Rozdział 66

Kiedy otworzyłam oczy moją głowę przeszył okropny ból. Jęknęłam.
-Obudziłaś się! Jakie szczęście!-Gaara mocno ścisnął moją rękę. Leżałam pod kroplówką, nadal ubrana w ciuchy, które miałam na sobie w trakcie spotkania z Naokim. Na głowie miałam bandaż.
-Co się stało?-zapytałam, a raczej zaskrzeczałam. Kaszlnęłam.
-Zemdlałaś. Masz wstrząs mózgu. Naoki ładnie cię poturbował. Poczekaj chwilę, zawołam lekarza... Spokojnie, to moja znajoma. Nie ruszaj się. Masz pewnie potworny ból głowy.
-Żebyś wiedział.-jęknęłam. Podsunęłam się do pozycji siedzącej. Gaara wstał i szybko poszedł po lekarza. Ja w tym czasie mierzyłam się ze swoimi przemyśleniami.
-Jak się czuje nasza pacjentka?-lekarz okazała się młodą, bardzo ładną kobietą o brązowych oczach i brązowych włosach. W jej oczach widziałam szczerą niechęć.
-To jest Lily. Zajęła się tobą, kiedy razem z Mikiem przywieźliśmy cię do szpitala.
-Jak głowa?-zapytała zimno. Przeszły mnie ciarki.
-Boli, ale nie mam już mroczków przed oczami.-zwykle z nerwów ruszałam pierścionkiem, jednak teraz nie miałam go na palcu.-Gdzie mój pierścionek?
-Ja go mam, spokojnie. Lekarze kazali ci go zdjąć.Proszę, teraz może wrócić na swoje miejsce.-Gaara podszedł do mnie i lekko nałożył mi biżuterię na palec. Poczułam się lżej dzięki temu.
-Więc jednak jakaś dziewczyna była w stanie cię usidlić.-prychnęła lekarka. Zmarszczyłam czoło.
-Udało mi się to już 8 lat temu, kiedy się poznaliśmy. Chciałabym wrócić do domu najszybciej jak to możliwe.-jak na kogoś z wstrząsem mózgu czułam się wyjątkowo silna.
-Oczywiście, jeśli sobie życzysz. Przygotuję wymagane dokumenty i za chwilę przyjdę.-odwróciła się na pięcie i wyszła.
-Spałeś z nią, prawda?-czułam, że mój puls przyśpieszył.
-Tak. Z nią tak. To właśnie z nią byłem w tym dłuższym związku.-ciśnienie zaczęło rozsadzać mi głowę.
-No cóż. Trzeba ci przyznać, że masz gust.-powiedziałam twardo. Nie miałam ochoty na niego patrzeć. Podziękowałam temu na górze za to, że była dziewczyna Gaary nie wstrzyknęła mi w żyły cyjanku, zamiast środka przeciwbólowego...
-Proszę, oto dokumenty. Chciałabym żebyś je wypełniła. Przez jakiś tydzień może dwa unikaj stresowych sytuacji, ćwiczeń fizycznych, łącznie z seksem. Masz myśleć tylko o odpoczynku.
-Dobrze. Już wypełniam. Gaara, masz jakiś długopis?-zapytałam. Gaara wyciągnął jeden z wewnętrznej kieszeni kurtki. Zaczęłam wypełniać druk. Lekarka w tym czasie zaczęła grzebać przy kroplówce. Wyciągnęła mi wenflon, dość boleśnie. Widziałam nienawiść w jej oczach.

            Wyszliśmy ze szpitala i pojechaliśmy do domu. Byłam bardzo zmęczona, marzyłam tylko o długim śnie. Jednak Gaara miał inne plany.
-Jesteś zła, prawda?
-Nie, nie jestem. Jestem po prostu zmęczona. Mam zabandażowaną głowę i marzę o prysznicu i śnie. Nic więcej mi w głowie.
-Widziałem, jak się na nią spojrzałaś. Zawsze się tak patrzysz kiedy jesteś zła.-westchnęłam.
-Gaara, nie nie jestem. Przez chwilę byłam zazdrosna, ale mi przeszło. Jesteś tu przecież ze mną, nie z nią. Ona miała z tym chyba większy problem niż ja. Kochanie, chciałabym szybko wziąć prysznic i położyć się spać. Naprawdę. Jest środek nocy.-na zegarku widziałam 1 w nocy.
-Serio nie jesteś zła?
