Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 7

Po wysłuchaniu tego, co miałam do powiedzenia Itachi wpatrywał się we mnie jak w kogoś nienormalnego.
-Czy ty wiesz, że to igranie z ogniem? Prezes wytwórni jest tak grubą rybą, że mógłby nas zjeść na śniadanie.- powiedział, a ja uśmiechnęłam się z zadziornym błyskiem w oku.
-Cóż, niech spróbuje. Jestem w stanie stanąć mu w gardle lub wywołać zgagę. Jestem niemal tak pewna jego reakcji, jak tego, że akurat w tym momencie bije mi serce.
-Niby dlaczego jesteś tego tak pewna? Codziennie zgłasza się do niego kilkaset osób marzących o karierze muzycznej.-powiedział Sasuke i prychnął pod nosem.
-Właśnie dlatego, że ja o tej karierze nie marzę. Z kolei ta gruba ryba dostrzegła w nas coś, co zapewne pozwoliłoby mu zdobyć miliony dolarów, gdyby udało nam się wygrać konkurs.
-Więc, co dokładnie zamierzasz zrobić?- zapytała Sakura.
-Odmówić. Napisać, że dziękuję za wyróżnienie, ale moje sumienie nie pozwala mi przyjąć go przez wzgląd na to, że nie jest ono zgodne z regulaminem.-powiedziałam luźno.
-Igrasz z ogniem. Wielkim ogniem. Ogromnym ogniem!-powiedział Deidara rozszerzając ręce i próbując zobrazować to, o co mu chodzi.
-Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Znam jednak swoje możliwości związane z muzyką. I wiem, że ten facet również je dostrzegł. Jestem dla niego kimś w rodzaju worka z pieniędzmi.
-Skąd ta pewność?- Shikamaru również wpatrywał się we mnie z dość dużą konsternacją.
-Cóż, mój chłopak, a raczej były chłopak powiedział mi kiedyś, że podejmuję decyzję, których on absolutnie się nie spodziewał.
-W jakim sensie?
-W takim, że potrafił wykupić dla nich wycieczkę na Karaiby, a Sara oznajmiała mu, że ma w tym czasie plany. Kiedy pytał jakie, okazywało się, że jest to nudny weekend z książką i kubkiem herbaty, albo wyjście do wesołego miasteczka, albo po prostu byczenie się od rana do wieczora i wpatrywanie w sufit. Kiedy zrobiła tak pierwszy raz, a była to chyba wycieczka do Arizony, przyjechał, żeby sprawdzić czy przypadkiem go nie zdradza. Kiedy zobaczył i ją i mnie w rozciągniętym dresie i maseczce z błota na twarzy wyglądał tak, jakby co najmniej zobaczył słonia tańczącego balet.
-Co to ma do rzeczy? Nie widzę powiązania.- powiedział znudzonym tonem Sasuke.
-Znaczy to tyle, że Sara nie należy do osób przewidywalnych. Martin nie mógł wyjść z podziwu, że wycieczka do Arizony okazała się mniej interesująca od nudnego weekendu z przyjaciółką. To właśnie po tym wydarzeniu pierwszy raz powiedział ci, że cię kocha, prawda?
-Prawda.- uśmiechnęłam się pod nosem na to wspomnienie.
-Ile razy wykręciłaś mu takie numery?- zapytał rozbawiony Itachi.
-Czekaj. Pierwszy kiedy zaproponował weekend na jego farmie, a ja wybrałam głupi film w kinie. Drugi, kiedy zaproponował mi romantyczną kolację, a ja pojechałam z Sakurą na rodeo i tarzałyśmy się w błocie. Trzeci, kiedy bez mojej wiedzy wynajął pokój w hotelu żeby uczcić naszą pierwszą rocznicę. Jacuzzi i płatki róż są dla mnie zbyt oklepane. Wolałam skok na bungee, a on z ciężkim sercem odmawiał rezerwacji. Czwarty, kiedy chciał mi zafundować skok ze spadochronem, a ja powiedziałam, że chcę iść na watę cukrową i posiedzieć w National Mall. Piąty, kiedy skrytykował mój kolor paznokci, a ja na następną randkę ubrałam na siebie sukienkę w tym kolorze, a oprócz tego pomalowałam paznokcie i usta na ten odcień. O cieniu do powiek nie wspomnę... Boże, jaka ze mnie wredna suka.- powiedziałam tak nagle, jakbym zdała sobie sprawę z tego, że przez trzy lata związku dość często robiłam Martinowi na złość. Wywołałam śmiech wszystkich zebranych.
-Raczej skuteczna. Nigdy nie spojrzał na inną. Ale odbiegamy od tematu. Rozumiem, że według twojej opinii prezes zachowa się podobnie do Martina, tak?-kiwnęłam głową.
-Zachowa się tak samo. Tak, jak Martin do przewidzenia latał za mną jeszcze bardziej, tak prezes będzie chciał mnie w tym konkursie licząc, że go wygram.
-Mam nadzieję, że nie pomylisz się w swoich osądach. Inaczej spotkałoby nas coś strasznego.
-Itachi, nic gorszego niż okres mojego dzieciństwa i to, co w nim przeżyłam nie może mnie już spotkać. Jeżeli się nie uda, obiecuję, że zrobię wszystko, aby to naprawić. Tylko przez wzgląd na was. Mi wcale nie zależy na żadnym konkursie. Wygrałam ich już w swoim życiu wystarczająco dużo.
-Ufamy ci. I liczymy na to, że jednak się nie pomyliłaś.
-Patrząc na nią sądzę, że wie, co robi.-niespodziewanie powiedział Gaara, a wszyscy odwrócili się w jego stronę.
-Jesteś tego pewien?-zapytał jego brat.
-Wredne suki zawsze dostają to, czego chcą.-uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam uśmiech czując rozchodzące się w podbrzuszu ciepło.
            Zaczęłam zastanawiać się nad tym, że jedną z tych nielicznych rzeczy, które w tym momencie chciałabym mieć, to uwaga tego chłopaka.

