Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 23
Kiedy
wróciła mi świadomość wpatrywałam się w Gaare szeroko otwartymi oczami.
-Czy...
Czy możesz powtórzyć? Zrozumiałam, że powiedziałeś, że chcesz żebym...
-Dobrze
zrozumiałaś. Powiedziałem, że chciałbym, żebyś została moją żoną.- powiedział
spokojnie. Zdenerwowanie, które wykazywał zanim wypowiedział te słowa, zupełnie
go opuściło.
-Ż...
Żoną?! Gaara, ja ja nie mam nawet dziewiętnastu lat! Skończę je dopiero w
lipcu!- pisnęłam. Głowa bolała mnie coraz bardziej, ale ignorowałam ból. Szok
był zdecydowanie większy.
-A
ja za tydzień skończę dwadzieścia.
-I...
I nie uważasz, że to dziwne tak młodo brać ślub?!- zapytałam głośno. Rozmowa o
ślubie była ostatnią rzeczą o jakiej myślałam.
-Nie.
Moja mama miała tyle lat co ty, kiedy poślubiła mojego tatę. Oni również bardzo
się kochali.
-A...
Ale studia. Twoje studia...
-Bycie
twoim mężem przeszkadzałoby mi w tym?- zapytał, a ja westchnęłam.
-Nie.
Nie przeszkadzałoby.- mruknęłam.
-Saro,
wiem, że to szalone i dziwne, że wyskakuję z tym teraz. Jednak zrobiłbym to
pewnie i wcześniej, gdybyś wcześniej powiedziała mi to, co dzisiaj. Nie byłem
pewny twoich uczuć, dlatego, że zawsze, kiedy tylko zaczynałem temat o
"Tak powinno być już zawsze", ty zawsze wysuwałaś kontrargumenty.
Myślałem, że po prostu nie chcesz planować ze mną przyszłości. Teraz wiem, że
nie tylko ja bardzo tego chciałem. I nadal chcę. Jeśli nie chcesz teraz zgadzać
się na zaręczyny, rozumiem. Dla ciebie to szybko, nagle. Wyskoczyłem z tym
pytaniem bez żadnego uprzedzenia o swoich zamiarach. Chciałem jednak dać ci
jakikolwiek powód, że naprawdę traktuję nasz związek poważnie. Nie jest ważne
czy pobierzemy się w tym roku, przyszłym, czy za kilka lat. Chcę po prostu
żebyś wiedziała, że dla mnie to jest bardzo, bardzo poważne. I jestem szczery w
tym co mówię.
Spojrzałam w jego oczy i pierwszy
raz w życiu bitwa myśli w mojej głowie przypominała chaos. Argumenty biły się
ze sobą, jak kobiety na wyprzedaży toreb od Michaela Korsa.
-Pierwsze,
o czym pomyślą nasze rodziny to to, że zmalowaliśmy dziecko i dlatego bardzo
nam się spieszy.- mruknęłam niezadowolona i skrzyżowałam ręce na piersi.
-Wiemy,
że nie jesteś w ciąży. Jeśli będą potrzebowali dowodu po prostu zrobisz
badania.- Gaara wzruszył ramionami.
-Gdzie
będziemy mieszkać? Za co żyć?
-Jeśli
twoi wujkowie pozwolą chciałbym żebyś po ślubie zamieszkała ze mną. Jeśli
chodzi o pieniądze wujek ma obowiązek łożyć na mnie, dopóki się uczę. Po
studiach znajdę pracę i wtedy będziemy mogli żyć już na własny rachunek.
-Gaara...
Czy ty jesteś na 100% pewny, że chcesz to robić tak wcześnie? Jesteś pewny, że
nie chcesz poczekać, aż zaczniesz studiować, wychodzić z kolegami ze studiów...
Co będzie jeśli się zaręczymy, a ty po kilku miesiącach zerwiesz je i powiesz,
że kochasz kogoś innego?
-Nie
zrobię tego.
-A
co będzie jeśli twoja albo moja rodzina nie zaakceptuje tego małżeństwa?
-Jeśli
to będzie mój wujek będzie miał kłopoty. Jeśli twoi wujkowie, będę ich
przekonywał tak długo jak tylko się da i aż się nie uda.
Wtedy zrozumiałam, że Gaara naprawdę
nie żartował, kiedy mówił o ślubie. Widziałam w jego oczach, że jeśli nie
zgodzę się teraz, po prostu zapyta o to innym razem.
Znałam mojego chłopaka tak dobrze,
że wiedziałam, kiedy był zdeterminowany. Tak zdeterminowany, że cała jego
postawa świadczyła o tym, że choćby miało być ciężko, nie zamierzał się poddać,
dopóki nie zrobił tego, na czym mu zależało.
A ja? Ja leżałam na tym cholernym
szpitalnym łóżku, z mętlikiem w głowie podobnym do zamieci śnieżnej na Mount
Everest. Biłam się pomiędzy tym, czego chciałam, a tym, co w tamtym momencie
było właściwe. Wiedziałam, że jestem młoda... Że obydwoje byliśmy bardzo,
bardzo młodzi. Praktycznie nie wiedzieliśmy jak powinno wyglądać przygotowanie
do życia razem. Oboje straciliśmy rodziców. Każde w innym sensie, ale każde z
nas nie miało wzorca, z którego mogłoby korzystać przy małżeństwie. Moi rodzice
nawet nie byli małżeństwem...
Z drugiej strony spoglądałam na chłopaka,
którego kochałam z całych sił, i który był pierwszą osobą, która wywoływała we
mnie chęć do snucia planów na przyszłość. Która w tak zacięty sposób dbała o
mnie i broniła, kiedy ja sama traciłam wiarę w siebie i swoje możliwości. Gaara
nie był Martinem, nie był też żadnym innym facetem. Był sobą. A ja chciałam być
z nim. Codziennie oglądać go, kiedy się budził, codziennie kłaść się obok niego
i wiedzieć, że podjęłam słuszną decyzję. Tego pragnęłam najbardziej na świecie.
-Gaara.-
powiedziałam i bardzo głośno odetchnęłam.
Kiedy po tygodniu zdjęli mi szwy i
wypisali do domu czułam się jak nowo narodzona. Nadal odczuwałam ból w obitym
ciele, ale moje samopoczucie było zdecydowanie lepsze. Byłam również wypoczęta.
