Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 36
Kiedy wysiedliśmy w
Tokio uderzył w nas wiatr. Powietrze w Japonii było chłodniejsze niż na
Seszelach, a zapach miejskiego zgiełku i hałas były jak bolesne zderzenie z
rzeczywistością.
-Nie ma jak w
domu.- mruknęłam ponuro, kiedy zaczęłam ciągnąć swój bagaż podręczny za rączkę.
-Tak. Nie ma jak w
domu...- Gaara również nie wydawał się zachwycony faktem, że wróciliśmy do
Tokio.
Na lotnisku czekał na nas Sasuke.
Był ubrany w czarną skórę i czarne jeansy, z kolei pod kurtką miał białą,
bawełnianą koszulę z długim rękawem.
-Witam nasze
gołąbki. Jak udał się wam miesiąc miodowy?- wyszczerzył się do nas.
-Gdyby nie to, że
musieliśmy wrócić do Tokio, powiedziałabym, że wręcz bajkowo.- powiedziałam, a
Gaara przejął ode mnie moją walizkę.
-Widać. Opaleni,
wypoczęci. Przyda wam się. Od jutra zaczynamy nowy semestr. Sara wraca do
liceum, a my na uczelnię.
-Sasuke, ty to
zawsze wiesz jak zepsuć klimat.- Gaara przybił z Sasuke piątkę.
-Przy okazji
postaraliście się może o nowego członka rodziny? Rodzice mówią, że im nas
więcej w domu tym weselej. I że nie mają nic przeciwko żeby zostać już
dziadkami.- ukryłam twarz w dłoniach.
-Boże, nie było nas
dwa tygodnie! Tylko tyle wystarczyło, żeby nagle wszystko im się
poprzestawiało.- byłam załamana.
W domu powitano nas tak, jakbyśmy
wrócili przynajmniej z rocznej wycieczki i w tym czasie ani razu nie dali znaku
życia. Musieliśmy streszczać pobyt na Praslin dzień po dniu, ze szczegółami i
atrakcjami jakie mieliśmy okazję poznać.
-Obiecuję, że kiedy
tylko wywołamy zdjęcia wszystko wam pokażemy. Przysięgam. Ale teraz i ja i
Gaara chcielibyśmy iść spać. Jest już późno, a jutro czeka nas wczesna
pobudka.- powiedziałam i głośno zaczęłam ziewać.
-Ja powinienem iść
do mojego domu i zabrać stamtąd rzeczy. Przy okazji się przywitać.- Gaara
położył mi rękę na kolanie.
-Iść z tobą?
Niegrzecznie byłoby z mojej strony gdybym nie przywitała się z wujkiem, Temari
i Kankuro.- powiedziałam, ale Gaara zaczął przecząco kręcić głową.
-Jesteśmy po
długiej podróży. Ogarnij się i idź spać. Ciebie czeka jutro powrót do szkoły.
Nauczyciele na pewno będą wam dużo mówić o zajęciach przygotowujących na
studia. Powinnaś wynieść z tego jak najwięcej.- przewróciłam oczami.
-Zrobiłeś esej, czy
w końcu się za to nie zabrałeś?- zapytałam, a Gaara szeroko się do mnie
uśmiechnął.- Czyli zobaczymy się dopiero jutro wieczorem, tak?
-Kiedy wrócę z
uczelni od raz spakuję najpotrzebniejsze rzeczy i przyjdę tu. A teraz będzie
lepiej jeśli już sobie pójdę.
-Pamiętaj Gaara, że
mieliśmy umowę co do mieszkania z nami.- upomniała go ciocia.
-Wiem proszę pani.
Pamiętam.- Gaara podrapał się w tył głowy z zakłopotania.
-Od tej pory mów do
nas ciociu i wujku. Jesteś w końcu częścią naszej rodziny.- wujek uśmiechnął
się do Gaary.
-Dobrze. A teraz
przepraszam, ale naprawdę chciałbym zobaczyć się z moim rodzeństwem i wujkiem.
-Odprowadzę cię.-
powiedziałam i wstałam razem z Gaarą.
Kiedy staliśmy pod drzwiami czułam
się bardzo dziwnie.
-Znów zachowujemy
się jak chłopak i dziewczyna, a nie jak mąż i żona.- powiedziałam, a Gaara
blado się uśmiechnął.
-Jutro zamieszkam
już z wami. Wytrzymamy jedną noc bez siebie. Przy okazji mogłabyś przyjechać
jutro po moich zajęciach i odebrać mnie z uczelni? Sakura i Sasuke pojadą z
nami, dobrze?
-Coś się stało?
Masz poważny ton głosu.
-Nic się nie stało.
Po prostu czy możesz to zrobić?
-Oczywiście, że
mogę. Napisz mi tylko, o której mam być.- jego dziwne zachowanie trochę mnie
zaniepokoiło.
-Kończę o
siedemnastej.- powiedział.
-Dobrze, w takim
razie będziemy o tej godzinie. Sas też kończy o tej porze?
-Tak. Mamy wspólny
wykład. A teraz uciekam. Ty też powinnaś iść spać. Wyglądasz na bardzo
zmęczoną.- pochylił się i dał mi czułego całusa.
-Nie będę nawet
próbowała kłamać, że nie jestem. Ty też nie siedź za długo nad tym esejem.
Dobrej nocy, kochanie.
Kiedy ubierałam się w piżamę po
gorącym prysznicu, do mojego pokoju przyszła Saki. Rzuciła się na moje łóżko.
-Dzisiaj ja
zastąpię ci męża ślicznotko. Będziemy grzeszyć całą noc.- powiedziała i kilka
razy szybko poruszyła brwiami.
