Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 36


Kiedy wysiedliśmy w Tokio uderzył w nas wiatr. Powietrze w Japonii było chłodniejsze niż na Seszelach, a zapach miejskiego zgiełku i hałas były jak bolesne zderzenie z rzeczywistością.
-Nie ma jak w domu.- mruknęłam ponuro, kiedy zaczęłam ciągnąć swój bagaż podręczny za rączkę.
-Tak. Nie ma jak w domu...- Gaara również nie wydawał się zachwycony faktem, że wróciliśmy do Tokio.

            Na lotnisku czekał na nas Sasuke. Był ubrany w czarną skórę i czarne jeansy, z kolei pod kurtką miał białą, bawełnianą koszulę z długim rękawem.
-Witam nasze gołąbki. Jak udał się wam miesiąc miodowy?- wyszczerzył się do nas.
-Gdyby nie to, że musieliśmy wrócić do Tokio, powiedziałabym, że wręcz bajkowo.- powiedziałam, a Gaara przejął ode mnie moją walizkę.
-Widać. Opaleni, wypoczęci. Przyda wam się. Od jutra zaczynamy nowy semestr. Sara wraca do liceum, a my na uczelnię.
-Sasuke, ty to zawsze wiesz jak zepsuć klimat.- Gaara przybił z Sasuke piątkę.
-Przy okazji postaraliście się może o nowego członka rodziny? Rodzice mówią, że im nas więcej w domu tym weselej. I że nie mają nic przeciwko żeby zostać już dziadkami.- ukryłam twarz w dłoniach.
-Boże, nie było nas dwa tygodnie! Tylko tyle wystarczyło, żeby nagle wszystko im się poprzestawiało.- byłam załamana.

            W domu powitano nas tak, jakbyśmy wrócili przynajmniej z rocznej wycieczki i w tym czasie ani razu nie dali znaku życia. Musieliśmy streszczać pobyt na Praslin dzień po dniu, ze szczegółami i atrakcjami jakie mieliśmy okazję poznać.
-Obiecuję, że kiedy tylko wywołamy zdjęcia wszystko wam pokażemy. Przysięgam. Ale teraz i ja i Gaara chcielibyśmy iść spać. Jest już późno, a jutro czeka nas wczesna pobudka.- powiedziałam i głośno zaczęłam ziewać.
-Ja powinienem iść do mojego domu i zabrać stamtąd rzeczy. Przy okazji się przywitać.- Gaara położył mi rękę na kolanie.
-Iść z tobą? Niegrzecznie byłoby z mojej strony gdybym nie przywitała się z wujkiem, Temari i Kankuro.- powiedziałam, ale Gaara zaczął przecząco kręcić głową.
-Jesteśmy po długiej podróży. Ogarnij się i idź spać. Ciebie czeka jutro powrót do szkoły. Nauczyciele na pewno będą wam dużo mówić o zajęciach przygotowujących na studia. Powinnaś wynieść z tego jak najwięcej.- przewróciłam oczami.
-Zrobiłeś esej, czy w końcu się za to nie zabrałeś?- zapytałam, a Gaara szeroko się do mnie uśmiechnął.- Czyli zobaczymy się dopiero jutro wieczorem, tak?
-Kiedy wrócę z uczelni od raz spakuję najpotrzebniejsze rzeczy i przyjdę tu. A teraz będzie lepiej jeśli już sobie pójdę.
-Pamiętaj Gaara, że mieliśmy umowę co do mieszkania z nami.- upomniała go ciocia.
-Wiem proszę pani. Pamiętam.- Gaara podrapał się w tył głowy z zakłopotania.
-Od tej pory mów do nas ciociu i wujku. Jesteś w końcu częścią naszej rodziny.- wujek uśmiechnął się do Gaary.
-Dobrze. A teraz przepraszam, ale naprawdę chciałbym zobaczyć się z moim rodzeństwem i wujkiem.
-Odprowadzę cię.- powiedziałam i wstałam razem z Gaarą.

            Kiedy staliśmy pod drzwiami czułam się bardzo dziwnie.
-Znów zachowujemy się jak chłopak i dziewczyna, a nie jak mąż i żona.- powiedziałam, a Gaara blado się uśmiechnął.
-Jutro zamieszkam już z wami. Wytrzymamy jedną noc bez siebie. Przy okazji mogłabyś przyjechać jutro po moich zajęciach i odebrać mnie z uczelni? Sakura i Sasuke pojadą z nami, dobrze?
-Coś się stało? Masz poważny ton głosu.
-Nic się nie stało. Po prostu czy możesz to zrobić?
-Oczywiście, że mogę. Napisz mi tylko, o której mam być.- jego dziwne zachowanie trochę mnie zaniepokoiło.
-Kończę o siedemnastej.- powiedział.
-Dobrze, w takim razie będziemy o tej godzinie. Sas też kończy o tej porze?
-Tak. Mamy wspólny wykład. A teraz uciekam. Ty też powinnaś iść spać. Wyglądasz na bardzo zmęczoną.- pochylił się i dał mi czułego całusa.
-Nie będę nawet próbowała kłamać, że nie jestem. Ty też nie siedź za długo nad tym esejem. Dobrej nocy, kochanie.

