Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 22

Tak jak myślałam tamtej nocy, kłopoty zaczęły się bardzo, bardzo szybko.
            W Święta z powodu nagłego pogorszenia stanu zdrowia jakiegoś dobrego przyjaciela wujka Gaary, on i jego rodzina spędzili Święta na Okinawie. Z kolei wyjazd do Hachimantai został odwołany przez grypę, której nabawił się mój chłopak. Przez tydzień był jak flak i tylko przekręcał się z boku na bok. Przez jego stan, jego wujek poprosił mnie, abym nie przychodziła do nich do domu, żeby tylko się nie zarazić.
            Powrót do szkoły również wcale nie był przyjemny. Ayo ciągle mi dogryzała, a jej koledzy chodzili za mną i ciągle rzucali dwuznaczne teksty. Nie miałam pojęcia, co stało się w trakcie przerwy świątecznej, ale najwidoczniej Ayo wcieliła swój plan zniszczenia mnie w życie. Ludzie w szkole dziwnie się na mnie gapili, kiedy obok nich przechodziłam, a potem szeptali między sobą.
Wszystko wyjaśniło się w porze obiadu, kiedy do stołówki wszedł nagle mój były.
-Czy to...- zaczęła Sakura, a ja zapomniałam jak powinno się oddychać.
-Martin...- wydukałam w końcu. Obrzucił mnie krótkim spojrzeniem, a potem poszedł w stronę stolika Ayo.
            Od razu połączyłam ze sobą wszystkie fakty. Ayo albo spotkała Martina przypadkiem, albo dowiedziała się od Karin, że mój były facet przyjechał na wymianę studencką do Tokio. Nie mogła obmyślić lepszego planu- Martin wiedział o mnie bardzo, bardzo dużo. Zdecydowanie za dużo, żeby Ayo nie chciała z tego skorzystać. A ja rzeczywiście zaczęłam obawiać się, że tak nienormalna dziewczyna mając taką bezdenną studnie wiedzy o mnie, może bardzo łatwo mnie w niej utopić.

            Kilka dni później schodziłam właśnie na główny korytarz podczas długiej przerwy, żeby zabrać z szafki zeszyty potrzebne na następną lekcję. Na półpiętrze znalazłam się oko w oko z Ayo, która szeroko się do mnie uśmiechała, a okropny błysk w jej oku uświadomił mi, że znalazłam się w bardzo, ale to bardzo złym miejscu i czasie.
-Ej, Iregiro! Czemu nie pochwaliłaś się w szkole swoją cudowną historią z życia wziętą?- zmarszczyłam brwi i szybko odliczyłam w myślach od trzech do zera, zanim w ogóle się odezwałam. Zauważyłam, że Ayo powiedziała to tak głośno, że hol umilkł, a wszyscy obecni na nim ludzie zaczęli się w nas wpatrywać.
-Nie rozumiem o czym mówisz. Moje życie raczej nie należy do cudownych. Określiłabym je mianem normalnego.- wzruszyłam ramionami.
-Normalnego? Uważasz, że twoje życie było normalne?- zapytała, a coś w jej tonie spowodowało, że zaczęłam się niepokoić. Przez myśl przeszło mi, że być może chodzi jej o to, że jestem z jednym z najpopularniejszych chłopaków w szkole.
-Cóż, uważam, że tak. Chodzę do szkoły, mam przyjaciół, chłopaka...- zaczęłam wyliczać na palcach.
-Ale o tym, że masz rodziców ćpunów już nikomu nie wspomniałaś, prawda?- zmroziło mnie. Poczułam lodowaty dreszcz przebiegający po moich plecach, a mój oddech stał się płytki.
            Po holu przeszedł szmer podobny do tego, który wydobywa się z zepsutej słuchawki telefonicznej.
-Ayo! Zostaw ją!!!- z daleka usłyszałam głos Sakury. Biegła do mnie razem z Ino i Hinatą. Przy wyjściu z sali komputerowej stał z kolei mój kuzyn razem z przyjaciółmi. Jego oczy były szerokie z przerażenia.
-Ty też, Haruno! Prawda? Ty też masz ćpuńskich rodziców, którzy brali co popadnie. Może wasze matki były dziwkami? W końcu jakoś musiały zarabiać na towar? Albo jeszcze lepiej! Wy stałyście się tymi dziwkami! Sprzedawali was starym obleśnym zboczeńcom? To teraz wiemy skąd u was ta chęć puszczania się z kim popadnie.
-Zamknij ryj!- wrzasnęła Sakura i wbiegła na schody. Stanęła obok mnie i wymierzyła cios w Ayo, jednak jej dwie przyjaciółki złapały moją przyjaciółkę i odciągnęły ją ode mnie.
-Widzę, że Martin powiedział ci wszystko co wiedział.- powiedziałam i twardo spojrzałam w jej oczy. Przez moment widziałam tam błysk zdziwienia odnośnie mojego opanowania i już wiedziałam, że to ja wygram tą potyczkę.
-Zaufaj mi, że to bardzo potulny chłopak. Zastanawiam się dlaczego nie mogłaś z nim zostać, kiedy specjalnie dla ciebie przyjechał do Tokio? Kto wie? Gdyby tak było może mogłybyśmy się nawet zaprzyjaźnić? Niestety wybrałaś inną drogę.- Ayo odrzuciła włosy na plecy i zaśmiała się tryumfująco.
-Wybrałam. I nie żałuję. Ja w porównaniu do ciebie nie łudzę się, że uda ci się mnie zniszczyć. Ja nawet nie muszę. Sama to robisz z nienawiści do mnie.- powiedziałam.