Oglądałam właśnie wygolone na głowie
miejsce. Miałam tam bliznę długą na jakieś 5 centymetrów, ale Sakura miała
rację. Wygolili mi tylko to miejsce, gdzie znajdował się guz. Reszta moich
pięknych czarnych włosów była na swoim miejscu, a kiedy wiązałam włosy w kitka
nic nie było widać. Odetchnęłam z ulgą wiedząc, że nie przypominałam Indianina
z irokezem na głowie.
Ciocia wydała małe przyjęcie
powitalne na moją cześć, a kiedy wieczorem się skończyło mogłam wreszcie
odetchnąć. Poszłam się umyć, przebrać w piżamę i położyłam się do łóżka.
Kiedy przysypiałam obudziło mnie
pukanie do drzwi. Ledwo przytomna odwróciłam się na boku.
-Proszę.-
mruknęłam i zaczęłam trzeć oczy.
-Przeszkadzam
ci?- głos Saki poniósł się w ciemnym pokoju. Zaśmiałam się po cichu.
-Wiesz,
że ty nigdy nie przeszkadzasz. Nie wiem ile razy mam ci to jeszcze powtarzać,
żebyś w końcu wbiła to sobie do głowy.- przesunęłam się na lewą stronę łóżka, a
potem poczułam, jak Sakura wślizguje się pod kołdrę i przysuwa do mnie.
-Jak
się czujesz?- zapytała i położyła mi dłoń na czole.
-Dobrze.
Bałam się, że po takim nawale emocji jaki spadł na mnie w przeciągu kilku
tygodni będę się czuła jak zombie, ale nie jest źle.- powiedziałam, a ciche
parsknięcie Saki poniosło się po pokoju.
-Jak
zwykle optymistka.
Rozmawiałam z Sakurą przez dłuższą chwilę,
kiedy w końcu postanowiłam wyznać jej to, o czym rozmawiałam z Gaarą.
-Sakura...
Słuchaj. Chciałabym ci coś powiedzieć. Coś bardzo, bardzo ważnego.-
powiedziałam i zapaliłam nocną lampkę przy łóżku.
-Nie
lubię, kiedy używasz takiego tonu... JESTEŚ W CIĄŻY?!-krzyknęła, a ja szybko
zatkałam jej usta dłonią.
-Nie!
Nie krzycz tak wariatko, pobudzisz wszystkich w domu!- syknęłam.
-To
co może być tak ważnego, że wypaliłaś o tym właśnie teraz?- zapytała i zabrała
moją dłoń ze swojej twarzy.
-Gaara
mi się oświadczył.- powiedziałam. Sakura zesztywniała w jednej chwili i
spojrzała na mnie ze zmarszczonym czołem.
-Serio
mocno walnęłaś się w głowę. Chyba składasz zdania w złej kolejności.
Usłyszałam, że Gaara ci się oświadczył.
-Dobrze
usłyszałaś. Oświadczył mi się. Tego dnia, kiedy obudziłam się po wypadku.
Przyszedł dość późnym wieczorem i rozmawialiśmy. Nagle wyskoczył z tym, że
chciałby abym została jego żoną.- przygryzłam dolną wargę i mocno zacisnęłam
pięści. Sakura była pierwszą osobą, której o tym powiedziałam.
-Tak
nagle? Przecież wy... Wy jesteście razem dopiero pięć miesięcy. To jakieś
szaleństwo.
-Czy
my kiedykolwiek byliśmy normalni?- zapytałam, a Sakura się zaśmiała.
-Nie.
Nie byliście. Wasz związek zaczął się po tym, jak wylądowaliście w łóżku. Więc Gaara
ci się oświadczył. Rozumiem, że przez wzgląd na to, że jesteś tak młoda
chciałabyś za niego wyjść, ale dopiero po skończeniu studiów.
-Jeśli
wszystko pójdzie zgodnie z planem Gaara pójdzie na studia już jako żonaty
facet.- Sakura zaczęła kaszleć tak głośno, że obawiałam się, że za chwilę
naprawdę wszyscy domownicy się obudzą.
-CO?!
KIEDY ON PÓJDZIE NA STUDIA?!- krzyknęła, a ja znowu zaczęłam zatykać jej usta.
-Ciii!
Saki, błagam! Nie krzycz tak!
-A...
Ale to za trzy miesiące! Rok akademicki rozpoczyna się w kwietniu!!! Jak
chcecie w tak krótkim czasie załatwić wszystkie formalność?! Wyobrażasz sobie
co się stanie, kiedy zaczniesz w środku semestru uczęszczać na zajęcia z
nazwiskiem Sabaku? I skąd ten pośpiech? Przecież nie jesteś w ciąży. Nie musisz
udawać, że twoje dziecko to wcześniak.
-Tu
nie chodzi o dziecko. Chodzi o nas. Jesteśmy głupimi zakochanymi w sobie
ludźmi.
-Co
będzie jeśli Gaara pozna kogoś na uczelni? Będzie chciał się rozwieść, albo
będzie cię zdradzał!
-On
tego nie zrobi.- powiedziałam pewnie.
-Skąd
w tobie ta wiara?
-Gdybyś
widziała w tamtym momencie jego twarz... Sakura, wierzę mu. Wierzę, że naprawdę
kocha mnie tak bardzo, że gdyby mógł, ożeniłby się ze mną już jutro z samego
rana. I wiem, że mnie nie skrzywdzi.
-Dobry
Boże! Japonia poprzewracała ci w głowie! Kiedy mieszkałyśmy w USA nigdy w życiu
nawet nie zająknęłaś się, że marzy ci się ślub!
-Bo
wtedy nie znałam Gaary. Znałam Martina. I chyba podświadomie czułam, że Martin
nigdy w życiu nie był mi pisany. Ja... Ja nie umiem tego wytłumaczyć, ale...
Chcę mieć rodzinę. Chcę założyć prawdziwą rodzinę własnie z Gaarą.
-Co?-
Sakura doskonale znała moją awersję do życia w parze w monogamicznym
zalegalizowanym związku. Wiedziała, że wolę "otwartą furtkę" w razie
gdyby coś szło nie po mojej myśli.
-Chcę
mieć rodzinę. Chcę wziąć ślub i mieć dzieci. Oczywiście nie teraz. Najpierw
Gaara i ja musimy skończyć szkoły, znaleźć sobie pracę... Ale tak. Chcę mieć
rodzinę. Wiem, że Gaara traktuje mnie poważnie i wiem, że on też tego chce.