            Kiedy tydzień później wróciliśmy do prób mój głos okazał się bardzo rozleniwiony, a ja potrzebowałam ponad godziny, żeby ustawić go na właściwe tory. Śpiewając Beautiful Christiny Aguilery czułam się jak nowo narodzona. Itachi zaczął grać na gitarze Cryin Aerosmith, a ja zaczęłam się śmiać.
-No co? Dasz radę zaśpiewać?-kiwnęłam głową, a potem do Itachiego dołączyły się inne instrumenty.
            Jakoś w połowie drugiej zwrotki do garażu wpadł Sasuke. Blady jak kreda.
-Chodźcie do salonu. W tej chwili.-powiedział, a my nie wiedząc o co chodzi poszliśmy za nim.

            W salonie czekał na nas młody chłopak ubrany w drogie, markowe ubrania. Na jego lewym nadgarstku błyszczał zegarek wart więcej niż samochód mojego kuzyna. Miał krótkie brązowe włosy, zielone oczy i przystojną twarz. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko. Stanął na przeciwko mnie i lekko się ukłonił.
-Ty jesteś Sara Iregiro, prawda?-miał głos o barwie barytonu.
-Skąd znasz moje imię?-zapytałam i lekko skinęłam głową. Wtedy uśmiech chłopaka stał się jeszcze szerszy.
-Cóż, po otrzymaniu twojego listu bardzo chciałem się z tobą spotkać. Nigdy nie spotkałem kogoś tak zuchwałego, kto odmówiłby przyjęcia udziału w konkursie Młodych Talentów. W dodatku kogoś, z takim talentem jak twój.-uniosłam wysoko brwi.
-Pan Fujimaki?- zapytałam, a mój głos wydał mi się w tym momencie odległy o setki kilometrów.
-We własnej osobie. Wyglądasz, jakbyś nie wierzyła, że to ja.
-Bo nie wierzę. Wyglądasz jak ktoś ledwo po dwudziestce.-mruknęłam i zaczęłam przyglądać się chłopakowi z dużą konsternacją na twarzy. Zaśmiał się, co jeszcze odjęło mu lat.
-To prawda. Niedawno skończyłem dwadzieścia pięć lat. Ale wracając do tematu. Zastanawiałaś się nad tym, co piszesz, kiedy przykładałaś długopis do papieru? Mi nie wolno odmawiać. Ty to zrobiłaś.-podszedł do mnie tak blisko, że stało się to dla mnie bardzo niekomfortowe.
-Tego, że nie mogę odmówić nie było w regulaminie, ale skoro mi pan nie wierzy powiem to teraz. Ani ja, ani mój zespół nie weźmiemy udziału w konkursie. Może teraz będzie to dla pana bardziej czytelne.-wzruszyłam ramionami, a chłopak przyglądał mi się z niedowierzaniem.
-Możesz podać mi choć jeden powód, dla którego nie chcesz tego zrobić? Specjalnie dla ciebie nagiąłem regulamin.
-Mam paść do pana stóp w ramach wdzięczności?-zapytałam ironicznie, co spowodowało jeszcze większy zamęt na twarzy chłopaka. Przyglądał mi się jakby nie wierzył w to, co słyszy.
-Czy ty wiesz z kim rozmawiasz?-zapytał, jakby próbując zastraszyć mnie swoją pozycją. Prychnęłam pod nosem.
-Oczywiście. Z prezesem wytwórni Tokio Music Center. Sam przyjechał pan do mojego domu, żeby porozmawiać o moim liście.- uśmiechnęłam się szeroko, a chłopak na chwilę stracił język w gębie. Odchrząknął i po chwili zabrał głos.
-Właśnie, napisałaś mi, że nie masz zamiaru brać udziału w konkursie, ponieważ ktoś zgłosił uczestnictwo za ciebie, bez twojej wiedzy. Na dodatek napisałaś, że nie możesz tego zrobić, ponieważ nie była to twoja własna piosenka. Chciałbym, żebyś zaśpiewała mi inną, ale również nie twoją piosenkę.