Wybuchłam głośnym śmiechem i w kilku
susach znalazłam się obok mojej przyjaciółki. Zaczęłam mocno ją do siebie
tulić.
-Stęskniłam się za
tobą wredna mendo, wiesz?- zapytałam i ścisnęłam ją z całych sił. Stęknęła.
-Właśnie widzę.
Opowiadaj jak bardzo namiętny seks uprawiałaś w tym Raju na ziemi i jak
cudownie spędziłaś czas! Przy okazji jak udało ci się zażegnać kryzys pod
tytułem Rozwód Narity czy jak to się tam nazywało? Wydawało mi się, że serio
byłaś gotowa rozwodzić się po powrocie.
-Bo przez chwilę
chyba przeszło mi to przez myśl. Na szczęście twoje bardzo ostre słowa
przywołały mnie do porządku. Porozmawiałam z nim, przeprosiłam za swoje
gówniarskie zachowanie. Potem rozmawialiśmy i kochaliśmy się czekaj... W ciągu
doby chyba jedenaście razy.- Sakura zaczęła kaszleć.
-To chyba na
viagrze.- wykrztusiła.
-Gaara nie
potrzebuje tabletek. Bez przesady. - szturchnęłam Sakurę, a ona się zaśmiała.
-Najważniejsze, że
skończyliście te bezsensowne kłótnie. Powinnaś pogadać z psychologiem gdybyś
znowu miała takie ataki nieuzasadnionej zazdrości. Inaczej naprawdę będziesz
mogła zmieniać status na rozwódka.
-Mam ciebie. Nie
potrzebuję psychologa póki co. Wiem też, że w razie czego będziesz trzymać mnie
w ryzach. Od tego są przyjaciółki.
-Ty chyba
przeceniasz moją cierpliwość do twoich wyskoków, Iregiro. O przepraszam.
Sabaku.
-Nie. Mów do mnie
Iregiro. W twoich ustach Sabaku brzmi dla mnie jak nazwa jakiejś okropnej
choroby.
-Sara! Jesteś małym
potworem!!!- Sakura uderzyła mnie poduszką, a ja zaczęłam się głośno śmiać i
sama chwyciłam za poduszkę.
Następnego dnia w szkole Ino i
Hinata wyciągnęły nas podczas długiej przerwy w odległy kąt szkolnego
dziedzińca i zaczęły wypytywać o moją podróż poślubną. Opowiedziałam im o
cudach Seszeli, o moich kłótniach z Gaarą i o tym, że w końcu udało nam się
pogodzić.
-Rany!!! Ale ja ci
zazdroszczę! Nie dość, że jesteś żoną takiego przystojnego faceta, to jeszcze
pojechałaś w podróż poślubną w takie miejsce. Po twoim cudownym ślubie sama
zaczęłam snuć marzenia o tym magicznym dniu, kiedy ja i Sai staniemy się
małżeństwem i wszystko się zmieni.- Ino westchnęła rozmarzona.
-Ino, zmartwię cię,
ale po ślubie praktycznie nic się nie zmienia. Dla nas się nie zmieniło. Nie ma
żadnych fajerwerków, nie ma omdleń ze szczęścia, nie ma żadnych trzęsień ziemi.
Dla mnie był to po prostu fakt, że zaczęłam mówić na Gaare mąż i przedstawiam
się jego nazwiskiem.
-Właśnie! Podasz
zmianę nazwiska nauczycielom?- zapytała Hinata.
-Nawet nie muszę
tego robić. Dowód osobisty dostanę dopiero na dwudzieste urodziny. Legitymację
mam podbitą do końca marca, także nie muszę tego robić. Przed ślubem ustalałam
z Gaarą, że dyplom ukończenia liceum chciałabym dostać z nazwiskiem panieńskim.
-Wyobraziłam sobie
co by się stało, gdyby dyrektorka wywołała cię jako Sara Sabaku, a połowa
dziewczyn od nas ze szkoły zaniemówiłaby z wrażenia. To byłoby piękne
przypieczętowanie nauki i dowalenie sukom jak nie wiem.- Ino miała rozmarzony
wyraz twarzy, a my wszystkie bardzo głośno zaczęłyśmy się śmiać.
-Dobra, zjedzmy
coś. Gadanie o małżeństwie sprawiło, że zgłodniałam... Aaa! Saki! Po szkole
jedziemy po Gaare i Sasuke. Gaara chciał gdzieś z nami jechać.
-Mówił gdzie?- Saki
najwidoczniej też pierwszy raz słyszała o tym, że Gaara chce gdzieś z nami iść.
-Nie mam pojęcia.
Po prostu zapytał czy mogłabym przyjechać z tobą po niego i Sasa i chce gdzieś
z nami pojechać. A gdzie, to zachował już dla siebie.
-No dobrze. Skoro
Gaara o to prosił to pojadę. Ciekawe o co chodzi. Rozbudziłaś we mnie ciekawość
no!!!- Sakura zaczęła szarpać mnie za ramię.
-Sakura, daj
spokój. Gaara nawet mi nie powiedział gdzie chce nas zabrać, więc mnie za to
nie maltretuj!!!- powiedziałam.
-No, no. Nasz
kwartet frajerek w komplecie.- wszystkie odwróciłyśmy się za siebie jak na
rozkaz.
Karin stała w cieniu drzewa i
uważnie nas obserwowała.
-Czego chcesz?-
warknęła Ino.
-Chciałam się po
prostu przekonać czy to, co wtedy usłyszałam u jubilera to prawda. Ty i Gaara
pobraliście się w połowie sierpnia?- skierowała pytanie do mnie, a dziewczyny
próbowały zasłonić mnie swoimi ciałami.
