Rozdział 61

-(...) Oczywiście, rozumiem. (...) Nie! Proszę pani, potrzebujemy 30 sztuk tych wazonów. (...) Dobrze, mój narzeczony jutro po nie przyjedzie, dziękuję za informację i przepraszam za taki bałagan. Zmieniamy wszystko na ostatnią chwilę. (...) Ja również dziękuję. Do zobaczenia!-biegałam własnie po centrum handlowym. Musiałam wybrać ubrania na miesiąc miodowy. Nie mogłam uwierzyć, że ślub odbędzie się już za 2 miesiące!

            Życie wróciło do normy od czasu, kiedy pogodziłam się z Naokim. Jego mama próbowała się wtrącać, jednak nie pozwalał jej na to. W przeciągu dwóch miesięcy w jej włosach pojawiła się bardzo widoczna siwizna. Gdy zostawałyśmy same często słyszałam obelgi z jej strony. Uspokajałam się jednak faktem, że Naoki nie może zawsze mnie bornić, a i tak bardzo się zmienił. Dbał o mnie. Przynajmniej bardzo się starał.

            Siedząc nad papierami w biurze, przeglądałam magazyny z modą ślubną. Pracy nie było zbyt wiele, także mogłam pozwolić sobie na relaks. Wujek siedział w domu z żoną, synem i malutką córeczką, która urodziła się jakiś miesiąc temu. Miała piękne niebieskie oczy, jak wujek, mój tata i ja. Zadzwoniła moja sekretarka. Zmarszczyłam brwi.
-Słucham.
-Pani Iregiro, ma pani gościa. Mam wpuścić?-szybko spojrzałam w kalendarz. Nie miałam zapisanego żadnego spotkania. Zawahałam się.
-Tak, wpuść.-odłożyłam telefon, a w fotelu usiadłam sztywno jak kij. Kiedy drzwi się otworzyły uśmiechnęłam się szeroko. Zerwałam się z krzesła i jak na skrzydłach podbiegłam do gościa.-Sakura!!!
-Jej, jakie to miłe, kiedy ktoś wita cię z takim entuzjazmem!-zaczęła się śmiać. Musiała przyjechać z lotniska. Miała na sobie lekko zagniecione ubranie i wielką walizkę na kółkach.
-Miałaś przyjechać dopiero na mój ślub! Rany, jak się cieszę!
-Rozstałam się z Shorem.-zdębiałam.
-Co się...-Sakura nawet nie płakała.
-Zrozumiałam, że nie mam ochoty poświęcać siebie dla niego. On miał inne plany, potrafił po kilka dni nie wracać do domu, imprezował, chodził na castingi. Ja chciałabym wrócić do praktyki lekarskiej i rozwijać się w tym kierunku. Tu mam rodzinę i znajomych. Póki co nie potrzebuję niczego więcej.-zastanawiałam się ile w tym wszystkim chodziło o Sasuke. Został w Japonii. Pracował na komisariacie, który należał do jego rodziny. Wkupił się w nasze łaski, choć nie do końca mu ufaliśmy. Staraliśmy się utrzymywać w miarę normalne relacje.
-Przykro mi z powodu Shora, jednak skłamałbym gdybym powiedziała, że nie cieszę się z twojego powrotu.-uśmiechnęłyśmy się do siebie.-Jeśli będziesz chciała możesz zostać u mnie przez jakiś czas. Brakuje mi towarzystwa!
-Bardzo chętnie. Opowiesz mi wszystko!-spojrzałam na zegarek. Dochodziła 16. Nie miałam nic do roboty.
-Zapraszam cię na obiad. Lub możemy pojechać do mojego mieszkania, zamówić pizze i obejrzeć jakieś nieprzyzwoicie romantyczne filmy, co ty na to?