-Nie gram na zawołanie. To nagranie, które pan dostał było czymś w rodzaju zakładu.-prezes westchnął głośno, a ja wiedziałam, że jego cierpliwość znajduje się na wyczerpaniu.
-Proszę...-to słowo przeszło mu przez gardło ciężko, jak suchy kawałek chleba.- Proszę cię, żebyś zaśpiewała mi jakiś inny cover. Najlepiej innego wykonawcy.
-Mam kilka warunków.-powiedziałam.
-Słucham? Stawiasz mi...
-Musiał pan wyrzucić jeden z zespołów, aby dopuścić mój. Kogo pan wyrzucił?-zapytałam.
-To ściśle tajne. Nie mogę ci tego...
-Itachi, wracamy na próbę. Szkoda naszego czasu.-mruknęłam i odwróciłam się na pięcie.
-The Nightmare. Tak nazywał się zespół, który odrzuciliśmy na twoją korzyść.- Itachi i Sasuke przeklęli siarczyście, kiedy to usłyszeli. Nie dziwiłam się. Tak nazywał się zespół Sasuke.
-Prosiłabym, aby przywrócił ich pan do konkursu.
-Posłuchaj mnie. Nie wiem, za kogo się masz stawiając mi takie warunki, ale...
-Doskonale wiem po co pan przyjechał. Przekonywać mnie, że mój udział w konkursie jest niezastąpiony. Ja z kolei doskonale wiem, że chodzi panu o pieniądze, które mógłby pan na mnie zbić. Nawet, jeśli nie wygram konkursu podeśle pan jakiegoś producenta z pańskiej wytwórni, który z wielką chęcią weźmie mnie i mój zespół pod swoje skrzydła, zgadłam?- omal nie zwaliłam faceta z nóg swoją bezpośredniością.
-Musisz być bardzo doświadczona przez życie. Racja. Mam taki plan.
-Więc przystąp na moje warunki.- hardo powiedziałam i spojrzałam się chłopakowi w oczy.-Wezmę udział w konkursie tylko wtedy, kiedy pozwolisz zagrać zespołowi The Nightmare. To mój warunek. Jedyny i nieodwołalny.
-Nie wiem dlaczego tak o nich walczysz, ale jeżeli to wszystko to nie ma problemu. Wytwórnia należy do mnie, więc kolejne nagięcie regulaminu również nie będzie problemem. Czy teraz doczekam się tego występu, czy raczej masz zamiar oblać mnie smołą i wytarzać w pierzu?
-Niestety, ale nie mam akurat smoły w swoim asortymencie. Zapraszam do garażu. Właśnie tam ćwiczymy.

            Chłopak usiadł na fotelu, który służył nam jako podstawka na instrumenty, lub po prostu zwykły fotel do odpoczynku w trakcie przerwy w próbie.
-Itachi, zagraj Fighter, śpiewałam już dzisiaj Christinę. Myślę, że będzie to najlepszy kawałek.-mój kuzyn kiwnął głową i podszedł do chłopaków, aby uzgodnić kawałek. Ja z kolei podeszłam do Sakury i podałam jej mikrofon.-Przepraszam, że o to proszę, ale bądź moim chórkiem.
-Jasne. Cholera, tak się stresuję... Boję się, że kiedy tylko otworzę usta nie będę w stanie śpiewać.
            Dodatkowym stresem był dla nas fakt, że do garażu wszedł Sasuke razem z Shikamaru i Naruto. Zaraz za nimi Sai, Kankuro i Gaara. Omal nie jęknęłam widząc tego ostatniego. Od naszych pamiętnych chwil sam na sam w kuchni nie mieliśmy okazji porozmawiać w cztery oczy.
-Saro, jesteś gotowa?-zapytał Itachi, a ja wróciłam na miejsce i stanęłam przy statywie. Zauważyłam, że Sakura jest nienaturalnie blada.
-Jasne.- powiedziałam i przełknęłam ślinę.

