Rozdział 57
Wróciłam
do hotelu taksówką. Kiedy zamknęłam drzwi pokoju padłam na łóżko. Moje serce
nadal waliło jak szalone. Przyłożyłam poduszkę do ust i zaczęłam w nią
wrzeszczeć.
-Nowy
Jork! 1400 kilometrów od Chicago, a ja musiałam spotkać go akurat tutaj!
Aaaaaaaa!!!-wtedy oprzytomniałam. Naoki! Wygrzebałam komórkę z torebki i
wybrałam do niego numer. Odebrał pijany w sztok.
-Co
chcesz? Jeszcze bardziej mi dopierdalać jaki to ja jestem beznadziejny? Ty za
to jesteś taaaakaaa cudowna, że rzygać się chce! O tak!-seplenił, ale dość
dobrze go rozumiałam.
-Przepraszam,
byłam zła. Miałam dzisiaj mały wypadek samochodowy. Zawieźli mnie na
komisariat.
-Jak
wrócisz, nie wypuszczę cię z łóżka.-żyłka na skroni niebezpiecznie mi
nabrzmiała. Naoki naprawdę był kiepskim kochankiem. Seks maksymalnie dwa razy w
tygodniu, przy zgaszonym świetle, z reguły w jego ulubionej pozycji. Dawno
przestałam czerpać z niego radość. Był po prostu mechanicznym odruchem.
Oczywiście jak raz próbowałam zwrócić jego uwagę na swoje potrzeby i na to, co
lubię usłyszałam, że jestem zboczona. Temat się skończył.
-Oczywiście.
Idź już spać, dobrze.
-Kocham
cię. Wiesz, że jesteś moja! Nikogo innego!-krzyknął. Podejrzewałam, że zapluł
całą słuchawkę.
-Dobranoc
Naoki.-powiedziałam i rozłączyłam się. Byłam zmęczona, jednak adrenalina po
spotkaniu z Gaarą nadal buzowała z moich żyłach. Napisałam do Sakury o tym, co
się stało. Wiedziałam jednak, że mi nie odpisze, ponieważ tak jak w Japonii, w
Nowej Zelandii był środek nocy. Przymknęłam powieki i zaczęłam odtwarzać w pamięci
spotkanie z Gaarą. Wyprzystojniał. Cholernie wyprzystojniał. Jego twarz nabrała
bardziej męskich rysów, urósł kilka centymetrów, nabrał większej masy
mięśniowej. Uważałam od zawsze, że ma piękne ciało, jednak teraz... Poczułam,
że robi mi się gorąco w twarz. Jego szerokie ramiona i wąskie biodra tworzyły
idealny kształt litery T. Nie dziwiłam się, że ta młoda praktykantka Liz
również pożerała go wzrokiem. Jego oczy zrobiły się bardziej niebieskie, choć
może to wina światła lub jego reakcji na mój widok. Ciemne rzęsy nadal pięknie
okalały oczy. Mój puls mimowolnie przyśpieszał. Było to dość irytujące uczucie,
ponieważ miałam narzeczonego, to na niego powinnam tak patrzeć, nie na Gaare.
Znowu znajdowałam się w tej
sypialni, gdzie ostatnio całowałam się z Naokim. Tym razem jednak nie było go w
niej. Zauważyłam z kolei, że po prawej znajdują się drzwi, których wcześniej
nie dostrzegłam. Były lekko uchylone. Podeszłam do nich z ciężko bijącym
sercem. Usłyszałam szum wody. Powietrze było przesycone zapachem wanilii i
cynamonu. Wsunęłam głowę w drzwi. Na początku nic nie zauważyłam, ponieważ
pomieszczenie było wypełnione parą. Jednak po chwili dostrzegłam piękną
marmurową posadzkę, ściany białe jak śnieg. W rogu stała duża wanna na
posrebrzanych mosiężnych nóżkach w kształcie lwich łap. Na ścianie z małym
oknem wisiały obrazy, niestety nie byłam w stanie dostrzec, co przedstawiały.
Pod ścianą stała mała umywalka, a obok niej piękna toaletka, podobna do
toaletki babci Naokiego. Woda lała się strumieniem, podeszłam do kranu żeby ją
zakręcić. Wtedy spod tafli wynurzyły się dwie duże dłonie o podciętych żyłach,
z których jeszcze sączyła się krew. Krzyknęłam i odskoczyłam jak oparzona.