-Jestem za! Chociaż najpierw chciałabym zobaczyć się z Naruto i Hinatą. Nie widziałam ich już strasznie długo. Hinata mówi, że ledwo jest w stanie się ruszać.-zaśmiałam się. Rzeczywiście. Lada dzień spodziewaliśmy się tego, że Hinata urodzi. Ona sama bardzo tego chciała.
-W takim razie mam jeszcze inny pomysł. Pizza na wynos i wizyta w domu Uzumaki, co ty na to?-jej promienny uśmiech powiedział mi wszystko.

            Kiedy znalazłyśmy się pod domem naszych gołąbków zauważyłam auto Ino. Najprawdopodobniej nie tylko my wpadłyśmy na pomysł odwiedzenia naszych przyjaciół. Zabrałyśmy dwa wielkie pudła pizzy z tylnego siedzenia i podeszłyśmy do drzwi. Naruto otworzył nam z wielkim uśmiechem na ustach.
-Cześć Saro! Co cię... Sakura!!!-krzyknął i porwał ją w objęcia. Zaczęłam się śmiać, kiedy widziałam ich w takim stanie.
-Tak Naruto, ja też bardzo cieszę się, że cię widzę, ale jeśli zaraz mnie nie puścisz będziesz musiał wyprawić mi pogrzeb! Nie mogę oddychać!!!
-Przepraszam! Chodźcie do środka! Ino i Sai nas odwiedzili!!!-kiedy tylko weszłyśmy do salonu, wszyscy, oprócz ciężarnej Hinaty, dosłownie rzucili się na Sakurę. Ja skorzystałam z okazji i usiadłam przy stole.
-Jak się czujesz mamusiu?-zapytałam i uśmiechnęłam się.
-Jak wielka bańka. Chciałabym żeby dziecko już się urodziło.-przez myśl przeszła mi bardzo nieprzyjemna myśl. Gdybym donosiła ciążę, moje dziecko szło by właśnie do szkoły. Hinata musiała zauważyć moje zamyślenie.-Wiesz dobrze, że nie cofniesz czasu.
-Tak, wiem. To było po prostu silniejsze ode mnie. Przepraszam.
-Nie masz za co przepraszać. Dobrze wiesz, że to nie była twoja wina.-Hinata dla dodania mi otuchy położyła dłoń na moim ramieniu. Rzeczywiście polepszyło mi to nastrój.
-No nic! Ej!!! Dajcie Sakurze spokój! Zapraszam do stołu! Mamy da was pizze!-usiedliśmy do stołu, zajadaliśmy się pizzą i z uwagą słuchaliśmy Sakury, która streszczała prawie półroczny pobyt w Nowej Zelandii. Nie wydawała się ani trochę załamana faktem, że rozstała się z facetem, z którym układała jakieś konkretne plany. Prawdę mówiąc wydawało nam się, że po Sasorim i Isao, z którym związała się jakiś czas później, Shor będzie jej ostatnim związkiem, który zakończy się w końcu jakimś mniej lub bardziej formalnym zalegalizowaniem. Jedak Sakura zawsze potrafiła nas wszystkich zadziwić.
-Saro, jak wybieranie sukni ślubnej? Znalazłaś w końcu tą wymarzoną?-zapytała Ino.
-Nie. Nadal nie. Zaczynam się martwić! Do ślubu zostały niecałe 2 miesiące.
-Może to znak, że nie powinnaś wychodzić za Naokiego?-drgnęłam na słowa Saia.
-Sai! Przestań! Przecież gdyby Sara nie chciała, to nie wychodziłaby za niego! Jest z nim szczęśliwa i zakochana! Mają wszystko, czego dusza zapragnie!-Ino i Sai nie wiedzieli o tym, że będąc w Stanach miałam okazję poznać Gaare. Nie wiedzieli również o tym, że zerwałam zaręczyny na kilka godzin, ani o tym, że Naoki próbował się zabić. Czułam się podle z tym faktem, ale Ino była pod pewnymi względami podobna do Saki. Ona przez dość długi czas uważała, że nie będę szczęśliwa z kimś, kto jest aż tak twardo stąpa po ziemi. Dopiero niedawno przekonała się do tego, że to mój wybór, a jej zostało go zaakceptować.