            Kiedy ubierałam się w piżamę po gorącym prysznicu, do mojego pokoju przyszła Saki. Rzuciła się na moje łóżko.
-Dzisiaj ja zastąpię ci męża ślicznotko. Będziemy grzeszyć całą noc.- powiedziała i kilka razy szybko poruszyła brwiami.
            Wybuchłam głośnym śmiechem i w kilku susach znalazłam się obok mojej przyjaciółki. Zaczęłam mocno ją do siebie tulić.
-Stęskniłam się za tobą wredna mendo, wiesz?- zapytałam i ścisnęłam ją z całych sił. Stęknęła.
-Właśnie widzę. Opowiadaj jak bardzo namiętny seks uprawiałaś w tym Raju na ziemi i jak cudownie spędziłaś czas! Przy okazji jak udało ci się zażegnać kryzys pod tytułem Rozwód Narity czy jak to się tam nazywało? Wydawało mi się, że serio byłaś gotowa rozwodzić się po powrocie.
-Bo przez chwilę chyba przeszło mi to przez myśl. Na szczęście twoje bardzo ostre słowa przywołały mnie do porządku. Porozmawiałam z nim, przeprosiłam za swoje gówniarskie zachowanie. Potem rozmawialiśmy i kochaliśmy się czekaj... W ciągu doby chyba jedenaście razy.- Sakura zaczęła kaszleć.
-To chyba na viagrze.- wykrztusiła.
-Gaara nie potrzebuje tabletek. Bez przesady. - szturchnęłam Sakurę, a ona się zaśmiała.
-Najważniejsze, że skończyliście te bezsensowne kłótnie. Powinnaś pogadać z psychologiem gdybyś znowu miała takie ataki nieuzasadnionej zazdrości. Inaczej naprawdę będziesz mogła zmieniać status na rozwódka.
-Mam ciebie. Nie potrzebuję psychologa póki co. Wiem też, że w razie czego będziesz trzymać mnie w ryzach. Od tego są przyjaciółki.
-Ty chyba przeceniasz moją cierpliwość do twoich wyskoków, Iregiro. O przepraszam. Sabaku.
-Nie. Mów do mnie Iregiro. W twoich ustach Sabaku brzmi dla mnie jak nazwa jakiejś okropnej choroby.
-Sara! Jesteś małym potworem!!!- Sakura uderzyła mnie poduszką, a ja zaczęłam się głośno śmiać i sama chwyciłam za poduszkę.

            Następnego dnia w szkole Ino i Hinata wyciągnęły nas podczas długiej przerwy w odległy kąt szkolnego dziedzińca i zaczęły wypytywać o moją podróż poślubną. Opowiedziałam im o cudach Seszeli, o moich kłótniach z Gaarą i o tym, że w końcu udało nam się pogodzić.
-Rany!!! Ale ja ci zazdroszczę! Nie dość, że jesteś żoną takiego przystojnego faceta, to jeszcze pojechałaś w podróż poślubną w takie miejsce. Po twoim cudownym ślubie sama zaczęłam snuć marzenia o tym magicznym dniu, kiedy ja i Sai staniemy się małżeństwem i wszystko się zmieni.- Ino westchnęła rozmarzona.
-Ino, zmartwię cię, ale po ślubie praktycznie nic się nie zmienia. Dla nas się nie zmieniło. Nie ma żadnych fajerwerków, nie ma omdleń ze szczęścia, nie ma żadnych trzęsień ziemi. Dla mnie był to po prostu fakt, że zaczęłam mówić na Gaare mąż i przedstawiam się jego nazwiskiem.
-Właśnie! Podasz zmianę nazwiska nauczycielom?- zapytała Hinata.
-Nawet nie muszę tego robić. Dowód osobisty dostanę dopiero na dwudzieste urodziny. Legitymację mam podbitą do końca marca, także nie muszę tego robić. Przed ślubem ustalałam z Gaarą, że dyplom ukończenia liceum chciałabym dostać z nazwiskiem panieńskim.
-Wyobraziłam sobie co by się stało, gdyby dyrektorka wywołała cię jako Sara Sabaku, a połowa dziewczyn od nas ze szkoły zaniemówiłaby z wrażenia. To byłoby piękne przypieczętowanie nauki i dowalenie sukom jak nie wiem.- Ino miała rozmarzony wyraz twarzy, a my wszystkie bardzo głośno zaczęłyśmy się śmiać.
-Dobra, zjedzmy coś. Gadanie o małżeństwie sprawiło, że zgłodniałam... Aaa! Saki! Po szkole jedziemy po Gaare i Sasuke. Gaara chciał gdzieś z nami jechać.
-Mówił gdzie?- Saki najwidoczniej też pierwszy raz słyszała o tym, że Gaara chce gdzieś z nami iść.
-Nie mam pojęcia. Po prostu zapytał czy mogłabym przyjechać z tobą po niego i Sasa i chce gdzieś z nami pojechać. A gdzie, to zachował już dla siebie.
-No dobrze. Skoro Gaara o to prosił to pojadę. Ciekawe o co chodzi. Rozbudziłaś we mnie ciekawość no!!!- Sakura zaczęła szarpać mnie za ramię.
-Sakura, daj spokój. Gaara nawet mi nie powiedział gdzie chce nas zabrać, więc mnie za to nie maltretuj!!!- powiedziałam.
-No, no. Nasz kwartet frajerek w komplecie.- wszystkie odwróciłyśmy się za siebie jak na rozkaz.

            Karin stała w cieniu drzewa i uważnie nas obserwowała.
-Czego chcesz?- warknęła Ino.
-Chciałam się po prostu przekonać czy to, co wtedy usłyszałam u jubilera to prawda. Ty i Gaara pobraliście się w połowie sierpnia?- skierowała pytanie do mnie, a dziewczyny próbowały zasłonić mnie swoimi ciałami.
-To, co Sara robiła w wakacje to nie twoja sprawa.- powiedziała Sakura.
-Chcesz wykorzystać tak mało przydatne informacje w jakimś konkretnym celu? Chcesz rozpowiedzieć to w szkole? Chcesz zniszczyć mi tym życie, czy jak?- zapytałam.
-Nie. Chcę ci pogratulować. Jeden z najbardziej pożądanych facetów w szkole jest już poza zasięgiem. Sakura, ja nadal nie odpuściłam sobie Sasuke, więc dopóki i ty nie wyjdziesz za niego za mąż, o ile to w ogóle nastąpi, nie licz na to, że zostawię was w spokoju.- powiedziała, a potem odwróciła się na pięcie i skierowała się do środka szkoły.

