Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 7
Po
wysłuchaniu tego, co miałam do powiedzenia Itachi wpatrywał się we mnie jak w
kogoś nienormalnego.
-Czy
ty wiesz, że to igranie z ogniem? Prezes wytwórni jest tak grubą rybą, że
mógłby nas zjeść na śniadanie.- powiedział, a ja uśmiechnęłam się z zadziornym
błyskiem w oku.
-Cóż,
niech spróbuje. Jestem w stanie stanąć mu w gardle lub wywołać zgagę. Jestem
niemal tak pewna jego reakcji, jak tego, że akurat w tym momencie bije mi
serce.
-Niby
dlaczego jesteś tego tak pewna? Codziennie zgłasza się do niego kilkaset osób
marzących o karierze muzycznej.-powiedział Sasuke i prychnął pod nosem.
-Właśnie
dlatego, że ja o tej karierze nie marzę. Z kolei ta gruba ryba dostrzegła w nas
coś, co zapewne pozwoliłoby mu zdobyć miliony dolarów, gdyby udało nam się
wygrać konkurs.
-Więc,
co dokładnie zamierzasz zrobić?- zapytała Sakura.
-Odmówić.
Napisać, że dziękuję za wyróżnienie, ale moje sumienie nie pozwala mi przyjąć
go przez wzgląd na to, że nie jest ono zgodne z regulaminem.-powiedziałam
luźno.
-Igrasz
z ogniem. Wielkim ogniem. Ogromnym ogniem!-powiedział Deidara rozszerzając ręce
i próbując zobrazować to, o co mu chodzi.
-Doskonale
zdaję sobie z tego sprawę. Znam jednak swoje możliwości związane z muzyką. I
wiem, że ten facet również je dostrzegł. Jestem dla niego kimś w rodzaju worka
z pieniędzmi.
-Skąd
ta pewność?- Shikamaru również wpatrywał się we mnie z dość dużą konsternacją.
-Cóż,
mój chłopak, a raczej były chłopak powiedział mi kiedyś, że podejmuję decyzję,
których on absolutnie się nie spodziewał.
-W
jakim sensie?
-W
takim, że potrafił wykupić dla nich wycieczkę na Karaiby, a Sara oznajmiała mu,
że ma w tym czasie plany. Kiedy pytał jakie, okazywało się, że jest to nudny
weekend z książką i kubkiem herbaty, albo wyjście do wesołego miasteczka, albo
po prostu byczenie się od rana do wieczora i wpatrywanie w sufit. Kiedy zrobiła
tak pierwszy raz, a była to chyba wycieczka do Arizony, przyjechał, żeby
sprawdzić czy przypadkiem go nie zdradza. Kiedy zobaczył i ją i mnie w
rozciągniętym dresie i maseczce z błota na twarzy wyglądał tak, jakby co
najmniej zobaczył słonia tańczącego balet.
-Co
to ma do rzeczy? Nie widzę powiązania.- powiedział znudzonym tonem Sasuke.
-Znaczy
to tyle, że Sara nie należy do osób przewidywalnych. Martin nie mógł wyjść z
podziwu, że wycieczka do Arizony okazała się mniej interesująca od nudnego
weekendu z przyjaciółką. To właśnie po tym wydarzeniu pierwszy raz powiedział
ci, że cię kocha, prawda?
-Prawda.-
uśmiechnęłam się pod nosem na to wspomnienie.
-Ile
razy wykręciłaś mu takie numery?- zapytał rozbawiony Itachi.
-Czekaj.
Pierwszy kiedy zaproponował weekend na jego farmie, a ja wybrałam głupi film w
kinie. Drugi, kiedy zaproponował mi romantyczną kolację, a ja pojechałam z
Sakurą na rodeo i tarzałyśmy się w błocie. Trzeci, kiedy bez mojej wiedzy
wynajął pokój w hotelu żeby uczcić naszą pierwszą rocznicę. Jacuzzi i płatki
róż są dla mnie zbyt oklepane. Wolałam skok na bungee, a on z ciężkim sercem
odmawiał rezerwacji. Czwarty, kiedy chciał mi zafundować skok ze spadochronem,
a ja powiedziałam, że chcę iść na watę cukrową i posiedzieć w National Mall.
Piąty, kiedy skrytykował mój kolor paznokci, a ja na następną randkę ubrałam na
siebie sukienkę w tym kolorze, a oprócz tego pomalowałam paznokcie i usta na
ten odcień. O cieniu do powiek nie wspomnę... Boże, jaka ze mnie wredna suka.-
powiedziałam tak nagle, jakbym zdała sobie sprawę z tego, że przez trzy lata
związku dość często robiłam Martinowi na złość. Wywołałam śmiech wszystkich
zebranych.
