Rozdział 64

Czułam się jak w jakimś śnie. Gaara poświęcał mi niemal całą swoją uwagę. Od rana do popołudnia szwędaliśmy się po parkach, centrach handlowych, ulicach i wszędzie tam gdzie nas nogi poniosły. Wieczorem siedzieliśmy w domu wspólnie gotując, wygłupiając się lub kochając bardzo namiętnie. Czułam się tak, jakbym zakochała się po raz pierwszy.

-Oszukujesz! Twój pionek stał w tym miejscu! Przesunąłeś go, kiedy nie patrzyłam!!!-graliśmy w monopol. Gaara miał właśnie kupić Madisone Avenue.

-Nie prawda! Mój pionek stał DOKŁADNIE w tym miejscu!!!-ktoś obserwujący to z boku miałby niezły ubaw.

-Mam inny pomysł. Czekaj chwilkę.-poszłam do naszej sypialni i wygrzebałam siatkę spod łóżka. Kiedy Gaara załatwiał coś na komisariacie ja chodziłam po sklepach zabijając czas. Raz trafiłam do sex shopu i zrobiłam bardzo konkretne zakupy. Jeden z nich właśnie trzymałam w rękach. Wróciłam do pokoju.-Choćbyś chciał, w tym nie możesz oszukiwać.

-Co to jest?-podałam mu pudełko, a kiedy przeczytał napis na wieczku, szeroko się uśmiechnął.-Kiedy to kupiłaś? Na pewno nie jest moja.

-Cóż. Uznałam, że małe urozmaicenie nie jest złe. Kiedyś bardzo takie rzeczy lubiliśmy.

-Kiedyś? Nadal lubię. No dobrze, monopol już mi się znudził. Zobaczmy co to za cudo.
-Nie tu! Gaara!!! Haha! Wiesz, że mam tu łaskotki!!!-próbowałam wyrwać się z mocnego uścisku, ponieważ mój mężczyzna dostał za zadanie polizanie jakiejś części ciała. Wybrał sobie mój kark, pomimo tego, że wiedział jak bardzo tego nie lubiłam.

-No nie uciekaj! Daj mi dokończyć!!!-był rozbawiony. Dawno nie widziałam go w takim stanie.

-Moja kolej... Wykonaj erotyczny taniec zdejmując jakąś część ubrania... O nie. Nie mam zamiaru...

-Oszukujesz! Mówiłaś, że w tej grze nie można oszukiwać, a sama to robisz!-chodziło mi raczej o to, że kiedy ostatnio robiłam striptiz miałam niecałe 18 lat i godziny treningów za sobą.

-Jesteś irytujący...-wstałam, puściłam z telefonu jakąś przyjemną muzykę i zaczęłam tańczyć. W poprzedniej rundzie musiałam zdjąć spodnie, także teraz pozbyłam się bluzki. Wodziłam dłońmi po swojej skórze, zapominając o tym, że to tylko gra.

-Zdecydowanie to mi się podobało. Dobrze co teraz ja mam... Opowiedz o najbardziej erotycznej fantazji jaką kiedykolwiek miałeś. Hm. Pomyślmy. Wiążę cię i robię z tobą bardzo niegrzeczne rzeczy, a ty jesteś na mojej łasce. Chociaż mam tego w głowie bardzo dużo...-poczułam, że robi mi się gorąco.

-Co jeszcze?-moje ciało zaczęło delikatnie drżeć.

-Chciałbym oglądać cię jak się pieścisz. Chciałbym mieć film erotyczny z tobą w roli głównej. No i wiele innych.

-Rio mówił, że masz dużo fantazji. Nie spodziewałam się, że takich.

-Nigdy nie ukrywałem przed tobą, że jestem zboczony.-wzruszył ramionami. Jego ciemne oczy błyszczały wesoło. Wpadłam na pewien pomysł. Wstałam i podeszłam do jego policyjnego ekwipunku wiszącego na kołkach przy wejściu.-Co robisz?
-Proszę.-rzuciłam mu kajdanki pod nogi. Widziałam, że jego źrenice się rozszerzyły. Zakręciłam kółkiem.-Jeśli ty i partner jesteście już rozgrzani, możecie się kochać. O jak miło. Gramy dalej?

-Zdecydowanie wystarczy.-Gaara wręcz rzucił się na mnie, wziął na ręce i zaniósł do sypialni.
            Następnego dnia obudziłam się sama. Gaara dostał wezwanie na komisariat, które Michael określił jako pilne. Czułam się jak pijana. Na ustach miałam szeroki uśmiech, zupełnie tak, jakbym łyknęła pigułkę szczęścia. Spojrzałam na swoje nadgarstki, na których miałam czerwone pręgi. Zrobiło mi się gorąco na wspomnienie tego, co Gaara ze mną wyprawiał. Poszłam pod prysznic i orzeźwiłam się. Wzięłam telefon i zadzwoniłam do niego.

-Nie mogę teraz za bardzo rozmawiać. Coś się stało?-miał zdenerwowany głos.

-Chciałam tylko zapytać, o której wrócisz. Myślałam o tym, żeby pójść dzisiaj do firmy.