            Po lekcjach wsiadłam z Saki do auta i niemal od razu pojechałam do centrum miasta. Po drodze zahaczyłam jeszcze o bar i kupiłam nam wszystkim obiady na wynos. Kiedy stanęłyśmy na parkingu była dokładnie szesnasta trzydzieści. Wypakowałyśmy swój obiad, rozerwałyśmy pałeczki i zaczęłyśmy jeść.
-Karin pogratulowała ci wygranej o serce Gaary. Ciekawe co nią kierowało.- zauważyła Sakura, kiedy namiętnie wcinała swoje takoyaki.
-Nie mam pojęcia i chyba nie chcę wiedzieć. Dopóki trzyma to dla siebie nie jest na mojej liście ludzi do zaszczucia.- powiedziałam i zaczęłam jeść swój ryż z sosem serowym.
-Jeszcze tylko pół roku, Sara. Jeszcze tylko pół roku i kończymy liceum. Wtedy wszystkie wredne suki odejdą z naszego życia śmiercią naturalną dla takich znajomości.
-I zaczną się studia, gdzie będą nowe suki. Jeszcze gorsze niż te w liceum.- powiedziałam i pociągnęłam spory łyk coli w puszce.
-Twoje "optymistyczne" myśli nie są zbyt przyjemne.
-Ale cholernie prawdziwe. To ty powiedziałaś, że większość dziewczyn idzie na studia żeby znaleźć sobie mężów.- wskazałam na nią pałeczkami jakbym brała ją na celownik.
-Weź poprawkę na to, że ty już masz męża. To mój facet jest jeszcze wolnym strzelcem.
-Chciałabyś wyjść za Sasuke w najbliższym czasie?- zapytałam, a moja przyjaciółka zaczęła przecząco kręcić głową.
-Nie. Na razie jest mi dobrze tak, jak jest. Ty i Gaara jesteście ulepieni z zupełnie innej gliny niż ja i Sas. Sasuke musi dojrzeć do ślubu. Póki co jest jeszcze niedojrzały do takiego poważnego kroku. Może kiedyś...
-Masz rację. W naszym związku to ja jestem ta mniej dojrzała. Gaara musi nadrabiać. Ale trochę cieszę się z tego.
-Zmieniłaś się przy nim. Zdecydowanie na lepsze.- Sakura potargała mi włosy.
            Zaczęłyśmy się wygłupiać, aż w końcu uderzyłam łokciem w klakson. Obie podskoczyłyśmy i ryknęłyśmy śmiechem. Z kolei kiedy ktoś zapukał w oko samochodu krzyknęłyśmy.
            Spojrzałam za swoje ramię.
-Naoki!- pomachałam mu i wysiadłam z auta.
-Cześć Saro! Jak tam pierwszy dzień w szkole?- zapytał. Jego oczy zawsze błyszczały w charakterystyczny sposób kiedy się we mnie wpatrywał.
-Trochę szalony. Moje koleżanki wypytywały jak minęła mi podróż poślubna, jak było na Seszele. Gratulowały po raz nie wiem który. Mieliśmy też rozmowy o zajęciach przygotowujących na studia.
-Gaara mówił, że planujesz zdawać na studia prawnicze. To świetna wiadomość!
-Iregiro, masz zamiar przedstawić mnie swojemu koledze?- Sakura wysiadła z auta i stanęła obok mnie.
-Jestem Naoki. Chodzę z chłopakiem Sary na studia.
-Z mężem Sary, Naoki.- zza Naokiego usłyszałam głos Gaary. Szedł z teczką przewieszoną przez ramię. Obok niego szedł Ryu i Marii. Marii nie wyglądała na zbyt szczęśliwą z powodu tego, że mnie widzi.
            Gaara podszedł do mnie i pocałował mnie na powitanie.
-Tak, Sabaku. Z mężem Sary. Zapominam cały czas, że ona nie jest już do wzięcia.- Naoki wzruszył ramionami.
-Gaara, gdzie jest Sasuke?- zapytała Saki.
-Poszedł do swojego wykładowcy. Facet ma dla niego jakieś materiały na zajęcia za tydzień. Za chwile przyjdzie- Gaara objął mnie ramieniem.- Jak było w szkole?
-Karin składa nam serdecznie gratulacje z okazji ślubu. Kakashi truje o konieczności złożenia deklaracji na uczelnie, na które chcemy zdawać. Muszę to zrobić do końca września więc dzisiaj wieczorem siedzisz razem ze mną i przeglądasz wszystkie możliwe oferty.
-Karin składała nam życzenia z okazji ślubu?- Gaara zmarszczył czoło nieziemsko zdziwiony.
-Tak. Pamiętasz jak spotkała nas u jubilera dwa tygodnie przed ślubem? Przyszła do mnie dzisiaj upewnić się czy to, że się pobraliśmy to prawda. Powiedziała, że gratuluje mi tego, że udało mi się zdobyć jednego z najbardziej pożądanych mężczyzn w naszej szkole. I powiedziała Saki, że nie odpuści Sasuke dopóki ten też się nie ożeni.
-Akurat Karin jest na końcu mojej listy, więc nie rozumiem po co w ogóle denerwowała Sakurę w ten sposób.- Sasuke wyrósł za Saki jak duch i bez czekania na jej odpowiedź po prostu ją pocałował.
            Sakura spłonęła rumieńcem i opuściła głowę. Zachowywała się jak małe dziecko.
-Bo Karin to wredna suka. Jakbyś nie pamiętał.- Gaara machnął ręką, jakby odganiał natrętną muchę.
-Pamiętam. Dobra szwagrze. Teraz mam do ciebie pytanie. Gdzie chcesz nas zabrać i dlaczego kazałeś fatygować się po to swojej żonie i mojej dziewczynie?
-Jest jeszcze jedna rzecz, którą musimy załatwić. Zbieramy się.
-Poczekaj. Kupiłyśmy wam obiad na wynos. Zjedzcie go tutaj, żeby nie zabrudzić mi auta.- powiedziałam i wyjęłam z tylnego siedzenia pudełka z knajpki.
-Dzięki. Uwierz, że jestem głodny jak wilk.- powiedział, a potem otworzył pudełko.- Mmm. Moje ulubione!

            Kiedy chłopcy zjedli od razu zapakowali się do auta. Gaara na miejsce kierowcy, Sasuke na miejsce pasażera z przodu.
-Ej! To moje auto!- powiedziałam.
-A wiesz gdzie jechać?- zapytał Gaara, a ja nadymałam policzki z niezadowolenia.

            Zajechaliśmy pod urząd miejski.
-Wysiadka.- Gaara zgasił silnik i wysiadł z auta. My za nim.
-Co tu robimy?- zapytała Sakura, ale Gaara zignorował jej pytanie.

            Weszliśmy do urzędu i od razu skierowaliśmy się do lady z formularzami. Gaara wziął jeden i zaczął go czytać. Dopiero wtedy zauważyłam co było napisane jako nagłówek "FORMULARZ MAŁŻEŃSTWA". Gaara najpierw podał wniosek Sasuke i Sakurze, którzy wypełnili wniosek i podpisali w przeznaczonych do tego miejscach. Potem Gaara wypełnił swoje pole. Podał dokument mi. Podałam wszystkie wymagane dane i podpisałam.
-Wszystko jest dobrze wypełnione. Idziemy do okienka.- powiedział i złapał mnie za rękę.