            Ta piosenka była dużo gorsza od Beautiful i zmuszała mnie do wchodzenia na wysokie, a potem szybko schodzenia na niskie, dźwięki. Dałam się ponieść jak zawsze, kiedy śpiewałam. Kiedy przeszło do krzyku udało mi się zrobić charakterystyczną chrypę. Sakura również świetnie dawała sobie radę.
            Po ostatnich dźwiękach przybiłam z Sakurą piątkę. Nie miałam pojęcia jakie wymagania ma ten palant z wytwórni, ale ja byłam zadowolona z występu. Kiedy Keita zaczął bić brawa, uznałam, że jemu również musiało się spodobać.
-Świetnie. Liczę na równie dobry występ podczas konkursu.-siedział na fotelu i wpatrywał się we mnie niczym rekin w upatrzoną wcześniej rybę.
-Na konkursie nie wolno śpiewać coverów. Nie obiecuję, że pójdzie mi równie świetnie.
-W takim razie będzie to kolejna zasada, którą nagnę.- uśmiechnął się i podszedł do mnie.
-W takim razie postaram się najlepiej jak umiem.
-Mam nadzieję. Cóż. Czas już na mnie. Do zobaczenia już niedługo.-zamiast normalnie się ukłonić złapał moją dłoń i pocałował jej wierzch. Wysoko uniosłam brwi widząc to, a Keita opuścił garaż bez słowa przez główne wyjście.
-Coś czuję, że spodobał mu się nie tylko twój głos.-zażartowała Sakura, a ja zmierzyłam ją zimnym spojrzeniem.
-A to mnie nazwał zuchwałą.- powiedziałam wściekła na siebie.
            Poczułam na sobie czyjeś spojrzenie. Niemal od razu skierowałam swój wzrok na Gaare. Wyglądał jak ktoś nieziemsko wkurzony wpatrując się we mnie.

            Kilka dni później dostałyśmy z Sakurą propozycję, aby razem z chłopakami pojechać na plażę kawałek od Zatoki Tokijskiej. Zgodziłyśmy się bez namysłu, a ja bardzo chciałam wypróbować nowy prezent od wujków. Piękne sportowe Audi.
            Z samego rana spakowałyśmy torby do samochodu i na pięć samochodów skierowaliśmy się w stronę autostrady. Jak na złość musiałam wieźć Shikamaru i jego kolegę o imieniu Choji. Razem z nami jechała też jakaś ich koleżanka o imieniu Ino.
            Wlokłam się niemiłosiernie za Naruto, który pożyczył samochód od swojego ojca chrzestnego i uważał na niego jak na jajko.
-Boże!!! Zabiję go!!!- krzyknęłam i podkręciłam radio, w którym akurat leciała piosenka Teenage Dream Katy Perry
            Wsiadłam Naruto na ogon, a on widząc to zjechał na prawy pas ustępując mi miejsca. Wcisnęłam gaz i przyśpieszyłam wyprzedzając go. Zaraz po nim minęłam auto Sasuke, który bardzo zdziwiony spojrzał się na mnie, kiedy przejeżdżałam obok niego. Pomachałam mu i zaczęłam wyprzedzać auto Itachiego. Kiedy zostało mi tylko auto które prowadził Gaara, rozdzwonił się mój telefon. Sakura odebrała i włączyła na głośnik.
-Co to ma być?! Itachi kazał nam się trzymać dozwolonej prędkości.-wściekły głos Sasuke rozniósł się po samochodzie.
-A ty się go słuchasz?-zapytałam. Wtedy w telefonie usłyszałam dźwięk zakończonej rozmowy, a chwilę po nim we wstecznym lusterku zauważyłam samochód Sasuke. Szeroko się uśmiechnęłam.-Dziecinny jak zawsze.

            Ścigaliśmy się do samej Zatoki Tokijskiej, a ja bawiłam się jak nigdy wcześniej. Sakura siedziała odprężona, mimo tego, że o wiele za bardzo przekroczyłam dozwoloną prędkość. Była do tego przyzwyczajona już od samego początku.
            Wjeżdżając do malowniczego lasu usytuowanego kawałek od plaży wzbiłam tumany kurzu. Byłam pierwsza, a za mną Sasuke. Kiedy już wszyscy zjawili się na parkingu Itachi zaparkował i czerwony z wściekłości wysiadł z samochodu. Podszedł do mnie i do Sasuke, z którym rozmawiałam.
-Co to miało być?! O czym rozmawialiśmy przed wyjazdem? Trzymamy się wyznaczonej prędkości. Wiesz, co by się stało, gdybyś miała wypadek?! Jechałaś jak szatan!
-Zawsze tak jeździ. Martin ją tego nauczył.- Sakura uśmiechnęła się do mojego kuzyna tak słodko, że ten od razu się uciszył.
-Żeby mi to było ostatni raz!- krzyknął, a my spojrzałyśmy się na siebie i wybuchłyśmy gromkim śmiechem.