-Czy ja wiem, czy jest zakochana? Wygląda bardziej na taką, która pogodziła się z tym, że Naoki się nawinął.
-Dziękuję ci Sai, za twoje szczere wywody na temat mojego życia uczuciowego. Jeśli kiedyś będę się rozwodzić, to będziesz mógł z dumą powiedzieć, że masz dar jasnowidzenia.-wszyscy zaczęliśmy się śmiać.

            Około 22 zebrałyśmy się z Sakurą do domu. Czułam zmęczenie. Sakura też wyglądała na wyczerpaną. Odpaliłam silnik i ruszyłam w stronę mojej dzielnicy. Ulice były puste. Kiedy byłyśmy na miejscu, z ulgą zdjęłam buty i rzuciłam się na kanapę.
-Pościelić ci tutaj, czy śpimy w moim łóżku?-zapytałam i głośno ziewnęłam.
-Możemy spać w twoim łóżku. Jak za dawnych dobrych czasów!-uśmiechnęła się. Sakura bardzo szybko zaczęła zachowywać się jak u siebie. Poszła pod prysznic, a ja w tym czasie przygotowałam dodatkowy komplet pościeli. Nie czułam potrzeby żeby brać prysznic, przebrałam się po prostu w piżamę. Sakura zjawiła się chwilę później, ubrana w szorty i duży T-shirt. Położyła się obok mnie.-Uwielbiam to twoje łóżko!!!
-Wiem, sama je uwielbiam! Tak wygodnego nie ma nikt inny.-mruknęłam. Sakura była cicho. Myślałam, że zasnęła, jednak odezwała się.
-Królewno, jesteś pewna, że Naoki to właściwy wybór?-obróciłam się w jej stronę.
-Co masz na myśli?
-Mam na myśli to, że... owszem widzę, że teraz jest lepiej. Jednak czasami jak z tobą rozmawiam, mam wrażenie, że sama nie jesteś tego do końca pewna. Zupełnie tak, jakby ten twój pobyt w Stanach dał ci za dużo do myślenia.
-Prawda jest taka, że dał. Doskonale wiesz, że nie kochałam się z Gaarą, ale jego pocałunki, dotyk... Nawet sam zapach, sprawiały, że traciłam rozum. Widziałam jego niebieskie oczy i nie mogłam myśleć o niczym innym. Marzyłam tylko o tym, żeby skosztować jego ust, ukryć się w jego ramionach. Po powrocie tutaj, miałam wrażenie, że los spłatał mi bardzo nieprzyjemnego figla. Moje życie na pewien czas zmieniło tory. Na całe szczęście już wróciło na swoje miejsce.
-Uważasz, że powinnaś wyjść za Naokiego?-milczałam.-Saro.
-Myślę, że tak...
-Powinnaś być tego pewna. Ty nie jesteś.-wciągnęłam powietrze ze świstem.
-Naoki zapewni mi dobre życie.-odparowałam.
-Miałabyś dobre życie i bez niego. Zanim go poznałaś żyłaś na bardzo wysokim poziomie i jego majątek nic by nie zmienił. Po prostu jest ci wygodniej z faktem, że kogoś masz, niż że jesteś sama. Nie kochasz go.
-Sakura! Przyznaj się lepiej czy wróciłaś tu tylko dlatego, że chcesz zacząć praktykę lekarską, czy też dlatego, że Sasuke postanowił wrócić do Japonii?