-To, co Sara robiła
w wakacje to nie twoja sprawa.- powiedziała Sakura.
-Chcesz wykorzystać
tak mało przydatne informacje w jakimś konkretnym celu? Chcesz rozpowiedzieć to
w szkole? Chcesz zniszczyć mi tym życie, czy jak?- zapytałam.
-Nie. Chcę ci pogratulować.
Jeden z najbardziej pożądanych facetów w szkole jest już poza zasięgiem.
Sakura, ja nadal nie odpuściłam sobie Sasuke, więc dopóki i ty nie wyjdziesz za
niego za mąż, o ile to w ogóle nastąpi, nie licz na to, że zostawię was w
spokoju.- powiedziała, a potem odwróciła się na pięcie i skierowała się do
środka szkoły.
Po lekcjach wsiadłam z Saki do auta
i niemal od razu pojechałam do centrum miasta. Po drodze zahaczyłam jeszcze o
bar i kupiłam nam wszystkim obiady na wynos. Kiedy stanęłyśmy na parkingu była
dokładnie szesnasta trzydzieści. Wypakowałyśmy swój obiad, rozerwałyśmy
pałeczki i zaczęłyśmy jeść.
-Karin
pogratulowała ci wygranej o serce Gaary. Ciekawe co nią kierowało.- zauważyła
Sakura, kiedy namiętnie wcinała swoje takoyaki.
-Nie mam pojęcia i
chyba nie chcę wiedzieć. Dopóki trzyma to dla siebie nie jest na mojej liście
ludzi do zaszczucia.- powiedziałam i zaczęłam jeść swój ryż z sosem serowym.
-Jeszcze tylko pół
roku, Sara. Jeszcze tylko pół roku i kończymy liceum. Wtedy wszystkie wredne suki
odejdą z naszego życia śmiercią naturalną dla takich znajomości.
-I zaczną się
studia, gdzie będą nowe suki. Jeszcze gorsze niż te w liceum.- powiedziałam i
pociągnęłam spory łyk coli w puszce.
-Twoje
"optymistyczne" myśli nie są zbyt przyjemne.
-Ale cholernie
prawdziwe. To ty powiedziałaś, że większość dziewczyn idzie na studia żeby
znaleźć sobie mężów.- wskazałam na nią pałeczkami jakbym brała ją na celownik.
-Weź poprawkę na
to, że ty już masz męża. To mój facet jest jeszcze wolnym strzelcem.
-Chciałabyś wyjść
za Sasuke w najbliższym czasie?- zapytałam, a moja przyjaciółka zaczęła
przecząco kręcić głową.
-Nie. Na razie jest
mi dobrze tak, jak jest. Ty i Gaara jesteście ulepieni z zupełnie innej gliny
niż ja i Sas. Sasuke musi dojrzeć do ślubu. Póki co jest jeszcze niedojrzały do
takiego poważnego kroku. Może kiedyś...
-Masz rację. W
naszym związku to ja jestem ta mniej dojrzała. Gaara musi nadrabiać. Ale trochę
cieszę się z tego.
-Zmieniłaś się przy
nim. Zdecydowanie na lepsze.- Sakura potargała mi włosy.
Zaczęłyśmy się wygłupiać, aż w końcu
uderzyłam łokciem w klakson. Obie podskoczyłyśmy i ryknęłyśmy śmiechem. Z kolei
kiedy ktoś zapukał w oko samochodu krzyknęłyśmy.
Spojrzałam za swoje ramię.
-Naoki!- pomachałam
mu i wysiadłam z auta.
-Cześć Saro! Jak
tam pierwszy dzień w szkole?- zapytał. Jego oczy zawsze błyszczały w
charakterystyczny sposób kiedy się we mnie wpatrywał.
-Trochę szalony.
Moje koleżanki wypytywały jak minęła mi podróż poślubna, jak było na Seszele.
Gratulowały po raz nie wiem który. Mieliśmy też rozmowy o zajęciach
przygotowujących na studia.
-Gaara mówił, że
planujesz zdawać na studia prawnicze. To świetna wiadomość!
-Iregiro, masz
zamiar przedstawić mnie swojemu koledze?- Sakura wysiadła z auta i stanęła obok
mnie.
-Jestem Naoki. Chodzę
z chłopakiem Sary na studia.
-Z mężem Sary,
Naoki.- zza Naokiego usłyszałam głos Gaary. Szedł z teczką przewieszoną przez
ramię. Obok niego szedł Ryu i Marii. Marii nie wyglądała na zbyt szczęśliwą z
powodu tego, że mnie widzi.
Gaara podszedł do mnie i pocałował
mnie na powitanie.
-Tak, Sabaku. Z
mężem Sary. Zapominam cały czas, że ona nie jest już do wzięcia.- Naoki
wzruszył ramionami.
-Gaara, gdzie jest
Sasuke?- zapytała Saki.
-Poszedł do swojego
wykładowcy. Facet ma dla niego jakieś materiały na zajęcia za tydzień. Za
chwile przyjdzie- Gaara objął mnie ramieniem.- Jak było w szkole?
-Karin składa nam
serdecznie gratulacje z okazji ślubu. Kakashi truje o konieczności złożenia
deklaracji na uczelnie, na które chcemy zdawać. Muszę to zrobić do końca września
więc dzisiaj wieczorem siedzisz razem ze mną i przeglądasz wszystkie możliwe
oferty.
-Karin składała nam
życzenia z okazji ślubu?- Gaara zmarszczył czoło nieziemsko zdziwiony.