-Dobrze. Tylko uważaj na siebie... Mamy ciężką sprawę. Nie wiem, czy wrócę na noc.-westchnęłam.

-No to koniec miesiąca miodowego, a było tak pięknie. No cóż. Nie przeszkadzam. Kocham cię.

-Też cię kocham.-rozłączył się, a ja przez chwilę siedziałam smutna. To była jego praca. Wiedziałam na co się piszę. Zadzwoniłam do oddziału mojej firmy.

-Dzień dobry, firma Iregiro, czym mogę służyć.

-Z tej strony Sara Iregiro. Jestem właśnie w Chicago, i złożę dzisiaj wizytę w firmie. Prosiłabym, żeby przekazała to pani mojemu wicedyrektorowi.

-Prosiłabym o pani numer identyfikacyjny.-lekko zirytowana podałam jej ciąg kilku cyferek, który określał status w firmie. Był uniwersalny, dlatego nie ważne było czy znajdowałam się w Japinii, USA, czy w Chinach.-Witamy w Stanach pani Iregiro i będziemy oczekiwać pani wizyty.

            Kiedy w końcu usiadłam za biurkiem i dostałam w rękę dokumenty poczułam się jak w swoim żywiole. Jednak kiedy sama zaczęłam robić rozliczenia okazało się, że gdzieś przepadła wartość 100000$. Zagotowałam się i kazałam wezwać mojego zastępcę.

-Zechcesz mi wyjaśnić gdzie podziało się 100000 tysięcy z konta firmy, czy nie? Ponieważ zastanawiam się, czy najpierw zwolnić ciebie, czy naszego księgowego!!!

-Nie mam pojęcia co stało się z tymi pieniędzmi! Przysięgam!!!

-Jeżeli nie chcesz skończyć na ulicy, do końca tygodnia, czyli masz całe 3 dni, jeśli pieniądze się nie znajdą, polecą głowy. W pierwszym rzucie twoja, księgowego i bankiera, który prowadzi naszą filię w Stanach. Czy my się zrozumieliśmy?

-Tak pani Iregiro.-facet ukłonił się i wyszedł, a ja wykonałam szybki telefon do wujka wyjaśniając mu całą sytuację. Później w internecie wyszukałam adres jakiegoś dobrego ginekologa i umówiłam się na wizytę z samego rana. Potrzebowałam recepty na pigułki, ponieważ opakowanie, które miałam już się kończyło.

            Wróciłam do domu obładowana zakupami. Odreagowując stres wpadłam do kilku butików, kupiłam również jedzenie. Dochodziła 18, a Gaary nadal nie było. Rzeczywiście miał rację, że może nie wrócić na noc. Wzięłam więc komputer i zadzwoniłam na skype do Sakury.

-Cześć!!! Co tam u ciebie?-była cała w skowronkach.

-Co ci tak wesoło? Stało się coś?

-Sasuke był wczoraj u mnie. Zaprosiłam go na kolację, no i tak się złożyło, że został na śniadanie. Jak życie w Amerykańskim Śnie? Codziennie uprawiasz seks, dostajesz śniadanie do łóżka i inne?

-Amerykański sen dzisiaj się skończył i czekał mnie powrót do szarej rzeczywistości. Gaara wróci pewnie jutro z samego rana. Miał jakąś bardzo pilną sprawę u siebie na komisariacie. Ja byłam u siebie w firmie, zginęło gdzieś 100 tysięcy dolarów. Jeśli się nie znajdą, będę musiała zwolnić ludzi.

-Jej, powrót do rzeczywistości musi być bardzo bolesny. Wiesz już kiedy przyjedziesz? Aaa! Właśnie! Hinata trafiła dzisiaj pod obserwację! Miała lekkie skurcze! Widzisz! Zapomniałabym ci powiedzieć! Naruto dzwonił kilka godzin temu.

-To cudownie! W końcu mały Uzumaki. Wiesz, nie mam pojęcia kiedy wrócę. Siedzę tu od ponad tygodnia, tęsknię za domem i za wami, ale nie chcę zostawiać Gaary.

-Boisz się, że mógłby cię zdradzić?

-Nie. Boję się tego, że jakbym wróciła do niego, padłabym.-Sakura wybuchła gromkim śmiechem.

-Widzę, że masz tam bardzo dobrze! Odbijaj sobie!

-Zgodziłabyś się na domowy film erotyczny, gdyby to było fantazją twojego chłopaka?

-Czemu nie. Chociaż wiesz... Musiałabym baaardzo mu ufać i zabezpieczyć to w taki sposób, żeby nikt oprócz nas nie miał do niego dojścia.

-A co sądzisz o tym, że facet chce oglądać to, jak sama się pieścisz?

-Normalne. Facet jest wzrokowcem. Ich kręcą takie rzeczy. Wiem z doświadczenia, sama tak robiłam. Na początku jest trochę dziwnie, ale potem... Petarda! Jesteś dorosła, nie musisz się wstydzić tego, że masz na coś ochotę, prawda?