-Czy
przez ten wypadek tak bardzo poprzestawiało ci się w głowie?
-Nie!
Sakura, wiem, że tego chcę! Dopiero kiedy poznałam Gaare poczułam, że właśnie
tego z nim pragnę. Chcę budzić się obok niego i zasypiać obok niego. Chcę...
Chcę przygotowywać dla niego śniadanie do pracy i kawę, kiedy nieprzytomny
będzie schodził do kuchni. Chcę urodzić jego dzieci i razem z nim je wychować.
Właśnie tego chcę. Jeśli nigdy nie mielibyśmy brać ślubu, żyłabym obok niego
właśnie w taki sposób.- powiedziałam na jednym oddechu.
-Boże...
Ty... Ty naprawdę się w nim zakochałaś! Jesteś poważna w swoich słowach!-
Sakura była chyba w dużo większym szoku niż ja, kiedy Gaara wyskoczył z
oświadczynami.
-Tak,
Sakura. Kocham go. I nie jest to żadna moja fanaberia. Ja naprawdę chcę zostać
jego żoną. Nie wiem czy za miesiąc, czy za rok, czy za dziesięć lat, ale choćby
się waliło i paliło nie zmienię zdania. I wiem, że Gaara też już tego nie
zrobi.
-Boże,
to takie dziwne. Niedawno śmiałyśmy się, że w Japonii żyje masa fajnych facetów
i być może uda nam się znaleźć kogoś fajnego, kiedy pójdziemy na studia. Nie
sądziłam, że moja najlepsza przyjaciółka postanowi wyjść za mąż mając jeszcze
jedynkę z przodu, a ja, że w końcu się w kimś na poważnie zakocham i będzie to
kuzyn mojej przyjaciółki, którego ta kiedyś serdecznie nienawidziła... Opera
mydlana! Napiszę o tym operę mydlaną, zarobię miliony i wtedy kupimy sobie małą
wysepkę gdzieś na Bahamach, gdzie będziemy mogły uciekać od codziennego życia.
-Wracając
do tematu. Jeśli wszystko pójdzie tak, jak ma pójść, chciałabym cię prosić,
żebyś została moją świadkową na ślubie.
-Ja?
Twoją świadkową?- Sakura zmarszczyła brwi.
-Tak
ty, matołku! Nie mam siostry, a ty jesteś dla mnie jak rodzina. Jesteś moją
przyjaciółką, którą kocham całym sercem i chcę żebyś to właśnie ty towarzyszyła
mi w tym ważnym dla mnie dniu. Chcę żebyś była moją świadkową i stała obok
mnie, kiedy mój przyszły mąż będzie mi zakładał obrączkę na palec.Chcę żebyś
zorganizowała mi najlepszy wieczór panieński jakiego Tokio nigdy na oczy nie
widziało, i chciałabym, żebyś groziła Gaarze palcem, że znajdziesz go nawet na
odleglejszym zakątku świata, jeśli tylko mnie skrzywdzi.- Sakura zaśmiała się
przez łzy.
-Jeśli
to dla ciebie takie ważne, zostanę twoją świadkową. W razie gdybyś się jednak
rozmyśliła, twoje auto będzie stało pod kościołem z kluczykami w stacyjce,
żebyś mogła odjechać najszybciej jak tylko się da.- zaśmiałam się i dźgnęłam
Saki palcem w żebro.
-Jesteś
okropna! Jak możesz mówić coś takiego?! Chociaż po dłuższym zastanowieniu
wolałabym uciekać na koniu.
-Daj
spokój. Uciekająca panna młoda to przeżytek kina. Odsetek
lasek uciekających sprzed ołtarza wzrósł diametralnie po premierze.
-Ja
nie mam zamiaru uciekać.
-Boże,
to co ty i Gaara zamierzacie zrobić to naprawdę czyste szaleństwo. Szaleństwo
pisane wielkimi literami.
Gaara powiedział wujkowi o tym, że
chce się zaręczyć i pobrać dzień przed swoimi dwudziestymi urodzinami, kiedy
specjalnie dla niego została wyprawiona kolacja dla najbliższej rodziny.
Pamiętam, że biedny mężczyzna zakrztusił się jedzeniem, zrobił się siny i tylko
mocna dłoń Temari pomogła mu wykrztusić z płuc kawałek kurczaka z ryżem.
-CO?!
Za... Zaręczyć się?! Wy?! Teraz?!- krzyknął, kiedy w końcu odzyskał głos.
-Tak.
Prawdę mówiąc oświadczyłem się Sarze, a ona powiedziała tak. Więc oficjalne
zaręczyny są tylko kwestią wyrażenia waszej zgody na nasze małżeństwo.- Gaara
mówił to tak spokojnym głosem, że ja również zaczęłam się trochę niepokoić.
Zachowywał się tak, jakby dla niego zaręczanie się, kiedy nie miało się nawet
tych dwudziestu lat było zupełnie normalne.
Znałam Japonię. Znałam jej kulturę.
Wiedziałam, że nawet w tych czasach wiele bogatych rodzin ustawiało swoim
dzieciom małżeństwa, aby kapitał wnoszony do rodziny był jak najwyższy. Wtedy
uczucia młodych, czy ich wiek nie robiły problemu. W naszym przypadku
zdziwienie było tak wielkie, jakbyśmy oświadczyli, że chcemy polecieć na
księżyc.
-Masz
dwadzieścia lat! Jesteś jeszcze niedojrzałym... Zaliczyliście wpadkę, prawda?!
To stąd ten pomysł o ślubie! Twoja dziewczyna jest w ciąży i chcecie szybko
zalegalizować związek, żeby potem wmawiać ludziom, że dziecko to wcześniak.-
Yashamaru był siny na twarzy.
-Boże,
zaczęło się...- jęknęłam zażenowana i ukryłam twarz w dłoniach.
-Nie.
Sara nie jest w ciąży. Nie dlatego chcemy się pobrać. Wujku, kochamy się i
chcemy być ze sobą.
-Więc
dlaczego nie poczekacie z tym jeszcze kilka lat?! Przecież może się okazać, że
poznasz na studiach zupełnie inną dziewczynę i wtedy rozstaniesz się z Sarą!