-Nigdy nie mówiłam, że nie chodzi o Sasuke. On też był powodem mojego powrotu. Pamiętasz, jak mówiłam ci o tym, że chciałabym z nim porozmawiać. Skoro jest szansa, nie chcę jej zmarnować. Na pewno nie zmieni to za wiele, ale będę miała spokojne sumienie. To, że zerwałam z Shorem było tylko dodatkową motywacją. Dobra, oczy same mi się zamykają. Dobranoc.-ziewnęła, odwróciła się na drugi bok. Przez chwilę myślałam, że ucieka od rozmowy, jednak jej oddech szybko stał się równy, a ciało rozluźniło. Rzeczywiście spała. Ja z kolei nie mogłam zasnąć. Przewalałam się z boku na bok, aż w końcu wstałam i poszłam do salonu. Stanęłam przy oknie balkonowym i zaczęłam oglądać miasto. Ulice były prawie puste. Przymknęłam powieki. Miałam nadzieję, że choć dzięki temu, moje myśli nie będą galopowały w stronę Gaary, tak się jednak nie stało. Przytknęłam głowę do szyby. Przyjemny chłód całował moją skórę. Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam w szkle swoje niebieskie tęczówki. Były smutne, odwróciłam się więc od okna i podeszłam do szafeczki z dokumentami. Z dolnej półki wyciągnęłam małe prostokątne opakowanie obwiązane błękitną wstążką. Usiadłam na kanapę i drżącymi dłońmi zaczęłam rozwiązywać materiał. Odsunęłam wieko i zaczęłam przyglądać się zawartości. Były tam zdjęcia, kartki, małe drobiazgi jak na przykład plastikowy pierścionek wygrany w automacie, kilka łebków zasuszonych róż. Delikatnie przesunęłam po tym wszystkim palcami, a potem ostrożnie wysypałam rzeczy na stolik, a potem sięgnęłam po jedną z nich. Bilety do kina na film, który był oficjalnie naszą pierwszą randką. Tusz z drukarki zdążył już dawno wyblaknąć, mały kawałek papieru miał tylko logo kina. Wzięłam następną rzeczy. Tym razem był to łańcuszek, który dostałam od Gaary na święta Bożego Narodzenia zaraz po tym, jak zaczęliśmy ze sobą być. Odłożyłam go i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Nasz pierwszy wspólny sylwester, siedziałam Gaarze na kolanach, całowaliśmy się. Jego osiemnaste urodziny, kiedy byliśmy w klubie bowlingowym, Gaara rozpakowywał gitarę. Następnie wyjście na miasto całą paczką. Było to jakoś w maju. Ustaliliśmy, że idziemy jako wielka grupa zakochanych par. Sakura była już wtedy z Sasorim. Stoję z Gaarą w fontannie jesteśmy cali mokrzy, trzyma mnie na rękach, a ja jak głupia macham nogami i śmieję się na cały głos. Gaara również jest uśmiechnięty.
            Kiedy dotknęłam swoich policzków były mokre od łez. Zrozumiałam, że Naoki to dobry chłopak. Jednak był bardzo... nudnym człowiekiem. Nie mogłam spontanicznie wyskoczyć z nim na kawę w czasie przerwy w pracy, nie mogliśmy wyjść wcześniej z restauracji, żeby pójść do kina. Wszystko musiało odbywać się według jakiegoś planu, który Naoki wcześniej sobie założył. Miał bardzo dobre serce, był uczynny, pomocny. Jednak ja, jako osoba z silnym i dość porywczym charakterem potrzebowałam chłopaka, który umiałby mnie zaskoczyć, przemówić do rozumu, kiedy za bardzo brałabym wszystko do siebie. Który potrafiłby obudzić mnie w środku nocy i zabrać na spacer. Który umiałby mnie zaskakiwać. Naoki taki nie był. Wiedziałam, że mój obraz "księcia idealnego", jak go opisywała Sakura, był daleki od chodzących po ziemi facetów. Jednak wiedziałam, że kilka cech na pewno ma szansę w kimś zaistnieć. Tym kimś był Gaara. To właśnie on potrafił pojawić się niezapowiedziany w moim biurze z obiadem, który kończył się bardzo smacznym deserem na moim biurku. To on potrafił przylecieć do mnie w środku nocy tylko dlatego, że potrzebowałam go po jakiś spięciach z wujkiem. To Gaara okazywał mi swoje uczucie i nie musiał wyrażać tego słowami, czyny mówiły za siebie. To on uczył mnie tego, że ludzie mogą się zmieniać, ponieważ jak sam mi przyznał, zmienił się przy mnie. To on uczył mnie wszystkiego, co było związane z miłością fizyczną i tą duchową. Tylko on potrafił uspokoić mnie swoją obecnością i zawsze wydawało mi się, że jesteśmy dla siebie stworzeni. I tylko ja to zepsułam.
