Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 21

Stałam jak wmurowana i nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa. Dłonie i kolana mi drżały. Oddech zrobił się płytki, a serce biło tak szybko, że czułam ból w klatce piersiowej. W jednej sekundzie... W dosłownie jednej sekundzie wszystkie najbardziej okrutne wspomnienia przeleciały mi pod oczami.
            Ojciec wystawiający mnie za drzwi wyjściowe, kiedy od dwóch dni nic nie jadłam i brzuch bolał mnie w głodu, przez co płakałam, a rodzice na kacu i naćpani nie mogli tego znieść.
            Ojciec wyciągający mnie spod stołu i machający mną na lewo i prawo w powietrzu za szyję w taki sposób, że o mały włos by mnie nie udusił. Potem najzwyczajniej w świecie puścił mnie na podłogę.
            Ojciec rzucający mną o ścianę, ponieważ podebrałam mu kilka marek z portfela, żeby kupić chleb, a on i mama nie mogli przez to zapłacić za towar.
            Ojciec, napity i naćpany niemal do nieprzytomności, który chciał, żebym go przytuliła, a ja zamiast tego krzyczałam ze strachu. Oślepiający blask sprzączki od paska. Rozdzierający ból na plecach, kiedy metal przeorał mi skórę. Okropna blizna, która po dziś dzień szpeciła moje ciało.
            Drżałam na całym ciele, kiedy ojciec zbliżał się do mnie. Kiedy znalazł się niemal na wyciągnięcie ręki odzyskałam władzę w ciele.
-Nie...- wyszeptałam tylko i zrobiłam krok do tyłu. Czułam, że zaczyna mnie mdlić. Ojciec się zatrzymał.
-Nie poznajesz mnie? Swojego ojca?- zatrzymał się i spojrzał na mnie.
            Wszystko w nim było takie znajome, a jednocześnie obce. Pachniał drogimi markowymi perfumami, miał na sobie ciuchy z metkami przekraczającymi trzy zera, nie śmierdział wódką i piwem, ani papierosami, pod nosem nie miał białego proszku, nie zataczał się. Jednak jedno spojrzenie na jego twarz od razu przywołało obraz sprzed ponad trzynastu lat, kiedy wyglądał zupełnie inaczej. A zimny błękit jego oczu tylko to potęgował. Zawsze tak na mnie spoglądał- jak na nic nie wartą rzecz. Bez miłości, bez jakichkolwiek pozytywnych uczuć.
-Nawet gdyby ktoś teraz wydłubał mi oczy narysowałabym cię z pamięci.- syknęłam jadowicie w jego stronę.
-Jesteś tak podobna do Yumi... Wiesz, że mama czeka na ciebie w Berlinie?
-Jak mnie znaleźliście?!- warknęłam, a mój ojciec podszedł do mnie zdecydowanie za blisko. W jego oczach błysnęła wściekłość.
            Gaara stanął pomiędzy nim, a mną. Byli równego wzrostu.
-A ty, gówniarzu, kim jesteś?- powiedział mój ojciec.
-Niech pan trzyma ręce przy sobie.- powiedział twardo Gaara, a mój ojciec odetchnął.
-Mógłbyś odsunąć się od mojej córki? Chciałbym z nią porozmawiać.
-Wątpię, że ona chce rozmawiać z panem.- głos Gaary był twardy. Zasłaniał mnie swoim ciałem, a ja nigdy nie czułam się bardziej bezpiecznie, niż właśnie w tamtym momencie.
-Kim ty jesteś, żeby mówić mi takie rzeczy?! Chcę rozmawiać ze swoim dzieckiem.
-Jestem jej chłopakiem. I nie sądzę, że ona chce rozmawiać z panem.- Gaara mówił stanowczo i pewnie.
-Christoph, daj Sarze spokój. Ona już nie jest twoim dzieckiem. Adoptowaliśmy ją i dzięki temu wyszła na ludzi. Ty i Yumi nie macie prawa rościć sobie do niej żadnych praw. Sara jest naszą córką.
-W akcie urodzenia...
-Nie mam nawet twojego nazwiska! Dostałam je po mężu mamy! Ty mnie nie chciałeś!!! Wiele razy próbowałeś mnie zabić! Razem z mamą laliście mnie, głodziliście i sprawiliście, że znienawidziłam swoje dzieciństwo!
-Nie przedstawiaj tego tak tragicznie. Były też momenty, kiedy byliśmy szczęśliwą rodziną.- myślałam, że wydrapię mu oczy.
-Masz na myśli czas, kiedy razem z matką leżeliście schlani w trupa i nie mogliście się ruszyć? Tak, wtedy faktycznie byłam szczęśliwa.- włożyłam w tą wypowiedź tyle jadu, że nawet Gaara drgnął.
-Wyszliśmy na prostą. Kiedy twoi wujkowie wysłali Yumi na odwyk, sam się tam zgłosiłem. Od wielu lat jesteśmy czyści.
-Rychło w czas.- warknęłam.
-Nawet nie wiesz, jak matka za tobą tęskni. Bardzo chciałaby żebyś wróciła do domu. Chciałaby móc znowu cię przytulić, porozmawiać i wyjaśnić wszystko.
-Tu nie ma co wyjaśniać! Oddajcie mi zmarnowane dzieciństwo! Zabierzcie wspomnienia nocy, kiedy z głodu płakałam, a wy biliście mnie, chcąc żebym się zamknęła. Wtedy będziemy mogli mówić o czymkolwiek innym, oprócz tego, że całkowicie spieprzyliście mi życie!
-Daj mi wszystko wyjaśnić!!!- ojciec spiorunował mnie wzrokiem, a ja pawie się skuliłam.
            Takie spojrzenie jak wtedy. Ten sam lód w oczach. Ta sama nienawiść...
            Sprzączka paska. Ból...
-Nie!!!- krzyknęłam. Krzyknęłam tak samo jak wtedy, kiedy miałam niecałe pięć lat, a blask sprzączki mnie oślepił. Krzyknęłam jak małe zrozpaczone dziecko, które błagało o pomoc, ale nikt go nie usłyszał.
            Na oślep rzuciłam się do drzwi i wybiegłam na mróz.

