Rozdział 62

-Co ty tutaj robisz? Myślałem, że wróciłaś do domu...-widziałam, że stara się zachować spokój, jednak żyłka na jego szyi pulsowała bardzo szybko.
-Bo... Przyjechałam pozałatwiać biznesowe sprawy. Okazało się, że były jakieś niedociągnięcia w umowie. Teraz muszę wszystko odkręcać.-moje myśli galopowały w jedną stronę "Powiedz mu!". Wbrew pozorom nie było to takie proste, jak zakładała Sakura.
-Dobrze... W takim razie co robisz u mnie o 8 wieczorem? Jakim cudem zdobyłaś mój adres? Przecież ci go nie podawałem.
-Mam swoje sposoby. Przyjechałam się przywitać.-kłamałam jak z nut, ale nie potrafiłam tak na dziko powiedzieć tego, co leżało mi na wątrobie. Zaczęłam wątpić, czy przyjazd tutaj był na pewno dobrym pomysłem.
-Wejdź. Nie będziemy przecież rozmawiać pod drzwiami, prawda.-odsunął się żebym mogła wejść. Z zaciekawieniem rozejrzałam się po mieszkaniu. Salon połączony z kuchnią. Duży telewizor na ścianie, kanapa w rogu salonu. Porządek, który panował w pomieszczeniu był wręcz nieprzyjemny.
-Przytulnie tu.-skwitowałam. Gaara uśmiechnął się, a potem podszedł do kuchenki i wstawił wodę.
-Wiem, co ci chodzi po głowie. W Tokio nie byłem taki porządnicki, ale akademia policyjna czegoś od nas wymagała.
-Myślałam, że pedantyzm jest ceniony w wojsku.
-W policji również. No więc... co u ciebie słychać? Co takiego zrobiłaś źle, że wujek znowu pogonił cię na drugi koniec świata?-usiadłam przy małym stoliku. Gaara na przeciwko mnie.
-Wiesz, jak mam w zwyczaju. Coś napisane małym drukiem, nie chciało mi się tego czytać no i są efekty. Liczę na to, że nie zajmie mi to zbyt dużo czasu.-oparłam głowę na dłoni.
-Nie nosisz pierścionka. Zerwałaś zaręczyny?-drgnęłam. Rzeczywiście, w całym tym pośpiechu zupełnie zapomniałam o pierścionku zaręczynowym. Został w Tokio.
-Zapomniałam go. Musiał zostać w domu. To tylko i tak niepotrzebna ozdoba.-machnęłam ręką. Nie czułam potrzeby zwierzania się Gaarze z tego, co zrobił Naoki po obwieszczeniu mu informacji, że ze ślubu nici.
-Więc przygotowania ślubne muszą iść pełną parą, co? W końcu o ile dobrze pamiętam wychodzisz za Naokiego jakoś w grudniu.
-Tak. Zaraz po świętach. Głupia data, ponieważ jego rodzice zaplanowali ślub na plaży. Zamarzniemy, ale co tam.-Gaara zaśmiał się.
-Współczuję ci. Tak czy inaczej opowiadaj, co tam słychać u naszych dawnych znajomych. Rio mówił, że małżeństwo wcale takie kolorowe nie jest.
-Wiesz, nie rozmawiałam z nim już bardzo długo, jak mam być szczera. Z Temari byłam ostatnio na kawie. Tęskni za tobą.
-Ja za nią też, ale nie mam czasu żeby pojechać do domu. Staram się brać jak najwięcej dyżurów, żeby tylko nie siedzieć w domu. Nudzi mi się.-woda się zagotowała. Gaara wstał, wyłączył ją, a potem zaczął grzebać w szafkach. Zauważyłam dużą grację w jego ruchach. Musiał to być wynik jakiś treningów. Postawił przede mną szklankę z zieloną herbatą. Zaniemówiłam. Dawno nie miałam okazji jej pić.
-Nie wiedziałam, że jesteś fanem antyoksydantów.
-Raz na jakiś czas zdrowo.-uśmiechnęłam się pod nosem. Nasunęłam sweter na dłonie i oburącz chwyciłam kubek. Podmuchałam, a potem wzięłam małego łyka. Herbata miała przyjemy gorzkawy posmak. Żałowałam tylko, że nie zawiera w sobie składników pod tytułem: odwaga, streszczaj się, lub inne tego typu.
-Gaara, słuchaj...-zawiesiłam się. Powiedz mu, powiedz mu, powiedz mu!!! Moje myśli tak się kotłowały, że aż rozbolała mnie głowa.
-No słucham, słucham. Tylko nie krzycz tak głośno, bo ogłuchnę.-spojrzałam wymownie w sufit.
-No bo chodzi o to, że...-jąkałam się. To było potworne!
-Iregiro, widziałem cię w różnych momentach, ale jąkającą się aż tak, chyba nigdy. Co się stało?
-Czy mógłbyś pojeździć ze mną po salonach mody ślubnej pomóc mi wybrać suknię?-głupia!!! Byłam niesamowicie głupia!
-Miałaś sukienkę. Co się z nią stało?-zapytał podejrzliwie i odstawił swój kubek na stół.
-Pokłóciłam się z mamą Naokiego i powiedziałam kilka słów na temat wesela. Suknia trafiła z powrotem do sklepu, a teraz ja mam problem, żeby znaleźć taką, która byłaby idealna dla mnie. Zwiedziłam Tokio i Osakę. Nigdzie nie znalazłam.
-Cóż. Mógłbym. Jutro mam bardzo luźny dzień. Kończę o... poczekaj, sprawdzę grafik-wstał i poszedł do pokoju na prawo od kuchni. Była to pewnie jego sypialnia. Wyszedł z zapisaną kartką papieru, którą namiętnie studiował.-Tak kończę jutro o 14. Wtedy możemy się umówić.
-To może przyjadę po ciebie? Od razu moglibyśmy pojechać po suknię.
-Jasne. Nie ma problemu.-spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Dochodziła 21:30. Czułam zmęczenie, całą drogę do Chicago nie spałam. Marzyłam o łóżku.
-Będę się zbierać. Jestem już zmęczona.-Gaara uśmiechnął się.
-Jasne... Tak w ogóle do kiedy zostajesz?
-Przyleciałam na jakieś 3 dni. Potem muszę wracać.
-No cóż, więc mamy 3 dni żeby zrobić z ciebie najpiękniejszą pannę młodą.-kiwnęłam głową. Przewiesiłam torebkę przez ramię i poszłam do korytarza ubrać buty. Serce waliło mi jak głupie i modliłam się, żeby nie było tego widać. Gaara stał oparty o ścianę jednym ramieniem. Skrzyżował ręce na piersi.-Ładny stanik.
-Dziękuję! Kupiony od Victoria Secret.-rzuciłam luźno. Stanęłam jak na baczność.-No dobra. To do zobaczenia jutro.
-Mam twój telefon, w razie czego będę dzwonił.-zaczęłam otwierać drzwi. Jednak zamek nie chciał ruszyć. Jakby się zaciął.-Spokojnie. Wciśnij klucz do zamka, zacznij kręcić w lewo.
-W lewo drzwi się zamyka!-syknęłam na niego.
-Ten zamek jest inny.-zniecierpliwiony sięgnął do klucza i kilka razy mocno przekręcił. Drzwi ustąpiły.
-Dziękuję. Do zobaczenia.-powiedziałam i wyszłam.