            Dokument przyjęła od nas kobieta po pięćdziesiątce. Postawiła wszystkie wymagane pieczątki, wydrukowała jakieś małe kwitki, które również kazała podpisać i w pewnym momencie się zatrzymała.
-Pani jest niepełnoletnia. Czy rodzice wyrazili zgodę na ślub?
-Opiekunami prawnymi mojej żony są brat jej matki i jego żona. Wyrazili zgodę. Inaczej nie pobralibyśmy się.
-Potwierdzam słowa mojego szwagra. Opiekunami Sary są moi rodzice. Adoptowali ją kiedy miała pięć lat. Wyrazili zgodę na ślub i do samego końca pomagali w przygotowaniach ceremonii ślubnej.
-W takim razie prosiłabym żeby podpisała pani jeszcze ten dokument.- podsunęła mi kartkę pod nos. Szybko ją przeczytałam i złożyłam podpis w wykropkowanym miejscu. Kobieta sprawdziła czy wszystko jest jak powinno.- To wszystko. Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia.
-Dziękujemy. Do widzenia i miłego dnia.- Gaara pociągnął mnie za rękę, a potem we czwórkę wyszliśmy z urzędu.

            Kiedy stanęliśmy przed samochodem Gaara szeroko się uśmiechał.
-Możesz mi powiedzieć, co własnie zrobiliśmy?- zapytałam lekko zbita z tropu.
-Właśnie oficjalnie stałaś się panią Sabaku i moją żoną.
-Czyli... Czy to znaczy, że kiedy wyjeżdżaliście na Seszele oficjalnie nie byliście małżeństwem?- zapytała Sakura.
-Oficjalnie nie. Nie złożyliśmy dokumentów do urzędu, więc nie byliśmy uznani jako mąż i żona.
-Czyli kiedy gadałam ci o rozwodzie, nawet nie musiałoby do żadnego dojść?- zapytałam lekko zdenerwowana.
-Tak, ale nie mówiłem ci o tym, bo bałem się, że mogłaś poczuć chęć rzucenia wszystkiego od tak. Teraz nie będzie to takie łatwe.- Gaara wyszczerzył się do mnie.
-Dziękuję za kredyt zaufania, kochanie. Twoja hipokryzja czasem zadziwia mnie aż za bardzo.
-Kolejna małżeńska kłótnia! Która to już od czasu jak wymieniliście obrączki?- Sasuke zaczął się śmiać.
-Myślisz, że liczę? Staram się o nich nie myśleć prawie wcale.- powiedział Gaara.
-Ale Sara liczy.- Sakura puściła do mnie oko.
-Ja liczę co innego.- wytknęłam jej język.
-Dobra, jedźmy do domu. Ja muszę jeszcze skoczyć po moje ubrania i najpotrzebniejsze rzeczy, żeby przenieść je do waszego domu. Saro, pojedziesz ze mną?- zapytał Gaara.
-Jasne. Sakura, Sasuke moglibyście odprowadzić samochód do garażu? Wrócimy jak już Gaara ogarnie rzeczy.

            Mój kuzyn i przyjaciółka zostawili mnie i Gaare pod jego domem, a potem odjechali. Z kolei kiedy my weszliśmy do domu od razu zostaliśmy przywitani przez moją nową rodzinę.
-Cześć!!! Jak tam gołąbki po podróży poślubnej? Gaara był wczoraj małomówny jak mim i bardzo szybko poszedł do swojego pokoju.
-Byliśmy zmęczeni po długiej podróży. W dodatku przez pobyt na Seszele nie odrobił eseju na studia. Robił to chyba do rana, co kochanie?- zapytałam i uśmiechnęłam się do Gaary.
-Konkretnie to do czwartej. Dlatego dzisiaj marzę o szybkim pójściu do łóżka.- powiedział i przeciągnął się, a coś przeskoczyło mu w plecach.
-To co braciszku, wybywasz z naszego domu i już nigdy nie wracasz, tak? Będę mógł zająć twój pokój?- zapytał Kankuro, a Gaara przewrócił oczami.
-Nie. Dopóki nie zamieszkam z Sarą w domu od dziadka nie zajmuj mojego pokoju. Może się okazać, że będę go czasem potrzebował.
-A to dlaczego?- zapytałam.
-Gdybyśmy się pokłócili dobrze byłoby żebym miał gdzie pójść żeby nie grzać miejsca na wycieraczce.- wszyscy oprócz mnie się zaśmiali.
-No dzięki. Nie ma jak wsparcie od kochającego męża.- mruknęłam, a Gaara przyciągnął mnie do siebie i pocałował.
-Jeszcze nie macie się dość po dwutygodniowym pobycie tylko w swoim towarzystwie?- zapytała Temari.
-Co ty. Dopiero się zaczyna. Teraz zaczyna się prawdziwe życie. Na Seszele to był test wstępny.- powiedziałam.
-Ty to uważasz za test wstępny?! Miałaś rację, że w ciągu roku zrobię się siwy!- Gaara był przerażony my z kolei rozbawieni.

            Gaara poszedł ze mną do swojej sypialni.
-Co będzie mi potrzebne, jak myślisz?- zapytał.
-Na pewno szczoteczka do zębów, golarka, bielizna, kilka koszul, skarpetki, spodnie, piżama.
-Będę spał nago.- powiedział luźno.
-To nie potrzebujesz piżamy. Kosmetyki, najważniejsze dokumenty czy co ty tam na studia potrzebujesz... Rany, Gaara, nie wiem, co dalej. Jak ja pakuję się gdziekolwiek okazuje się, że połowa rzeczy była mi w ogóle niepotrzebna. I tak przez następne kilka dni będziesz na raty zabierał rzeczy do mnie. Dzisiaj weź po prostu to, co chcesz ubrać jutro i rzeczy do ogarnięcia się.- zaczęłam wyliczać na palcach, a Gaara się uśmiechnął.

