Rozdział 44

Następnego dnia postanowiłam wrócić do szkoły. Mimo, że nie czułam się w pełni sił wiedziałam, że muszę mieć oko na to, co robi Sasuke. Starannie się wyszykowałam, upięłam włosy i zrobiłam makijaż. Spakowałam tylko najpotrzebniejsze rzeczy, a potem pojechałam do szkoły.

            Kiedy dziewczyny mnie zobaczyły, nie kryły radości. Ja z resztą też nie. Podeszłam do nich i od razu zaczęłyśmy rozmawiać.
-Powinnaś odpoczywać do końca tygodnia. Uwierz, że w szkole nie dzieje się teraz nic ciekawego.-zauważyła Hinata. Wolałam jednak nie opuszczać zajęć bez powodu, a nie byłam obłożnie chora. Za kilka miesięcy czekały nas egzaminy na studia. U mnie pojawił się problem. Nie musiałam studiować, taka była prawda. Jednak gdybym chciała, musiałabym wybrać kierunek dotyczący handlu, ekonomii, lub zarządzania. Z doświadczenia wiedziałam, że nie to chciałabym robić. Miałam do przedyskutowania ciężką sprawę z wujkiem.

            Kiedy szykowałyśmy się na zajęcia z wychowania fizycznego, przyszła do nas tyranka i kazała z powrotem ubrać się w mundurki. Jak się okazało, dyrektorka została zmuszona do wygłoszenia krótkiego apelu. Udaliśmy się więc posłusznie na salę gimnastyczną, gdzie czekało już kilka klas. Ustawiłyśmy się z resztą naszej klasy, a potem czekaliśmy na przybycie reszty. Kiedy ostatnia klasa zajęła swoje miejsce Tsunade rozpoczęła swoje przemówienie.
-Wczoraj ktoś włamał się do systemu komputerowego naszego liceum. Zmienił oceny uczniów, wykradł też informacje na ich temat. O dziwo dotyczy to tylko uczniów klas trzecich. Dzięki temu jesteśmy w stanie zawęzić listę osób podejrzanych. Wszystkie klasy trzecie proszę o wystąpienie na środek.-wszyscy byli dość wystraszeni. Najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że na pewno żadne z nich tego nie zrobiło. Zaczęłam szukać wzrokiem reszty moich przyjaciół. Wszyscy byli podenerwowani. Tsunade znowu rozpoczęła wnikliwą przemowę, która zapewne miała zmusić winowajcę do przyznania się do winy. Jaaasne...   Nikt się nie przyznał. Dlatego każdy uczeń został indywidualnie wzywany na rozmowę z dyrektorką. Pomyślałam, że to jakiś absurd, ponieważ do przesłuchania było 5 klas, po około 25-30 osób w każdej. Na całe szczęście byliśmy klasą 3-2. Czyli jakby nie patrzeć, jedną z pierwszych. To ratowało nas od spędzenia w szkole całego popołudnia.

            Kiedy rozpoczęły się "przesłuchania" osób z naszej klasy, zrobiło się strasznie dziwnie. Wszyscy milczeli i nie spoglądali na siebie. Wezwano Karin. Siedziała w gabinecie dobre 20 minut. Kiedy więc wyszła, na dodatek w towarzystwie Shizune, wszyscy mocno się zdziwili.
-Dziękujemy za pomoc Karin. Sara Iregiro, do gabinetu. A wy wszyscy do domu. Mamy winowajcę.-widziałam błysk w oczach Karin oraz wściekłość w oczach Shizuko. Doskonale wiedziałam co zrobiła ta menda. Nie zastanawiając się za długo skoczyłam na Rudą i zaczęłam szarpać ją za włosy.
-Ty wredna szmato!-krzyczałam. Ludzie próbowali nas rozdzielić. Jednak ja miałam za dużo siły.
-Chciałaś udupić nas wszystkich, więc teraz masz!-Karin próbowała wrobić mnie w tak perfidne oszustwo. Przyłożyłam jej porządnie w nos. Słyszałam jęk. Musiałam złamać jej chrząstkę. Dopiero Sasuke, który skoczył w tłum, był w stanie odciągnąć mnie od Karin.