-Saro. Dlaczego siedzisz tu sama po ciem... o Boże!-jęknęła kiedy mnie zobaczyła. Musiałam wyglądać strasznie. Za oknem świtało, a ja od dobrych kilku godzin siedziałam na kanapie z pomiętym zdjęciem w dłoni i płakałam jak małe dziecko. Sakura usiadła przy mnie i objęła mnie ramieniem. Przytuliłam się do niej.
-Miałaś rację. Straciłam go na własne życzenie. Na własne życzenie wyrzuciłam z życia chłopaka, który znaczył dla mnie wszystko.-powiedziałam łamiącym się głosem. Sakura zaczęła gładzić mnie po włosach.
-Jeszcze nie jest za późno żeby się przekonać czy jesteś w stanie to uratować. Jeszcze nie.-odsunęłam się kawałek o niej, żeby móc spojrzeć jej w twarz. Wytarła mi łzy z policzków.
-Co... Co masz na myśli?-zapytałam. Głęboko nabrałam powietrza w płuca.
-Jedź do niego! Jedź do tego przeklętego Chicago, znajdź go i porozmawiaj z nim! Za niecałe 2 miesiące wychodzisz za mąż! Jeżeli teraz tego nie zrobisz, nie przekonasz się, czy Gaara nadal coś czuje! Jeśli nie, będziesz miała pewność, że powinnaś wyjść za Naokiego, kochając go w taki sposób, w jaki kochasz teraz. Miłości można się nauczyć, zaufaj mi.-uśmiechnęłam się kwaśno.
-Skąd niby to wiesz? Wydawało mi się, że miłość powinna uderzyć cię jak jakiś grom z jasnego nieba.
-Przypomnij sobie jak było z Gaarą, z Naokim. Ja również musiałam uczyć się kochać swoich partnerów na różne sposoby, ponieważ nie ma chyba jednej definicji miłości. Zawsze kochasz kogoś inaczej. Zawsze, bez wyjątku.
-Cóż, widzę, że studia nie poszły na marne. Jednak... Sakura. To zły pomysł. Jeżeli chciałam z nim porozmawiać, powinnam była zrobić to wtedy. Nie po ponad dwóch miesiącach. Jak to będzie wyglądało? Nagle zjawię się u niego na komisariacie i wpadnę w jego ramiona i powiem mu wszystko to, co leży mi na wątrobie? Proszę cię.
-Nawet jeśli miałabyś wrócić po jednym dniu, myślę, że będzie warto. Nawet jeśli miałabyś potem płakać, będziesz pewna, że Gaara to zamknięty rozdział, ponieważ w tym momencie stoisz jedną nogą w przeszłości i jedną nogą w przyszłości. Musisz wybrać jakiś kierunek.-głośno odetchnęłam. Poszłam do sypialni po swojego laptopa. Usiadłam obok Saki, a potem weszłam na stronę lotniska. Zabukowałam bilet do Chicago godzinę 10:15. Miałam dosłownie godzinę na spakowanie się i wyszykowanie. Dochodziła 6:30, a najpóźniej o 8:15 musiałam być na lotnisku w związku z odprawą. Musiałam liczyć kilkanaście minut na sam dojazd. Jak wariatka poleciałam do sypialni i wybrałam kilka bluzek, spodni, 2 pary szpilek, parę półbutów na niskim obcasie... Nie miałam pojęcia jak te ubrania będą ze sobą współgrać, jednak nie obchodziło mnie to. Zawsze mogłam wyskoczyć na zakupy. Wzięłam szybki prysznic, pomalowałam się. Kiedy narzucałam na siebie ubrania wykonałam telefon do hotelu, w którym mieszkałam ostatnio. Zabukowałam zwykły wolny pokój, na dodatek pod innym nazwiskiem. Wolałam być zapobiegawcza. Naoki mógł mnie szukać.