            Biegłam tak długo, aż zabrakło mi tchu w płucach. Mróz szczypał mnie w twarz, a łzy spowodowały, że obraz rozmazywał mi się przed oczami.
            Wszystkie okrutne rzeczy... Wszystko odżyło. Od jednego spojrzenia.

            W tym samym czasie w domu Uchiha trwała ostra kłótnia. Gaara nadal blokował wyjście z salonu, gdzie ojciec Sary próbował wybiec za córką. Sasuke i Itachi odciągnęli go od niego i siłą posadzili na fotelu.
-Weź to. Lepiej żeby przez jakiś czas Sara została u ciebie.- ze schodów zeszła Sakura. Niosła w ręku podróżną torbę Sary, teraz wypchaną po brzegi.- Idź jej poszukać. Wiem, że może zrobić sobie krzywdę będąc w takim stanie. Tylko ty jesteś w stanie jej teraz pomóc.
-Czemu tak uważasz?- Gaara wziął od Sakury torbę i przewiesił ją sobie przez ramię.
-Bo od wielu lat jesteś jedną z nielicznych pewnych rzeczy w jej życiu. I tylko ty będziesz w stanie doprowadzić ją do porządku. Zawsze, kiedy uciekała chowała się na placu zabaw. Poszukaj najpierw tam. I błagam daj znać, czy ją znalazłeś.- Gaara westchnął i wyszedł z domu.