-Tak. Pamiętasz jak
spotkała nas u jubilera dwa tygodnie przed ślubem? Przyszła do mnie dzisiaj
upewnić się czy to, że się pobraliśmy to prawda. Powiedziała, że gratuluje mi
tego, że udało mi się zdobyć jednego z najbardziej pożądanych mężczyzn w naszej
szkole. I powiedziała Saki, że nie odpuści Sasuke dopóki ten też się nie ożeni.
-Akurat Karin jest
na końcu mojej listy, więc nie rozumiem po co w ogóle denerwowała Sakurę w ten
sposób.- Sasuke wyrósł za Saki jak duch i bez czekania na jej odpowiedź po
prostu ją pocałował.
Sakura spłonęła rumieńcem i opuściła
głowę. Zachowywała się jak małe dziecko.
-Bo Karin to wredna
suka. Jakbyś nie pamiętał.- Gaara machnął ręką, jakby odganiał natrętną muchę.
-Pamiętam. Dobra
szwagrze. Teraz mam do ciebie pytanie. Gdzie chcesz nas zabrać i dlaczego
kazałeś fatygować się po to swojej żonie i mojej dziewczynie?
-Jest jeszcze jedna
rzecz, którą musimy załatwić. Zbieramy się.
-Poczekaj.
Kupiłyśmy wam obiad na wynos. Zjedzcie go tutaj, żeby nie zabrudzić mi auta.-
powiedziałam i wyjęłam z tylnego siedzenia pudełka z knajpki.
-Dzięki. Uwierz, że
jestem głodny jak wilk.- powiedział, a potem otworzył pudełko.- Mmm. Moje
ulubione!
Kiedy chłopcy zjedli od razu
zapakowali się do auta. Gaara na miejsce kierowcy, Sasuke na miejsce pasażera z
przodu.
-Ej! To moje auto!-
powiedziałam.
-A wiesz gdzie
jechać?- zapytał Gaara, a ja nadymałam policzki z niezadowolenia.
Zajechaliśmy pod urząd miejski.
-Wysiadka.- Gaara
zgasił silnik i wysiadł z auta. My za nim.
-Co tu robimy?-
zapytała Sakura, ale Gaara zignorował jej pytanie.
Weszliśmy do urzędu i od razu skierowaliśmy
się do lady z formularzami. Gaara wziął jeden i zaczął go czytać. Dopiero wtedy
zauważyłam co było napisane jako nagłówek "FORMULARZ MAŁŻEŃSTWA".
Gaara najpierw podał wniosek Sasuke i Sakurze, którzy wypełnili wniosek i
podpisali w przeznaczonych do tego miejscach. Potem Gaara wypełnił swoje pole.
Podał dokument mi. Podałam wszystkie wymagane dane i podpisałam.
-Wszystko jest
dobrze wypełnione. Idziemy do okienka.- powiedział i złapał mnie za rękę.
Dokument przyjęła od nas kobieta po
pięćdziesiątce. Postawiła wszystkie wymagane pieczątki, wydrukowała jakieś małe
kwitki, które również kazała podpisać i w pewnym momencie się zatrzymała.
-Pani jest
niepełnoletnia. Czy rodzice wyrazili zgodę na ślub?
-Opiekunami
prawnymi mojej żony są brat jej matki i jego żona. Wyrazili zgodę. Inaczej nie
pobralibyśmy się.
-Potwierdzam słowa
mojego szwagra. Opiekunami Sary są moi rodzice. Adoptowali ją kiedy miała pięć
lat. Wyrazili zgodę na ślub i do samego końca pomagali w przygotowaniach
ceremonii ślubnej.
-W takim razie
prosiłabym żeby podpisała pani jeszcze ten dokument.- podsunęła mi kartkę pod
nos. Szybko ją przeczytałam i złożyłam podpis w wykropkowanym miejscu. Kobieta
sprawdziła czy wszystko jest jak powinno.- To wszystko. Wszystkiego dobrego na
nowej drodze życia.
-Dziękujemy. Do
widzenia i miłego dnia.- Gaara pociągnął mnie za rękę, a potem we czwórkę
wyszliśmy z urzędu.
Kiedy stanęliśmy przed samochodem
Gaara szeroko się uśmiechał.
-Możesz mi
powiedzieć, co własnie zrobiliśmy?- zapytałam lekko zbita z tropu.
-Właśnie oficjalnie
stałaś się panią Sabaku i moją żoną.
-Czyli... Czy to
znaczy, że kiedy wyjeżdżaliście na Seszele oficjalnie nie byliście
małżeństwem?- zapytała Sakura.
-Oficjalnie nie.
Nie złożyliśmy dokumentów do urzędu, więc nie byliśmy uznani jako mąż i żona.
-Czyli kiedy
gadałam ci o rozwodzie, nawet nie musiałoby do żadnego dojść?- zapytałam lekko
zdenerwowana.
-Tak, ale nie
mówiłem ci o tym, bo bałem się, że mogłaś poczuć chęć rzucenia wszystkiego od
tak. Teraz nie będzie to takie łatwe.- Gaara wyszczerzył się do mnie.
-Dziękuję za kredyt
zaufania, kochanie. Twoja hipokryzja czasem zadziwia mnie aż za bardzo.
-Kolejna małżeńska
kłótnia! Która to już od czasu jak wymieniliście obrączki?- Sasuke zaczął się
śmiać.
-Myślisz, że liczę?
Staram się o nich nie myśleć prawie wcale.- powiedział Gaara.
-Ale Sara liczy.-
Sakura puściła do mnie oko.
-Ja liczę co
innego.- wytknęłam jej język.
