Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 35


Kiedy wróciliśmy do domku byłam tak zdenerwowana tym, co powiedziały mi dziewczyny, że w ogóle przestałam zwracać uwagę na to, co mówił do mnie Gaara, oraz na to, że w ogóle wyjechaliśmy w podróż poślubną. Cały urok Praslin pękł jak bańka mydlana.

            Po prysznicu leżałam na łóżku skulona i tępo wpatrywałam się w ścianę. Kiedy Gaara wyszedł z łazienki, miał ręcznik kąpielowy owinięty wokół bioder, z kolei małym ręcznikiem tarł wilgotne włosy.
-Nie wiem jak ty, ale ja dobrze się dzisiaj bawiłem. Ten park jest świetny! Powinniśmy tam pojechać jeszcze przed samym wyjazdem. Tym razem sami.- entuzjazm Gaary w ogóle do mnie nie docierał.
-Mhm.- mruknęłam i dalej tępo wpatrywałam się w jeden punkt w ścianie.
-Wszystko dobrze? Od czasu, kiedy pożegnaliśmy się z dziewczynami dziwnie się zachowujesz.- powiedział i położył się za mną. Poczułam na ramieniu jego ciepłe wargi. Drgnęłam, choć wcale nie z pożądania.
-Tak. Wszystko w porządku. Po prostu wrażenia i zmęczenie robią swoje.- skłamałam i zaczęłam się przeciągać i ziewać. Ostatnią rzeczą na jaką miałam ochotę był seks.
            Gaara chyba od razu to wyczuł, bo wstał z łóżka i zaczął zakładać na siebie swoją piżamę składającą się z bokserek. Ja zamknęłam oczy i udawałam, że zaczynam zasypiać. Poczułam, jak Gaara obejmuje mnie ramieniem i przyciąga do siebie. Wtulił twarz w mój kark, a jego ciepły oddech owiał moją szyję. Czułam na plecach miarowe bicie jego serca. Dotknął mojego policzka dłonią, jakby chciał zobaczyć, czy śpię. Nawet nie drgnęłam, udając najlepiej jak mogę.
-Kocham cię i bardzo chciałbym, żebyś w końcu naprawdę mi zaufała.- szepnął bardzo cicho, a ja poczułam pieczenie pod powiekami. Modliłam się, żeby nie wydać z siebie nawet najmniejszego dźwięku.

            Obudziłam się, kiedy powiew chłodnego powietrza przebiegł po moich plecach. Zdezorientowana przejechałam dłonią po miejscu Gaary, jednak jego miejsce było puste. Zaspana rozejrzałam się po pokoju.
            Niebo za szklaną ścianą było bladoniebieskie, co oznaczało bardzo wczesną godzinę. Szklane drzwi były rozsunięte, a zasłony powiewały na wietrze. Zmarszczyłam czoło i wstałam.

            Kiedy wyszłam przed domek w oddali zobaczyłam Gaare, który stał na plaży w pozycji, która mi kojarzyła się z bocianem. Opierał prawą stopę o lewe kolano, dłonie miał złożone przed sobą. Był skupiony tak bardzo, że nawet nie drgnął.
            Bardzo cicho podeszłam do niego w momencie, w którym zmieniał pozycję na coś, co kiedyś mi pokazywał. Wolno odstawił stopę i obrócił się za lewym ramieniem o 90 stopni. Wypchnął prawą rękę do przodu, lewą przyciągnął do klatki piersiowej. Łokcie trzymał blisko ciała.
            W takich momentach jak ten mogłam podziwiać go z daleka i nawet nie miałam ochoty przerywać tego, co robił. Był tak skupiony i tym samym wyglądał tak niesamowicie, że miałam czasem ochotę narysować go. Tym razem jednak był skupiony tak bardzo, jak jeszcze nigdy od czasu, kiedy go poznałam.
            Bardzo powoli podniósł prawą nogę i podkurczył ją pod brzuch, lewą delikatnie ugiął w kolanie. Lekko zgarbił plecy i rozłożył ręce na bok. Jako że byłam już bardzo blisko niego widziałam grę mięśni pod jego skórą. Całe ciało współgrało ze sobą jak idealnie dopasowane części układanki.
            Podeszłam do niego od tyłu i położyłam dłonie na jego klatce piersiowej. Delikatnie drgnął pod moim dotykiem, ale nadal pozostawał w pozycji jaką przyjął. Pocałowałam go w miejscu łączenia łopatek. Skórę miał delikatnie słoną od potu, ale nie przeszkadzało mi to. Przesunęłam wargi po łopatce do ramienia. Widziałam gęsią skórkę, która pojawiła się na ciele mojego faceta od tych delikatnych pieszczot. Przesunęłam dłonie na jego brzuch, gdzie wyczułam idealnie wyrzeźbiony kaloryfer. Dopiero wtedy Gaara odstawił nogę na piasek.
-Widzę, że dzisiaj czujesz się już trochę lepiej.- powiedział, choć jego głos wcale nie wydawał mi się radosny z tego powodu.
-Mówiłam ci, że byłam zmęczona.- omal nie warknęłam i już chciałam zabrać dłonie z jego brzucha, ale on szybko je chwycił i przycisnął do swojego ciała.
-Twoje ciało wcale nie współgra z tym, co mówisz. Popracuj nad tym trochę.- powiedział, a ja poczułam jak wewnątrz mnie zaczyna narastać irytacja.
-Dobrze. Jak sobie życzysz. Mógłbyś mnie łaskawie puścić? Chciałam po prostu zobaczyć gdzie jesteś.- tym razem mój ton był opryskliwy.
-Bałaś się, że pojechałem do Miki lub Kyoko?- zdębiałam na jego słowa, a on niemal od razu wyczuł zmianę w moim zachowaniu.- Mogłem się domyślić, że to o to chodzi.
-Niby o co?!- podniosłam głos, a Gaara westchnął.
-O to, że kiedy poszedłem wczoraj do łazienki one musiały ci coś powiedzieć. Nastrój zmienił ci się właśnie po obiedzie w knajpce.
-Czasem nienawidzę tego, że masz taki instynkt do ludzi i ich zachowań...- mruknęłam, a Gaara parsknął.
-Najwidoczniej moje wątpliwości co do pójścia w ślady taty rozwiały się całkowicie. A teraz chciałbym, kochana żono, żebyś powiedziała mi, co takiego stało się wczoraj, że masz taki parszywy humor.
-Rozwód Narity.- bąknęłam pod nosem.
-Co? Jaki gwiazdozbiór Sity?- zapytał. Kiedy odwrócił się w moją stronę miał i zmarszczone czoło.
-Nie gwiazdozbiór Sity tylko Rozwód Narity! Rozwód, zanim w ogóle małżeństwo rozpoczyna wspólne życie. Miki i Kyoko powiedziały mi o tym wczoraj. Podobno miesiąc miodowy okazuje się dla nowożeńców tak wielkim wyzwaniem, że decydują się na rozstanie zaraz po powrocie do Japonii.
            Oczy Gaary przypominały wielkością spodki, ale po chwili zaczęły błyszczeć z rozbawienia, a on sam zaczął się śmiać. Przyciągnął mnie do siebie i po prostu pocałował. Pomimo tego, że był to zwykły czuły pocałunek, zakręciło mi się od niego w głowie.
-Boże! Czasem zastanawiam się jakim cudem możesz mnie jeszcze czymś zadziwić, ale w tej chwili zadziwiłaś mnie niesamowicie! Głuptasie, o czym ty w ogóle mówisz?! Nie będzie żadnego rozwodu Narity! Stałaś się moją żoną i uwierz, że masz przerąbane, bo od teraz nie możesz się mnie tak łatwo pozbyć. Będę twoim największym utrapieniem do końca życia.- myślałam, że popłaczę się z powodu ulgi jaką poczułam w klatce piersiowej, kiedy Gaara to powiedział.- Jeśli następnym razem ktoś powie ci coś równie głupiego przysięgam, że mu przywalę.
-A więc ciągłe przebywanie w mojej obecności cię nie męczy? Nie dlatego chciałeś wczoraj spędzić czas z Miki i Kyoko?- zapytałam, a Gaara znowu się zaśmiał.
-W ogóle tego nie chciałem, ale po zwiedzaniu Parku byłem już tak cholernie głodny, że nawet ptaki na drzewach wyglądały jak kurczaki z rożna.- głośno się zaśmiałam, a z moich oczu poleciały łzy ulgi.- Po prostu nie miałem nawet ochoty się kłócić, że mają nas zostawić. A szkoda. Może wtedy nie miałyby czasu na to pieprzenie głupot.
-Już dobrze. Przepraszam, że wczoraj tak się zachowałam. Wiesz dobrze, że nadal mam mały problem z uwierzeniem w to, że taki chłopak jak ty wybrał sobie taką dziewczynę jak ja.- zawstydzona opuściłam wzrok.
-No to ja myślę podobnie tylko w odwrotnym zestawieniu. Obiecaj mi, że od dzisiaj jeśli tylko coś będzie się działo, od razu mi  tym powiesz.- kiwnęłam niepewnie głową, a Gaara starł mi łzy z policzków.
-Tak w ogóle chciałam zapytać, co robisz na plaży tak wcześnie? Kiedy obserwowałam cię z daleka odniosłam dziwne wrażenie, że chcesz chyba stać się jednym z ptaków, żeby móc podrywać piękne czarne papugi.- Gaara przewrócił oczami.
-Jedna z nich stoi tu obok mnie i gada jak najęta. Muszę się chyba jakoś dopasować, nie?- uderzyłam Gaare w ramię, a on zaczął się śmiać.- Oj, chyba muszę uciekać. Robi się niebezpiecznie.