-To znaczy... Wczoraj graliśmy w taką grę erotyczną. Gaara dostał właśnie pytanie o fantazje. Jedną zrealizował.-pokazałam jej czerwone obwódki na nadgarstkach-Ale chciałabym spróbować też innych.

-Dobrze wiesz, że z nim możesz sobie pozwolić na wszystko. To nie Naoki. I myślę, że jemu również spodobałaby się twoja inicjatywa.-zrobiło mi się gorąco. Kiedy miałam te 17-18 lat zupełnie inaczej postrzegałam współżycie. Było to dla mnie przyjemne, ale i wstydliwe. Nie potrafiłam tak otwarcie o tym mówić, czy fantazjować. Teraz chciałam nadrobić to w jakiś sposób.

-Wiesz co Sakura, chcę iść w jedno miejsce. Zadzwonię do ciebie później.

-Będę czekać z niecierpliwością!!! A, dobrze zajmuję się twoim mieszkaniem, jakby co.

-Dobrze. I tak mnie tam nie ma. Ok, uciekam. Ucałuj wszystkich i napisz mi sms-a co z Hinatą!-Sakura pomachała mi, a potem rozłączyła się.

            Kiedy wróciłam do domu Gaary nadal nie było. Żeby zabić czas zaczęłam przymierzać wszystkie ciuchy, które kupiłam. Musiałam wybrać coś do pracy na rano. Więc po 23 położyłam się spać. Dziwnie cię czułam pierwszy raz zasypiając sama. Musiałam się jednak przyzwyczajać. Wybrałam sobie faceta z bardzo ruchomymi godzinami pracy.

            Obudziły mnie szmery. W pierwszej chwili czułam się zdezorientowana i potrzebowałam kilkunastu sekund żeby ogarnąć gdzie jestem. Usiadłam na łóżku i przetarłam oczy. Poraziło mnie światło z korytarza. We framudze zamajaczyła mi sylwetka Gaary. Ściągał kurtkę.
-Przepraszam, nie chciałem cię obudzić.-spojrzałam na zegarek. Dochodziła 3.
-Nic nie szkodzi.-z powrotem położyłam się na poduszki i zamknęłam oczy. Po chwili poczułam twarde mięśnie jego klatki piersiowej na plecach. Pachniał dymem tytoniowym. Odgarnął mi włosy z karku i pocałował.
-Dobrze znowu być w domu.-objął mnie.
-Nie wiem czy to dobra godzina, ale czemu tak długo cię nie było? nie to żebym podejrzewała cię o jakiś romans czy coś, ale...-Gaara cicho się zaśmiał.
-Dobrze wiedzieć, że ty też potrafisz być zazdrosna. Mieliśmy problem. Na nocnym patrolu doszło do strzelaniny. Zginął młody policjant, który niedawno zaczął pracę. Byłem jego przełożonym. Musiałem uzupełnić dokumentację sądową, pojechać do jego żony i powiedzieć jej o tym, co się stało, potem pozałatwiać sprawy związane z pogrzebem. Na dodatek robiliśmy nalot na tego gościa, który go postrzelił.-mój oddech mimowolnie przyspieszył.
-Ile lat miał ten chłopak?-zapytałam drżącym głosem.
-23. Pół roku temu skończył akademię.-zaczęłam myśleć o tym, że to mógł być Gaara. Ścisnęło mi się gardło.
-Myślisz o tym, że to mogłem być ja, prawda?-odwróciłam się do niego twarzą. Pocałował mnie w czoło. Uwielbiałam te małe gesty czułości.
-Nie przeczę, ale... to twoja praca. Muszę się z tym pogodzić. Chociaż będzie mi pewnie trochę ciężko.
-Jak było w pracy?-wybił mnie trochę tym pytaniem.
-Z kasy firmy zginęło 100000 tysięcy dolarów. Do końca tygodnia dałam czas mojemu wicedyrektorowi, księgowemu i bankierowi na znalezienie tych pieniędzy. Jeśli im się nie uda, będę musiała ich zwolnić.
-Widzę, że też nie miałaś dzisiaj lekko.
-Hinata trafiła dzisiaj pod obserwację. Zaczęła mieć skurcze. Na świat pcha się mały Uzumaki. Rozmawiałam z Sakurą.
-Super. Oby wszystko było dobrze.
-Na pewno będzie. Hinata była pod ścisłym okiem mojego ginekologa. Jest jednym z najlepszych w Tokio. Rodzi w prywatnym szpitalu. Wiesz, że Naruto nie pozwoliłby żeby coś im się stało.
-Tak sobie myślę... Dziecko to dobry pomysł, nie uważasz?-drgnęłam.
-Ale, że my? Jakoś w najbliższej przyszłości?
-Tak. Chyba, że nie chcesz... Dobra, zapomnij o tym. Fakt, to póki co głupi pomysł.-aż usiadłam w wrażenia na łóżku. Od czasu poronienia nie zastanawiałam się nad tym, czy w ogóle chciałabym mieć dziecko. Chyba bałam się tego, że kolejne ciąże skończą się tak, jak ta pierwsza.
-Daj mi trochę czasu żeby się nad tym zastanowić, dobrze? To jest zbyt poważna decyzja żeby podjąć ją w tej chwili.
-Spokojnie, nie spieszy nam się. Ładna koszulka.-spojrzałam na siebie. Fakt, satynowa w czarnym kolorze.
-Dziękuję, dzisiaj kupiłam... Nie myśl o tym. Idę rano do ginekologa.-Gaara zaczął się śmiać.
-Zaufaj mi, że jestem już tak zmęczony, że nawet jeśli bym chciał, nie miałbym siły.
-W takim razie idziemy spać.-położyłam się i mocno wtuliłam w ramię Gaary.

