Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 30
Rano obudziłam się
ze wschodem słońca. Gaara mocno tulił mnie do siebie we śnie i kiedy tylko się
poruszyłam, on również się obudził.
-Która godzina?-
zapytał zaspanym głosem, a ja sięgnęłam po telefon.
-Jest w pół do
siódmej rano.- powiedziałam, a on jęknął.
-Nie możesz spać?-
pokręciłam przecząco głową.- Rany, za jakie grzechy...
-Jeśli chcesz, idź
spać. Ja mogę zacząć przygotowywać śniadanie dla twojej rodziny.
-Skoro już wstałem
to możemy iść na cmentarz. Chcę cię tam zabrać bez świadków. Wstawaj i ubieraj
się. Mamy kawałek do przejścia.
Gaara zabrał ze sobą kadziła do
palenia, świeże kwiaty i torbę z małymi grabkami i łopatką.
Cmentarz znajdował się ponad pół
godziny drogi od domu. Na szczęście babcia Gaary miała rację. Dzień zapowiadał
się na dość przyjemny, a nie upalny jak przez ostatni tydzień. Szliśmy powoli,
trzymając się za ręce i rozmawiając.
-Zaczyna się
ostatni tydzień pobytu na Okinawie! Musimy skorzystać ile się da!- Gaara
przeciągnął się i uśmiechnął.
-W nocy
skorzystaliśmy aż dwukrotnie.- powiedziałam.- Kiedy usłyszałam o czym mówi twój
dziadek myślałam, że padnę ze śmiechu. Modliłam się, żeby nie zauważyli, że się
uśmiecham.
-To był hit tego
roku. Nigdy w życiu nie spodziewałbym się, że babcia będzie aż tak
zdesperowana, żeby nas szpiegować. Ciekaw jestem jak zareagowałaby gdyby
zobaczyła nas, kochających się.
-Ja nie chce tego
wiedzieć, zaufaj mi! Czułam się wystarczająco zażenowana, kiedy Kankuro nas
nakrył, a to twój brat. Gdyby nakryła nas twoja babcia, nie dość, że musiałabym
bawić się pewnie w masaż serca, to jeszcze sama padłabym z zażenowania!
-Nie byłoby tak
źle. Może dzięki temu wszystkiemu mój biedny dziadek też coś uszczknął z tej
nocy?- Gaara podrapał się po brodzie w zadumie.
-Gaara, uwierz, że
sama świadomość tego, że ludzie po czterdziestce, czytaj moi wujkowie,
uprawiają seks, jest... Okropna! Świadomość, że robią to ludzie starsi o
jeszcze dobre dwadzieścia lat jest tragiczna!- wzdrygnęłam się, jakby oblazły
mnie pająki.
-Zobaczysz jak
będziesz śpiewać, kiedy sami będziemy w tym wieku.
-Wtedy będę starsza
o ponad czterdzieści lat, będę matką, może nawet będę babcią i życie będzie
inne... Z resztą o czym my mówimy?! Nie mam nawet dziewiętnastu lat, a ty
mówisz mi o tak odległej przyszłości! Przestań!- krzyknęłam, a Gaara ryknął
śmiechem.
Kiedy doszliśmy na cmentarz staliśmy
się poważni. Gaara zaprowadził mnie na grób swoich rodziców.
-Mamo, tato,
witajcie. Chciałem wam kogoś przedstawić. To Sara Iregiro, moja narzeczona. W
sierpniu bierzemy ślub. Sara ma do was kilka spraw.- powiedział Gaara.
-Witajcie. Mam
nadzieję, że przyjmiecie mnie do swojej rodziny i uznacie za godną waszego
syna... Gaara, najpierw zajmijmy się grobem. Później chciałabym porozmawiać z
twoimi rodzicami.- powiedziałam. Zabraliśmy się do pracy w milczeniu.
Kiedy Gaara odpalił kadziła na
grobie, ja złożyłam dłonie do modlitwy. Zaczęłam w myślach rozmawiać z
rodzicami Gaary, a dla lepszego skupienia zamknęłam oczy.
Kiedy je otworzyłam, zauważyłam, że
Gaara stał spory kawałek od grobu i w milczeniu mi się przyglądał. Posłał mi
blady uśmiech, który odwzajemniłam. Klęknęłam i dotknęłam nagrobka.