            Spakowaliśmy to, co Gaara uznał za najbardziej niezbędne, a potem wróciliśmy spacerkiem do domu.
-Co ty na to, żeby jutro odwiedzić dom, który kupił nam dziadek?- zapytał Gaara, a ja na chwilę przystanęłam.
-Chce ci się?- Gaara kiwnął głową.
-Chciałbym zobaczyć miejsce, gdzie będziemy razem żyć. Moglibyśmy wstępnie ustalić gdzie chcielibyśmy poszczególne pokoje takie jak sypialnia i inne. Wujek ma klucz, więc nie widzę problemu, żebyśmy nie mogli tego zrobić.
-Czemu nie. Mam przyjechać po ciebie po uczelni?
-Nie. Kończę jutro bardzo wcześnie, więc od razu po zajęciach pojadę do domu, spakuję większą ilość rzeczy i dam ci znać. Gdybyś mogła to przyjedź do mnie po swoich zajęciach, zapakujemy to, co sobie przygotuję i stamtąd pojedziemy do naszego nowego domu.
-Czy to nie jest marnotrawstwo, że ten dom stoi pusty?- zapytałam nagle oświecona tą myślą.
-Sara, ten dom to podobno sama konstrukcja, bez żadnego wykończenia oprócz dachu, okien i drzwi wejściowych. Nie jest pomalowany, a w środku pomieszczenia są podzielone jedynie ścianami. Wszystko jest golusieńkie.
-I rozumiem, że znowu za wszystko będą płacić nasi wujkowie? Nasze małżeństwo to chyba ich najgorsza inwestycja.- zażartowałam.
-Wiesz ile zarabia twój wujek? Albo mój?- zapytał, a ja zaczęłam przecząco kręcić głową.- Zaufaj mi, że tego typu wydatki są dla nich jak rzucenie dziecku kasy na stół, żeby wydało je sobie na własne przyjemności. Poza tym dziadek zadbał o to, żeby jego jedyne wnuki były zabezpieczone finansowo do końca życia. Temari, Kankuro i ja mamy w jego firmie udziały naszej mamy, które wynosiły 60 do 40 dla mamy. Każde z nas po jej śmierci otrzymało po 20% zysków i od czasu kiedy osiągnęliśmy pełnoletniość, pieniądze są odkładane w dość pokaźnych sumach na nasze konta. Uwierz, że nigdy w życiu nie wziąłbym od wujka pieniędzy na pierścionek zaręczynowy, który ci kupiłem, ani na nic innego, co dotyczyło moich przyjemności. Powinnaś zapytać swoich wujków w jaki sposób oni rozwiązali podobną sytuację u was. Z tego co mówił Sasuke podzielili udziały w taki sposób, że ty, Itachi i Sas macie po 25% udziałów, ale dopiero po ich śmierci. Jak na razie korzystacie z około 5% procent i taki stan rzeczy zmieni się, kiedy twoi wujkowie umrą. Wtedy ich 25% udziału zostanie podzielone na waszą trójkę w równym stopniu. Nie dziwiłaś się nigdy dlaczego twoje kieszonkowe jest takie wysokie?
-Nie zastanawiałam się nad tym! I tak zawsze wydawałam z tego małe sumy, bo nie miałam pojęcia co robić z pieniędzmi! Teraz według tego, co mówisz, wychodzi na to, że dzięki firmie wujka jestem finansowo zabezpieczona aż do końca życia!
-Teoretycznie właśnie taki był zamysł tego zapisu.
-Czyli możemy urządzić nasz własny dom za nasze pieniądze?- zapytałam, a Gaara kiwnął głową.- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę słysząc to.
-Czujesz ulgę? To bardzo dobrze, ponieważ dzięki temu wiem, że dzisiaj nie czeka mnie już żadne spięcie z tobą. A, i przy okazji, skoro wujkowie i twoi kuzyni ukrywali przed tobą zapis w sprawie podziału udziałów firmy, nie mów im, że wiesz, dobrze? Być może mają jakiś konkretny powód żeby to robić.

            Do domu wróciliśmy akurat na kolację. Ciocia niemal natychmiast nakryła dla nas dodatkowe miejsca, a potem kazała siadać i jeść. Widziałam, że Gaara czuje się dość niepewnie w towarzystwie moich wujków, ale wcale mu się nie dziwiłam. Ta sytuacja była nowa dla wszystkich obecnych i wymagała po prostu czasu, żeby do niej przywyknąć.
-Sasuke mówił, że byliście razem z Gaarą zarejestrować małżeństwo w urzędzie, tak?- ciocia skierowała na mnie spojrzenie swoich czarnych oczu.
-Tak. Przez wyjazd na Seszele nie udało nam się tego zrobić wcześniej.- powiedziałam.- Sasuke i Sakura pojechali z nami , ponieważ były tam wymagane podpisy świadków.
-Złożysz zmianę nazwiska w dokumentach szkolnych? Teraz, kiedy oficjalnie staliście się małżeństwem powinnaś to zrobić.
-Nie chcę tego robić. Oficjalnie nie jestem pełnoletnia, więc nie mam nawet dokumentów do zmienienia.
-Ale przestałaś być Sarą Iregiro. Nie powinnaś tak igrać z prawem.- powiedziała ciocia.
-Według prawa japońskiego Sara może być Sarą Iregiro dopóki nie złoży w szkole wymaganych dokumentów jak skrócony akt ślubu i dokumenty z urzędu potwierdzające zmianę nazwiska. Jako, że nie ma jeszcze dowodu osobistego nie musi tego jeszcze robić. Legitymacja szkolna to jak na razie jedyny dokument potwierdzający jej tożsamość.
-No dobrze, ale co będzie z dokumentami na studia? Miałaś na nich figurować jako Sara Sabaku.- zauważył wujek.
-Zaniosę te papiery na uczelnię, kiedy zadecydują o przyjęciu mnie i po napisaniu testów. Testy są dopiero pod koniec lutego, więc dosłownie chwilę przed końcem roku szkolnego.- wzruszyłam ramionami.