            Siedząc w samochodzie próbowałam uspokoić oddech. Wiedziałam, że Sakura się wścieknie. Miałam tylko kilka dni na rozmowę. I dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jak ciężko mi będzie. Odpaliłam silnik i pojechałam do hotelu.

            Włączyłam komputer i od razu weszłam na Skype. Sakura była dostępna. Wybrałam połączenie do niej. Odebrała niemal natychmiast.
-I jak? Znalazłaś go?-zapytał. W tle zamajaczyły mi blond włosy.
-Ino albo Naruto są z tobą?-zapytałam podejrzliwie.
-Jestem u Naruto. Jesteśmy we czwórkę.
-We czwórkę? Hinata urodziła?-zapytałam.
-Czy ja wyglądam jakbym był noworodkiem?-głowa Sasuke nagle pojawiła się w kamerze.
-Nie Sasuke, nie wyglądasz. Sakura słuchaj! Nie dałam rady z nim porozmawiać. Na dodatek walnęłam chyba największą gafę w życiu. Poprosiłam go o pomoc przy wyborze sukni ślubnej. Jakby coś poszło nie tak, przynajmniej będę miała sukienkę...
-Hm. Nie jest to głupi plan...-zaczęła Sakura.
-Baby, jesteście nienormalne! Jakby moja była dziewczyna poprosiła mnie o coś takiego, wyśmiałbym ją! Co mnie obchodzi, że nie masz sukienki? Sama jej szukaj! Nie ja biorę ślub!-usłyszałam zirytowany głos Sasuke.
-To co ja według ciebie powinnam zrobić?
-Od razu próbować iść z nim do łóżka.-zrobiłam się czerwona po czubki uszu.
-Sasuke! Daj Sarze spokój! Powinna sama zadecydować!
-Ona może tak stać w miejscu przez następne kilka dni! Nic nie zrobi jeśli nie przyspieszy!-tamta dwójka zaczęła się kłócić. Czułam się co najmniej dziwnie. Zupełnie jak u terapeuty.
-Hej! Ogarnijcie się! Chciałam wam po prostu powiedzieć, że jutro się z nim spotykam. Sakura, to nie będzie takie proste, jak wcześniej myślałam. Odbiera mi przy nim mowę.
-Ogarnij tyłek! Skoro już tam pojechałaś, to doprowadź to do końca! Masz silny charakter, który wiele razy cię ratował. Teraz też powinien tylko uwolnij się z tego wszystkiego, co cię ograniczało do tej pory! Zapomnij na chwilę, że masz narzeczonego, że istnieje coś takiego jak Tokio, Japonia i cała reszta. Skup się tylko na Chicago i na tym, co chcesz w tym momencie zrobić. Inaczej będziesz się za bardzo rozpraszać.-Sakura była nieubłagana. Gdybym chciała jej powiedzieć, że rezygnuję z tego pomysłu, od razu przyleciałaby do mnie i udusiła własnymi rękoma.
-Dobrze, chyba nie mam wyjścia.
-Wiesz, że Naoki jest na ciebie wściekły? Przyjechał dzisiaj do nas jakoś o 12 i wydzierał się, że jesteś nienormalna. Pytał, gdzie pojechałaś.-powiedział gdzieś w tle Naruto.
-Domyślam się, że był wściekły. Wysłał mi masę wiadomości. Słuchajcie, jestem padnięta. Jedyne o czym marzę to pójść spać. Zadzwonię do was jutro jakoś o... 9 wieczorem czasu lokalnego. Tęsknię za wami. Trzymajcie kciuki!
-Będziemy!-krzyknęli chórem, a potem usłyszałam charakterystyczny dźwięk zakończonej rozmowy. Wyłączyłam komputer. Założyłam na siebie duży T-shirt i położyłam się do łóżka. Zmęczenie wzięło górę i dosłownie po chwili spałam.