-Zaraz mogę zacząć być, za zadawanie zbędnych i głupich pytań!-warknęłam.
-Przepraszam. Zrobiłem się wrażliwy na tym punkcie.
-Zaufaj mi, że gdybym była zazdrosna, już byś wiedział. Gaara, proszę, chodźmy spać.

            Obudziłam się dopiero po 12. Gaary nie było. Zapewne znajdował się na komisariacie. Przeciągnęłam się i powoli zwlekłam z łózka. Na stole w kuchni znalazłam kanapki i karteczkę odręcznie napisaną przez mojego narzeczonego.
"Obowiązki wzywały. Życzę smacznego. Daj znać jak wstaniesz. Kocham Cię."
            Szeroko się uśmiechnęłam. Wróciłam do sypialni po telefon. Wbiłam numer Gaary  i czekałam, aż odbierze.
-Jak się czujesz?-zapytał z automatu.
-Ja też cię kocham. Dziękuję za śniadanie. Zaraz do niego siadam.
-Nie ma kawy. Zapomniałem kupić. Nie mogę za bardzo rozmawiać. Idę na spotkanie z szefową. Pewnie chodzi o pobicie jej męża.-wciągnęłam powietrze ze świstem.
-Zadzwoń do mnie po rozmowie.-wydukałam.
-Dobrze. Kończę. Odezwę się później.-odłożyłam telefon na szafkę, jednak po chwili wahania wybrałam numer do Sakury. Chciałam wiedzieć skąd Naoki wiedział, gdzie mnie szukać.
-Halo?-zapytała zaspanym głosem. Miałam ochotę ugryźć się w język. W Tokio był środek nocy.
-Saki, przepraszam, że cię obudziłam.
-Spokojnie. Coś się stało?-zapytała. Słyszałam, że ziewa.
-Sakura, skąd Naoki mógł wiedzieć, że jestem w Stanach. Na dodatek z Gaarą? Spotkałam się z nim po południu.
-Co? Naoki jest w Stanach? O czym rozmawialiście?
-Trafiłam przez niego do szpitala. Mam wstrząs mózgu. Nie chce do niego dojść, że nie wyjdę za niego. Krzyczał, że wywiezie mnie do Japonii i w grudniu się pobierzemy.
-A kiedy chcesz wyjść za Gaare?
-Nie wiem. Jesteśmy zaręczeni od dwóch dni. Póki co nie rozmawialiśmy na ten temat... Sakura, chcę wrócić do Japonii. Tęsknię za domem, za wami, za wujkiem. Mam już dość Stanów.-zaczęłam płakać.
-Weź kilka głębokich oddechów. Porozmawiaj na ten temat z Gaarą. Wydaje mi się, że zrozumie. Przecież się kochacie, prawda?
-Tak, kochamy się, ale... Przecież życie to nie bajka. Gaara nie powie do mnie, że rzuci życie w Stanach, mieszka tu już tyle czasu, ma tu pracę...
-Ale przecież powinnaś z nim o tym porozmawiać. Saro, przestań. Chcesz z nim żyć, założyć rodzinę. To jest coś, co dla ciebie jest bardzo ważne, więc powinnaś mu o tym powiedzieć. On zrozumie.-głośno westchnęłam.
-Gaara pobił Chrisa. Spotkaliśmy się na balu z okazji Halloween. Chris dostawiał się do mnie. Okazało się, że jego przełożona, to żona mojego byłego kochanka...
-Ale numer... Żartujesz sobie?-opowiedziałam Sakurze o wszystkim co stało się na imprezie. Słyszałam jak kilka razy głośniej wciągnęła powietrze nosem. Kiedy skończyłam byłam zasmarkana i zapłakana. Zeszły ze mnie wszystkie emocje duszone od kilku dni. Wiedziałam, że przyjeżdżając do Gaary, wyznając mu swoje uczucia, zgadzając się wyjść za niego... Postąpiłam słusznie. Jednak z drugiej strony zachowałam się jak gówniara dbająca o swoje dobro.-Słuchaj, to nie była twoja wina. Gaara chciał cię bronić, bo cię kocha.
-W... wiem, ale... ale jednak! Rany, jak to się pokomplikowało w ciągu kilku tygodni.
