Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 31
W moje urodziny
cała rodzina zorganizowała grilla, na którego został zaproszony wujek Gaary,
razem ze swoją kobietą, Temari z Shikamaru, Kankuro z dziewczyną, z którą się
aktualnie spotykał oraz mój zespół i zespół Sasuke. Pogoda była piękna, humory
dopisywały wszystkim (no może z wyjątkiem kobiety wujka Gaary), a przyjazna
atmosfera i żarty udzieliły się całemu towarzystwu.
-Za zdrowie mojej
cudownej córki! Oby wszystkie twoje marzenia spełniły się co do jednego!- wujek
wstał z lampką szampana w ręku, za jego przykładem podążyli inni goście.
-Dziękuję wam za to
przyjęcie! Jest cudownie!!!- powiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam.
-Chcieliśmy w jakiś
przyjemny sposób uczcić twoje ostatnie "naste" urodziny, oraz fakt,
że są to również twoje ostatnie urodziny jako uczennicy w liceum oraz jako
panny.
-Wystarczyło
powiedzieć te naste! Teraz czuję się staro!- fuknęłam i udawałam obrażoną, co
tylko rozweseliło towarzystwo jeszcze bardziej.
-Nie da się ukryć,
że ten i przyszły rok będą dla nas wyjątkowe. Zwłaszcza dla Sary.- powiedział
Gaary i spojrzał na mnie z czułością.
-Radzę ci nic nie
planować, bo możesz mieć przez to kłopoty.- powiedziałam, a on się zaśmiał.
-Wiem, że nie
lubisz niespodzianek. Chodzi mi o to, że w tym roku bierzemy ślub, a w
przyszłym kończysz liceum i idziesz na studia.
-To prawda. Dlatego
po takim czasie cieszymy się, że pobieracie się w sierpniu, a nie w marcu w
przyszłym roku. Sara byłaby chyba siwa.
-A możemy skończyć
rozmawiać o ślubie? To jeszcze cztery tygodnie, wszystko jest już załatwione.
Dzisiejszy dzień chcę przeżyć jako Sara Iregiro. I tylko w towarzystwie
bliskich mi osób.
Około 22 Gaara wstał i poprosił
wszystkich o uwagę.
-Jako, że
oświadczyłem ci się już jakiś czas temu, i jak niektórzy słusznie zauważyli,
bez pierścionka, postanowiłem to teraz nadrobić.
-Błagam, nie mów,
że będziesz ponawiał oświadczyny tym razem z klękaniem na jedno kolano.-
jęknęłam.
-Jeśli chcesz.-
uśmiechnął się do mnie, a ja szybko zaczęłam przecząco kręcić głową.- Widziałem,
że taka będzie twoja odpowiedź. Nie, nie zamierzam ponawiać oświadczyn. Raczej
po prostu naprawdę je przypieczętować.
-Czy to jest coś w
rodzaju tej kolacji zaręczynowej? Bo jeśli tak, to zaczynamy być tu bardzo
niepotrzebni.- powiedział Naruto, a wszyscy się zaśmiali.
-To nie jest
kolacja zaręczynowa. A ja po prostu chcę dać Sarze prezent.- Gaara dał mi małą
torebkę do pakowania prezentów. Wzięłam ją od niego i rozchyliłam, zaglądając
jednocześnie do środka.
Na samym dnie znajdowało się małe pudełko
w kształcie serca. Wyciągnęłam je i uchyliłam wieczko. W środku znajdował się
pierścionek z platyny z diamentowym oczkiem również w kształcie serca.
-Ty chyba
żartujesz?!- krzyknęłam wpatrując się w ozdobę.
-Ani myślę.-
powiedział i wyjął pierścionek z pudełka. Nałożył mi go na serdeczny palec
lewej ręki. Kamień nie był zbyt duży, ale zdecydowanie za duży, żeby przejść
obok niego obojętnie. Wolałam nie myśleć ile pieniędzy Gaara zostawił u
jubilera.
Wzięłam dłoń pod światło, a kamień
zalśnił.
-Wow! Masz gest!-
powiedział Sasuke, a ja poczułam, że robię się czerwona na policzkach.
-Jest za duży!-
powiedziałam.
-Nie. Nie jest.
Wygląda idealnie.- powiedziała Sakura.
-Nie będę mogła
nosić go na co dzień! Będzie przykuwał uwagę!- podniosłam głos.
-Nie każę nosić ci
go na co dzień. Noś go, kiedy będziesz chciała. A już na pewno wtedy, kiedy
będziesz gdzieś ze mną wychodzić.- Gaara uśmiechnął się do mnie szeroko.
Zaczął się sierpień, upały były
nieznośne, a przygotowania do ślubu ruszyły pełną parą. Ciocia Mikoto wzięła
urlop w pracy i razem z Sakurą rzuciła się w wir ostatnich poprawek i zakupów.
Ja z kolei miałam załatwiać z Gaarą to, co powinna załatwiać każda para razem-
kupić obrączki.
Zwiedziliśmy trzy małe sklepy
jubilerskie, w których niestety nie znaleźliśmy nic, co by nas interesowało.