            Obudziłam się ledwo przytomna. Mały elektroniczny budzik pokazywał 8 rano. Jęknęłam i wtuliłam twarz w poduszkę. Nienawidziłam tak drastycznych zmian czasowych. Po ostatniej podróży dochodziłam do siebie prawie 2 tygodnie. W nocy byłam pobudzona, a rano ledwo widziałam na oczy. Jedynie Naoki nie narzekał, ponieważ kiedy mieszkał u mnie przez kilka dni, potrafiliśmy kochać się po kilka razy. Jednak po dwóch dniach miał dosyć. Teraz z kolei czekało mnie dostosowanie się do czasu lokalnego.

            Około 10 zeszłam na śniadanie, a potem pojechałam na małe zakupy. Kiedy przejrzałam ubrania okazało się, że nie miałam nic cieplejszego, a w Chicago było zimno. Za kilka dni zaczynał się listopad, a jako okrycie wierzchnie wzięłam jedynie skórę. Wczoraj byłam zbyt pobudzona żeby czuć zimno, dzisiaj niestety już je odczułam.

            Po powrocie od razu ubrałam na siebie nowe ciuchy. Wybrałam granatowe jeansy, czerwony, lekko luźny sweter oraz wysokie kozaki na szpilce. Włosy upięłam w luźnego koka, zrobiłam mocniejszy makijaż. W takim wydaniu czułam się najlepiej... Około 13:30 zadzwonił Gaara. Umówiłam się z nim o 14 pod komisariatem. Zebrałam więc najpotrzebniejsze rzeczy, narzuciłam na siebie płaszcz i wyszłam. Przez korki chwilę się spóźniłam. Gaary nie było na zewnątrz. Wybrałam do niego numer.
-Kończę właśnie ostatnie duperele. Wejdź na chwilę.-warknęłam ze złości. Zostawiłam płaszcz, porwałam torebkę w dłoń i zamknęłam samochód. Na komisariacie wrzało. Ledwo udało mi się uniknąć zderzenia z kimkolwiek. Doszłam do biura Gaary i pchnęłam drzwi. Siedział przy biurku z jakimś młodym policjantem i policjantką. Sposób w jaki ona na niego spoglądała bardzo mnie zdenerwował. Wyprostowałam się i odchrząknęłam.
Zgłaszanie problemów odbywa się na głównej sali. Nie tu.-chłopak warknął na mnie.
-Gaara ile to zajmie?-tym razem ja warknęłam na Gaarę Uśmiechnął się łobuzersko.
-Jeszcze trochę. Posiedź z nami. Josh, Monica, przedstawiam wam Sarę. Moją przyjaciółkę.-zlustrował mnie wzrokiem, a jego tęczówki pociemniały. Głośno przełknęłam ślinę.
-Dzień dobry.-powiedzieli chórem. Stanęłam obok nich. Gaara nie odezwał się nawet słowem tylko dosłownie pożerał mnie wzrokiem. Było mi potwornie gorąco.
-Panie komendancie, moglibyśmy przejść do roboty?-Monica ciskała we mnie gromy. Miałam tego dość. Jak nie w Japonii, to w Stanach. I to z tego samego powodu...
-Gaara, mógłbyś to skończyć? Trochę nam się spieszy.-powiedziałam to specjalnie zmysłowym głosem. Żyłka na szyi Gaary zaczęła szybciej pulsować. Odchrząknął.
-Jasne. Dobra, w takim razie (...).-oni zaczęli uzupełniać jakieś dokumenty, ja z kolei oparłam się o biurko. Sweter zsunął mi się tak, że miałam odsłonięte jedno ramię. Widziałam, że Gaara co chwila spogląda na mnie. Teatralnie rozpuściłam, a potem odrzuciłam włosy na plecy, wypięłam pierś do przodu, oblizałam usta. Miałam ochotę się śmiać, ponieważ nawet Josh nie był w stanie skupić się na robocie.
-Możecie się skupić?!-krzyknęła Monica. Faceci potrząsnęli głowami i zawstydzeni zaczęli z powrotem wpatrywać się w kartoteki. Gaara skończył jako pierwszy.
-Dobrze, my się zbieramy. Wy też powinniście. Wasza zmiana już się kończy. Do zobaczenia za kilka dni.-Gaara wziął z swoją kurtkę z wieszaka i ubrał ją. Wyglądał seksownie. Zbyt seksownie...Przeczesał włosy palcami nadając im tym samym chłopięcego wyglądu. Wyglądał słodko i bardzo pociągająco jednocześnie. Widziałam po Monice, że ten jego urok na nią działa. Nie dziwiłam się.-Idziesz? Trochę się nam spieszy, nie uważasz?
-Oczywiście, że tak. Mi w szczególności.-znowu specjalnie powiedziałam to inną tonacją. Miałam satysfakcję z tego względu, że Monica była bardzo ładna. Jednak w mojej obecności Gaara nawet nie zwracał na nią uwagi. Widziałam po dziewczynie, że gotuje się od środka. Przeszłam przez gabinet wyprostowana, kręciłam biodrami. Gaara miał na ustach lubieżny uśmiech. Jemu podobało się to szczególnie.