-Zauważ, że twój związek z Gaarą zawsze był dość... intensywny. Kłóciliście się, ty byłaś zazdrosna, on był zazdrosny. Potrafiliście wydzierać się na siebie, żeby 10 minut później wylądować w łóżku i się kochać. Byłaś w stanie przeboleć to, że spał z... niewiadomą ilością kobiet. On był w stanie przełknąć to, że z tobą chciała przespać się duża ilość mężczyzn... ogólnie jesteście dziwni. Macie jakiś taki dziwny związek, ale się kochacie. To powinno być waszym fundamentem. Znacie się bardzo dobrze. Przyjaźniliście się zanim zostaliście parą. Takie związki są, przynajmniej wiem to z doświadczenia, najbardziej trwałe. I też powinnaś uznać to jako argument za. Byłaś na tyle szalona, że wsiadłaś w samolot zostawiając dla niego wszystko. Myślę, że powiedzenie mu o tym, że chciałabyś wrócić do domu nie powinno być problemem.
-Dobrze porozmawiam z nim jak tylko wróci z komendy.
-Słuchaj, ja kończę, oczy same mi się zamykają. Zadzwoń do mnie jakoś o 21 twojego czasu. Wtedy będziemy mogły pogadać, chyba, że będziesz zajęta narzeczonym.-zaśmiałam się, ponieważ Sakura jak zawsze była bardzo szczera.
-Niestety nie mogę się nim zająć tak, jakbym chciała. Lekarz zabronił mi jakiegokolwiek wysiłku fizycznego przez najbliższe kilka tygodni.
-Biedni jesteście! Współczuję! Najważniejsze, że nie stało się nic gorszego. Buziaki Iregiro!-powiedziała entuzjastycznie i rozłączyła się. Westchnęłam. Czułam się niesamowicie przytłoczona całą tą sytuacją.
            Gaara wrócił dopiero późnym wieczorem. Minę miał nietęgą, domyśliłam się więc, że szefowa musiała ładnie zaleźć mu za skórę.
-Tępy kutas! Przysięgam! Jak mogłaś spać z kimś takim?!
-Co się stało?-zapytałam i wstałam z kanapy. W ciągu całego dnia sprzątnęłam bardzo dużą część mieszkania, zrobiłam obiad. Musiałam przyznać, że bardzo dobrze czułam się w roli kury domowej. Byłam ciekawa, czy równie dobrze będę się czuć, kiedy wyjdę za Gaare i kiedy na świecie pojawią się kiedyś dzieci.
-Powiedział żonie, że sama pchałaś mu się w ramiona, on nie chciał, więc wymyśliłaś to, że dostawiał się do ciebie. Zasugerował żonie, że skoro jakiś jej pracownik nie potrafi utrzymać nerwów na wodzy na dodatek zadając się ze zwykłą dziwką, powinna rozważyć to, żeby mnie zwolnić. Wygarnąłem jej wszystko, powiedziałem, że jeżeli rzeczywiście tak uważa to jest głupia, ponieważ jej facet ma opinię kobieciarza, wiem to nie tylko od ciebie, pobladła, zaczęła płakać i krzyczeć, że nie mam prawa wtrącać się do jej związku. Nasłuchałem się o tym, jaki to ja nie jestem i inne. Broniła męża jak lwica, mimo, że Kibi sam przyznał, że małżeństwo jego i zony widnieje tylko na papierze. To też jej wygarnąłem... Rany co ja pieprze... Ogólnie wyszło na to, że na kilka dni jestem zawieszony w pracy, a ona w tym czasie zastanowi się łaskawie co ze mną zrobić.
-Cóż... masz przymusowy urlop...-byłam w stanie wydusić tylko te kilka słów. Gaara wyglądał na bardzo spiętego. Mięśnie szczęki drgały mu bardzo szybko, ramiona miał sztywne.
-Jestem wściekły! Broniłem cię przed jakimś powalonym zbokiem, a teraz sam mam przez to problemy. Mam ochotę wykastrować tego gnoja scyzorykiem, może wtedy nie pchałby łap w majtki każdej ładnej dziewczyny!-warknął i zaczął ściągać z siebie ubrania. Wyciągnął ręcznik z szafki w korytarzu i przerzucił sobie przez ramię.
-A co na to twoi współpracownicy?-zapytałam podchodząc do niego.
-Jeden z nich widział, że odsuwałaś się przed Chrisem i to był najmocniejszy dowód na to, że chciałem cię tylko obronić. No, ale oczywiście do tej durnej baby nic nie docierało. Ciągle tylko go broniła... Rany, co za irytujący dzień.-powiedział i zaczął trzeć oczy. Podeszłam do niego i pocałowałam go delikatnie. Jednak on wplótł mi palce we włosy i mocno przywarł do moich warg. Zupełnie tak, jakby w ten sposób mógł odreagować cały stres. Gorzej, że ja zaczęłam czuć rwanie w dole brzucha, a przez kilka dni musiałam się oszczędzać.