            Schodząc po stopniach prowadzących na plażę, Sakura zostawiła mnie gdzieś w tyle i uradowana niczym dziecko biegła przez plażę, aż jej stopy dotknęły wód Oceanu Spokojnego. Uśmiechnęłam się widząc to.
-Wygląda jak dziecko, które pierwszy raz w życiu widzi Ocean na oczy.-zauważył Sasuke stając obok mnie. Sakura w letniej wiśniowej sukni wyglądała niesamowicie pięknie, a blask bijący z jej oczu był czystą radością.
-Bo tak jest. Sakura nigdy nie ruszyła się z Waszyngtonu, a dzieciństwa w Japonii nie pamięta. Nie miała tyle szczęścia do facetów, co ja.- moja przyjaciółka weszła tak głęboko do wody, że nadchodząca fala zmoczyła ją po sam pas, a ona pisnęła. Oboje z Sasuke zaśmialiśmy się widząc to.
-Co masz na myśli, mówiąc to?- przyjrzałam się twarzy Sasuke. Pierwszy raz w życiu widziałam, żeby przyglądał się komuś z taką pasją.
-Cóż, pierwszy chłopak, z którym się spotykała wykorzystał ją i zostawił. Następni nie byli lepsi. Później to Sakura zmieniła stronę. Bawiła się i porzucała wszystkich facetów z jakimi się spotykała. Wszyscy skupiali się tylko na tym, aby owinąć ją sobie wokół palca, ale więcej na to nie pozwoliła. Zamknęła się na miłość.
-Dlaczego tak bardzo chcieli ją mieć dla siebie?- zapytał i spojrzał centralnie na mnie.
-Też się nad tym zastanawiałam, aż pewnego razu jeden z jej facetów upił się i zaczął żalić akurat mi. Powiedział, że moja przyjaciółka jest wyjątkowa, radosna, pełna życia, piękna.
-Ma w sobie coś...-powiedział i z powrotem zaczął przyglądać się Sakurze, która w mokrej sukience zaczęła z powrotem kierować się w naszą stronę. Uśmiechnęłam się i gestem przywołałam Sasuke. Pochylił się w moją stronę.
-Powiedział też, że nigdy w życiu nie miał w łóżku tak dzikiej i szalonej kochanki.- Sasuke poderwał się z wielkim rumieńcem na twarzy, a ja wybuchłam śmiechem.- Wydaje mi się, że też wpadłeś jej w oko. Nic nie stracisz jeśli spróbujesz. Tylko Sasuke...
-Tak?
-Jeśli złamiesz jej serce, zaufaj mi, że nie będzie dla ciebie litości z mojej strony.-powiedziałam to tak poważnym tonem, że Sasuke jedynie kiwnął głową.

            Wchodząc do chłodnych wód Oceanu Spokojnego poczułam się cudownie. Nabrałam powietrza w płuca i zanurkowałam przepływając pod wodą. Oblizałam usta i skrzywiłam się czując słony smak. Chwilę posiedziałam w wodzie, a potem powoli wyszłam na brzeg. Ze słonecznej pogody skorzystało wiele osób, a ja widząc spojrzenia chłopaków kierowane w moją stronę uśmiechnęłam się. Miałam na sobie nowe bikini, a ciało katowane wieloletnimi treningami wyglądało jak malowane. Odrzuciłam włosy na plecy i niczym bohaterka Słonecznego Patrolu wróciłam na swoje miejsce na kocu.
-Tym chłopcom po lewej chyba spodobało się twoje nowe bikini.- zauważyła Sakura, a ja głośno się zaśmiałam.
-Też tak myślę. Masz może ochotę na coś słodkiego? Ja z wielką chęcią zjadłabym loda.-mruknęłam i przeczesałam włosy palcami.
-Robi się gorąco, laski będą wcinały lody.-powiedział Kankuro, a my z Sakurą parsknęłyśmy.
-Ktoś jeszcze chce żebym kupiła mu... coś słodkiego?-zapytałam, aby pytanie nie zabrzmiało dwuznacznie. Nagle w górę podniosło się około dziesięciu sztuk rąk, a ja się skrzywiłam.-Musze poprosić matkę naturę o dodatkową parę rąk.
-Ja z tobą pójdę. I tak muszę kupić Temari balsam przeciwsłoneczny.-Gaara wstał, a ja o mały włos nie padłam trupem.
            On nie mógł być prawdziwy. To było absolutnie niemożliwe, aby był prawdziwy. Jego ciało wyglądało jakby wyszło spod ręki artysty. Szybko zlustrowałam go od góry do dołu czując rozchodzące się po podbrzuszu ciepło. Szerokie umięśnione ramiona, wyrzeźbiony tors, idealnie płaski i umięśniony brzuch. Mój wzrok powędrował jeszcze niżej, ale szybko przywróciłam się do porządku.
-Jasne. Dzięki.- uśmiechnęłam się i wstałam o mały włos nie zabijając się o własne nogi. Szybko wyszukałam portmonetkę w torbie, a potem idąc obok Gaary pomaszerowaliśmy do budek z przekąskami.