            Kiedy wyszliśmy przed komisariat oboje śmialiśmy się jak wariaci. Zwracaliśmy uwagę przechodniów.
-Widziałaś jej minę? Rany. Jej oczy mówiły:"Zabiję cię!!!"-Gaara wycierał łzy z policzków, próbował złapać oddech.
-Widziałam! Nie wiem dlaczego, ale każda laska, której się podobasz, tak na mnie reaguje!-zaczęłam szukać kluczyków od auta w torbie.-Chcesz prowadzić? Znasz te ulice lepiej ode mnie.
-Jasne.-rzuciłam mu klucze i stanęłam po stronie pasażera. Gaara ruszył z piskiem opon, a potem pognał samochodem przed siebie.

-Ta nie! Wyglądasz w niej jak wielka beza! Nie chciałaś białej sukni z tego co pamiętam!-Gaara siedział znudzony na krześle. Nie dziwiłam mu się. Od dwóch godzin tylko przymierzałam sukienki. Żadna nie była ani w moim, ani w jego guście. Ekspedientka najpierw śmiała się, że narzeczony nie powinien mnie oglądać w sukni ślubnej, a kiedy zaprzeczyłam, że Gaara to mój ukochany, zaczęła go obskakiwać jak piesek. Zdenerwowana jej głupim zachowaniem poprosiłam o jakąś ładną bieliznę pod suknię, żeby tylko ją zająć. Ubierałam na siebie biały koronkowy gorset i pończochy. Podpięłam je do paska. Roztrzepałam włosy, żeby wyglądać bardziej dziko.
-Najlepiej będzie, jak przejdę się po kościele w tym!-odsłoniłam zasłonę i pokazałam się Gaarze w bieliźnie. Zabrakło mu słów. Widziałam, że zmuszał się do odwrócenia wzroku. Założył ręce za głowę, żeby sprawiać wrażenie luzaka.
-Ja nie miałbym nic przeciwko. Jednak coś czuję, że rodzina pana młodego mogłaby paść z wrażenia.-uśmiechnęłam się. Zaczęłam przeglądać się w lustrze. Cieszyłam się, że lata gimnastyki przekładały się na tak jędrne i wyrzeźbione ciało.
-Wiesz co, kupię to. Będzie dobre na noc poślubną.-rzuciłam luźno.
-Wiesz, wyglądasz w tym jak taka niedorżnięta dziewica, która krzyczy błagalnie "weź mnie". Chociaż trzeba ci przyznać, że cholernie seksowna niedorżnięta dziewica.-wypuściłam powietrze z płuc ze świstem. Lubiłam bezpośredniość Gaary, jednak miał rację, że byłam, jak on to delikatnie określił "niedorżnięta". Zrobiłam się czerwona po same czubki uszu i zasłoniłam się kotarą. Gaara wybuchł śmiechem.
-Dobra!-krzyknęłam niezadowolona. Zaciągnęłam materiał, a potem zaczęłam rozbierać się z gorsetu i pończoch. Postanowiłam je kupić. Niestety nie szukałam bielizny, a sukni. Także czekała mnie wycieczka do innych sklepów.