Postawiłam dylemat: białe złoto, srebro lub platyna. Żadnych diamentowych
obrączek, żadnych udziwnień, żadnych wzorów. Marzyłam o zwykłej prostej
obrączce z maksymalnie jednym oczkiem.
-Czy w Japonii nie
dostanę żadnych prostych obrączek? Czy wszystkie muszą być jakie dziwne. Ta z
Hello Kitty przebiła dosłownie wszystko.- powiedziałam, sącząc mrożoną kawę w
ogródku jednej z kawiarni.
-Mi dziwniejsza
wydała się ta z symbolem batmana.- postukał się po brodzie.
-Może jubiler w
centrum handlowym? Kupiłam tam nasze serduszko i kolczyki do sukni ślubnej.-
zapytałam.
-Facet da ci tam w
końcu kartę stałego klienta. Chociaż to nie jest głupi pomysł. Sądzę, że możemy
tam jechać.
W centrum handlowym panował istny
kocioł. Masa ludzi- turystów i Japończyków- przepychała się idąc ze sklepu do
sklepu, pomimo klimatyzacji, w budynku było gorąco.
-Mają chyba jakąś
awarię. Chodźmy do tego jubilera i jak najszybciej wracajmy do
domu.-pociągnęłam Gaare za rękę i zaprowadziłam w stronę ruchomych schodów.
W sklepie jubilerskim również było
gorąco. Mężczyzna poznał mnie od razu, kiedy tylko weszłam do środka.
-Dzień dobry!
Widzę, że znów się spotykamy.- powiedział i uśmiechnął się. Odwzajemniłam ten
gest.- Tym razem czego panienka potrzebuje?
-Obrączek
ślubnych.- powiedziałam, a facet się roześmiał.
-No tak. Kolczyki
ślubne, a teraz obrączki. Zapraszam do tamtego stolika. Pokażę państwu, co mam
w gablocie.
Mężczyzna wyciągnął całą kasetkę ze
ślubnymi obrączkami. Zaczęliśmy wybierać te, które najbardziej nam się
podobały, a potem mierzyliśmy je.
-Szkoda, że to nie
może być proste.- mruknął Gaara, kiedy mocował się ze zdjęciem obrączki z
palca.
-Równie dobrze
możemy wykorzystać te, które nam kupiłeś. To tylko symbol, daj spokój.-
powiedziałam.
-Nie. To ma być...
prawidłowe... Co powiesz na te?- zapytał i wskazał mi obrączki schowane pod
pierwszą poduszką.
Oczy mi się zaświeciły, kiedy
zobaczyłam wybór Gaary. Obrączki były dość szerokie, wykonane z platyny.
Kobieca obrączka, węższa niż męska, miała cienki paseczek brylantów
zamocowanych w zagłębieniu platyny, przechodzący na skos przez szerokość
obrączki. Męska z kolei miała podobnie wyżłobiony pasek na szerokość, jednak
bez żadnych dodatkowych upiększeń.
Wybrałam ją z poduszeczki i nałożyłam
na palec. Była za duża o jakieś dwa lub trzy rozmiary. Gaara z kolei założył
męską. Pasowała idealnie. Wzięliśmy dłonie pod światło i spojrzeliśmy na nie.
Lśniły na naszych palcach.
-I co, kochanie? Te
są chyba najlepsze ze wszystkich nie uważasz?- Gaara zaśmiał się i dał mi
buziaka.
-Piękne. Są
idealne.- powiedziałam i wpatrywałam się w obrączkę jak urzeczona.
Oglądaliśmy obrączki pod każdym
możliwym kątem. Podskoczyłam, kiedy za moimi plecami ktoś zawołał imię Gaary.
-Sabaku Gaara!-
głos był dziewczęcy. Kojarzyłam go, ale to Gaara odwrócił się pierwszy.
Za nami stała Karin, dwie jej
przydupaski oraz koleżanki Ayo, które w czasie liceum wszędzie za nią chodziły.
Mam przerąbane, przeszło mi przez
myśl.
-Cześć wam.- Gaara
tylko burknął i spochmurniał w jednej chwili.
-Iregiro?- to
wyszło z ust jednej z koleżanek Ayo.
Cóż, po tym jak ta menda zepchnęła
mnie ze schodów trafiła do ośrodka zamkniętego na drugim końcu Japonii. Miała w
nim siedzieć aż do ukończenia dwudziestu sześciu lat.
-Hej.- mruknęłam
tylko i wzruszyłam ramionami. Zachwyt nad obrączkami wydał mi się nagle
wydarzeniem sprzed milionów lat.
-Saro, zdecydowałaś
się? Bierzemy te?- Gaara wskazał na obrączkę na moim palcu, a ja kiwnęłam
głową. Gaara z kolei podniósł rękę przywołując jednocześnie sprzedawcę.
-I jak, obrączki
wybrane?- kiwnęliśmy głowami, kiedy mężczyzna podszedł do nas.- Świetny wybór.
Prosiłbym teraz państwa o podejście do lady, żebym mógł wziąć wymiary palców. W
ciągu tygodnia powinny być do odbioru.