-A przede wszystkim
dziękuję wam z całego serca za to, że sprowadziliście na świat tak cudowną
osobę jak Gaara. Proszę, miejcie nas w opiece i ześlijcie nam swoje
błogosławieństwo. Proszę was również o to, abyście wspierali nasze małżeństwo,
kiedy będzie ciężko. Do zobaczenia.- pokłoniłam głowę i wstałam.
Kiedy wróciliśmy do domu wszyscy
jedli już śniadanie.
-Dzień dobry.-
powiedzieliśmy, a potem poszliśmy do kuchni umyć ręce. Kiedy staliśmy przy
zlewie, Gaara pocałował mnie w policzek.
-Za co to?-
zapytałam zdziwiona.
-Za to, że jesteś.
Chodźmy na śniadanie. Umieram z głodu.- powiedział, a potem pomaszerował w
stronę salonu.
Przy stole wszyscy przyglądali nam
się z zaciekawieniem.
-Gdzie zniknęliście
tak wcześnie? Zwykle to my musieliśmy was wyrzucać z łóżka.- zauważyła babcia
Gaary.
-Byliśmy na
cmentarzu u rodziców. Chciałem, żeby Sara poznała swoich przyszłych teściów.
Pomodliliśmy się, wypieliliśmy chwasty, zapaliliśmy kadziła i wróciliśmy do
domu.- Gaara spokojnie pił zieloną herbatę.
-Dobrze, że już
wróciliście. Zjedzcie i zaczynamy obowiązki. Saro, pomożesz nam dzisiaj
uprzątnąć rupieciarnię. Z kolei Gaara, dziadek ma dla ciebie zadanie w
ogrodzie. Trzeba przekopać ziemię przy wschodniej stronie płotu.- spojrzeliśmy
się na siebie razm z Gaarą.
Babcia zaczęła wcielać w życie plan
pod tytułem: Zmęczyć ich, aby po wejściu do łóżka od razu zasnęli.
Omal nie zaczęłam się śmiać.
Przestało mi być do śmiechu, kiedy
weszłam do wspomnianej rupieciarni. Stosy gratów dosłownie stały pod ścianami.
Były wysokie do samego sufitu.
-No dobrze. Rei,
Sara, nie ma czasu na obijanie. Musimy skończyć sprzątać do obiadu.-
wytrzeszczyłam oczy na babcię.
-Do... Do obiadu?!
Nie zrobimy tego do Gwiazdki!!!- wskazałam palcem na stertę śmieci.
-W takim razie
przez bardzo długi czas nie będziesz nic jeść i pić. Jeśli nie skończymy do
obiadu, po prostu na niego nie pójdziemy.
Zaczęłam się obawiać, że zacznę
tęsknić za pierwszym tygodniem pobytu, kiedy babcia dopiero przygotowywała mnie
na dużo cięższe obowiązki.
Kiedy uprzątnęłyśmy 3/4 bałaganu w
pomieszczeniu, czułam, że w moje płuca wolą przyswajać kurz niż tlen, choćby
dlatego, że przez kilka godzin zapomniały co to jest. Ręce, skóra i całe ciało
dosłownie mnie swędziało. Włosy miałam sztywne jak po lakierowaniu.
-Rei-san, czy
mogłabyś mi pomóc z tym kartonem, proszę?- zapytałam.
Ciocia Gaary podeszła do mnie i
pchnęła karton w moją stronę. Zrobiła to jednak zbyt agresywnie, a jego
zawartość wysypała mi się na głowę. Dostałam czymś bardzo ciężkim, aż stęknęłam
i straciłam równowagę. Rzeczy z pudła rozsypały się wokół mnie, a ja musiałam
klęknąć, żeby uspokoić pulsowanie w głowie. Lekarz kazał mi uważać na
jakiekolwiek uderzenia w tą część ciała.
-Wszystko dobrze?
Przepraszam, nie chciałam popchnąć tak mocno!- ciocia Gaary klęknęła przy mnie.
-Wszystko w
porządku. Po prostu mam trochę kiepski refleks.- mruknęłam i zaczęłam
rozmasowywać głowę. Kiedy moje spojrzenie powędrowało na rozsypane rzeczy,
zmarszczyłam brwi. Wzięłam jedno ze zdjęć, które walały się wokół.- Gaara?