-Kochanie, nie nakręcaj mnie.-szepnęłam w jego usta. Czułam jak zaciska dłoń na moich plecach. Jego serce waliło jak szalone. Kiedy podniosłam wzrok zobaczyłam ciemnoniebieskie tęczówki, które dziko błyszczały.
-Nie pytaj co bym ci teraz zrobił gdyby nie ten wypadek.-miał niski kuszący głos. Puls lekko mi przyśpieszył. Czułam nieprzyjemny ucisk gdzieś z tyłu głowy. Zignorowałam go jednak. Uśmiechnęłam się szeroko i szybko zrzuciłam z siebie bluzkę.
-Miałeś w planach iść pod prysznic? Chodź. Zrobię ci relaksujący masaż gąbką.-Gaara zaczął się głośno śmiać i mocno mnie do siebie przytulił.
-Ty jednak jesteś niemożliwa! Rany z kim ja się zaręczyłem!-pociągnęłam go do łazienki. Miałam ochotę go popieścić i to bardzo intensywnie.
            Głośno jęknęłam w usta Gaary. Pomimo tego, że to ja miałam ochoty na pieszczoty pod prysznicem mój mężczyzna nie pozostał dłużny.
-Uwielbiam cię.-szepnęłam w jego usta. Zaśmiał się.
-Tak? Do dobry ze mnie kochanek?
-Za to, że jesteś.-jego humor poprawił się o 180 stopni. Cóż, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Przez kilka dni Gaara miał być tylko mój.
Kiedy leżeliśmy w sypialni wzięło nas na wspomnienia.
-(...) tak, a wtedy Rio wysmarkał colę nosem! Mówię ci, ta biedna dziewczyna uciekła jakby coś ją opętało.-śmiałam się.
-Cóż. Kiedy miałam jakieś 8 lat poszłam z tatą i wujkiem do restauracji. Wujek spotykał się wtedy z jakąś młodą studentką. Pamiętam, że była bardzo głupią dziewczyną. Potrafiła tylko chichotać i rozmawiać o ubraniach. Na dodatek wtedy ubrała na siebie okropną różową sukienkę. Zamówiła wtedy chyba jakąś sałatkę, a wielki kawałek brokuła utknął jej między zębami. Tata napominał mnie wzrokiem żebym nic nie mówiła. Jednak ja ciągle zerkałam na nią. Miałam ze sobą wtedy taką zabawkę nie wiem czy pamiętasz, balon wypełniony mąką ziemniaczaną, miał dorysowane oczy i doczepione włosy z wełny... W każdym razie mój stworek też miał taki uśmiech. Wypaliłam do taty, że mój kartoflanek też ma takie zielone coś między zębami, ale głowę ma bardziej pełna od tej laski. Chciałam wstać od stołu, pociągnęłam za sobą obrus, całe wino wylało się na ta dziewczynę, na dodatek kelner tak się na nas zapatrzył, że potknął się i wyrzuciła cały talerz spaghetti na jej głowę. Wyszła z restauracji zapłakana, a wujek więcej się z nią nie spotkał.
-Myślałem, że takie sytuacje zdarzają się na filmach.-prychnął ze śmiechu.
-Wiem. Na dodatek nie wiem dlaczego akurat to utkwiło mi w głowie. Wujek był na mnie niesamowicie wściekły. Miał 21 lat. Nie dziwię mu się. Narobiłam mu wstydu. Mój tata też był zły, skarcił mnie kiedy wróciliśmy do domu. Strasznie płakałam, a on w końcu wziął mnie na ręce, mocno przytuli, a potem zaniósł do pokoju i czytał bajkę na dobranoc. Chyba śpiącą królewnę. Moją ulubioną bajkę.
-Brakuje ci taty, co?-zapytał. Mocno mnie do siebie tulił.
-Bardzo. Każdego dnia za nim tęsknię. Wiele razy zastanawiałam się czy gdyby żył, popierałby moje wybory, których dokonałam, czy byłby ze mnie dumny w moich osiągnięciach.