-Owszem! Nienawidzę cię! Nienawidzę cię, że taka nic nie warta lafirynda jak ty osiągnęła tak dużo! Dlatego Martin okazał się dla mnie wybawieniem. Powiedział mi wszystko, co chciałam wiedzieć! I teraz z tymi informacjami jesteś dla mnie łatwym celem. Histeryczko, która nie pozwoliła sobie nawet dać klapsa.- mocno zacisnęłam dłonie w pięści. Kątem oka zauważyłam, jak Sasuke powstrzymuje Gaare przed wyjściem z klasy.
-Ile ty pozwoliłaś ich sobie zrobić?- odbiłam piłeczkę.
-Co?- po tonie jej głosu wywnioskowałam, że naprawdę nie spodziewała się takiego pytania.
-Pytam, ile klapsów pozwoliłaś mu zrobić? Myślisz, że nie wiem jaki on jest? W życiu nie zgodziłby się dać ci tych informacji za nic.- prychnęłam, a jej oczy rozszerzyły się z przerażenia.
-J... Ja nie wiem, o czym mówisz! Nie mierz mnie swoją miarą, bo to oszczerstwa jakich mało! Nigdy w życiu nie posunęłabym...
-Dałaś się mu posunąć! Nie gadaj, że nie! Martin w życiu nie zgodziłby się na to, żeby ci powiedzieć o tak żenującej dla niego sytuacji tylko dla samej satysfakcji skrzywdzenia mnie. Wie, że nic sobie z tego nie zrobię. Jeśli nie dałaś się przelecieć, to na pewno zgodziłaś się na to, żeby zrobić mu loda, albo na cokolwiek innego, bo tylko w taki sposób sam chciałby ci o czymś powiedzieć. Byłam z nim trzy lata. Znam go prawie na wylot i wiem, jak obchodzi się z dziewczynami. No, przyznaj się. Gdzie? U ciebie? U niego w akademiku? A może w samochodzie? A podobno to ja jestem ta puszczalską dziwką, która dała połowie szkoły, choć jakoś nikt się tym nie chwali i nikt nie wie komu?
-Zamknij się!- wrzasnęła.
-O, teraz nagle każesz mi się zamknąć? Dlaczego? Trafiłam w czuły punkt? Oj, przepraszam. Zapomniałam, że nienawidzisz mnie za to, że w ogóle śmiałam zabrać ci coś, co według ciebie należy ci się jak prawo do oddychania. Nie, kochana. Nie należy. Powiem to głośno. ON JEST MÓJ! Wbij to sobie wreszcie do tej swojej pustej głowy i zajmij się czymś innym niż uprzykrzanie ludziom życia!
            Na holu zaczęły się rozmowy. Słyszałam jak ludzie mówili między sobą, że naprawdę nigdy nikt nie przyznał się głośno do tego, że kiedykolwiek poszedł ze mną do łóżka, albo że nigdy nie prowokowałam chłopaków. Nikt też nie widział, abym rozmawiała z jakimkolwiek innym chłopakiem niż Sasuke, lub jakimś jego kolegą, który w życiu nie zgodziłby się na to, żeby jakiś jego kumpel się ze mną spotykał. Z kolei po chwili zaczęły się pytania skąd ta nienawiść Ayo do mnie.
-Ayo, skończ już. To zaszło za daleko, widzisz, że jej to nie rusza.- syknęła jedna z jej koleżanek tak cicho, że tylko my mogłyśmy to usłyszeć.
            Spojrzenie, które Ayo posłała mi w tamtym momencie mogłoby zabić. Problem polegał jednak na tym, że Ayo oprócz spojrzenia miała też sprawne ręce i nogi.
            Kiedy poczułam silne uderzenie w klatkę piersiową nie miałam pojęcia co się stało. Dopiero, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że straciłam grunt pod nogami, zaczęłam być przerażona.
            Schody. Wysokie schody prowadzące na główny hol. Właśnie z nich spadałam.
-Sara!!!- wrzasnęła Sakura, a ja tylko zdążyłam wyciągnąć przed siebie rękę.
            Widziałam wszystko jak w zwolnionym tempie. Koleżanki Ayo, które z przerażeniem puściły moją przyjaciółkę, kiedy tylko zobaczyły co się stało. Sakura, która rzuciła się w stronę schodów w nadziei, że uda jej się mnie złapać. Oraz Ayo. Ayo, która wpatrywała się w swoje dłonie, jakby nie wierzyła w to, co się właśnie stało.
            Zamknęłam oczy i zrobiłam wydech. Poczułam uderzenie, gdzieś w okolicach najniższych partii żeber. Usłyszałam głośne chrupnięcie, a potem zaczęłam odbijać się po schodach jak piłeczka pingpongowa. Zemdlałam, kiedy poczułam rozdzierający ból w zagłębieniu na karku, a ostatnią rzeczą, którą słyszałam, był wrzask mojej przyjaciółki.

            Otaczała mnie ciemność. Ciemność tak przerażająca i gęsta, że czułam się tak, jakby miała mnie udusić. Czułam pot na skórze, zapach wilgoci w powietrzu. Klatka piersiowa bolała mnie tak strasznie, jakby usiadł mi na niej słoń. Całe moje ciało wydawało się dziwnie zdrętwiałe. Spróbowałam poruszyć którąkolwiek kończyną, ale nie chciały mnie słuchać. 
            Skupiłam się i powtórzyłam czynność tyle razy, że w końcu odzyskałam władzę w ciele. Powoli wstałam na równe nogi i odetchnęłam. Wystawiłam ręce przed siebie zastanawiając się, czy nie znajduję się w jakiejś jaskini. Moje wątpliwości rozwiały się, kiedy po zrobieniu kilkunastu kroków nadal na nic nie natrafiłam. 
            Dziwna wilgoć i uczucie lepkości oraz zapach stęchlizny przywróciły mi ostatnie momenty, które pamiętałam. Kiedy poskładałam wszystko w kupę, przymknęłam powieki i głośno odetchnęłam.