-To Rasa, jego
ojciec. Prawda, że podobni?- zaniemówiłam. W pierwszej chwili dałabym sobie
głowę uciąć za to, że mężczyzna na zdjęciu był moim narzeczonym. Jednak po
bliższym przyjrzeniu się znalazłam różnicę.
-Niemal jak dwie
krople wody...- powiedziałam.
Właśnie wtedy zdałam sobie sprawę z
tego, że Gaara nigdy nie pokazywał mi zdjęć swoich rodziców, rzadko też o nich
mówił.
-To zdjęcie zostało
zrobione chwilę po narodzinach Temari. Rasa i Karura przyjechali pochwalić się
rodzinie swoim pierwszym dzieckiem. Temari miała ledwo miesiąc. Widzisz. Była
taka malutka. Taka słodka.
-Sprzątajcie. Potem
przejrzycie resztę zdjęć.- ofuknęła nas babcia. Westchnęłam i z rezygnacją
odłożyłam resztę zdjęć z powrotem do pudła.
Skończyłyśmy zdecydowanie szybciej,
niż się tego obawiałam. Do obiadu została ponad godzina, a jako, że kuchnia
była już pełna ochotników do gotowania, nie miałam tam za bardzo czego szukać.
-Weź napoje dla
mężczyzn. I zanieś im na ogród.- jedna z ciotek Gaary (akurat ją lubiłam
najmniej) wskazała mi tacę z mrożoną herbatą i ośmioma szklankami. Kiwnęłam
głową i wzięłam ją do rąk.
Przyjemny wiatr zaczął muskać moje
ciało, kiedy tylko wyszłam na werandę. Rzeczywiście wszyscy pracowali w poczcie
czoła. Nawet dziadek, który nie należał już do najmłodszych osób. Kiedy tylko
mnie zobaczył, zarządził przerwę.
-Chwila
odpoczynku!!!- krzyknął i rzucił łopatę. Podszedł do mnie a ja nalałam mu
herbaty.- Dziękuję ci bardzo. Myślałem, że za chwilę uschnę z pragnienia.
-Cieszę się, że
mogłam pomóc. Na szczęście nie ma dzisiaj upałów.- powiedziałam i spojrzałam w
niebo. Lekkie słońce przebijało zza chmur, jednak nie było tak nieznośne, jak
przez ostatnie dni.
-To prawda. Dzięki
temu mogę wykorzystać młodych chłopaków do pracy. A dziewczyny mogą sobie
chociaż popatrzeć.- wskazał mi brodą grupkę dziewczyn za płotem.
Wysoko uniosłam brwi i omal nie
zaczęłam się śmiać. Jednak kiedy zobaczyłam, że dziewczyny wpatrują się w
Gaare, który przekopywał grządki pod płotem wcale nie było mi do śmiechu.
-Gaara ma wzięcie.
Trzeba przyznać, że przez ostatnie dwa lata, kiedy był u nas ostatnio nabrał
mięśni.- musiałam się zgodzić z dziadkiem. Gaara kopał bez koszulki, czemu
wcale się nie dziwiłam. Tamta część ogrodu była dobrze osłonięta od wiatru, a
temperatura powietrza miała około 23-24 stopnie. Przy pracy fizycznej po prostu
się z niego lało.- Zanieś mu herbaty. Żona powinna dbać o męża. W dodatku
głucholec nie słyszy. Ma wsadzone te bimbadła w uszy, a muzyki słucha tak
głośno, że nawet ja ją czasem słyszę.
-Bimbadła?-
zapytałam ze śmiechem, a dopiero po chwili zrozumiałam, że dziadek miał na
myśli słuchawki. Zaśmiałam się i nalałam herbatę dla mojego mężczyzny.
Gaara rzeczywiście słuchał muzyki
tak głośno, że nawet nie zauważył mojego przyjścia. Dziewczyny już niestety
tak.
-A ty to kto?-
zapytała jedna i zmierzyła mnie nieprzyjemnym spojrzeniem. Westchnęłam i
zignorowałam zaczepkę.
Położyłam Gaarze chłodną dłoń na
ramieniu, a on od razu się wyprostował. Odwrócił się na pięcie w moją stronę
wyrywając w tym czasie słuchawki z uszu.