-Opowiedz mi o nim. Nigdy wcześniej tego nie robiłaś. Chciałbym wiedzieć, jaki był mój teść.-uśmiechnęłam się i wstałam. Wyciągnęłam z portfela jedno z ostatnich zdjęć jakie zrobiono nam razem. Kilka tygodni później tata zginął. Usiadłam obok Gaary i dałam mu to zdjęcie.-Jej, kiedy miałem cię pilnować nie byłaś do niego aż tak podobna. Wyglądasz dokładnie jak on.
-Wszyscy mi to mówią. Teraz mam chyba tyle lat co on, kiedy został ojcem. Pamiętam tatę jako wiecznie uśmiechniętego człowieka. Nigdy nie odmawiał pomocy, był czarujący. Poświęcał mi niemal każdą wolną chwilę. Wiele razy słyszałam o tym, jak w wieku 19 lat stracił rodziców, musiał zająć się moim dorastającym wujkiem. Pomagałam im jakaś ciotka, ale zmarła chwilę przed tym, jak ja się urodziłam. Mamy nie pamiętam, choć mój wujek mówił, że tata był w niej szalenie zakochany. Z resztą dostałam od niego jakiś czas temu jedyne wspólne zdjęcie mojego taty, mamy i mnie... Tata był człowiekiem czynu. Założył firmę od zera, zawdzięczam mu więc wszystko, co teraz mam. Zawsze dawał mi wszystko to, co chciałam, byłam rozpuszczoną księżniczką, ale ze zdrowym rozsądkiem. Pamiętam, że kiedyś strasznie chciałam zostać księżniczką. Pojechaliśmy do wypożyczalni kostiumów, specjalnie dla mnie uszyli strój właśnie śpiącej królewny. Chodziłam w nim prawie codziennie, aż taka uznał, że powinnam dać go do prania. Myślę, że mam go gdzieś w pamiątkach... Tata zastępował mi też trochę mamę. Piekłam z nim ciastka, specjalnie uczył się robić warkocze żeby pleść mi je do szkoły. Po prostu chciał, żebym miała normalne dzieciństwo. Zanim zginął rozmawiał ze mną dzień wcześniej. Obiecywał, że pójdziemy do parku rozrywki, na watę cukrową. Byłam tak podekscytowana, że nie mogłam zasnąć. Rano ubrałam na siebie błękitną bluzeczkę z motylkiem, tata bardzo ją lubił, mówił, że podkreśla kolor moich oczu... Poprosiłam nianię o zaplecenie mi dwóch dobieranych warkoczy. Miałam 10 lat, a pomimo to wciąż to pamiętam. Kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi biegłam i krzyczałam "tata!" Ale to nie był tata. W drzwiach stało dwóch policjantów. Mówili coś wujkowi. Po jego minie zrozumiałam, że to coś złego. Kazał niani zaprowadzić mnie do pokoju. Potem przyszedł do mnie z czerwonymi zapłakanymi oczami. Zaczął ze mną rozmawiać. Mało z tego rozumiałam. Nikt wcześniej nie rozmawiał ze mną na takie tematy, nigdy wcześniej nie byłam na pogrzebie, ani nic takiego. Wujek powiedział, że tata wracając do domu miał poważny wypadek samochodowy, że trafił do szpitala, że ratowali go, ale im się nie udało. Wyjaśnił mi wszystko, a kiedy zapytałam, kiedy zobaczę mojego tatę, powiedział, że tata już nie wróci, że zasnął i się nie obudzi. Pamiętam jak strasznie się z nim kłóciłam, że tata by mnie nie zostawił, że obiecał mi, że pójdziemy na watę cukrową i inne. Wujek wyjaśnił mi co stało się z tatą bardziej dobitnie. Do dnia pogrzebu nie wyszłam w pokoju, nie chciałam nic jeść, pić. Marzyłam tylko tym, żeby zasnąć tak, jak królewna śnieżka i obudzić się dopiero kiedy przyjdzie książę z bajki i powie, że wszystko już jest ok.
-Co wujek ci powiedział, że tak zareagowałaś?
-Wiesz, wtedy nie rozumiałam jak można tak powiedzieć dziecku, teraz wiem, że wtedy sam bardzo cierpiał. Stracił brata, na głowę zwaliła mu się jego dziesięcioletnia córka, firma. Sam miał wtedy ledwo 23 lata. Wujek powiedział, że tata już nigdy nie opowie mi bajki na dobranoc, nie pocałuje w czoło i nie powie jak bardzo mnie kocha. Powiedział, że odszedł, że nigdy już nie wejdzie do domu, nie uśmiechnie się, że jego już po prostu nie ma. Nie wróci. Ja tego nie rozumiałam... Jak tatuś, który ciągle powtarzał, że mnie kocha, i że jestem jego największym w życiu skarbem mógł mnie zostawić. Sama nie wiem czy kiedykolwiek pogodziłam się z tym. Czasami jeszcze łapię się na tym, że tata wiele rzeczy mi obiecywał i tak po prostu zginął. Teraz może mniej, ale jednak.-Gaara wytarł mi łzy z policzków. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że płaczę.