-Sara
mówiła mi to samo. Wuju, ja naprawdę nie chcę nikogo innego. Jestem pewny
swojej decyzji w stu procentach. Gdyby tak nie było nawet nie fatygowałbym się
z tą propozycją, a tym bardziej nie wyciągał jej na forum przy stole.- Gaara
wstał i wpatrywał się w wujka spokojnym wzrokiem.
Czułam na sobie spojrzenia Temari,
Kankuro i Shikamaru, który również został zaproszony.
-Kiedy
planujecie to cudowne wydarzenie, od którego na pewno nie zamierzacie
odstąpić?- zapytał wuj.
Zmarszczyłam brwi, ponieważ nie
sądziłam, że mężczyzna tak szybko ustąpi. Jednak spoglądając na Gaare,
wiedziałam dlaczego tak się stało. Mój facet spoglądał na swojego wujka w taki
sam sposób, w jaki w szpitalu spoglądał na mnie. Determinacja biła od
niego na kilometr, a nieustępliwy wyraz twarzy jasno dał wujowi do zrozumienia,
że Gaara nie ustąpi.
-W
połowie marca.- Gaara oświadczył to jakby wybierał właśnie danie w restauracji.
-W
połowie marca w przyszłym roku, tak?- zapytała niepewnie Temari, a ja doskonale
wiedziałam, że odpowiedź jaką za chwilę usłyszy, wywoła tornado.
-Nie.
W połowie marca w tym roku. Chciałbym rozpocząć studia już po miesiącu
miodowym.- wzruszył ramionami, a lawina jaka posypała się w tamtym momencie
była jak błysk światła.
-W
TYM ROKU?!
-W
POŁOWIE MARCA W TYM ROKU?!
-TERAZ?!
ZARAZ?!
Cała rodzina Gaary zaczęła się
przekrzykiwać jeden przez drugiego. Stęknęłam i skuliłam na krześle najmocniej
jak tylko mogłam. Gdybym miała jakąkolwiek super moc do wyboru, an pewno w
tamtym momencie byłaby to niewidzialność.
-Saro,
Shikamaru. Możecie zostawić nas samych na krótką chwilę? Chcielibyśmy
porozmawiać w rodzinnym gronie.- powiedział wuj Gaary, a my kiwnęliśmy głowami
i jak jeden mąż wyszliśmy z salonu i poszliśmy do kuchni.
Shikamaru oparł się o blat, ja z
kolei opadłam na krzesło jak przebity balonik.
-Bardzo
ekscytujący wieczór. Muszę przyznać, że spodziewałbym się nawet tancerki
wyskakującej z tortu, ale nie informacji o oświadczynach. Machina ruszyła.-
Shikamaru wyjął z kieszeni marynarki papierosy. Otworzył okno i odpalił
bibułkę.
Oparłam głowę na dłoniach.
-Ja
też starałam się wyjaśnić Gaarze, że powinniśmy zaczekać, aż skończę liceum. I
miałabym przynajmniej cyfrę dwa z przodu. Ale do niego nie docierało.
Postanowił i koniec.
-A
ty? Jak ty czujesz się z tym wszystkim?
-Cóż...
Na początku byłam tak bardzo zszokowana, że kiedy Gaara mi się oświadczył,
myślałam, że to wynik wypadku i słyszę coś, czego on wcale nie powiedział.
Jednak potem... Potem zaczęłam się z tego cieszyć. Wiem, że to wszystko jest
szalone, ale chcę być z Gaarą. I chcę założyć z nim rodzinę. Nie obchodzi mnie,
czy stanie się to w tym roku, za rok czy za dziesięć lat, ale chcę zostać jego
żoną. Chcę dzielić z nim radość i smutki, a za kilka lat chciałabym zostać
również matką jego dzieci. O tym marzę najbardziej na świecie.- Shikamaru
zaśmiał się.
-Wy
serio jesteście poważni w tym, że chcecie to zrobić. Znam Gaare od ponad trzech
lat. Poznałem też kilka jego byłych dziewczyn. I powiem ci, że nigdy z żadną
nie spoglądał w tym samym kierunku. Dlatego teraz nie mogę wyjść z podziwu, jak
szybko znalazł wspólny kierunek razem z tobą i jest tak bardzo zdeterminowany,
żeby go osiągnąć.
-Czasem
boję się, że w niektórych momentach jest zdeterminowany aż za bardzo.-
mruknęłam.
Przez dłuższy czas siedzieliśmy z
Shikamaru w zupełnej ciszy. On odpalał niemal papierosa od papierosa, a ja
nerwowo skubałam skórki przy paznokciach, czekając, aż mój facet wyjdzie z
salonu. Grube drzwi nie przepuszczały nawet najcichszego szmeru ze środka
pomieszczenia, a moja frustracja nasilała się niemal z każdym oddechem.
-Uspokój
się. Nie przyśpieszysz ich rozmowy choćbyś nie wiem jak bardzo tego chciała.
Małżeństwo dwóch tak młodych osób zawsze jest szokiem. Ten musi minąć, aby
doszło do porozumienia.
Wszyscy wyszli z salonu dopiero po
godzinie. Wyglądali na wstrząśniętych, zszokowanych. Jedynie Gaara był
uśmiechnięty od ucha, do ucha. Podszedł do mnie i odetchnął.
Pocałował mnie bardzo, bardzo
namiętnie i mocno ścisnął.
-Po
tym jak bardzo jesteś szczęśliwy, wnioskuję, że przełknęli ten fakt.- Shikamaru
zaśmiał się i przybił z Gaarą piątkę.
-Nie
dałem im wyboru. Moje argumenty były jasne i mocne. Nawet mój wuj musiał w
takiej sytuacji odpuścić. Kochanie, chodźmy. Muszę cię odprowadzić. Jest już
dość późno.- niepewnie kiwnęłam głową i poszłam za Gaarą do korytarza.
Kiedy szliśmy objęci, moje serce
galopowało jak stado koni.
-Czym
przekonałeś wujka?- zapytałam.
-Powiedziałem
mu, że chcemy się pobrać dlatego, że naprawdę się kochamy i dotarło do mnie, że
nie chcę nigdy więcej cię stracić. Widział w jak fatalnej formie byłem po twoim
wypadku. Poza tym powiedziałem mu, że póki co chcemy jedynie sformalizować
związek. Zapewniłem go, że nie chodzi o szybkie zakładanie rodziny, o dzieci
ani o nic innego, jak tyko o to, żeby móc być ze sobą w pełnym tego słowa
znaczeniu.