            Kiedy złapałam Gaare za ramię po długim biegu, wywróciliśmy się i zaczęliśmy turlać po piasku. Głośno się śmialiśmy. Kiedy w końcu wyhamowaliśmy, leżałam na Gaarze, a jego klatka piersiowa szybko unosiła się i opadała, kiedy próbował uspokoić oddech. Całe ciało miał obklejone białym piaskiem.
-Wygrałam! Odszczekaj tą papugę, bo inaczej...- zaczęłam, ale Gaara położył mi dłoń z tyłu głowy i mocno przyciągnął do siebie.

            Kiedy nasze usta się połączyły miałam wrażenie, że się rozpłynę. Jego usta były w piasku, czułam go na ustach i w ustach, jednak zupełnie zignorowałam ten fakt. Gaara na początku pocałował mnie dość delikatnie, a kiedy odwzajemniłam jego pocałunek, naparł na moje wargi trochę mocniej. Całowaliśmy się bardzo powoli, po prostu stopniowo podkręcając pocałunek. Gaara rozchylił mi usta swoim językiem, a kiedy pogłębił pocałunek i odnalazł mój język przyciągnął mnie do siebie jeszcze mocniej.
            Moje serce waliło jak szalone, pulsowanie między udami zwiększało się z chwili na chwilę, a fakt, że czułam napierający na podbrzusze wzwód tylko to pogłębiał. Gaara wyplątał dłoń z moich włosów i powoli przesunął ją po moich plecach, aż na pośladek. Ścisnął go, a ja zamruczałam zadowolona w jego usta. Powoli obrócił nas tak, że leżał na mnie. Tym razem jego dłoń powędrowała pod moją koszulkę. Ścisnął moją pierś, a ja lekko wygięłam plecy w łuk z przyjemności. Pieścił mnie tak przez chwilę, a potem zaczął przesuwać dłoń w dół mojego brzucha. Kiedy wsunął mi dłoń w majtki byłam przygotowana na fajerwerki.
            Jednak kiedy Gaara dotknął mojej łechtaczki syknęłam i mocno zacisnęłam uda. Jego dotyk przypominał drapanie papierem ściernym! Gaara od razu zauważył zmianę w moim zachowaniu i oderwał się ode mnie.
            Jego policzki były zarumienione, usta napuchnięte, a oczy zamglone.
-Co się stało?- zapytał.
-Piasek. Masz go na palcach. Twój dotyk zabolał.- powiedziałam.
-Przepraszam. Zapomniałem się.- powiedział i wstał ze mnie, a potem podał mi dłoń i pomógł stanąć na nogi. Objął mnie ramieniem, kiedy skierowaliśmy się do domku.

            Rozbieraliśmy się na tarasie żeby nanieść jak najmniej piasku do domku. Przeszliśmy do łazienki i od razu weszliśmy pod prysznic. Chłodna woda od razu sprawiła, że na mojej skórze pojawiły się ciarki. Gaara podał mi mój szampon i mydło, które postawiłam sobie w kącie.
            Kiedy Gaara mył mi plecy miałam wrażenie, że dostałam darmowy peeling w prezencie. Piasek z plaży może i był drobny i miękki, jednak w zetknięciu ze skórą miał takie samo działanie, jak każdy piach. Gaara kazał mi stanąć z rozstawionymi na boki nogami i rękoma, a potem dokładnie opłukał moje ciało z piany i piasku. Potem to ja mu w tym pomogłam. Kiedy pochylał głowę wplotłam mu palce we włosy i delikatnie masowałam skórę, żeby wypłukać drobinki.
-Wydaje mi się, że już jesteś czysty.- powiedziałam i zakręciłam wodę. Sięgnęłam po ręcznik i narzuciłam Gaarze na głowę. Zaczęłam delikatnie trzeć jego włosy.
            Objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
-Może i ciało mam czyste, ale uwierz, że moje myśli są bardzo brudne.- zaczęłam się śmiać, kiedy mnie pocałował. Podsadził mnie, a ja objęłam go nogami wokół bioder. Jako, że nadal byłam mokra od wody było to nieziemsko trudne.