-Uspokój się. Nikt ci niczego nie udowodni, nie mają na ciebie najmniejszych dowodów.-oddychałam strasznie szybko. Prawa dłoń bolała mnie od okładania Karin. Miałam zdartą skórę na kostkach. Karin z kolei zakrwawioną koszulkę. Z jej nosa wypływał wodospad krwi. Wściekłość odżyła we mnie na nowo. Miałam ochotę poprawić i podbić jej oko. Jednak Sasuke był za silny.
-Sasuke! Czemu pomagasz jej, a nie mi?!-Ruda była najwidoczniej urażona tym faktem. Sasuke nic nie powiedział. Złapał mnie za ramię i zaprowadził do gabinetu Tsunade.

-(...) przysięgam, że to nie ja! Nie znam się na programach komputerowych ani innych cudach. Poza tym od 2 dni nie było mnie w szkole. Źle się czułam.
-Nie było cię w szkole tak? Konserwator i woźna widzieli cię wczoraj koło 18 w budynku.-Tsunade była nieugięta.
-Tak wiem. Poszłam na salę taneczną. Potrzebowałam chwili dla siebie, a tylko tam ją mam. Z resztą może pani zapytać zespół Gaary. Minęłam się z nimi na korytarzu. Przysięgam, że nie zachodziłam nawet w rejony sekretariatu.
-Wiesz, że jesteś w opłakanej sytuacji? Nie dość, że oskarżono cię o oszustwo, to na dodatek pobiłaś swoją koleżankę z klasy. Nie sprawiałaś takich problemów wychowawczych. Rozumiem, że sytuacja, której jakiś czas temu doświadczyłaś, mogła sprowokować w tobie wybuch szału, lub chciałaś zwrócić na siebie uwagę, ale włamywanie się do szkolnego komputera i zmienianie ocen twoich kolegów i koleżanek, to już chyba przegięcie.
-Ile razy mam powtarzać, że tego nie zrobiłam?! To nie ja! Mówię, nie znam się na komputerach. Jedynym programem, z którego korzystam, jest Excel i to tylko dlatego, że robię w nim kosztorysy dla mojej firmy. Nic więcej. Nie potrafię nawet zainstalować głupiego programu do kopiowania płyt. Zawsze zawieszałam w ten sposób komputer. Wiem, że to głupie tłumaczenie, ale nie mam pojęcia w jaki sposób mogę udowodnić swoją niewinność.
-Masz dobre stosunki z Karin?-zapytała Shizuko.
-Żartuje pani? Moja pięść znalazła się bliżej niej, niż cała reszta kiedykolwiek. Nie lubimy się. Chociaż to chyba za mało powiedziane. Staram się ją ignorować w swoim otoczeniu, nie wdaję się z nią w dyskusje, ani żadne rozmowy. Nawet nauczyciele starają się umieszczać nas w osobnych grupach na pracach zespołowych. Wiedzą, że drzemy ze sobą koty. Z reszta ma pani wpisy w karcie z zeszłego roku. Wysmarowanie kozła błyszczykiem na zajęciach z wychowania fizycznego, bójki między nami. To najwidoczniej nasz sposób na okazywanie sobie siostrzanej miłości.-powiedziałam sarkastycznie.
-Na twoim miejscu nie byłabym taka pewna siebie Saro. Dobrze, przepytamy zespół Gaary, i resztę twojej klasy.
-Radziłabym przepytać jeszcze pielęgniarkę, to ona zwalniała mnie w poniedziałek do domu. Może dzięki temu wyda pani bardziej sprawiedliwy osąd co do mojej osoby.
-Mam taką nadzieję. Nie sprawiasz kłopotów wychowawczych, ani nie uczysz się źle. Jednak za pobicie Karin muszę zawiesić cię do końca tego tygodnia. Przyjdź do szkoły tylko, jeśli otrzymasz telefon od nas z biura. Do zobaczenia w poniedziałek. I oby dla ciebie te kilka dni okazały się oczyszczeniem z zarzutów.-wstałam i ukłoniłam się najniżej jak potrafiłam. Głupia Karin! Przez nią miałam przechlapane.