            Około 19 wyszliśmy z drugiego już salonu sukien ślubnych.
-Rany... Chyba jutro będę od rana biegać po całym mieście i szukać.-jęknęłam niezadowolona.
-Spokojnie, nie będzie aż tak źle. W końcu musisz znaleźć suknię dla siebie. Na pewno na świecie istnieje taka, którą kiedyś sobie wymarzyłaś.-wyciągnął z wewnętrznej kieszeni kurtki paczkę papierosów. Wziął jednego, a potem zaczął chować je z powrotem do kurtki.
-No sam to zapalisz, ale nie poczęstujesz żyło jedna!-tupnęłam nogą. Gaara się uśmiechnął i podał mi jednego papierosa. Nikotyna w żyłach przyjemnie mnie rozluźniała.
-Naoki pali?-zaczęłam kręcić głową wypuszczając jednocześnie dym z płuc.
-Nienawidzi tego. Chociaż... pali kiedy się upije. Tak, wtedy tak. Ale musi być mocno pijany i mocno zdenerwowany. Następnego dnia leczy kaca morderce. Jesteśmy zupełnie różni, jeżeli o to ci chodzi.-podsumowałam szybko.
-Może przy tobie zmądrzeje. Z resztą, kto po upiciu nie ma kaca?
-To nie tylko o to chodzi... Kiedy Naoki idzie na jakieś spotkanie, czy na imprezę, a potem na przykład nocuje u mnie, muszę się z nim kłócić. Wtedy zawsze zbiera mu się na amory, na które ja najzwyczajniej w świecie nie mam ochoty, bo wiem, jak będą wyglądać. To jest po prostu do wyrzygania nudne. Naoki jest mocny tylko w gębie, taka prawda.
-Po co ty z nim jesteś?-zapytał i wziął ostatniego bucha, a potem wyrzucił filtr i zdeptał go nogą.
-Zapewnia mi poczucie bezpieczeństwa.-tylko to przyszło mi do głowy.
-Rozumiem... Odwiozłabyś mnie do domu? Muszę dokończyć trochę papierkowej roboty w domu.
-Jasne. Jedźmy.-tym razem ja prowadziłam. Między nami zapadło dość niezręczne milczenie. Kiedy znaleźliśmy się pod jego blokiem nadal było cicho.-Dziękuję, że ze mną pojechałeś. Sama na pewno wybrałabym jakąś okropną sukienkę.
-Nie ma za co. Słuchaj, wziąłem sobie kilka dni wolnego. Więc jutro też będę mógł z tobą pojeździć jeśli będziesz chciała.-zdziwiłam się.
-Oczywiście, że chcę! Ale się cieszę!!! Dziękuję!!!-uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Gaara wygiął usta w grymasie, który zapewne miał być uśmiechem, a potem pożegnał się i poszedł do swojego mieszkania.

            Następnego dnia od 10 rano jeździliśmy po salonach sukien ślubnych. Przysięgam, że w żadnym sklepie nie było takiej sukni, o jakiej marzyłam.
-Jeżeli będziesz aż tak upierdliwa, to nigdy żadnej nie znajdziesz!-Gaara oglądał jakąś potwornie falbaniastą sukienkę z rozkloszowanym dołem.
-Wydaje mi się, że dla mnie nie ma idealnej sukni!-jęknęłam żałośnie mocując się ze sznurowanym gorsetem. Gaara westchnął zirytowany, podszedł do mnie i zaczął rozplątywać sznurki. Raz po raz muskał moją nagą skórę powodując szybsze bicie serca.-Dziękuję.
-Nie dziękuj. Nie mam ochoty siedzieć tu do jutra.-warknął. Ekspedientka zrobiła rozczarowaną minę, kiedy zobaczyła, że nie zdecydowałam się na żadną z poleconych przez nią sukien.
-Niestety, wszystkie są piękne, ale żadna nie podoba mi się na tyle, żeby iść w niej do ołtarza.
-Mogłaby pani przedstawić mi jeszcze raz obraz sukni idealnej?
-Marzyłam o sukni składającej się z dwóch części: gorsetu i spódnicy. Gorset idealnie leżący, najlepiej z jedwabiu, a spódnica lekko rozkloszowana na dole, zwężająca się do góry. Udrapowana z jednej strony...
-Wie pani co, mamy jedną suknię podobną do tej z pani marzeń. Mogłabym ją pani pokazać.-kiwnęłam głową i z podekscytowaniem czekałam, aż ekspedientka przyniesie suknię z zaplecza.-Proszę. To ta suknia.
-Dziękuję ślicznie!-niemal krzyknęłam podekscytowana. Wzięłam od niej suknię i poszłam do przymierzalni.