-Boże! Nie strasz
mnie tak!- powiedział i oparł się o łopatę.
-Krzyczenie by mi
nie pomogło.- zauważyłam.-Napij się. Twoje ciocie przygotowały wam mrożoną
herbatę. Poza tym przyda ci się chwila przerwy.
-Fakt. Przy muzyce
po prostu lepiej mi się pracuje. Skończyłyście sprzątać rupieciarnię? Myślałem,
że nie wyjdziecie stamtąd do nocy.- powiedział i podszedł do mnie. Wypił
szklankę jednym duszkiem.
-Kiedy twoja babcia
postraszyła mnie, że nie dostanę obiadu wstąpiła we mnie moc. A na poważnie,
mieszkając w internacie uczysz się błyskawicznego sprzątania. Wykorzystałam tą
umiejętność i tyle.
-Nauczysz mnie
błyskawicznego kopania grządek? Myślę, że również bardzo by mi się to
przydało.- zaśmiał się.
-Zapytaj swojego
kółka adoratorskiego. One pewnie chętnie pomogą ci w kopaniu grządek.-
wskazałam głową w stronę dziewczyn, a Gaara odwrócił się zaciekawiony.
-Cześć, Kyoko,
Reiko, Sumi i Junko. Kopę lat! Co was sprowadza?- zapytał i machnął ręką w
stronę dziewczyn.
-Dowiedziałyśmy się
od rodziców, że przyjechałeś. Nie było cię tu dwa lata, więc chciałyśmy
zobaczyć, co u ciebie.- powiedziała jedna z nich.
-Tata mówił, że
jesteś w świetnej formie. Miałyśmy nadzieję, że zabierzesz nas nad jezioro jak
za dawnych czasów.- tym razem wtrąciła inna.
-Przykro mi, ale
nie tym razem. Miło, że przyszłyście, jednak nie spędzę z wami czasu.-
powiedział. Wszystkie cztery jęknęły zawiedzione.
-Dlaczego! Wypady
nad jezioro w starym gronie na pewno będą bardzo wesołe.
-Przykro mi, ale
nie. Po pierwsze, mam obowiązki wobec dziadków, po drugie, moje kawalerskie
życie powoli dobiega końca.- na to stwierdzenie wszystkie cztery rozszerzyły
oczy ze zdziwienia.- Rodzice wam nie przekazali? Byli przecież z wizytą u moich
dziadków kilka dni temu.
-Nic nie mówili...
Żenisz się? Kiedy?- wcale nie wyglądały na szczęśliwe, a ja miałam ochotę
wrócić do środka domu, żeby uciec od ich spojrzeń.
-W sierpniu w tym
roku. Sara to moja narzeczona. Chciałem przedstawić ją rodzinie.- powiedział i
objął mnie ramieniem.
-Ja myślałam, że to
dziewczyna twojego młodszego kuzyna! Jej rodzice zgodzili się na małżeństwo?-
poczerwieniałam ze złości.
-Wiem, że wyglądam
młodo, ale nie przesadzajmy! Kończę dziewiętnaście lat za niecałe dwa
tygodnie!- powiedziałam.
-Kochanie, nie
denerwuj się tak. Przynajmniej jak kiedyś będziemy mieli dzieci, ludzie będą
cię uważać za ich siostrę, a nie matkę.- Gaara zaczął czochrać mi włosy, ale
przestał, kiedy wyczuł guza nabitego przy dzisiejszych obowiązkach.- Kiedy się
uderzyłaś?
-Twoja ciocia
niechcący strąciła na mnie pudło z gratami. Nic wielkiego, nawet nie boli mnie
głowa.- zdjęłam jego rękę z głowy i uśmiechnęłam.
-A więc to jest
twoja narzeczona. Miło nam. Pewnie Gaara o nas wspominał. Trzymaliśmy się jako
paczka od najmłodszych lat.
-Eee... Tak,
opowiadał mi o tym.- skłamałam.- Miło było was poznać. Gaara, idę. Pomogę
nakryć do stołu przed obiadem.
-Dobrze. Idź. Za
niedługo przyjdziemy do was.- odwróciłam się na pięcie i już miałam odchodzić.-
Nie zapomniałaś o czymś?
-Fakt! Szklanka!