            Gaara położył mnie na materacu w naszej sypialni i zaczął całować tak samo jak na plaży. Z tą jednak różnicą, że kiedy teraz mnie dotknął absolutnie nie czułam bólu, a moja przyjemność była tak intensywna, że myślałam, że zemdleję.
            Kiedy powoli zatopił się we mnie odgięłam głowę do tyłu i jęknęłam. Jego ruchy nie były szybkie i namiętne. Kochaliśmy się powoli, pieściliśmy swoje ciała, całowaliśmy się. Dłonie Gaary przesuwały się po moim ciele. Powoli i starannie badały każdy jego milimetr. Splótł razem nasze dłonie i położył na mnie. Nasze ciała tarły się o siebie, a taka bliskość dodatkowo stymulowała mój najczulszy punkt.
            Spełnienie jakie osiągnęłam nie było tak intensywne jak zawsze, ale trwało dłużej niż zwykle, a moje ciało zareagowało na nie nagłym zmęczeniem i potrzebą bliskości z moim mężem. Kiedy się rozłączyliśmy niemal natychmiast mocno przytuliłam Gaare.
-Coś się stało?- zapytał, a ja przecząco kiwnęłam głową. Wtuliłam twarz w klatkę piersiową Gaary i słuchałam bicia serca, które powoli zaczęło wracać do normalnego rytmu.
-Nic się nie stało. Po prostu lubię czuć, że jesteś blisko.- powiedziałam bardzo cicho, a Gaara objął mnie ramieniem i jeszcze mocniej przyciągnął do siebie.

            Wyszliśmy z łóżka dopiero wczesnym popołudniem, kiedy uznaliśmy, że dobrze byłoby pozwiedzać jakąś inną część wyspy. Ubrałam się w białą letnią sukienkę, Gaara z kolei założył granatowy T-shirt i spodenki przed kolano. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się.
-Ślicznie wyglądasz.- powiedział i pocałował mnie w policzek.
-Dziękuję. Gdzie jedziemy? Zjadłabym coś jak nie wiem... Owoce morza. Albo jakieś lokalne danie.- powiedziałam.
-Cóż, możemy jechać do rodziny, u której kiedyś zatrzymałem się z wujkiem. Mają swoją knajpkę i pensjonat, a ta kobieta robi najlepsze ostrygi z ryżem i sosem curry jakie kiedykolwiek jadłem.
-Ostrygi z ryżem i sosem curry? Co to za... Mix?- zapytałam.
-Wesz co to kuchnia kreolska?- zapytał, a ja zaczęłam przecząco kręcić głową.- To własnie kuchnia Seszeli. Mówiłem ci już, że mają tu różne kultury, prawda? Te kultury miały wpływ tak samo na zachowanie, przesądy i inne rzeczy, jak na kuchnie. Dlatego dania są tak... Szalone.
-W takim razie mam nadzieję, że nie poprzewraca mi się w głowie, kiedy jej spróbuję.

            Gaara zabrał mnie do malutkiego pensjonatu na wschodnim krańcu wyspy. Domek był zbudowany z wypalanej cegły, miał dwa piętra oraz taras dobudowany z szerokich desek. Na tarasie z kolei poustawiane były stoliki z białego plastiku z krzesełkami z tego samego tworzywa. Podeszliśmy do kontuaru w recepcji.
-Dzień dobry. Chciałbym zapytać czy istnieje możliwość zjedzenia obiadu w waszej restauracji.- poczułam się lepiej, kiedy okazało się, że ta recepcjonistka nie za bardzo posługuje się francuskim, za to biegle włada angielskim.
-Oczywiście. Zapraszam do... Czy ja pana skądś nie znam?- zapytała, a Gaara zmarszczył brwi.
-Dziesięć lat temu byłem tu na wakacjach z moją rodziną. Zajmowaliśmy dwa pokoje w tym pensjonacie.- powiedział.
            Ja z kolei przyjrzałam się dziewczynie. Miała długie czarne włosy sięgające pasa, skórę w kolorze karmelu, oraz duże, okrągłe oczy w czarnym kolorze. Według moich standardów była bardzo ładna.
-Japończycy, prawda?- Gaara niepewnie kiwnął głową.
-Rodzina Sabaku?- zapytała, a Gaara zmarszczył czoło i znów twierdząco kiwnął głową.
-Wiedziałam, że na pewno gdzieś cię widziałam! Jestem Nanami! To pensjonat mojej babci. Nie wiem, czy pamiętasz, ale bawiliśmy się razem w ogrodzie na tyłach domu, kiedy byliście tu na wycieczce. Pamiętam ciebie i twoje rodzeństwo, ponieważ rodziny z dziećmi rzadko przyjeżdżają na Praslin. Wybierają Mahe. Byliście jednymi z nielicznych dzieci z innego kraju, z którymi kiedykolwiek się tu zakolegowałam.
-Nanami? To naprawdę ty?! Rany, ale się zmieniłaś! Pamiętam jak oboje mieliśmy po dziesięć lat i chodziliśmy łowić ryby do pobliskiej rzeczki.- zauważyłam, że Nanami również pamiętała, ponieważ zarumieniła się na uwagę Gaary.
-Tak. Również to pamiętam. Wejdź! Babcia na pewno się ucieszy, kiedy cię zobaczy. Zostaniesz do wieczora? Chętnie napiłabym się z tobą mleka kokosowego i powspominała dawne czasy. Muszę ci powiedzieć, że zawsze byłeś przystojny, ale czas zdecydowanie działa na twoją korzyść. Wyprzystojniałeś!- moje policzki były czerwone ze złości, a ból w wewnętrznej części dłoni spowodowany wbijaniem sobie w nią paznokci jeszcze tą wściekłość potęgował.
            Gdyby nie to, że Gaara miał dziesięć lat kiedy był na Praslin, zaczęłabym się zastanawiać, czy przypadkiem nie poczuł chęci na domowej roboty karmel, made in Praslin, którym w tamtym momencie była ta cała Nanami.
-Tak w ogóle co przywiodło cię z powrotem na te wyspy? Sentyment?- zapytała dziewczyna i założyła sobie pasemko włosów za ucho i spojrzała na niego spod rzęs. Flirtowała.
-Jestem w podróży poślubnej.- Gaara wyszczerzył się do dziewczyny, a jej uśmiech przygasł.
-W podróży poślubnej?- powtórzyła, a Gaara kiwnął głowa.
-Tak. Ożeniłem się pięć dni temu. Nanami poznaj to Sara, moja żona. Saro, to jest Nanami. Wnuczka właścicieli tego pensjonatu. Jak już zdążyłaś wywnioskować z rozmowy moja koleżanka z dzieciństwa.- Gaara objął mnie ramieniem.
-Dzień dobry. Mam na imię Nanami Tauryu.
-Ja nazywam się Sara Ire...- Gaara odchrząknął, a ja przewróciłam oczami.- Sabaku.
-Skoro formalności mamy już za sobą moglibyśmy przejść na taras żeby zamówić sobie jedzenie? Umieramy z głodu.- mój mąż, jak to mój mąż, nie zauważył, że Nanami nagle straciła ochotę na to, żebyśmy jedli obiad w pensjonacie jej babci.
-Oczywiście. Co chciałbyś zamówić?- zapytała i wyszła zza kontuaru.