-Wydaje mi się, że masz wrażliwość twojego taty.-mocno mnie przytulił i pocałował. Ten gest dużo dla mnie znaczył.
-Wiesz, wydaje mi się, że tak. Choć... nie znam mojej mamy w taki sposób w jaki córki znają matki. Wiem od wujka, że jestem dość uparta, tak jak ona, i że mam budowę ciała dokładnie taka jak ona.
-Porozmawiaj z mamą. Wysłuchaj jej zdania, tego co ma do powiedzenia. Skoro żyje, daj jej tą szansę.
-Od czasu, kiedy chciała ze mną rozmawiać minęło prawie 8 lat. Wątpię, że nadal tego chce.-prychnęłam. Mama wiele razy próbowała się ze mną skontaktować, jednak ja nie chciałam. Któregoś dnia po prostu sobie odpuściła.
-Jesteś jej dzieckiem. Wydaje mi się, że chce. Ja nie znałem mamy. Umarła, kiedy się urodziłem. Jakieś komplikacje poporodowe. Często miałem wrażenie, że tata obwiniał mnie o jej śmierć. Mówiłem ci, że miałem jeszcze średniego brata?
-Miałeś brata? Nic mi o tym nie mówiłeś...
-Tak, był dwa lata starszy. Nazywał się Kankuro. Miał 15 lat kiedy jego pijany kolega wymyślił przejażdżkę motorem. Obaj zginęli na miejscu. To było chwilę po śmierci mojego wujka. To nie przez Yasiamaru wpadłem w taką... depresję. Tylko po śmierci brata. Nie chciałem o tym mówić, Temari też nie. Straciłem ojca jako mały chłopiec, więc pamiętam go może trochę słabiej niż ty. Był zdystansowanym zimnym człowiekiem. Nie potrafił okazywać uczuć, nie potrafił chwalić, ciągle karał. Myślę jednak, że tęsknił za moja matką. Wujek mówił, że bardzo ją kochał. Wydaje mi się, że jestem w stanie teraz go zrozumieć. Kiedy się rozstaliśmy stałem się taki sam. Jakby zabrakło tego dobrego kawałka mnie. Jednak ja miałem to szczęście, że wróciłaś. Od Yasiamaru dowiedziałem się, że kobiety do niego lgnęły, akurat to mam po nim. No, ale nie o tym mówimy. Po śmierci ojca Yasiamaru zajął się mną, Temrai i Kankuro. Mnie wprowadzał w tajniki policji. Kankuro zajmował się tym co lubił, malował. Temari nie zmieniła się diametralnie. Może rzadziej nawiązywała kontakty, ale do dzisiaj tak ma. Kiedy mój brat wszedł w wiek dojrzewania odbiło mu. Yasiamaru nie był w stanie go ogarnąć. Wydawało nam się, że nie przeżył tego jakoś strasznie. Myliliśmy się. Zaczął imprezować, wychodzić z dużo starszymi znajomymi. Jego Temari nie umiała doprowadzić do porządku tak, jak mnie.
-Tęsknisz za nim?
-Tak. Bardzo. Jednak uważam, że jego śmierć uczyniła mnie chyba... lepszym człowiekiem. Bardziej zacząłem doceniać to, co mam. I Temari też się dzięki temu zmieniła. Myślę, że mój brat polubiłby cię.
-Jeżeli w jakiś sposób byliście do siebie podobni to na pewno.
-Nie byliśmy, ale lubił ładne dziewczyny. I myślę, że jakby cię poznał to by do ciebie startował.-zaczęłam się śmiać.
-Gaara, przestań. Kocham ciebie. I jak się spotkaliśmy poczułam coś takiego, że owszem bałam się, ale potem jak już lepiej cię poznałam, to od razu się zakochałam. Tylko nie byłam w stanie tego zdefiniować. Chcę być z tobą i z tobą się zestarzeć, mieć z tobą dzieci, a potem opowiadać wnukom o naszej miłości. Tego chcę. Wiem, że to taki bardzo nierealny scenariusz pod paroma względami, ale jednak.
