Rozdział 67

-Opowiadajcie co tam u was?-zapytał Naruto otwierając sake.
-Lepiej ty powiedz jak Hinata?!
-Nadal leży w szpitalu. Denerwuje mnie to! 5 dni temu miała lekkie skurcze, a teraz nic! Martwię się!!!-powiedział i przeczesał włosy palcami.
-Oj przestań, dziecko na pewno czekało na wujka i ciocie ze Stanów.-powiedział Sasuke. Pił właśnie piwo.
-Ej! Dobra! Saro, opowiadaj jak wyglądały zaręczyny?-Naruto szeroko się uśmiechnął. Podszedł do mnie i złapał mnie za rękę.-Ładny. W twoim stylu.
-Zaręczyny wyglądały dokładnie tak, jak chciałam. Tylko my dwoje.-powiedziałam. Gaara szeroko się do mnie uśmiechnął.
-6 lat musieliśmy czekać na wasze zejście się. Szkoda, że nie dłużej.-powiedział ironicznie Sai.
-Jesteście okropni! Najważniejsze, że się zeszli! Dawno nie widziałam Sary tak szczęśliwej!-Sakura poczochrała mi włosy, a ja zaczęłam się śmiać.

            3 dni później umówiłam się ze znajomym dziennikarzem. Chciałam podać do informacji publicznej, że rozstałam się z Naokim, skoro on sam tego nie zrobił. Poszliśmy na kawę, chłopak nabazgrał kilka informacji w swoim notatniku, a potem rozmawiał ze mną o duperelach. Do niego miałam zaufanie. Jadąc do firmy dostałam telefon od Naruto.
-Cześć Uzumaki! Słuchaj, jadę teraz samochodem, więc...
-Hinata zaczęła rodzić! Przyjeżdżajcie do szpitala! Szybko!!!-był bardzo podekscytowany. Dawno go takiego nie słyszałam.
-Naruto, jadę do pracy! Mam teraz...
-Dzwoń do wujka! Rodzi mi się dziecko! Saro!!! Do szpitala!!!-rozłączył się. Głośno warknęłam. Nie takiego scenariusz na dzisiaj się spodziewałam. Wybrałam numer do wujka.
-Wujku, zastąp mnie dzisiaj w firmie. Hinata zaczęła rodzić, Naruto bardzo chce żebyśmy przy tym byli.
-No dobrze, ale ty odpracujesz jeden dzień za mnie.
-Dobrze. Nie ma problemu.
-Ok, to do zobaczenia jutro. Zadzwoń do mnie, kiedy Hinata urodzi.-wujek był jednak ugodowym człowiekiem co bardzo mnie cieszyło.

            Wjeżdżając na szpitalny szybko zadzwoniłam do Gaary.
-Słuchaj, Naruto dzwonił do ciebie?
-Tak. Za chwilę wychodzę od Rio. Przywiezie mnie. Ty już jesteś w szpitalu?
-Tak, właśnie do niego wchodzę.
-Dobrze, to do zobaczenia.-Gaara nadrabiał zaległości w znajomościach. Od kilku dni prawie w ogóle nie widziałam go w domu, ponieważ przesiadywał albo u Temari, albo u Rio. Ja niestety musiałam nadrabiać zaległości w firmie, które sama narobiłam. Wracałam do domu padnięta, brałam prysznic i szłam spać, a potem od 6 ta sama bajka. Monotonia życia była jednak przytłaczająca.

            Byłam już raz u Hinaty także wiedziałam, gdzie powinnam iść. Naruto stał z całą resztą pod salą, dosłownie zżerał paznokcie ze stresu.
-W końcu przyjechałaś! Co tak długo?!-krzyknął na mnie. Stanęłam dęba i nie wiedziałam czy mam się ewakuować do wyjścia, czy raczej usiąść z Ino i Saiem, którzy już byli obecni .
-Spokojnie Naruto, Sara dojechała w 20 minut. To i tak dość szybko. Z resztą nie ma jeszcze kilku osób. Nie wrzeszcz na wszystkich, którzy przychodzą.-skarciła go Ino.
-Dlaczego nie siedzicie tam razem z nią? Przynajmniej dlaczego Naruto tego nie robi?-zapytałam zakładając nogę na nogę.
-Lekarz musiał najpierw zbadać Hinatę. Zaraz powinien wyjść i powiadomić nas o jej stanie. Rozmawiałaś z Gaarą?-zapytała odrzucając włosy na plecy.
-Tak. Rio go przywiezie. Nie wiem co z Sasuke i Sakurą. Do nich nie dzwoniłam.
-Sasuke choćby bardzo chciał, nie może. Nie ma nikogo na zastępstwo na komisariacie, a Sakura ma dyżur w szpitalu, powiedziała, że jak tylko będzie miała przerwę to dołączy do nas.