            Kiedy usiedliśmy przy stolikach słońce przyjemnie grzało mnie w twarz. Przymknęłam powieki i wyciągnęłam się w stronę słońca.
-O czym myślisz?- poczułam dłoń Gaary w swojej.
-O Tokio. O tym, że zaczynam powoli tęsknić za domem.- powiedziałam.
-Tęsknisz za domem? Jesteśmy tu dopiero cztery dni.
-Tak, zaczynam tęsknić za domem i za bezproblemowym życiem licealistki.- mruknęłam.- Zaczynam tęsknić za ciocią, która zawsze służyła mi dobrymi radami i zaczynam żałować, że nie zabraliśmy jej tutaj, ponieważ sama zaczynam sobie kiepsko radzić z zazdrością o ciebie.
-Co ja znowu zrobiłem, że się na mnie wściekasz?- zapytał nieźle zdziwiony.
-Gaara, powiedziałam ci, że ja nadal nie wierze w to, że ty w ogóle zainteresowałeś się mną, o tym, że ożeniłeś się ze mną, w ogóle nigdy nie marzyłam. Może ty tego nie widzisz, ale ja tak. Marii do samego końca próbowała zwrócić na siebie twoją uwagę, Ayo o mały włos nie zabiła mnie przez swoją miłość. Miki, Kyoko, Nanami... Wszystkie dziewczyny, które są tobą oczarowane mają ten sam wyraz twarzy i ten sam błysk w oczach, kiedy dowiadują się, że pomiędzy nimi a tobą stoi taki malutki murek o imieniu Sara. Malutki, czytaj możliwy do przeskoczenia.
-Zapytam po raz któryś. Czy ja kiedykolwiek dałem ci powód do tego, żebyś we mnie wątpiła? Nigdy tego nie zrobiłem! Kiedy to do ciebie w końcu dotrze?! Ile razy mam znosić jeszcze twoje fochy, bo ty obrażasz się na mnie o rozmowę z każdą dziewczyną, która nawinie mi się pod nos?- Gaara wstał na równe nogi. Dawno nie widziałam go tak wyprowadzonego z równowagi.
-Gdyby nie to, że mam ku tej zazdrości powody, nigdy bym jej nie okazywała.- powiedziałam i spuściłam wzrok.- Marii, Ayo... Ayo szczególnie. Wcale nie miałam dobrej intuicji co do niej... Marii wcale specjalnie nie ubierała się prowokująco, ani nie rzucała dwuznacznych uwag co do ciebie i do mnie. Ayo przecież nie była zazdrosna wcale, a wcale. Niechcący zepchnęła mnie ze schodów właśnie za to, że byłam twoją dziewczyną. Miki i Kyoko wcale nie rzucały uszczypliwych tekstów podczas wczorajszej wycieczki, po prostu tak miały, że powodowały u mnie przykrość i zasugerowały rozwód Narity żebym nabrała wątpliwości co do naszego ślubu. I wiesz co? Udało się im.- otarłam oczy wierzchem dłoni i wstałam od stołu.

            Pożegnałam się z Nanami, z którą minęłam się w drzwiach i poszłam w stronę drogi, która jechaliśmy. Potrzebowałam bardzo długiego spaceru. Miałam do przejścia całą szerokości wyspy czyli jakieś 5-8 kilometrów. Wystarczająco żeby oczyścić umysł z niepotrzebnych myśli.

            Podczas całej wycieczki spotykałam ludzi, którzy uśmiechali się do mnie, pozdrawiali. Jedna kobieta dała mi nawet świeżo rozłupanego kokosa z mlekiem w środku i powiedziała, że powinnam się więcej uśmiechać. Podziękowałam jej i ruszyłam w dalszą podróż.

            Do domku doszłam około dwóch godzin później. Czułam się trochę lepiej, jednak nadal byłam w dość parszywy humorze. Przebrałam się w luźne spodenki i top na ramiączkach. Włosy zaplotłam w warkocza.
            Położyłam się na łóżku i wzięłam telefon do ręki. Od czasu jak byliśmy na Praslin nie dzwoniłam do żadnej z bliskich mi osób. Wysłałam jedynie sms'a, że cało i zdrowo dotarliśmy na miejsce.
            Teraz czułam, że muszę porozmawiać z Saki. Wybrałam jej numer. Odebrała po drugim sygnale.
-Cześć moja wczasowiczko! Jak tam życie w Raju na ziemi z twoim księciem?- zapytała. Jej radosny głos sprawił, że ja niemal od razu się rozkleiłam.
-Saki...- powiedziałam płaczliwym głosem.
-Saro, co się stało?- zapytała, a ja dosłownie wybuchłam płaczem.

            Przez ponad pół godziny streszczałam Sakurze jak wyglądał nasz czterodniowy pobyt na Seszelach i jak bardzo chciałam już wrócić do domu.
-Saro, rozumiem twoje wątpliwości, ale moim zdaniem jednak przesadziłaś. Zostawienie Gaary w tym pensjonacie w niczym ci nie pomoże, a może zaognić sprawę.
-Myślisz, że prześpi się z Nanami?- zapytałam.
-Iregiro, palnij się w łeb! Przestań myśleć, że twój mąż przeleci wszystko co się rusza, kiedy ty stracisz go z zasięgu wzroku! Przestań też być tak łatwowierna zwłaszcza w stosunku do takich suk jak te dwie głupie pizdy z samolotu, które na dodatek rozwaliły wam wycieczkę do tego Parku Narodowego. Jeżeli rzeczywiście chcesz tego całego Rozwodu Narity to jesteś naprawdę na świetnej drodze do tego, żeby do niego doprowadzić. I to ty, nie twój mąż. Ja nie widzę w zachowaniu Gaary nic niewłaściwego. Masz prawo być trochę zazdrosna, bo to podobno zdrowe, ale w żadnym wypadku nie w taki, w jaki jesteś teraz. Zaufaj swojemu mężowi. Przypomnij sobie jak zachowywał się, kiedy pojawił się twój ojciec, jak bronił cię przed twoim wujkiem i dziadkiem, jak bardzo przeżył twój wypadek po tym jak Ayo zepchnęła cię ze schodów. Jeżeli to nie są według ciebie oznaki miłości, to nie mam pojęcia co dla ciebie nimi jest. Ale powiem ci, że jeśli będą to jakieś nierealne wytyczne, których nawet Gaara nie będzie w stanie spełnić, możesz mieć duży problem. Nawet jego cierpliwość kiedyś się skończy. A wtedy będziesz szukać winnych wszędzie, tylko nie w sobie. A uwierz, że w tym momencie za rozwód obarczyłabym tylko ciebie.
-Ale Sakura, te dziewczyny...- zaczęłam, ale niemal od razu przygryzłam wargę.
-Te dziewczyny znaczą dla twojego męża tyle, co pyłek kurzu. Załoskoczą w nos, a potem są nic nie wartym wspomnieniem tego, że w ogóle nos swędział cię po raz milionowy raz w ciągu życia. Ty jesteś kimś, kto dla niego znaczy wszystko. Więc przestań pieprzyć, przestań mu robić bezsensowne awantury, bo nie masz ku nim powodów. Przestań stawać okoniem. Nic ci to nie da. Zacznij zachowywać się jak osoba dorosła. Wszyscy tutaj mają cię za taką. Ja również myślałam, że masz lepiej poukładane w głowie co do Gaary. Gdybym wiedziała, że nie, odradzałabym ci ślub.
-Sakura!- krzyknęłam na nią. Jej słowa bardzo mnie zabolały.
-Nie miej do mnie pretensji o to, że mówię ci prawdę. Zachowujesz się jak dziecko w podstawówce, a nie jak dziewczyna, która niedawno wzięła ślub. Przemyśl swoje zachowanie, bo uwierz, że na Gaare chrapkę ma naprawdę dużo dziewczyn. Wybrał ciebie. Nie zrobiłby tego, gdyby nie uznał, że jesteś wyjątkowa. Skończ wreszcie z zazdrością. Tak głupią jak twoja szczególnie. Ciesz się tymi wakacjami, bo kiedy wrócicie zaczną się prawdziwe obowiązki i to będzie prawdziwy sprawdzian do przejścia. A teraz wybacz, ale muszę kończyć. Twoja ciocia przyszła. Obiecałam, że pomogę zrobić jej obiad. Do zobaczenia w Tokio, Saro.- powiedziała i rozłączyła się.