            Kolejka do lodów była dość długa. Westchnęłam niepocieszona.
-Czyżby ktoś tutaj należał do osób niecierpliwych?
-Żebyś wiedział.- mruknęłam.
-Masz ładny kostium. To nowy?- zapytał i zlustrował mnie wzrokiem. Wywołało to ostry rumieniec na moich policzkach.
-Zaczynam zastanawiać się, czy aby przypadkiem nie jesteś gejem. Pierwsze co zauważył Sai, kiedy mnie w tym zobaczył to moje cycki i tyłek.- Gaara przez chwilę wpatrywał się we mnie, a potem zaczął śmiać się tak głośno, że kilka osób z kolejki (głownie dziewczyny) zaczęło się nam przyglądać.
-Zaufaj mi, że moja dziewczyna w życiu nie nazwałaby mnie gejem.- zrobiłam się pochmurna słysząc, że ma dziewczynę.
-A... Więc jesteś zajęty. W takim razie cofam wszystko.- mruknęłam i odwróciłam wzrok.
-Nie. Nie jestem. Od kilku... nastu miesięcy nie. Ale musiałem jakoś się wybronić. Mina ci zrzedła, kiedy powiedziałem, że mam pannę. Zapewne ciężko ci przełknąć fakt, że jestem w stu procentach hetero.-uśmiechnął się, a ja nie wiedząc dlaczego poczułam ulgę.
            Kiedy przyszła nasza kolej zamówiłam piętnaście waniliowych rożków, a chłopak który je robił zrobił wielkie oczy. Zaczął kręcić pierwszego loda, a ja podałam go Gaarze. Drugiego wzięłam sobie. Wszystkie kolejne chłopak wkładał do tekturowego pudła, a kiedy skończył podał mi je. Zapłaciłam i z wielkim uśmiechem podziękowałam.
-Pobrudziłaś się.-powiedział Gaara i zatrzymał mnie w pół kroku.
-Och. Gdzie?- zapytałam i zaczęłam wycierać się wokół ust.
-Tutaj.- mruknął i pochylił się nade mną, a potem starł kciukiem trochę waniliowej masy z mojego policzka. Poczułam dreszcz przebiegający po skórze. Patrząc mi głęboko w oczy zlizał krem z kciuka, a moje podbrzusze dosłownie oszalało widząc ruch jego języka na palcu.- To chyba najlepsze lody waniliowe jakie w życiu jadłem.
-Też mi smakują... Miałeś jeszcze kupić krem przeciwsłoneczny. To w tamtą stronę.- mruknęłam pokazując mu stragan, przy którym nie było ludzi.
-A, fakt. Pójdziesz ze mną, czy mam iść sam?
-Chodźmy. Te kilka minut więcej nie zrobi różnicy.

            Kiedy wróciliśmy na miejsce Sakura pierwsza wyskoczyła w naszą stronę.
-Już myślałam, że sama kręciłaś te lody. Nie było was pół godziny.- mruknęła i sięgnęła do kartonowego pudełka. Całe szczęście rożki zachowały się niemal w nienaruszonym stanie.
-Gaara, mógłbyś pójść do samochodu po mój telefon? Zapomniałem go.-Kankuro szukał czegoś w kieszeniach swoich spodni.
-Tak, pójdę.-mruknął i zaczął kierować się w stronę wyjścia z plaży.
-Saro! Przypomniałam sobie, że zostawiłam w samochodzie moje paero, wiesz, to wiśniowe, które kupiłam do sukni. Mogłabyś mi  je przynieść?- zmarszczyłam czoło i zaczęłam się jej przyglądać jak jakiejś wariatce.
-Możesz wziąć moje... Przecież i tak...-zaczęłam, ale Sakura zaczęła wciskać mi w ręce moją chustę i kluczyki od auta.
-Twoje przyda ci się kiedy będziesz szła po moje. Proszę!- uśmiechnęła się do mnie szeroko, a ja nie chcąc dłużej słuchać jej debilizmów ubrałam klapki na nogi i skierowałam się w stronę, w którą chwilę wcześniej poszedł Gaara.

