Rozdział 70

-Sakura, podaj mi proszę te buty... Rany, gdzie ja zapodziałam moją biżuterię... Sasuke na pewno wziął obrączki?-pakowałam się w chaosie. Jutro miałam brać ślub, a tak naprawdę dopiero przygotowywałam się na wyjazd do ośrodka. Miałam ochotę płakać z niemocy.
-Ej, Iregiro! Na spokojnie tak! Samolot mamy za 5 godzin. 3 głębokie wdechy, za chwilę przejrzymy wszystko jeszcze raz. Sasuke wziął obrączki. Sama osobiście pakowałam mu je do walizki.-Sakura poklepała mnie po plecach na dla uspokojenia. Spojrzałam na cały ten bałagan w mieszkaniu.
-Rany. Wrócę tu już jako mężatka. Jak to pół roku zleciało...-nie chciało mi się wierzyć, że już jutro, czyli 18 maja wyjdę za Gaare! To było takie... cudowne!!!
-Pomyśl sobie, że macie przed sobą całe życie. No dalej, nie ociągaj się! Gaara razem z resztą już czekają na nas. Sasuke pisał, że w Hachimantai jest piękna pogoda.
-Całe szczęście, że nie pada. Dobra Sakura, pakujemy się dalej. Nie mamy czasu do stracenia.-mruknęłam i zaczęłam szperać w szafkach.

            Wysiadając na lotnisku w Morioce nogi miałam jak z waty. Mnie i Sakurę czekała jeszcze podróż samochodem. Zapakowałyśmy się do auta, które wujek kazał dla nas sprowadzić.
-Wiesz, mogłabym żyć tak jak ty. Służbowy samolot, samochód.
-Tak, tak. Prywatna wyspa, jacht, kilka domów w różnych częściach świata. Żyć nie umierać.-powiedziałam ironicznie.
-Gdzie na przykład?-Sakura chyba próbowała mnie rozluźnić.
-Karaiby, Szwajcaria, Włochy, Francja, Brazylia... No jeszcze kilka. Mój wujek ma łeb do tego typu rzeczy. Kupował je tak naprawdę za gorsze.
-Wiesz, pojechałabym na Kretę. Tam też macie domek?
-Na Krecie tak, w Atenach też. Myślę, że kiedy będę z Gaarą na naszej wyspie dałoby się załatwić wam tam pobyt.-wrzuciłam kierunkowskaz i kierowałam się zgodnie z poleceniami GPS.
-Podpisaliście intercyzę?
-Tak. Gaara bardzo na to nalegał. Uważam, że nie byłoby to potrzebne, ale on koniecznie chciał. W razie rozwodu praktycznie nic mu się nie należy.-tłumaczyłam Gaarze, że nie chce żadnej intercyzy, jednak on się uparł. Nie powiedział tego głośno, ale chciał mi dać do zrozumienia, że nie liczą się dla niego moje pieniądze.
-Cóż, postępuje fair. Nie wiesz jak wasze życie może się potoczyć za kilka lat, prawda?
-Sakura, nie wychodziłabym za niego gdybym nie była pewna, że to ten mężczyzna. Przestań.-powiedziałam to dość ostro. Sakura doskonale wiedziała jaki Gaara kiedyś był. Jednak to właśnie ona utwierdzała mnie również w tym, że on mnie kocha. Dlatego dziwiły mnie jej słowa.
-Jej, przecież tylko droczę się z tobą, a ty tu warczysz na mnie jakbym ci przynajmniej zabiła wujka. Spokojnie. Czego mogę być pewna, to tego, że ty i Gaara na pewno ze sobą będziecie. Kochacie się jak mało kto.
-Jestem tak zdenerwowana, że chyba zaraz zwymiotuję.-miałam wielką kluchę w gardle.
-To chyba normalne, nie uważasz?-kiwnęłam niepewnie głową. Sakura włączyła radio, z którego zaczęła sączyć się muzyka klasyczna. No tak, wujek i te jego upodobania.-Rany, kto dzisiaj słucha takiej muzyki.
-Mój wujek. To akurat Vivaldi "4 pory roku". Aktualnie... lato.
-Widzę, że też się na tym znasz.-uśmiechnęła się szeroko.