-Raczej
skuteczna. Nigdy nie spojrzał na inną. Ale odbiegamy od tematu. Rozumiem, że
według twojej opinii prezes zachowa się podobnie do Martina, tak?-kiwnęłam
głową.
-Zachowa
się tak samo. Tak, jak Martin do przewidzenia latał za mną jeszcze bardziej,
tak prezes będzie chciał mnie w tym konkursie licząc, że go wygram.
-Mam
nadzieję, że nie pomylisz się w swoich osądach. Inaczej spotkałoby nas coś
strasznego.
-Itachi,
nic gorszego niż okres mojego dzieciństwa i to, co w nim przeżyłam nie może
mnie już spotkać. Jeżeli się nie uda, obiecuję, że zrobię wszystko, aby to
naprawić. Tylko przez wzgląd na was. Mi wcale nie zależy na żadnym konkursie.
Wygrałam ich już w swoim życiu wystarczająco dużo.
-Ufamy
ci. I liczymy na to, że jednak się nie pomyliłaś.
-Patrząc
na nią sądzę, że wie, co robi.-niespodziewanie powiedział Gaara, a wszyscy
odwrócili się w jego stronę.
-Jesteś
tego pewien?-zapytał jego brat.
-Wredne
suki zawsze dostają to, czego chcą.-uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam
uśmiech czując rozchodzące się w podbrzuszu ciepło.
Zaczęłam zastanawiać się nad tym, że
jedną z tych nielicznych rzeczy, które w tym momencie chciałabym mieć, to uwaga
tego chłopaka.
Kiedy tydzień później wróciliśmy do
prób mój głos okazał się bardzo rozleniwiony, a ja potrzebowałam ponad godziny,
żeby ustawić go na właściwe tory. Śpiewając Beautiful Christiny
Aguilery czułam się jak nowo narodzona. Itachi zaczął grać na gitarze Cryin Aerosmith,
a ja zaczęłam się śmiać.
-No
co? Dasz radę zaśpiewać?-kiwnęłam głową, a potem do Itachiego dołączyły się
inne instrumenty.
Jakoś w połowie drugiej zwrotki do
garażu wpadł Sasuke. Blady jak kreda.
-Chodźcie
do salonu. W tej chwili.-powiedział, a my nie wiedząc o co chodzi poszliśmy za
nim.
W salonie czekał na nas młody
chłopak ubrany w drogie, markowe ubrania. Na jego lewym nadgarstku błyszczał
zegarek wart więcej niż samochód mojego kuzyna. Miał krótkie brązowe włosy,
zielone oczy i przystojną twarz. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko.
Stanął na przeciwko mnie i lekko się ukłonił.
-Ty
jesteś Sara Iregiro, prawda?-miał głos o barwie barytonu.
-Skąd
znasz moje imię?-zapytałam i lekko skinęłam głową. Wtedy uśmiech chłopaka stał
się jeszcze szerszy.
-Cóż,
po otrzymaniu twojego listu bardzo chciałem się z tobą spotkać. Nigdy nie
spotkałem kogoś tak zuchwałego, kto odmówiłby przyjęcia udziału w konkursie
Młodych Talentów. W dodatku kogoś, z takim talentem jak twój.-uniosłam wysoko
brwi.
-Pan
Fujimaki?- zapytałam, a mój głos wydał mi się w tym momencie odległy o setki
kilometrów.
-We
własnej osobie. Wyglądasz, jakbyś nie wierzyła, że to ja.
-Bo
nie wierzę. Wyglądasz jak ktoś ledwo po dwudziestce.-mruknęłam i zaczęłam
przyglądać się chłopakowi z dużą konsternacją na twarzy. Zaśmiał się, co
jeszcze odjęło mu lat.
-To
prawda. Niedawno skończyłem dwadzieścia pięć lat. Ale wracając do tematu.
Zastanawiałaś się nad tym, co piszesz, kiedy przykładałaś długopis do papieru?
Mi nie wolno odmawiać. Ty to zrobiłaś.-podszedł do mnie tak blisko, że stało
się to dla mnie bardzo niekomfortowe.
-Tego,
że nie mogę odmówić nie było w regulaminie, ale skoro mi pan nie wierzy powiem
to teraz. Ani ja, ani mój zespół nie weźmiemy udziału w konkursie. Może teraz
będzie to dla pana bardziej czytelne.-wzruszyłam ramionami, a chłopak
przyglądał mi się z niedowierzaniem.
-Możesz
podać mi choć jeden powód, dla którego nie chcesz tego zrobić? Specjalnie dla
ciebie nagiąłem regulamin.
-Mam
paść do pana stóp w ramach wdzięczności?-zapytałam ironicznie, co spowodowało
jeszcze większy zamęt na twarzy chłopaka. Przyglądał mi się jakby nie wierzył w
to, co słyszy.