            Leżałam na leżaku rozłożonym na tarasie. Tuliłam do siebie koszulkę Gaary i cicho płakałam. Słowa Sakury podziałały na mnie jak kubeł lodowatej wody. Miała rację, że zachowywałam się jak gówniara.

-Rany. Mogłaś chociaż wziąć ze sobą jakiś koc. Co za uparciuch z ciebie.- usłyszałam nad uchem głos Gaary. Chciałam z nim porozmawiać, ale płacz i zmęczenie tak bardzo mną zawładnęły, że nie miałam nawet siły otworzyć oczu. Poczułam za to jak Gaara bierze mnie na ręce i zanosi do sypialni. Dopiero, kiedy mnie dotknął zrozumiałam jak bardzo zmarznięta byłam.
            Położył mnie na łóżku i nakrył kołdrą, a po chwili położył się obok mnie i mocno przytulił. Od razu zrobiło mi się cieplej. Czułam na plecach ciepło jego nagiego torsu, a dłoń, którą przerzucił przez mój brzuch, rozgrzewała moje zmarznięte ręce.
-Obyś się nie rozchorowała wredna paskudo.- mruknął na moje ucho. Chciałam głośno zaprotestować, ale nie miałam siły. Poza tym Gaara miał pełne prawo mówić tak do mnie po tym, jaki popis mu dzisiaj dałam. Ostatkami sił odwróciłam się w jego stronę i mocno wtuliłam w jego ciało. Poczułam jak delikatnie pocałował mnie w kącik ust i odgarnął z mojej twarzy włosy, które mnie łaskotały.- Wredna paskuda, ale moja paskuda.

            Rano na miejscu Gaary znalazłam karteczkę z informacją, że jest na plaży, trenuje i prosi żeby mu nie przeszkadzać. Był zły. Nawet jeśli wczoraj wieczorem martwił się o mnie miał zamiar dać mi popalić za moje zachowanie. Westchnęłam, wygramoliłam się niezgrabnie z łóżka i poszłam do łazienki. Rozpuściłam włosy, przemyłam twarz, umyłam zęby, a potem poszłam do kuchni żeby przygotować nam śniadanie.

            Porcję dla Gaary postawiłam na stoliczku na tarasie. Kiedy stawiałam tackę na drewnie w oddali dostrzegłam ciężkie ciemne chmury. Wiatr również był silniejszy niż dzień wcześniej. Zapowiadało się na burze. Gaara chyba również to zauważył, ponieważ zebrał swoje rzeczy z piasku i zaczął kierować się w stronę domku. Ja z kolei uciekłam bardzo szybko do środka.
            Słyszałam jak Gaara wchodzi do naszej sypialni, a po chwili brał prysznic. Ja z kolei siedziałam na małej narożnej kanapie w malutkim salonie i jadłam śniadanie z książką na kolanach. Gaara przyszedł po chwili z tacką swojego jedzenia.
-Cześć.- burknął tylko i zajął miejsce w przeciwległym kącie kanapy.
-Cześć.- powtórzyłam i dalej byłam skupiona na książce. Wolałam, żeby Gaara najpierw się najadł i nie był nieprzyjemny. Zawsze się taki robił, kiedy był głodny.

            Po zjedzeniu śniadania Gaara poszedł do kuchni, zmył, a potem znowu wrócił do salonu i zajął swoje poprzednie miejsce. Tym razem jednak miał w ręku telefon, którym się bawił. Wykonał połączenie.
-Hej Naoki. Gaara z tej strony. Słuchaj, możesz mi wyjaśnić o co chodziło wykładowcy z prawa karnego z tym esejem na zaliczenie semestru? Zostało mi tylko dziesięć dni na napisanie go, więc chciałabym się trochę rozeznać(...) Aha, sam go jeszcze nie napisałeś. No dobrze. W takim razie zadzwonię do Ryu (...) Tak, jestem własnie w podróży poślubnej, ale dzisiejszy dzień zapowiada się deszczowo, więc nie będziemy nigdzie szli (...) Moja żona pieści dzisiaj książkę nie mnie, więc chyba udzieliła się jej pogoda za oknem (...)Tak, pamiętam stary (...) Dobrze, w takim razie widzimy się na uczelni. Do zobaczenia.
            Starałam się ignorować głupi tekst Gaary o pieszczeniu książki zamiast niego. Teraz wykonał drugi telefon.
-Hej Ryu! Słuchaj mam pytanie. Pamiętasz jak ten stary zgred z prawa karnego zadał nam esej na zaliczenie? Wiesz może o co (...) Tak, Ryu. Jestem w podróży poślubnej, ale wracam dosłownie dzień przed rozpoczęciem nowego semestru, a nie chcę siedzieć do rana nad pracą (...) Sara ma się dobrze. Nawet bardzo (...) Pogoda boska, chociaż dzisiaj zapowiada się na burze (...) Tak, wiem, że powinienem się zająć żoną, ale nie martw się, przez ostatnie kilka dni tak ją wymęczyłem swoją obecnością, że zaczyna mi tu mówić o rozwodzie.- rzuciłam w Gaare książką. Niezbyt mocno, ale wystarczająco, żeby zwrócić jego uwagę. On po prostu to olał i odrzucił ją do mnie.- Wracając do zadania (...) A, więc ty tak jak Naoki i ja też się za to nie zabrałeś? Dobrze w takim razie zadzwonię do Marii.
            Miałam nadzieję, że nie ma zamiaru tego zrobić, ale on naprawdę to zrobił.
-Marii-chan? Hej, Gaara z tej strony. Co tam u ciebie? (...) Naprawdę?! Super! Bardzo się cieszę! Mam nadzieję, że opowiesz mi o wszystkim, kiedy zobaczymy się we wrześniu (...) Tak, wzięliśmy. Jesteśmy teraz w podróży poślubnej (...) Tak, tak. Wiem. Wstyd mi przyznać, ale własnie po to dzwonię. Wiesz może o co chodziło naszemu doktorkowi z tym całym esejem?(...) Serio?! Poczekaj, już zapisuję.- Gaara wziął kartkę z małego notatnika leżącego na stole i zaczął zapisywać wszystkie podpunkty do zadania. Jednak nawet kiedy to zrobił rozmawiał z Marii dłużej niż było to konieczne.- Tak, Marii. Też się za wami stęskniłem. Do zobaczenia na uczelni.

