Rozdział 55

6 lat później
-Mówiłem ci, że ten jubiler to zły wybór. Mój ojciec mówił, że najlepszy jest ten w Osace, możemy tam polecieć jutro. Co ty na to?-spojrzałam się wymownie na mojego narzeczonego. Jego zielone oczy nie wyrażały żadnych emocji.
-A czy gdyby twój tata ci powiedział, że ślub pod wodą jest najbardziej na czasie, też byś go posłuchał?-zapytałam ironicznie.
-Jak zwykle coś ci nie pasuje. Mam wrażenie, że nasz ślub również.-głośno westchnęłam.
-Co ci strzeliło do głowy? Oczywiście, że pasuje. Wiesz jednak, że nie mogę teraz lecieć do Osaki. Wyjeżdżam na tydzień do Stanów Zjednoczonych i szykuję się do wyjazdu.-wyjęłam kluczyki do auta z torebki. Naoki odebrał je ode mnie i poszedł zająć miejsce kierowcy.
-Naprawdę twój wujek nie może tego zrobić za ciebie? Mógłby tam lecieć z Harumi.
-Dobrze wiesz, że Harumi spodziewa się drugiego dziecka i nie może latać. Rozwiązanie jest tuż-tuż. Ja z kolei nie chcę żeby wujek zostawiał ją samą. Mały Taro jest żywym srebrem, a Harumi ledwo daje sobie z nim radę.-wyciągnęłam telefon z torebki i wybrałam numer do wujka.
-Mam nadzieję, że kiedy my zaczniemy myśleć o powiększeniu rodziny, znajdziemy dobre opiekunki do dzieci.-uciszyłam go gestem ręki. W telefonie czekałam na połączenie. Wujek odebrał niemal od razu.
-Cześć wujku!
-Jak tam obrączki? Znaleźliście coś ciekawego?
-Nie. Do ślubu jeszcze 4 miesiące. Myślę, że mamy jeszcze trochę czasu. Mógłbyś sprawdzić mi ten lot do Stanów? Zawsze zapominam godzinę, a muszę zamówić taksówkę i inne tego typu.-kątem oka zauważyłam, że Naoki zrobił posępną minę.
-Dobrze, zaraz sprawdzę. Słuchaj, mogłabyś podjechać dzisiaj do cioci? Źle się czuje, a mały rozrabia jak szalony. Ja niestety do wieczora siedzę w firmie.
-Jasne, podjadę. I tak zaraz wracam do domu. Naoki mnie odwozi. Będę czekać na informację od ciebie. Do zobaczenia.-rozłączyłam się i schowałam telefon do kieszeni.
-Myślałem, że jedziemy do ciebie zająć się sobą.-zmarszczyłam czoło.
-Nic takiego nie mówiłam. Podrzuć mnie do domu, muszę wstąpić do cioci, źle się czuje. Kiedy indziej zajmiemy się sobą.
-Dobrze. Skoro masz ważniejsze rzeczy niż ja, to proszę. Pozdrów ode mnie Harumi.
            Kiedy znalazłam się w swoim mieszkaniu opadłam zmęczona na kanapę. Zaczęłam rozmasowywać skronie. Do tej pory zastanawiałam się na jaką cholerę przyjęłam oświadczyny Naokiego. Miałam dopiero 25 lat. Chociaż prawda była taka, że uczucie nie do końca spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Po poronieniu długo nie mogłam dojść do siebie, przez prawie 1,5 roku pomagał mi psycholog. Kiedy w końcu wyszłam z dołka wdałam się w romans z facetem starszym o dobre 15 lat. Całe szczęście zakończył się on równie szybko, jak się zaczął. Kilka tygodni później poznałam Naokiego. Na początku niebyt do mnie przemawiał. Przystojny, inteligentny, zabawny na dodatek cholernie bogaty. Jednak brakowało mu tej iskry, która zwaliłaby mnie z nóg. Długo starał się o moje względy, aż w końcu zgodziłam się umówić z nim na randkę. W ciągu następnego roku związek kwitł, Naoki się oświadczył, a ja powiedziałam tak. Moi przyjaciele cieszyli się z tego, gratulowali. Naruto i Hinata pobrali się ponad rok temu, w drodze było ich pierwsze dziecko. Sakura związała się z jakimś aktorem i wyjechała z Tokio. Ino i Sai nadal byli razem, żyli bez ślubu. Jednak im zapewne taki stan rzeczy nie przeszkadzał. Bardzo się kochali. Sasuke poszedł w ślady brata i wyjechał do Stanów na studia. Ja z kolei skończyłam studia ekonomiczne i teraz byłam pełnoprawną właścicielką firmy Iregiro. Ciocia i wujek doczekali się synka małego Taro. Wujek często się śmiał, że mały wdał się w kuzynkę. Rzeczywiście był ciekawski, wygadany i bardzo ruchliwy. Był również przebiegły i bardzo inteligentny jak na 6 latka. Rio się ożenił. Póki co nie miał jednak dzieci. Każde z nas układało sobie życie po swojemu.