            Rano zadzwonił mój budzik. Wstałam i poszłam pod prysznic. Potem zaczęłam robić śniadanie dla siebie i dla Gaary. Kiedy zjadłam wróciłam do sypialni po ubrania i znowu kurs do łazienki. Zrobiłam makijaż, włosy. Gaara z wielkim uśmiechem powitał mnie przy kuchence.
-Zrobiłam ci śniadanie.-powiedziałam zdyszana, skacząc na jednej nodze i próbując ubrać kozaki na szpilce.
-Wiem, ale mam jeszcze ochotę na jajecznicę. Twoje kanapki zabiorę do pracy, na pewno mi się przydadzą... Idziesz do biura tak ubrana?-miałam na sobie skórzaną spódniczkę do połowy uda i białą bluzkę z koronkowymi rękawami.
-Przeszkadza ci to?-uniosłam wysoko brwi.
-Nie, przynajmniej dopóki jakiś facet nie będzie się ślinił na twój widok... Tak przeszkadza, bo na pewno któryś to zrobi.-uśmiechnęłam się szeroko.
-Spokojnie. Jadę do biura tylko na kilka godzin, nie mam również żadnych spotkań biznesowych. O której wrócisz?
-Nie wiem. Na pewno późno. Nadrabiam zaległości z urlopu. Mam do ciebie prośbę. Dostałem zaproszenie na bal z okazji Halloween. Mogę zabrać osobę towarzyszącą.
-Rozumiem, że to nie jest pytanie tylko delikatna sugestia, że mam się rozejrzeć za kostiumem?
-Dokładnie. Ja przebieram się za pana ciemności.
-Błagam, nie mów, że ubierzesz tandetne rogi migające na czerwono, a do ręki weźmiesz widły.
-Nie. Zobaczysz w dniu balu. Dobra, muszę powoli się zbierać. Michael będzie tu za pół godziny. Przez twoją obecność trochę się rozstroiłem.-wziął tost do ręki, a potem przelotnie pocałował mnie w usta i zniknął za drzwiami łazienki. Ja spakowałam najbardziej potrzebne rzeczy i wyszłam z mieszkania.

            Czekały mnie dzisiaj ciężkie rozmowy z księgowym i bankierem. Nie chciałam zbytnio się denerwować, ale nie było rady. Okazało się, że wicedyrektor bez wiedzy mojej i wujka, zakupił dla kilku pracowników bardzo drogi sprzęt elektroniczny w ramach nagrody za pracę. Księgowy miał zrobić mały myk w taki sposób, żeby nikt się o tym nie dowiedział. Byłam wściekła. Niesamowicie wściekła.
-Panu daję miesięczny okres wypowiedzenia. Dostanie pan ode mnie bardzo dobre rekomendacje jeżeli chodzi o to, w jaki sposób prowadził pan moją firmę. Niestety za tego typu oszustwo nie mogę zostawić pana na obecnym stanowisku. Co do pana... Jest pan świetnym księgowym, ale bardziej chylę się do pana zwolnienia. Nie mam pewności, czy tego typu rzeczy nie powtórzą się w przyszłości. Przykro mi. Pan również dostaje miesięczny okres wypowiedzenia.
-Ale pani Iregiro, ja tylko wykonywałem rozkazy...
-Mógł pan powiadomić mnie, lub mojego wujka! Nie są to dla mnie argumenty za, aby zostawić pana na obecnym stanowisku. Jeżeli chodzi o bankiera poproszę o przyznanie kogoś innego, bardziej zaufanego od banku. Sekretarka da panom wymagane dokumenty, które do jutra chcę widzieć na swoim biurku. To wszystko co mam panom do powiedzenia.-wicedyrektor siny z wściekłości wyszedł z gabinetu. Księgowy ukłonił się grzecznie i również wyszedł. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 12. Na 13 miałam umówionego lekarza. Spakowałam więc dokumenty do przejrzenia, pożegnałam się z sekretarką i wyszłam.