-Czy
ty wiesz z kim rozmawiasz?-zapytał, jakby próbując zastraszyć mnie swoją
pozycją. Prychnęłam pod nosem.
-Oczywiście.
Z prezesem wytwórni Tokio Music Center. Sam przyjechał pan do mojego domu, żeby
porozmawiać o moim liście.- uśmiechnęłam się szeroko, a chłopak na chwilę
stracił język w gębie. Odchrząknął i po chwili zabrał głos.
-Właśnie,
napisałaś mi, że nie masz zamiaru brać udziału w konkursie, ponieważ ktoś
zgłosił uczestnictwo za ciebie, bez twojej wiedzy. Na dodatek napisałaś, że nie
możesz tego zrobić, ponieważ nie była to twoja własna piosenka. Chciałbym,
żebyś zaśpiewała mi inną, ale również nie twoją piosenkę.
-Nie
gram na zawołanie. To nagranie, które pan dostał było czymś w rodzaju
zakładu.-prezes westchnął głośno, a ja wiedziałam, że jego cierpliwość znajduje
się na wyczerpaniu.
-Proszę...-to
słowo przeszło mu przez gardło ciężko, jak suchy kawałek chleba.- Proszę cię,
żebyś zaśpiewała mi jakiś inny cover. Najlepiej innego wykonawcy.
-Mam
kilka warunków.-powiedziałam.
-Słucham?
Stawiasz mi...
-Musiał
pan wyrzucić jeden z zespołów, aby dopuścić mój. Kogo pan wyrzucił?-zapytałam.
-To
ściśle tajne. Nie mogę ci tego...
-Itachi,
wracamy na próbę. Szkoda naszego czasu.-mruknęłam i odwróciłam się na pięcie.
-The
Nightmare. Tak nazywał się zespół, który odrzuciliśmy na twoją korzyść.-
Itachi i Sasuke przeklęli siarczyście, kiedy to usłyszeli. Nie dziwiłam się.
Tak nazywał się zespół Sasuke.
-Prosiłabym,
aby przywrócił ich pan do konkursu.
-Posłuchaj
mnie. Nie wiem, za kogo się masz stawiając mi takie warunki, ale...
-Doskonale
wiem po co pan przyjechał. Przekonywać mnie, że mój udział w konkursie jest
niezastąpiony. Ja z kolei doskonale wiem, że chodzi panu o pieniądze, które
mógłby pan na mnie zbić. Nawet, jeśli nie wygram konkursu podeśle pan jakiegoś
producenta z pańskiej wytwórni, który z wielką chęcią weźmie mnie i mój zespół
pod swoje skrzydła, zgadłam?- omal nie zwaliłam faceta z nóg swoją bezpośredniością.
-Musisz
być bardzo doświadczona przez życie. Racja. Mam taki plan.
-Więc
przystąp na moje warunki.- hardo powiedziałam i spojrzałam się chłopakowi w
oczy.-Wezmę udział w konkursie tylko wtedy, kiedy pozwolisz zagrać
zespołowi The Nightmare. To mój warunek. Jedyny i nieodwołalny.
-Nie
wiem dlaczego tak o nich walczysz, ale jeżeli to wszystko to nie ma problemu.
Wytwórnia należy do mnie, więc kolejne nagięcie regulaminu również nie będzie
problemem. Czy teraz doczekam się tego występu, czy raczej masz zamiar oblać
mnie smołą i wytarzać w pierzu?
-Niestety,
ale nie mam akurat smoły w swoim asortymencie. Zapraszam do garażu. Właśnie tam
ćwiczymy.
Chłopak usiadł na fotelu, który
służył nam jako podstawka na instrumenty, lub po prostu zwykły fotel do
odpoczynku w trakcie przerwy w próbie.
-Itachi,
zagraj Fighter, śpiewałam już dzisiaj Christinę. Myślę, że
będzie to najlepszy kawałek.-mój kuzyn kiwnął głową i podszedł do chłopaków,
aby uzgodnić kawałek. Ja z kolei podeszłam do Sakury i podałam jej
mikrofon.-Przepraszam, że o to proszę, ale bądź moim chórkiem.
-Jasne.
Cholera, tak się stresuję... Boję się, że kiedy tylko otworzę usta nie będę w
stanie śpiewać.
Dodatkowym stresem był dla nas fakt,
że do garażu wszedł Sasuke razem z Shikamaru i Naruto. Zaraz za nimi Sai,
Kankuro i Gaara. Omal nie jęknęłam widząc tego ostatniego. Od naszych
pamiętnych chwil sam na sam w kuchni nie mieliśmy okazji porozmawiać w cztery
oczy.
-Saro,
jesteś gotowa?-zapytał Itachi, a ja wróciłam na miejsce i stanęłam przy
statywie. Zauważyłam, że Sakura jest nienaturalnie blada.
-Jasne.-
powiedziałam i przełknęłam ślinę.