-Jakby nie patrzeć chowałam się z ojcem, który był pasjonatem rzeczy pięknych, a wujek to we mnie pielęgnował po jego śmierci. Odwiedzałam muzea, galerie sztuki, chodziłam na koncerty. Jako dziecko mało mnie to interesowało, później trochę zaczęło.
-Dlatego grasz na fortepianie?
-Tak. Jak to wujek powiedział muzyka łagodzi obyczaje.-zaśmiałyśmy się we dwie. Radosne presto zaczęło wyciszać moje nerwy. Sakura bawiła się w dyrygenta i machała rękami wesoło nucąc. Jeżeli chodzi o batutę użyła w tym celu słonego paluszka. Zupełnie nie trafiała w dźwięki, ale doprowadzała mnie do śmiechu i  byłam jej za to wdzięczna. Dzięki temu podróż była przyjemniejsza.
-Wzięłaś prezenty, które dostałaś od nas na wieczór panieński?-zrobiłam się czerwona po same czubki uszu. Dziewczyny szarpnęły się na seks-gadżety. Nadmuchiwaną lalkę z doczepionym przyrodzeniem wolałam zostawić na dnie szafy. I tak była wystarczającą atrakcją na wieczorze panieńskim...
-Tak. Mam je w walizce. Wiece przecież, że od razu po poprawinach jedziemy na lotnisko.-powiedziałam pod nosem.
-Sasuke mówił, że wymyślili dla Gaary coś ekstra. Także na twoim miejscu zaczęłabym się bać.-wypuściłam powietrze z płuc ze świstem.
-Dzięki za wsparcie, serio.-ani się obejrzałam, jak byłyśmy na miejscu. Kawałek za Hachimantai rozciągała się piękna dolina nad małym jeziorem. To właśnie tam znajdował się ośrodek, który wynajęliśmy. Miejsce było malownicze, a pogoda tak piękna, że miałam ochotę piszczeć z radości. Kiedy otworzyłam drzwi do środka łeb wpakował pies rasy Akita. Pisnęłam. Nie takiego gościa się spodziewałam. Pies polizał mnie w rękę i zaczął merdać ogonem.
-Masz komitet powitalny!-Sakura głośno się zaśmiała.
-Przepraszam panią najmocniej! To szczeniak! Niedawno go nabyliśmy.-rzeczywiście piesek był młody. Garnął się do zabawy.
-W końcu jesteście!!!-usłyszałam krzyk Hinaty. Miała na sobie uroczyste kimono. Podrapałam się w tył głowy. Nie braliśmy ślubu w tradycji Shintoistycznej, więc takie stroje nie obowiązywały.
-Czy ja o czymś...-jednak nie dokończyłam. Za Hinatą wyskoczyła Ino. Jej kimono było tradycyjnym ubiorem młodej panny, pomimo tego, że nie była w stanie ukryć szybko rosnącego brzucha.
-Nareszcie! Jesteście spóźnione! Mogliby państwo rozpakować samochód? Nam się trochę śpieszy.-Hinata złapała mnie za jedną rękę, Ino za drugą.
-O co chodzi?! Jest 18. Planowałam położyć się dzisiaj wcześniej.-byłam zdezorientowana. Sakura się zaśmiała.
-To niespodzianka dla ciebie i Gaary. Oficjalna kolacja przedślubna. Wpletliśmy to razem z organizatorką bez waszej wiedzy. Dostaniecie  błogosławieństwo od najbliższych. Chodź, twoje kimono już czeka na ciebie.-Sakura była rozbawiona. Wzniosłam oczy do nieba w geście niemocy.