Wstaliśmy, Gaara złapał mnie za rękę
i pociągnął w stronę lady. Czułam na sobie wzrok dziewczyn oraz słyszałam
niektóre słowa z ich gorączkowych szeptów. Czułam, że policzki mi płoną.
Mężczyzna z kolei wygrzebał spod lady srebrne koło, na którym miał pełno
mniejszych i większych oczek z brązu. Wybrał jedno dla Gaary i kazał mu założyć
na palec. Za trzecim razem dobrał odpowiedni rozmiar i zapisał na kawałku
papieru. Później wziął moją dłoń.
-Piękny pierścionek
zaręczynowy. Widać, że pani narzeczony ma gest.- powiedział facet, a ja poczułam
się jeszcze gorzej. Pisk rozgorączkowania za moimi plecami tylko to zaostrzył.
-Tak, to prawda.-
przyznałam. Położyłam pierścionek na ladzie i zaczęłam mierzyć kółka podawane
mi przez sprzedawce. Kiedy w końcu dopasowałam odpowiedni rozmiar, facet zaczął
się śmiać.
-Dziewiątka. Ma
pani palce jak małe dziecko.- to była prawda. Przez to, że byłam drobna i i
niewysoka moje dłonie również były małe, a palce drobne. Mężczyzna zapisał mój
rozmiar na kawałku papieru. Położył go pod ladą. Wypisał nam kwit i podał go
Gaarze.- Po odbiór zapraszam w przyszłym tygodniu. Postaram się wykonać
zamówienie jak najszybciej. Jeśli wolno mi spytać, kiedy nastąpi ten szczęśliwy
dzień?
-Za dwa tygodnie.-
powiedział Gaara.
-W takim razie
zrobię to naprawdę tak szybko jak się da.
-Dziękujemy panu
bardzo.- lekko skłoniliśmy głowy i pomimo bardzo niezręcznej sytuacji
uśmiechnęliśmy się do mężczyzny.
Kiedy zeszliśmy do samochodu, ciężko
opadłam na fotel pasażera.
-No to po wakacjach
cała szkoła będzie wiedziała, że stałam się panią Sabaku.- powiedziałam.
Karin nie miała powodów żeby
zatrzymywać tą informację dla siebie. Choćby dlatego, że w szkole nie było już
chłopców, żeby mogli mnie bronić.
-To, że ktoś może
się o tym dowiedzieć aż tak cię przeraża?- zapytał, a ja zaczęłam przecząco
kręcić głową.
-Nie o to chodzi.
Po prostu dobrze czułam się z faktem, że nikt postronny, oprócz oczywiście Ayo,
nie wiedział o naszym związku. Byliśmy bardzo szczęśliwi mogąc unikać spojrzeń
i krzywych komentarzy. Sam wiedziałeś, że to może skończyć się w bardzo
nieprzyjemny sposób. Zwłaszcza, że Sasuke i ty jesteście najpopularniejsi wśród
dziewczyn. Nigdy nie chciałam być kojarzona tylko jako twoja dziewczyna. A
wiem, że jeśli informacja o ślubie pójdzie w eter, tak się właśnie stanie. Poza
tym w szkole nadal masz dużo wielbicielek. Znowu może zrobić się nieprzyjemnie.
Ale nic nie poradzę jeśli Karin postanowi podzielić się z ludźmi tą informacją.
-Jeszcze tylko pół
roku. Do tego przyjdą wszystkie weekendy, przerwy świąteczne, egzaminy
końcowe... Zaufaj mi, że zleci tak szybko, że nawet tego nie zauważysz. A potem
zaczną się studia. Muszę ci powiedzieć, że to wcale nie jest taki cudowny okres
w życiu jak niektórzy próbują wmówić.
-Może dlatego, że
nie chodzisz co weekend na imprezy i nie zaliczasz co to nowej laski na tej
imprezie co weekend.- popukałam się palcem po brodzie.
-Być może to
dlatego. Naoki mówił, że ile razy idzie na imprezę i mówi, że jest studentem
prawa od razu laski mają skok ciśnienia. Na ciebie też tak działam?
-Ani trochę. Ja zakochałam
się w facecie, który ma głos gwiazdy rocka.- uśmiechnęłam się i dałam mu
buziaka w policzek.
-Powinienem zająć
się w końcu zespołem. Przez studia i przygotowania do ślubu strasznie ich
zaniedbałem.- Gaara przeczesał włosy palcami.
-Jak już weźmiemy
ślub będziesz miał na to więcej czasu. Nie przejmuj się tym tak. Chłopcy na
pewno rozumieją, że teraz nie jest najlepszy czas na próby zespołu. Potem nie
widzę przeciwwskazań.
-Będę twoim mężem.
To nie jedno z nich?- wyszczerzył się do mnie, a ja przewróciłam oczami.
-Będziesz moim
mężem, a nie niewolnikiem. Widzę różnicę w tym pojęciu. Ja też chcę się
zajmować moim zespołem, nawet jeśli będzie to tylko raz na jakiś czas. Itachi i
reszta rozumieją, że mam teraz inne priorytety. I twoi przyjaciele na pewno tez
o tym wiedzą.