-Dobra, jedźmy do
domu. Ja muszę jeszcze skoczyć po moje ubrania i najpotrzebniejsze rzeczy, żeby
przenieść je do waszego domu. Saro, pojedziesz ze mną?- zapytał Gaara.
-Jasne. Sakura,
Sasuke moglibyście odprowadzić samochód do garażu? Wrócimy jak już Gaara
ogarnie rzeczy.
Mój kuzyn i przyjaciółka zostawili
mnie i Gaare pod jego domem, a potem odjechali. Z kolei kiedy my weszliśmy do
domu od razu zostaliśmy przywitani przez moją nową rodzinę.
-Cześć!!! Jak tam
gołąbki po podróży poślubnej? Gaara był wczoraj małomówny jak mim i bardzo
szybko poszedł do swojego pokoju.
-Byliśmy zmęczeni
po długiej podróży. W dodatku przez pobyt na Seszele nie odrobił eseju na
studia. Robił to chyba do rana, co kochanie?- zapytałam i uśmiechnęłam się do
Gaary.
-Konkretnie to do
czwartej. Dlatego dzisiaj marzę o szybkim pójściu do łóżka.- powiedział i
przeciągnął się, a coś przeskoczyło mu w plecach.
-To co braciszku,
wybywasz z naszego domu i już nigdy nie wracasz, tak? Będę mógł zająć twój
pokój?- zapytał Kankuro, a Gaara przewrócił oczami.
-Nie. Dopóki nie
zamieszkam z Sarą w domu od dziadka nie zajmuj mojego pokoju. Może się okazać,
że będę go czasem potrzebował.
-A to dlaczego?-
zapytałam.
-Gdybyśmy się
pokłócili dobrze byłoby żebym miał gdzie pójść żeby nie grzać miejsca na
wycieraczce.- wszyscy oprócz mnie się zaśmiali.
-No dzięki. Nie ma
jak wsparcie od kochającego męża.- mruknęłam, a Gaara przyciągnął mnie do
siebie i pocałował.
-Jeszcze nie macie
się dość po dwutygodniowym pobycie tylko w swoim towarzystwie?- zapytała
Temari.
-Co ty. Dopiero się
zaczyna. Teraz zaczyna się prawdziwe życie. Na Seszele to był test wstępny.-
powiedziałam.
-Ty to uważasz za
test wstępny?! Miałaś rację, że w ciągu roku zrobię się siwy!- Gaara był
przerażony my z kolei rozbawieni.
Gaara poszedł ze mną do swojej
sypialni.
-Co będzie mi
potrzebne, jak myślisz?- zapytał.
-Na pewno
szczoteczka do zębów, golarka, bielizna, kilka koszul, skarpetki, spodnie,
piżama.
-Będę spał nago.-
powiedział luźno.
-To nie
potrzebujesz piżamy. Kosmetyki, najważniejsze dokumenty czy co ty tam na studia
potrzebujesz... Rany, Gaara, nie wiem, co dalej. Jak ja pakuję się gdziekolwiek
okazuje się, że połowa rzeczy była mi w ogóle niepotrzebna. I tak przez
następne kilka dni będziesz na raty zabierał rzeczy do mnie. Dzisiaj weź po
prostu to, co chcesz ubrać jutro i rzeczy do ogarnięcia się.- zaczęłam wyliczać
na palcach, a Gaara się uśmiechnął.
Spakowaliśmy to, co Gaara uznał za
najbardziej niezbędne, a potem wróciliśmy spacerkiem do domu.
-Co ty na to, żeby
jutro odwiedzić dom, który kupił nam dziadek?- zapytał Gaara, a ja na chwilę
przystanęłam.
-Chce ci się?-
Gaara kiwnął głową.
-Chciałbym zobaczyć
miejsce, gdzie będziemy razem żyć. Moglibyśmy wstępnie ustalić gdzie
chcielibyśmy poszczególne pokoje takie jak sypialnia i inne. Wujek ma klucz,
więc nie widzę problemu, żebyśmy nie mogli tego zrobić.
-Czemu nie. Mam
przyjechać po ciebie po uczelni?
-Nie. Kończę jutro
bardzo wcześnie, więc od razu po zajęciach pojadę do domu, spakuję większą
ilość rzeczy i dam ci znać. Gdybyś mogła to przyjedź do mnie po swoich
zajęciach, zapakujemy to, co sobie przygotuję i stamtąd pojedziemy do naszego
nowego domu.
-Czy to nie jest
marnotrawstwo, że ten dom stoi pusty?- zapytałam nagle oświecona tą myślą.
-Sara, ten dom to
podobno sama konstrukcja, bez żadnego wykończenia oprócz dachu, okien i drzwi
wejściowych. Nie jest pomalowany, a w środku pomieszczenia są podzielone
jedynie ścianami. Wszystko jest golusieńkie.
-I rozumiem, że
znowu za wszystko będą płacić nasi wujkowie? Nasze małżeństwo to chyba ich
najgorsza inwestycja.- zażartowałam.
-Wiesz ile zarabia
twój wujek? Albo mój?- zapytał, a ja zaczęłam przecząco kręcić głową.- Zaufaj
mi, że tego typu wydatki są dla nich jak rzucenie dziecku kasy na stół, żeby
wydało je sobie na własne przyjemności. Poza tym dziadek zadbał o to, żeby jego
jedyne wnuki były zabezpieczone finansowo do końca życia. Temari, Kankuro i ja
mamy w jego firmie udziały naszej mamy, które wynosiły 60 do 40 dla mamy. Każde
z nas po jej śmierci otrzymało po 20% zysków i od czasu kiedy osiągnęliśmy
pełnoletniość, pieniądze są odkładane w dość pokaźnych sumach na nasze konta.