            Dziewczyny zaciągnęły mnie do mojej sypialni. Służba znosiła rzeczy z mojego auta. Hinata oddzieliła jedno pomieszczenie od drugiego Shoji (te przesuwane tekturowe drzwi). Zaczęły mnie rozbierać, a potem władowały mnie do kimona z długimi rękawkami. Obi, którym owinęły mnie w pasie miało chyba kilka metrów długości i kilkanaście centymetrów szerokości. Hinata prostowała mi włosy woskiem, a potem zaczęła czesać w misternego koka. Ino zajmowała się makijażem. Sakura wyszła ubrana w piękne różowe kimono, Hinata miała złote, Ino granatowe, ja czerwone. Kiedy we cztery szłyśmy korytarzami ośrodka zwracałyśmy na siebie uwagę. Znalazłyśmy się na sali, w której odbywała się eee... kolacja przedślubna. Wszyscy goście już czekali. Czułam się co najmniej dziwnie. Zauważyłam Gaarę, który klęczał przy stole na samym końcu sali ubrany w eleganckie czarne kimono ze złotymi zdobieniami. Reszta gości usadzona była według japońskiego wzorca. Obok mnie siedział wujek. Jednak tylko dlatego, że miał najwyższą pozycję w społeczeństwie ze wszystkich zebranych gości. Hinata, Ino i Sakura poszły do swoich partnerów, ja ledwo utrzymując równowagę w niewygodnych sandałach, poszłam do swojego narzeczonego. Kleknęłam obok niego i mruknęłam.
-Po co ta cała szopka?
-Nie wiem. Zrób przyjemność naszym znajomym i uśmiechaj się.-zabito w gong. Wszyscy wstaliśmy. Na salę wniesiono tacki z czarkami. Kiedy jedną postawiono przede mną poczułam ostry zapach sake. Sasuke wstał i zaczął swoją mowę, a kiedy ją skończył to my z Gaarą musieliśmy wstać i wypić całą czarkę jednym haustem. Zapiekło mnie w przełyku. Najgorsze było to, że musieliśmy zrobić tak jeszcze kilka razy. Po toaście wujek, Harumi i Temari pobłogosławili nas. Później zrobili to nasi przyjaciele. Na kolację podano tradycyjne japońskie sushi. Byłam tak podenerwowana podróżą, że zapomniałam o tym, jak głodna jestem. Ze smakiem zjadłam cały półmisek, który przede mną postawili. Czułam szumienie w uszach spowodowane alkoholem. Na sali zrobiło się trochę głośno, ponieważ ludzie zaczęli rozmowy między sobą.
-Musimy spać dzisiaj oddzielnie, prawda?-mruknęłam niezadowolona do jego ucha.
-Jak to nasi znajomi powiedzieli, tak nakazuje tradycja, a co, źle się czujesz?-spojrzał się na mnie zmartwionym wzrokiem. Jednak jego mina szybko się zmieniła, kiedy zobaczył moje zarumienione policzki i błyszczące oczy.-Czujesz się wyjątkowo dobrze.
-Nie rozumiem co cię tak bawi?-wytknęłam mu język. Położył swoją dłoń na mojej i zaczął jeździć kciukiem po moich palcach.
-Mnie nic nie bawi. Po prostu nie mogę sobie wyobrazić tego, że już za... 20 godzin będziesz moją żoną.-mruknął mi do ucha. Zachichotałam. Tak, to była prawda. Już o 16 miałam iść po czerwonym dywanie w stronę malutkiego ołtarza nad brzegiem jeziora. Moje serce waliło w piersi jak szalone na tą myśl.
-Naprawdę nie możemy spać dzisiaj razem?-mój ton brzmiał jak ton niezadowolonego dziecka. Gaara wybuchł perlistym śmiechem.
-Niestety nie, choć bardzo bym chciał.-przejechał palcem wzdłuż mojej żuchwy i zatrzymał palec na ustach. Nie mogliśmy się nawet pocałować, ponieważ czułam się niezręcznie przy takiej liczbie osób. Cała drżałam od jego delikatnego dotyku.

            Około 21 goście rozeszli się do swoich sypialni. Sakura dzieliła pokój ze mną. Była w pewnym sensie kimś w rodzaju świadka.
-Podekscytowana?-zapytała, kiedy pomagała mi rozwiązać, a potem ściągnąć z siebie Obi. Ja wyciągałam masę wsuwek z włosów. Wyciągając 10 zastanawiałam się ile Hinata mi ich tam napchała.
-Bardzo. Och, Sakura. Nie liczę już tego w miesiącach, tygodniach i dniach. To kwestia kilkunastu godzin, kiedy stanę tam, przy tym małym ołtarzu i powiem mu tak. Będę wtedy najszczęśliwszą dziewczyną na świecie.-Sakura zaczęła szarpać kimono. Poczułam się przynajmniej o kilka kilo lżejsza, kiedy tylko paradowałam sobie w samej bieliźnie. Nałożyłam na siebie białą koszulkę z bawełny i białe bawełniane spodnie do kostek.-Matko, wszystko tu chyba nawiązuje do czystości...