            Po ubraniu na siebie sukni zaniemówiłam. Wyglądała niemal jak ta w moich snach. Kobieta dała mi króciutki welon do kompletu.
-Nie jest biała, ale mam nadzieję, że nie będzie to pani przeszkadzać.
-Nie chciałam białej. Zapomniałam dodać. I jak...-zapytałam. Odwróciłam się w stronę wyjścia i odsunęłam kotarę. Kobieta uradowana klasnęła w dłonie, jednak to nie na jej reakcji zależało mi najbardziej. Spojrzałam na Gaarę. Jego oczy były szeroko otwarte, twarz wykrzywiał grymas. Jednak nie zachwytu. Widziałam niemal wypisany czarnymi literami ból.
-Wygląda pani olśniewająco! Tak! Ten krój sukni zdecydowanie pani pasuje!
-Gaara...
-Wyglądasz pięknie...-tylko tyle wydukał, a potem odwrócił głowę. Zrobiło mi się przykro. Zasłoniłam kotarę i zaczęłam ściągać z siebie suknię powstrzymując łzy. Kazałam ekspedientce zapakować suknię, a sama szybko narzucałam na siebie ciuchy. Gaara czekał przy kasie, flirtował z tą kobietą. Zdenerwowałam się. Podeszłam do kasy skutecznie przeszkadzając w rozmowie.
-Chciałabym zapłacić za suknię.
-Wie pani, że ona kosztuje prawie 10 tysięcy dolarów?
-Nie interesuje mnie cena.-rzuciłam jadowicie. Ekspedientka zeskanowała kod z kartonu i poprosiła mnie o kartę bankową. Podałam ją jej.
-Czy istnieje możliwość wysłania tej sukni? Nie chcę brać jej ze sobą w podróż.
-Oczywiście, że tak. Nasza firma zajmuje się takimi rzeczami. Dokąd mamy ją dostarczyć?
-Do Japonii. Tokio.-kobieta wysoko uniosła brwi.
-Mogłabym poprosić o pani imię i nazwisko?
-Sara Iregiro.-powiedziałam oschle.
-Sara Iregiro? Pani jest narzeczoną Naokiego...
-To nie pani sprawa! Pytam, czy istnieje możliwość wysłania tej sukni do Japonii, czy też nie? Jeśli nie, to zabiorę ją teraz ze sobą i tyle.-warknęłam. Kobieta cofnęła się krok od lady. Moje oczy ciskały w nią gromy.
-Oczywiście. Przepraszam. Mogłabym poprosić o dowód? Potrzebuję pani adres i kilka innych rzeczy.

            Kiedy wyszłam z salonu szłam do auta tak szybko, że Gaara wręcz musiał mnie gonić. Szukałam kluczy w torebce i kiedy je znalazłam, szybko otworzyłam drzwi. Gaara zajął miejsce pasażera.
-Co to było? Dlaczego byłaś tak niemiła dla Anne?
-Anne? Znasz ją od niecałych dwóch godzin i już jesteście na ty? Proszę, proszę.-powiedziałam sarkastycznie.
-Co? O ci chodzi?-zapytał.
-Mi? absolutnie o nic.-siliłam się na neutralny ton. Wyjechałam z miejsca z piskiem opon wymuszając pierwszeństwo. Facet, któremu zajechałam drogę zaczął namiętnie na mnie trąbić, a potem pozdrowił mnie środkowym palcem.
-Nie powinnaś tak robić. Mógłbym ci wstawić mandat.-miałam ochotę dać po heblach i kazać serdecznie wypierdalać mu z samochodu. Nie zrobiłam tego jednak. Wiedziałam, że miałby z tego powodu szalenie dużą satysfakcję.
-To wlep. Jestem w stanie dopłacić z bonusem.-powiedziałam z wyższością. To go uciszyło. Odezwał się dopiero po jakiejś dłuższej chwili. Wyciągnął ze schowka wodę i odkręcił ją.
-Masz na coś jeszcze ochotę?-zapytał i przystawił sobie butelkę do ust.
-Na loda.-Gaara się zachłysnął. Zaczął kaszleć tak mocno, że opluł mi przednią szybę.
-C...Co?!-wykrztusił w końcu. Oczy miał całe czerwone i zapuchnięte.
-Lód. Takie śmietankowe coś w wafelku. Bardzo smaczne... O czym ty pomyślałeś?-zapytałam. Gaara głęboko nabrał powietrza w płuca.
-O tym samym. Po prostu zdziwiłem się, że chcesz je jeść, kiedy na dworze jest tak chłodno.