Uwierz, że nigdy w życiu nie wziąłbym od wujka pieniędzy na pierścionek
zaręczynowy, który ci kupiłem, ani na nic innego, co dotyczyło moich
przyjemności. Powinnaś zapytać swoich wujków w jaki sposób oni rozwiązali
podobną sytuację u was. Z tego co mówił Sasuke podzielili udziały w taki
sposób, że ty, Itachi i Sas macie po 25% udziałów, ale dopiero po ich śmierci.
Jak na razie korzystacie z około 5% procent i taki stan rzeczy zmieni się,
kiedy twoi wujkowie umrą. Wtedy ich 25% udziału zostanie podzielone na waszą
trójkę w równym stopniu. Nie dziwiłaś się nigdy dlaczego twoje kieszonkowe jest
takie wysokie?
-Nie zastanawiałam
się nad tym! I tak zawsze wydawałam z tego małe sumy, bo nie miałam pojęcia co
robić z pieniędzmi! Teraz według tego, co mówisz, wychodzi na to, że dzięki
firmie wujka jestem finansowo zabezpieczona aż do końca życia!
-Teoretycznie
właśnie taki był zamysł tego zapisu.
-Czyli możemy
urządzić nasz własny dom za nasze pieniądze?- zapytałam, a Gaara kiwnął głową.-
Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę słysząc to.
-Czujesz ulgę? To
bardzo dobrze, ponieważ dzięki temu wiem, że dzisiaj nie czeka mnie już żadne
spięcie z tobą. A, i przy okazji, skoro wujkowie i twoi kuzyni ukrywali przed
tobą zapis w sprawie podziału udziałów firmy, nie mów im, że wiesz, dobrze? Być
może mają jakiś konkretny powód żeby to robić.
Do domu wróciliśmy akurat na
kolację. Ciocia niemal natychmiast nakryła dla nas dodatkowe miejsca, a potem
kazała siadać i jeść. Widziałam, że Gaara czuje się dość niepewnie w
towarzystwie moich wujków, ale wcale mu się nie dziwiłam. Ta sytuacja była nowa
dla wszystkich obecnych i wymagała po prostu czasu, żeby do niej przywyknąć.
-Sasuke mówił, że
byliście razem z Gaarą zarejestrować małżeństwo w urzędzie, tak?- ciocia
skierowała na mnie spojrzenie swoich czarnych oczu.
-Tak. Przez wyjazd
na Seszele nie udało nam się tego zrobić wcześniej.- powiedziałam.- Sasuke i
Sakura pojechali z nami , ponieważ były tam wymagane podpisy świadków.
-Złożysz zmianę
nazwiska w dokumentach szkolnych? Teraz, kiedy oficjalnie staliście się
małżeństwem powinnaś to zrobić.
-Nie chcę tego
robić. Oficjalnie nie jestem pełnoletnia, więc nie mam nawet dokumentów do
zmienienia.
-Ale przestałaś być
Sarą Iregiro. Nie powinnaś tak igrać z prawem.- powiedziała ciocia.
-Według prawa japońskiego
Sara może być Sarą Iregiro dopóki nie złoży w szkole wymaganych dokumentów jak
skrócony akt ślubu i dokumenty z urzędu potwierdzające zmianę nazwiska. Jako,
że nie ma jeszcze dowodu osobistego nie musi tego jeszcze robić. Legitymacja
szkolna to jak na razie jedyny dokument potwierdzający jej tożsamość.
-No dobrze, ale co
będzie z dokumentami na studia? Miałaś na nich figurować jako Sara Sabaku.-
zauważył wujek.
-Zaniosę te papiery
na uczelnię, kiedy zadecydują o przyjęciu mnie i po napisaniu testów. Testy są
dopiero pod koniec lutego, więc dosłownie chwilę przed końcem roku szkolnego.-
wzruszyłam ramionami.
Po kolacji poszłam z Gaarą do
sypialni. Byłam potwornie zmęczona i nadal nieprzestawiona na nowy czas.
-Boże, jacy oni są
upierdliwi. Sami zgadzali się ze mną, że zostawienie sobie panieńskiego
nazwiska do końca nauki w liceum to dobry pomysł, a teraz nagle staje się to
kłopotem.- warknęłam i zaczęłam ściągać z siebie rzeczy.
-Uspokój się.
Wydaje mi się, że to co powiedziałem było dla nich wystarczającym argumentem.
Tak jak chciałaś. Do końca liceum jesteś Sarą Iregiro, mimo, że oficjalnie
jesteś już panią Sabaku. Teraz czekają cię ważniejsze rzeczy niż myślenie o
wujkach, ponieważ miałaś wybrać sobie uczelnie, na które chcesz składać aplikacje.
Idź pod prysznic, ja włączę komputer, a później poszukamy czegoś razem,
dobrze?-zapytał i pocałował mnie.
-Dobrze. W szafie
masz póki co dwie półki na swoje ubrania i pół relingu na powieszenie koszul
czy czego tam potrzebujesz. Z kolei z komodzie cała jedna szuflada jest na
twoje majtki i skarpetki. Na buty muszę jeszcze wygospodarować dla ciebie
miejsce no i oczywiście na garnitury i tego typu rzeczy, bo póki co...- Gaara
zaczął się śmiać i mocno mnie do siebie przytulił.
-Poradzę sobie.
Naprawdę sobie poradzę. Idź już pod ten prysznic, bo w takim tempie skończymy
szukać uczelni nad ranem.
Kiedy wykąpana i ubrana poszłam do
sypialni zauważyłam Gaare, który spał z laptopem na kolanach. Uśmiechnęłam się
widząc to. Zdjęłam komputer z jego nóg i bardzo delikatnie nakryłam go kocem.