-Nie. To jest po prostu tradycja. Chodź spać. Dochodzi 23. Zanim rozebrałyśmy się z tych cudownych strojów minęła ponad godzina. Mogę się założyć, że ze stresu nie będziesz w stanie zasnąć.-Sakura ułożyła się na swoim materacu, ja na swoim. Tutaj nie było nawet łóżek. Materace były ułożone na tradycyjnych matach Tatami. Papierowe ściany niestety nie były najlepsze w tłumieniu dźwięków. Słychać było ułamki rozmów, chrapanie i inne. Sakura miała racje. Miałam problemy z zaśnięciem.

            Następnego dnia obudziłam się koło 10. Mojej świadkowej już nie było, z kolei na stole stały świeży posiłek. Kulki ryżowe w warzywnym sosie. Ślinka naciekła mi do ust. Zjadłam wszystkie 4. Przeciągnęłam się, narzuciłam na siebie dres i wyszłam z pokoju. Słońce pięknie grzało, na niebie ani jednej chmurki. Gaara razem z chłopakami stali przy wejściu. Sasuke razem z moim narzeczonym palili.
-Cześć.-szeroko się do nich uśmiechnęłam.
-W końcu śpiąca królewna wstała.-zażartował Sasuke. Gaara przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił.
-Zabawne Sasuke! Mam wrażenie, czy jesteście aż tak zdenerwowani, że musicie się dotleniać?-Gaara zaciągnął się ostatni raz i zgasił filtr w popielniczce przymocowanej do śmietnika.
-Twój narzeczony nie spał za dobrze. Może się rozmyśli.-Naruto trzepnął Sasuke w ramię.
-Nie rozmyślę, nie strasz jej.-Gaara pocałował mnie w czoło.
-Kochanie, błagam przed ślub nie pal. Wiem, że ja też to czasem robię, ale jednak...-wszyscy się zaśmialiśmy. Usłyszałam krzyk Hinaty i Sakury.
-Iregiro!!! Wracaj do pokoju!!!-zrobiłam posępną minę.
-Te wiedźmy mnie zamęczą...-schowałam się za Gaare i udawałam, że mnie tam nie ma. Sakura wybuchła śmiechem, kiedy to zobaczyła. Pociągnęła mnie za rękę.
-Saro, fryzjer przyszedł. Ma 2 godziny na zrobienie ci włosów.-Hinata pocałowała Naruto na dzień dobry, a potem pociągnęła mnie za rękę.
-Idźcie sobie. Chcę nacieszyć się ostatnimi chwilami wolności.
-Przy narzeczonym? Trzeba było jechać do Vegas. Teraz to już po ptakach.-znowu wszyscy się zaśmialiśmy. Dochodziła 11:30. Hinata miała rację. Moje włosy były bardzo długie, a fryzjer chciał mi zakręcić i upiąć w coś na kształt koka. Na dodatek miał później czesać dziewczyny, a mną miała się zająć makijażystka.
-Dobrze, chodźmy. Do zobaczenia na ceremonii!-krzyknęłam na odchodne, kiedy moje dwie strażniczki ciągnęły mnie z powrotem do budynku.

            Fryzjer umył mi włosy i założył na nie papiloty. Potem wsadził mnie pod suszarkę i kazał siedzieć tam ponad 20 minut. W tym czasie umył włosy dziewczynom. Ino chciała jedynie delikatne fale robione na prostownice. Facet uwinął się z tym w jakieś 25 minut, a potem zaczął ściągać mi wałki z głowy. Moje włosy opadały ciężkimi spiralami na plecy. Facet zaczął sprawnie grzebać w nich pacami. Tam coś popuścił, tu coś upiął, polakierował. Po godzinie moja fryzura była skończona.