Dzięki, że mi przypomniałeś.- powiedziałam, i zabrałam od niego szkło.
On z kolei przyciągnął mnie do
siebie i pocałował bardzo namiętnie. Dopiero wtedy dostałam zawrotów głowy.
-Mi chodziło o to.-
uśmiechnął się do mnie i wypuścił z uścisku. Kiedy oblizałam usta poczułam smak
gorzkawej herbaty, potu i ziemi, która osiadła na jego skórze.
-Fakt, o tym też
zawsze zapominam.- powiedziałam z bladym uśmiechem.
-Idź już. Im
szybciej to skończę tym lepiej. Dziewczyny, dobrze było was znowu widzieć, ale
teraz muszę wracać do pracy.
W czasie obiadu nieziemsko się
rozpadało.
-No to koniec pracy
na dzisiaj.- zauważył dziadek i uśmiechnął się pod nosem.- Cudownie! Możemy
poświęcić czas na przyjemności aż do kolacji.
-Nie tak szybko
drogi mężu. My, kobiety, mamy obowiązki w domu. Jeśli chcesz, możesz nam w nich
pomóc.- babcia była słodka.
-Wolę lepiej poznać
Sarę. Za kilka dni ona i Gaara wracają do Tokio, a zobaczymy ich dopiero w dniu
ślubu. Saro, Gaara wspominał, że śpiewasz, to prawda?- dziadek zwrócił się do
mnie tak samo jak reszta stołu.
-Tak. Przez pięć
lat uczyłam się w Washington School of Art. To właśnie tam uczyłam się śpiewu.
I nie tylko.- powiedziałam.
-Czego jeszcze?-
zapytała babcia, a ja miałam dziwne wrażenie, że czeka, aż przyznam się do
tańca na rurze albo Burleski. Po wczorajszej nocy, kiedy przyszła do naszej
sypialni, bacznie mnie obserwowała.
-Gry na
instrumentach, baletu, tańca towarzyskiego, gimnastyki artystycznej. Podczas
pobytu w tej szkole czas wolny był dla mnie na wagę złota. Jednak uważam to za
naprawdę fajny czas w swoim życiu.
-Sara pięknie gra
na pianinie. Szkoda, że nie możecie tego posłuchać. Na zakończenie szkoły
napisała piosenkę do przedstawienia. Była piękna.- spąsowiałam na jego słowa.
-To nic takiego. Po
prostu muzyka mnie uspokaja. Lubię spędzać czas grając lub komponując.
-Może to nie jest
głupi pomysł, żeby coś zagrała. Munoto ma keyboard. Działa chyba podobnie do
pianina prawda?- dziadek posłał w moją stronę szeroki uśmiech, a ja
zawstydziłam się jeszcze bardziej.
-Tak. Wystarczy
wcisnąć odpowiednie guziki.- powiedział chłopiec, a mi zaczęły pocić się
dłonie.
-W takim razie,
Saro, prosimy żebyś uraczyła nas swoją grą.- miałam ochotę jęknąć z
niezadowolenia na prośbę dziadka.
-Ale... Ja nie
wiem, co zagrać.- wydukałam.
-Piosenkę do
przedstawienia skomponowałaś sama. Na pewno dasz radę. Munoto, chodź. Pomogę
przynieść ci keyboard.- Gaara wstał razem z chłopcem, a ja westchnęłam.
Kiedy Gaara podłączył keyboard do
prądu wcisnął klawisze. Były ustawione na organy, a po salonie poniósł się
mocny dźwięk. Zatkałam ucho i podeszłam do sprzętu. Odnalazłam przycisk piano i
wcisnęłam go. Delikatnie przycisnęłam kilka klawiszy i podkręciłam głośność.
-Nie obiecuję, że
wyjdzie z tego coś fajnego.- powiedziałam, kiedy Gaara przyniósł mi krzesło, na
którym usiadłam.
Przez dłuższą chwilę miałam zupełną
pustkę. Z reguły nie potrafiłam grać, kiedy nie miałam na to najmniejszej
ochoty, jednak zaczęłam przekonywać się w myślach, że dam radę.