            Dogoniłam go w jednej trzeciej drogi.
-A ty po co wędrujesz?- zapytał i uśmiechnął się do mnie.
-Sakura poprosiła mnie, żebym przyniosła jej pearo. Zapomniała go z samochodu.- wzruszyłam ramionami.
-Paero? Co to do licha jest?
-To, co mam na biodrach.-wskazałam palcem szafirową chustę przepasaną wokół bioder, jednak zauważyłam, że Gaara nawet jej nie zauważył. Wpatrywał się przez chwilę w mój biust.
-Ahm. Tak... Bardzo ładne... Paero.- widząc jego lekko zakłopotaną minę myślałam, że udławię się od powstrzymywanego śmiechu.

            Przy samochodach rozdzieliśmy się. Jak głupia zaczęłam szukać chusty Sakury po całym samochodzie, ale nie mogłam jej znaleźć. Klęcząc na kanapach i szukając pod fotelami poczułam na sobie czyiś wzrok. Zerwałam się do góry i przyrżnęłam w dach klnąc siarczyście.
-Nic ci nie jest?- Gaara podał mi rękę i pomógł wysiąść z auta. Rozmasowywałam obolałą głowę wyczuwając niewielkiego guza.
-Nie. Wszystko ok. Przyzwyczaiłam się do takich kontuzji.-mruknęłam.
-Często szukasz zgubionych rzeczy w samochodzie?- zapytał i oparł się jednym ramieniem o bok mojego auta. Uśmiechnęłam się pod nosem i jakby od niechcenia machnęłam ręką.
-Nie. Kiedy zapominam się podczas seksu nawet dość wysokie auto jest dla mnie za niskie.- posłałam mu słodkie spojrzenie, a on zaczął wpatrywać się we mnie. Jego oczy zaczęły ciemnieć.
-A miałem cię za taką grzeczną i nieśmiałą dziewczynkę, kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem.- jego głos był zabarwiony chrypą.
-Pozory mylą.-wzruszyłam ramionami. Gaara zrobił krok w moją stronę, a ja poczułam jak moje serce zaczyna walić jak szalone. Zaczęłam domyślać się, dlaczego Sakura wysłała mnie do auta. I wcale nie chodziło jej o tą głupią chustę.
            Gaara pochylił się w moją stronę, a ja poczułam zapach słonej oceanicznej wody, piasku i słońca. Odgarnął moje włosy na plecy, a kiedy musnął moją skórę swoją dłonią mimowolnie zadrżałam i przygryzłam usta. Uśmiechnął się, kiedy to zobaczył i tak jak wtedy w kuchni uwolnił moją wargę spod nacisku zębów.
-Szkoda twoich ust na takie coś.- mruknął i pochylił się tak, że niemal stykaliśmy się nosami. Moje podbrzusze pulsowało jak nigdy, a krew w uszach szumiała tak głośno, że przestałam słyszeć dźwięki dookoła.
-A na co ich nie szkoda?- przewróciłam oczami, a Gaara uśmiechnął się tak szeroko, jakby oczekiwał na zadanie takiego pytania.
-Na co? Na to.- mruknął i przyciągnął do siebie moją twarz.
            Jęknęłam, kiedy nasze usta się ze sobą zetknęły. Wplotłam palce w jego włosy i mocniej przyciągnęłam do siebie. Objął mnie w pasie i szybkim ruchem podsadził w taki sposób, że oplotłam go nogami wokół bioder. Usiadł na fotelu w moim aucie. Poczułam jak jego język przesuwa się po mojej dolnej wardze. Szerzej otworzyłam usta, a kiedy to zrobiłam Gaara splótł ze sobą nasze języki.
            Niezbyt przepadałam za tą formą pocałunków, ponieważ mój były robił to zbyt brutalnie i natarczywie. Jednak Gaara był inny. Jego pocałunek sprawiał, że czułam pulsowanie ciągnące się od podbrzusza, aż do moich najczulszych miejsc. Jego dłonie wędrowały po moich plecach, drażniąc skórę, a mi nagle zamarzył się dziki, namiętny seks na tylnym siedzeniu auta. Jego usta powoli skierowały się na moją szyję, a kiedy gorący oddech w połączeniu z językiem dotknął skóry myślałam, że oszaleję. Odgięłam głowę drżąc na całym ciele i mocno zaciskając wargi. Oddychałam płytko i szybko. Poczułam jego dłonie przesuwające się na mój brzuch, a potem powoli coraz wyżej. Kiedy ścisnął piersi z moich ust wydobyło się głośne Och. Czułam napierający na moje krocze wzwód, a kiedy przesunęłam  biodra dla wygodniejszej pozycji Gaara warknął gardłowo. Wrócił ustami do moich warg i złapał za sznurek od swoich spodenek.
-Jeżeli już tak wam się śpieszy to chociaż zamknijcie drzwi, co?- podskoczyłam i znowu uderzyłam głową w dach.
-Shikamaru, ty zawsze wiesz kiedy przyjść.- Gaara warknął poirytowany. Wysiadłam z auta i wilkiem spojrzałam się na chłopaka.
-Masz chyba jakiś radar, który wyczuwa kiedy jesteśmy blisko siebie.- powiedziałam i poprawiłam stanik od stroju.
-Nie. Domyślałem się po co Sakura wysłała cię do auta. Chwilę później niby przypadkiem znalazła to pa... coś tam na dnie torby. Wyszedłem wcześniej, żeby ewentualnie was ostrzec. Zbieramy się do domu. Od wschodu idą czarne chmury.- dopiero teraz zauważyłam, że przez ramię miał przewieszoną torbę.- Jakby nie patrzeć mogłoby to być niezręczne, gdyby ktoś nakrył was na szybkim numerku w aucie.
-Dzięki.-mruknęłam czując ulgę. Gdyby którekolwiek z moich znajomych, nawet Sakura, zastała mnie w takiej sytuacji chyba spaliłabym się ze wstydu.
-Nie ma za co. Lepiej jedź ostrożnie. Widziałem twoje popisy i muszę przyznać, że świetnie jeździsz, ale w deszczu lepiej tego unikać.