            Po kolacji poszłam z Gaarą do sypialni. Byłam potwornie zmęczona i nadal nieprzestawiona na nowy czas.
-Boże, jacy oni są upierdliwi. Sami zgadzali się ze mną, że zostawienie sobie panieńskiego nazwiska do końca nauki w liceum to dobry pomysł, a teraz nagle staje się to kłopotem.- warknęłam i zaczęłam ściągać z siebie rzeczy.
-Uspokój się. Wydaje mi się, że to co powiedziałem było dla nich wystarczającym argumentem. Tak jak chciałaś. Do końca liceum jesteś Sarą Iregiro, mimo, że oficjalnie jesteś już panią Sabaku. Teraz czekają cię ważniejsze rzeczy niż myślenie o wujkach, ponieważ miałaś wybrać sobie uczelnie, na które chcesz składać aplikacje. Idź pod prysznic, ja włączę komputer, a później poszukamy czegoś razem, dobrze?-zapytał i pocałował mnie.
-Dobrze. W szafie masz póki co dwie półki na swoje ubrania i pół relingu na powieszenie koszul czy czego tam potrzebujesz. Z kolei z komodzie cała jedna szuflada jest na twoje majtki i skarpetki. Na buty muszę jeszcze wygospodarować dla ciebie miejsce no i oczywiście na garnitury i tego typu rzeczy, bo póki co...- Gaara zaczął się śmiać i mocno mnie do siebie przytulił.
-Poradzę sobie. Naprawdę sobie poradzę. Idź już pod ten prysznic, bo w takim tempie skończymy szukać uczelni nad ranem.

            Kiedy wykąpana i ubrana poszłam do sypialni zauważyłam Gaare, który spał z laptopem na kolanach. Uśmiechnęłam się widząc to. Zdjęłam komputer z jego nóg i bardzo delikatnie nakryłam go kocem. Poruszył się niespokojnie, ale na szczęście się nie obudził. Sama pogasiłam światła, nastawiłam budzik i położyłam się obok niego.

            Budzik zadzwonił o 5:30 rano. Wyłączyłam go tak szybko jak tylko mogłam, żeby przypadkiem nie obudził Gaary, a potem szybko wstałam z łóżka i zeszłam do kuchni. Ciocia już w niej rządziła.
-Sara? Nie możesz spać? Czemu wstałaś tak wcześnie?- zapytała, a ja uśmiechnęłam się do niej.
-Uczę się prowadzenia domu od ciebie.- ciocia parsknęła.
-Daj spokój. Idź się jeszcze położyć. Robię wam właśnie bento.- ciocia wskazała na siedem pudełek na stole, do których gotowała ryż w garnku.
-Pomogę ci. Przeze mnie masz jedną dodatkową osobę do wyżywienia.- powiedziałam, a ciocia przytuliła mnie do siebie mocno.
-Kochanie, naprawdę wcale mi to nie przeszkadza. Zanim ty i chłopcy nie podrośliście roboty miałam dużo więcej. Jedna osoba w jedną czy drugą nie robi mi już różnicy. Przynajmniej w domu nie jest pusto.
-Ciociu, Gaara to teraz mój problem. I to ja chcę przygotować dla niego śniadanie. Sama mogę przygotować je również dla siebie.
-Uparty charakter masz na pewno po rodzinie Uchiha. Dobrze, w takim razie tam masz jajka, nori, tu z kolei warzywa i przyprawy. Za chwilę podam ci jeszcze słodką fasolę.- ciocia zaczęła krzątać się po kuchni i pokazywała mi, gdzie znajdują się poszczególne składniki do przygotowania śniadania.

            O 6:30 wróciłam do sypialni, obudziłam Gaare i sama zaczęłam szykować się do szkoły. Ubrałam na siebie mundurek, i zaczęłam wiązać włosy w luźnego koka. Wtedy poczułam ręce Gaary wokół swojej talii.
-Nasze poszukiwania wczoraj były bardzo owocne, co?- zapytał, a ja parsknęłam.
-Oj, bardzo. Tak się nimi zmęczyłam, że nie pamiętam nawet jakie szkoły wybrałam.- powiedziałam i dałam Gaarze buziaka na powitanie. Zegarek wskazywał 6:50.- Kochanie, ogarnij się do końca, a ja idę po Saki. Mam nadzieję, że nie zaspała.

            Kiedy zapukałam do pokoju Sakury, nie było jej w nim. Przewróciłam oczami i poszłam do pokoju Sasuke. Spali razem wtuleni w siebie.
-Saki.- syknęłam. Sakura poruszyła się na łóżku, ale się nie obudziła.- Saki, wstawaj!
            Jednak to nie moja przyjaciółka, a mój kuzyn zerwał się do pozycji siedzącej. Z potarganymi włosami i podpuchniętymi oczami wyglądał nawet słodko.
-Co chcesz?- zapytał i przetarł twarz.
-Dochodzi siódma. Chciałam sprawdzić czy Sakura już wstała.- powiedziałam. Na moje słowa Sasuke wyskoczył z łóżka i dopiero to obudziło Sakurę.
-Co jest?- zapytała zaspana.
-Sakura, wstawaj. Już siódma! Zaspaliśmy!!!- Sasuke biegał po pokoju i kompletował ubrania, które planował dzisiaj ubrać. Sakura słysząc, która jest godzina też wyskoczyła z łóżka jak oparzona i wybiegła z sypialni Sasuke.

            Sasuke i Sakura zeszli na śniadanie zziajani i w lekkim galimatiasie. Zaczęli jeść jak szaleni.
-Spokojnie. Mamy jeszcze chwilę do wyjścia.- powiedziałam, kiedy zauważyłam jak w oczach Sakury pojawiły się łzy, kiedy duży kawałek kanapki utknął jej w gardle. Wujek poklepał ją po plecach, a ona odkaszlnęła.

            Poszliśmy do kuchni skąd każde z nas wzięło swoje bento i zapakowało je do swojej torby. Poszliśmy do garażu, gdzie Sasuke i Gaara zapakowali się do auta mojego kuzyna, my z Sakurą do mojego.
-Do zobaczenia później.- powiedział Sasuke i pocałował Sakurę na pożegnanie.
-My jesteśmy w kontakcie. Daj mi znać jak już skończysz lekcję.- Gaara musnął moje usta, a ja poczułam przyjemne mrowienie w podbrzuszu.