            Wieczorem rozmawiałam z Sakurą przez Skype. Opowiadała mi o malowniczych krajobrazach Nowej Zelandii, gdzie obecnie się znajdowała.
-Cieszę się, że jesteś szczęśliwa! Kiedy tylko wrócisz, nawet na krótko, daj mi znać! Musimy iść na jakiegoś drinka do klubu.-zaśmiałam się. Piłam właśnie gorącą herbatę z miodem.
-Możesz na mnie liczyć. Będziemy musiały zwerbować jeszcze Ino i Hinatę. Dobrze wiesz, że Yamanaka i Uzumaki nie wybaczą nam, jeśli ich nie zabierzemy.
-Jak za dawnych czasów, co? Pójdziemy poszaleć. Chociaż nie wiem, czy Hinata nadaje się do biegania po klubach. Z tym wielkim brzuchem.
-Wiesz, nie sądzę, że przez najbliższe pół roku pojawię się w Tokio. Shor ma dużo castingów i zjazdów. Ja głównie siedzę w domu. Męczy mnie to trochę, ale chcę żeby był szczęśliwy.
-Może lepiej zastanów się czy tobie takie coś odpowiada.
-Nie odpowiada, mówię ci to szczerze. Wiem jednak, że ty też nie jesteś ze sobą do końca szczera jeśli chodzi o twój związek.-odparowała.
-Wiem Sakura... Boże, zaproszono ponad 600 gości. Ślub ma się odbyć na prywatnej plaży w rezydencji moich przyszłych teściów. Wszystko załatwiają oni. Czuję się tak, jakbym nie miała żadnej ingerencji we własne wesele, gdzie to powinien być mój dzień. Tort będzie orzechowy, mimo, że nienawidzę tego smaku. Róże, czerwone mimo, iż Naoki wie, że lubię kremowe. Nawet suknia została wybrana przez moją przyszłą teściową. Chciałam ecru, będę miała białą, na dodatek jednoczęściową, gdzie chciałam mieć osobno gorset, osobno spódnicę. Mam wrażenie, że to w ogóle nie jest mój ślub, a moim jedynym wkładem będzie przejście się po czerwonym dywanie w kościele, i powiedzenie tak.-byłam smutna.
-Przynajmniej obrączki możesz wybrać sama.
-Byliśmy dzisiaj u mojego ulubionego jubilera. Oczywiście Naoki kręcił nosem na wszystko, zaproponował jubilera w Osace, gdzie jego ojciec też kupował obrączki. Już proponował mi lot na jutro żeby go odwiedzić. To jest jakaś paranoja Sakura. Wujek nie wtrąca się wcale, a jego rodzice organizują wszystko!
-Zastanów się lepiej jeszcze nad tym ślubem. Wiem, że Naoki cię kocha, ale jak mam być szczera, to możesz mieć z nim więcej problemów niż szczęśliwych dni.
-Och, wiem doskonale. Ale co? Zerwę zaręczyny, wyjadę i co dalej? Wiem, że Naoki jest trudny, jego rodzice również, ale... chcą dobrze.-powiedziałam to jednak z małym przekonaniem. Sakura się zaśmiała.
-W takim razie cieszę się, że tak uważasz. Pamiętaj tylko, żebyś nie zatraciła w tym wszystkim siebie. Męża możesz sobie wybrać, rodzinę dostajesz w pakiecie. Tak jak na to drugie nie masz wpływu, tak na to pierwsze owszem. Zastanów się jeszcze, naprawdę.-z jej komputera zaczął wydobywać się charakterystyczny dźwięk otwierania drzwi.-Shor wrócił. Dobra Saro, porozmawiamy jak już będziesz w Stanach. Dobrej nocy.