            Lekarz okazał się bardzo sympatycznym mężczyzną w wieku około 40 lat. Zbadał mnie, a potem wypisał receptę na tabletki. Chciałam zadać mu kilka pytań.
-Panie doktorze, chciałabym dowiedzieć się czegoś ważnego.
-Słucham. Jestem tu po to żeby udzielić pani jak najbardziej konkretnych informacji.
-Chodzi o to, że... w wieku 18 lat zaszłam w ciążę, którą poroniłam. Teraz razem z partnerem myślimy o tym, żeby powoli powiększyć rodzinę. Ja jednak boję się, że ta ciąża również może skończyć się w taki sposób, jak ta pierwsza.
-To zrozumiałe. Niestety nie jestem w stanie powiedzieć pani, czy tą ewentualną ciążę będzie pani w stanie donosić. Szanse są wydaje mi się 50 /50. To bardzo dużo. Oczywiście czynniki takie jak stres, przemęczenie, słabe zdrowie, to również ma jakiś wpływ. Jednak jeśli już zdecydowałaby się pani na dziecko, zrobiłbym wszystko, żeby udało się pani tą ciąże donosić. Od razu mówię, że przez około trzech miesięcy od odstawienia polecam nie starać się o dziecko. Organizm musi dojść do siebie po hormonach.
-Dobrze. To w sumie wszystko, co chciałam wiedzieć.-dłonie, które trzymałam na kolanach były wręcz sine od ściskania.
-Powiem pani tak. Znam wiele przypadków, w których dochodziło do poronień. Każda kobieta bała się ponownie zajść w ciążę. Ten strach jest czymś normalnym. Jednak teraz są szczęśliwymi matkami. Powinna pani tak na to spojrzeć.-lekarz ciepło się do mnie uśmiechnął, co dodało mi otuchy. Podziękowałam i wyszłam z gabinetu.

            Siedząc w samochodzie wykonałam szybki telefon do Gaary. Teoretycznie własnie teraz trwała pora lunchu.
-Możesz rozmawiać?-zapytałam na wstępie.
-Tak, mam teraz chwilę przerwy. Jak lekarz.
-Przystojny mężczyzna po 40 z poczuciem humoru.
-Może powinnaś poszukać innego doktora?-wybuchłam śmiechem.
-Słuchaj, skoro masz przerwę, to może wpadnę o ciebie z kawą co? Opowiem ci wszystko.
-Jasne, jeśli chcesz.-pojechałam do Starbucksa i kupiłam duże kubki kawy oraz pączki.

            Na komisariacie było trochę pusto. Michael i Gaara stali na środku przejścia i żywo o czymś dyskutowali. Michael pierwszy mnie zobaczył i szeroko się uśmiechnął. Szturchnął Gaare, a ten spojrzał się na mnie.
-No to ja się zmywam. Zostawię was samych.-Mike poszedł do jakiegoś boksu, a Gaara z uśmiechem na twarzy podszedł do mnie i pocałował mnie na powitanie.
-Jak się czujesz?
-Bardzo dobrze. Zapraszam na kawę i pączki.
-Chodź do mojego gabinetu. Tam będziemy mieli chwilę spokoju.-zabrał ode mnie paczki i ruszył przodem. Zamknął drzwi i usiadł przy biurku. Ja oparłam się o blat i wzięła swoja kawę do ręki. Jednak Gaara pociągnął mnie na swoje kolana.-Tu ci będzie wygodniej. No więc jak ten twój przystojny lekarz? Mam się bać konkurencji?
-Chyba uderzyłeś się w głowę. Rozmawiałam z nim na temat dziecka.-Gaara się spiął.
-Mówiłem, żeby na spokojnie to przemyśleć...
-Powiedział, że szanse na to, że nie poronię tej drugiej ciąży są pół na pół. Mój tryb życia może przeważać na niekorzyść.
-No cóż. Nie zamknę cię w domu na cztery spusty i nie zmuszę do leżenia plackiem przez 9 miesięcy. Jak uznamy, że to odpowiedni czas, wtedy pomyślimy. Nie myśl teraz o tym.
-Wiesz, mamy po 25 lat. Ty zaraz 26. Wydaje mi się, że to idealny wiek na to, żeby o tym myśleć.
-Dopiero jeśli ty będziesz tego chciała.-pocałował mnie. Poczułam przyjemne mrowienie w okolicy pępka.
-Rozumiem, że w związku z przerwą na lunch raczej mało kto będzie coś od ciebie chciał?
-Przez najbliższe pół godziny na pewno. Czemu pytasz?-usiadłam okrakiem na jego biodrach.
-Po prostu zastanawiam się, czy nadal jesteś baaardzo zmęczony?-pocałowałam go bardzo namiętnie.

            Wychodząc od Gaary z pracy miałam dużo lepszy humor niż rano. Postanowiłam rozejrzeć się za kostiumem na Halloween. Wiedziałam, że w Japonii tego święta praktycznie nie obchodzono. Z kolei w USA było bardzo ważne. W każdej witrynie sklepowej migotały do mnie kolorowe dynie, czarownice na miotle i trupie czaszki. Weszłam do jakiegoś sklepu z kostiumami i poprosiłam sprzedawczynię o pomoc.