            Kiedy jechałyśmy z Sakurą do szkoły, Saki gadała jak najęta.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że nas obudziłaś. Gdyby to była mama Sasuke umarłabym ze wstydu.- powiedziała.
-Wiesz, wydaje mi się, że ciocia zdaje sobie sprawę z tego, że ty i Sasuke raczej robicie coś więcej niż tylko czułe przytulanie się i dawanie buziaków.
-Jak pierwsza noc ze swoim mężem we własnym domu?- zapytała i szturchnęła mnie ramieniem.
-Sennie. Gaara zasnął, kiedy poszłam pod prysznic. Nie dziwię mu się. Dzień wcześniej spał może ze trzy godziny jak nie mniej.- powiedziałam i wrzuciłam kierunkowskaz do wjazdu na szkolny parking.
-Myślałam, że będziecie mieli chwilę żeby ochrzcić łóżko czy coś.- Sakura postukała się palcem po brodzie.
-Sakura, ochrzciliśmy je dawno temu.- zaśmiałam się.- Nie martw się. Ani ja, ani Gaara długo nie wytrzymujemy bez seksu jeśli o to ci chodzi.
-Dokładnie o to! Cieszę się słysząc, że wszystko z wami w porządku! A teraz chodź. Za chwilę zadzwoni dzwonek!- Sakura wyskoczyła z auta jak oparzona, ja dosłownie po niej. Pobiegłyśmy do środka szkoły, a później czym prędzej do klasy, w której miałyśmy mieć lekcje.

            Ostatnią lekcją były zajęcia z Kurenai. Stęskniłam się za nauczycielką, która wydawała mi się jedyną normalną dorosłą osobą w tej szkole. Przywitała nas z dużym entuzjazmem.
-Witam was wszystkich po długim odpoczynku! Mam nadzieję, że udało wam się stworzyć piękne wspomnienia w trakcie tego dwumiesięcznego odpoczynku. Cieszę się, że widzę was w pełnym gronie, uśmiechniętych i zadowolonych z życia. Mam nadzieję, że zebraliście siły do ciężkiej pracy, ponieważ w tym roku również nie odpuszczamy i robimy przedstawienie z okazji pożegnania klas czwartych. Saro, prosiłabym żebyś przygotowała się ze zdwojoną siłą, ponieważ w tym roku czeka cię więcej pracy niż rok temu. Tym razem wystawiamy musical, a nie przedstawienie. Na pewno zdajesz sobie sprawę z tego, kogo mianowałam na główną rolę kobiecą?- kiwnęłam głowa, kiedy Kurenai zmierzyła mnie bacznym spojrzeniem.
-Tak pani profesor, obiecuję, że dam z siebie wszystko.- powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej.
-To dobrze. Prosiłabym żebyś została chwilę po dzwonku razem z Sakurą, Ino i Hinatą. Mam z wami do obgadania kilka rzeczy.

            Po zajęciach teatralnych zostałyśmy z dziewczynami tak, jak prosiła nas Kurenai. Usiadła na klapie pianina i zmierzyła nas bacznym spojrzeniem.
-Dziewczynki, wiem, że proszę o bardzo dużo, ale chciałabym żebyście trzy razy w tygodniu zostawały na jakieś dwie-trzy godziny po lekcjach i pomagały mi z całym przedstawieniem. Wiem, że macie egzaminy wstępne na studia, ale dużo by to dla mnie znaczyło. I byłoby nieopisaną pomocą, zwłaszcza, że macie najważniejsze role w przedstawieniu, a dyrektorka nie pozwoliła mi na...- skończyła, a potem zerwała się na równe nogi i pobiegła do kosza na śmieci. Zaczęła wymiotować, a my przestraszone spojrzałyśmy po sobie.
-Pani profesor, wszystko dobrze? Mamy zawołać pielęgniarkę?- zapytała Hinata i podeszła do Kurenai. Położyła jej dłoń na ramieniu, a Kurenai zaczęła przecząco kręcić głową.
-Nie. Wszystko w porządku. Przepraszam was, ale może mi się to zdarzać dość często. Jestem w drugim miesiącu ciąży.- powiedziała, a my spojrzałyśmy się na siebie z uśmiechem.
-Gratulujemy!- powiedziałyśmy chórem, a Kurenai uśmiechnęła się do nas.
-No, no. Same dobre rzeczy zdarzyły się podczas wakacji.- Ino objęła mnie ramieniem.
-Sara też jest w ciąży?- zapytała Kurenai zdziwiona.
-Nie. Broń Boże!- zaśmiałam się. Przez chwilę biłam się z myślą, czy powinnam mówić jej o ślubie, ale wtedy przypomniałam sobie o tym, jak dobra zawsze była dla mnie i jak broniła mnie przed Ayo.- Szesnastego sierpnia stałam się panią Sabaku. Gaara i ja pobraliśmy się.
            Oczy Kurenai zrobiły się okrągłe jak spodki, a potem po prostu podeszła do mnie i mocno mnie wyściskała.
-Gratuluję! Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia!- powiedziała.
-Dziękuję.- zarumieniłam się po same czubki uszu.
-Rozumiem, że powinnam zwracać się do ciebie pani Sabaku?- zaczęłam przecząco kręcić głową.
-W żadnym razie. Do końca liceum nie zamierzam dostarczyć dokumentów z urzędu, które będą poświadczać o mojej zmianie nazwiska.- uśmiechnęłam się do Kurenai.
-Szkoda. Sara Sabaku. Bardzo ładnie. Gdybyś odbierała dyplom z nazwiskiem męża, podejrzewam, że byłby dumny jak paw.
            Wtedy rozdzwonił się mój telefon. Wyjęłam go z torby.
-O wilku mowa.- mruknęłam i odrzuciłam połączenie.- Pani profesor, nie wiem jak moje przyjaciółki, ale ja bardzo chętnie będę pani pomagać. Zwłaszcza, że pomoc bardzo się pani przyda.
            Gaara zaczął dzwonić drugi raz. Warknęłam pod nosem i odeszłam na bok.
-Słucham?- zapytałam.
-Saro, nie mogę jechać z tobą dzisiaj do nowego domu. Przepraszam, ale zostanę na uczelni aż do wieczora. Razem z Naokim, Ryu i Marii musimy dokończyć zadanie, które dostaliśmy od naszego profesora.- miał zbolały głos.
-W porządku. Chcesz żebym coś ci przywiozła? Jakieś jedzenie, cokolwiek?- zapytałam.
-Nie. Mam jeszcze bento od ciebie. Poza tym chcemy iść w krótkiej przerwie do kafejki żeby coś zjeść. Będę w domu dość późno.
-Rozumiem. W takim razie przyjemnej pracy i do zobaczenia w domu.- powiedziałam i rozłączyłam się.
-Znowu się pokłóciliście?- zapytała Sakura.
-Nie. Po prostu Gaara do wieczora musi zostać na uczelni. W takim razie co powiecie na zakupy moje kochane przyjaciółki?! Stawiam wszystkim kawę!
            W centrum handlowym trochę się rozluźniłam, ale kiedy wróciłam do domu, a mojego męża nie było pomimo później pory i kolacji, którą ciocia kładła na stół, trochę się zaniepokoiłam.
-Może Gaara poszedł do knajpy razem z tymi swoimi znajomymi żeby odstresować się po zrobieniu zadania. Nie martw się.- Sakura pomagała mi zrobić miejsce w szafie, żeby Gaara mógł upchnąć w niej swoje rzeczy.
-Już kiedyś miał z tego powodu kłopoty. Myślałam, że był na tyle inteligentny, że w końcu nauczył się korzystać z telefonu.- warknęłam i ostro pociągnęłam jeden z wieszaków. Syknęłam, kiedy rozwaliłam palec o zamek bluzy.- Cholera jasna!
-Nie denerwuj się. Najwidoczniej po prostu nie może zadzwonić. Sasuke też kilka razy siedział tak długo na uczelni.