Wpadłam na kosz na brudy i przewróciłam się. Na czworaka próbowałam doczłapać
się do najdalszego kąta. Jedną ręką szukałam po omacku drzwi wyjściowych, drugą
przesuwałam się wzdłuż ściany. Z przerażeniem wpatrywałam się w wannę, z której
powoli zaczęła się wynurzać postać mojego narzeczonego.
-To
twoja wina! Twoja wina mała suko!-krzyczał. Zaczął iść w moją stronę,
kompletnie nagi, blady jak ściana, z przeciętymi nadgarstkami. Zakryłam sobie
usta ręką. Nie byłam w stanie krzyczeć...
Obudziłam się z bijącym sercem.
Zerwałam się do pozycji siedzącej i zaczęłam odganiać od siebie obraz Naokiego.
-Co
się dzieje?! Boże!!! Co to za koszmary?!-krzyknęłam na całe gardło. Miałam
ochotę płakać. Zauważyłam, że za oknem zaczęło się ściemniać. Zdezorientowana
spojrzałam na zegarek. Dochodziła 19. Świetnie! Kolejną noc będę miała z głowy.
Wzięłam komórkę do ręki. Miałam kilka wiadomości. 2 od Sakury, która koniecznie
chciała porozmawiać ze mną na skype. Odpaliłam więc komputer i zadzwoniłam do
niej.
-Cześć!
Jak to możliwe? To co mi napisałaś to na pewno kłamstwo.
-Dziękuję
ci moja przyjaciółko, że nie wierzysz w moje słowa. Sakura, to prawda.
Spotkałam go. Wygląda jak młody Bóg. Jeszcze lepiej, niż
wcześniej.-powiedziałam.
-Na
świecie żyje ponad 7 miliardów ludzi, a ty musiałaś trafić właśnie na niego?
Mam wrażenie, że tego nie można nazwać przypadkiem.
-Och,
Sakura! Nie pomagasz mi! Własnie po to było rozstanie 6 lat temu. Żeby o sobie
zapomnieć!
-To
ty podjęłaś za was tą decyzję. Dobrze wiesz, że Gaara jej nie chciał. Co
zrobisz?
-Umówiłam
się z nim jutro na spotkanie. Chce mi pokazać miasto.-powiedziałam lekko.
Sakura pisnęła z radości.
-To
cudownie! Mam nadzieję, że spędzisz miły dzień w jego towarzystwie. Pamiętaj,
że masz być naturalna! Zawsze taką cię lubił. Ubierz się dziewczęco, ale
seksownie!
-Wiesz,
mam wrażenie, że zapomniałam jak to jest być seksowną. Chociaż dzisiaj...
Dzisiaj na chwilę sobie o tym przypomniałam. Problem polega na tym, że nie
wzięłam ze sobą żadnych dziewczęcych ciuchów. Głównie szpilki, jedną parę
jeansów, ołówkową spódnicę... a'la prezesowa Iregiro...
-U
ciebie powinna być teraz 18, prawda?
-19.
Prawie trafiłaś. Co to ma do rzeczy, bo nie rozumiem...
-Sklepy!
Z tego co wiem większość domów towarowych na pewno jest otwarta minimum do 22.
Idź wybierz sobie coś ładnego.-jej entuzjazm był oszałamiający. Wydawało mi
się, że to Sakura bardziej cieszy się z mojego spotkania z Gaarą, niż ja sama.
-Sakura,
czy ty...
-Nie
chcę słuchać odmowy! Masz wysłać mi zdjęcia na telefon, kiedy tylko
skompletujesz ubranie. Śmigaj! Nie trać czasu!!!
-Dobrze.
Później wyślę ci to zdjęcie. Idę...
-Papapa!
Napisz mi jak było na spotkaniu!!!-krzyknęła uradowana, a potem się rozłączyła.
Zadzwoniłam do recepcji i zapytałam, czy Jacob dostarczył nowy samochód, tak
jak go prosiłam. Recepcjonistka z rosyjskim akcentem odpowiedziała, że tak, a
klucz do auta mam do odebrania u nich na parterze. Podziękowałam i szybko
zaczęłam się szykować do wyjścia.