            Sakura odwiozła mnie na lotnisko. Zdążyłyśmy dosłownie na ostatnią chwilę. Położyłam walizkę na taśmie, okazało się, że spakowałam jedynie 4 kg, na 20 możliwych. W torbie podręcznej miałam tablet, komórkę, komputer i portfel. Nic więcej nie było mi potrzebne.
-Życzę ci powodzenia. Obyś znalazła swoją odpowiedź.-mocno mnie uściskała.-Drżysz.
-Boję się. Bardzo się boję. Jednak ja tobie również życzę powodzenia. Ma nadzieję, że po rozmowie z Sasuke poczujesz się lepiej.-wtedy zadzwonił mój telefon. "Hikary".
-Na litość boską, gdzie ty jesteś? Miałaś dzisiaj jechać z Naokim...
-Jestem na lotnisku.-powiedziałam szybko.
-Gdzie ty jesteś?! Co ty tam robisz?
-Wujku, wyjeżdżam na kilka dni. Proszę, nie kontaktujcie się ze mną. Niech Naoki pozałatwia wszystko sam. Potrzebuję kilku dni wytchnienia! Kocham cię, wujku.-rozłączyłam się i wyłączyłam komórkę.-Sakura, błagam. Powiedz Naruto, Hinacie i Sasuke, żeby nie klepnęli się ani wujkowi, ani mojemu narzeczonemu o tym, że Gaara również jest w Chicago. Połączą fakty, a ja potrzebuję kilku dni spokoju. Błagam.
-Spokojnie. Zaraz do nich zadzwonię, a ty uciekaj, bo samolot odleci bez ciebie. Wierzę w ciebie Saro.-Sakura znowu mocno mnie uścisnęła. Tym razem już się nie trzęsłam. Przeszłam pewnym krokiem przez barierki. Usiadłam na krzesełku i głęboko odetchnęłam. Kiedy po dłuższym czasie wywołali mój lot podeszłam do stanowiska i podałam swoją wizę i paszport. Zajmując miejsce w samolocie czułam się tak, jakbym z powrotem miała 16 lat i robiła coś zakazanego. W pewnym sensie tak było.

            Po męczącym locie wysiadłam z samolotu z dużą radością. Powietrze było wilgotne i chłodne, jednak na niebie nie widziałam ani jednej chmurki. Słońce wisiało dość nisko na późno popołudniowym niebie. Włączyłam komórkę i olewając nieodebrane połączenia i wiadomości, zadzwoniłam po Jacoba. Zjawił się dosłownie 20 minut później, co bardzo mnie ucieszyło.
-Dzień dobry pani! Nie spodziewałem się, że zobaczymy się tak szybko.
-Dzień dobry! Wypadło mi kilka spraw... Mam do ciebie prośbę. Gdyby mój wujek dzwonił do ciebie i pytał o mnie, powiedz, że nie kontaktowałam się z tobą. Błagam, to bardzo ważne.
-Oczywiście, skoro pani tak nalega. Do hotelu?-kiwnęłam głową. Zaczęłam odczytywać wiadomości. Kilka od Sakury, od wujka. Jednak najwięcej od Naokiego, który musiał wpaść w szał. Przeleciałam je wzrokiem, a potem usunęłam.

            Jacob wysadził mnie pod hotelem, a potem poszedł zaparkować. Samochód był mi potrzebny. Poszłam szybko się odświeżyć. Trzeba było przyznać, że jak na kogoś, kto spędził ponad 12 godzin w samolocie, wyglądałam dość przyzwoicie. Poprawiłam jedynie makijaż i włosy, a potem zeszłam na dół, wsiadłam do auta i skierowałam się na komisariat.