-Pięknie!!!-pisnęły dziewczyny. Kiedy czekałam na makijażystę z zaciekawieniem przyglądałam się fryzurom jakie wybrały moje przyjaciółki i szwagierka. Sakura zdecydowała się na klasycznego koka z tyłu głowy upiętego pałeczkami, Hinata zrobiła sobie warkocza zawijanego wokół głowy, a Temari po prostu rozpuściła, wyprostowała i delikatnie natapirowała włosy. Dochodziła 14. Makijażyści wlecieli jak szaleni. Fryzjer zaczął zbierać swój sprzęt, a oni rozkładać. Dziewczyny przyglądały się im ze zdziwieniem.
-Taki bonus ode mnie dla was. Proście o co chcecie.-machnęłam ręką. Wszystkie szeroko się do mnie uśmiechnęły. Ja oddałam się w ręce mojego makijażysty. Zamknęłam oczy, a on przystąpił do działania.

            Kiedy skończyłam makijaż, a w pokoju zostałyśmy tylko my wpadałam w panikę. Dochodziła 15, a ja nadal byłam ubrana w szlafrok. Z resztą tak, jak my wszystkie. Każda z nas na wariata zaczęła ubierać na siebie bieliznę i sukienki. Gdyby ktoś w tamtym momencie wszedł do pokoju, uznałby, że trafił do jakiejś równoległej rzeczywistości. Ja zakładałam gorset i podpinałam pończochy do paska. Sakura, która była już ubrana, przyniosła mi moją suknię ślubną. Chciałam ją na siebie ubrać, ale ona mnie powstrzymała.
-Nie tak szybko. Znasz taką tradycję... Coś starego, coś pożyczonego, coś nowego, coś niebieskiego.
-Tą bieliznę mam na sobie pierwszy raz. Mamy coś nowego. Co dalej?-zapytałam ze śmiechem. Hinata podeszła do mnie i wręczyła mi piękną spinkę do włosów. Włożyła ją gdzieś między te wsuwki i tony lakieru.
-Coś pożyczonego. Dostałam ją od Naruto na pierwszą rocznicę ślubu.-Ino podeszła do mnie i dała mi błękitną podwiązkę. Ubrałam ją na prawą nogę.
-Coś niebieskiego.-Temari podeszła do mnie ostatnia. Dała mi śliczny wisiorek. Wyglądał na bardzo stary. Zmarszczyłam brwi.
-Coś starego. Był w rodzinie mojego taty. Nosiła go jeszcze moja praprababcia. Tata dał go mamie w dniu ślubu. Teraz czas na ciebie.-poczułam jak w gardle rośnie mi klucha.
-Temari, nie mogę go przyjąć... Należy do ciebie.
-Gadasz jak Gaara. Gdybym nie chciała ci go dać, nie rozbiłabym tego. Zmieniłaś życie mojego brata, dzięki tobie jest szczęśliwy. Gaara nie pamięta mamy, ja tak. Uwierz, że była szczęśliwa z moim tatą, a on z nią. Ja patrząc na was widzę ich miłość. Właśnie dlatego chcę, żebyś go wzięła. Zaraz zostaniesz moją siostrą, więc nie słyszę odmowy.-nie płacz, nie płacz, nie płacz. Powtarzałam sobie w myślach, choć było to ciężkie do wykonania. Wisiorek był dość ciężki, ale bardzo ładnie prezentował się na dekolcie. Sakura przyniosła mi suknię i kazała się schylić. Bardzo ostrożnie nałożyła ja na mnie przy pomocy Hinaty, a potem sprawnie zaczęła wiązać sznurki w gorsecie.
-Cholera, Sakura! Ja mam w tym oddychać!-warknęłam na nią, kiedy tak mocno zacisnęła wiązanie, że aż wycisnęła mi resztki powietrza z płuc.
-Ty tu nie marudź, tylko stój prosto.-Kiedy skończyła wiązać poruszyłam się, żeby chociaż dopasować ten straszny wynalazek do mojego ciała. Kiedy Temari przyniosła mi buty zauważyłam w nich 100 dolarowe banknoty.
-Co to jest?-zapytałam ze śmiechem.
-Ma wam przynieść dostatek. No już wkładaj giry. Za 10 minut masz być na dole. Widzę, że goście już czekają!-Ino wyjrzała przez okno.-O cholera. Sara, może zamienię się z tobą. Za takiego pana młodego to dałabym dużo.
-Ino, jesteś niepoprawna!-wszystkie głośno się zaśmiałyśmy. Sakura ściągnęła mi jeden pierścionek z palca. Uniosłam wysoko brwi.