-Trafiłam do piekła.- powiedziałam, a mój głos poniósł się w eter.- Wiedziałam, że za bezwstydność i dziki seks na pewno trafię do piekła. Do nieba idą tylko przykładne żony i dziewice. 
-Gdyby tak było większość kobiet nie trafiałaby w tych czasach do nieba... Z resztą nie trafiałaby do nieba niemal nigdy. Każdy człowiek ma coś na sumieniu.- zamarłam, kiedy w ciemności usłyszałam męski głos. Serce w mojej piersi zaczęło bić jak szalone.
-K... Kim jesteś.- ledwo wydukałam.
-Można powiedzieć, że twoim sumieniem, choć wielokrotnie próbowałaś wmówić sobie, że nie istnieję.- poczułam dreszcze na skórze słysząc te słowa.
-Sumieniem? Czy to znaczy, że chcesz mnie rozliczyć z grzechów żebym mogła trafić do odpowiedniego kręgu piekielnego?- zapytałam, a na moje pytanie głos zaśmiał się bardzo głośno.
-Nie. Jestem tu, ponieważ w tamtym świecie rozgrywa się twoja walka o życie. 
-Życie? Więc jeszcze nie umarłam?- zapytałam i sama usłyszałam nutkę nadziei we własnym głosie.
-Nie. Jesteś gdzieś pomiędzy życiem a śmiercią. Gdybym miał to do czegoś porównać, powiedziałbym, że to coś w rodzaju stania nad przepaścią w rozkroku. Jeden fałszywy ruch i... Papa.
-Ej! Przestań mówić o mojej śmierci jakby była to sprawa do żartów!- krzyknęłam.
-Nie uważam, że to sprawa do żartów. Jeśli umrzesz, umrę razem z tobą, a cenię sobie swoją egzystencję równie mocno, co ty.- głos wydawał się niemal oburzony. 
-To zrób coś, żebym mogła tam wrócić panie egzystencjo od siedmiu boleści! Jeśli tak wygląda umieranie, to mam nadzieję, że nie jesteś moim Charonem, bo kiepsko ci idzie.- mruknęłam i przeczesałam włosy palcami. Wtedy poczułam okropny ból, a moja dłoń była wilgotna i lepka. Przysunęłam ją do nosa i powąchałam. 
            Słodkomdląca woń o lekko metalicznym zapachu.
-To...- szepnęłam, ale cisza tylko spotęgowała szept.
-Krew. Zgadza się. Nie wiem czy pamiętasz, ale zostałaś bezczelnie zepchnięta ze schodów, przez tą sukowatą lalunię imieniem Ayo. Uderzyłaś głową w kant schodka tak mocno, że gdyby twoja głowa była piłką futbolową, twoja drużyna wygrałaby mecz za tak piękne przyłożenie.
-Ej!!! Skończ z tymi głupimi żartami! Mi wcale nie jest do śmiechu! 
-Przepraszam królewno. Zapomniałem, że przemoc nie jest twoim ulubionym tematem. 
-Dobry Boże, jakim cudem moje sumienie może być tak upierdliwe i wredne?- zapytałam.
-Ty też nie należysz do aniołków. Poza tym jestem tylko odzwierciedleniem twoich cech charakteru. Nie mogę powstać z niczego.- wtedy serio poczułam się jeszcze gorzej. 
-Dziękuję za informację odnośnie tego, że zachowuję się jak laska przed okresem na dodatek na diecie.
-O nie. Ty jesteś jak laska, która od roku nie uprawiała seksu, z maszynką do golenia pokłóciła się wieki temu, a dieta nie istnieje w jej słowniku. Na dodatek każdy fajny facet omija cię szerokim łukiem, bo twoje brwi przypominają ogrodowy labirynt, gdzie ogrodnik przeszedł na emeryturę pół wieku temu, z kolei włosy wyglądają jak orle gniazdo. 
-Ej! Sumienie! Wiem, że nie zawsze byłam fair, ale nawet ja nie zasługuję na takie kopy!- warknęłam.
-Cóż, rzeczywiście swoje też wycierpiałaś. Do teraz zastanawiam się, co taki fajny chłopak jak Gaara w tobie widział.
-Nie wiem. Może idź do jego głowy i zacznij go męczyć tak, jak męczysz mnie?- zapytałam.
-Oj, chciałbym. Uwierz, że dałbym królestwo za to, żeby czasem wejść w myśli inne niż twoje. Jednak jest to niemożliwe. Tak jak powiedziałem. Jestem TWOIM sumieniem. Przez to, że jesteś zawieszona pomiędzy życiem a śmiercią, moim zadaniem jest cię wpierać. 
-Wiesz, nie należę do empatycznych ludzi, ale wspieranie nie polega chyba na mówieniu komuś, że jego brwi wyglądają jak ogrodowy labirynt.- powiedziałam. 
-Tak. Masz rację. Nie polega. Jednak... Nie wiem, jak powinno się to robić. Jesteś rozchwiana od dłuższego czasu. Kiedy twój ojciec zjawił się w Tokio żeby z tobą porozmawiać, cały mur złości który budowałaś, rozpadł się i przygniótł cię niczym śnieg szczyty górskie. Nigdy wcześniej nie czułaś niczego podobnego. Zaufaj mi, że to rozchwiało również mnie. Z jednej strony próbuję być miły na twój własny sposób, bo sarkazm i ironia są twoją główną obroną, ale z drugiej strony widzę, że bycie z tym chłopakiem stworzyło coś, czego nigdy wcześniej w sobie nie miałaś.
-To znaczy? Wieczne rozchwianie emocjonalne?
-Nie. Nadzieję i strach o to, co będzie w przyszłości.- zamarłam. 
            Nawet jeśli to, co działo się teraz było tylko wynikiem uszkodzenia głowy, słowa tego faceta były jak najbardziej prawdziwe. 