Ta piosenka była dużo gorsza
od Beautiful i zmuszała mnie do wchodzenia na wysokie, a
potem szybko schodzenia na niskie, dźwięki. Dałam się ponieść jak zawsze, kiedy
śpiewałam. Kiedy przeszło do krzyku udało mi się zrobić charakterystyczną
chrypę. Sakura również świetnie dawała sobie radę.
Po ostatnich dźwiękach przybiłam z
Sakurą piątkę. Nie miałam pojęcia jakie wymagania ma ten palant z wytwórni, ale
ja byłam zadowolona z występu. Kiedy Keita zaczął bić brawa, uznałam, że jemu
również musiało się spodobać.
-Świetnie.
Liczę na równie dobry występ podczas konkursu.-siedział na fotelu i wpatrywał
się we mnie niczym rekin w upatrzoną wcześniej rybę.
-Na
konkursie nie wolno śpiewać coverów. Nie obiecuję, że pójdzie mi równie
świetnie.
-W
takim razie będzie to kolejna zasada, którą nagnę.- uśmiechnął się i podszedł
do mnie.
-W
takim razie postaram się najlepiej jak umiem.
-Mam
nadzieję. Cóż. Czas już na mnie. Do zobaczenia już niedługo.-zamiast normalnie
się ukłonić złapał moją dłoń i pocałował jej wierzch. Wysoko uniosłam brwi
widząc to, a Keita opuścił garaż bez słowa przez główne wyjście.
-Coś
czuję, że spodobał mu się nie tylko twój głos.-zażartowała Sakura, a ja
zmierzyłam ją zimnym spojrzeniem.
-A
to mnie nazwał zuchwałą.- powiedziałam wściekła na siebie.
Poczułam na sobie czyjeś spojrzenie.
Niemal od razu skierowałam swój wzrok na Gaare. Wyglądał jak ktoś nieziemsko
wkurzony wpatrując się we mnie.
Kilka dni później dostałyśmy z
Sakurą propozycję, aby razem z chłopakami pojechać na plażę kawałek od Zatoki
Tokijskiej. Zgodziłyśmy się bez namysłu, a ja bardzo chciałam wypróbować nowy
prezent od wujków. Piękne sportowe Audi.
Z samego rana spakowałyśmy torby do
samochodu i na pięć samochodów skierowaliśmy się w stronę autostrady. Jak na
złość musiałam wieźć Shikamaru i jego kolegę o imieniu Choji. Razem z nami
jechała też jakaś ich koleżanka o imieniu Ino.
Wlokłam się niemiłosiernie za
Naruto, który pożyczył samochód od swojego ojca chrzestnego i uważał na niego
jak na jajko.
-Boże!!!
Zabiję go!!!- krzyknęłam i podkręciłam radio, w którym akurat leciała
piosenka Teenage Dream Katy Perry.
Wsiadłam Naruto na ogon, a on widząc
to zjechał na prawy pas ustępując mi miejsca. Wcisnęłam gaz i przyśpieszyłam
wyprzedzając go. Zaraz po nim minęłam auto Sasuke, który bardzo zdziwiony
spojrzał się na mnie, kiedy przejeżdżałam obok niego. Pomachałam mu i zaczęłam
wyprzedzać auto Itachiego. Kiedy zostało mi tylko auto które prowadził Gaara,
rozdzwonił się mój telefon. Sakura odebrała i włączyła na głośnik.
-Co
to ma być?! Itachi kazał nam się trzymać dozwolonej prędkości.-wściekły głos
Sasuke rozniósł się po samochodzie.
-A
ty się go słuchasz?-zapytałam. Wtedy w telefonie usłyszałam dźwięk zakończonej
rozmowy, a chwilę po nim we wstecznym lusterku zauważyłam samochód Sasuke.
Szeroko się uśmiechnęłam.-Dziecinny jak zawsze.
Ścigaliśmy się do samej Zatoki
Tokijskiej, a ja bawiłam się jak nigdy wcześniej. Sakura siedziała odprężona,
mimo tego, że o wiele za bardzo przekroczyłam dozwoloną prędkość. Była do tego
przyzwyczajona już od samego początku.
Wjeżdżając do malowniczego lasu
usytuowanego kawałek od plaży wzbiłam tumany kurzu. Byłam pierwsza, a za mną
Sasuke. Kiedy już wszyscy zjawili się na parkingu Itachi zaparkował i czerwony
z wściekłości wysiadł z samochodu. Podszedł do mnie i do Sasuke, z którym
rozmawiałam.
-Co
to miało być?! O czym rozmawialiśmy przed wyjazdem? Trzymamy się wyznaczonej
prędkości. Wiesz, co by się stało, gdybyś miała wypadek?! Jechałaś jak szatan!