-Zaśpiewasz na
weselu tą piosenkę, którą napisałaś na zakończenie roku do przedstawienia?-
zaśmiałam się, kiedy Gaara zadał to pytanie.
-A po co? Ciocia
nagrała całe przedstawienie. Mogę ci wyciąć tą piosenkę i zrobić z tego płytę.
-Lubię przypominać
sobie jej słowa.
-You're the light.
You're the night. You're the colour of my blood...- zaczęłam śpiewać, a Gaara
się zaśmiał.
-Love me like you
do.- zafałszował, a potem mnie pocałował.- Odwiozę cię do domu.
Kiedy weszłam do domu ciocia i
Sakura siedziały w salonie i żywo o czymś dyskutowały.
-Skąd to
poruszenie?- zapytałam i zdjęłam trampki z nóg.
-Zastanawiamy się
nad tym jaki kolor róż zamówić wam na przyjęcie. Sakura mówi, że lubisz
kremowe, ale uważam, że czerwone będą lepsze na taką okazję.
-A może
wymieszajcie bukieciki? Róże czerwone i kremowe będą idealne.- rzuciłam
pomysłem.
-A nie uważasz, że
bukieciki powinny być jednakowe?- zapytała ciocia.
-W takim razie
niech na stole stoi na przykład dziesięć bukiecików. Pięć czerwonych i pięć
kremowych. To naprawdę nie jest ważne jaki kolor będą miały te kwiaty.
Cieszyłabym się nawet na zwykły obiad w towarzystwie bliskich.
-Czy ty w ogóle
cieszysz się na ten ślub?- zapytała ciocia.
-Ciociu! Jak możesz
tak myśleć?! Oczywiście, że się cieszę! Chodzi mi o to, że naprawdę nie chcę
żeby to było przyjęcie z nie wiadomo jaką pompą. Zależy nam tylko na obecności
wasze i bliskich przyjaciół. Nikogo więcej nie potrzebujemy. I tak to cud, że
udało wam się zorganizować to wszystko w zaledwie siedem miesięcy. I to cud, że
zgodziliście się na to wszystko.- wzruszyłam ramionami.
-Twoje szczęście
liczy się dla nas najbardziej. Dobrze, Saki. Sara ma rację. Weźmy oba kolory.
Na pewno dzięki temu wesele będzie inne. Zamówię dla Sary czerwony bukiecik.
Skoro twoja suknia jest kremowa, zrobią ładny kontrast.
-Tak. To świetny
pomysł. Ciociu, Saki, marzę o prysznicu. Dzisiaj zwiedziłam z Gaarą chyba całe
Tokio i czuję się tak, jakby brud dosłownie się do mnie przytulił. Zejdę na
kolację.- powiedziałam i szybko wyszłam z salonu.
Kiedy siedziałam na łóżku, zaczęłam
rozczesywać włosy. Od razu przypomniałam sobie nieprzyjemną sytuację u
jubilera, kiedy spotkaliśmy Karin i jej przyjaciółki.
-Cholera, teraz
małżeństwo przestanie być tajemnicą...- powiedziałam, odrzuciłam szczotkę i
przetarłam twarz dłońmi.
-Jak to przestanie
być tajemnicą?- podskoczyłam i złapałam się za serce.
-Sakura!!! Chcesz
mnie zabić?!- krzyknęłam i zerwałam się na równe nogi. Saki stała w drzwiach.
Miała zmarszczone czoło.
-Pukałam, ale nie
odpowiadałaś. Bałam się, że coś ci się stało. Jednak patrząc na ciebie widzę,
że na pewno się stało. Pokłóciłaś się z Gaarą?- zapytała, a potem podeszła do
mnie i usiadła na brzegu łóżka. Usiadłam obok niej.
-Nie. Nie
pokłóciłam się z nim. To coś innego.- powiedziałam.
Opowiedziałam Saki całą historię,
która wydarzyła się u jubilera.
-Tak, jak
przyciągacie Shikamaru, kiedy robi się między wami gorąco, tak przyciągacie
suki, kiedy jesteście szczęśliwi. Może powinnaś się jakoś rozmagnesować czy
coś. Wiesz, jak karty płatnicze.
-Sakura, błagam!
Bądź poważna! Mam nadzieję, że Karin zamknie gębę na kłódkę.
-Karin na pewno to
zrobi. Nie zrobią tego jej przyjaciółki i przyjaciółki Ayo. Na to nie licz. Ale
skoro tak będziesz mogła zmienić nazwisko na Sabaku od razu po ślubie!- moja
przyjaciółka klasnęła w dłonie i uśmiechnęła się szeroko.
-Ha ha. Bardzo
zabawne moja wredna przyjaciółko, ale nie zrobię tego. Umowa między mną i Gaarą
była inna. Przyjął moje warunki, pod którymi zgodziłam się wziąć ślub w tak
młodym wieku i nie zamierzam ich zmieniać. Po prostu boję się, że znowu jakaś
szalona wariatka... Albo sto szalonych wariatek zechce zepchnąć mnie ze
schodów. Mogłabym napisać o tym sztukę. "Schody, czy nie schody? Oto jest
pytanie." Co sądzisz o takim tytule?- zapytałam.