            Siedziałam na huśtawce i bez sensu bujałam się w tył i w przód. Wpatrywałam się tępo przed siebie, a ból w zmarzniętych kończynach coraz bardziej rozjaśniał mi w głowie. Wybiegłam bez płaszcza, jedynie w mundurku i zimowych butach. Czułam zimno przechodzące przez koszulę, skórę na dłoniach miałam czerwono-siną, a uda piekły mnie tak bardzo, że starałam się ich nie dotykać.
            W tamtym momencie miałam ochotę umrzeć. Zamarznąć na śmierć.
            Ciemny kształt, który pojawił się przy bramie wejściowej sprawił, że zatrzymałam się. Wszystkie moje mięśnie się napięły. Byłam przygotowana na ucieczkę.
            Kiedy w świetle lampy zauważyłam czerwone włosy i grubą czarną kurtkę odetchnęłam.
            Gaara stanął kilka kroków ode mnie i westchnął. Odpiął kurtkę i zdjął ją z siebie, a potem podszedł do mnie i narzucił mi ją na ramiona.
            Klęknął przede mną i spojrzał mi w oczy. Bez żadnych słów. Po prostu spoglądał na mnie.
-Nie powinniśmy być razem.- wyszeptałam. Z zimna zadzwoniłam zębami.
-A doszłaś do takich wniosków, ponieważ...- zaczął, a ja przełknęłam kluchę narastającą w gardle.
-Ponieważ ja też będę kiedyś taka jak moi rodzice. Nie ucieknę od tego. Będę nikim... Jak oni... Będę ćpać i pić i umrę. Byłoby lepiej, gdybym umarła już teraz...- Gaara przyciągnął mnie do siebie i mocno mnie przytulił.
-Nigdy więcej tak nie mów! Nigdy! Nigdy nie będziesz jak oni. Nigdy tak nie skończysz. Nigdy na to nie pozwolę.- wyszeptał i pogładził mnie po włosach. Poczułam jak roztopiony śnieg zaczął mi spływać po czole. Przesunęłam dłonie na plecy Gaary i mocno zacisnęłam palce na jego swetrze. Drżał na całym ciele, ja również. Odsunął się ode mnie. Jego rzęsy były wilgotne. Płakał.- Nigdy więcej nie mów takich rzeczy, Saro! Nigdy! Rozumiesz? Nie jesteś swoimi rodzicami. Jesteś Sara Iregio. Jesteś dziewczyną, którą kocham i nie jesteś nikim! Jesteś moim światem. Tak strasznie cię kocham.
-Ja też cię kocham, Gaara.- szepnęłam, czując jak jego ciało drży. Położyłam dłoń na jego policzku i pogładziłam kciukiem.

            Podczas spaceru byłam tak otępiała przez wydarzenia, że nawet nie zauważyłam, że Gaara zaprowadził mnie do swojego domu, a nie do domu Uchiha. Weszliśmy do jego pokoju, gdzie zaczął ściągać ze mnie przemoczony od śniegu mundurek i rozcierał dłońmi moje zmarznięte ciało.
-Chodź pod prysznic. Tam się rozgrzejesz.- powiedział i pociągnął mnie za rękę.

            Gaara zaczął polewać mnie letnią wodą, a w miarę jak moja skóra przyzwyczajała się do temperatury podkręcał ciepło. W końcu nie czułam się już zmarznięta, ale nadal otępiała od tego wszystkiego. Gaara nałożył sobie mydło na dłonie, a potem zaczął je rozcierać. Zaczął myć mi plecy i ramiona. Płyn pachniał orzeźwiająco i bardzo męsko.
-Fajny zapach.
-Nie mam nic dla kobiet. Następnym razem będę musiał o tym pamiętać, kiedy będę na zakupach.- powiedział i dalej delikatnie wodził dłońmi po moim ciele. Podał mi buteleczkę szamponu, również o dość męskiej nucie zapachowej, ale nie wybrzydzałam. Nałożyłam go na dłonie, lekko rozwodniłam, a potem zaczęłam wmasowywać w skórę głowy, aż utworzyła się piana.
            Gaara wziął słuchawkę od prysznica do ręki i lekko odchylił moją głowę do tyłu. Zaczął spłukiwać szampon z moich włosów. Sam szybko się umył, a potem zakręcił wodę. Podał mi ręcznik, którym zaczęłam trzeć włosy, a potem wycierać skórę. Wyszłam z kabiny tuż za Gaarą.
            Jedno spojrzenie w lustro sprawiło, że zupełnie straciłam humor. Miałam podpuchnięte i czerwone oczy. Cała twarz wydawała mi się dziwnie spuchnięta.
-Wyglądam jak potwór.- mruknęłam zła. Gaara zaśmiał się i mocno mnie do siebie przytulił.
-Gdyby potwory tak wyglądały, nie nazywano by ich potworami.- pocałował mnie w czoło.Przymknęłam powieki napawając się tą chwilą jak nagrodą.
            Stanęłam na palcach i przyciągnęłam jego twarz do swojej. Pocałowaliśmy się. Niespiesznie, czule. Poprowadziłam dłoń Gaary na splot ręcznika, a on śmiało za niego pociągnął.
-Potrzebuję cię. Tak strasznie cię potrzebuję.- wyszeptałam pomiędzy kolejnymi pocałunkami.
-Ja też cię potrzebuję.- on również szybko zdjął ręcznik ze swoich bioder.