Poruszył się niespokojnie, ale na szczęście się nie obudził. Sama pogasiłam
światła, nastawiłam budzik i położyłam się obok niego.
Budzik zadzwonił o 5:30 rano.
Wyłączyłam go tak szybko jak tylko mogłam, żeby przypadkiem nie obudził Gaary,
a potem szybko wstałam z łóżka i zeszłam do kuchni. Ciocia już w niej rządziła.
-Sara? Nie możesz
spać? Czemu wstałaś tak wcześnie?- zapytała, a ja uśmiechnęłam się do niej.
-Uczę się
prowadzenia domu od ciebie.- ciocia parsknęła.
-Daj spokój. Idź
się jeszcze położyć. Robię wam właśnie bento.- ciocia wskazała na siedem
pudełek na stole, do których gotowała ryż w garnku.
-Pomogę ci. Przeze
mnie masz jedną dodatkową osobę do wyżywienia.- powiedziałam, a ciocia
przytuliła mnie do siebie mocno.
-Kochanie, naprawdę
wcale mi to nie przeszkadza. Zanim ty i chłopcy nie podrośliście roboty miałam
dużo więcej. Jedna osoba w jedną czy drugą nie robi mi już różnicy.
Przynajmniej w domu nie jest pusto.
-Ciociu, Gaara to
teraz mój problem. I to ja chcę przygotować dla niego śniadanie. Sama mogę
przygotować je również dla siebie.
-Uparty charakter
masz na pewno po rodzinie Uchiha. Dobrze, w takim razie tam masz jajka, nori,
tu z kolei warzywa i przyprawy. Za chwilę podam ci jeszcze słodką fasolę.-
ciocia zaczęła krzątać się po kuchni i pokazywała mi, gdzie znajdują się
poszczególne składniki do przygotowania śniadania.
O 6:30 wróciłam do sypialni,
obudziłam Gaare i sama zaczęłam szykować się do szkoły. Ubrałam na siebie
mundurek, i zaczęłam wiązać włosy w luźnego koka. Wtedy poczułam ręce Gaary
wokół swojej talii.
-Nasze poszukiwania
wczoraj były bardzo owocne, co?- zapytał, a ja parsknęłam.
-Oj, bardzo. Tak
się nimi zmęczyłam, że nie pamiętam nawet jakie szkoły wybrałam.- powiedziałam
i dałam Gaarze buziaka na powitanie. Zegarek wskazywał 6:50.- Kochanie, ogarnij
się do końca, a ja idę po Saki. Mam nadzieję, że nie zaspała.
Kiedy zapukałam do pokoju Sakury,
nie było jej w nim. Przewróciłam oczami i poszłam do pokoju Sasuke. Spali razem
wtuleni w siebie.
-Saki.- syknęłam.
Sakura poruszyła się na łóżku, ale się nie obudziła.- Saki, wstawaj!
Jednak to nie moja przyjaciółka, a
mój kuzyn zerwał się do pozycji siedzącej. Z potarganymi włosami i
podpuchniętymi oczami wyglądał nawet słodko.
-Co chcesz?-
zapytał i przetarł twarz.
-Dochodzi siódma.
Chciałam sprawdzić czy Sakura już wstała.- powiedziałam. Na moje słowa Sasuke
wyskoczył z łóżka i dopiero to obudziło Sakurę.
-Co jest?- zapytała
zaspana.
-Sakura, wstawaj.
Już siódma! Zaspaliśmy!!!- Sasuke biegał po pokoju i kompletował ubrania, które
planował dzisiaj ubrać. Sakura słysząc, która jest godzina też wyskoczyła z
łóżka jak oparzona i wybiegła z sypialni Sasuke.
Sasuke i Sakura zeszli na śniadanie
zziajani i w lekkim galimatiasie. Zaczęli jeść jak szaleni.
-Spokojnie. Mamy
jeszcze chwilę do wyjścia.- powiedziałam, kiedy zauważyłam jak w oczach Sakury
pojawiły się łzy, kiedy duży kawałek kanapki utknął jej w gardle. Wujek
poklepał ją po plecach, a ona odkaszlnęła.
Poszliśmy do kuchni skąd każde z nas
wzięło swoje bento i zapakowało je do swojej torby. Poszliśmy do garażu, gdzie
Sasuke i Gaara zapakowali się do auta mojego kuzyna, my z Sakurą do mojego.
-Do zobaczenia
później.- powiedział Sasuke i pocałował Sakurę na pożegnanie.
-My jesteśmy w
kontakcie. Daj mi znać jak już skończysz lekcję.- Gaara musnął moje usta, a ja
poczułam przyjemne mrowienie w podbrzuszu.
Kiedy jechałyśmy z Sakurą do szkoły,
Saki gadała jak najęta.
-Nawet nie wiesz
jak się cieszę, że nas obudziłaś. Gdyby to była mama Sasuke umarłabym ze wstydu.-
powiedziała.
-Wiesz, wydaje mi
się, że ciocia zdaje sobie sprawę z tego, że ty i Sasuke raczej robicie coś
więcej niż tylko czułe przytulanie się i dawanie buziaków.
-Jak pierwsza noc
ze swoim mężem we własnym domu?- zapytała i szturchnęła mnie ramieniem.
-Sennie. Gaara
zasnął, kiedy poszłam pod prysznic. Nie dziwię mu się. Dzień wcześniej spał
może ze trzy godziny jak nie mniej.- powiedziałam i wrzuciłam kierunkowskaz do
wjazdu na szkolny parking.