-Sadzę, że słońce
przegrzało ci już dzisiaj mózg. Gadasz głupoty. Nikt nie może cię winić za to,
że wyszłaś za Gaare. Małżeństwo z reguły jest... Naturalną konsekwencją
miłości. To, że u was przyszło to tak szybko to po prostu... Życie. Dziewczyny
będą ci zazdrościć. Szczęścia, faceta, talentów. Tego, czego one po prostu nie
mają. Sama mówiłaś, że Marii próbuje podbijać do Gaary, bo skoro jeszcze nie
jesteście po ślubie, to może jej się udać. Ona będzie to robić nawet po ślubie,
bo po prostu będzie go chciała. Nie masz wpływu na to, co czują inni ludzie.
Nikt nie ma. Jednak nie kieruj się tym, że nie chcesz komuś sprawić przykrości,
czy wywołać w kimś gniewu za swoje szczęście. Masz do tego szczęścia pełne
prawo. Gdybym ja wyszła za Sasuke tak samo szybko jak ty, z dumą nosiłabym jego
nazwisko. Dlatego, że wybrał mnie. I to ja sprawiłam, że jest szczęśliwy. Gaara
na pewno jest smutny, że przez następne pół roku nie chcesz jeszcze przyjąć
jego nazwiska. On chce się tobą chwalić całemu światu i ufoludkom w kosmosie,
jeśli takowi tam żyją. On dosłownie pęka z dumy, kiedy przedstawia cię ludziom
jako narzeczona. Gdybyś mogła zobaczyć ten błysk radości w jego oczach, kiedy
to robi...
-Rozważałaś pracę
psychologa po liceum? Uwierz, że te studia byłyby dla ciebie idealne!
-Nie. Myślałam,
żeby być mediatorem.
-Też zamierzasz iść
na wydział prawa, kiedy skończymy szkołę?!- aż zerwałam się z miejsca.
-Myślałam też o
zostaniu kuratorem. Lub jeśli mi coś odbije, obrać zupełnie inny kierunek i iść
na medycynę. Myślę, że bycie lekarzem też byłoby dobre... Ale czekaj! Zapytałaś
TEŻ zamierzasz? Czyżbyś ty również to planowała?
-Gaara mnie do tego
namawiał. Wiesz dobrze, że od małolaty interesowały mnie takie rzeczy. Myślałam
o tym i sądzę, że to dobry pomysł. Mogłabym pomagać dzieciom, które są
krzywdzone tak, jak my w przeszłości. Jeśli w taki sposób mogłabym sprawić, że
jakieś dziecko mogłoby mniej cierpieć, bo dobrze wszystko rozegrałam, byłabym
szczęśliwa.
-Poważnie myślisz o
tym, żeby zostać prawnikiem?- kiwnęłam głową.- W takim razie chodźmy razem na
studia! Ja naprawdę chciałabym zostać mediatorem! Lub kuratorem! Razem
byłybyśmy świetnym zespołem. Mogłabyś wnioskować o kuratora, a ja brałabym
twoje sprawy! Taaak! To świetny pomysł.
-Saki, nie chcę cię
martwić, ale ja tylko wnioskuję o tego typu rzeczy. To do sądu należy
ostateczna decyzja.- powiedziałam.
-Oj, daj spokój! Za
twój uśmiech ten sędzia pójdzie nawet do samego diabła po pomoc.
-I to mi zarzucałaś
przegrzanie mózgu, tak?- zapytałam i zaczęłam się głośno śmiać.
Trzy dni przed ślubem do domu Gaary
zaczęli przyjeżdżać pierwsi goście. Jako, że byłam przyszłą panną młodą
musiałam witać ich razem z przyszłym panem młodym. W ten oto sposób powitałam w
domu Sabaku ciocię mamy Gaary, która od lat żyła w Stanach Zjednoczonych i
zapachem przypominała mi lawendowy odstraszacz na mole, kuzyna jego ojca, który
wyglądał jak Gandalf z Władcy Pierścieni oraz jego kuzynkę. Jak podsumował ją
Gaara artystka bez krzty talentu, ale za to z wizją.
Po kolacji Gaara pomagał mi sprzątać
naczynia w kuchni.
-Masz wesołą
rodzinę. Cieszę się, że będą na weselu.- powiedziałam i zaczęłam myć półmisek
po sushi.
-Czasem ta rodzina
jest aż za wesoła.
-Przynajmniej
dzięki nim będzie te więcej osób. Ze strony mojej rodziny będą tylko ci, których
znasz.- wzruszyłam ramionami czując się bardzo nieswojo.
-A ta siostra
twojej cioci? Miała przyjechać.
-Chodzi mi o
rodzinę mojej mamy. Nie jestem spokrewniona z ciocią Mikoto przez krew, więc
jej rodzina w pewien sposób nie jest tak traktowana. Bardzo się cieszę, że
przyjedzie. Uwielbiałam ją. Jej dango to chyba najsmaczniejsza słodka przekąska
na świecie, ale to jednak nie są moi dziadkowie, czy bracia mojej mamy. Chociaż
po tym, jak ostatnio mnie potraktowali, cieszę się, że są rodziną tylko na
papierze...- mruknęłam.- Gaara to tylko trzy dni. Zostały trzy dni do naszego
ślubu.