-I
to wystarczyło?- zdziwiona uniosłam brwi.
-Sądzę,
że przekonał go argument o tym, że nie planujemy za szybko powiększać rodziny.
Kiedy zostaliśmy w salonie, a ty i Shika wyszliście, jedyne co drążył to to, że
nie chcę mu na pewno powiedzieć o wpadce, a po ślubie magicznie okaże się, że w
noc poślubną doszło do cudu miłości i zrobiliśmy dziecko.- parsknęłam pod
nosem.
-Trochę
go rozumiem. Myślę, że gdyby teraz okazało się, że jestem w ciąży, sama bym
panikowała. Ślub jestem jeszcze w stanie zrozumieć, ale ciąża byłaby dla mnie
za dużym szokiem w tak młodym wieku.
-Sam
nie chcę jeszcze zostawać ojcem. Na bycie rodzicem jest jeszcze zdecydowanie za
wcześnie, a ja chcę skończyć studia i znaleźć dobrą pracę.
-Twoje
nazwisko ma już renomę w prawniczym świecie. Podejrzewam, że kiedy tylko
zaczniesz praktyki, jakiekolwiek kancelarie będą się o ciebie bić.- mruknęłam i
wsunęłam dłoń do kieszeni płaszcza Gaary. Splotłam razem nasze palce.
-Kancelaria
przyjaciela ojca już dawno mi to oświadczyła. Baki powiedział, że kiedy tylko
zacznę studia prawnicze od razu znajdzie się dla mnie miejsce na pół etatu,
jeśli chciałbym zacząć pracować.
-To
cudownie! Zdobędziesz doświadczenie już na samym początku.- uśmiechnęłam się i
pocałowałam go w policzek.
-Czuję
się z tym trochę nie fair. Inni mają problem ze znalezieniem praktyk, lub ze
znalezieniem pracy jeśli nie mają znajomości w tym świecie. Ja, owszem cieszę
się, ale jednocześnie czuję, że to za proste. Ja dostaję to, na co inni muszą
ciężko pracować.
-Gaara.
Jesteś genialny w tym co robisz. Wiesz, że tego chcesz i dążysz do tego.-
poczułam jak Gaara mocno ścisnął moją dłoń.
-Opieram
się na nazwisku ojca, który rzeczywiście był genialny w tym, co robił. Zawsze,
dosłownie zawsze doprowadzał sprawy do końca, kiedy te wydawały się stać w
martwym punkcie. Boję się, że kiedy zacznę pracę okaże się, że wcale nie jestem
moim ojcem, a jego nazwisko zostanie przeze mnie zhańbione.- zmarszczyłam brwi.
-Chcesz
pracować jako prokurator dla siebie, czy przez wzgląd na ojca, który nim był?-
zapytałam.
-Kiedyś
myślałem, że to po części jedno i drugie. Teraz wiem, że to bardziej przez
ojca... Nie! Nie zrozum mnie źle!- powiedział szybko, kiedy widział jak szykuję
się do otwarcia ust.- Uwielbiam zagadki kryminale, uwielbiam je rozwiązywać i
doprowadzać złych ludzi tam, gdzie powinni być. Jednak... Czasem zastanawiam
się, czy to dobra droga. Mój ojciec robił to, bo to kochał, czuł to całym
sercem. Ja chcę to robić, bo sprawia mi to przyjemność, ale jednocześnie nie
jest chyba tym, co bym mnie w stu procentach interesowało. Mam wrażenie, że
nadal szukam swojej drogi, a czas goni mnie zdecydowanie za szybko.
-Wiesz,
kiedy ja zastanawiam się nad swoją przyszłością mam pustkę. Tak naprawdę nigdy
nie zastanawiałam się nad tym, kim chciałabym być, bo życie wydawało mi się zbyt
trudne do ogarnięcia na czas dłuższy niż tydzień. Kiedyś wiązałam swoje plany z
muzyką, ale prawdę mówiąc nie widzę się jako piosenkarka wyginająca się na
scenie. Taniec też nie jest jakimś moim powołaniem. Umiem to wszystko tylko
dlatego, że szkoła, do której uczęszczałam byłam wymagająca, a ja mam talent,
który był szlifowany. Jednak jeśli chodzi o ciebie... Bycie prokuratorem trzeba
lubić. Jest to trudna praca, związana z wieloma nieprzyjemnymi rzeczami.
Będziesz musiał oglądać przemoc, śmierć. Jesteś silny psychicznie. Jesteś
stabilny i pewny. Jednak w którymś momencie zgromadzone przez lata
doświadczenia po prostu spadną na ciebie. A ty nie będziesz mógł przed nimi
uciec. Wypalisz się i zaczniesz żałować, że zrobiłeś coś tylko dlatego, że
chciałeś ciągnąć to, co robił twój ojciec. A czasu, który minął nie da się
odzyskać.
-Im
dłużej cię znam i im dłużej z tobą przebywam, wiem, że zostanie twoim mężem
będzie ciężkie, a jednocześnie będzie najlepszą rzeczą jaka spotkała mnie w
życiu.
-To
ciężkie, będzie na pewno przeważać. Oboje mamy bardzo mocne charaktery i lubimy
mieć rację.
-Będę
mierzył się z tym każdego dnia, do końca życia. Kiedy znajduje się kogoś
godnego siebie każdy trud jest wart wysiłku w to włożonego.- powiedział i
pocałował mnie w czoło.
Kiedy weszliśmy do korytarza w moim
domu, głośno się śmialiśmy.
-Gaara,
Sara, to wy?!- usłyszałam krzyk cioci dochodzący z salonu.
-Tak,
ciociu!!!- krzyknęłam i zaczęłam ściągać z siebie płaszcz i szalik. Gaara
przejął je ode mnie i powiesił na wieszaku.
-Dobry
wieczór, państwo Uchiha!- Gaara pojawił się za mną w drzwiach salonu.
-Witaj,
Gaara. Siadajcie! Właśnie mieliśmy oglądać filmy. Chcecie się do nas dołączyć?-
ciocia pomachała pilotem w dłoni i wskazała nam kanapy.
-Panie
Uchiha, pani Uchiha, chciałbym porozmawiać z państwem na osobności. To pilne.-
zamarłam na słowa Gaary. Nie sądziłam, że po rozmowie ze swoim wujkiem, będzie
chciał rozmawiać jeszcze z moimi wujkami.