            Kiedy grubo po  pierwszej w nocy nie mogłam zasnąć obudziłam Gaare. Zaspany rozejrzał się po pokoju, a potem utkwił wzrok we mnie.
-Co się stało?- zapytał i zaczął trzeć oczy.
-Nie mogę zasnąć...- powiedziałam.
-Zrobić ci ciepłe kakao? Na mnie to działało jak najlepsza kołysanka.- zaczął podnosić się z łóżka, a ja przyciągnęłam go do siebie.
-Ja znam coś lepszego niż kołysanka i ciepłe kakao.- powiedziałam.

            Gaara obudził się chwilę później niż ja. Wyglądał jak ledwo żywy, oczy miał jak szparki.
-Nie wyspałeś się?- zapytałam robiąc sobie makijaż.
-Nie miałem za bardzo szans. Ktoś budził mnie w nocy chyba z cztery razy po to, żeby się kochać.- mruknął i sięgnął po pastę do zębów oraz szczoteczkę.
            To była prawda. Spałam może 2 godziny. Średnio co godzinę budziłam Gaare i uprawialiśmy seks. Potem on zasypiał, a ja znów po chwili go budziłam, żeby się wyładować.
-Marudzisz.- zaśmiałam się, całując go w policzek na dzień dobry.
-Moja dziewczyna to mały wampir energetyczny. Ale skłamałbym gdybym powiedział, że to mi się nie podobało.- uśmiech, który mu w tamtym momencie posłałam mógł oślepić.