            Cały czas powtarzałam sobie w myślach, że Gaara zrobił to specjalnie. Ponieważ on zrobił to specjalnie. Przynajmniej połowicznie.
-Idę do sypialni. Nie chcę przeszkadzać ci w robieniu zadań.- powiedziałam i wstałam. Niebo przecięła pierwsza błyskawica. Podskoczyłam i głośno przełknęłam ślinę.
-Boisz się burzy?- Gaara wyglądał na zdziwionego. Kiwnęłam głową.
-Kiedy byłam z Martinem pojechaliśmy na wycieczkę do lasu. Złapała nas tam burza. I to okropna burza. Drzewo w pobliżu miejsca gdzie próbowaliśmy się schować zostało trafione. Do dzisiaj pamiętam głuchy łoskot, ogień i strach, że ogień odetnie nam drogę ucieczki.- powiedziałam, a niebo przecięła kolejna błyskawica. Miałam ochotę schować się pod stół.
            Gaara westchnął i złapał mnie za rękę. Przyciągnął do siebie i mocno przytulił. Nakrył nas kocem.
-Dobrze, że burza nie złapała cię, kiedy wczoraj wracałaś do domu. Albo kiedy spałaś na leżaku przed domkiem.- powiedział, a ja westchnęłam.
-Gdyby to stało się jakoś w drodze myślę, że poprosiłabym kogoś o pomoc. Gdyby to stało się tutaj, deszcz pewnie by mnie obudził. Przy okazji dziękuję, że przyniosłeś mnie do środka. Byłam trochę zmarznięta.
-Ano.- mruknął i zamilkł. Niebo przecięła kolejna błyskawica, a ziemia się zatrzęsła. Zadrżałam, a Gaara przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie.
-Gaara...- zaczęłam, ale nie za bardzo wiedziałam, co mam dalej powiedzieć.- Ja... Przepraszam cię. Miałeś rację.
-Słucham?- zapytał nagle zbity z tropu.
-Miałeś rację. Nigdy nie dałeś mi powodu do tego, żebym w ciebie wątpiła. Przepraszam za swoje zachowanie, które jest wobec ciebie okropne od pierwszych dni wycieczki.
-Musze to sobie chyba nagrać i ustawić jako dzwonek, kiedy do mnie dzwonisz.
-Gaara, do jasnej cholery, bądź poważny!- zerwałam się, ale Gaara znów stanowczo przyciągnął mnie do siebie.
-Przeprosiny przyjęte. Teraz po prostu poleżmy tak, jak teraz.- powiedział i mocno mnie ścisnął.
-Gaara?- zaczęłam, a on westchnął.
-Słucham? Za chwilę będę cię miał przeprosić za to, że kradnę tlen z twojej strefy oddechu?
-Nie. Zawsze się zastanawiałam... Czy ty masz jakieś marzenia oprócz tego, żeby iść w ślady ojca?
-Moim marzeniem był ślub z tobą w chwili, kiedy pierwszy raz z tobą rozmawiałem.
-Nie o to mi chodzi. Zastanawiam się... Każdy ma jakieś marzenia, prawda? Ja jako dziecko chciałam zostać piosenkarką, stąd szkoła w Waszyngtonie. Ale kiedy podrosłam moim marzeniem było zwiedzanie świata, poznanie nowych ludzi, posiadanie psa. O małżeństwie nie myślałam. Zaczęłam o tym myśleć, kiedy poznałam ciebie.
-Ja jako dziecko chciałem zostać astronautą. Chyba jak większość chłopców. Potem, kiedy byłem na tyle duży żeby tata mógł zabrać mnie na oględziny, zainteresowałem się prawem. I od tej pory to było moje marzenie. Kiedyś chciałem dostać ręcznie napisany list, ale w dobie e-maili takie marzenie nie jest chyba możliwe. Marzyłem o tym, żeby mieć swoją gwiazdkę z nieba. Żeby wykapać się w spaghetti... Miałem tego od groma. Im byłem straszy tym mniej marzyłem. Teraz moim marzeniem jest skończenie studiów, znalezienie dobrej pracy oraz posiadanie dzieci. Ale to jeszcze nie teraz.
-Ja zawsze marzyłam o tym, żeby zapomnieć o moim dzieciństwie i wykreować je na nowo. Chciałam, żeby ktoś wymazał mi pamięć i zastąpił ją czymś innym. W miarę upływu lat zrozumiałam, że to nie jest możliwe. Pogodziłam się z tym, co mnie spotkało i przestałam marzyć o rzeczach niemożliwych do wykonania. Jednak nigdy nie marzyłam o kimś tak dobrym jak ty. A los nie wiem za co postawił cię na mojej drodze.
-Ty z kolei zostałaś postawiona na mojej żeby ćwiczyć moją cierpliwość. Jesteś w tym mistrzem.- zaśmiałam się i pocałowałam Gaare w policzek.
-A co z jakimiś marzeniami seksualnymi?- zapytałam.
-Schodzimy na fajny temat... Dużo ich było. Święty nie jestem, więc myśli też mam bardzo różne. Najbardziej szalona fantazja to chyba seks w kinie, kiedy na sali są inni ludzie.
-Ekshibicjonista w tobie drzemie.- powiedziałam. -Moją najbardziej pokręconą był chyba seks na wycieczce szkolnej.
-Zrobiłaś to, prawda? Z Martinem. Sakura o tym mówiła.
-Tak. Niezapomniany dreszcz emocji. Chociaż przyznam, że seks w szkolnej toalecie w naszym liceum był chyba jednak lepszy... Tak, to zdecydowanie było lepsze.- Gaara się zaśmiał. -Wiesz może jaki masz limit?
-Limit? Wiesz, nie bawię się w jakieś chore podduszanie czy krępowanie nóg i rąk... Chociaż to krepowanie nie byłoby takie znowu chore...
-Czy znasz swój limit w sensie łóżkowy?
-Sara, jeśli chcesz wiedzieć z iloma dziewczynami spałem to mogę ci tylko powiedzieć, że jesteś ostatnia na wieki wieków amen. Jeśli podam ci konkretną liczbę obawiam się, że nóż kuchenny stanie się moim narzędziem zagłady.
-Gaara, ile razy możesz się kochać w ciągu na przykład jednego dnia? Chodzi mi o to. Nie żadne liczby partnerek. Nie żadne wiązanie, podduszanie czy inne rzeczy.
-Myślisz, że wiem? Jesteś pierwszą dziewczyną, przez którą od głupiego pocałunku mam ucisk w spodniach. Najwięcej razy kochałem się chyba z tobą po akcji z twoim tatą, kiedy co godzina miałem pobudkę na odstresowanie cię. I gdyby zliczyć to dobowo, kochaliśmy się chyba wtedy osiem razy do tej samej godziny dnia następnego. Wychodził jeden seks na trzy godziny. licząc w inny sposób trochę częściej. Odlicz czas na spanie.
-Osiem razy mówisz? Nie jest tak źle.
-Nie jest źle? Do twojej wiadomości ja nie jestem kobietą, która po każdym kolejnym szczytowaniu jest gotowa na nowe. Co prawda mogę wymasować cię jakieś dwa czy trzy razy raz za razem, ale uwierz, że potem potrzebuję choć dwudziestu minut drzemki. W przeciwnym razie padnę.
-Która jest godzina?- zapytałam. Gaara wydawał się zbity z tropu moim pytaniem.
-Aktualnie jest piętnaście po dziewiątej rano.- usiadłam Gaarze na kolanach i pocałowałam.
-Świetnie. Zawyżamy poprzeczkę i próbujemy pobić te osiem razy. Poza tym i ty i ja jesteśmy od wczoraj na lekkim stresie więc myślę, że misja może pójść nam całkiem dobrze. Pogoda i tak wykreśliła nam jakiekolwiek plany wyjścia na zewnątrz, a ja nie lubię się z tobą nudzić.- Gaara zaczął się głośno śmiać.
-Lubie takie kalkulacje pani Sabaku.