Zajechałam na parking wielkiego
centrum handlowego. Zajęłam miejsce jak najbliżej wejścia, żeby w razie nagłego
wypadku móc jak najszybciej odjechać. Pierwszą rzeczą, po którą poszłam, była
bielizna. Koniecznie chciałam mieć komplet w jasnym kolorze. Skończyło się na
tym, że kupiłam 5 różnych kompletów o różnych krojach. Prawda była taka, że od
czasu, jak zaczęłam spotykać się z Naokim, zakupy były luksusem. Teraz postanowiłam
zaszaleć. Miałam bardzo dużo zer na koncie i mogłam do woli z nich korzystać.
Kiedy w końcu wyszłam z salonu, skierowałam się do sklepu z ubraniami
młodzieżowymi. Tam również nakupowałam sobie wiele rzeczy.
Zapomniałam jaką radość dają mi zakupy,
kiedy nie robiłam ich pod presją matki mojego narzeczonego. Idąc z nią do
jakiegokolwiek centrum handlowego jedyne sklepy do jakich wchodziłyśmy były tak
naprawdę sklepami z odzieżą biurową. Tweedowe marynarki krojone na miarę,
spódniczki z owczej wełny, buty na małej kaczuszce. Kiedy raz pojechałam do
Naokiego po spotkaniu biznesowym w czymś takim, jak dzisiaj, jego mama o mało
nie padła. Nasłuchałam się, że tak nie wypada ubierać się młodej pani prezes, i
że mój tata na pewno byłby niepocieszony widząc mnie w takim stroju. Jedyną
częścią stroju na jaką się zgadzała, były szpilki, bo jak to mówiła: "Taka
niska dziewczyna jak ty musi jakoś sobie pomóc, nie masz przecież figury
modelki." Zawsze gotowało się we mnie na takie komentarze.
Wróciłam do hotelu obładowana
siatkami tak bardzo, że boy hotelowy musiał mi z nimi pomagać. Dałam mu sowity
napiwek, a potem zaczęłam po kolei wyciągać rzeczy z toreb i kompletować je ze
sobą. Na spotkanie wybrałam luźny top w szafirowym kolorze, do tego krótkie
białe szorty i najzwyklejsze białe trampki... Kiedy spojrzałam na siebie w
lustrze, miałam ochotę krzyczeć. Miałam rację, nie potrafiłam być seksowna tak,
jak kiedyś. Rzuciłam się na łóżko.
Koło 24 w końcu doszłam do siebie.
Płakałam kilka godzin, pomimo tego, że wiedziałam iż użalanie się nad samym
sobą nie jest dobre. Narzeczeństwo bardzo mnie zmieniło. Jednak nie na dobre.
Wręcz przeciwnie. Stałam się kimś, kim nigdy nie chciałam być. Dziewczyną
podatną na zdanie innych, która bierze wszystko do siebie. Stanęłam przed
lustrem. Spojrzałam na swoje czerwone i zapuchnięte od płaczu oczy. Wyglądałam
żałośnie. Przetarłam twarz wierzchem bluzki. Kilka razy głęboko nabrałam
powietrza. Wyciągnęłam klamerkę z włosów.
-Dasz
radę. Pamiętasz. Musisz pamiętać, jak to jest być tą twardą Sarą Iregiro. Nikt
ci tego nie zabrał. Po prostu ktoś to w tobie uśpił. Obudź to. Obudź.-czułam
się jak niespełna rozumu. Jednak powtórzyłam to jeszcze raz, i jeszcze.
Podeszłam do swojej walizki i do ciuchów, które kupiłam dzisiaj. Zaczęłam je
kompletować. Kiedy w końcu dobrałam do siebie ubrania, poczułam się tak, jakby
ktoś rozciął więzy spinające moje skrzydła. Znowu byłam sobą. Znowu byłam
szaloną i pewną siebie dziewczyną. Uśmiechałam się do siebie w lustrze i zdałam
sobie sprawę, że dawno nie byłam tak szczęśliwa.