-Czytałam gdzieś, że nie powinno się wychodzić w kompletnym stroju. Masz jeszcze ten zaręczynowy, więc nikt nie zauważy.-puściła mi oczko. Nie miałam nigdzie lustra żeby się przejrzeć, więc musiałam zdać się na moje przyjaciółki. Zakręciłam się wokół własnej osi.
-I jak? Mam nadzieję, że wyglądam znośnie.
-Wyglądasz pięknie. Mój brat padnie, kiedy cię zobaczy.-Temari podała mi bukiecik kremowych róż. Sakura stanęła pierwsza, Temari za nią. Ino i Hinata poszły chwilę wcześniej.
-Gotowa?-zapytała Sakura. Ścisnęłam dłonie wokół bukietu.
-Od dawna. Chodźmy.

            Gaara był potwornie zdenerwowany. Non stop poprawiał spinki przy mankietach, muszkę lub przestępował z nogi na nogę.
-Stary, uspokój się, bo padniesz zanim ceremonia w ogóle się zacznie.-mruknął do niego Sasuke.
-Żeniłeś się kiedyś?-zapytał, choć było to pytanie bez sensu. Wiedział, że nie.
-Nie, ale mnie również to czeka i podejrzewam, że nie będę wtedy wyglądał lepiej od ciebie. Spokojnie. Hinata i Ino już przyszły. Sara z dziewczynami na pewno też za chwilę przyjdzie. Nie martw się na zapas!-poklepał go po plecach.
-A co jeśli się rozmyśliła?
-Chyba głowa cię boli.-wtedy rozbrzmiała muzyka. Gaara zapomniał jak powinno się oddychać. Zauważył swoją siostrę i Sakurę. Były ubrane w jednakowe czerwone suknie. Niosły czerwone bukiety róż. Kiedy doszły do ołtarza i stanęły po jego lewej stronie dopiero wtedy dostrzegł Sarę. Szła z Hikarym pod rękę. Uśmiechnięta od ucha do ucha.-Stary, masz szczęście.

            Ściskałam wujka za przedramię tak mocno, że aż syknął.
-Saro, przestań. Zaraz połamiesz mi kości. Wyglądasz pięknie. Hasumo sam by płakał ze wzruszenia.
-Tata jest ze mną, wiem to.-mruknęłam mu na ucho szeroko się uśmiechając. Miałam nogi jak z waty, ale serce lekkie jak piórko. Ino miała rację. Gaara wyglądał zabójczo. Czarny garnitur idealnie podkreślał jego wyrzeźbioną sylwetkę, włosy w słońcu nabrały miedzianego odcienia. Widziałam po jego mienie, że się denerwuje. Jednak nie tylko on. Idąc modliłam się, żeby nie wywinąć orła. Dostrzegłam na siedzeniach Naruto i Hinate. Trzymali za mnie kciuki. Ino i Sai machali do mnie i szeroko się uśmiechali. Kiedy znaleźliśmy się przed ołtarzem Hikary złapał mnie za prawą dłoń.
-Dbaj mi o nią, bo będzie z tobą źle.-puścił oczko do Gaary, na co ten się zaśmiał i przejął moją dłoń. Wujek ucałował mnie w oba policzki, wymienił uścisk dłoni z Gaarą i wrócił do swojej żony. Mały Taro siedział w pierwszym rzędzie z poduszeczką, na której znajdowały się obrączki. Wesoło machał nóżkami.
-Wyglądasz pięknie.-Gaara szepnął.
-Ty za to aż nazbyt seksownie.-uśmiechnął się do mnie. Głos zabrał kapłan, który udzielał nam ślubu. Najpierw wyszedł z kazaniem, które dotyczyło małżeństwa, jego obowiązków i praw. Potem mówił o miłości, wierności i innych rzeczach. Na sam koniec zapytał, czy ktoś nie zgadza się na nasze małżeństwo, a kiedy nikt nie zgłosił sprzeciwu zaczęła się ta najbardziej uroczysta część.
-Proszę wszystkich o powstanie. Zebraliśmy się dziś tutaj, aby połączyć tych dwoje świętym węzłem małżeńskim (...)-podaliśmy sobie lewe dłonie. Kapłan mówił swoje, a ja nie wiedziałam świata poza Gaarą. W tamtym momencie był dla mnie wszystkim.