-Pa, Sakura.-rozłączyłam nas, a potem położyłam się na kanapie. Słowa Sakury odbijały się głośnym echem w mojej głowie. Zamknęłam oczy i zaczęłam intensywnie myśleć. Kiedy w końcu je otworzyłam, rozejrzałam się po pokoju. Wszędzie walały się ubrania, dokumenty i inne tego typu rzeczy. Moja walizka leżała rozbebeszona na środku salonu. Poczłapałam się do niej niechętnie i zaczęłam przeglądać rzeczy, które sobie przygotowałam. Były to głównie ubrania służbowe: koszule, spodnie na kant, marynarki, kilka par szpilek. Wszystko dobrane pod kolor. Mama Naokiego uważała, że kobieta powinna ubierać się elegancko i stosownie do swojego wieku. Pomagała wybrać mi ciuchy, jednak byłam załamana. Garderoba pasowała bardziej do pani w średnim wieku niż do młodej kobiety. Wszystko było szaro czarne. Głośno westchnęłam, poszłam do mojej sypialni i wyjęłam z szafy zupełnie inne ubrania. Kiedyś byłam mniej podatna na wpływ, teraz też nie zamierzałam. Wybrałam elegancie czarne koszule, czerwoną i beżową marynarkę, bluzki z koronki, czerwone, czarne i beżowe szpilki. Moja walizka nagle dostała zastrzyk kolorów. Moja figura nie zmieniła się prawie wcale od czasów liceum, więc kupowałam wszystko w tym samym rozmiarze. Naoki uznałby to za przejaw buntu, ponieważ jego kochana mamusia tak bardzo się starała. Jednak miałam świadomość, że ani Naokiego, ani tym bardziej jego matki ze mną nie będzie. Potrzebowałam wytchnienia od ich dziwnej symbiozy i więzi. Chciałam choć przez chwilę poczuć się jak stara Sara Iregiro.
            Rano taksówkarz zawiózł mnie na lotnisko. Czekał tam na mnie wujek, który dał mi bilety i życzył szczęśliwej drogi. Odprawa zajęła mi dosłownie 5 minut, a potem poszłam do poczekalni i czekałam, aż wywołają mój numer lotu. Pisałam sms-y z Naokim, zapewniałam go o swojej miłości i o tym, że będę za nim tęsknić.
-Pasażerowie lotu numer 406 do Chicago proszeni są o udanie się do wyjścia numer 5. Powtarzam. Pasażerowie lotu numer 406 do Chicago proszeni są o udanie się do wyjścia numer 5... Attencion (...)-zabrałam swój bagaż podręczny i udałam się do wskazanego wyjścia. To był mój lot.
            W samolocie udało mi się zając miejsce przy oknie. Dzięki temu mogłam podziwiać świat za oknem oraz w razie konieczności odganiać od siebie posępne myśli. Lot miał trwać 12 godzin. Było to wręcz za dużo czasu żeby rozdrapywać niepotrzebne rany. Stewardessy prezentowały właśnie użycie nadmuchiwanych kół ratunkowych. Znałam to na pamięć. Wiele razy latałam samolotami. Wróciłam więc do oglądania terenów za oknem. Samolot jechał powoli po psie startowym szykując się do rozpędu i wzbicia w powietrze. Kiedy więc obrócił się i zaczął przyśpieszać zacisnęłam dłonie na podłokietnikach. Nie należałam do fanów latania. Wstrząsy i dziwne zgrzytanie metalu nie były za dobrą muzyką dla uszu, kiedy więc pilot wyrównał poziom, od razu założyłam słuchawki i skupiłam się na pierwszych nutach melodii.
            Zmęczona długim lotem zaczęłam co chwila spoglądać na zegarek w odtwarzaczu. Wcale mi to nie pomagało, ponieważ czas ciągnął się wtedy jak żółw. Zamknęłam oczy. Wtedy w słuchawkach rozbrzmiała piosenka zespołu Gaary, drgnęłam. Zupełnie zapomniałam, że miałam ją nadal nagraną. Na początku chciałam ją przerzucić, jednak wmówiłam sobie, że nie zrobi ona na mnie żadnego wrażenia. Gaara był zamkniętym rozdziałem w moim życiu. Miałam nowego faceta. Planowałam z nim przyszłość. Tylko to liczyło się teraz najbardziej. Owszem, czasami, żeby nie powiedzieć często, zastanawiałam się, co u niego słychać, jak się czuje i inne tego typu. Od Rio wiedziałam, że świetnie sobie radził na uniwersytecie. Dowiedziałam się nawet gdzie on się znajdował i dziękowałam sobie w duchu, że Nowy Jork znajduje się ładny kawałek od Chicago. Psycholog kazał mi każdego ranka powtarzać sobie, że złe doświadczenia uczyniły mnie silniejszą. Robiłam to, rzeczywiście podziałało. Od tamtej pory powtarzałam to sobie codziennie, do czasu, aż Gaara wyfrunął z mojej głowy.