-Jestem szczęśliwy, że cię mam.-gdyby ktoś słuchał nas z boku, zapewne zwymiotowałby od nadmiaru słodkości. Miałam to jednak głęboko w nosie. Te słodkości były mi potrzebne.
-Gaara słuchaj. Chciałabym wrócić do Japonii. Tęsknię za domem.-poczułam, że się spiął.
-Na stałe, prawda?-kiwnęłam głową.-Wiesz, często o tym myślałem od czasu jak tu przyjechałaś. Może powrót do Japonii to dobry pomysł. I tak jestem na bakier z szefową i myślę, że i tak mnie zwolni. A poza tym nie chciałem wrócić do Japonii tylko ze względu na to, że nie chciałem spotkać ciebie. Jednak jak widać i tak nie uciekłem.
-Jak to się nazywa? Złośliwość losu?-zapytałam z uśmiechem na ustach.
-Raczej przeznaczenie. To, że się spotkaliśmy było chyba jedną z najgorszych, a zarazem najlepszych rzeczy jakie mnie spotkały. Kocham cię. Zostaniesz moją żona. Rany, nigdy bym się tego nie spodziewał po samym sobie, że kiedyś taki będę.
-Każda potwora znajdzie swojego amatora. Chociaż muszę ci powiedzieć, że najbardziej cię lubię, kiedy z grzecznego chłopca stajesz się bardzo niegrzecznym chłopcem.-pocałowałam go. Przekręcił się tak, że leżałam pod nim.
-Masz zakaz i ja też będę się kontrolował. Z resztą musimy dokończyć rozmowę. Wracamy do Japonii tak? Jutro z samego rana jestem w stanie złożyć wypowiedzenie.
-Naprawdę?-zapytałam.
-Naprawdę.-widziałam jak błyszczą mu oczy. Moje serce waliło jak szalone. Sakura miała rację.
-Tak, wracamy do Japonii. Wracamy do domu.
            W ciągu następnych kilku dni pozałatwialiśmy do końca nasze sprawy w Stanach, spakowaliśmy rzeczy najbliższe sercu i czekaliśmy z niecierpliwością na wylot do Japonii. Został nam dosłownie dzień. Chodziłam nakręcona i szczęśliwa. Gaara chyba też.
-Wracam do domu, do domu, do domu. Wracam do domu, do domu i hej.-śpiewałam w kuchni.
-Przypominam ci, że ja również z tobą wracam. W sumie... jak się czujesz?-zapytał podchodząc do mnie. Pocałował mnie w szyję.
-Bardzo dobrze. Głowa mnie już nie boli.-odwróciłam się do niego i namiętnie pocałowałam. Ściągnęłam z niego koszulkę i przejechałam dłońmi po jego torsie i brzuchu. Szybkim ruchem podsadził mnie na balacie i zsunął mi legginsy z nóg. Prawie tydzień udało nam się wytrzymać. Teraz nie miałam ochoty się powstrzymywać. Zaczęłam odpinać mu spodnie, on z kolei ściągnął ze mnie bluzkę.
-Sypialnia czy tutaj?-zapytał i odpiął mi stanik.
-Tutaj.-wysapałam w jego usta. Cała drżałam.
-Dobry wybór.-kiedy zaczęliśmy się kochać, czułam się tak jakbym wyfrunęła w kosmos.
            Następnego dnia Mike przyjechał odwieźć nas na lotnisko. Specjalnie wziął wolne w pracy.
-No to co szefie, pewnie się już nie zobaczymy?-widziałam, że jest smutny. Było mi go szkoda. Przez te kilka długich lat musiał się zaprzyjaźnić z Gaarą w swój sposób.
-Będziesz musiał przyjechać na nasz ślub! Na pewno się zobaczymy!-Gaara uścisnął go w rękę, a potem przyjacielskim gestem poklepał po plecach. Mnie ucałował w oba policzki.
-Dbaj o naszego komendanta. To świetny facet. Życzymy wam jak najlepiej.-uśmiechnęłam się serdecznie.
-Będę, obiecuję. Do zobaczenia Mike. I dziękuję za pomoc.-mocno go uściskałam. Kiedy przeszliśmy przez odprawę kamień spadł mi z serca. Wracaliśmy do domu.