-Stary,
masz poważny ton. Stało się coś złego?- Sasuke wstał i podszedł do Gaary.
-W
takim razie, może przejdźmy do mojego gabinetu? Myślę, że to będzie najlepszy
wyjście. Poczekajcie na nas. Za chwilę wrócimy.- wujek wskazał Gaarze wyjście
na korytarz. Ciocia z kolei poszła za nimi od razu, kiedy tylko zniknęli za
drzwiami.
Zostaliśmy sami. Wymieniłam
porozumiewawcze spojrzenia z Sakurą.
-Jej,
ciekawe co takiego się stało, że Gaara nagle uderzył do naszych rodziców, co
Itachi?- Sasuke usiadł na kanapie i złapał w rękę miskę popcornu. Zaczął
wsadzać do ust pojedyncze ziarenka.
-Nie
wiem, ale może zainteresował się przemysłem komputerowym ojca i postanowił
dowiedzieć się czegoś więcej o branży, w której tato robi.- Itachi zajął
miejsce obok brata i również poczęstował się popcornem.
-Boże,
co za idiota.- mruknęłam i skrzyżowałam ręce na piersi.
-Czy
twój luby zrobił już dzisiaj coś niemądrego?- zapytała Saki i położyła mi dłoń
na ramieniu.
-Zastanawiam
się, skąd ten człowiek ma w sobie tak żelazne nerwy i opanowanie, którego może
mu pozazdrościć pieprzony posąg. Jego wujek o mało nie padł dzisiaj na zawał,
przez jego zachowanie.- warknęłam zła i zaczęłam wpatrywać się w drzwi salonu.
-Pokłóciliście
się przy stole? Przecież, kiedy weszliście do domu śmialiście się jak szaleni.-
zauważył Itachi i wziął kolejne ziarna popcornu do ręki.
-Wujek
Gaary też już wie?- zapytała Sakura, a ja niepewnie kiwnęłam głową.- Zgodził
się?
-Nie
miał wyboru. Zaufaj mi, że ten głupek jest bardzo przekonywujący, kiedy czegoś
bardzo chce.
-Zaraz,
zaraz. Rozmawiacie w jakimś dziwnym kodzie, którego za Chiny Ludowe nie rozumiem.
Co się stało? O czym wujek Gaary ma wiedzieć? I dlaczego miał być wściekły z
tego powodu?- zapytał Sasuke i otrzepał dłonie z soli.
-Gaara
mi się oświadczył. A ja się zgodziłam.- powiedziałam.
Tak jak się spodziewałam, wywołało
to kolejną reakcję łańcuchową. Biedny Itachi zadławił się popcornem, Sasuke
usiadł prosto tak szybko, że miska spadła mu z nóg i poturlała się po ziemi.
Jedynie Sakura, która wiedziała o oświadczynach była spokojna.
-CO?!-
wrzasnął Sas i wskazał na mnie palcem.-JAK TO OŚWIADCZYŁ CI SIĘ, A TY SIĘ
ZGODZIŁAŚ?!
-Po
prostu, powiedział, że chce się ze mną ożenić, a ja wyraziłam na to zgodę.
Zrobił to dwa tygodnie temu, ale czekaliśmy na właściwy moment, żeby móc
zapytać o to naszych opiekunów.
-Właściwy
moment?! Gaara ma dopiero dwadzieścia lat! Ty za pół roku skończysz
dziewiętnaście! Kiedy zamierzacie to zrobić?! W przyszłym roku, kiedy będziesz
kończyć szkołę?- zapytał mój młodszy kuzyn nadal nie dowierzając.
-Nie.
Mamy zamiar zrobić to w tym roku. Zanim Gaara pójdzie na studia.
-CO?!
TO ZA DWA MIESIĄCE!!!- wrzasnął i zerwał się na równe nogi.
-Sasuke,
daruj sobie to wydzieranie się. Rozmawiałam z Gaarą na ten temat już wiele,
wiele razy. Uwierz, że on nie zmieni zdania. Ja też nie. Chcę z nim być. Bardzo
tego pragnę i jest to jedna z nielicznych rzeczy w moim życiu, co do której
jestem pewna.
-Ale
to tak nagle! Nie spodziewałem się, że wyskoczycie ze ślubem tak szybko!-
powiedział Itachi.
-Itachi,
to już postanowione. Gaara rozmawiał ze swoim wujkiem i rodzeństwem. Zgodzili
się. Teraz pozostał największy tor przeszkód w formie rodziców. Wiesz, że wujek
będzie obstawał przy tym, żeby to wszystko nie działo się tak szybko.
-Saro!
Przyjdź do gabinetu!!!- głos wujka poniósł się echem po całym domu. Był
wściekły. Nieziemsko wściekły.
Szłam korytarzem jak ktoś idący na
egzekucję. Marzyłam tylko o tym, żeby odwrócić się w drugą stronę i wybiec z
domu, ale nie mogłam tego zrobić. Gaara odważył się sam porozmawiać z moimi
wujkami, a moim obowiązkiem było go wspierać w naszej wspólnej decyzji.
Weszłam do pomieszczenia i skłoniłam
głowę. Wujek siedział przy biurku i zaczął walić we mnie błyskawicami od samego
wejścia. Ciocia stała za wujkiem i trzymała dłoń na jego ramieniu, próbując go
uspokoić.
-Podejdź
do mnie.- powiedział zimnym tonem.
Gaara stał przed wujkiem w dość
luźnej pozie, ale jednocześnie takiej, która wskazywała na duży szacunek. Kiedy
stanęłam obok Gaary znowu skłoniłam głowę.
-Chciałeś
mnie widzieć, wujku.- mruknęłam niepewnym tonem.
-Po
rewelacjach, które usłyszałem z ust twojego chłopaka to chyba nie jest dziwne,
że chciałem z tobą porozmawiać, nie uważasz?
-Nie
mylisz się, wuju.- głośno przełknęłam ślinę.
-Co
masz mi w tym temacie do powiedzenia?
-Że
jestem pewna tego, co chcemy zrobić.- powiedziałam pewnie.
-Saro,
mówimy tu o ślubie! Wiesz, co to oznacza?
-Że
zostanę żoną Gaary?- zapytałam niepewnie.
-Ano,
owszem. Zostaniesz. Oznacza to również, że my przestajemy być twoimi prawnymi
opiekunami, a staje się nim twój mąż i jego rodzina.