Następnego dnia zarażałam dobrym
humorem. Rozmowy biznesowe poszły raz dwa. Chwilę po 11 Gaara do mnie zadzwonił
żeby wybrać miejsce spotkania. Zaproponowałam swój hotel, ponieważ znajdował
się w centrum miasta. Zapakowałam tyłek do auta i wróciłam do swojego
tymczasowego miejsca zameldowania. Szybko wzięłam prysznic, pomalowałam się
delikatnie i ubrałam w to, co wczoraj przygotowałam. Rychło w czas, ponieważ
Gaara zadzwonił z momencie, kiedy ubierałam na siebie buty. Szybko zamknęłam
pokój i zeszłam na dół. Kiedy znalazłam się w recepcji nie zauważył mnie. Z
kolei ja widziałam ukradkowe spojrzenia jakie rzucały mu kobiety. Musiał poczuć
mój wzrok na sobie, ponieważ odwrócił się. Przywitał mnie promiennym uśmiechem,
jednak ten szybko zgasł, kiedy zmierzył mnie wzrokiem. Zaczęłam się zastanawiać
czy aby nie przesadziłam z ubraniem. Podeszłam do niego i przytuliłam na
przywitanie.
-Iregiro,
jak zwykle nienaganna. Wyglądasz ślicznie.-poczułam, że się rumienię. Dawno
nikt nie powiedział mi, że wyglądam ślicznie. Odruchowo założyłam kosmyk włosów
za ucho.
-Dziękuję.
Ty też prezentujesz się całkiem nieźle.-Gaara uśmiechnął się do mnie ciepło.
Potem zaczął się zachowywać jak jego pewna siebie wersja.
-Tylko
nieźle? Moja droga, kobiety prawie mdlały, kiedy przechodziłem obok
nich.-skrzyżowałam ręce na piersi i zaczęłam się śmiać.
-Jak
zwykle skromny i uroczy.-rzuciłam. Gaara również się zaśmiał.
-To
jak? Gotowa do drogi?-zapytał z tajemniczym błyskiem w oku.
-Tak.
Prowadź.-Gaara przepuścił mnie przodem, a potem zaprowadził w nieznane miejsca
Chicago.
Zbliżał się wieczór. Czułam się
cudownie. Uśmiech nie schodził z mojej twarzy, byłam rozluźniona i zadowolona.
Usiedliśmy przy jakiejś fontannie i jedliśmy watę cukrową. Czułam, że cała
buzia mi się od niej lepi. Nie przejmowałam się jednak zbytnio.
-Więc
jesteś zaręczona, tak? Od jak dawna?-Gaara wszedł na niezbyt przyjemny temat.
Jednak nie wiedziałam, czy to jego obecność, czy po prostu ten dzień, ale nie
czułam ciężaru na sercu, kiedy mówiłam o Naokim. Był po prostu jak każdy inny
temat. Chociażby pogody.
-Od
dziesięciu miesięcy. Poprosił mnie o rękę w swoje urodziny.-Gaara odruchowo
spojrzał na moją lewą rękę. Pierścionek błyszczał na placu jak jakiś znak,
który mógłby mówić "STOP".
-Piękny
pierścionek. Musi cię bardzo kochać... Oboje musicie się bardzo
kochać.-wzruszyłam ramionami.
-Jest
nijak. Nie powiem, żebym fruwała w skowronkach.-oderwałam duży kawałek waty
cukrowej i wsadziłam sobie do ust.
-Jak
to?-przyjrzał mi się badawczym wzrokiem. Przekonałam się w myślach, że przecież
nie robiłam nic złego. Po prostu rozmowa ludzi, którzy byli dla siebie jak
przyjaciele.
-Jego
rodzice strasznie wtrącają się do naszego związku. Na wesele zamówili orzechowy
tort i czerwone róże.
-Nienawidzisz
orzechów, a twoim kolorem róż jest kremowy, nie mogłaś im tego
powiedzieć?-uniosłam wysoko brwi. Gaara odkaszlnął i zaczął wpatrywać się w
swoją watę cukrową tak, jakby znalazł na niej inne formy życia.
-Próbowałam.