            Kiedy cała reszta przyszła obładowana siatkami Sakura podeszła do mnie z uśmiechem na ustach i wręczyła mi mój kosz.
-Mam nadzieję, że krótkie rendez-vous z tym słodkim ciachem dobrze ci zrobiło?-zapytała i dwuznacznie poruszyła brwiami.
-Wiedziałam, że nie chodziło o tą chustę! Nie, nie zrobiło. Tylko pogorszyło moją frustrację.-mruknęłam, kiedy pakowałam torby do bagażnika.
-Rozumiem, że dobrze całuje?
-Cholera, Sakura. Czy ja jestem, aż tak przewidywalna?- mruknęłam i przetarłam twarz.
-Absolutnie. Tylko pan ciacho przygląda ci się już od jakiegoś czasu. Uznałam, że dobrze byłoby wam pomóc, żebyście mieli dla siebie chwilę czasu sam na sam.
-Wariatko, o mały włos ta chwila sam na sam nie skończyłaby się seksem w tym aucie, więc następny razem zrób to, kiedy będziemy w domu.- na moje słowa zmarszczyła brwi.
-Wow. Ty chyba serio musisz być nabuzowana. Nigdy wcześniej nie dałaś tak ponieść się emocjom. Nawet z Martinem.- rozszerzyłam oczy ze zdziwienia.
-Gaara, on jest... Różnią się. On i Martin. Nie wiem dlaczego, ale Martin nigdy tak na mnie nie działał.
-Może czas znaleźć sobie inny obiekt westchnień?- zapytała, a ja odruchowo spojrzałam na chłopaka z czerwonymi włosami, który pakował torby do auta.
            Ścisnęło mnie w dołku, kiedy przypomniałam sobie jego rozpalone usta i zwinny język.
-O matko, ale się zaczerwieniłaś.
-Dobra! Czas na nas! Jeśli chcemy chociaż kawałek trasy przejechać po suchym asfalcie nie ma czasu na pogaduchy!-krzyknęłam jak jakaś idiotka i obeszłam auto stając przy drzwiach kierowcy.
-A tobie co się stało?-zapytał Sasuke podchodząc do mnie.
-Zapewne Sara chce jeszcze trochę poszaleć... na drodze.- powiedział Shikamaru z głupim uśmiechem, a ja "niechcący" nadepnęłam mu na stopę. Stęknął z bólu.
-Oj! Przepraszam!- powiedziałam ostro.
-Nie szkodzi. Masz rację, czas zbierać się do domu. Choji, Ino, wsiadajcie. Im szybciej się zbierzemy tym lepiej.-powiedział, a potem pierwszy wsiadł do samochodu. Za nim zrobili to jego znajomi, później Saki, a na końcu ja. Kiedy w końcu ruszyłam, zrobiłam to tak gwałtownie, że wzbiłam tumany kurzu.

            Dopiero wyjeżdżając na autostradę poczułam, że znowu zaczynam być opanowana. Głęboko odetchnęłam i jeszcze mocniej wcisnęłam pedał gazu zostawiając resztę ekipy daleko w tyle.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8