            Siedząc w samolocie byłam niesamowicie nakręcona. Większość pasażerów pozapadała w drzemki, stewardesy również nie miały za dużo do roboty. Gaara czytał jakąś książkę. Wpadłam na szatański pomysł. Rozejrzałam się wokół. Siedzieliśmy na samym tyle. Pasażerowie po lewej i po prawej spali. Stewardesy robiły coś na samym przodzie. Nachyliłam się więc do ucha Gaary.
-Chodź się kochać.-drgnął.
-Co? Tutaj, teraz?-odłożył książkę i spojrzał się na mnie. Widziałam, że musi myśleć nad tym pomysłem.
-Do łazienki. Tak jak na filmach. Nie zauważą. Tak szybciutko, chodź.-szepnęłam i pocałowałam go w ucho.
-Jesteś niemożliwa. Specjalnie po to ubrałaś spódniczkę?-uśmiechnęłam się szeroko. Jeszcze raz rozejrzałam się po samolocie i wstałam.
-Zapukaj trzy razy, będę wiedziała, że to ty.-poszłam do toalety. Przed tym zasłoniłam kotarą ten mały korytarzyk. Długo nie musiałam czekać, aż mój facet się ogarnie.
-Dobra, to co teraz?-zapytał. Jego oczy były czarne.
-Zdaj się na mnie kochanie.-zaśmiałam się i pocałowałam go bardzo namiętnie. Przynajmniej raz miałam możliwość umilenia sobie podróży i miałam ochotę to wykorzystać.
            Kiedy wylądowaliśmy w Tokio było ciemno. Po odprawie czekała na nas bardzo miła niespodzianka.
-Witajcie w domu!!!-miałam ochotę popłakać się ze szczęścia, kiedy zobaczyłam naszych przyjaciół, mojego wujka, Harumi z dziećmi. Wszyscy przyjechali nas przywitać!!!
-Co wy tu robicie?!-zapytałam szczęśliwa. Gaara również się uśmiechał.
-To jest Gaara?! Jak ty się zmieniłeś!!! W kamerze nie wyglądasz tak samo!-Naruto podszedł do mojego narzeczonego i przybił sobie z nim piątkę.
-Tęskniliśmy za wami! Dłużej się nie dało?!-krzyknęła Sakura. Tuliła się do Sasuke. Więc nie tylko ja miałam słabość do byłego chłopaka. Podeszłam do nich.
-Nie, nie dało! Odpoczęłam od was i mam teraz dużo siły, żeby dalej was znosić!-wytknęłam jej język, a ta uderzyła mnie w ramię. Kiedy podeszłam do wujka na jego twarzy nie widziałam złości.-Cześć wujku, ciociu. Gaara, chodź na chwilę. Zobacz, to mój mały kuzyn!
-Cześć agencie! Jestem narzeczonym twojej kuzynki. Gaara.-mały z lekkim strachem podszedł do Gaary i uścisnął mu rękę, a potem schował się z powrotem za Harumi.
-Saro, dawno nie widziałem cię tak szczęśliwej! Rzeczywiście dokonałaś najlepszego z możliwych wyborów.-wujek mocno mnie wyściskał i ucałował. Miałam ochotę płakać ze szczęścia.
-Dobra! Jedziemy do was do domu! Sakura przygotowała tam małe przyjęcie powitalne, z resztą trzeba będzie obgadać kilka rzeczy!-krzyknął uradowany Naruto.
-Niby jakich?-zapytał Gaara łapiąc mnie za rękę.
-Choćby i wasz ślub. Nie możecie być za długo zaręczeni z resztą znając was na pewno chcecie sformalizować związek jak najszybciej.-Sasuke mrugnął do nas.
-Rany, widzisz kochanie. Nie ma cię przez kilka tygodni, zaręczasz się w tym czasie, a twoi przyjaciele już planują nasze wesele. Eh, nic się nie zmieniliście. Całe szczęście. Tęskniłem za wami wszystkimi.-Gaara naprawdę wyglądał na szczęśliwego.
-Ej Gaara, bez takich, bo za chwilę się popłaczę!!!-krzyknął Naruto. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.

-Dobra, bez gadania! Jedziemy do mieszkania Sary! Nie po to przygotowywałam od rana wszystko!-krzyknęła Sakura. Wszyscy krzyknęliśmy i zaczęliśmy kierować się do wyjścia. Kiedy uderzył we mnie zapach ciężkiego Tokijskiego powietrza naprawdę poczułam, że jestem w domu. Po minie mojego narzeczonego również mogłam stwierdzić, że dawno nie czuł się tak dobrze, jak teraz.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8