-Uściślając to dwa.
Ten dzień praktycznie się kończy. Denerwujesz się i zaczynasz zastanawiać czy
zdążysz kupić bilet na Hawaje?- zaśmiałam się na jego słowa. Zakręciłam wodę i
podeszłam do Gaary.
Zarzuciłam mu ręce na szyję, a wtedy
on położył mi dłonie na biodrach.
-Nie. Boję się, ale
to chyba normalne przed czymś takim. Po prostu nie chcę wierzyć, że te siedem
miesięcy zleciało tak szybko. Mam wrażenie, że dosłownie wczoraj rozmawialiśmy
w szpitalu, a ty wyskoczyłeś z oświadczynami. Teraz to wszystko przestaje być
tylko tym tak. To się staje tym słowem. Ekscytuje się tym i jednocześnie boję
się, że jak się uszczypnę okaże się, że tylko mi się to przyśniło, a rano
obudzę się w swojej sypialni w Ameryce i znowu będzie... Jak dawniej.
-W takim razie może
powinnaś spać dzisiaj ze mną? I jutro i tak aż do dnia ślubu?- zapytał i mnie
pocałował.
-Marz ci się
ostatni przedmałżeński seks?- zapytałam i uniosłam jedną brew.
-Owszem. Wiesz, nie
żeby małżeński był gorszy czy coś, ale...
-Wariat z ciebie.-
odwzajemniłam jego pocałunek i mocno przytuliłam.- Gaara, chciałabym o czymś z
tobą porozmawiać.
-Nie lubię tych
słów.- sapnął.
-Przemyślałam to,
co mówiłeś o studiach prawniczych jako mojej przyszłości.
-I? Jaka jest twoja
odpowiedź?- zapytał.
-Po wakacjach będę
aplikować na Uniwersytet Tokijski. Chcę jak najlepiej przygotować się do testów
i dać z siebie wszystko, żeby moi bliscy mogli być ze mnie dumni. Jeśli
wszystko pójdzie tak, jak powinno, od kwietnia będę uczęszczać razem z tobą na
uczelnię.
-Naprawdę?! Ale...
Jesteś tego pewna, prawda? To nie jest żadne zgadzanie się, żeby uszczęśliwić
wszystkich wokół, prawda?
-Nie, głuptasie!
Poza tym Saki też chce iść na te studia. Będzie mi o wiele raźniej.
-Sakura? Wasza
symbioza zaczyna być przerażająca. Jeszcze mi powiedz, że będzie składała
aplikację na prokuratora...
-Kuratora lub
mediatora. Powiedziała mi o tym w dniu, kiedy kupowaliśmy obrączki. Tak więc we
dwie musimy mocno zagryźć zęby i dać z siebie wszystko. Chcę, żeby mój mąż był
ze mnie dumny, kiedy będę podpisywać się jego nazwiskiem na egzaminach.-
musnęłam czoło Gaary, a on uśmiechnął się jednym kącikiem ust.
-To prawda.
Nazwisko mojego ojca jest znane na tej uczelni. Sam kończył ją z prestiżowymi
wynikami. Kiedy na listach znowu pojawi się jego nazwisko, na pewno wzbudzisz
zainteresowanie.
-Kochanie, co ty na
to, żebym zatrzymała swoje nazwisko aż do końca studiów? Wiesz, jakoś się do
niego przywiązałam.- powiedziałam lekko spanikowana.
-Nie ma mowy.
Ustępstwo co do końca liceum było wystarczające. Na studia idziesz już jako
Sara Sabaku, albo czeka nas szybki rozwód.
-Skoro kłótnia o
nazwisko, to dla ciebie powód do rozwodu, wolę nie wiedzieć co będzie
konsekwencją poważniejszych kłótni. Morderstwo?
-Niestety, ale
choćbym bardzo chciał cię czasem ukatrupić, zawsze dochodzę do wniosku, że
życie bez ciebie byłoby bardzo smutne i muszę powstrzymać się przed uduszeniem
cię.- Gaara przesunął dłonie na moje pośladki i lekko je ścisnął.- Ewentualnie
jeśli będzie to kłótnia o głupoty, będę proponował ci pójście do sypialni i
wtedy możemy sprawdzić, kto był bardziej wściekły.
-A niby skąd
będziesz znał wynik?- zapytałam szczerze zdziwiona.
-Jeśli ja, zaufaj
mi, że po nocy ze mną raczej nie będziesz mogła chodzić.- szepnął mi na ucho, a
ja zaczerwieniłam się po same czubki uszu.
-Gaara! Z takimi
kłótniami będziesz musiał wstrzymać się do czasu, aż nie zamieszkamy sami!
-W takim razie
będziemy wpadać do mojego domu z wizytą bardzo często.- na tą uwagę zaśmialiśmy
się we dwoje.