            Deszcz padał cały ranek, popołudnie i wieczór. A my z Gaarą spędziliśmy ten czas na długich rozmowach, kochaniu się i snuciu opowieści ze swojego życia.
-Wiesz, co chciałabym żebyś dla mnie zrobił?- zapytałam, kiedy czułam jak jego palce przesuwają się po mojej skórze.
-Słucham? Co tym razem zrodziło się w twojej głowie?
-Chciałabym żebyś kiedyś przygotował dla nas romantyczną kolację. Ale nie w knajpce. Tylko właśnie zrobioną przez ciebie. Ubrałabym się ładnie i ty również. I wtedy z chęcią napiłabym się wina.
-W ciągu ledwo roku od czasu jak jesteśmy razem wypiłaś chyba więcej alkoholu niż w ciągu całego swojego życia.- zaczęłam się śmiać, ponieważ Gaara miał rację.- I na dodatek nie jesteś nawet oficjalnie pełnoletnia.
-Wiem. Ledwo skończyłam dziewiętnaście lat. Ale to nic. Napiłabym się wina. Albo nawet piwa, pod warunkiem, że w taki sposób w jaki zawsze je piliśmy.- tym razem Gaara parsknął.
-To wtedy nawet nie ruszylibyśmy kolacji, którą tak starannie bym dla ciebie przygotował.
-Bez przesady! Umiem się kontrolować jeśli chodzi o swoje popędy.- nadymałam policzki z niezadowolenia.
-Ja przy tobie zapominam o granicach.- pocałował mnie w czoło.
-Jestem ciekawa jak uda nam się mieszkanie z moim wujostwem.
-Nie przypominaj mi o tym, błagam. Mam dziwne wrażenie, że podczas naszej nieobecności twoi wujkowie wyniosą twoje dwuosobowe łóżko i wstawią nam tam dwa osobne. W dodatku pod przeciwległymi ścianami. I jeszcze będą sprawdzać czy grzecznie śpimy z rękami położonymi na kołdrze.- zaczęłam się bardzo głośno śmiać, kiedy Gaara to powiedział.
-Współżycie w małżeństwie jest przecież akceptowalne. Ma służyć prokreacji.
-Tak. Tylko, że u nas służy póki co tylko do przyjemności. Poza tym twój wujek na pewno będzie miał problem z tym, że jakiś chłopak w taki sposób zabawia się z jego ukochaną adoptowaną córką... Właśnie zdałem sobie sprawę z tego, że nigdy nie chce stać się ojcem córki.- myślałam, że spadnę z łóżka ze śmiechu.
-A to dlaczego? Ja chciałabym mieć córeczkę.
-Sara! Dostałbym zawału na jakiekolwiek słowo o treści: chłopak czy randka. O takim jak współżycie czy antykoncepcja to ja już nie wspomnę.
-Daj spokój. Ja też byłam kiedyś grzeczną dziewczynką. Przyszedł czas, że po prostu robiło się takie rzeczy. To normalne. Poza tym przestań być hipokrytą. Sam miałeś piętnaście lat, kiedy zacząłeś sypiać z dziewczynami. One zapewne też były w twoim wieku.
-Tak, ale to nie były moje córki! To były córki innych mężczyzn. W takim przypadku jakoś niezbyt się tym przejmowałem.
-Coś ci siada na mózg. Skończmy ten temat, ponieważ dzieci to coś bardzo odległego.
-Tak, masz rację. Przy okazji już się zregenerowałem. Czas na dalsze bicie rekordu.

            Deszcze trwały całe pięć dni. Całe pięć dni nie wychodziliśmy z Gaarą na żadne wycieczki, jedynie raz pojechaliśmy do małego sklepu spożywczego żeby zrobić zakupy.
-Co za psia pogoda. Trafiliśmy chyba najgorszy możliwy okres na urlop.- Gaara rzucił kluczki na blat kuchenny.
-Dobrze, że chociaż poszliśmy do tego Parku Narodowego. Przynajmniej coś widzieliśmy.- zaczęłam rozpakowywać zakupy i chować je po szafkach i do lodówki.
-Chciałem pokazać ci jeszcze kilka miejsc. Oby do jutra deszcz przestał padać.- Gaara wyglądał na niezadowolonego.
-Kochanie, nawet jeśli nie przestanie padać i tak spędziłam tu z tobą cudowne chwile i nie zamienię ich na nic innego. Byłam w Raju na ziemi. Wystarczy.- podeszłam do Gaary i dałam mu buziaka w policzek. Zadrżał.
            Szybko obrócił się na pięcie i przyciągnął mnie do siebie.
-Zastanawiam się czy kiedyś przestaniesz na mnie działać tak, jak teraz.- mruknął i przesunął dłońmi po moich plecach.
-Nie wiem po co się nad tym zastanawiasz własnie w tej chwili, ale mam nadzieję, że za chwilę przestaniesz.- zaśmiałam się i pocałowałam Gaare. On przesunął dłonie na moje piersi i ścisnął. Syknęłam z bólu i odsunęłam się od niego.
-Co jest?- zapytał.
-Bolą mnie. Niedługo powinnam dostać okres, więc jestem wrażliwa na takie pieszczoty.
-Nie wiedziałem. W takim razie przepraszam- pocałował mnie w czoło, a ja się zaśmiałam.
-To nic. Chodź, zrobimy obiad. Jestem głodna jak wilk.