            Zeszłam na dół, żeby przygotować śniadanie sobie i Gaarze. Musiałam przyznać, że pomimo przykrych wydarzeń z dnia wcześniejszego, czułam się zdecydowanie lepiej. Gaara śmiał się, że jestem wampirem energetycznym. On z kolei był moim akumulatorem i sprawiał, że nawet złe emocje wyciszały się niemal do minimum.
-O! Myślałam, że Gaara odprowadził cię wczoraj do domu.- Temari weszła do kuchni ubrana w koszulkę Shikamaru. Po dosłownie kilkunastu sekundach on również zszedł do kuchni.
-Cześć! Widzisz, mówiłem ci, że Sara na pewno jest u Gaary. Coś za często miałem ochotę iść do niego do pokoju wczoraj wieczorem.- zaśmiałam się głośno.
-Shikamarowy radar w akcji? Robili ci na to badania, kiedy byłeś dzieckiem?- zapytałam i sięgnęłam do szafki po cztery kubki, które postawiłam na blacie.
-Ta zadziwiająca umiejętność pojawiła się, kiedy ty i Gaara po raz pierwszy rozmawialiście w kuchni w twoim domu. Od tej pory nie chce przejść.- Shikamaru zajął miejsce przy stole, po nim zrobiła to Temari.
-Gdybyś w taki sposób wykrywał na przykład zdradzających partnerów, byłbyś najlepszym detektywem w historii Japonii, a może i świata.- cała nasza trójka zaczęła się śmiać.
-Pomyślę o tym. To, całkiem niezły pomysł.
-Saro, wierzysz w cuda? Mój facet jest śmierdzącym leniem i zaufaj mi, że wybierze taki zawód, żeby się w nim zanadto nie narobić.- znów wszyscy się zaśmialiśmy.- Wracając do ciebie. Widziałam, jak Gaara wczoraj cię odprowadzał. Zapomniałaś czegoś i się wróciłaś?
-Raczej ktoś sobie o mnie przypomniał.- mruknęłam, a potem powiedziałam im o tym, jaka nieprzyjemna niespodzianka czekała na mnie w domu moich wujków.
-Twój ojciec?! Naprawdę to był twój ojciec?!- Temari zerwała się z miejsca.
            Przymknęłam powieki i na wspomnienie niebieskich oczu mojego taty zadrżałam.
-Tak. To na pewno był mój ojciec. Wyglądał zupełnie inaczej niż te trzynaście lat temu, ale zaufaj mi, że jego zimne spojrzenie i głos, kiedy go podniósł... Nie mogłabym pomylić go z nikim innym.- westchnęłam i poczułam swędzenie na skórze. Zawsze się tak czułam, kiedy byłam mocno zdenerwowana.
            Woda zaczęła gwizdać, a ja zalałam kawę w kubkach i podałam Shikamaru oraz Temari. Swoją i Gaary zalałam mlekiem, a kiedy chowałam je do lodówki, poczułam ciepłe dłonie na talii.
-Czy ta kawa jest mocna?- zapytał i wtulił twarz w moje ramię.
-Mocniejsza niż zwykle. Na zdrowie.- powiedziałam i usiadłam z Gaarą do stołu. On oparł głowę na dłoniach i pił z zamkniętymi oczami.
-Wszystko dobrze? Wyglądasz jak zombie.- powiedziała Temari i dźgnęła brata palcem w ramię.
-Tak się czuję.- wymamrotał.
-Nie mogłeś w nocy spać?- zapytał Shikamaru i spojrzał na mnie. W porównaniu do Gaary, ja, śpiąc ledwo kilka godzin, wyglądałam świeżo.
-Sara zafundowała mi niezłą sesję odstresowania w nocy. Cztery razy byłem wybudzany ze snu. Godzina po godzinie.- Shikamaru i Temari zaśmiali się. Ja z kolei lekko zaczerwieniłam. Byłam w ciężkim szoku, że Gaara mówi im w tak luźny sposób o tym, że się kochaliśmy.
-Przynajmniej na jakiś czas masz dosyć.- zauważyła Temari.
-On? Wystarczy, że się dobudzi. Poza tym nie skazuj mnie na celibat. Cały dzień w jego obecności działa na mnie jak naładowanie piorunem.- powiedziałam, co znowu wywołało śmiechy.
-Trafił swój na swego. Skoro masz w domu taką sytuację, na pewno pomieszkasz u nas kilka dni, prawda?- zapytała Temari, a ja przygryzłam wargę.
-Nie chcę się narzucać. Czuję się już całkiem dobrze...
-Tak. Sakura mnie o to poprosiła, więc Przynajmniej do poniedziałku Sara będzie mieszkać u nas. Przynajmniej dopóki twoja rodzina też nie ochłonie. Dla was wszystkich pojawienie się... Iregiro było ciosem.
-Nie mam nazwiska ojca. Nie chciał mi go dać. Moja mama przed tym, jak go poznała miała męża. Mamoru. Mamoru Iregiro. Zmarł bardzo młodo. Moja mama miała depresję, i poznała mojego ojca, który przyjechał do Japonii na wycieczkę. Zauroczyła się nim, wyjechała, rodzina ja przeklęła. Pojawiłam się, pojawiły się problemy. Dostałam nazwisko po matce, które ona wcześniej dostała po mężu. W pewnym sensie jestem więc niczyja. I temu nieżyjącemu facetowi zawdzięczam więcej, niż mojemu prawdziwemu ojcu.- wzruszyłam ramionami i głęboko odetchnęłam.
-Słuchaj, mam pomysł! Skoro Gaara i tak jest ledwo przytomny, a Shikamaru musi pomóc ojcu w domu, to może my wybierzemy się na babskie zakupy? Zbliżają się święta, a ja nie mam prezentów. Pomogłabyś mi je kupić.
-Jasne. Czemu nie. I tak nie mam na dzisiaj planów.- powiedziałam i pociągnęłam kolejny łyk z kubka.

            Na zakupy udało mi się wyciągnąć dziewczyny i moją kochaną przyjaciółkę. Sakura, kiedy tylko mnie zobaczyła, od razu rzuciła mi się na szyję.
-Tak strasznie się o ciebie martwiłam!- krzyknęła i ścisnęła mnie tak mocno, że poczułam jak coś w karku przesuwa się ze swojego pierwotnego miejsca.
-Gaara mnie znalazł. I zaopiekował się. Nie martw się. Czuję się lepiej niż wczoraj. Czy on... Czy mój ojciec.
-Fugaku go oddelegował. Powiedział, że nie chce go więcej widzieć pod swoim dachem, bo ty nie chcesz go w swoim życiu. Odszedł, ale wiem, że jeszcze wróci. Oni zawsze wracają.