            Gaara przyjechał uśmiechnięty od ucha do ucha. Widziałam jak oglądają się za nim pielęgniarki, rumienią się i chichoczą jedna do drugiej. Cóż, nie dziwiłam się. Gaara był ubrany w czarną kurtkę, teraz rozpiętą. Biały T-shirt idealnie podkreślał wyrzeźbioną sylwetkę, jeansy lekko zwisały mu na biodrach. Szedł lekkim, pewnym siebie krokiem, przeczesał włosy palcami.  Zrobiło mi się gorąco. Miałam świadomość, że ten mężczyzna jest mój.

-Iregiro, trochę ci zazdroszczę...-szepnęła mi na ucho Ino. Zaśmiałam się. Gaara podszedł do nas.

-Cześć wszystkim! Jak tam Hinata?-zapytał i usiadł obok mnie. Zmarszczyłam nos. Ani mnie nie pocałował, ani nie złapał za rękę...
-Lekarz jest u niej. Zaraz czegoś się dowiemy.-powiedział Naruto. Widać było, że jest bardzo zdenerwowany. Zapadła cisza jak makiem zasiał. Kiedy po jakimś czasie lekarz w końcu wyszedł z sali minę miał zmartwioną.
-Panie Uzumaki, obawiam się, że trzeba będzie przeprowadzić cesarskie cięcie. Pana żona już jest bardzo zmęczona, z resztą myślę, że tak będzie lepiej.
-Niech pan robi co musi! Najważniejsze żeby nic im się nie stało!!!-wszyscy wstaliśmy. Lekarz kiwnął głową i wrócił do sali. Po chwili dołączyła do niego pielęgniarka.

            Czekaliśmy w holu jak jakieś zombie. Naruto prawie wydeptał drogę do Chin chodząc w tę i z powrotem po korytarzu.
-Hej wszystkim. Chciałam tylko powiedzieć, że już po wszystkim. Możecie ich zobaczyć na sali. Zapraszam.-Sakura była ubrana w biały kilt lekarski, na nogach miała białe trampki, włosy związane w ciasnego koka. Wszyscy poszliśmy za nią do sali, w której znajdowała się Hinata. Przed drzwiami uprzedziła nas jednak, żebyśmy za długo u niej nie siedzieli, a jeżeli już, to może zostać jedynie Naruto. Kiedy weszliśmy do sali Hinata siedziała z zawiniątkiem na łóżku. Pierwszy raz w życiu widziałam w jej oczach tyle miłości. Zupełnie tak, jakby dziecko, które miała na rękach było całym jej światem i nic wokół się nie liczyło. Podobno matki tak mają. Przynajmniej zdecydowana większość.
-Cześć wam.-powiedziała szeptem. Na jej ustach pojawił się blady uśmiech. Naprawdę wyglądała na bardzo zmęczoną. Naruto usiadł obok niej na łóżku i pocałował w czoło.
-Jak się czujesz? Jak maleństwo? W ogóle...
-Chłopiec. Mamy synka.-w oczach Naruto zaszkliły się łzy. Odchylił kawałek kocyka i wtedy lepiej mogliśmy przyjrzeć się małemu. Miał bardzo jasną skórę i czarne włosy Hinaty.
-Naruto, nie chcę cię martwić, ale nie jest do ciebie podobny.-zaśmiał się Gaara. Mały zmarszczył czoło i otworzył oczy.
-Oczy ma po ojcu.-skwitowała Ino. Rzeczywiście mały miał intensywnie niebieskie tęczówki. Zaczął płakać.
-Wydziera się tak samo jak ojciec.-dorzuciłam. Wszyscy się zaśmiali.
-Hej, hej! Wystarczy! Mój syn się denerwuje!-Naruto spojrzał się z czułością na chłopca.
-Jak go nazwiecie?-zapytałam.
-Minato. Ustaliliśmy wcześniej, że jak urodzi się syn dostanie imię ojca Naruto.-Hinata szeroko się uśmiechnęła. Ścisnęło mnie w gardle. Moje dziecko miałoby teraz 6 lat... Szłoby do szkoły. Często się zastanawiałam czy byłoby podobne do mnie czy do Gaary. Czy miałoby mój porywczy charakter, czy raczej zimne opanowanie swojego ojca. Jakby się śmiało, jak szybko wyrosłyby mu ząbki oraz jak szybko nauczyłoby się chodzić.
-Saro, chcesz potrzymać?-zapytał Naruto podchodząc do mnie z zawiniątkiem. Cała zesztywniałam. Owszem, opiekowałam się trochę moim kuzynostwem, ale nie kiedy byli tacy malutcy.
-Lepiej nie. Zrobię mu krzywdę.-zaczęłam się bronić.
-Nie zrobisz, przestań.-Hinata pokrzepiająco się do mnie uśmiechnęła.
-Widzę, że bardzo, ale to bardzo chcecie, abym rozbudziła w sobie instynkt macierzyński, co? Póki co nie śpieszy mi się.-rzuciłam żartobliwie.
-Oj tam instynkt macierzyński. Proszę. Minato, to twoja ciocia, Sara. Masz się do czego tulić więc korzystaj do woli.-głośno się zaśmiałam i wzięłam małego od Naruto. Była dość ciężki jak na noworodka. Miał bardzo pyzatą buźkę.
-Cześć mały łobuzie! Nie wiesz jak wszyscy czekaliśmy, aż się urodzisz! Mam dla ciebie małego kolegę i koleżankę w domu. Jak już podrośniesz będziesz miał kompanów do zabaw.-mały uśmiechnął się pokazując bezzębną szczękę. Uważałam, że to urocze, choć niektórzy nie żywili aż takich ciepłych uczuć do małych dzieci.
-Widzisz, jak mu u ciebie dobrze?
-Pewnie, że dobrze. Mi też jest dobrze, jak się tulę do piersi mojej narzeczonej. Tak trzymać, mały wie co dobre.-powiedział Gaara. Wszyscy głośno zaczęliśmy się śmiać.
-Naruto możesz go już wziąć.-oddałam Minato w ręce jego ojca. Spojrzałam na zegarek. Było już późno. Czułam się zmęczona. Na całe szczęście jutro miałam wolne, więc chciałam pospać bardzo długo.-Hinata, przyjadę jutro dobrze? Myślę, że jesteś wystarczająco zmęczona, my pewnie też. Naruto zostajesz z żoną, czy mam cię odwieźć do domu?
-Zostaję. Nie chcę zostawiać ich samych.-uśmiechnął się do mnie z wdzięcznością.
-A wy? Sai, Ino?
-My chętnie skorzystamy. Nasze auto jest w naprawie. Do zobaczenia kochani. Macie pięknego syna.-powiedziała Ino. Kiwnęłam potakująco głową, a potem zaczęłam szukać kluczyków od auta w torbie. Pożegnaliśmy się z państwem Uzumaki, a potem wyszliśmy przed szpital. Wyciągnęłam papierosy i odpaliłam.-Dawno nie widziałam cię z papierosem. Coś się stało?
-Jestem zmęczona tym dniem. Od jakiegoś czasu już jestem zmęczona.-powiedziałam i ścisnęłam fragment nosa pomiędzy brwiami.
-W sumie czeka was za jakiś czas organizacja ślubu i całej tej reszty. Masz na głowie firmę, wujka, dom...
-Odrabiam kilkutygodniowe zaległości. Jestem cholernie zmęczona. Organizacją ślubu zajmiemy się po połowie. Nie mamy rodziców, więc musimy rozdzielić to pomiędzy siebie.
-Damy radę. Pomogą nam przyjaciele.-Gaara objął mnie ramieniem. Uśmiechnęłam się do niego kwaśno. Wyswobodziłam się z jego uścisku i podeszłam do śmietnika zgasić papierosa. Całą paczką zapakowaliśmy się do auta.