            Kiedy byłam z Martinem każdy dzień był dla mnie po prostu kolejnym dniem związku. Nie myślałam o tym, żeby zakładać rodzinę, czy wiązać z nim bliższe plany na przyszłość. Nigdy tego nie robiłam. Z kolei kiedy związek z Gaarą wszedł w fazę czegoś poważnego, i kiedy on wyznał mi, że mnie kocha, stało się coś, o co nigdy bym siebie nie podejrzewała. Kurenai pytała mnie, czy planujemy przyszłość z Gaarą. Owszem, przyznałam, że nie. Ale to nie do końca była prawda. 
            To ja myślałam o tym, że chciałabym stworzyć z nim rodzinę w niedalekiej przyszłości. Czasem wyobrażałam sobie jakby to było, gdybyśmy się pobrali i mieli dzieci. Wyglądaliśmy z Gaarą tak różnie, że na pewno tworzyłyby dziwną mieszankę cech moich i ojca. Wyobrażałam sobie, że leżelibyśmy w nocy w łóżku, całowali się i przytulali oraz śmiali się z tego, co robiły dzieci w ciągu dnia. Wyobrażałam sobie siebie jako matkę dbającą o dom i pracującą, która wieczorami czytałaby dzieciom bajki, a potem leżała z mężem na kanapie z gorącą herbatą w ręku. Przeczesywałabym wtedy włosy Gaary palcami i nie mogła uwierzyć, że taki mężczyzna jest mój. 
            I wtedy nagle spadała na mnie lawina negatywnych emocji, ponieważ zaczynałam bać się, że w końcu do Garry dotrze, że związał się z kimś, kto ma bagaż doświadczeń i skrzywione dzieciństwo, które ciągnęło się za tą osobą aż do teraz. Bałam się, że w końcu jakieś moje demony sprawią, że Gaara nie wytrzyma i postanowi się ze mną rozstać, a moje marzenia odnośnie posiadania normalnej rodziny z kimś kogo kocham nigdy się nie spełnią.
-Widzisz, nawet teraz czuję to wyraźnie. Powiedz mi, skąd u ciebie te czarne myśli, że Gaara cię zostawi? Albo, że skończysz jak twoi rodzice? Albo, że w ogóle wszyscy ludzie, których kochasz w końcu cię opuszczą?- zapytał głos, a ja westchnęłam. 
-Dlatego... Dlatego, że boję się. Boję się tego, że moja przeszłość sprawi, że kiedyś stracę nad sobą kontrolę i ludzie, których kocham, którzy są dla mnie najważniejszą częścią życia, po prostu odejdą. Bo zdadzą sobie sprawę z tego, że ja nigdy nie będę idealna.- powiedziałam.
-Nikt nie jest idealny. Nikt nigdy nie był i nie będzie. Idealni ludzie byliby nudni. Co to za przyjemność, kiedy nie można dowalić komuś, że zrobił coś źle, albo pochwalić go, że tym razem poszło mu lepiej. Ludzie... Jesteście tak dziwnym wytworem, że zawsze chcecie robić wszystko idealnie. Nic nie można zrobić idealnie. Ideały są ideałami dlatego, że są niedoścignione. Nie ma czegoś takiego.
-A skąd wzięło się przekonanie o tym, że znani ludzie są idealni dzięki temu jak wyglądają?- zapytałam.
-Dlatego, że ludzie sami tworzą coś, czego nie ma. Koleś, który ma miliony na koncie nie umie poradzić sobie ze swoim życiem, więc sypie kreskę na stół i wciąga ją przez zrolowany banknot po cichu w swojej sypialni, a potem godzinami płacze i myśli o śmierci. Z kolei na czerwonym dywanie uśmiecha się od ucha do ucha i udaje, że jest szczęśliwy jak nigdy. Kąt widzenia zależy od kąta siedzenia, czy jakoś tak. 
-Gaara jest idealny!- wypaliłam nagle.
-Gaara nie jest idealny. To zazdrośnik i jest trochę nadopiekuńczy. W dodatku czasem jest dość nudny.
-Ej! Znowu przestajesz mnie wspierać!- krzyknęłam i zamachnęłam się pięścią w ciemność.
-Błagam cię. Wiesz na czym polega wasz sukces? Gaara jest świetny w wielu rzeczach, ale ma problem z okazywaniem uczuć. Ty z kolei umiesz to robić, ale nie umiesz robić innych rzeczy, które umie robić on. Rzeczywiście, ideały nie istnieją osobno, ale wydaje mi się, że kiedy są to części składające się na ten ideał, można go nim nazwać. Tobie i Gaarze niewiele brakuje do tego idealnego obrazka, którego tak naprawdę nigdy nie osiągnięcie, ale chociaż się staracie.Wasza siła tkwi w wierze w drugą osobę. I to jest w was niesamowite. 
-Gdyby nie to, że głowa już mnie boli, myślę, że zrobiłaby to właśnie w tej chwili. Nic nie rozumiem z tej twojej gadaniny.- warknęłam.
-Chcesz prościej? Przecież sama lubisz komplikować całkiem nieskomplikowane rzeczy.- odbijanie pałeczki szło mu znakomicie. 
-Jeżeli jestem taką suką dla swoich przyjaciół, jak ty dla mnie dupkiem, to czas ostro zastanowić się nad swoim postępowaniem...- mruknęłam, ale głos i tak to usłyszał. Zaśmiał się.
-Wbrew pozorom słodka z ciebie dziewczyna. Chodzi mi o to, że doszukujesz się drugiego dna wszędzie tam, gdzie i tak go nie ma. Nie wmawiaj sobie, że skończysz jak rodzice, bo na pewno tak nie będzie. Nie jesteś swoją matką, ani swoim ojcem. Jesteś Sarą Iregiro i tylko to się liczy. Miej więcej wiary w siebie i w to, że jesteś naprawdę dużo warta. Bardzo dużo. Wtedy twoje życie na pewno zacznie się zmieniać. 