            Kiedy zajechałam pod dom Gaary złość na niego ani trochę mi nie przeszła.
-Dziękuję za to, że wybrałeś się ze mną poszukać tej sukni. Cieszę się, że nie byłam sama.-to akurat było szczere z mojej strony.
-Nie ma za co. Wyglądasz pięknie w tej sukni. Naoki to szczęściarz. Mam nadzieję, że zdaje sobie z tego sprawę.-widziałam, że musiał włożyć dużo wysiłku żeby nadać tej wymowie serdeczny ton.
-Taaa. Na pewno.-znowu zapadła niezręczna cisza.
-To... jutro wyjeżdżasz, tak?
-Tak. Kiedy tylko wrócę do hotelu, od razu zabukuję lot jakoś na popołudnie. Myślę, że nie zobaczymy się więcej.-powiedziałam, choć w gardle rosła mi klucha. Moje myśli zaczęły krzyczeć, że mam powiedzieć Gaarze to, co chciałam od tych kilku dni.
-Cóż. Muszę ci powiedzieć, że świetnie bawiłem się w twoim towarzystwie. Zostaje mi życzyć ci szczęścia na nowej drodze. I chyba powiedzieć... żegnaj.-zapiekły mnie oczy. Nie tak to miało wyglądać.
-Gaara... mogę mieć do ciebie prośbę?
-Słucham.-zapytał bardzo ostrożnie.
-Pocałuj mnie. Tak, jak kiedyś całowałeś.-powiedziałam. Na jego twarzy wymalowało się ogromne zdziwienie. Zapewne nie tego się spodziewał. Myślałam, że tego nie zrobi, jednak zaczął pochylać się w moją stronę. Kiedy musnął moje wargi, poczułam, że wręcz się rozpływam. Moje dłonie powędrowały w jego włosy. Namiętnie wkleiłam mu się w usta. Jęknął. Brutalnie przyciągnął mnie do siebie i objął. Wsunęłam mu język w usta i pogłębiłam pocałunek. Czułam dzikie dudnienie jego serca. Wpijałam palce w jego ramiona. Czułam się tak, jakbym była czymś płynnym. Czymś, co po prostu przelatuje przez palce. Żar jego skóry i zapach doprowadzały mnie do szaleństwa.
-Sara, stop.-szepnął mi w usta odsuwając się delikatnie. Nie obchodziło mnie to. podniosłam twarz i znowu wkleiłam się w jego usta. Wiedziałam, że powoli traci panowanie nad sobą i tego właśnie chciałam. Pogłębił pocałunek, gryzł mnie w usta bardzo delikatnie doprowadzając mnie do wrzenia. Pragnęłam czuć jego gorące wargi wszędzie.-Sara!!! Wystarczy!!!
-Nie.-jęknęłam. Jednak Gaara był szybszy. Odepchnął mnie od siebie, a potem jak oparzony wyskoczył z samochodu i biegiem popędził do swojej klatki. Starałam się uspokoić oddech. Kiedy zniknął w drzwiach, odjechałam z piskiem opon.

            Przewracałam się na łóżku z lewej na prawą i nie mogłam zasnąć. Tym razem jednak nie było to spowodowane zmianą czasu. Tęskniłam, pragnęłam go. Chciałam!!! Tak strasznie go potrzebowałam. Jego dotyku, jego kojącego głosu, który powiedziałby mi, że wszystko jest w porządku. Chciałam powiedzieć mu to wszystko, co siedziało we mnie już od bardzo długiego czasu. Tak strasznie chciałam. Zegar pokazywał chwilę po 1 w nocy. Jęknęłam, kiedy obróciłam się na bok.