-Ja Gaara, biorę ciebie, Saro, za żonę. Przysięgam ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę, aż do śmierci.-mocno ścisnął mi dłoń.
-Ja Sara, biorę sobie ciebie Gaare, za męża. Przysięgam ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz że cię nie opuszczę, aż do śmierci.-kapłan poprosił o obrączki. Mały Tora z wielkim uśmiechem na ustach podszedł do nas. Sasuke wziął od niego poduszeczkę i podsunął nam pod nos. Gaara pierwszy wziął obrączkę.
-Saro, tą obrączką biorę sobie ciebie za żonę. Przyjmij ją jako znak mojej miłości i wierności.-wsunął mi ją na miejsce pierścionka zaręczynowego. Moje serce waliło jak szalone. To naprawdę się działo. Drżącymi dłońmi sięgnęłam po jego obrączkę.
-Gaara, tą obrączką biorę sobie ciebie za męża. Przyjmij ją jako znak mojej miłości i wierności.-z emocji ledwo udało mi się wsunąć krążek na palec.
-Oficjalnie ogłaszam, że jesteście mężem i żoną.-pocałowaliśmy się w usta. Rozległy się brawa.
-W końcu jesteś moja.-szepnął mi na ucho i przyciągnął do siebie. Spojrzałam na gości. Wszyscy stali i bili brawo. Sakura i Temari wyły jak dzieci. Wujek i Harumi też byli wzruszeni. A ja? Ja czułam się w tym momencie najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Fotograf robił nam zdjęcia. Zaczęto grać marsz Mandelsona. Idąc za rękę po czerwonym dywanie czułam się jak księżniczka. Miałam swojego księcia przy boku.
-Gorzko!!!-krzyknęła Sakura. Gaara przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Rozpoczęło się rzucanie w nas ryżem. Śmiałam się tak głośno i tak szczerze, że aż rozbolały mnie policzki. Przed wejściem do sali Gaara wziął mnie na ręce i przeniósł przez próg. Potem wujek przyniósł nam kieliszki z sake. Szampan miał być później. Wypiliśmy je do dna i rzuciliśmy za siebie.
-Czas na pierwsze wspólne sprzątanie!-wzięłam miotłę, Gaara szufelkę. Kiedy szkło zostało sprzątnięte, fotograf wyciągnął nas na zdjęcia w plenerze.

            Wróciliśmy do gości dopiero koło 19. Wszyscy byli głodni i dość zniecierpliwieni. Podano jedzenie, a potem rozpoczęły się tańce. Rozpoczynaliśmy uroczystość i ścięliśmy gości z nóg. Gaara był świetnym tancerzem, ja wiele lat trenowałam taniec. Nagrodzono nas wielkimi brawami, a kiedy puszczono następny kawałek goście przyłączyli się do nas.
-Cóż, mam nadzieję, że to, co chciałaś robić wczoraj nie przeszło ci?-mruknął mi na ucho mój mąż.
-Ani trochę. Wręcz narosło.-uśmiechnęłam się perliście. Jego oczy delikatnie pociemniały, a moje ciśnienie poszybowało w górę.
-Później coś z tym zrobimy. Póki co zajmijmy się gośćmi.-mruknął mi na ucho. O tak, zdecydowanie chciałam coś z nim później zrobić.

            Około północy na salę wniesiono tort. To był kulminacyjny moment imprezy. Zaraz po nim miały nastąpić oczepiny, po których my mieliśmy zostawić gości. Niektóre tez zwyczaje były dziwne, ale nie mogłam nic na to poradzić. Organizatorka zaproponowała wymieszanie tradycji japońskiej z chrześcijańską i teraz mieliśmy...