            Poszłam szybko przebrać się do łazienki. Musiałam pojechać do firmy na jedno służbowe spotkanie. Jak zwykle wyglądałam bardzo elegancko. Kiedy wyszłam przed szkołę Sakura, Ino, Hinata, Sai i Naruto czekali tam na mnie. Czekała również obita Karin razem ze swoją świtą, i co mnie zadziwiło, ojcem Gabriela.
-Co tu robisz? Powinieneś pilnować synalka w więzieniu. I również się tam szykować.-powiedziałam. Dziękowałam sobie w duchu, że wzięłam ze sobą ubrania. Szpilki dodały mi pewności siebie.
-Dopóki jeszcze mogę, niszczę reputację małej japońskiej dziwki, która wpakowała mojego syna za kratki.-ojciec Gabriela podszedł do mnie. Był rosłym przystojnym mężczyzną, który siwiał już na skroniach.
-Życzę ci powodzenia. Wielu przed tobą próbowało. Karin, za ile sprzedałaś dupę temu frajerowi? Warto było? Jeżeli uda mi się udowodnić moją niewinność, ty również skończysz w więzieniu.-przerzuciłam się z rosyjskiego na japoński, kiedy kierowałam słowa do tej mendy. Widziałam w oczach Karin, że obleciał ją strach.
-Jestem w stanie udowodnić ci wszystko. Pieniądze, które mam...
-Które miałeś. Nie wiem czy wiesz, ale decyzją sądu zostały one przejęte przez państwo. Jesteś bez grosza. Przynajmniej dopóki nie udowodnią ci winy lub uniewinnią, jednak dopilnuje tego, żebyś razem z Gabrielem posiedział kilka lat za kratkami. -powiedziałam bardzo pewnie. Musiało to zachwiać jego pewnością siebie. Przynajmniej chwilowo.
-Mylisz się, jeśli myślisz, że coś na mnie macie. Nie macie nic.
-Dowody, które obciążyły Gabriela obciążają ciebie. Nawet jeśli kazałbyś zniszczyć je w jakikolwiek sposób, proszę. Mam tysiące kopi. Nie wywiniesz się. A jeżeli próbujesz zniszczyć mnie teraz, proszę. Coś gorszego jak twoja rodzina nie mogło mi się już przytrafić.-ojciec Gabriela skierował kroki do swojego samochodu. Odjechał z piskiem opon. Dopiero wtedy odetchnęłam. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że wstrzymuję oddech.
-W końcu ci się dostało, co? -Karin przyglądała mi się z wielkim tryumfem w oczach. Parsknęłam śmiechem. Drzwi szkoły się otworzyły. Wyszedł z nich Gaara razem z Temari.
-Cześć Saro! -uśmiechnęłam się do niej. Z kolei Gaara spojrzał się na mnie tak, jakby chciał mnie zjeść. Momentalnie zrobiło mi się gorąco. Na chwilę zapomniałam nawet o wściekłości.
-Co do ciebie mopie, spokojnie. Jestem w stanie sama się wybronić przed twoimi oszczerstwami. Jednak nie wiem co ty zrobisz, jeśli na jaw wyjdzie kłamstwo. Teraz jednak mam lepsze rzeczy do roboty niż użeranie się z tobą. Miłego dnia.-przesłałam jej całusa.
-Idziemy na pizzę?! Jestem strasznie głodna!!!

            Wieczorem siedziałam nad dokumentami z firmy. Tsunade powiadomiła wujka o tym, co się stało. Na początku nie był zachwycony tym, co zrobiłam, jednak kiedy ze szczegółami opisałam mu sytuację, śmiał się i pytał, czy aby na pewno dobrze trzymałam pięść podczas ataku. Wujek wiedział, że nie biję nikogo bez powodu, a to, co zrobiła Karin, przechodziło wszelkie formy dobrego smaku. Zaangażował w to nawet naszego najlepszego informatyka, który miał znaleźć winowajcę. Rozmawiałam właśnie z Rio na temat Sasuke. Znalazł dla mnie jakieś informacje.