-Wiem
o tym.
-Oznacza
to również, że świadomie podejmujesz dorosłe już życie, od którego nie będzie
odwrotu.
-Wiem
o tym.
-Założenie
rodziny, dzieci, dbanie o dom... To wszystko spadnie na ciebie w niedalekiej
przyszłości.
-Tak
nie do końca niedalekiej... Wujku, ciociu. Nie myślimy póki co o dzieciach. Ja
i Gaara mamy do pokończenia studia, ja muszę skończyć jeszcze liceum. To coś co
nie podlega żadnej dyskusji i nie ma tu nawet mowy o dzieciach dopóki te punkty
nie zostaną spełnione.- powiedziałam pewnie.
-Czy
chcesz nam o czymś powiedzieć, kochanie? Jeśli jesteś w ciąży i chcesz jak
najszybciej wziąć ślub, to nie jest to przecież wymagane. Możesz urodzić,
poczekać, aż dziecko trochę podrośnie i wtedy możecie razem z Gaarą stanąć na
ślubnym kobiercu.- przewróciłam oczami.
-Mówiłam
ci, że pierwsze o co będziemy posądzani to to, że zdarzyła się nam mała wpadka
i teraz jak najszybciej będziemy chcieli to zatuszować?- mruknęłam do Gaary
wzdychając. On uśmiechnął się do mnie i chwycił mnie za rękę.
-Miałaś
rację. Nie spodziewałem się jednak, że każdy będzie podawał ten powód jako
pierwszy.
-Ja
od razu się tego spodziewałam.- uśmiechnęłam się pod nosem.
-Jak
w inny sposób chcecie wyjaśnić to, że tak szybko chcecie się pobrać?
-Wujku!
Ciocia miała tyle samo lat, co ja, kiedy się z nią ożeniłeś!- powiedziałam
ostro.
-Tak,
ale ja w porównaniu do Gaary jestem starszy od swojej żony o pięć lat! Kiedy
się z nią żeniłem kończyłem już studia i zaczynałem pracę. Zakładałem swoją
firmę od zera. Gaara dopiero zaczyna studia, a ty masz maturę do napisania!
Jesteś w drugiej klasie liceum! To jakieś szaleństwo!
-Panie
Uchiha, wiem, że brzmi nieprawdopodobnie, ale jestem pewny swojej decyzji.
Nawet gdybym miał osiemnaście lat, też wyszedłbym z taką inicjatywą, bo Sara to
dziewczyna, z którą chcę spędzić resztę życia.
-Chłopcze,
masz dwadzieścia lat. Moja siostrzenica ledwo skończyła osiemnaście, w lipcu
skończy dziewiętnaście. Powiedziałeś, że chcesz się z nią ożenić zanim
pójdziesz na studia. To oznacza, że w przeciągu dwóch miesięcy chcesz
zalegalizować wasz związek. Nie uważasz, że to szalone?- zapytał mój wujek.
Zdałam sobie sprawę z tego, że moi
wujkowie zupełnie inaczej patrzyli na sprawę, niż wujek Gaary.
-Nie,
proszę pana. Chcę ożenić się z Sarą i nie zmienię tej decyzji. Wiem, że
znalazłem swoje szczęście i nosi ono jej imię. Dam z siebie wszystko jako jej
mąż, i wiem, że ona zrobi to samo dla mnie. Uzupełniamy się i kochamy.
-Co
będzie jeśli pojawią się problemy. Jako ktoś z ponad dwudziestoletnim stażem
małżeństwa wiem, o czym mówię.- powiedział wujek, a ja westchnęłam.
-Pan
i pana żona również musieliście nauczyć się docierać. Na tym polega małżeństwo.
Nie ma na nie gotowego przepisu. Jeśli pojawią się kłopoty, a wiem, że na pewno
się pojawią, będę starał się walczyć o to, żeby było dobrze. Wiem, że Sara też
będzie to robić, bo taką ma naturę.
-Jak
na tak młodego chłopca masz dobrze poukładane w głowie.- mój wujek wydawał się
autentycznie zdziwiony.
-Wiem,
do czego pan zmierza. Chce mnie pan zniechęcić do decyzji o ślubie. Chce mi pan
uświadomić, że życie to nie jest i żyli długo i szczęśliwie, ale to coś, o czym
nie musi mnie pan informować. Zdaję sobie sprawę z tego, że w ciągu całego
życia pojawią się problemy, pojawi się rutyna, pojawi się chęć ucieczki od
siebie. Wiem o tym. Wiem jednak, że ja chcę stawiać czoła każdemu dniu. I chcę
to robić z Sarą. Dlatego, że z nią przy boku moje życie nareszcie nabrało
jakiegoś sensu. Mam cel i jest nim to, aby każdego dnia widzieć uśmiech na jej
twarzy. I udowadniać jej, że decyzja o ślubie ze mną była właściwa. Chcę jej szczęścia.
Teraz pytaniem najważniejszym jest to, czy po tych dwóch tygodniach, kiedy
pierwszy raz zdałem jej to pytanie, ona nadal chce zostać moją żoną.- Gaara
spojrzał się na mnie z wyczekiwaniem.
Głośno wypuściłam powietrze z płuc i
na moment przestałam oddychać. Odwróciłam się w stronę moich wujków, a potem
spojrzałam na mojego chłopaka.
-Dobrze
wiesz, że chcę.- powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
-Boże,
nigdy nie sądziłem, że czeka nas to tak wcześnie.- wujek zwrócił się do cioci.
-Gaara,
mam jeden ogromny warunek, pod którym, tylko i wyłącznie, zgodzę się oddać ci
moją córkę pod swoje skrzydła.- moja ciocia powiedziała ostro.
Gaara wyprostował się na jej słowa i
przybrał poważny wyraz twarzy.
-Słucham,
proszę pani?- zapytał i wcale nie wydawał się już taki rozluźniony. Wujek
Fugaku budził respekt, ale tak naprawdę to ciocia rządziła domem.
-Chciałabym,
żebyście przez pierwszy rok małżeństwa mieszkali u nas. Sara powinna podszkolić
się w prowadzeniu domu, a przed wszystkim chciałabym mieć wgląd w jej naukę.
Ślub przed maturą będzie dla niej na pewno bardzo stresujący, a nie chcę żeby
to odbiło się na jej ocenach. Zwłaszcza, że to bardzo inteligentna dziewczyna z
dużym potencjałem.