            Po przymierzeniu około dwudziestu strojów w końcu znalazłam taki, który by do mnie pasował. Skoro Gaara planował przebrać się za pana ciemności, ja świetnie czułabym się jako anielica. Tworzylibyśmy na pewno ładny kontrast. Wróciłam do domu i zaczęłam przygotowywać kolację. Byłam nakręcona. Te pół godziny odważnych pieszczot na komisariacie zdecydowanie mnie rozluźniło. Wzięłam telefon i zadzwoniłam do Naruto podśpiewując i dosłownie tańcząc w kuchni.
-Cześć Saro! Słyszałem od Sakury o tym, co się stało! To świetnie!-uśmiechnęłam się szeroko.
-Wiem Naruto! Dawno nie byłam aż tak szczęśliwa. Jak Hinata? Urodziła już?
-Nie. Nadal jest pod obserwacją lekarzy. Trochę się martwię. Chciałbym, żeby nasze dziecko już się urodziło. Nie mogę się doczekać bycia ojcem.
-Odechce ci się kiedy tylko dziecko nie pozwoli wam przespać nocy.-Naruto się zaśmiał.
-Moja kochana przyjaciółko, wiem, że nie będzie kolorowo, ale ja się cieszę. Nawet jeśli to oznacza nieprzespane noce i zmienianie pieluch. Ty z kolei na pewno miło spędzasz czas nadrabiając zaległości.
-Nie powiem, żeby było źle. Tylko teraz i ja i on wróciliśmy do swoich obowiązków. Była zmuszona zwolnić dzisiaj dwie osoby i jedną przekierować gdzie indziej. Zaufaj mi, że było to mało przyjemne.
-Wiem o czym mówisz. Ja też zwolniłem ostatnio jednego pracownika. Dorosłość jest jednak przereklamowana
-Wiem o czym mówisz!-wybuchliśmy śmiechem. Usłyszałam szczęk zamka w drzwiach. Z zaciekawieniem spojrzałam na zegarek. Dochodziła 18.-Oj daj spokój! Teraz ty zajmiesz się chowaniem malucha i zobaczysz jak szybko z kogoś, kto ma 25 lat, staniesz się kimś, kto będzie miał 50!
-Iregiro! Nie pomagasz!
-A co ci tak wesoło? Z kim rozmawiasz?-Gaara opierał się o futrynę. Miał ciemne błyszczące oczy.
-Rozmawiam z Naruto. Uzumaki, chcesz porozmawiać z Gaarą?
-Jasne, daj mi go do telefonu!-pocałowałam Gaare w policzek i poprosiłam żeby przypilnował danie, które szykowałam. Ja poszłam do sypialni. Już jakiś czas temu planowałam ubrać na siebie cudo, które kupiłam w Victoria Secret. Teraz miałam okazję. Kiedy wyszłam z sypialni szybko zerknęłam w małe lustro, które wisiało w salonie. Słyszałam, że Gaara nadal rozmawiał przez telefon.
-(...) chyba głowa cię boli, że pozwolę sobie na coś takiego! (...) jasne, że bym chciał! Pamiętasz doskonale jaki świetny w tym byłem!-stanęłam na środku kuchni. Gaara zauważył mnie dopiero po chwili i jego twarz przybrała dziki wyraz.-Naruto, zdzwonimy się później. Muszę kończyć, to pilne.
-Podoba się?-wyszczerzyłam do niego zęby i obróciłam się wokół własnej osi.
-Zdecydowanie.-od tego wwiercania we mnie wzroku zrobiło mi się gorąco.
-To świetnie! Chciałam ubrać to pod bluzkę jutro do pracy. Przynajmniej wiem, że dobrze w tym wyglądam. Dzięki za twoją opinię.
-Nie ma takiej opcji, że ubierzesz to do pracy.-podszedł do mnie i złapał za pasek od pończochy. Sprawnie go odpiął.
-Jeszcze 7. Co potem?
-Zobaczysz.-właśnie za to go uwielbiałam. Za to, że w jednej chwili z grzecznego chłopca potrafił zamienić się w troskliwego faceta, lub namiętnego kochanka. Zdecydowanie teraz potrzebowałam tego ostatniego. Kiedy byliśmy już bardzo rozgrzani, zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Nie otwieraj.-szepnęłam mu do ucha.
-Nie ma najmniejszego zamiaru.-powiedział i wrócił do całowania mnie. Jednak dzwonek do drzwi był nieustępliwy. Gaara warknął ze złości. Idąc do drzwi rzucił mi szlafrok. Ubrałam go na siebie.
-Cześć komendancie. Chciałam z tobą porozmawiać.-ten głos należał do Liz. Pamiętałam go bardzo dobrze.
-Poczekaj chwilkę, dobrze.-Gaara przymknął drzwi. Byłam wściekła.
-Przyszła powiedzieć ci, że jest z tobą w ciąży?-warknęłam.
-Nie spałem z nią. Nie wiem o co chodzi. Przebierz się i przyjdź. Idę ją wpuścić.-miałam ochotę go zabić!