            Podczas zakupów spotkałyśmy kilka dziewczyn ze szkoły, które również wybrały się na przedświąteczne zakupy. Wtedy zaczęłam dziękować sobie w duchu, że Gaara został w domu.
            Chodziłyśmy właśnie po sklepie z fikuśną bielizną, kiedy Temari czymś we mnie rzuciła. Było to cholernie seksowne body uszyte z czarnej i czerwonej koronki. Niemal przezroczyste.
-Co to jest?- zapytałam.
-Coś, co zdecydowanie powinnaś zabrać ze sobą do Hachimantai. Mój brat dostanie zawału, kiedy tylko mu się w tym pokażesz.
-Dziękuję za chęci, ale nie chcę żeby sylwester skończył się dla niego atakiem serca, Temari.- choć musiałam przyznać, że body mnie zachwyciło. Dyskretnie upchnęłam je do koszyka, a potem wróciłam do oglądania całej reszty rzeczy.
            Kiedy przyglądałam się sobie w przymierzalni, stojąc w tym body, marszczyłam nos. Idealnie na mnie leżało i podkreślało wszystko to, co podkreślać powinno.
-Dziewczyny! Ocena!- krzyknęłam do moich koleżanek, które pozajmowały resztę kabin w sklepie. Wyszłam na korytarz, a one wyjrzały zza kotar.
-O matko!!!- krzyknęły jednym głosem.
-Wyglądasz w tym obłędnie! Zdecydowanie musisz to kupić!!!- powiedziała Sakura, która sama wcisnęła się w seksowny gorset i pas do pończoch.
-Tak jak mówiłam, mój brat padnie, kiedy cię zobaczy.

            Oprócz body zdecydowałam się na jeszcze dwa seksowne komplety bielizny, gorset, dwie pary pończoch i pas do nich. Kupiłam sobie również pojedyncze majtki z śmiesznymi wzorkami wyhaftowanymi na koronce.

            Wróciłyśmy z Temari do domu obładowane zakupami i szczęśliwe. Porobiłyśmy prezenty dla wszystkich osób, dla których chciałyśmy oraz same obkupiłyśmy się jak głupie.
            Weszłam do pokoju Gaary, który zamiast spać, trenował karate na środku pokoju. Był spocony, a spodnie zwisały mu z bioder. Przez chwilę zabrakło mi słów na ten widok.
-Jak tam zakupy?- zapytał, a kiedy zobaczył torby w moich rękach, zaśmiał się.- Widzę, że ładnie zaszalałyście.
-Były duże wyprzedaże! Nakupowałam sobie takie piękne rzeczy! I porobiłam prezenty!- uśmiechnęłam się do niego i położyłam torby na łóżku. Gaara z kolei podszedł do mnie i namiętnie mnie pocałował. Poczułam na języku smak soli.- Powinieneś się wykąpać.
-Pachnę teraz jak prawdziwy mężczyzna.- powiedział i wyszczerzył się do mnie,
-Pachniesz jak spocony mężczyzna. Tego, że jesteś prawdziwy kwestionować nie będę, ale zaufaj mi, że tak zwany przez was zapach zwycięstwa jest odpychający, a nie podniecający.
-Jak się spocę podczas seksu, to wszystko jest dobrze. A tak, to wielki problem.
-Podczas seksu to zupełnie inne rzeczy odwracają moją uwagę.
-No to idziemy się kochać!- Gaara zaczął podchodzić do mnie, a ja pisnęłam.
-Wykąp się i możemy iść się kochać! Cały się kleisz.- zaplotłam ręce na piersiach.
-I weź tu spróbuj zadowolić kobietę. Kochajmy się, spocę się, jest ok. Chcę się kochać będąc spoconym, mam iść się umyć.- gadał do mnie, ja płakałam ze śmiechu, a on chodził po pokoju i zbierał czyste ubrania.
-Ktoś mnie nazwał wampirem energetycznym przez nocne wybryki!- rzuciłam w niego poduszką, kiedy akurat zamknął drzwi łazienki.
-Bo nim jesteś! I jak wyjdę spod prysznica spodziewaj się tego, że będę chciał tą energię odzyskać!