-Zawsze
tak jeździ. Martin ją tego nauczył.- Sakura uśmiechnęła się do mojego kuzyna
tak słodko, że ten od razu się uciszył.
-Żeby
mi to było ostatni raz!- krzyknął, a my spojrzałyśmy się na siebie i wybuchłyśmy
gromkim śmiechem.
Schodząc po stopniach prowadzących
na plażę, Sakura zostawiła mnie gdzieś w tyle i uradowana niczym dziecko biegła
przez plażę, aż jej stopy dotknęły wód Oceanu Spokojnego. Uśmiechnęłam się
widząc to.
-Wygląda
jak dziecko, które pierwszy raz w życiu widzi Ocean na oczy.-zauważył Sasuke
stając obok mnie. Sakura w letniej wiśniowej sukni wyglądała niesamowicie
pięknie, a blask bijący z jej oczu był czystą radością.
-Bo
tak jest. Sakura nigdy nie ruszyła się z Waszyngtonu, a dzieciństwa w Japonii
nie pamięta. Nie miała tyle szczęścia do facetów, co ja.- moja przyjaciółka
weszła tak głęboko do wody, że nadchodząca fala zmoczyła ją po sam pas, a ona
pisnęła. Oboje z Sasuke zaśmialiśmy się widząc to.
-Co
masz na myśli, mówiąc to?- przyjrzałam się twarzy Sasuke. Pierwszy raz w życiu
widziałam, żeby przyglądał się komuś z taką pasją.
-Cóż,
pierwszy chłopak, z którym się spotykała wykorzystał ją i zostawił. Następni
nie byli lepsi. Później to Sakura zmieniła stronę. Bawiła się i porzucała
wszystkich facetów z jakimi się spotykała. Wszyscy skupiali się tylko na tym,
aby owinąć ją sobie wokół palca, ale więcej na to nie pozwoliła. Zamknęła się
na miłość.
-Dlaczego
tak bardzo chcieli ją mieć dla siebie?- zapytał i spojrzał centralnie na mnie.
-Też
się nad tym zastanawiałam, aż pewnego razu jeden z jej facetów upił się i
zaczął żalić akurat mi. Powiedział, że moja przyjaciółka jest wyjątkowa,
radosna, pełna życia, piękna.
-Ma
w sobie coś...-powiedział i z powrotem zaczął przyglądać się Sakurze, która w
mokrej sukience zaczęła z powrotem kierować się w naszą stronę. Uśmiechnęłam
się i gestem przywołałam Sasuke. Pochylił się w moją stronę.
-Powiedział
też, że nigdy w życiu nie miał w łóżku tak dzikiej i szalonej kochanki.- Sasuke
poderwał się z wielkim rumieńcem na twarzy, a ja wybuchłam śmiechem.- Wydaje mi
się, że też wpadłeś jej w oko. Nic nie stracisz jeśli spróbujesz. Tylko
Sasuke...
-Tak?
-Jeśli
złamiesz jej serce, zaufaj mi, że nie będzie dla ciebie litości z mojej
strony.-powiedziałam to tak poważnym tonem, że Sasuke jedynie kiwnął głową.
Wchodząc do chłodnych wód Oceanu
Spokojnego poczułam się cudownie. Nabrałam powietrza w płuca i zanurkowałam
przepływając pod wodą. Oblizałam usta i skrzywiłam się czując słony smak.
Chwilę posiedziałam w wodzie, a potem powoli wyszłam na brzeg. Ze słonecznej
pogody skorzystało wiele osób, a ja widząc spojrzenia chłopaków kierowane w
moją stronę uśmiechnęłam się. Miałam na sobie nowe bikini, a ciało katowane
wieloletnimi treningami wyglądało jak malowane. Odrzuciłam włosy na plecy i
niczym bohaterka Słonecznego Patrolu wróciłam na swoje
miejsce na kocu.
-Tym
chłopcom po lewej chyba spodobało się twoje nowe bikini.- zauważyła Sakura, a
ja głośno się zaśmiałam.
-Też
tak myślę. Masz może ochotę na coś słodkiego? Ja z wielką chęcią zjadłabym
loda.-mruknęłam i przeczesałam włosy palcami.
-Robi
się gorąco, laski będą wcinały lody.-powiedział Kankuro, a my z Sakurą
parsknęłyśmy.
-Ktoś
jeszcze chce żebym kupiła mu... coś słodkiego?-zapytałam, aby pytanie nie
zabrzmiało dwuznacznie. Nagle w górę podniosło się około dziesięciu sztuk rąk,
a ja się skrzywiłam.-Musze poprosić matkę naturę o dodatkową parę rąk.
-Ja
z tobą pójdę. I tak muszę kupić Temari balsam przeciwsłoneczny.-Gaara wstał, a
ja o mały włos nie padłam trupem.