            Doprowadzając się do porządku wyszłam do nich. Liz zmierzyła mnie nienawistnym spojrzeniem.
-Więc to jednak prawda... Mówi o tym cały komisariat. Komendant w końcu znalazł dziewczynę.
-Raczej wrócił do byłej.-rzuciłam. Usiadłam na podłokietniku kanapy. Olewałam przepraszające spojrzenie Gaary. Ta wojna toczyła się między mną, a Elizabeth.
-Myślę, że dobrze się złożyło. Komendant wie, że jesteś zaręczona z Naokim?
-Już nie jestem. Zerwałam zaręczyny.-jak widać tym musiałam ją zaskoczyć.
-Sprytny ruch. Trzeba ci przyznać, że masz tupet.
-Liz, jeśli chcesz obrażać Sarę...
-Gaara, milcz! Niech powie to, co leży jej na wątrobie. Mam wrażenie, że ma kompleks każdej panny, którą odrzuciłeś, pod tytułem, czemu ona, a nie ja.Przerobiłam to z Shiną, Lalą i Nanako. Jestem w stanie przerobić z każdą inną. Co dziewczynko, przyszłaś powiedzieć komendantowi, że ci na nim zależy? Dlatego nie załatwiłaś tego na komisariacie. Masz zmowę z Monic? Chcecie zobaczyć, której z was się uda?
-Jak na bogatą laskę masz coś w głowie.-Liz otarła policzki i stanęła na przeciwko mnie. Była wyższa o 3/4 głowy. Jednak nie czułam strachu.
-Zaraz, więc nie masz problemu? Rany...
-Raczej myślę, że wymyśliła sobie, że na smutnego przyjdzie do ciebie i uda jej się coś ugrać. Wiesz, wszystkie laski takie jak ty drażnią mnie. Byłam w związku z Gaarą łącznie jakieś 1,5 roku. Nie zrezygnuję z niego, choćbym miała po kolei walczyć z każdą z was. Przekalkuluj sobie dlaczego to ja siedzę z nim, a nie ty czy inna panna. Może wtedy uznasz, że lepiej nie próbować.-Liz wysoko uniosła głowę. Widziałam, że musiałam uderzyć w ego.
-Przekonamy się jeszcze!-warknęła i poszła do drzwi. Kiedy tylko się za nią zatrzasnęły spojrzałam się wilkiem na Gaare.
-Mam tego powoli dosyć! Chciałabym żebyś nie uwodził wszystkich dziewczyn, z którymi pracujesz. Nie mam ochoty tłumaczyć im potem, że jednak startowanie do ciebie to głupi pomysł.-podeszłam do torebki i wyciągnęłam papierosy. Otworzyłam okno i zaczęłam palić. Poczułam się trochę lepiej. Gaara stanął za mną i położył mi ręce na biodrach. Wyrwałam się.-Nie mam ochoty. Chcę iść spać. Jeżeli masz ochotę dopal, jak nie to dobranoc.
-O co ci znowu chodzi?! Nawet je nie przytuliłem!-rozłożył bezradnie ręce.
-Zastanawia mnie ile razy musiałeś flirtować z praktykantkami, a z iloma doszło do czegoś więcej. Wiem, jaki jesteś.-przyjęłam wyzywającą pozycję.
-Chcesz wiedzieć? Mówiłem ci, że leczyłem się romansami więc nie spodziewaj się, że była to liczba zamykająca się w liczbie do 3.
-Gaara, nie chcę wiedzieć! Rozumiesz! Podejrzewam, że gdybym się dowiedziała ile miałeś dziewczyn w swoim życiu poczułabym się dziwnie. Wszystko zamyka się od czasu jak byliśmy ze sobą, do tej przerwy i znowu do teraz. Po prostu się boję!
-Czego?!
-Że mnie zostawisz! Że w końcu i tak któraż z tych dziewczyn wyda ci się ciekawsza ode mnie!
-Chyba coś jest z tobą ostatnio nie tak... Nie nie mam tego w planach. Ja... miałem nadzieję, że to oczywiste ile dla mnie znaczysz.-przetarł zmęczone oczy.
-Chciałabym żebyś postawił sobie granice co do flirtu z dziewczynami. Wiem, że nie mogę tego żądać, ale w tym momencie chyba muszę. Przemyśl to sobie. Ja śpię dzisiaj na kanapie.-odwróciłam się na pięcie i zaczęłam iść do pokoju.
-Dobrze! Zrobię to! Przestanę flirtować w pracy! Poczekaj chwilę.-zirytowana zatrzymałam się w pół kroku. Gaara podszedł do szuflady i wyciągnął małe prostokątne opakowanie. Dał mi je.-To są wszystkie listy i piosenki, które do ciebie pisałem. Wszystkie. Przeczytaj je.