-Czy w głębi duszy jestem jakimś filozofem, że rzucasz mi takimi wywodami? Bo w tym momencie zaczynam zastanawiać się nad wyborem zawodu w przyszłości.- zapytałam, a potem skuliłam się, kiedy przez głowę przeszedł niesamowity ból. Miałam wrażenie, że podłoże na którym stałam zatrzęsło się. 
-Coś poszło nie tak.- powiedział głos, a ja zaczęłam wrzeszczeć z bólu, kiedy kolejny prąd przeszył moją głowę. 
-Jak to poszło nie tak?! Co to znaczy?!- wrzasnęłam, a podłoże zatrzęsło się jeszcze bardziej. 
-Czas zrobić krok i stanąć po właściwej stronie urwiska.- powiedział tylko.
-Po której stronie się znajdę?!- wrzasnęłam. Właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że być może już nigdy się nie obudzę. 
-Zależy od tego jak bardzo chcesz żyć.- usłyszałam okropny huk, a potem ziemia pod moimi nogami po prostu zaczęła się rozpadać.

            Chcę żyć!!! Chcę żyć!!! Chcę żyć!!! Chcę żyć!!! Chcę żyć!!! Powtarzałam to jak jakieś pieprzone zaklęcie. Nie wyobrażałam sobie takiego końca. Nie w taki sposób. Chciałam żyć, chciałam być z ludźmi, których kochałam, i którzy kochali mnie. Nie chciałam umierać. Nie w tak głupi sposób. Nie bez pożegnania. 
            Głośno odetchnęłam i rozluźniłam ciało. Musiałam wrócić. Nie umrę. Nie umrę. Nie umrę!!!

            Głośno nabrałam powietrza i wzdrygnęłam się. Szybko otworzyłam oczy, ale kiedy poraziło mnie jasne światło natychmiast je zamknęłam.
            Moja wola życia okazała się najwidoczniej za słaba. Przynajmniej zamiast do piekła trafiłam do nieba.
-Obudziła się!!!- usłyszałam krzyk. Brzmiał jak przez mgłę. Powoli uchyliłam jedno, a potem drugie oko.
            Nie. Nie znajdowałam się w niebie. Jasne światło wcale nie było światłem słonecznym, tylko jarzeniówkami ze szpitalnych lamp. A krzyk był głosem mojej przyjaciółki.
            Czułam ból w całym ciele, nieznośne pulsowanie w głowie i wrażenie, że wszystko słyszę jak przez mgłę. Maska tlenowa uciskała mi twarz. Sięgnęłam po nią i zsunęłam na szyję. Błądziłam wzrokiem po ścianach.
-Jak się czujesz?!- nagle nade mną pojawiła się twarz cioci, a ja jęknęłam.
-Jak ktoś, po kim przebiegło stado słoni.- mruknęłam.
            Czułam suchość w ustach i pieczenie warg. Głos miałam zachrypnięty, a każde słowo paliło w gardle niczym żywy ogień.
-Miałaś operację. Od uderzenia zrobił ci się krwiak. Lekarze cudem uratowali ci życie.
-Mam ogoloną głowę?!- zapytałam przerażona, a Sakura się zaśmiała.
-Tylko w tym miejscu, gdzie miałaś mieć operację. Uwierz, że kiedy będziesz nosić związane lub rozpuszczone włosy nawet nie będzie tego widać.- spojrzałam na twarz mojej przyjaciółki. Była zapuchnięta od płaczu, a ciemne cienie pod oczami jasno świadczyły o tym, że od kilku dni nie spała.
-Jak... Jak długo byłam nieprzytomna?- zapytałam.
-Trzy dni. Lekarze nie pozwalali cię odwiedzać dopóki nie minęły dwie doby. Jak sami powiedzieli, twój stan był bardzo ciężki, a dwie doby od takiej operacji są decydujące.
-Jak... Jak to się stało? Pamiętam tylko, że Ayo mnie popchnęła , a potem poczułam silny ból w ciele i nagle rozdzierający ból w głowie. Potem już nic nie pamiętam.
-Lekarze powiedzieli, że raz odzyskałaś przytomność będą w karetce. Wołałaś wtedy swojego ojca. Krzyczałaś, że ma cię zostawić.- zmarszczyłam brwi. Zdecydowanie tego nie pamiętałam.
-Jak się czuje nasza pacjentka?- nagle do sali wszedł lekarz. Uniosłam brwi, kiedy go zobaczyłam.
            Wysoki, bardzo przystojny. Miał jasne blond włosy i zielone oczy.
-Jakby wyszła z siebie i stanęła obok.- mruknęłam i blado się uśmiechnęłam.
-To normalne. Cudem jest to, że przeżyłaś. Nie wiem czy wiesz, ale na stole operacyjnym twoje serce przestało bić. Jednak zanim zdążyliśmy użyć defibrylatora znowu zaczęło. Nazwaliśmy cię neurologiczno-kardiologicznym cudem.
            Wspomnienie pustki i rozmowa z dziwnym wytworem w mojej głowie sprawiły, że się wzdrygnęłam.
-Najwidoczniej mam silną wolę życia.- mruknęłam.
-Najwidoczniej. W takim razie powinnaś dzielić się nią ze swoimi bliskimi. Jestem lekarzem od trzech lat, a pierwszy raz w życiu spotkało mnie coś takiego. Pacjentka, która sama przywróciła się do życia.- uśmiechnął się, a jego twarz stała się jeszcze bardziej przystojna niż chwilę temu.