On nie mógł być prawdziwy. To było
absolutnie niemożliwe, aby był prawdziwy. Jego ciało wyglądało jakby wyszło
spod ręki artysty. Szybko zlustrowałam go od góry do dołu czując rozchodzące
się po podbrzuszu ciepło. Szerokie umięśnione ramiona, wyrzeźbiony tors,
idealnie płaski i umięśniony brzuch. Mój wzrok powędrował jeszcze niżej, ale
szybko przywróciłam się do porządku.
-Jasne.
Dzięki.- uśmiechnęłam się i wstałam o mały włos nie zabijając się o własne
nogi. Szybko wyszukałam portmonetkę w torbie, a potem idąc obok Gaary
pomaszerowaliśmy do budek z przekąskami.
Kolejka do lodów była dość długa.
Westchnęłam niepocieszona.
-Czyżby
ktoś tutaj należał do osób niecierpliwych?
-Żebyś
wiedział.- mruknęłam.
-Masz
ładny kostium. To nowy?- zapytał i zlustrował mnie wzrokiem. Wywołało to ostry
rumieniec na moich policzkach.
-Zaczynam
zastanawiać się, czy aby przypadkiem nie jesteś gejem. Pierwsze co zauważył
Sai, kiedy mnie w tym zobaczył to moje cycki i tyłek.- Gaara przez chwilę
wpatrywał się we mnie, a potem zaczął śmiać się tak głośno, że kilka osób z
kolejki (głownie dziewczyny) zaczęło się nam przyglądać.
-Zaufaj
mi, że moja dziewczyna w życiu nie nazwałaby mnie gejem.- zrobiłam się
pochmurna słysząc, że ma dziewczynę.
-A...
Więc jesteś zajęty. W takim razie cofam wszystko.- mruknęłam i odwróciłam
wzrok.
-Nie.
Nie jestem. Od kilku... nastu miesięcy nie. Ale musiałem jakoś się wybronić.
Mina ci zrzedła, kiedy powiedziałem, że mam pannę. Zapewne ciężko ci przełknąć
fakt, że jestem w stu procentach hetero.-uśmiechnął się, a ja nie wiedząc
dlaczego poczułam ulgę.
Kiedy przyszła nasza kolej zamówiłam
piętnaście waniliowych rożków, a chłopak który je robił zrobił wielkie oczy.
Zaczął kręcić pierwszego loda, a ja podałam go Gaarze. Drugiego wzięłam sobie.
Wszystkie kolejne chłopak wkładał do tekturowego pudła, a kiedy skończył podał
mi je. Zapłaciłam i z wielkim uśmiechem podziękowałam.
-Pobrudziłaś
się.-powiedział Gaara i zatrzymał mnie w pół kroku.
-Och.
Gdzie?- zapytałam i zaczęłam wycierać się wokół ust.
-Tutaj.-
mruknął i pochylił się nade mną, a potem starł kciukiem trochę waniliowej masy
z mojego policzka. Poczułam dreszcz przebiegający po skórze. Patrząc mi głęboko
w oczy zlizał krem z kciuka, a moje podbrzusze dosłownie oszalało widząc ruch
jego języka na palcu.- To chyba najlepsze lody waniliowe jakie w życiu jadłem.
-Też
mi smakują... Miałeś jeszcze kupić krem przeciwsłoneczny. To w tamtą stronę.-
mruknęłam pokazując mu stragan, przy którym nie było ludzi.
-A,
fakt. Pójdziesz ze mną, czy mam iść sam?
-Chodźmy.
Te kilka minut więcej nie zrobi różnicy.
Kiedy wróciliśmy na miejsce Sakura
pierwsza wyskoczyła w naszą stronę.
-Już
myślałam, że sama kręciłaś te lody. Nie było was pół godziny.- mruknęła i
sięgnęła do kartonowego pudełka. Całe szczęście rożki zachowały się niemal w
nienaruszonym stanie.
-Gaara,
mógłbyś pójść do samochodu po mój telefon? Zapomniałem go.-Kankuro szukał
czegoś w kieszeniach swoich spodni.
-Tak,
pójdę.-mruknął i zaczął kierować się w stronę wyjścia z plaży.
-Saro!
Przypomniałam sobie, że zostawiłam w samochodzie moje paero, wiesz, to
wiśniowe, które kupiłam do sukni. Mogłabyś mi je przynieść?- zmarszczyłam
czoło i zaczęłam się jej przyglądać jak jakiejś wariatce.
-Możesz
wziąć moje... Przecież i tak...-zaczęłam, ale Sakura zaczęła wciskać mi w ręce
moją chustę i kluczyki od auta.
-Twoje
przyda ci się kiedy będziesz szła po moje. Proszę!- uśmiechnęła się do mnie
szeroko, a ja nie chcąc dłużej słuchać jej debilizmów ubrałam klapki na nogi i
skierowałam się w stronę, w którą chwilę wcześniej poszedł Gaara.