Gaara odprowadził mnie pod sam dom i
tak jak miał w zwyczaju pocałował na pożegnanie.
-Za kilka dni nie
będziesz już zostawiał mnie pod drzwiami. Sam będziesz tu wchodził, a ten dom
stanie się twoim.- powiedziałam.
-Czekam na to z
niecierpliwością, kochanie. Tak samo jak na nasz pierwszy wspólny wyjazd jako
małżonków.
-Właśnie! Wiesz już
może, gdzie twój wujek zamierza wysłać nas w podróż poślubną?- zapytałam. Gaara
przecząco kiwnął głową.
-Nie mam pojęcia.
Próbowałem wydobyć z niego choć trochę informacji, ale zawsze mówił, że ma
nadzieję, iż jego pomysł nam się spodoba. Co w jego przypadku może mieć
kiepskie skutki. No cóż, jeśli ta wycieczka okaże się katastrofą, na pierwszą
rocznicę pojedziemy gdzie indziej. To nie będzie problem. Mamy przed sobą całe
życie i masę wycieczek, które sobie zorganizujemy. A teraz idź już do domu.
Zrobiło się bardzo późno. Do zobaczenia.
Kiedy weszłam do domu odetchnęłam
głęboko. Zdjęłam buty i weszłam do salonu.
-Wróciłam!-
powiedziałam i przeciągając się, zaczęłam iść przez pokój.
-Witaj Saro. Dobrze
znów cię widzieć.- na ten głos zamarłam.
Stanęłam sztywno jak kij i zaczęłam
wpatrywać się w starszego mężczyznę siedzącego w fotelu.
Dziadek.
Obok niego siedziała elegancka, dość
drobna kobieta o ciemnych włosach i oczach czarnych jak onyksy. Zamarłam, kiedy
zauważył podobieństwo do mojej matki.
Ciocia, wujek, Sasuke, Itachi i
Sakura siedzieli sztywno jak deski i spoglądali na mnie z niepokojem.
-Witam was. Czemu
zawdzięczamy tą wizytę?- zapytałam grzecznie, choć tak naprawdę miałam ochotę
wyprosić ich za drzwi. Ostatnia wizyta dziadka była bardzo niemiłym
wspomnieniem.
-Przecież
wychodzisz za mąż. Razem z twoją babcią dostaliśmy zaproszenie na ślub, więc
niegrzecznie byłoby z niego nie skorzystać, nie uważasz?- czułam, że robi mi
się słabo.
-Myślałam, że nie
chcecie utrzymywać kontaktu z wujkiem i ciocią przez to, że postanowili mnie
przygarnąć. Tadashi wyraził się dość jasno w sprawie tego, kim dla niego
jestem.- powiedziałam, siląc się na bardzo spokojny ton.
-Tadashi ma swój
rozum i korzysta z niego tak, jak chce. Twoja babcia powiedziała, że ma dość
podporządkowywania się moim rozkazom. Kiedy powiedziałem jej, że jesteś bardzo
podobna do Yumi, pierwszy raz od ponad pięćdziesięciu lat małżeństwa, naprawdę
bałem się, że się rozwiedziemy.
-W takim razie to
nie jest twoja własna decyzja o pobycie tutaj.- powiedziałam.
-Jest. Sam bardzo
chciałem cię zobaczyć po ostatnim razie. Jesteś bardzo... Wyjątkowa. A przez to
moja niechęć do ciebie, jako nieślubnego dziecka mojej córki na dodatek z
obcokrajowcem, zniknęła.
-Teraz jestem kimś
neutralnym? Świetnie. Za następne dziewiętnaście lat stanę się może kimś
znośnym według takiej logiki.- powiedziałam sarkastycznie.
-Saro, uspokój się
i nie odzywaj w ten sposób.- moja babcia powiedziała to bardzo stanowczym, ale
spokojnym tonem. Poczułam ciarki na plecach i zrozumiałam, po kim Itachi
odziedziczył charakter.
-Tak jest.
Przepraszam.- wydukałam.
Kobieta wstała i podeszła do mnie.
Była niewiele wyższa ode mnie, prosta jak słup. Głowę trzymała wysoko, a włosy
miała spięte w ciasnego koka.
-Dziadek zawsze był
bardzo upośledzony w wyrażaniu uczuć. W takim razie ja będę mówiła za niego. Po
ostatniej wizycie moich synów i męża w tym domu, zostawili po sobie niesmak.
Fugaku powiedział mi o tym... Dziwi cię to? Przecież to mój syn. Nie mogłabym
zerwać z nim kontaktów tylko dlatego, że mój niepoważny mąż sobie tego nie
życzy. Tadashi ani myślał zmienić o tobie zdanie. Powiedział, że jesteś tak
samo lekkomyślna jak twoja matka i tak samo bezczelna. Twój dziadek z kolei po
dłuższym czasie powiedział, że jesteś jego najbardziej udaną wnuczką.
-Co?- zapytałam.
Miałam wrażenie, że świat wiruje mi przed oczami.
-Taka jest prawda.