-Saro, znalazłem to, o co prosiłaś. Powiem ci, że nie jest zbyt kolorowo. Sasuke ma ciężką przeszłość. Jego rodzice zginęli w wypadku, kiedy był małym chłopcem. Zaopiekował się nim wujek, niejaki Madara Uchiha. Razem z ojcem Sasuke pracowali w policji. Po wypadku Madara odesłał starszego brata Sasuke do USA, Itachi nadal tam studiuje. Z tego co udało mi się dowiedzieć, Sasuke ma wyjechać do tej samej szkoły, w której uczy się Itachi. Jednak z jakiegoś powodu jego rekrutacja została wstrzymana.
-Czekaj, Madara Uchiha... Rany! Sprawdź mi również niejakiego Orochimaru! Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że to on odgrywa tu jedną z głównych ról. Chcę wiedzieć kto to i czym się zajmuje.
-Skończę przez ciebie w więzieniu. Nie powinienem tak infiltrować ludzi, którzy nie są o nic podejrzani.
-Rio, proszę. Tylko ty możesz mi pomóc. Z resztą... Mam wrażenie, że Sasuke jest zastraszany i wszystkie złe rzeczy robi pod presją. Chciałabym odzyskać przyjaciela.
-Eh, Mała! Wisisz mi obiad z dużym deserem!-zaczęłam się śmiać.
-Oczywiście!!! Nie ma problemu! Może być jutro? W sumie i tak zostałam zawieszona do poniedziałku, więc nie mam co robić.
-Zawieszona... A! Gaara coś mówił! Podobno pobiłaś jakąś koleżankę, bo to ona cię wrobiła. Szkoda, że nie powiedziałaś tego na samym początku. No cóż. Jak widać trzeba szybko to ogarnąć. Zanim to wszystko za bardzo się posunie. Dobrze, w takim razie ja idę poszukać dalszych informacji, a ty odpoczywaj. Spokojnego wieczoru ci życzę.-Rio się rozłączył. Zaległam na kanapie i długo wpatrywałam się w sufit nie wiedząc, co powinnam ze sobą zrobić. Dochodziła 21, było więc za późno na łażenie gdziekolwiek. Na ćwiczenia również nie miałam ochoty. Głośno ziewnęłam, a potem zaczęłam się przeciągać. Brakowało mi takich luźny wieczorów, bez biegania z firmy do domu żeby się pouczyć. Postanowiłam, że następnego dnia kupię sobie kilka ciekawych książek, dzięki czemu będę mogła się relaksować. Powieki powoli zaczynały mi opadać. Czułam również, jak rozluźniają mi się mięśnie. Jednak mój cudowny stan odprężenia przerwał dzwonek do drzwi. Zerwałam się jak oparzona, aż poczułam skurcz w szyi. Wściekła podeszłam do drzwi. Spodziewałam się tylko jednej osoby i się nie przeliczyłam. Otworzyłam drzwi rozmasowując sobie kark.
-Przyniosłem zeszyty. Dzięki za pożyczenie mi ich... Spałaś?
-Przysypiałam. Obudziłeś mnie. Wejdź. Chcesz herbaty?-zapytałam. Kark bolał mnie niemiłosiernie.
-Chętnie. Dzięki. To, co dzisiaj zaszło w szkole między tobą, a Karin. O co właściwie poszło?-Gaara usiadł przy blacie.
-Oskarżyła mnie o to, że to ja pozmieniałam te oceny uczniom. To nie prawda. Sam widziałeś mnie wczoraj w szkole.-powiedziałam poirytowana. Nalałam wody do dzbanka i postawiłam na ogień. Czekałam w ciszy, aż się zagotuje.
-Tak, to prawda. Nie lubicie się chyba z Karin, co?