            Kiedy Ino i Sai wysiedli z samochodu byłam w stanie trochę bardziej się skupić. Gaara siedział obok mnie bez słowa, co w tamtej chwili bardzo mi odpowiadało. Z radia sączyła się jakaś uspakajająca muzyka.
-Kiedy zobaczyłaś synka Hinaty i Naruto wyglądałaś tak, jakbyś miała się popłakać.
-Myślałam o naszym dziecku, które poroniłam. Miałoby teraz 6 lat. Szłoby do szkoły.
-Też czasami o tym myślałem. Zawsze chciałem mieć syna, uczyć go grać w piłkę, jeździć na rowerze i inne. Pewnie później uczyłbym go strzelać. Jednak uważałem, że to głupie, bo nie potrafiłem znaleźć odpowiedniej dziewczyny na matkę moich dzieci. W żadnej się nie zakochałem, nie chciałem się angażować. A tu proszę.
-Zróbmy sobie dziecko.-powiedziałam luźno.
-Ale... Teraz? Wiesz, jak nie mam nic przeciwko, ale jednak jesteśmy na zatłoczonej ulicy.-zaśmiałam się.
-Nie nie teraz, ale w ciągu tego roku.
-Spokojnie skarbie. Mamy czas. Poczekamy z tym do ślubu, co?
-Będziemy musieli na kilka miesięcy przestać się kochać.-zażartowałam.
-Jak to?-Gaara wydawał się być bardzo niezadowolony.
-Mój organizm musi oczyścić się z hormonów. Inaczej mogę poronić następną ciążę.-włosy zjeżyły mi się na karku.
-Wymyślimy inną metodę antykoncepcji. Co prawda nie lubię prezerwatyw, ale zawsze ich używałem i nie mam dziecka z żadną laską. Przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.
-Gaara!-jęknęłam zażenowana. Wiele razy o tym rozmawialiśmy. Robiliśmy sobie badania, kiedy byliśmy w Stanach. Wszystko dla pewności, że jesteśmy zdrowi. Jednak odstawienie antykoncepcji przy naszym trybie życia było dość ryzykowne. Na pewno nie wytrzymalibyśmy 3-4 miesięcy bez współżycia, będąc obok siebie.
-No co? To tylko kilka miesięcy. Wytrzymaliśmy bez siebie 6 lat. Bez przesady.-zaśmiał się.
-Dobra, już tak nie gadaj. Na pewno nie będzie nam łatwo...-wrzuciłam kierunkowskaz i skręciłam na osiedle. Zjechałam do garażu i zaparkowałam na moim miejscu. Byłam potwornie zmęczona. Wsiedliśmy do windy. Gaara posunął się i mocno do siebie przyciągnął. Pocałował mnie w usta.
-W końcu. W szpitalu nawet nie raczyłeś złapać mnie za rękę.-powiedziałam kwaśno.
-Byłem zaaferowany tym, że Naruto będzie miał dziecko. Teraz jestem cały twój, rób ze mną co chcesz.-jego oczy były ciemniejsze niż w szpitalu. Przewróciłam oczami.
-Skarbie, jestem tak potwornie zmęczona, że nie obraź się, ale potrzebuję cudu, żeby mi się chciało.
-Spoko, przyjąłem.-drzwi windy się otworzyły. Gaara porwał mnie na ręce. Odruchowo owinęłam się wokół jego bioder. Mocno przygwoździł mnie do ściany i zaczął namiętnie całować.
-Wariacie, otwórz drzwi. Inaczej sąsiedzi będą mieli niezłe porno.-zaśmiałam się w jego usta. Na chwilę przestał mnie całować, wyszukał klucze w kurtce i kopniakiem otworzył drzwi. Zamykając mocno nimi trzasnął. Posadził mnie na blacie i zaczął szybko rozbierać. Rzeczywiście, jemu niewiele było potrzeba żeby mnie rozgrzać. Kiedy całował mnie po szyi już byłam podniecona.
-Dzisiaj ja rządzę.-warknął w moje usta.
-Nie mam nic przeciwko.-kiedy moja bluzka poleciała gdzieś na krzesło marzyłam tylko o tym, żeby znaleźć się z nim w sypialni. Zaczął masować mnie po pośladkach, z zadowolenia mruknęłam w jego
usta.