Odetchnęłam i uderzyłam w klawisze,
a pomysł na melodię pojawił się sam.
https://www.youtube.com/watch?v=HFFRzug1wfY
Tak jak zawsze miałam w zwyczaju,
przymknęłam powieki i skupiłam się na uderzeniach w klawisze. Pierwszy raz od
czasu pobytu na Okinawie poczułam się naprawdę zrelaksowana, kiedy muzyka
dosłownie zawładnęła całym moim ciałem i umysłem, a ja mogłam bez reszty się
jej oddać.
Kiedy uderzyłam w klawisze po raz
ostatni, po salonie poniósł się przeciągły niski dźwięk, a ja aż uśmiechnęłam
się do siebie. Czułam przyjemne rozluźnienie ramion, moje serce biło szybciej
niż zwykle, a policzki paliły od emocji.
-Dziękuję, że mnie
wysłuchaliście.- powiedziałam i spojrzałam na obecnych przy stole.
Ciocia Rei i babcia Gaary mocno
zagryzały usta, a na ich policzkach widziałam ślady łez.
Jestem spalona, przeszło mi przez
myśl i całe rozluźnienie jakie czułam, zupełnie mnie opuściło.
-Ja... Przepraszam!
Nie chciałam nikogo doprowadzać do takich emocji!!!- zerwałam się z miejsca i
zaczęłam szybko zginać w pół. Policzki paliły mnie żywym ogniem.
-To... To nie twoja
wina! Ta muzyka... To było tak piękne...- zaczęła ciocia Gaary.
-Moja mama zawsze
mówiła, że piękną muzykę potrafią przekazać tylko piękne dusze. W takim razie
twoja musi być bardzo piękna.- powiedział dziadek Gaary, a ja zaczerwieniłam
się jeszcze bardziej.- Cieszyłbym się, gdybym do dnia waszego wyjazdu mógł
słuchać tego co wieczór.
-Jeśli tak pan
odebrał moją grę, cieszę się z tego. Będę zaszczycona mogąc dla was grać.-
powiedziałam, a dziadek Gaary zrobił zachęcający gest ręką, żebym zagrała
kolejny utwór.
Ostatni tydzień na Okinawie zleciał
bardzo szybko. Babcia Gaary rzeczywiście znajdowała tyle obowiązków, że kiedy
tylko szliśmy do sypialni, niemal od razu zasypialiśmy.
W noc poprzedzającą wyjazd
przebudziłam się około pierwszej w nocy. Przejechałam dłonią po miejscu Gaary,
jednak nie było go w łóżku. Ledwo przytomna usiadłam na łóżku i rozejrzałam się
po pokoju. Dzieci spały skulone na dodatkowym materacu w rogu pokoju, ale Gaary
nigdzie nie było. Lekko podenerwowana wyszłam z łóżka i po cichu wyszłam na
korytarz.
Od strony salonu usłyszałam głos
dziadka Gaary, więc po cichu poszłam w tamtą stronę. Już chciałam wejść do
środka, kiedy głos mojego narzeczonego zatrzymał mnie w miejscu.
-Nalać ci jeszcze
piwa, Gaara-kun?
-Poproszę.-
powiedział, a ja usłyszałam odgłos uderzania szkłem o szkło.- Już wystarczy,
dziękuję.
-Zmieniłeś się,
chłopcze.- zaciekawiona ich rozmową usiadłam na ziemi i zaczęłam się
przysłuchiwać.
-Ja? Co ty,
dziadku. Nadal jestem taki sam.- wyobraziłam sobie, że Gaara musiał się w tej
chwili uśmiechać i niemal zrobiłam to samo.
-Gaara, jesteś moim
wnukiem. Znam cię nie od dzisiaj i wiem, jaki byłeś, a jaki jesteś teraz.
Zmieniłeś się. Bardzo się zmieniłeś od tych dwóch lat, kiedy po raz ostatni u
nas byłeś.
-Oj, zaczynam się
bać, kiedy tak mówisz. Mam wrażenie, że czeka nas poważna męska rozmowa.-
pomimo wagi słów, jego głos był wesoły.
-Nie chodzi o
poważną rozmowę. Pierwszy raz widzę cię takim szczęśliwym. Podczas tego
krótkiego pobytu tutaj widziałem cię uśmiechniętego więcej razy, niż chyba
podczas wszystkich wakacji jakie tu spędziłeś.
-Chyba tak... Tak.
Tu się z tobą zgodzę.