Stwierdzili, że w ich rodzinie każdy lubi orzechy, a kremowe róże są dobre na
pogrzeb. Uznali, że skoro razem z Naokim jesteśmy młodzi to nasza miłość musi
być gorąca, jak czerwień. To samo było z obrączkami... Miałam je wybrać razem z
narzeczonym. Wybrał je razem z rodzicami.
-Ciesz
się, że przyszła teściowa nie wybiera ci jeszcze ubrań...-mój wymowny wzrok
spowodował, że Gaara wytrzeszczył oczy.-Żartujesz?!
-E-e.
Mama Naokiego zrobiła mi nalot na służbowe ubrania. Pochowała na dno szafy
wszystkie kolorowe i jakieś wesołe ubrania. Powiedziała, że młoda pani prezes
musi prezentować się elegancko i grzecznie, a nie jak jakaś lafirynda. Jego
mama mnie nie lubi, doskonale o tym wiem. Cała jego rodzina mnie nie lubi.
-Jak
to? Jesteś taką osobą, że ciężko cię nie lubić.
-Nie
lubią mnie za to, że miałam romans z 40 letnim facetem.-Gaara się zakrztusił.
Zrobił się czerwony na twarzy od kaszlu. Kilka razy mocno poklepałam go po
plecach.
-C...
Co?-wysapał. Próbował wyrównać oddech.
-Miałam
romans z facetem, który miał 38 lat, kiedy ja miałam ledwo 22. Szybko się
zaczął, szybko skończył.-znowu wzruszyłam ramionami. Miałam wrażenie, że to
mogłaby być odpowiedź na każde głupie pytanie.
-Grzeczna
Sara dostała pazurki.-zaśmiałam się.
-Ty
mnie wszystkiego uczyłeś. Przy moich obecnych partnerach nie nauczyłam się
niczego błyskotliwego.-Gaara przyglądał mi się badawczym wzrokiem.
-Co
ty? Żadnego wiązania, żadnego sprośnego...
-Nie.
Niczego. Ten trochę starszy koleś to jeszcze, ale Naoki... Eh. Z resztą... Ty
jak tam?
-Niedawno
zakończyłem dłuższy związek.-powiedział. Mój wzrok uświadomił mu, że musiał
powiedzieć więcej, albo spotka go mój gniew.-No dobrze. Dłuższy, czytaj 4
miesiące. Miałem za dużo pracy, ona też była zabiegana, nie układało nam się.
Była pruderyjna, grzeczna. Doskonale wiesz, że nie za bardzo przepadam za
fałszywą skromnością, już wolę otwartą rozwiązłość. Miała dość denerwujący
charakter, lubiła wtrącać się w moje osobiste sprawy, którymi nie chciałem się
z nią dzielić. Po niej kilka szybkich numerków, przed nią z resztą to samo. Nic
wymagającego zobowiązania.
-Czyli
z nikim nie związałeś się na dłużej?-nie wiedziałam dlaczego, ale czułam, że ta
odpowiedź albo poprawi mój nastrój, albo go zepsuje.
-Nie,
jeszcze nie. Wszystko w swoim czasie Iregiro. Mam dopiero 25... no prawie 26
lat. Także spokojnie.-uśmiechnął się do mnie. Wiatr rozwiał moje włosy, które
muskały gołą skórę ramion. Przeszły mnie ciarki.-Zimno ci? Chcesz już wracać?
-Nie,
nie jest mi zimno. Nie chcę jeszcze wracać do hotelu. Jutro mam dzień wolny,
więc dzisiaj mogę późno wrócić. Z resztą jestem dużą dziewczynką. Pokaż mi
jakieś cuda tego miasta.-Gaara szeroko się do mnie uśmiechnął. Wstał, a potem
podał mi rękę do pomocy. Chętnie z niej skorzystałam.
-No
to w drogę.
Około 23 znaleźliśmy się w jakiejś
cichej części miasta. Gaara zatrzymał się przy ogrodzeniu ze zwykłej miedzianej
siatki.
-To
koniec wycieczki?-zapytałam smutnym głosem.
-Nie,
to jej najlepsza część.-jego oczy całe się świeciły. Zaczął wspinać się po
ogrodzeniu, a potem zwinnie z niego zeskoczył. Stanęłam naprzeciwko niego i skrzyżowałam
ręce na piersi.