            Sama nie widziałam, co doprowadziło mnie do tego stanu. Czułam się, jak jakaś obłąkana. Stałam pod jego drzwiami, ręka kilka razy sama unosiła się i opadała chcąc wymusić na mnie, żebym w końcu zapukała w te przeklęte drzwi. Wysiadając z auta widziałam, że w salonie paliło się światło. Gaara nie spał.
-Kochasz go. Doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że go kochasz, powiedz mu to w końcu. Przyjechałaś tu tylko po to.-szepnęłam sama do siebie. Zaczęłam się jeszcze bardziej utwierdzać w tym, że naprawdę oszalałam. Uderzyłam kostkami palców 3 razy. Po chwili usłyszałam kroki w mieszkaniu i dźwięk przekręcanego zamka.
-Michael, co się... O nie! Sara! Odejdź. Błagam ode...-jednak ja go nie słuchałam. Wepchnęłam się pomiędzy niego a futrynę i stanęłam w salonie.-Powinnaś odejść.
-Nie! Nie zrobię tego.-powiedziałam hardo.
-Mógłbym zamknąć się w celi. Jest 2 w nocy, mogę podciągnąć to pod nachodzenie. Błagam idź stąd.-jego oczy wyrażały ogromny smutek.
-Nie Gaara! Nie wyjdę! Może zdzwonić po cały szwadron policji! Możesz kazać im zrobić mi testy i wtrącić do szpitala dla psychicznie chorych. Możesz zakuć mnie w kajdanki i wywieźć do Alcatraz. Możesz zakneblować mi usta i wysłać mnie w paczce na biegun północny. Możesz wszystko, ale dopiero wtedy, kiedy mnie wysłuchasz. Błagam.-powiedziałam. Oczy Gaary błyszczały niebezpiecznie.
-A o czym tu mówić?! Wychodzisz za mąż! Układasz sobie życie beze mnie i świetnie ci to idzie! Dobrze, że zapomniałaś o tym, co było kiedyś! Każde z nas powinno mieć swoje życie!-jak widać nie tylko ja musiałam myśleć o tym wszystkim.
-Nie rozumiesz?! Ja... Ja właśnie nie chcę tego ślubu! Nigdy go nie chciałam! Taka jest prawda! Przyjechałam do tego przeklętego Chicago w biznesowych sprawach, a los dał mi jedyną i niepowtarzalną okazję do tego, żebym mogła znowu się z tobą spotkać! Żebym mogła jeszcze raz spojrzeć w twoje oczy i przypomnieć sobie wszystko to, co zawsze we mnie żyło.-krzyknęłam.
-Co?! Myślisz, że byłem szczęśliwy, kiedy zobaczyłem cię na komisariacie? Czułem się tak, jakby wszystko wróciło do mnie ze zdwojoną siłą! Wyglądałaś obłędnie, a potem nagle dowiedziałem się, że jesteś zaręczona! Poczułem się, tak jakby ktoś walnął mnie kijem w łeb! Od tego dnia jak się spotkaliśmy w Chicago, myślałem tylko o tobie. Myślałem o tym, że ma cię ktoś inny. Wiedziałem, że nie ma co, bo masz już kogoś innego.
-Po powrocie do Stanów zerwałam zaręczyny z Naokim. Właśnie dlatego, że zdałam sobie sprawę, że to nie jego kocham!-krzyknęłam. W oczach wezbrały mi łzy.
-Ale jesteś z nim!
-Bo próbował się zabić! Nie chcę z nim być! Myślisz, że dlaczego tu teraz jestem?! Dlaczego robię z siebie idiotkę w twoich oczach?!
-Bo lubiłaś się nade mną znęcać! Bo od czasu, jak wyszedłem z tego przeklętego szpitala zawsze działo się coś takiego, co mi o tobie przypominało. Zawsze!-ryknął. Podeszłam do niego i uderzyłam go w klatkę piersiową. Kilka razy, dość mocno!
-Robię z siebie idiotkę, bo od tamtego dnia, kiedy zamknęły się za tobą drzwi, żałowałam, że kiedykolwiek pozwoliłam ci wyjść! Każdego pieprzonego dnia, każdej pieprzonej nocy! Żałowałam tego, że od tak pozwoliłam ci odejść! Żałowałam, że nie zatrzymałam cię przy sobie! Chciałam jednak żebyś wyjechał na to stypendium, skończył studia! Myślałam samolubnie! Gdybym mogła cofnąć czas nie pozwoliłabym ci na opuszczenie tej sali w szpitalu. Nie powiedziałabym ci tego, co wtedy. Zmieniłeś moje życie. Całe moje życie.
-Tak wiem! Zniszczyłem ci je. Byłem beznadziejny i inne tego typu! Nie musisz mi tego przypominać!!!-krzyknął. W jego oczach również zaszkliły się łzy. Pierwszy raz w życiu to widziałam.
-Zniszczyłeś?! Ty... Nigdy przed, ani po tobie nie przeżyłam tak cudownych chwil, jak wtedy, kiedy byliśmy razem.
-Jakie to ma teraz znaczenie?! 6 lat... 6 lat! Rozumiesz to?!
-Jakie to ma teraz znaczenie?! Ty... Masz rację! 6 lat! Od sześciu lat tęsknię za tobą każdego dnia! Od sześciu lat marzę tylko o tym, żeby cofnąć się do tego jednego momentu, kiedy powiedziałam to, co powiedziałam i pozwoliłam ci odejść! To robię od 6 lat! nie dbam o to, czy mi wierzysz. Nie musisz. Po prostu chciałam ci to powiedzieć!-z moich oczu ciekło morze łez. Gaara również miał mokre policzki.
-Po co? Po co chciałaś mi to powiedzieć?-warknął. i przetarł oczy dłonią.

-Bo cię kocham. Po tych pieprzonych 6 latach od rozstania, po jednym dzikim romansie, i 2 latach związku z innym nadal jesteś jedynym chłopakiem, którego kocham. Tylko tyle.-niemal szepnęłam. Ominęłam Gaarę, szarpnęłam za klamkę i otworzyłam drzwi.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8