-Bardzo. Obopólnie.-krótko skwitowałam. Nie miałam ochoty myśleć o tej jędzy. Wystarczająco mnie denerwowała. Woda zaczęła się gotować. Nalałam wrzątek do czarek, a potem nasypałam świeżą herbatę do każdej z nich. Jedną postawiłam przed Gaarą, drugą zaraz przy sobie. Upiłam mały łyk.
-Shina była u ciebie prawda?-myślałam, że serce wyskoczy mi z piersi, kiedy Gaara to powiedział. Walczyłam ze sobą, zanim w ogóle się odezwałam.
-Tak. Nie rozumiem dlaczego cię to interesuje.
-Ponieważ mam wrażenie, że Shina cię zna. Tak samo, jak zna cię cały mój zespół, a ja mam wrażenie, że w szpitalu widziałem cię pierwszy raz na oczy. Tak samo z tym przedstawieniem się. Co chciał mi powiedzieć Joe? "No co ty Gaara? Sara to twoja..." Wtedy mu przerwałaś.
-Mówiłam, jesteśmy znajomymi ze szkoły, nic więcej. Joe musiał mnie pomylić z kimś innym.-próbowałam jakoś wybrnąć z tej sytuacji.
-Ciebie nie da pomylić się z kimś innym. Na pewno chodziło mu o ciebie. Z resztą dziewczyna o tym samym imieniu i wyglądająca jak ty, coś mi tu nie gra. Nie jestem głupi. Chcę wiedzieć, o co chodzi.-głośno westchnęłam.
-Gaara, o nic. Naprawdę. Znamy się ze szkoły. Dyrektorka powiedziała, że miałeś wypadek w pracy, a że moja firma znajduje się niedaleko szpitala, miałam dowiadywać się o twój stan zdrowia i powiadamiać o nim klasę. Nic więcej. Weszłam do twojej sali, i bum. Okazało się, że już jest ok, obudziłeś się. To wszystko.-czułam się podle, że tak go okłamuję, jednak nie miałam większego wyboru. Za duża ilość informacji na jeden raz mogłaby zrobić mu krzywdę.
-Nie prawda. Widzę, że coś ukrywasz.-Gaara wstał i podszedł do mnie. Mój puls przyśpieszył do niebezpiecznej granicy.
-Nic nie ukrywam. Odsuń się ode mnie, proszę.
-Nie. Ukrywasz i doskonale o tym wiem. Wszyscy ukrywacie. Rio też nie mówi mi wszystkiego. Po tym jak cię wczoraj pocałowałem, wiem, że na pewno nie mówisz mi wszystkiego. Z resztą podobało mi się to, i mam ochotę na powtórkę.
-Co? Nie! Cze...-nie zdążyłam dokończyć. Byłam w dość kiepskim położeniu. Gaara przyciągnął mnie do siebie i wplótł rękę we włosy. Przejechał językiem po moich wargach, rozchyliłam je, a on wsunął mi język w usta. Zaczęliśmy się całować bardzo, bardzo namiętnie. Nie mogłam złapać tchu. Poddałam się. Miałam w nosie to, czy porwie nas ufo, czy gwardia narodowa przyjedzie żeby mnie aresztować. Miałam w nosie wszystko. Liczyła się ta chwila z Gaarą. Tęskniłam za jego dotykiem, za pocałunkami, za jego namiętnością. Poczułam usta Gaary na swojej szyi. Rozpalone wargi i język, w połączeniu z moją chłodną skórą, były wybuchową mieszanką. Chłonęłam każdy najdrobniejszy szczegół. Wsunęłam mu palce we włosy i zaczęłam delikatnie ciągnąć. Mruknął z zadowolenia. Wrócił do całowania moich ust. Poczułam jak jego palce szarpią koniec swetra. Długo nie musiałam czekać, aż znajdą się pod nim. Miał zimne, szorstkie dłonie. Pomimo tego moja skóra pod jego dotykiem wręcz paliła. Uniosłam ręce do góry, żeby mógł zdjąć ze mnie sweter. Długo się nie zastanawiał. Przyparł mnie całym ciężarem do szafki. Chwycił za jedno udo i szarpnął mną do góry. Szybko oplotłam go nogami w biodrach. Gaara od razu skierował się do mojej sypialni.