            Obudził mnie głos stewardessy. Spojrzałam na nią nieprzytomnym wzrokiem. Wyjrzałam przez okno. Świtało.
-Prosiłabym panią o zapięcie pasów. Za chwilę będziemy lądować.-zrobiłam posłusznie to, co kazała. Pokręciłam głową na boki żeby rozciągnąć mięśnie szyi. Samolot zaczął opadać i po dłuższej chwili wylądował na pasie startowym. W głośnikach usłyszałam głos stewardessy, która podawała aktualną godzinę i pogodę, a kiedy samolot się zatrzymał pasażerowie zaczęli bić brawo. Zawsze zastanawiałam się nad tym zwyczajem, ponieważ powodował, że się uśmiechałam. Było to jednak zwykłe podziękowanie za bezpieczne dotarcie do celu podróży.
            Przy odprawie celnik badawczo przyglądał się mojemu zdjęciu w paszporcie i na wizie. Na obu miałam jakieś 16 lat, więc musiałam za rok wyrabiać nowe. Nie było sensu teraz, kiedy za kilka miesięcy miałam brać ślub i zmieniałam nazwisko.
-Cel wizyty?-zapytał z silnym południowym akcentem.
-Sprawy biznesowe. Moja firma prowadzi tu interesy.-powiedziałam mechanicznie. Lata nauki angielskiego doprowadziły do tego, że nie miałam nawet krzty obcego akcentu. Mówiłam płynnie i szybko.
-Życzymy miłego pobytu pani Iregiro.-ukłoniłam się, a potem poszłam po swój bagaż.
Przy wyjściu czekał na mnie mężczyzna na około po pięćdziesiątce, który na karteczce miał napisane moje nazwisko. Podeszłam do niego i się przedstawiłam.
-Dzień dobry. Ja jestem Sara Iregiro.
-Miło mi panią poznać. Pani wujek kazał mi po panią przyjechać i odwieźć bezpiecznie do hotelu. Jestem do pani dyspozycji.
-Dziękuję panu. Mam prośbę. Czy moglibyśmy zatrzymać się w jakiejś restauracji, lub zwykłym barze? Umieram z głodu.-mężczyzna ciepło się do mnie uśmiechnął. Zabrał moje bagaże i poszedł do samochodu. Byłam zniesmaczona, kiedy to zobaczyłam. Wujek jak zwykle nie szczędził w środkach i wynajął drogie, nowe Audi. Pokręciłam nosem.-Czy ten samochód...
-Jest pani. Wujek kazał go zakupić przed pani przyjazdem.-poczerwieniałam po czubki uszu. Co prawda nowe, drogie auta nie były czymś specjalnym na drogach w USA, tak samo jak w Japonii, ale nie miałam ochoty zwracać na siebie dodatkowej uwagi. Na dodatek auto było dość dużych gabarytów, co na pewno nie było ułatwieniem w miejskim zgiełku.
-Dobrze dziękuję. To co? Jedziemy? Ja stawiam obiad.-uśmiechnęłam się szeroko do kierowcy i usiadłam na miejscu pasażera z przodu.
            Kierowca o dość wdzięcznym imieniu Jacob zawiózł mnie do jakiejś małej, ale przyjemnej knajpki.
-Jadł pan coś?
-Tak, jestem po śniadaniu. Jeżeli pani jest głodna, to proszę śmiało. Kiedy wysiadłam z auta włosy przykleiły mi się do karku. Powietrze było ciężkie, przesiąknięte zapachem spalin i smogu. Na dodatek sierpniowy upał zaostrzał tę woń. Pomimo dość wczesnej godziny na ulicach już tworzyły się korki, dużo ludzi znajdowało się również na ulicach, szło do metra i innych środków transportu.
-Mógłby pan zaczekać? Wezmę coś na wynos.-Jacob kiwnął głową i wyłączył auto. Ja z kolei weszłam do knajpki i stanęłam w kolejce. Kiedy przyszła kolej na mnie zamówiłam kanapkę i kubek gorącej Latte. Zapach świeżo zmielonej kawy od razu postawił mnie na nogi. Zapłaciłam, wzięłam torbę od kasjera i wyszłam. Jacob od razu włączył silnik. Otworzyłam drzwi i wsiadłam. Ktoś, kto wynalazł klimatyzację powinien dostać Nobla.-Prosiłabym żeby zawiózł mnie pan do hotelu. Na 16 mam spotkanie, chciałabym się choć na chwilę zdrzemnąć. Padam z nóg.