            Płakałam jak małe dziecko. W tych tekstach zostało zamkniętych 6 lat tęsknoty i cierpienia. Niektóre z nich ciężko było mi czytać choćby dlatego, że Gaara nie wypowiadał się o mnie zbyt pochlebnie. Wiedziałam jednak, że zasłużyłam na to.
-Dotarło do ciebie?-nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa. Gaara zabrał pudełko i schował je z powrotem w szafce. Dłonie miał splecione na plecach.
-Trochę tak.-jęknęłam.
-Powiem ci ta, chciałem to zrobić po imprezie z okazji Halloween, ale chyba nie ma co czekać. Tak, czy tak powinienem był zrobić to dawno temu. Nie wiem, czy takie masz o tym wyobrażenie, ja miałem inne. Kolacja czy coś... Eh.
-O czym mówisz?-zapytałam przecierając policzki. Gaara wyglądał na spiętego. Kleknął na jedno kolano i przełożył ręce do przodu. W jednej z nich miał małe czerwone pudełko w kształcie serca.
-Mówię o tym, że nie mam zamiaru drugi raz cię stracić. Wiem, że nie załatwiłaś do końca wszystkich spraw związanych z poprzednimi zaręczynami w Japonii, ale nie dbam o to. Samym przyjazdem tutaj udowodniłaś mi, że mnie kochasz. Powiedziałaś mi o tym... Kiepski ze mnie mówca, więc przejdę do rzeczy. Kocham cię i chcę żebyś została moją żoną. Nie obchodzi mnie zdanie innych, jakieś głupie gadanie, że nie pasujemy do siebie. Wiem czego chcę od życia, wiem, że chcę iść przez nie z tobą. Tylko teraz pozostaje pytanie, czy ty tego chcesz?-to oczekiwanie w jego oczach było czymś okropnym i cudownym jednocześnie. Już raz obiecałam komuś, że za niego wyjdę. Wtedy powiedziałam tak tylko dlatego, że wiedziałam, iż wszyscy zebrani tego ode mnie oczekują. Teraz jedynymi świadkami tego wszystkiego byliśmy my sami. Gaara otworzył pudełko z pierścionkiem. Był to drobny srebrny pierścionek z małym brylantowym oczkiem. Właśnie taki zawsze chciałam dostać.-Nie jest to taki brylant, jaki miałaś poprzednio, ale niestety nie jestem Naokim czy innym facetem...
-Nie chcę żebyś był Naokim. Nie chcę żebyś był Konou, Akihito czy innym facetem, z którym kiedykolwiek miała do czynienia. Bądź sobą. Proszę cię, zostań sobą.-mój głos cały drżał. Wzięłam pierścionek w pudełka. Zaczęłam go oglądać.-Wyjdę za ciebie.
-Co?
-Wyjdę za ciebie! Tak chcę wyjść za ciebie! Chcę zostać twoją żoną!-krzyknęłam na wypadek gdyby źle mnie usłyszał. Gaara wsunął mi pierścionek na palec lewej ręki, a potem namiętnie mnie pocałował. Mocno mnie do siebie przytulił.
-Nawet nie wiesz jak się martwiłem, że powiesz nie.-zaczęłam się śmiać.
-Wiesz co? Zostawiłam dla ciebie Japonię. Decyzja o tym, czy powiem ci tak jest jedną z rzeczy, co do których byłam pewna. Myślę, że powinniśmy powiedzieć o tym kilku osobom. Włącz komputer.-nawiązaliśmy połączenie na skype. Mieliśmy to szczęście, że wiara zebrała się w domu Naruto. Hinata nadal nie urodziła.
-Co tam gołąbki?! Naruto mówił, że rozmawiał z tobą Gaara. Byłeś czymś bardzo zaaferowany!-uśmiechnięta twarz Sakury wręcz promieniała szczęściem.
-Sara skutecznie oderwała mnie od rozmowy. Właśnie, ubrałabyś to piękne body i pończochy jeszcze raz? Nie miałem okazji się napatrzeć.-Sakura się zaśmiała.
-Dobrze tam wam, widzę. Musicie przyjechać do Japonii!
-Dobrze by było gdybyście zdążyli na narodziny mojego dziecka!-gdzieś w tle krzyknął Naruto.
-Iregiro, zabiję cię jak wrócisz! Nic nie mówiłaś, że spotkałaś Gaarę! Chociaż wasza historia przypomina wszystkie filmowe romanse!-Ino wepchała się do kamery. Sakura wściekła zaczęła ją odpychać. Gaara mnie szturchnął.
-Ustawcie się jakoś przy ekranie co! Chciałabym zobaczyć wasze uśmiechnięte gęby wszystkie, a nie pojedynczo.-kiedy zobaczyłam ich wszystkich pomachałam uśmiechnięta.
-Otwórzcie szampana!-krzyknął Gaara.
-Niby po co?! Nie jesteś aż taki wspaniały żeby to robić!-zaśmiał się Sasuke. Dawno nie widziałam go śmiejącego się. Przystawiłam dłoń z pierścionkiem do kamerki.
-Właśnie po to!-dziewczyny pisnęły ta głośno, że aż zakryłam uszy. Chłopcy zaskoczyli dopiero wtedy, kiedy Sakura wydarła się jak szalona.
-Zgodziłaś się!!! O rany!!! Wychodzisz za Gaare!!!
-Tak, wychodzę za niego. Nieźle się nagimnastykował pytając o to, więc co miałam robić.
-Ja ci dam! Nagimnastykował się!-pocałował mnie. W komputerze rozległy się oklaski.
-Gratulujemy! Saro, mamy nadzieję, że teraz wybrałaś właściwego narzeczonego!-krzyknął Sai.

-Tak Sai! Teraz na pewno!-dawno nie czułam się tak szczęśliwa. Tak naprawdę chyba nigdy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8