            Gaara wyszedł z łazienki z momencie, kiedy przymierzałam nowe nabytki z dzisiejszych zakupów.
-Ładna bluzka. Kolor pasuje do twoich oczu.- tarł włosy ręcznikiem, kiedy usiadł na łóżku.
-Dziękuję. Te popakowane paczki to prezenty. Nie otwieraj ich.- mruknęłam ściągając z siebie bluzkę.
-Aż takim idiota nie jestem, żeby otwierać popakowane paczki... A to co?!- zapytał, kiedy sięgnął do torby ze sklepu z bielizną. Wyjął komplet czarnej bielizny z koronki.
-Bielizna. Byłyśmy w sklepie. Mieli duże wyprzedaże. Grzechem byłoby z tego nie skorzystać.- powiedziałam zabierając komplet z jego ręki. Zaczął wyciągać następne rzeczy. I tak, Temari miała rację, najbardziej spodobało mu się body.
-Nie chcesz tego ubrać? Chętnie bym cię w tym pooglądał.- jego oczy błysnęły i zaczęły ciemnieć.
-To na specjalną okazję. Teraz nie mam ochoty się nawet rozbierać.- powiedziałam i razem z nim zaczęłam oglądać bieliznę, którą kupiłam. Mi z kolei spodobał się komplet białego gorsetu z podpięciem do pończoch.
-Nie chcesz przebrać się za mojego małego aniołka?- Gaara pociągnął mnie na siebie i pocałował. Odgarnął mi kosmyk włosów z czoła i mocno objął.
-Aniołki nie mogą być niegrzeczne. Ale mogę być twoim diabełkiem w anielskiej skórze. Musiałbyś mieć tylko jakiś mocny argument żeby mnie do tego przekonać.
-Uwierz, że kiedy chcę to mogę być bardzo, ale to bardzo przekonywujący.- mruknął zadowolony i znowu mnie pocałował.

            Kiedy leżeliśmy w skotłowanej pościeli wodziłam dłonią po mięśniach na brzuchu mojego chłopaka.
            Gaara z kolei drażnił dotykiem moje ramię.
-Więc to tak wygląda...- powiedział, a ja uniosłam się na łokciu i spojrzałam na niego.
-Co wygląda?
-Życie z kimś. Bycie z drugą osobą na stałe.- zmarszczyłam brwi, a on się zaśmiał.Usiadł i naciągnął kołdrę na biodra.- Wiesz dobrze, że nie należałem do monogamistów zanim nie poznałem ciebie. Mówiłem ci o tym.
-Wiem o tym. Jednak nie rozumiem, co to ma do tego, co teraz robimy?
-Nie chodzi o teraz. Chodzi o cały czas. Kiedy nie jesteśmy obok siebie myślę o chwilach kiedy znowu będziemy mogli być. Z kolei kiedy już jesteśmy razem tak bardzo nie chcę żeby to się skończyło, że denerwuję się już na samą myśl o tym. Uwielbiam patrzeć na ciebie, kiedy śpisz, albo kiedy chodzisz po kuchni i przygotowujesz dla mnie kawę z rana. W mojej koszulce i rozpuszczonych włosach, bez makijażu. I uważam, że nie ma piękniejszego widoku od tego. I czuję, że chciałbym żeby tak było zawsze.
-Wiesz, jeśli chodzi o przyszłość, to przypomnę ci, że kiedyś będę miała zmarszczki i siwe włosy, i na pewno obwisłe piersi...- Gaara zaśmiał się i musnął moje usta.
-A ja mam wrażenie, że będę wtedy spoglądał w twoje oczy i nadal będę widział szaloną osiemnastoletnią dziewczynę, w której się zakochałem.- oczy zapiekły mnie od tych słów.
-Żadne z nas nie wie, co przyniesie przyszłość. Ja do wczoraj nie myślałam, że jeszcze kiedykolwiek zobaczę mojego ojca...- powiedziałam i głośno przełknęłam ślinę.
-Co poczułaś? Kiedy go zobaczyłaś?- mocno zacisnęłam powieki.
-Poznałam go po głosie. Ton, którego użył wobec wujka, kiedy powiedział, że nie wyjedzie... Zawsze go używał, kiedy rozmawiał z dilerami. Stanowczo obiecywał, że odda pieniądze za towar, kiedy tylko będzie je miał. Zawsze używał go wobec mnie, kiedy za pierwszym razem kazał mi być cicho, kiedy płakałam. Wszystkie wspomnienia wróciły...- powiedziałam, a moja ręka mimowolnie powędrowała na moje plecy. Dotknęłam palcami blizny na wysokości krzyża ciągnącej się aż do pośladka.- Jego spojrzenie... Te oczy... Ten wzrok zawsze był zimny i pozbawiony uczuć. I to również przywołało wspomnienia.
-Teraz masz już spokój. Wszystko będzie dobrze.
-Nie, Gaara. Obawiam się, że przyjazd mojego ojca dopiero włączył machinę kłopotów jaka na mnie spadnie.- powiedziałam, kiedy poczułam bardzo niepokojący ścisk w klatce piersiowej.
                W moim przypadku zawsze zwiastował ogromną burzę.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8