            Kiedy przekroczyłam drzwi zauważyłam, że obecnych było tylko kilka osób.
-Dzień dobry, w czy mogę pani pomóc?-zapytała jakaś policjantka. Nie widziałam jej wcześniej.
-Tak. Szukam komendanta. Ma na imię Gaara. Jestem jego... kuzynką.-wymyśliłam na poczekaniu.
-Niestety komendant godzinę temu skończył służbę. Może powinna pani przyjść jutro...
-Sara! Co za niespodzianka!-Michael wyłonił się z jednego z boksów. Odetchnęłam bardzo głęboko.-Spokojnie Nicole. Znam ją. Możesz już sobie iść.
-Dobrze, nie ma problemu.
-Michael! Tak się cieszę, że cię widzę!-podeszłam do niego i szeroko się uśmiechnęłam.
-Myślałem, że wróciła do Japonii! Nie widziałem cię 2 miesiące!
-Mike, słuchaj. Nie mam czasu. Moglibyśmy porozmawiać na osobności? To ważne. Muszę powiedzieć ci wszystko i mam nadzieję, że mi uwierzysz.
-Zabiłaś kogoś?-kiwnęłam przecząco głową i w wielkim skrócie zaczęłam opowiadać mu relację moją i Gaary. Modliłam się żeby nie wziął mnie za jakąś zdesperowaną wariatkę.

-(...) po prostu wsiadłam w samolot i teraz jestem tutaj. Wiem, że możesz mi pomóc. Muszę z nim porozmawiać, proszę.
-Wiedziałem, że na pewno nie mogliście być przyjaciółmi. Chemia była widoczna już z daleka! Czekaj, sprawdzę coś.-odszedł na bok i wykonał telefon. Po chwili wrócił z szerokim uśmiechem na ustach.-Szef jest w domu. Sam, także nie będziesz miała nieprzyjemnej niespodzianki w formie jakiejś panienki.
-Dziękuję. Podaj mi jego adres, proszę!-wyciągnął zza paska mały notatnik. Zapisał kilka słów i wręczył mi kartkę.
-Nikomu nie powiem o tym, co wiem. Chciałbym tylko żebyś wiedziała, że dawno nie spotkałem tak szalonej dziewczyny i zazdroszczę komendantowi jak jasny gwint. Dużo kobiet się za nim uganiało. Ale ty jesteś wyjątkowa.
-Jestem chora na głowę i powinno się mnie leczyć. Nie mam czasu do stracenia. Życz mi powodzenia!-powiedziałam i pobiegłam do auta. Ulica znajdowała się niedaleko mojego hotelu. Może z 3-4 przecznice. Odpaliłam silnik i jak wariatka zaczęłam kierować się pod wskazany adres.

            Z bijącym sercem siedziałam i zastanawiałam się, czy aby na pewno dobrze robię. Ta rozmowa miała zadecydować o całym moim przyszłym życiu. Nabrałam kilka głębszych oddechów i wysiadłam. Weszłam na klatkę schodową, a potem po schodach na ostatnie piętro. Na szczęście budynek miał tylko 3 piętra, więc za bardzo się nie zmęczyłam. Stanęłam pod drzwiami z numerem 6. Mocno mnie zemdliło. Drżącą ręką zapukałam w drewniane drzwi. Jednak nikt mi nie otworzył. Zrobiłam to jeszcze raz.
-Idę!-na dźwięk jego głosu serce zaczęło galopować w mojej piersi jak szalone. Usłyszałam szczęk zamka.-Przepraszam, że tak długo, ale... Sara?!

-Gaara...-szepnęłam. Widziałam zdziwienie malujące się na jego twarzy. Najprawdopodobniej nie tego się spodziewał.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8