            Gaara chyba wymodlił pogodę, ponieważ następnego dnia z rana obudziło nas piękne słońce. Niemal od razu zebraliśmy najbardziej potrzebne rzeczy i wsiedliśmy w samochód. Nie miałam pojęcia dokąd chce mnie zabrać mój mąż, ale kiedy go o to pytałam uśmiechał się pod nosem.
            Zajechaliśmy do portu i wypożyczyliśmy motorówkę, która zabrała nas na wyspę Mahe. Tam taksówkarz zabrał nas przed coś, co wyglądało jak park wodny.
-Będziemy oglądać delfiny?- zapytałam, a Gaara wyszczerzył się do mnie.
-Nie bądź taka ciekawska! Idziemy!!!- jego entuzjazm sprawił, że byłam nieźle zdziwiona.

            Weszliśmy na teren ogromnego basenu, gdzie znajdowały się delfiny. Podszedł do nas młody chłopak ubrany w piankę do nurkowania.
-To pan do mnie dzwonił z samego rana, tak?- zapytał, a ja mocno zmarszczyłam czoło.
-Tak, zgadza się. Jestem Gaara, a to moja żona, Sara.
-Miło mi państwa poznać. Prosiłbym aby przeszli państwo do przebieralni i założyli na siebie pianki, które tam na państwa czekają. Potem prosiłbym aby wrócili państwo na basen.
-Dobrze. Saro, chodź!- pociągnął mnie za rękę w stronę budynku.

            Kiedy naciągałam na siebie niewygodną piankę do nurkowania Gaara mnie popędzał.
-Chodź już! Ten treser czeka na nas.
-Pomóż mi zapiąć tą piankę to na pewno pójdzie szybciej.- warknęłam i odsunęłam zasuwę w drzwiach. Gaara niemal od razu wparował do środka i zaciągnął mój zamek.
-Powiem ci, że nawet w czymś takim wyglądasz aż nazbyt seksownie.
-Przestań gadać głupoty tylko powiedz mi po co wbijałam się w to aseksualne wdzianko?
-Otóż kochana żono wstałem dzisiaj wcześniej od ciebie, żeby sprawdzić pogodę. Kiedy okazało się, że deszcz przestał padać zadzwoniłem do oceanarium i zarezerwowałem nam dwie godziny zabawy z delfinami. Potem wróciłem do łóżka i udawałem, że zrobimy coś spontanicznie.- wpatrywałam się w Gaare szeroko otwartymi oczami.
-Będę pływać z delfinami? Takimi prawdziwymi?
-Tak.- Gaara wyszczerzył się do mnie.
-O rany!!! Dziękuję!!! Dziękuję!!! Dziękuję!!!- pisnęłam zachwycona i skoczyłam na Gaare obdarowując go całusami po dosłownie całej twarzy. Śmiał się i próbował zdjąć mnie z siebie.
-Dobrze już, dobrze. Podziękujesz mi później. Teraz chodźmy już nad basen. Trener tam na nas czeka.

            Chłopak niemal od razu zaczął nam tłumaczyć jak mamy pływać, co robić i jak dotykać delfina. Gaara okazał się bardziej odważny i pierwszy wszedł do basenu. Ja zrobiłam to po nim, i dosłownie w kilka chwil jeden z delfinów podpłynął do mnie. Pisnęłam, zdziwiona jednocześnie tym, że delfin wcale nie jest obślizgły, a jego skóra jest bardzo miękka i przyjemna w dotyku. Ssak szturchnął mnie pyszczkiem i zaczął krążyć wokół mnie zapraszając jednocześnie do zabawy.
-Dobrze już, dobrze. Chodźmy.- powiedziałam i zanurkowałam, delfin za mną.Ustawił się tak, że mogłam bez problemu chwycić jego płetwę, a kiedy to zrobiłam wciągnął mnie jeszcze głębiej pod wodę.

            Po zabawie z delfinami pojechaliśmy do ogrodu botanicznego, Centrum Rzemiosła Codevar i Muzeum Historii Naturalnej. Kiedy w końcu wróciliśmy na Praslin byłam wykończona jak nigdy.
-O rany! Zafundowałeś mi dzień pełen szalonych atrakcji.- powiedziałam i głębiej zatopiłam się w miękkim fotelu samochodu.
-Jutro ciąg dalszy. Mam nadzieję, że będziesz równie mocno zachwycona.- powiedział, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
-W ostatnie cztery dni chcesz odrobić chyba te wszystkie, które przepadły przez deszcz.
-Nie. Chcę żebyś pamiętała naszą podróż poślubną jako coś wspaniałego. Chce żebyś miała stąd dużo wspomnień. I chcę żebyś więcej nie myślała o żadnych głupotach jak ten o Rozwodzie Narity na przykład.
-Po naszej ostatniej rozmowie nie chcę już o tym myśleć. Przepraszam, że tak się zachowywałam i o mały włos nie rozwaliłam nam wyjazdu.- powiedziałam i westchnęłam.- Ale teraz wszystko jest już dobrze. I mam nadzieję, że tak zostanie.
-Ja również. Cieszmy się ostatnimi dniami naszej podróży poślubnej i korzystajmy z uroków życia w tym Raju na ziemi. Następny urlop czeka nas najprawdopodobniej w dalekiej przyszłości.- Gaara miał bardzo poważny ton.

            Przez ostatnie dni zwiedziliśmy jeszcze dwie wyspy: Shilouette i La Digue. Ta druga zachwyciła mnie bardziej niż Praslin, ponieważ wyglądała tak jakby nigdy nie została ruszona ręką człowieka. Jedliśmy również lokalne dania w kilku knajpkach oraz chodziliśmy na spacery po plaży w świetle księżyca. Odwiedziliśmy również po raz drugi Park Narodowy.

            Kiedy pakowałam walizki czułam nieprzyjemny ucisk w sercu. Zdawałam sobie sprawę z tego, że czeka nas powrót do rzeczywistości, a wszystko, co działo się na Praslin zostanie jedynie wspomnieniem.
-Jesteś gotowa? Nobu dzwonił. Przyjedzie po nas za godzinę.
-Tak. Pakuję ostatnie rzeczy i możemy jechać.- mruknęłam i w pośpiechu upchnęłam ostatnie dwie bluzki i kosmetyczkę do walizki.
            Kiedy rozejrzałam się po domku, wszystko wyglądało tak, jak przed naszym przyjazdem. Zupełnie tak, jakby ostatnie dwa tygodnie nigdy nie miały miejsca. Westchnęłam.
-Wszystko dobrze?
-Tak. Po prostu... Będę trochę tęsknić za tym miejscem. I za bezproblemowym życiem z tobą.
-Nie było takie do końca bezproblemowe. Ale powiem ci coś. Ja też będę tęsknił. Zbliżyliśmy się do siebie i zobaczyliśmy, że umiemy żyć razem. Dlatego w pewnym sensie wracam do domu z lekkim sercem.
-Dlaczego?- zapytałam.
-Ponieważ wiem, że żeniąc się z tobą podjąłem najlepszą decyzję jaką mogłem.- powiedział i mocno mnie do siebie przytulił.
-Dziękuję ci za to, że jesteś ze mną.- powiedziałam bardzo cicho i mocno wtuliłam się w bezpieczne ramiona Gaary.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8