-Chciałbym żebyś się w coś przebrała. Bardzo bym chciał.-szepnął w moje usta. Zaczęłam się śmiać.

-Kochanie, nie przeginaj. Jestem rozgrzana, wykorzystaj to jak trzeba.-zaczęłam rozpinać mu spodnie. Mocno pociągnął mnie za biodra i zaczął nieść w stronę sypialni. Czułam jak bardzo mnie pragnie. Jego skóra była gorąca, oddech przyśpieszony. W sumie od powrotu do Japonii ani razu się nie kochaliśmy. Ja wracałam zmęczona, Gaara po nocach. Teraz chciałam trochę odreagować.
-Trochę za tym tęskniłem, jak mam być szczery.-zaśmialiśmy się. Gaara namiętnie wkleił mi się w usta, a potem rozchylił wargi językiem. Wsunął go do środka i odszukał mój. Spletliśmy je ze sobą. Uwielbiałam jego pocałunki. Miał miękkie pełne usta, na dodatek świetnie całował. Pomimo tego, że miałam na karku 25 lat nadal działało to na mnie wręcz odurzająco. Położyliśmy się na łóżku kontynuując pieszczoty. Gaara przygniatał mnie przyjemnie swoim ciężarem. Czułam każdy napinający się pod moim dotykiem mięsień. Był piękny, tylko mój...