Dogoniłam go w jednej trzeciej
drogi.
-A
ty po co wędrujesz?- zapytał i uśmiechnął się do mnie.
-Sakura
poprosiła mnie, żebym przyniosła jej pearo. Zapomniała go z samochodu.-
wzruszyłam ramionami.
-Paero?
Co to do licha jest?
-To,
co mam na biodrach.-wskazałam palcem szafirową chustę przepasaną wokół bioder,
jednak zauważyłam, że Gaara nawet jej nie zauważył. Wpatrywał się przez chwilę
w mój biust.
-Ahm.
Tak... Bardzo ładne... Paero.- widząc jego lekko zakłopotaną minę myślałam, że
udławię się od powstrzymywanego śmiechu.
Przy samochodach rozdzieliśmy się.
Jak głupia zaczęłam szukać chusty Sakury po całym samochodzie, ale nie mogłam
jej znaleźć. Klęcząc na kanapach i szukając pod fotelami poczułam na sobie
czyiś wzrok. Zerwałam się do góry i przyrżnęłam w dach klnąc siarczyście.
-Nic
ci nie jest?- Gaara podał mi rękę i pomógł wysiąść z auta. Rozmasowywałam
obolałą głowę wyczuwając niewielkiego guza.
-Nie.
Wszystko ok. Przyzwyczaiłam się do takich kontuzji.-mruknęłam.
-Często
szukasz zgubionych rzeczy w samochodzie?- zapytał i oparł się jednym ramieniem
o bok mojego auta. Uśmiechnęłam się pod nosem i jakby od niechcenia machnęłam
ręką.
-Nie.
Kiedy zapominam się podczas seksu nawet dość wysokie auto jest dla mnie za
niskie.- posłałam mu słodkie spojrzenie, a on zaczął wpatrywać się we mnie.
Jego oczy zaczęły ciemnieć.
-A
miałem cię za taką grzeczną i nieśmiałą dziewczynkę, kiedy pierwszy raz cię
zobaczyłem.- jego głos był zabarwiony chrypą.
-Pozory
mylą.-wzruszyłam ramionami. Gaara zrobił krok w moją stronę, a ja poczułam jak
moje serce zaczyna walić jak szalone. Zaczęłam domyślać się, dlaczego Sakura
wysłała mnie do auta. I wcale nie chodziło jej o tą głupią chustę.
Gaara pochylił się w moją stronę, a
ja poczułam zapach słonej oceanicznej wody, piasku i słońca. Odgarnął moje
włosy na plecy, a kiedy musnął moją skórę swoją dłonią mimowolnie zadrżałam i
przygryzłam usta. Uśmiechnął się, kiedy to zobaczył i tak jak wtedy w kuchni
uwolnił moją wargę spod nacisku zębów.
-Szkoda
twoich ust na takie coś.- mruknął i pochylił się tak, że niemal stykaliśmy się
nosami. Moje podbrzusze pulsowało jak nigdy, a krew w uszach szumiała tak
głośno, że przestałam słyszeć dźwięki dookoła.
-A
na co ich nie szkoda?- przewróciłam oczami, a Gaara uśmiechnął się tak szeroko,
jakby oczekiwał na zadanie takiego pytania.
-Na
co? Na to.- mruknął i przyciągnął do siebie moją twarz.
Jęknęłam, kiedy nasze usta się ze
sobą zetknęły. Wplotłam palce w jego włosy i mocniej przyciągnęłam do siebie.
Objął mnie w pasie i szybkim ruchem podsadził w taki sposób, że oplotłam go
nogami wokół bioder. Usiadł na fotelu w moim aucie. Poczułam jak jego język
przesuwa się po mojej dolnej wardze. Szerzej otworzyłam usta, a kiedy to
zrobiłam Gaara splótł ze sobą nasze języki.
Niezbyt przepadałam za tą formą
pocałunków, ponieważ mój były robił to zbyt brutalnie i natarczywie. Jednak
Gaara był inny. Jego pocałunek sprawiał, że czułam pulsowanie ciągnące się od
podbrzusza, aż do moich najczulszych miejsc. Jego dłonie wędrowały po moich plecach,
drażniąc skórę, a mi nagle zamarzył się dziki, namiętny seks na tylnym
siedzeniu auta. Jego usta powoli skierowały się na moją szyję, a kiedy gorący
oddech w połączeniu z językiem dotknął skóry myślałam, że oszaleję. Odgięłam
głowę drżąc na całym ciele i mocno zaciskając wargi. Oddychałam płytko i
szybko. Poczułam jego dłonie przesuwające się na mój brzuch, a potem powoli
coraz wyżej. Kiedy ścisnął piersi z moich ust wydobyło się głośne Och. Czułam
napierający na moje krocze wzwód, a kiedy przesunęłam biodra dla
wygodniejszej pozycji Gaara warknął gardłowo. Wrócił ustami do moich warg i
złapał za sznurek od swoich spodenek.