-Najwidoczniej moje sumienie uznało, że muszę naprawić wszystkie głupie rzeczy, które zrobiłam.- sapnęłam, kiedy próbowałam podciągnąć się do pozycji siedzącej. Lekarz zaśmiał się i podszedł do mnie. Złapał za pilota do regulacji łóżka i ustawił je do pozycji siedzącej.
-Dziękuję.- powiedziałam.
-Nie ma sprawy. Przyjdę wieczorem, kiedy będzie obchód. A państwa prosiłbym o zostawienie naszej cudownej pacjentki samej. Powinna wypoczywać.- lekarz uśmiechnął się, ukłonił, a potem wyszedł.
-No, no. Dla takiego doktora sama spadłabym ze schodów.- Sakura odwróciła się za moim lekarzem i dwuznacznie poruszyła brwiami.- Nieziemski.
-Ej! Czy ty aby nie przesadzasz?! Halo, to ja! Twój facet!- Sasuke pomachał Sakurze przed oczami, a ona dała mu kuksańca.
-Dobrze wiedzieć, że ty też jesteś zazdrosny choć czasami. Nie ma bardziej cudownego faceta na świecie niż ty.
-Za chwilę się porzygam.- mruknęłam.- Co działo się przez te wszystkie dni, kiedy byłam nieprzytomna?
-Gaara rozprawił się z Ayo.- drgnęłam.
-Co? Co to znaczy rozprawił się z Ayo?- zapytałam, a moje serce zaczęło bić niespokojnie.
-Złożył donos na policję. I tak trzeba było to zrobić. Oprócz nas, świadkami zepchnięcia cię ze schodów, było przynajmniej ze trzydzieści innych osób obecnych wtedy na holu. Nigdy w życiu nie widziałem mojego przyjaciela w takim stanie jak wtedy. Nie wiedział, czy ma biec za Ayo, która próbowała uciekać, czy ratować ciebie, kiedy kałuża krwi przy twojej głowie powiększała się w zatrważającym tempie. Powiedzieliśmy mu, żeby biegł za Ayo. My zajęliśmy się tobą. Całe szczęście wszystko skończyło się dobrze.
-A właśnie, gdzie...
-Pojechał do domu. Siedział u ciebie od wczorajszego ranka, kiedy tylko przenieśli cię na oddział. Od trzech dni wygląda jak wrak człowieka i nie chce nic jeść.
-O, Boże... Następnym razem muszę pamiętać, żeby nie myśleć o przyciąganiu złych rzeczy myślami.- mruknęłam i spojrzałam na swoją rękę.

            Ciocia, wujek i cała reszta zostawili mnie samą około godziny dziewiętnastej. Poleżałam chwile w łóżku i zaczęłam spoglądać za okno. Śnieg nadal nawiedzał Tokio, a widok drzew ze szpitalnego dziedzińca, odzianych w biały puch sprawił, że poczułam irracjonalny smutek. Łzy same spływały mi po policzkach, ale z mojej piersi nie wydobywał się szloch.
-Hej.- na dźwięk tego głosu serce w mojej piersi szybciej zabiło. Odwróciłam głowę w stronę drzwi.
            Gaara stał oparty o futrynę. Pomimo schludnego stroju na jego twarzy widać było zmęczenie. Szary sweter zakładany przez głowę jeszcze to uwydatnił.
-Hej.- powiedziałam i szybko zaczęłam wycierać policzki.- Myślałam, że...
-Odwiedziny trwają do dwudziestej pierwszej.- powiedział i podszedł do mnie powolnym krokiem. Uśmiechnęłam się do niego i lekko przesunęłam żeby zrobić mu miejsce.
            Usiadł na materacu w kompletnej ciszy i przyglądał mi się przez dłuższą chwilę. Opuściłam wzrok.
-Przepraszam...- wyszeptałam i poczułam jak łzy znowu wzbierają w moich oczach.
-Przepraszasz?- zapytał zdziwiony.
-Za to, że cię nie posłuchałam. Wiele razy prosiłeś mnie, żebym nie włóczyła się po szkole sama, a ja zawsze to ignorowałam. Gdybym, wtedy szła z Sakurą lub którąkolwiek z moich przyjaciółek, nic takiego by się nie stało.- mocno zacisnęłam pięści na kołdrze i zaczęłam oddychać bardzo szybko. Czułam ból w pękniętym żebrze, ale nie przejmowałam się tym.
            Gaara położył mi dłoń na policzku i zaczął muskać go kciukiem.
-Boże, jesteś niemożliwa. Jak możesz przepraszać w takiej sytuacji?! To ja zawiodłem! Wszyscy zawiedliśmy! Jedynie Sakura rzuciła ci się na pomoc, my woleliśmy przyglądać się z boku, żeby nie wzbudzać podejrzeń... W momencie... W tym jednym krótkim momencie, kiedy widziałem jak Ayo cię popchnęła, a ty zaczęłaś spadać... To było... Czułem się tak, jakby ktoś...- powiedział to tak cicho, że musiałam się pochylić, żeby w ogóle go usłyszeć.
-Już wszystko dobrze. Jestem tu z tobą i nigdzie się nie wybieram.- złapałam go za podbródek i zmusiłam do tego, żeby spojrzał mi w oczy.
-Jestem beznadziejny jako twój chłopak. Kiedy w trakcie operacji siedzieliśmy przy sali operacyjnej i lekarze zaczęli krzyczeć, a pielęgniarki wybiegły na korytarz do pokoju medycznego i powiedziały: Ona umrze! Ja... Ja...- poczułam na dłoni wilgoć. W miejscu gdzie moje palce stykały się z podbródkiem Gaary pojawiły się łzy.- Ja nie mogłem nic zrobić. Poczułem, że świat zwalił mi się na głowę, zacząłem krzyczeć jak mały chłopiec, a Sasuke wyciągał mnie na zewnątrz, żeby tylko nie wbiegł na salę operacyjną. Wypaliłem chyba dziesięć papierosów jeden za drugim, pomimo tego, że obiecałem ci, że przestanę... Jestem beznadziejny...