            Kiedy leżeliśmy zupełnie nadzy. Czułam się cudownie rozpieszczana. Gaarze nigdzie się nie spieszyło. Muskał palcami moją skórę, całował powoli każdy kawałek ciała.
-Mógłbym tak cały dzień i noc.-przebiegł palcami po wnętrzu moich ud. Mięśnie w podbrzuszu napięły mi się nieprzyjemnie. Ułożył się między moimi udami i nadal czule pieścił. Szybciej oddychałam, serce tłukło mi się o żebra. Kiedy zaczął pieścić mnie palcami jęczałam w jego usta. Było mi gorąco. Potwornie gorąco i tylko Gaara mógł zgasić moje pragnienie.
-Gaara.-szepnęłam jego imię. Spojrzał się na mnie z szerokim uśmiechem.
-Chcę cię jeszcze pomęczyć. Musisz wytrzymać.-wyciągnął palce z mojego wnętrza i znowu zaczął pieścić całe moje ciało. Byłam tak wrażliwa na jego dotyk, że niektóre z tych pieszczot były wręcz drażniące. Zamknęłam oczy. Pocałunek w prawy obojczyk, dłoń na lewym biodrze powoli zataczała kółka. Ciepły język i wargi powoli przesuwały się coraz niżej. Łaskotał mnie nimi w podbrzusze. Ręką rozchylił uda, a potem zaczął pieścić mnie językiem. Głośno jęknęłam i odruchowo wplotłam palce w jego włosy. Co chwila zwiększał intensywność, a ja coraz bardziej odpływałam. Mój mężczyzna był naprawdę cudowny.
-G... Gaara...-ledwo wydukałam. Czułam zbliżający się orgazm. Mięśnie zaczęły mi się napinać, podbrzusze wręcz rwało. Gaara szybko położył się na mnie i wsunął we mnie. Głośno krzyknęłam, zaciskając palce na jego ramionach. Cała drżałam.
-Dokładnie o to mi chodziło.-syknął w moje usta i zaczął bardzo szybko się poruszać. Sapał mi do ucha, ja nie byłam w stanie powstrzymywać jęków. Objęłam jego biodro nogą i mocno przekręciłam. Siedziałam na nim. Zaczęłam bardzo szybko poruszać biodrami w górę i w dół.-Robisz to zajebiście.
-Wiem.-wysapałam i jeszcze przyśpieszyłam swoje ruchy. Uwielbiałam dominować nad nim. Zaśmiał się gardłowo, a potem położył mi dłonie na pośladkach. Jęczałam i przez myśl szybko przeleciała mi wizja wkurzonych sąsiadów, jednak szybko wyrzuciłam ją z mojej głowy. Sąsiadami pomartwię się kiedy indziej.
-O tak!-Gaara odgiął głowę do tyłu i zaczął oddychać bardzo płytko. Był blisko szczytowania. Bardzo blisko. Jeszcze odrobinę przyśpieszyłam ruchy. Jego palce dość mocno wpiły mi się w uda. Poczułam ciepło rozlewające się w moim podbrzuszu i sama głośno jęknęłam. Opadłam zmęczona na jego klatkę piersiową i próbowałam wyrównać oddech. Jego ramiona mocno mnie objęły.-Zdecydowanie chciałbym żeby było tak codziennie.
-Jutro niedziela, mam wolne. Rano na pewno coś wykombinuję.-uśmiechnęłam się chytrze. Poczułam ogromne zmęczenie.
-Liczę na to. Dzisiaj już sobie odpuścimy. Widzę, że nie tylko ja jestem zmęczony.-lekko pokiwałam głową. Mocno wtuliłam się w tors Gaary i niemal natychmiast zasnęłam.

            Męczyły mnie koszmary. Śniłam o jakimś okropnym zamczysku gdzieś wysoko w górach. Chmury miały granatowy kolor, a niebo raz za razem było rozdzierane jasnymi błyskawicami do samej ziemi. Miałam na sobie ciężka i obszerną suknię z czarnego aksamitu. Chodziłam po dziedzińcu szukając żywej duszy.
-Hop hop!!! Jest tu kto?!-jednak odpowiedziało mi tylko echo. Zrezygnowana podeszłam do wielkich drewnianych drzwi i mocno je pchnęłam. Poraziło mnie jasne światło. Jak się okazało trafiłam do sali balowej. W środku głośna muzyka do walca wiedeńskiego odbijała się od ścian uderzając w moje uszy. Przeszłam środkiem parkietu, jednak nikt nie zwrócił na mnie nawet najmniejszej uwagi. Raz za razem tańczące pary zagradzały mi drogę, ja jednak szłam dalej. Na samym końcu sali przy wielkim oknie stał Gaara i nasi przyjaciele. Wszyscy nienaturalnie bladzi o wręcz woskowych twarzach. Mój oddech mimowolnie przyśpieszył. Wszyscy uśmiechali się do mnie, jednak ich oczy były puste. Czułam walenie serca w klatce piersiowej. Marzyłam o tym, żeby stamtąd uciec.
-Kochanie, czekaliśmy na ciebie.-Gaara podszedł do mnie, ukłonił się i pocałował w dłoń.
-O co chodzi z tym balem?-byłam zbita z tropu. Walc wiedeński ucichł, na jego miejsce zaczęto grać marsz Mandelsona.
-Nie domyślasz się?-uśmiechnął się szelmowsko.
-Nasz ślub? Chodzi o nasz ślub?-zapytałam niepewnie. Gaara zaśmiał się kpiąco, a zaraz za nim nasi przyjaciele, a potem goście.
-Ślub? Oszalałaś? Czekaliśmy na ciebie bardzo, bardzo długo. Teraz czas na to abyśmy w końcu połączyli się na wieczność. Czas na twój pogrzeb!!! Chodź do mnie. Wiem, że czekałaś, i że bardzo mnie pragniesz.-jego śmiech był śmiechem szaleńca.
-Nie!-krzyknęłam. Odwróciłam się i zaczęłam biec w tłum. Chciałam jak najszybciej wybiec z tego przeklętego zamku i uciec. Wszyscy tancerze wpatrywali się we mnie pustymi oczodołami, a ja odpychałam ich na boki, chcąc uciec od Gaary. Kiedy wybiegłam na dziedziniec słyszałam za sobą jego śmiech i kroki. Przewróciłam się, poczułam okropny ból w prawej nodze. Nie mogłam wstać. Poczułam na sobie oddech mojego narzeczonego.
-Na zawsze moja. Tylko moja.-szeptał i próbował mnie pocałować. Był zimny, w jego oczach nie było życia. Zupełnie tak, jakby był martwy.
-Nie! Nie! Nie!!!-ryknęłam.