-Więc
ta najlepsza część polega na zostawieniu mnie tu na pastwę gwałciciela, tak?
Och, Gaara.-westchnęłam z udawanym rozczarowaniem. Gaara wplótł palce w dziury
płotu. Zbliżyłam się do niego i zrobiłam to samo. Długo patrzeliśmy się sobie w
oczy, aż w końcu Gaara powiedział niskim i trochę zachrypniętym głosem.
-Wchodzisz,
czy tchórzysz?-zmrużyłam oczy.
-Wiesz,
że ja nie tchórzę. Odsuń się. Nie chcę zrobić ci krzywdy.-powiedziałam.
Sprawnie zaczęłam się wspinać, a kiedy znalazłam się na samym szczycie siatki
zeskoczyłam... prosto w ramiona Gaary. Lekko się zachwiałam.
-Nie
chciałem, żebyś zrobiła sobie krzywdę.-od jego dotyku paliła mnie skóra.
-Dziękuję.
Gdzie jesteśmy?-zapytałam, kiedy wyswobodziłam się z jego uścisku.
-To,
moja droga, jest jeden z najpiękniejszych ogrodów botanicznych na świecie.
-Włamujemy
się do ogrodu botanicznego? Jesteś policjantem, nie powinieneś pochwalać
takiego zachowania!-rzuciłam zaczepnie. Gaara uśmiechnął się tajemniczo.
-Może
i jestem, ale jestem również na tyle młody, że nie zapomniałem jakie to fajne
łamać niektóre prawa.-Gaara prawie nic się nie zmienił. Jego charakter został
taki sam, co wcale nie było pomocne w obecnej sytuacji-Chodź.
Znaleźliśmy się przy małym strumyku.
Wokół rozciągał się dość spory pas zieleni. Rosły tu drzewa różnego rodzaju
oraz kwiaty o intensywnej woni. W nocy ich łebki były pozamykane, jednak kiedy
wyobrażałam sobie to miejsce o wschodzie słońca, uśmiech mimowolnie pojawiał
się na mojej twarzy.
-Pięknie
tu, prawda?-kiwnęłam głową.-Lubiłem tu przychodzić zaraz po przyjeździe do
Chicago, kiedy czułem się zagubiony. Mogłem na spokojnie pomyśleć i poukładać
sobie wszystko w głowie. To miejsce ma swój klimat.
-Tak,
to prawda.-usiadłam na trawie, przymknęłam powieki i zaczęłam wsłuchiwać się w
dźwięki:szelest liści, szum strumyka. Zdecydowanie było to odprężające.
Około 3 w nocy zaczęliśmy zbierać
się z ogrodu botanicznego. Szliśmy powoli, ciesząc się swoim towarzystwem. Nie
narzucaliśmy żadnej rozmowy na siłę. To podobało mi się najbardziej.
-Masz
ochotę na coś dobrego?
-Co
takiego?-zapytałam niespokojnie.
-Mają
tu najlepsze hot dogi w Ameryce. Mówię ci. Knajpa czynna całą dobę. Jeździmy
tam często na nocnych patrolach.-roześmiałam się.
-Dobrze,
chętnie spróbuję.-Gaara złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę głównej ulicy.
Kiedy tylko się na niej znaleźliśmy, puścił mnie. Po dobrych piętnastu minutach
znaleźliśmy się przed małą knajpką z napisem Mini's hot-dog 24/7. Uśmiechnęłam
się krzywo.-Przynajmniej wiem, gdzie trafiła dziewczyna Miki Mouse.
-To
wyjaśnia dlaczego te hot dogi są takie dobre.-brzuch Gaary trząsł się od
powstrzymywanego śmiechu. Otworzył mi drzwi i puścił przodem.
Jedliśmy hot dogi ociekające tłustym
sosem siedząc na brudnym krawężniku w samym centrum Chicago. Mając 25 lat,
nigdy nie spodziewałam się, że spędzę jeszcze jakikolwiek dzień tak...
wyjątkowo. Jak zwykła dziewczyna. Jednak spędziłam... Nie ze swoim narzeczonym,
jednak ten szczegół próbowałam wyprzeć ze swojej świadomości.