            Namiętnie się całując wylądowaliśmy na łóżku. Rozbieraliśmy się bardzo szybko. Kiedy w końcu zostaliśmy w samej bieliźnie, moim jedynym marzeniem było, żeby rzucić się na Gaarę i kochać z nim. Jak najdłużej, jak najbardziej namiętnie. Gaara powoli zsunął mi najpierw jedno, a potem drugie ramiączko. Z rozpięciem stanika nie miał najmniejszych problemów. Złapał moje piersi w dłonie i delikatnie zaczął uciskać. Dostałam gęsiej skórki. Jedna jego ręka powoli wędrowała niżej. Kiedy zahaczyła o linię majtek myślałam, że eksploduję. Gaara pocałował mnie, a potem zaczął pieścić między udami. Jęknęłam w jego usta. Zdecydowanie było to niespodziewane. Zacisnęłam mu palce na ramieniu. Powoli zaczął kłaść mnie na materac, a sam zsuwał się pocałunkami coraz niżej. Zsunął mi bieliznę, a potem zaczął pieścić mnie językiem. Wygięłam się w łuk. To doświadczenie było zupełnie inne od tych, które miałam w pamięci. Tu żadne z nas nie używało słów. Kierowaliśmy się tylko namiętnością, którą każde z nas chciało zaspokoić. Ciszę w pokoju przerywały tylko moje jęki i westchnienia. W końcu musiałam sama przywrócić Gaarę do porządku. Szarpnęłam go mocno za włosy i poderwałam się do pozycji klęczącej. Popchnęłam Gaarę na materac i usiadłam mu na biodrach. Szybko, wręcz brutalnie, zaczęłam ściągać z niego bieliznę. Kiedy w końcu mi się udało, wsunęłam go w siebie. I ja i on jęknęliśmy. Zapomniałam jak bardzo jest to przyjemne uczucie. Chciałam tego, potrzebowałam. Na dodatek znałam ciało Gaary jak swoje. To on mnie wszystkiego uczył, krok po kroku. Zaczęłam poruszać biodrami.            Uwielbiałam dominować. W miarę tego, jak dochodziłam na szczyt, moje ruchy stawały się coraz szybsze, bardziej gwałtowne. Ręce Gaary błądziły gdzieś po moim ciele. Raz czułam je na piersiach, później na udach, a jeszcze późnej, gdzieś na brzuchu. Raz za razem wydawaliśmy z siebie przeciągłe jęki. Położyłam swoje dłonie na klatce piersiowej Gaary. Przy każdym gwałtowniejszym ruchu delikatnie wbijałam mu w nią palce. Czułam lekkie zmęczenie, było ono jednak bardzo przyjemne. W czasie mojej nieuwagi, Gaara mocno chwycił mnie za biodra i przekręcił tak, że to on dominował. Spojrzał mi się w oczy. Miały kolor burzowego nieba, widziałam w nich dzikie iskierki. Gaara poruszył się we mnie. Bardzo namiętnie. Każdy jego ruch kończył się moim jękiem. Położyłam mu dłonie na plecach, a potem odruchowo drapałam. Ostatnie ruchy Gaary były bardzo namiętne, wręcz szalone. Krzyczałam, on też. Opadłam na łóżko w zupełnym bezruchu.



            Czułam jak wraca mi świadomość. Było to trochę jak zimny prysznic podczas cudownego snu. Zdałam sobie sprawę, że teraz sprawy mogą potoczyć się zupełnie inaczej. Gaara już dostał to, co chciał ode mnie. Teraz nie musiał za mną biegać. Jednak miałam cichą  nadzieję, że ta krótka chwila choć trochę uświadomiła mu, że miał rację. Że coś przed nim ukrywam, a on sam za jakiś czas dojdzie do tego, co.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8