-Zapraszam parę młodą na środek sali. Oto wasz tort. Czas żebyście pokroili go wspólnymi siłami.-z kuchni przyniesiono nam duży nóż. Gaara chwycił za rączkę, ja złapałam jego dłoń. Wsunęliśmy nóż w ciasto i ukroiliśmy sobie po kawałku. Nakarmiliśmy się, a na koniec pocałowaliśmy. Potem nasze obowiązki przejął kucharz. Kiedy więc goście się posilili, rozpoczęliśmy oczepiny i zabawy z tym związane. Zasłonili mi oczy i puścili jakąś piosenkę. Na oślep rzuciłam welon. Kiedy rozległy się brawa ściągnęłam opaskę. Sakura. Wcale się nie zdziwiłam, kiedy o muszkę Gaary Sasuke omal nie pobił się z jakimś typem. Wybuchłam śmiechem. Zwykle to dziewczyny biły się o welon...
-No dobrze, to teraz nowa para młoda odtańczy swój pierwszy taniec. Zapraszamy!-koleś zajmujący się muzyką miał naprawdę dużą charyzmę. Przyszli państwo Uchiha zaczęli tańczyć, potem na krzyki całej sali całować.-Teraz potrzebujemy jeszcze jednej pary. O proszę, są chętni.
-Patrz kochanie, będziemy rywalizować z Naruto i Hinatą.-Gaara szturchnął mnie ramieniem. Wszyscy byliśmy już trochę podpici, mieliśmy dobre humory.
-Dobrze, panów zapraszamy na krzesła, ich partnerki niech staną na przeciwko nich. Tu są 3 piłeczki pingpongowe. Wkładamy jedną nogawką, wyciągamy drugą.-pokazał na sobie jak powinno to wyglądać. Cała sala głośno się zaśmiała. Dostałam swoją piłeczkę do ręki i włożyłam ją w prawą nogawkę Gaary. Na gwizdek zaczęłam ją przetaczać, co szło mi bardzo sprawnie. Wygraliśmy i zostaliśmy nagrodzeni brawami. Drugą dyscypliną było przeciąganie wstążki przez dół sukni, a wyciągnięcie jej przez dekolt. Tutaj bezapelacyjnie wygrał Naruto. Znowu gromkie brawa. Trzecią dyscypliną był krawat. Podrapaliśmy się po głowie, ponieważ żadne z nas nie znało tej zabawy. Nikt oprócz Gaary.
-Dobra. Wiążcie swoje krawaty na udach dziewczyn.- pożyczył krawat od mojego wujka. Kiedy dotknął mojego uda zrobiło mi się gorąco. Specjalnie zawiązał go bardzo wysoko. Postawił mnie na krześle. Sai związał ręce jemu, Sasuke i Naruto. Później zaczęło się widowisko. Chłopcy mieli za zadanie rozwiązać krawaty zębami. Śmiałam się, choć prawda była taka, że byłam nakręcona jak cholera. Gaara wcale nie miał zamiaru rozwiązywać tego krawata. Czułam to po jego ruchach.
-No i wygrywa nowa para młoda! Brawo!!! No cóż mili państwo. Mamy remis! Także te dwie pary oprócz państwa młodych dostają w prezencie wódkę. Gratulujemy!

            Chwilę po zabawie zaczęliśmy żegnać się w gośćmi. Poszliśmy do pokoju dla nowożeńców. Jak się okazało był to chyba jedyny normalnie urządzony pokój w całym tym ośrodku. Z normalnymi drzwiami i zwykłymi ścianami. Zdjęłam szpilki i dopiero wtedy poczułam, jak bardzo bolą mnie nogi. Usiadłam na łóżku i zaczęłam wyciągać wsuwki z włosów. Kiedy w końcu skończyłam, Gaara wyszedł z łazienki w szlafroku. Pomógł mi rozplątać sznurki od gorsetu i zdjąć suknię. Potem sprawnie rozpiął mi stanik i odpiął żabki od pończoch.
-Chyba tylko ty potrafisz mnie tak szybko rozebrać.-mruknęłam mu do ucha kiedy już leżał na mnie. Uśmiechnął się łobuzersko i zaczął całować. Było mi potwornie gorąco. Alkohol robił swoje. Jego pieszczoty były bardziej intensywne niż zwykle, ale nie przeszkadzało mi to. Wręcz przeciwnie. Bardzo mi odpowiadało. Jęknęłam kiedy wszedł we mnie.

-Dobra oficjalnie jesteśmy już 100-procentowym małżeństwem.-uśmiechnął się, a potem zaczął szybko poruszać w moim wnętrzu. Był tylko mój. Na zawsze.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8