzegać błędy innych,
a zapominać o swoich.
-Co?- zapytał
Tadachi i zmarszczył czoło.
-To Cyceron. W
luźnym tłumaczeniu zawsze łatwiej krytykować kogoś za jego błędy, niż pamiętać
swoje. Z tego co wiem, pana żona jest Koreanką. I sam musiał pan walczyć z
własnymi rodzicami o zgodę na ślub.
-Ale moi rodzice
kochają moją żonę! Jest cudowną synową. I mam dzięki niej cudowne dzieci.-
Tadachi zarumienił się na oskarżenie rzucone przez Gaare.
-Ja dzięki pana
siostrze i jej partnerowi mam narzeczoną, którą stworzyli. A dzięki miłości i
oddaniu jej wujków stała się dla mnie idealną partnerką, którą kocham i
szanuję. Jest inteligentna, dobra i silna. Nigdy w życiu nie mógłbym prosić o
więcej niż mam teraz. Bo z nią u boku mam wszystko.- tak jak nie popłakałam się
będąc obrażaną przez dziadka i jego syna, tak teraz walczenie ze łzami okazało
się walką z wiatrakami.
Odwróciłam się do wszystkich plecami
i pozwoliłam, żeby łzy płynęły po moich policzkach.
-Cóż, Tadachi.
Twoja misja, aby uratować Gaare Sabaku od zniesławienia na pewno się nie uda.
Widzę, że ten chłopiec jest tak samo zdeterminowany w planie poślubienia Sary,
jak ty, kiedy chciałeś ożenić się ze swoją żoną. Cóż, chłopcze. Pozostaje mi
jedynie życzyć ci szczęścia.- zauważyłam, że Gaara spina się na całym ciele, a
kroki mojego dziadka poniosły się po salonie.
-Tak proszę pana.
Dziękuję.- widziałam , że Gaara się ukłonił.
-Nie dziękuj. Saro,
co do ciebie... Nawet jeśli nie jesteś moją córką, chciałbym ci podziękować za
to, że mogłem znów dostrzec w tobie Yumi, jaką zapamiętałem. I jaką najbardziej
kochałem. To tak, jakby duch mojej córki stanął przede mną młodszy o ponad
dwadzieścia lat. Jakby czas się zatrzymał.- głośno przełknęłam ślinę na słowa
mężczyzny.
-Chciałabym
powiedzieć, że przyjemność po mojej stronie, ale byłoby to kłamstwo. A ja nie
lubię kłamać.- powiedziałam, nie odwracając się w stronę starszego mężczyzny,
który znów się zaśmiał.
-Myślę, że Yumi
byłaby dumna gdyby zobaczyła jaką kobietą się stałaś. Moja żona także. Zawsze
ceniła sobie niezależność. A widzę, że ty jesteś bardzo samodzielna. Cóż, mam
nadzieję, że kiedy zobaczymy się w przyszłości okoliczności będą bardziej
sprzyjające. Póki co pozostaje mi jedynie życzyć wam szczęścia.- poczułam jego
dłoń na czubku głowy.
Cała się spięłam. Nienawidziłam,
kiedy ktoś dotykał mnie, kiedy stał za moimi plecami. Jedynie Gaara mógł to
robić. Przyzwyczaiłam się już do jego dotyku.
-Do zobaczenia
Fugaku, Mikoto. Tadachi, dziewczynki, chodźmy. Ach, kochany wnuku, mógłbyś
odprowadzić nas do drzwi? Byłbym bardzo wdzięczny.
-Tak dziadku. Już
idę. Saki, za chwilę wrócę.- Sasuke pocałował dłoń Sakury, a potem poszedł na
korytarz. Dziadek i Tadachi za nim.
Kiedy drzwi się za nimi zamknęły
Gaara mocno mnie do siebie przytulił.
-Już dobrze.
Uspokój się. Weź bardzo głęboki wdech, a potem długi wydech.
Jednak ja czułam się tak
oszołomiona, że słyszałam go jak przez mgłę. Kiedy próbowałam zrobić krok do
przodu przed oczami nagle zrobiło mi się ciemno.
Komentarze
Prześlij komentarz