-Jeżeli
już tak wam się śpieszy to chociaż zamknijcie drzwi, co?- podskoczyłam i znowu
uderzyłam głową w dach.
-Shikamaru,
ty zawsze wiesz kiedy przyjść.- Gaara warknął poirytowany. Wysiadłam z auta i
wilkiem spojrzałam się na chłopaka.
-Masz
chyba jakiś radar, który wyczuwa kiedy jesteśmy blisko siebie.- powiedziałam i
poprawiłam stanik od stroju.
-Nie.
Domyślałem się po co Sakura wysłała cię do auta. Chwilę później niby
przypadkiem znalazła to pa... coś tam na dnie torby. Wyszedłem wcześniej, żeby
ewentualnie was ostrzec. Zbieramy się do domu. Od wschodu idą czarne chmury.-
dopiero teraz zauważyłam, że przez ramię miał przewieszoną torbę.- Jakby nie
patrzeć mogłoby to być niezręczne, gdyby ktoś nakrył was na szybkim numerku w
aucie.
-Dzięki.-mruknęłam
czując ulgę. Gdyby którekolwiek z moich znajomych, nawet Sakura, zastała mnie w
takiej sytuacji chyba spaliłabym się ze wstydu.
-Nie
ma za co. Lepiej jedź ostrożnie. Widziałem twoje popisy i muszę przyznać, że
świetnie jeździsz, ale w deszczu lepiej tego unikać.
Kiedy cała reszta przyszła
obładowana siatkami Sakura podeszła do mnie z uśmiechem na ustach i wręczyła mi
mój kosz.
-Mam
nadzieję, że krótkie rendez-vous z tym słodkim ciachem dobrze ci
zrobiło?-zapytała i dwuznacznie poruszyła brwiami.
-Wiedziałam,
że nie chodziło o tą chustę! Nie, nie zrobiło. Tylko pogorszyło moją
frustrację.-mruknęłam, kiedy pakowałam torby do bagażnika.
-Rozumiem,
że dobrze całuje?
-Cholera,
Sakura. Czy ja jestem, aż tak przewidywalna?- mruknęłam i przetarłam twarz.
-Absolutnie.
Tylko pan ciacho przygląda ci się już od jakiegoś czasu. Uznałam, że dobrze
byłoby wam pomóc, żebyście mieli dla siebie chwilę czasu sam na sam.
-Wariatko,
o mały włos ta chwila sam na sam nie skończyłaby się seksem w tym aucie, więc
następny razem zrób to, kiedy będziemy w domu.- na moje słowa zmarszczyła brwi.
-Wow.
Ty chyba serio musisz być nabuzowana. Nigdy wcześniej nie dałaś tak ponieść się
emocjom. Nawet z Martinem.- rozszerzyłam oczy ze zdziwienia.
-Gaara,
on jest... Różnią się. On i Martin. Nie wiem dlaczego, ale Martin nigdy tak na
mnie nie działał.
-Może
czas znaleźć sobie inny obiekt westchnień?- zapytała, a ja odruchowo spojrzałam
na chłopaka z czerwonymi włosami, który pakował torby do auta.
Ścisnęło mnie w dołku, kiedy
przypomniałam sobie jego rozpalone usta i zwinny język.
-O
matko, ale się zaczerwieniłaś.
-Dobra!
Czas na nas! Jeśli chcemy chociaż kawałek trasy przejechać po suchym asfalcie
nie ma czasu na pogaduchy!-krzyknęłam jak jakaś idiotka i obeszłam auto stając
przy drzwiach kierowcy.
-A
tobie co się stało?-zapytał Sasuke podchodząc do mnie.
-Zapewne
Sara chce jeszcze trochę poszaleć... na drodze.- powiedział Shikamaru z głupim
uśmiechem, a ja "niechcący" nadepnęłam mu na stopę. Stęknął z bólu.
-Oj!
Przepraszam!- powiedziałam ostro.
-Nie
szkodzi. Masz rację, czas zbierać się do domu. Choji, Ino, wsiadajcie. Im
szybciej się zbierzemy tym lepiej.-powiedział, a potem pierwszy wsiadł do
samochodu. Za nim zrobili to jego znajomi, później Saki, a na końcu ja. Kiedy w
końcu ruszyłam, zrobiłam to tak gwałtownie, że wzbiłam tumany kurzu.
Dopiero wyjeżdżając na autostradę
poczułam, że znowu zaczynam być opanowana. Głęboko odetchnęłam i jeszcze
mocniej wcisnęłam pedał gazu zostawiając resztę ekipy daleko w tyle.
Komentarze
Prześlij komentarz