-Cóż, jakby nie patrzeć przekroczyła pani międzynarodową linię zmiany daty,także jest pani w Chicago o 8 rano, kiedy u pani w Tokio jest dzień później.-zmarszczyłam czoło. Jacob uśmiechnął się do mnie i włączył się do ruchu drogowego.
            W hotelu poradziłam sobie sama. Odebrałam klucz do pokoju i wjechałam na 24 piętro hotelu do apartamentu, który zwykle wynajmował wujek. Zegarek pokazywał 8:45 rano. Przeciągnęłam się. Ściągnęłam z siebie ubrania i weszłam do łóżka. Szybko nastawiłam budzik na 13:30 i przyłożyłam głowę do poduszki. Pomimo dużego kubka Latte zasnęłam jak dziecko. Miałam okropnie nieprzyjemne sny. Naoki ubrany jak jakiś książę nocy, bierze mnie w ramiona i przyciąga do siebie. Po chwili się całujemy, nie wiem jakim cudem, ale znajdujemy się w jakiejś pięknej sypialni z ogromnym łóżkiem i baldachimem. Mam na sobie moją suknię ślubną. Jednak ta jest porwana i brudna. Patrzę na Naokiego, a ten z ogromnym bólem patrzy się w moje oczy.
-To twoja wina. Ty do tego doprowadziłaś. To twoja wina. Nigdy nie byłaś posłuszna w takim stopniu, w jakim żona powinna być posłuszna mężowi. Nigdy mnie nie kochałaś. Nie masz serca. Jesteś złą osobą.
-Naoki!-krzyknęłam. Próbowałam do niego pobiec jednak nie mogłam ruszyć się z miejsca. Zupełnie tak, jakby ktoś przykleił mi podeszwy do podłogi.
-To twoja wina. Jesteś niewdzięczną suką. Nigdy cię nie kochałem. Słyszysz? N-I-G-D-Y!!!-potem ryknął okropnym śmiechem, a jego ciało zaczęło się rozpadać na małe kawałki. Zupełnie jakby ktoś rozbił szkło.
-Nie!!!-krzyknęłam.
            Obudziło mnie mocne łupnięcie w ziemię. Leżałam na podłodze, obraz mi się rozmazywał, policzki miałam mokre i słone. Musiałam płakać przez sen. Szybko usiadłam i zaczęłam się rozglądać. Za oknem było szaro, na szybach widziałam zacieki. Padało. Zdezorientowana spojrzałam na budzik stojący na nocnej szafeczce. 13, więc zostało mi jeszcze pół godziny snu. Jednak wiedziałam, że po tym koszmarze na pewno nie będę w stanie zasnąć. Zwlekłam się więc z podłogi i usiadłam na łóżku. Wzięłam telefon do ręki i spojrzałam na ekran. Miałam 3 nieodebrane połączenia i 2 wiadomości. Naoki i wujek dzwonili. Odczytałam również sms-y. Pytali czy dotarłam bezpiecznie na miejsce. Zupełnie zapomniałam, że nie zadzwoniłam do nich po przylocie na miejsce. Zadzwoniłam najpierw do wujka, a potem do Naokiego. Z każdym rozmawiałam dosłownie chwilę. Potem poszłam pod prysznic. Woda przyjemnie orzeźwiła, jednak ilekroć zamykałam powieki widziałam Naokiego z mojego snu. Zadrżałam. Nie byłam przesądna, jednak taki sen nie mógł być zapowiedzią niczego dobrego.

            Jacob przyjechał po mnie o 15. Wytłumaczył, że w godzinach szczytu i tak mogę się lekko spóźnić. Na początku myślałam, że żartował, potem jednak przekonałam się na własnej skórze o czym mówił. Pomimo tego, że firma znajdowała się kilka ulica dalej, był to zbyt duży dystans aby pokonać go na piechotę. Tak więc na umówionym spotkaniu zjawiłam się ledwo 5 minut przed czasem. Narobiłam małego zamieszania. Jak się okazało, byłam jedyną kobietą, co doprowadziło do tego, że wspólnicy nie traktowali mnie poważnie. Wywiązało się z tego małe nieporozumienie, a plany musiały zostać odroczone na następny dzień. Wyszłam z firmy czerwona po same czubki uszu. To na pewno nie był mój czas. Zaczęłam się bać co złego może mnie jeszcze spotkać, skoro był to dopiero pierwszy dzień mojego pobytu w Chicago, z drugiej jednak strony powtarzałam jak mantrę, że gorzej już być nie może. Z doświadczenia jednak wiedziałam, że może być gorzej i z reguły było.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8