-To właśnie ty mnie uratowałeś, kiedy byłam zawieszona między życiem, a śmiercią.- zaśmiałam się i mocno przytuliłam go do piersi.
-Jak to ja cię uratowałem?- zapytał zdziwiony, a ja opowiedziałam mu dziwną historię, która rozegrała się w mojej głowie.
-Wiem, jak strasznie nieprawdopodobnie to brzmi, ale uznałam, że nie mogę odejść z tego świata, skoro moje sumienie pokazało mi, jak wredna ze mnie dziewczyna. Teraz muszę się poprawić i być przykładną przyjaciółką, córką i dziewczyną. I muszę przestać być taka impulsywna.
-Nie brzmi to dla mnie nieprawdopodobnie. Słyszałem już takie sytuacje. A co do twojego Sumienia, ma rację. Jesteś wredna i impulsywna, ale to jedne z tych części ciebie, które kocham najbardziej. To dzięki nim ja również otworzyłem się przed światem. Niesamowite jest to co mówisz. Nie sądziłem, że kochasz mnie aż tak mocno.- zaśmiał się i delikatnie poklepał po głowie.
-No cóż, to nie tylko to. Prawda jest taka, że przy życiu trzymały mnie też pewne marzenia...- wydukałam.
-Marzenia? Że będziesz mogła w spokoju kontynuować swoje bycie wredną i impulsywną tak, żebym ja mógł cię kochać z dnia na dzień coraz mocniej?- zaśmialiśmy się.
-O rodzinie.- mruknęłam.
-O rodzinie?- zapytał Gaara i zmarszczył czoło.
-Wcale się nie dziwię, jeśli uciekniesz, kiedy to usłyszysz, ale już od jakiegoś czasu wyobrażam sobie... Nas. Nasze życie, które chciałabym mieć z tobą w przyszłości. Te marzenia też trzymały mnie przy życiu.- byłam tak zażenowana swoim wyznaniem, że nie odważyłam się spojrzeć na Gaare.
-Nas? Przyszłość? Ile razy słyszałem, że nie interesuje cię to, co będzie za miesiąc, czy dwa? A co tu mówić o...
-Kłamałam, Gaara! Kłamałam, bo bałam się, że kiedy to powiem, odejdziesz. Bałam się jakiejkolwiek myśli o rodzinie, bo bałam się, że kiedy tylko o tym wspomnę, zaczniesz się wycofywać. Bałam się, że możesz się obawiać, że nie będę w stanie stworzyć normalnego domu, a ty zasługujesz na to bardziej, niż ktokolwiek inny.
-Jak wyglądają twoje marzenia?- zapytał niespodziewanie.
-Ja... Wyobrażam sobie nas za kilka długich lat. Mamy dom i dzieci, które są tak niepodobne, do żadnego z nas, że czasem zastanawiam się, czy to możliwe. Oboje pracujemy, a dzieci się uczą. Potem wieczorami, kiedy dzieci kładą się spać czytamy im bajki na dobranoc. Idziemy do salonu na kanapę. Pijemy wtedy herbatę... Ty trzymasz głowę na moich kolanach, a ja wplatam ci palce we włosy i delikatnie muskam skórę. Rozmawiamy, śmiejemy się i wspominamy młodość. Zastanawiamy się kim nasze dzieci będą w przyszłości. Idziemy do sypialni, szykujemy się do spania. Leżymy i przytulamy się do siebie, całujemy i nadal nie możemy przestać rozmawiać. Pomimo tego, że to już tyle lat, my nigdy nie mamy dość rozmowy... Wiem, że to głupie. Każde małżeństwa mają się dość po jakimś czasie. Żadne nie chce spędzać tak całego czasu jaki mają, ale ja... Ja właśnie tak widziałabym życie z tobą. I chciałabym każdego dnia spoglądać w twoje oczy, bo wiem, że kiedy będę to robić, każdego dnia będę sobie przypominać o tym dlaczego się w tobie zakochałam. I pomimo upływu lat nadal będę widziała młodego chłopaka o ciętym języku, który na pierwszą randkę zabrał mnie na festiwal z okazji zakończenia lata.- uśmiechnęłam się nieśmiało. Czułam rumieńce na policzkach.
-W tym momencie zdałem sobie sprawę z tego, że wszystko co kiedykolwiek spotkało mnie w życiu miało takie być...
-Hm? O czym mówisz?- uniosłam brwi.
-Tak sobie myślę... W marcu kończę szkołę. Od kwietnia pójdę na studia.- zaczął, a ja poczułam jak moje serce zaczyna niespokojnie szybko bić. Nie takiego obrotu sprawy spodziewałam się, kiedy wyznawałam mu swoje uczucia.
-Wiem. Pilnie się uczysz, żeby pozdawać końcowe egzaminy, a ja jestem z ciebie dumna i wiem, że uda ci się dostać na każdą uczelnię, którą sobie wybierzesz.- wymusiłam uśmiech i odgarnęłam Gaarze pukiel włosów z twarzy.
-Tak. To prawda. Nasza paczka, oprócz Naruto, zdaje testy na najwyższym poziomie. Mój wujek wysłał list do Oxfordu i na Harvard. Obie chcą mnie jako swojego studenta.- powiedział, a ja poczułam supeł w żołądku.
-Anglia? USA?- wydukałam.
-Tak. Oba te kraje.- mówił tak spokojnie, jakby nie było to dla niego wcale trudne. Najwidoczniej podjął decyzję dawno temu.
-To... Gratuluję. Najbardziej renomowane uczelnie na świecie... Jestem dumna. Zadecydowałeś już, do której chcesz iść?
-Nie. Jeszcze nie.
-Myślę, że Harvard będzie dobrym wyborem. Zakosztujesz studenckiego życia, będziesz z dala od...