            Poczułam silne potrząsane za ramiona.
-Saro, obudź się! Obudź się słyszysz! To tylko sen!!!-ten głos. Głoś mojego prześladowcy.
-Nie!!!-krzyknęłam i tak się rzuciłam, że aż spadłam z łóżka. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że jestem w Tokio, w swojej sypialni. Przetarłam twarz dłońmi. Były mokre od łez. Czułam, że włosy na karku kleją mi się od potu. Oddech miałam szybki i urywany. Gaara szybko znalazł się obok mnie.
-Wszystko w porządku? Dlaczego tak dziwnie się na mnie patrzysz?-zapytał. Szybko zlustrowałam jego twarz. Policzki zarumienione, włosy zmierzwione, oczy podpuchnięte i błyszczące od snu. Odetchnęłam z ulgą Rzuciłam się na niego i namiętnie pocałowałam.-Jej, to musiał być naprawdę realistyczny sen.
-Boże! Żyjesz!!!-zaczęłam szlochać jak małe dziecko. Gaara mocno mnie do siebie przytulił.
-Co ci się śniło?
-Ten... ten sen! On był taki... taki realistyczny! Byłam w jakimś zamku, znalazłam ciebie i całą resztę w sali balowej. Tańczył tam tłum zupełnie obcych dla mnie ludzi. Kiedy do ciebie podeszłam zaczęli grać marsz Mandelsona, a kiedy zapytałam czy chodzi o nasz ślub, powiedziałeś, że czekaliście na mnie bardzo długo, i że to mój pogrzeb.-jęknęłam żałośnie i zaczęłam płakać. Czułam się jak małe dziecko.
-Ciii. To był tylko sen kochanie. Nie przejmuj się tak.
-G... Gaara! Kiedy ostatnio śnił mi się Naoki, który podcinał sobie żyły, prawdziwy Naoki zrobił to zaraz po tym, kiedy pierwszy raz zerwałam z nim zaręczyny! Nienawidzę swoich snów!!!-warknęłam wściekle i zaczęłam trzeć policzki tak mocno, że aż piekły. Głośno zaciągałam powietrze. Gaara omal nie zmiażdżył mnie w swoich ramionach.
-Spokojnie kochanie. Naprawdę, to tylko sen. Może oznaczać coś dobrego, a nie złego. Już, przestań płakać i chodź do mnie.-pocałował mnie. Miałam ochotę odprężyć się w bardzo lubiany przeze mnie sposób.
-Przeleć mnie.-wyszeptałam mu do ucha. Spojrzał się na mnie z bardzo zdziwioną miną.
-Słucham?-odchrząknął.
-To co słyszałeś. Przeleć mnie. Ale nie tak, jak zawsze. Zrób to tak, jak zawsze chciałeś, ja to zrobię tak, jak ja zawsze chciałam. Nie ma żadnych granic. Dziki seks.-uśmiechnęłam się figlarnie.
-Myślałem, że...-zabrakło mu słów. Myślał chyba nad tym co powiedziałam.
-Nie zastanawiaj się nad tym. Nie ma nad czym. Na pewno jest coś... Właśnie!-pstryknęłam palcami i podeszłam do komody. Wyciągnęłam z niej kamerę i sprawdziłam, czy jest naładowana.
-Co robisz?-jego głos zrobił się niższy i zachrypnięty. Wróciłam na łóżko i dałam mu kamerę.
-Pamiętasz jak mówiłeś, że chcesz nagrać swoje porno. Oto ono. Można je połączyć z innymi fantazjami.-jego źrenice niemal zlewały się tęczówką, lekko uchylił wargi i zaczął szybciej oddychać.
-Nie żartujesz?-kiwnęłam głową, że nie żartuję. Szeroko się do niego uśmiechnęłam. Głośno przełknął ślinę. Żeby pomóc mu się zdecydować, podsunęłam się do niego i namiętnie pocałowałam.
-Gaara, jestem twoja. Zrób ze mną co chcesz, wszystko na co masz ochotę.-szepnęłam w jego usta. Mocno pociągnął mnie za ramiona i posadził na swoich biodrach. Był bardzo podniecony.
-Wszystko?-zapytał z błyskiem w oku.
-Wszystko.-kiwnęłam głową.
-Zaufaj mi, to będzie bardzo długa noc. Mam nadzieję, że się zregenerowałaś tym krótkim snem.-zaśmiałam się. Gaara włączył kamerę i od razu przeszedł do rzeczy.