-Wybrałeś sobie
dobrą dziewczynę, chłopcze. Naprawdę bardzo dobrą.
-Mówisz o Sarze?
Wiem o tym.- Gaara zaśmiał się miękko, a ja poczułam szybsze bicie serca na
jego słowa.
-A masz inną
narzeczoną niż Sara? Oczywiście, że mówię o niej! Rany, czasem jesteś tak samo
bezmyślny jak twój ojciec. Geny w tym wypadku są okrutnym prezentem. Jednak,
kiedy widzę jak na nią patrzysz... Zupełnie tak, jak twój ojciec na twoją
matkę. W ten jedyny wyjątkowy sposób, w jaki patrzy się tylko na wyjątkową
osobę. Skoro ją wybrałeś, musi taka być, prawda?- jego dziadek miał zamyślony
głos.
-Tak. To prawda.
Sara jest... Ona nikogo nie udaje. Nie wiem dlaczego... Głupio to zabrzmi, ale
zawsze spotykałem na swojej drodze piękne kobiety, które mogłyby podbić świat,
gdyby tylko chciały, ale Sara... Ona jest nie tylko piękna na zewnątrz. Kiedy
widzę, jak się śmieje, czuję, że to właśnie ten uśmiech chcę oglądać już
zawsze. Radość w jej oczach, kiedy pozwala ponieść się emocjom sprawia, że nie
mogę przestać się uśmiechać. Chcę być osobą, która sprawi, że ten błysk będzie
się w nich pojawiał.
-Kochany wnuku, mam
za sobą ponad czterdzieści lat małżeństwa i powiem ci, że nie zawsze możemy być
przyczyną radości. Bardzo często jesteśmy też przyczyną smutku osoby, którą
kochamy. Tak było zawsze. Tak jest i tak będzie. Miłość nie może być tylko
przyczyną radości. Inaczej przestajemy ją doceniać i zapominamy jak bardzo
krucha jest. Zaufanie buduje się latami, a traci w jednej chwili. Ty, jako
przyszły mąż masz obowiązek trzymać dom w kupie, a twoja przyszła żona powinna
wnosić do niego ciepło i miłość. Wtedy małżeństwo rzeczywiście jest szczęśliwe.
Razem z babcią mieliśmy wiele ciężkich chwil. Ja większość czasu siedziałem w
Tokio, ona tu, wychowując moje dzieci. Kiedy wróciłem Na Okinawę, bałem się, że
nasze małżeństwo po prostu się rozsypie. Że nie będziemy w stanie żyć ze sobą,
przez wszystkie lata przyzwyczajenia do czegoś innego. I na początku było
naprawdę ciężko. Miałem ochotę uciec, zostawić ją. Aż pewnego dnia babcia
bardzo się rozchorowała. Nie wiem, czy pamiętasz, ale zanim twój tata zmarł...
-Pamiętam. To była
przerwa wiosenna przed rozpoczęciem gimnazjum. Nigdy tak się nie bałem, że
babcia może się nie wylizać.
-Wtedy pierwszy raz
w życiu zdałem sobie sprawę z tego, że jeśli babcia umrze, ja sam nie będę miał
po co żyć. To ja potrzebowałem jej bardziej, niż ona mnie. Powiedziałem jej o
tym. Wyzdrowiała. Jak sama przyznała dałem jej do tego siłę... Kiedy w twoim
małżeństwie pojawią się problemy, a zapewniam cię, że pojawią się na pewno dość
szybko, możesz złościć się na swoją żonę, możesz powiedzieć coś w gniewie.
Możesz robić wiele rzeczy. Ale nigdy nie zapominaj o tym, dlaczego tą osobę
kochasz i staraj się pielęgnować to, co masz. Ponieważ, tak jak w przypadku
twoich rodziców, kiedyś może być za późno, żeby to zrobić.
-To bardzo cenna
rada. Obiecuję, że zapamiętam ją i...
-Nie zapamiętasz.
Zaufaj mi, że zapomnisz o niej w gonitwie codziennego życia. I na pewno
przypomnisz o niej, kiedy najmniej byś tego chciał. Naprawdę dbaj o swoją żonę.
Ona na pewno zadba o ciebie. Kocha cię i mogę powiedzieć to z pełną
odpowiedzialnością. Ty z kolei nie dawaj jej powodów, żeby kiedykolwiek miała
tą miłość zabić.