-Nie chcę iść na żadną z tych uczelni. Chcę zostać w Tokio. Chcę iść na uniwersytet Tokijski.
-A... Ale jak to?! Przecież te dwie uczelnie, które chcą żebyś został ich studentem...
-Saro, nie rozumiesz? Nie chcę iść na żaden uniwersytet, który zmusiłby mnie do rozstania z tobą! Wujek zna już moje postanowienie. Przyjął je ciężko, ale w pełni zaakceptował. Z życiu są ważniejsze rzeczy niż renomowana uczelnia. Ukończenie dobrej uczelni nigdy nie gwarantuje bajkowego życia. Uniwersytet Tokijski również ma ogromne rekomendacje. Jest świetny i oblegany przez wielu studentów z innych państw. Chcę tam iść. Chcę zostać w Tokio.
-Ale... Ale Gaara! Pomyśl, jak będę się czuła. Masz ledwo dwadzieścia lat! Co jeśli za jakiś czas okaże się, że podjąłeś złą decyzję? Przecież... Przecież możesz poznać kogoś na studiach! Może się okazać, że ta osoba będzie dużo lepsza ode mnie i...- Gaara namiętnie mnie pocałował. Poczułam zawroty głowy od tego pocałunku. Wzrost ciśnienia nie był mi w tym momencie potrzebny.
-I ja nie chcę słuchać takich głupot nigdy więcej. Postanowione. Nie wyjadę z Japonii. Nie za taką cenę.
-Gaara, nie chcę żebyś żałował swojej decyzji. A prawda jest taka, że kiedyś możesz...
-Nie. Nie będę jej żałował. Chcę zostać w Japonii...- powiedział, ale takim tonem, że od razu zrozumiałam, że jeszcze nie skończył.
-I? Co jeszcze chcesz powiedzieć?
-Ile czasu się znamy?- wypalił nagle.
-Pół roku. Ponad pół roku.
-Pół roku... Pamiętasz, co powiedziałem ci z okazji naszej rocznicy, kiedy dałem ci obrączkę?
-Że to symboliczny znak tego, że jesteśmy razem.- spojrzałam na swoją dłoń, gdzie akurat nie miałam obrączki, ponieważ lekarze zdjęli mi ją do operacji. Moja szyja również świeciła pustkami.
-Tak. Powiedziałem tak też dlatego, że wydawało mi się, że nie traktujesz mnie do końca poważnie. Samo powiedzenie Kocham Cię nie świadczy o tym, że zawsze tak jest. Zwłaszcza, że zawsze ja mówiłem o tym, że bycie z tobą jest dla mnie szczęściem.
-Myślisz, że kłamałam?!- powiedziałam oburzona.
-Bałem się tego, ale po tym, co mi powiedziałaś, wcale tak nie uważam. Uważam, że kochamy się równie mocno. I przyznam szczerze, że nigdy nic nie wywołało u mnie takiej ulgi.- zaśmiałam się na jego słowa.
-Kochanie, miej we mnie trochę więcej wiary. Może i jestem wredna, ale nie fałszywa.- tym razem to on się zaśmiał.
-Teraz, kiedy wiem, że ty też jesteś poważna czuję się zdecydowanie lepiej. I wiem, że mogę być bardziej poważny, niż kiedykolwiek.
-Co masz na myśli?
-Wiem, że jesteśmy ze sobą dopiero pięć miesięcy, znamy się pół roku i to wszystko jest tak cholernie szalone. Wszystko, co działo się między nami było szybkie, intensywne... Ale wiem, że ty jesteś kobietą, która daje mi szczęście. Nie ważne jak przybity bym nie był, zawsze myślenie o tobie sprawia, że się uśmiecham. Kiedy patrzę, jak rano krzątasz się w kuchni w moim domu, robisz mi kawę i śniadanie, wiem, że chcę oglądać to zawsze z rana. Kiedy wyobrażam sobie, że mógłbym codziennie budzić się obok ciebie, wiem, że to byłoby właściwe. Kiedy wyobrażam sobie, że w przyszłości zostałabyś matką moich dzieci uważam, że nie ma wspanialszej rzeczy.- wytarłam oczy, kiedy przerwał.
-Ja... Nie sądziłam, że marzymy o podobnych rzeczach.
-Ja też nie. Aż do dzisiaj. Ale po twoim wyznaniu wiem, że to co mówię, jest właściwe. Wiem, że dziwne, ale po prostu tak jest. Kiedy myślałem, że cię straciłem ja...
-Gaara. Jestem tu. Nie umarłam. Błagam, nie myśl już o tym. Nigdzie się nie wybieram i na pewno nie chcę się z tobą rozstawać.
-Wiem, że to głupie. Wiem, że jestem beznadziejny w byciu romantycznym, bo często mówię jakieś górnolotne rzeczy, ale to co powiedziałem, to czysta prawda.
-Wiem. To coś o czym nie musisz mnie zapewniać. Jesteś jedną z nielicznych pewnych rzeczy w moim życiu. I dziękuję ci za to.
-Nie o to mi chodzi. Saro, za dwa miesiące kończę szkołę. Za trzy zaczynam studia. Ja...- powiedział i zaciął się.
-Wiem. Będziesz studentem, a ja nudną licealistką. Dlatego śmieję się, że być może na studiach pojawi się ktoś bardziej interesujący.- dźgnęłam go palcem w bok, ale to wcale go nie rozluźniło.
-Ja chciałbym żebyś... Żebyś...- jąkał się, a ja nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Żebym, co Gaara? Co miałabym zrobić?- zapytałam, a kiedy poczułam mocny chwyt na dłoni głęboko wciągnęłam powietrze do płuc.

-Chciałbym, żebyś została moją żoną.- w tamtym momencie poczułam zupełną pustkę w głowie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8