-Cóż...
Planowałem, że po ślubie zamieszkamy w moim domu, ponieważ jest tam mniej
tłoczno...- zaczął Gaara niepewnie.
-Chłopcze,
chcesz, żebym oddała ci swoją ukochaną córkę. Uwierz, że jestem gotowa to
zrobić, ale tylko pod tym jednym warunkiem. Po roku będziecie mogli wyprowadzić
się albo do twojego domu, albo znaleźć sobie własny. Zgodzę się na ślub tylko i
wyłącznie wtedy, kiedy ty zgodzisz się na ten warunek.- zaśmiałam się, kiedy
zobaczyłam minę Gaary.
-Dobrze,
pani Uchiha. Jeśli to dla pani takie ważne, zgadzam się.- powiedział Gaara.
-Ja
też mam jeden warunek.- powiedział mój wujek i podniósł się z krzesła. Gaara
niepewnie kiwnął głową.- Oddaję ci moją córkę. Dziecko, które razem z moimi
synami jest całym światem. Wierzę, w twoje czyste intencje, i wiem, że
postarasz się nie zawieść. Jeśli jednak kiedykolwiek doprowadzisz do sytuacji,
która naraziłaby dobre imię Sary na szwank, znajdę cię. A wtedy powinieneś bać
się o swoje życie.
-Tak
jest, panie Uchiha. Zgadzam się na wszystko.
-Ja
też mam warunek.- powiedziałam nagle. Gaara zmarszczył czoło i odwrócił się w
moją stronę.
-Tak?
-Wyjdę
za ciebie nawet za te dwa miesiące, jednak pod warunkiem, że do końca nauki w
liceum pozwolisz mi zatrzymać moje nazwisko. Sakura miała rację, że kiedy
pojawię się w szkole jako Sara Sabaku wywoła to za dużo reakcji, których nie
chcę. Po skończeniu nauki zmienię je na twoje nazwisko.
-Ten
warunek bardzo ciężko mi przełknąć.- wycedził przez zaciśnięte zęby.
-Jeśli
chcesz ty również możesz postawić jakiś warunek. Ten jest dla mnie bardzo
ważny. Na studia pójdę już jako Sara Sabaku, ale liceum chciałabym skończyć
jako Sara Iregiro.
-Myślę,
że Sara ma rację. Nie warto ryzykować jej bezpieczeństwa tylko dlatego, żebyś
mógł mówić na nią pani Sabaku. Przez to, że wasz związek odkryła ta cała Ayo,
życie Sary o mały włos nie zostało przerwane.
-Dobrze,
zgadzam się na to. Jeszcze przez ten rok będziesz Sarą Iregiro. Ale potem w
czasie przerwy wiosennej idziemy do urzędu i zmieniasz nazwisko na Sabaku.
-Tak
jest.- puściłam mu oczko, a on uśmiechnął się do mnie.- Czy ty masz jakiś
warunek odnośnie mnie i naszego małżeństwa?
-Jeden.
Którego musisz przestrzegać do końca naszego życia.- jego poważny ton sprawił,
że poczułam się zbita z tropu.
-Słucham?
-Obiecaj
mi, że zawsze będziesz sobą. Tak jak teraz.- ciocia z wujkiem spojrzeli się na
siebie i szeroko uśmiechnęli. Najwidoczniej tymi słowami Gaara całkiem
przekonał ich do zgody na ślub.
-Przecież
przy tobie nigdy nie mogłabym być nikim innym.- uśmiechnęłam się i mocno
ścisnęłam dłoń Gaary.
Kiedy wróciliśmy do salonu mieliśmy
poważne miny. Itachi, Sasuke i Sakura siedzieli na kanapach, a kiedy tylko nas
zobaczyli, od razu poderwali się do góry.
-I
co?!- zapytała Sakura i podeszła do nas.
-Dlaczego
mi nie powiedziałeś, że planujesz ożenić się z moją kuzynką ty zdrajco?!-
Sasuke podszedł do Gaary i oskarżycielsko wymierzył w niego palcem.
-Bo
bałem się, że kiedy powiem o tym głośno, nie uda się.- wzruszył ramionami.
-Co
powiedzieli nasi rodzice? Miny macie nietęgie. Nie zgodzili się?- zapytał
Itachi i przeskakiwał wzrokiem z Gaary na mnie i z powrotem.
-Oni...
No cóż...- zaczęłam niepewnie, a Gaara ścisnął moją dłoń. Kiedy spojrzeliśmy
się na siebie, zaczęliśmy się głośno śmiać.- Zgodzili się. Mamy ich zgodę na
małżeństwo.
-Naprawdę?!-
krzyknął Sasuke.
-Tak,
Sasuke. Zgodzili się na ślub. Za dwa miesiące zostanę żoną Gaary.- uśmiechnęłam
się do nich.
-Boże,
to tak szybko...- powiedział Itachi.
-Wiem.
Ciocia obiecała, że zajmie się całą organizacją. Ma znajomości, które na pewno
jej w tym pomogą.
-Cóż,
teraz pozostaje podzielić się tą radosną nowiną z naszymi przyjaciółmi.
Podejrzewam, że padną z wrażenia, kiedy im o tym powiemy.- Gaara objął mnie
ramieniem i przyciągnął do siebie, a my wszyscy się zaśmialiśmy.
W poniedziałek w szkole poprosiłam
naszych przyjaciół, aby podczas długiej przerwy przyszli do sali biologicznej.
Kiedy wszyscy się tam pojawili,
przyglądali się nam w skupieniu.
-Dobra,
z jakiej okazji ta narada?- zapytała Ino, a ja zaśmiałam się.
-Razem
z Gaarą mamy wam coś do ogłoszenia.- powiedziałam i uśmiechnęłam się do
wszystkich.
-Jesteś
w ciąży?- zapytał Sai, a ja razem z Gaarą zaczęłam się głośno śmiać.
-Czwarty
z kolei.- powiedział mój... Narzeczony.
-Więc
co to za nowina? Postanowiliście nagrać kawałek w duecie?
-Bierzemy
ślub.- powiedział Gaara, a wszyscy, dla których ta nowina była nowością, zamarli.
-CO?!-
krzyknęli chórem, co znowu wywołało lawinę śmiechu z mojej strony.
Komentarze
Prześlij komentarz