            Rano obudziłam się w doskonałym humorze, choć byłam trochę obolała. Gaara spał z głową na mojej piersi. Miał potargane włosy, lekko uchylone wargi. Z zaciekawieniem sięgnęłam po kamerę, wyciszyłam dźwięk i zaczęłam oglądać to, co nagraliśmy. Robiło mi się gorąco z każdą upływającą minutą. Sama się sobie dziwiłam, że potrafiłam robić takie rzeczy. Zapatrzona z film nie zauważyłam, że Gaara wstał.
-Podoba się domowe porno?-poskoczyłam i upuściłam kamerę na materac. Z posępną miną spojrzałam na Gaarę.
-Mogłeś się we mnie wtulić, a nie tak perfidnie straszyć. Tak, zdecydowanie mi się podoba. Musimy częściej coś takiego organizować.
-Serio?-kiwnęłam głową.
-Ty... robiłeś to pierwszy raz?-poczułam, że robię się czerwona.
-W sensie film? Tak. Ogólnie z tobą robiłem dużo rzeczy pierwszy raz. Nie narzekam.-wziął kamerę z materaca i puścił od miejsca, w którym skończyłam.-Wiesz, doceniam fakt, że mam kobietę gimnastyczkę.
-Gaara!!!-krzyknęłam zawstydzona. Oboje zaczęliśmy się śmiać. Dawno nie czułam się tak odprężona.

            Przez następne kilka tygodni zaczęłam ogarniać wstępne ślubne plany. Rozpoczęliśmy rozmowy z organizatorką, wybraliśmy najlepsze miejsce na ślub. Data bardzo mi odpowiadała. Maj. Kwiaty wiśni będą pięknie kwitły na nasz ślub. Postanowiliśmy urządzić wesele z dala od Tokio, w górach. Wtajemniczonych było tylko kilka osób na wypadek, gdyby kogoś ciągnięto za język. To miała być nasza mała uroczystość w gronie najbliższych. Ani ja, ani Gaara nie mieliśmy rodziców (przynajmniej ja połowicznie, ale z matką nadal nie miałam ochoty rozmawiać) i dziadków. Nawet jeśli istniało kuzynostwo od jakiś krewnych, o których nie mieliśmy pojęcia, nie mieliśmy w obowiązku ich zapraszać. Tylko... ocalała rodzina i najbliżsi przyjaciele.
-Gaara, serio nie musimy mieć doskonałej zastawy, doskonałych ozdób. To ma być nasz dzień.-jęknęłam, kiedy pokazywano nam chyba 8 z kolei zastawę.
-Wiem, ale powiedz to tym tutaj.-on również był niezadowolony. Zabraliśmy Sasuke i Sakurę ze sobą. Mieliśmy nadzieję, że nam pomogą, a jak się okazało, narobili niezłego zamieszania.
-Sasuke, mówię ci, że skoro wszystko ma być utrzymane w złocie i czerwieni, to takie filetowe liście do tego nie pasują.
-Ale można poprosić o to, żeby wykonali taką w czerwonym kolorze. Wzór jest bardzo łady i elegancki, co nie państwo Sabaku?-Gaara spojrzał na Sasuke wilkiem.
-Saro, prawda, że ta zastawa jest bardzo ładna?-Sasuke podsunął mi talerz pod sam noc.
-Sasuke, jest bardzo ładna, ale jak dla mnie ma trochę za dużo zdobień. Rozmawialiśmy z Gaarą o tym, że chcemy bardzo skromne ozdoby. Jedynym szaleństwem będą czerwone róże i dodatki. Myślę, że taką zastawę wy moglibyście śmiało załatwić na swoje wesele.-Sakura i Sasuke zaczerwienili się po czubki uszu.-Już rano zauważyłam na twoim palcu pierścionek.
-Przed tobą nic się nie ukryje! To nie były zaręczyny. W pewnym sensie... Coś, jak obietnica...-mruknęła Sakura.
-Nie chcemy póki co formalizować związku.-dodał Sasuke.
-I jak, wybrali już państwo zastawę na ślub? Pani Iregiro, co zrobić z poprzednio wybraną? Pani Kirigachi była bardzo niezadowolona odwołując wszystkie zamówienia.
-Pani Kirigachi nie ma nic w tym temacie do powiedzenia. Ona już nie zarządza weselem.-powiedziałam lekko zirytowana.
-Kto to, ta pani...-Gaara zaczął równocześnie z Sasuke.
-Mama Naokiego.-wtrąciła pośpiesznie Sakura. Gaara wciągnął powietrze ze świstem.