Nie byłam w stanie dłużej słuchać
słów dziadka Gaary. Były bardzo prawdziwe i jednocześnie sprawiły, że zaczęłam
bać się, że to nie Gaarra, a ja zawiodę.
Kiedy położyłam się do łóżka
odetchnęłam głęboko.
-Będzie dobrze.
Damy radę- szepnęłam do siebie i przymknęłam powieki.
Kiedy znajdowałam się w półśnie
usłyszałam, jak shoji w naszym pokoju się rozsuwa, a po chwili poczułam, jak
materac ugina się pod ciężarem Gaary. Złapał za kołdrę, którą byłam przykryta i
naciągnął ją na mnie. Po chwili położył się za moimi plecami i objął mnie.
Wtulił twarz w moją szyję.
-Oby tak było już
zawsze.- szepnął po cichu, a ja uśmiechnęłam się lekko i bezpieczna w jego
objęciach zupełnie odleciałam do krainy snów.
Z samego rana zgromadziliśmy się
przed domem, gdzie rodzina Gaary przyszła nas pożegnać.
-Cóż, dziękujemy
wam za gościnę.- Gaara skłonił głowę, a ja zrobiłam to po nim.
-Dziękuję wam za
tak ciepłe przyjęcie. Czułam się tu naprawdę jak u siebie w domu.-
powiedziałam.
-I dobrze. Po
ślubie z Gaarą to również będzie twój dom. Odwiedzajcie nas tak często
jak tylko macie na to ochotę. Saro, muszę przyznać, że zastosowałam wobec
ciebie najcięższe obowiązki pani domu, którym dałaś radę. Dbaj o mojego wnuka.
Wiem, że dasz sobie radę.- babcia Gaary podeszła do mnie i ucałowała mnie w
czoło.
-Postaram się
najlepiej jak mogę, obiecuję.
-A ty Gaara, dbaj o
nią. Pamiętaj, że liczę na waszą inwencję twórczą po ślubie i szybkie
odwiedziny w większym gronie.- babcia puściła oko do Gaary, a ja się zaśmiałam
widząc jego poirytowaną minę
-Już przerabialiśmy
ten temat. Na pewno nie odwiedzimy was w większym gronie przez kilka lat,
chyba, że będą to nasi przyjaciele lub Temari i Kankuro.
-Saro, dbaj o
Gaare. I proszę cię, spraw, żeby zawsze uśmiechał się tak często jak teraz.
Oglądanie go w takim stanie cieszy moje stare oczy.- dziadek Gaary również
pocałował mnie w czoło.
-Dam z siebie
wszystko.- uśmiechnęłam się, walcząc jednocześnie ze łzami.- Dziękujemy wam za
wszystko. Do zobaczenia w Tokio na naszym ślubie.
-Czekamy na ten
dzień z niecierpliwością. Powodzenia i szerokiej drogi, kochani.- powiedział
dziadek.
Reszta rodziny pożegnała się z nami
mniej wylewnie. Jedynie dzieci płakały i uczepiły się mnie i Gaary. Nie chciały
żebyśmy wyjeżdżali, więc Rei musiała siłą odciągać je od nas. Zabraliśmy bagaże
i zapakowaliśmy do samochodu.
Kiedy siedzieliśmy już w samolocie w
Naha, spojrzałam przez okno i uśmiechnęłam się do siebie. Poczułam ciepły dotyk
Gaary na dłoni.
-O czym myślisz?-
zapytał, a ja odwróciłam się w jego stronę.
-O tym, że twoja
rodzina jest naprawdę wyjątkowa. I nie mogłam być bardziej szczęśliwa wiedząc,
że to właśnie mnie chcesz uczynić jej członkiem.- Gaara zmarszczył czoło na
moje słowa. Ja z kolei pochyliłam się i pocałowałam go.- Dziękuję Gaara. Za
twoją miłość i zaufanie jakim mnie obdarzyłeś, prosząc o rękę.
Gaara siedział w ciężkim szoku i nie
mógł wykrztusić z siebie słowa. Mocno ścisnął moją dłoń i nie puścił jej aż do
chwili lądowania w Tokio.
Komentarze
Prześlij komentarz