Siedzieliśmy na jakimś żeliwnym
moście i oglądaliśmy miasto pogrążone we śnie. Łączyliśmy konstelacje gwiazd na
niebie, chociaż światła nie pozwalały na zbyt dużą widoczność.
-Dawno
się tak dobrze nie bawiłem.-Gaara szeroko się do mnie uśmiechnął.
-Ja
też. Dziękuję za ten dzień.-powiedziałam szczerze. Spojrzałam na zegarek na
lewym nadgarstku. Dochodziła 4:45 niebo robiło się blado różowe. O dziwo nie
czułam zmęczenia. Adrenalina dobrze o to dbała.-Mógłbyś zaprosić Liz na randkę.
-Słucham?-zapytał
zdziwiony.
-Liz.
Tą praktykantkę. Nie wiem, czy zauważyłeś, ale pożera cię wzrokiem.-czułam się
jak zdrajczyni.
-Wiem,
że jej się podobam, ale ona mi nie. Jest zbyt przewidywalna. Dobra z niej
koleżanka. Jednak nikt więcej. Ewentualnie mógłbym ją sobie przytulić do łóżka
na kilka razy, ale to chwilę przed skończeniem jej praktyk.
-Gaara!-zaśmiałam
się i szturchnęłam go łokciem. Poczułam ukłucie zazdrości. Dość konkretne
ukłucie.
-Oj,
no co? Skoro małolata się podkłada, to czemu by nie.-pokiwałam głową na znak
niedowierzania.
-Ile
ona ma lat?
-19.-po
tych słowach zamilkliśmy, słońce pięknie wznosiło się na coraz jaśniejszym
niebie.-Czas wracać, Powinnaś choć chwilę pospać. Ja z resztą też. O 20
zaczynam dyżur. Wtedy jest najwięcej roboty.
-Będziesz
jak Batman? Będziesz łapał przestępców i jeździł po mieście na swoim super
szybkim motorze, a kobiety będą mdlały na twój widok?-Gaara zaczął śmiać się
tak głośno i tak długo, że z oczu popłynęły mu łzy.
-Cieszę
się, że cię spotkałem. Naprawdę. Cieszę się, że twój charakter ani trochę się
nie zmienił mimo narzeczonego ciołka i jego złych rodziców.-Gaara założył mi
niesforny kosmyk włosów za ucho. Zadrżałam pod jego dotykiem. Zauważył to i
pośpiesznie zabrał rękę.
Około 6 dotarliśmy pod hotel. Mimo
napływającego powoli zmęczenia, czułam się znakomicie.
-Mam
nadzieję, że jeszcze się zobaczymy przed twoim wyjazdem.
-Kiedy
tylko będzie taka możliwość.-powiedziałam to zanim ugryzłam się w język.
Poczerwieniałam na twarzy po czubki uszu. Gaara uśmiechnął się do mnie. Był
zmęczony. Widziałam to w jego oczach. Jednak błysk radości był dla mnie
najlepszym dowodem na to, że dobrze się bawił w moim towarzystwie.
-W
takim razie przyjadę po ciebie wieczorem i pokażę jak wygląda nocna zmiana
policjanta, co ty na to?-kiwnęłam niepewnie głową i przygryzłam wargę.-W takim
razie życzę ci słodkich snów księżniczko.
-Tobie
również słodkich snów.-Gaara na chwilę zawisł w powietrzu, jakby nad czymś
myślał. Po chwili jednak szybko przytulił mnie do siebie i odszedł dość
sprężystym krokiem w stronę metra. Ja z kolei jak pijana ze szczęścia przeszłam
przez hol, weszłam do windy i pojechałam do swojego apartamentu. Kiedy tylko
się w nim znalazłam zasunęłam wielkie rolety, rozebrałam się w wskoczyłam do
łóżka. Wzięłam do ręki telefon. Miałam kilka wiadomości. Jedną z nich o Gaary.
Jedno słowo "Dziękuję". Uśmiechnęłam się do siebie. Weszłam w
ostatnią rozmowę z Sakurą i napisałam jedno zdanie: "Cudowne, to za słabe
określenie tego dnia.". Odłożyłam telefon na nocną szafkę i zasnęłam.
Pierwszy raz od przyjazdu do Chicago nie miałam koszmarów.
Komentarze
Prześlij komentarz