Powiedział tak. Kiedy zapytałam dlaczego, powiedział, że odziedziczyłaś
charakter naszej rodziny bardziej, niż mógł przypuszczać. Powiedział, że jesteś
odważna, ale też stanowcza i wiesz, kiedy odpuścić. Tamtego dnia wiele rzeczy
zostało powiedzianych w gniewie. Nie chciałaś słuchać dziadka i tego, co miał
do powiedzenia. Wolał odpuścić. Ale sam przyznał, że bardzo chciałby cię
jeszcze kiedyś zobaczyć. Pomysł z przyjazdem był mój, ale dziadek na niego
przystał. Chciałam cię poznać. Od zawsze, kiedy tylko dowiedziałam się, że Yumi
cię urodziła. I byłam głupia, że nie sprzeciwiłam się mężowi dużo szybciej.
Może wtedy nie byłabyś tak strasznie skrzywdzona, jak wtedy, kiedy byłaś
dzieckiem. Gdybym wtedy zabrała Yumi i ciebie do Japonii...- powiedziała i
opuściła wzrok.
-Nie można zmienić
przeszłości. To wszystko już się stało. Teraz mamy teraźniejszość. Tylko ona ma
znaczenie.- powiedziałam.- Nie wiem, co stałoby się gdybyś przyleciała i
zabrała moją matkę od mojego ojca. Nie wiem, czy moje życie byłoby inne, a
jeśli tak, to jakie. Nikt tego nie wie. Przeżyłam to, co przeżyłam, ale
obwiniam o to tylko rodziców. I muszę im też podziękować za to, że dzięki temu
teraz doceniam to co mam. Przeżyłam okropne rzeczy. Bardzo okropne. Ale dzięki
temu wszystkiemu co stało się wtedy, dzisiaj jestem własnie tu. Gdyby nie
wujkowie wiem, że już dawno bym nie żyła. Wiem to. Ale żyję. Mam cudowną
rodzinę, przyjaciół, narzeczonego... Jeśli wasze intencje są szczere, cieszę
się, że będziecie uczestniczyć w moim ślubie...
Na te słowa wszyscy otworzyli usta
ze zdziwienia.
-Cieszę się
dlatego, że mój wujek odzyska swoich rodziców, a moi kuzyni dziadków. Cieszę
się, ponieważ w końcu tu drzwi do przeszłości zostaną zamknięte. Wiem, że będę
potrzebować trochę czasu... Wszyscy będziemy potrzebować jeszcze trochę czasu,
żeby przejść nad tym do porządku dziennego, ale sądzę, że wspólnymi siłami damy
radę. Jednak tylko jeśli wasze intencje są szczere, będę w stanie zapomnieć o
tym, co działo się między nami w przeszłości. I tylko i wyłącznie wtedy. Jeśli
nie, prosiłabym was o pozostawienie tego domu w spokoju. Chcielibyśmy radować
się moim ślubem szczerze. Bez żadnych ukrytych powodów.- powiedziałam.
-Och, dajże spokój!
Jestem starą schorowaną kobietą, która straciła ukochaną córkę wiele lat temu!
I jestem głupią kobietą, która dopiero teraz postawiła się własnemu mężowi. O
wiele lat za późno. Nie mogłam być przy tobie, kiedy dotykała cię krzywda, w
dodatku podporządkowałam się mężowi i omal nie straciłam przez to ukochanego
syna i jedynych wnuków! Byłam głupią, głupią kobietą. Ale teraz nareszcie
zmądrzałam. Jesteś moją wnuczką. Piękną i mądrą. Jesteś częścią mojej rodziny i
ja cię za nią uważam. Mam w nosie czy dziadek i reszta tych moich głupich
synów-gówniarzy to akceptuje. Moje serce cię chce i od wielu lat prosi o to,
żebyś pozwoliła mu na miłość do ciebie. I jedyną osobą, która zawiniła, że
trwało to tyle, jestem ja i moja głupota. Przepraszam cię za to...- podeszłam
do kobiety i mocno ją przytuliłam.
Nawet jeśli nie rozumiałam małżeństw
z twardymi japońskimi zasadami, wiedziałam, że w ich skład wchodzi bezwzględne
posłuszeństwo żony wobec męża. I podziwiałam babcię, że pomimo tylu lat
spędzonych razem, w końcu postanowiła tę zasadę złamać.
-To ja powinnam
podziękować za to, że chcesz tej miłości.- powiedziałam.- I za to, że chcesz
uczestniczyć w tym szczególnym dla mnie dniu.
-Nigdy bym sobie
nie wybaczyła gdybym to opuściła! Jesteś moją pierwszą wnuczką, która wychodzi
za mąż! To dla mnie wielkie wydarzenie! Chodź, kochanie. Musimy ustalić wiele
rzeczy. Doradzę ci, jak powinnaś zachowywać się jako żona. Po pierwsze...-
babcia pociągnęła mnie za rękę i zaczęła ciągnąć w stronę wyjścia z salonu.
Spojrzałam błagalnym wzrokiem na
ciocię i Sakurę, ale one tylko się zaśmiały i pomachały mi na pożegnanie dając
do zrozumienia, że nie zamierzają się wcinać w naszą rozmowę.
Komentarze
Prześlij komentarz