            Kiedy zegarek pokazał chwilę po 23 byłam bardzo zdenerwowana. Tak zdenerwowana, że chodziłam po całym pokoju i głośno wzdychałam.
-Gaara, gdzie ty jesteś...- mruknęłam do siebie pod nosem.

            Zamek w drzwiach od pokoju kliknął chwilę przed północą. Gaara wszedł do pokoju ledwo żywy, tarł przekrwione oczy. Kiedy zobaczył mnie na łóżku, jak wpatruję się w niego z szeroko otwartymi oczami ziewnął.
-Przepraszam jeśli cię obudziłem.- powiedział, a potem odstawił swoją teczkę i poszedł do łazienki.

            Wyszedł z niej 10 minut później, ubrany tylko w dresowe spodnie. Położył się obok mnie, a potem objął mnie ramieniem.
-Jak dobrze być w domu.- mruknął i wtulił się w moją szyję.
-Strasznie późno wróciłeś.- powiedziałam. Starałam się, żeby mój głos brzmiał normalnie.
-Przepraszam cię. Padł mi telefon. Do 22 byliśmy w bibliotece. Zamiast obrazów widzę przed oczami zadrukowane strony książek. Jestem padnięty jak nie wiem.- powiedział i pocałował mnie w kark.
-Kurenai jest w ciąży.- powiedziałam, a wtedy Gaara usiadł z wrażenia.
-Co? Nasza profesor? Profesor Kurenai?- zapytał, a ja kiwnęłam głową.
-W drugim miesiącu. Znowu dostałam główną rolę w przedstawieniu, które organizuje.
-Mam nadzieję, że nie będziesz musiała nikogo całować?- zapytał, a ja zaczęłam się śmiać.
-Zmartwię cię, bo będę. Kurenai wystawia musical. Będziemy jej pomagać w próbach, a przy okazji ćwiczyć swoje kwestie. Główną rolę męską gra chłopak rok młodszy ode mnie. Kiedy dowiedział się, że będzie mnie miał pocałować, wyglądał jakby wygrał bilet do nieba.- powiedziałam.
-Jakoś średnio chcę żeby jakiś facet całował moją żonę.- Gaara dosłownie zgrzytnął zębami.
-Rany, Gaara. To tylko przedstawienie! Pocałunek nawet nie będzie naprawdę tylko udawany. Po prostu dotkniemy się ustami. Daj chłopakowi coś od życia. Kurenai nie mogła wybrać nikogo innego do głównej roli, ponieważ mój głos się wyróżnia. To tylko szkolne przedstawienie, daj spokój.
-Masz rację. To tylko udawany pocałunek. Ja mogę to robić naprawdę.- powiedział i przekręcił mnie tak, że leżałam pod nim. Pocałowało mnie bardzo namiętnie, a ja westchnęłam. Moja ręka powędrowała w jego włosy.
-Dokładnie takie pocałunki lubię.- powiedziałam zadowolona.
-Pocałunek pocałunkiem. Ten chłopak może marzyć też o tym, że kiedykolwiek zrobi coś takiego.- Gaara wsunął mi dłoń pod koszulkę i powoli przesunął ją w stronę moich piersi. Spoglądał mi głęboko w oczy, kiedy to robił, a jego oczy robiły się coraz ciemniejsze. Zagryzłam wargę, kiedy dotknął wrażliwej skóry i zaczął ugniatać moją pierś.
-Czy ty przypadkiem nie byłeś potwornie zmęczony?- zapytałam, kiedy pochylił się, żeby mnie pocałować.
-Jestem. Nadal jestem okropnie zmęczony.- mruknął i delikatnie musnął moje usta.
-W takim razie chodźmy spać, zanim weźmie cię, żeby pokazać mi, o czym mój kolega ze szkolnego przedstawienia może sobie jeszcze co najwyżej pomarzyć.- powiedziałam, a Gaara wyszczerzył się do mnie.
-Skąd wiedziałaś, że mam taki zamiar?
-Znam cię już jakiś czas. Wiem, jak bardzo przekonywujący umiesz być, kiedy chcesz pokazać komuś, gdzie jego miejsce. Ale od razu ci mówię, że daj sobie spokój. Pocałunek będzie udawany, a ty jesteś jedynym facetem, z którym chcę się naprawdę całować i wiem, że ten pocałunek działa jak trzeba. A teraz dobranoc. Inaczej nie pójdziemy spać do rana.- powiedziałam i odwróciłam się plecami do Gaary.
-I bądź tu czułym mężem. Żona odwraca się do ciebie tyłkiem, kiedy ty masz ochotę ją popieścić.- Gaara udawał oburzonego, ja z kolei zaczęłam się bardzo głośno śmiać.

            Być może przez powrót do szkoły i na uczelnię mieliśmy dla siebie mniej czasu, ale moment, kiedy leżeliśmy razem w łóżku i mogliśmy tulić się do siebie tak jak teraz, był dla mnie największą nagrodą na koniec dnia. I żywiłam cichą nadzieję, że takich wieczorów będzie w naszym wspólnym życiu jeszcze wiele.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8