            Po niemal całym dniu spędzonym w biurze naszej organizatorki wybraliśmy idealną zastawę, serwetki i wzór zaproszeń. Wróciliśmy do domu zmęczeni, głodni i spragnieni.
-Rany! Mam dość! To była tak naprawdę jedna rzecz, a przed nami jeszcze sporo. Co jeszcze trzeba zrobić?
-Cóż. Orkiestra, fotograf, kamerzysta, trzeba wynająć ekipę, która zamontuje namiot dla gości, księdza, garnitur dla ciebie i dla świadka, suknię ślubną dla mnie, oraz sukienki dla druhen. Musimy załatwić ozdoby na krzesła, zamówić tort ślubny, alkohol, upominki weselne dla gości, musimy załatwić katering, nocleg. Trzeba iść do jubilera i kupić obrączki. Limuzyna, ewentualnie konie, ponieważ bierzemy ślub w plenerze... Dużo tego jest.-Gaara przewrócił oczami.
-Myślę, że pomoc naszych przyjaciół będzie w tym wypadku nieoceniona.
-Gaara, jesteś pewien po tym, co dzisiaj widziałeś?
-Nie, to jednak nie jest dobry pomysł.-zaśmiałam się. Gaara pociągnął mnie na swoje kolana.-Nie chce mi się wierzyć, że dosłownie za 5,5 miesiąca zostaniesz moją żoną. Jestem tym tak podekscytowany, że nie pytaj. Ty na pewno mniej. To już któreś wesele, które organizujesz.
-W sumie masz rację. Ale jednak... organizując weselę dla wujka i Harumi miałam niespełna 18 lat. Potem kiedy miałam wychodzić za Naokiego praktycznie wszystko organizowała jego rodzina. Nie miałam w to najmniejszego wkładu, dopiero później. I i tak już wielu rzeczy nie byłam w stanie zmienić. Teraz, wychodząc za mężczyznę, którego kocham całym sercem, chcę żeby to wesele było dokładnie takie, jak i ja i ty chcemy. Jeśli będziemy musieli poprosić o pomoc, poprosimy. Zaufaj mi, że nawet jako profesjonalistka i pani prezes nie lubię robić wszystkiego sama... Gaara, słuchaj. Myślałam o tym, o czym rozmawialiśmy kilka razy.
-Czyli?
-Po ślubie chciałabym razem z tobą zacząć myśleć o powiększeniu rodziny.
-Wiem skarbie, ale na to mamy czas. Póki co czeka nas wielkie kongo. To nie będzie dobry okres na staranie się o dziecko. Po ślubie, kiedy już wszystko się uspokoi zaczniemy. Gdzie chciałabyś pojechać w podróż poślubną?-zapytał i położył mi dłoń na udzie.
-Cóż, możemy pojechać nawet na Alaskę i mieszkać w igloo. Rozgrzałbyś mnie swoimi silnymi męskimi ramionami, a rdzenni mieszkańcy mieliby z nas niezły ubaw. Ale na poważnie. Wiesz... mój wujek kupił wyspę na Pacyfiku. Myślałam, że moglibyśmy polecieć tam we dwoje. Tam nie będą nas prześladować żadni paparazzi. A na tym też bardzo mi zależy.
-Macie swoją wyspę? Mogłabyś mi przybliżyć ile wynosi twój majątek, kochanie?
-Przekroczył kilka miliardów, a co?-Gaara zaczął kaszleć.
-M... miliardów?! Wiesz, myślę, że powinniśmy spisać intercyzę. Nie zamierzam się z tobą rozwodzić, ale będę miał czyste sumienie.-zaczęłam się śmiać.
-Gaara, kiedy się pobierzemy dostaniesz dostęp do tych pieniędzy. Będziesz musiał się nauczyć jak z nich korzystać. Wiem, że sam na siebie zarabiasz, masz pensję i inne. Ale będziesz też czasami zmuszony korzystać z tych skromnych kilku miliardów.
-Rany, mogłem sobie darować... Cóż, więc mówisz, że chciałabyś pojechać na prywatną wyspę, tak? Niezła propozycja. Przemyślę ją.
-Cieszę się. Póki co myślę, że powinniśmy przejrzeć próbki materiałów na ozdoby, to na pewno zajmie nam również sporo czasu. Zostało nam naprawdę tylko kilka miesięcy.

-Dobrze kochanie, już wybieramy. Skoro tak bardzo chcesz, żeby nasze wesele było idealne, to zaangażuję się w to na ponad 100%.-zaczęłam się śmiać. Wyciągnęłam z torebki opasły segregator z fragmentami tkanin, a potem zaczęliśmy razem go przeglądać.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8