-Myślałam, że
będziecie mieli chwilę żeby ochrzcić łóżko czy coś.- Sakura postukała się
palcem po brodzie.
-Sakura,
ochrzciliśmy je dawno temu.- zaśmiałam się.- Nie martw się. Ani ja, ani Gaara
długo nie wytrzymujemy bez seksu jeśli o to ci chodzi.
-Dokładnie o to!
Cieszę się słysząc, że wszystko z wami w porządku! A teraz chodź. Za chwilę
zadzwoni dzwonek!- Sakura wyskoczyła z auta jak oparzona, ja dosłownie po niej.
Pobiegłyśmy do środka szkoły, a później czym prędzej do klasy, w której
miałyśmy mieć lekcje.
Ostatnią lekcją były zajęcia z
Kurenai. Stęskniłam się za nauczycielką, która wydawała mi się jedyną normalną
dorosłą osobą w tej szkole. Przywitała nas z dużym entuzjazmem.
-Witam was
wszystkich po długim odpoczynku! Mam nadzieję, że udało wam się stworzyć piękne
wspomnienia w trakcie tego dwumiesięcznego odpoczynku. Cieszę się, że widzę was
w pełnym gronie, uśmiechniętych i zadowolonych z życia. Mam nadzieję, że
zebraliście siły do ciężkiej pracy, ponieważ w tym roku również nie odpuszczamy
i robimy przedstawienie z okazji pożegnania klas czwartych. Saro, prosiłabym
żebyś przygotowała się ze zdwojoną siłą, ponieważ w tym roku czeka cię więcej
pracy niż rok temu. Tym razem wystawiamy musical, a nie przedstawienie. Na
pewno zdajesz sobie sprawę z tego, kogo mianowałam na główną rolę kobiecą?-
kiwnęłam głowa, kiedy Kurenai zmierzyła mnie bacznym spojrzeniem.
-Tak pani profesor,
obiecuję, że dam z siebie wszystko.- powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej.
-To dobrze.
Prosiłabym żebyś została chwilę po dzwonku razem z Sakurą, Ino i Hinatą. Mam z
wami do obgadania kilka rzeczy.
Po zajęciach teatralnych zostałyśmy
z dziewczynami tak, jak prosiła nas Kurenai. Usiadła na klapie pianina i
zmierzyła nas bacznym spojrzeniem.
-Dziewczynki, wiem,
że proszę o bardzo dużo, ale chciałabym żebyście trzy razy w tygodniu zostawały
na jakieś dwie-trzy godziny po lekcjach i pomagały mi z całym przedstawieniem.
Wiem, że macie egzaminy wstępne na studia, ale dużo by to dla mnie znaczyło. I
byłoby nieopisaną pomocą, zwłaszcza, że macie najważniejsze role w
przedstawieniu, a dyrektorka nie pozwoliła mi na...- skończyła, a potem zerwała
się na równe nogi i pobiegła do kosza na śmieci. Zaczęła wymiotować, a my
przestraszone spojrzałyśmy po sobie.
-Pani profesor,
wszystko dobrze? Mamy zawołać pielęgniarkę?- zapytała Hinata i podeszła do
Kurenai. Położyła jej dłoń na ramieniu, a Kurenai zaczęła przecząco kręcić
głową.
-Nie. Wszystko w
porządku. Przepraszam was, ale może mi się to zdarzać dość często. Jestem w
drugim miesiącu ciąży.- powiedziała, a my spojrzałyśmy się na siebie z uśmiechem.
-Gratulujemy!-
powiedziałyśmy chórem, a Kurenai uśmiechnęła się do nas.
-No, no. Same dobre
rzeczy zdarzyły się podczas wakacji.- Ino objęła mnie ramieniem.
-Sara też jest w
ciąży?- zapytała Kurenai zdziwiona.
-Nie. Broń Boże!-
zaśmiałam się. Przez chwilę biłam się z myślą, czy powinnam mówić jej o ślubie,
ale wtedy przypomniałam sobie o tym, jak dobra zawsze była dla mnie i jak
broniła mnie przed Ayo.- Szesnastego sierpnia stałam się panią Sabaku. Gaara i
ja pobraliśmy się.
Oczy Kurenai zrobiły się okrągłe jak
spodki, a potem po prostu podeszła do mnie i mocno mnie wyściskała.
-Gratuluję!
Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia!- powiedziała.
-Dziękuję.-
zarumieniłam się po same czubki uszu.
-Rozumiem, że
powinnam zwracać się do ciebie pani Sabaku?- zaczęłam przecząco kręcić głową.
-W żadnym razie. Do
końca liceum nie zamierzam dostarczyć dokumentów z urzędu, które będą
poświadczać o mojej zmianie nazwiska.- uśmiechnęłam się do Kurenai.
-Szkoda. Sara
Sabaku. Bardzo ładnie. Gdybyś odbierała dyplom z nazwiskiem męża, podejrzewam,
że byłby dumny jak paw.
Wtedy rozdzwonił się mój telefon.
Wyjęłam go z torby.
-O wilku mowa.-
mruknęłam i odrzuciłam połączenie.- Pani profesor, nie wiem jak moje
przyjaciółki, ale ja bardzo chętnie będę pani pomagać. Zwłaszcza, że pomoc
bardzo się pani przyda.
Gaara zaczął dzwonić drugi raz.
Warknęłam pod nosem i odeszłam na bok.
-Słucham?-
zapytałam.
-Saro, nie mogę
jechać z tobą dzisiaj do nowego domu. Przepraszam, ale zostanę na uczelni aż do
wieczora. Razem z Naokim, Ryu i Marii musimy dokończyć zadanie, które
dostaliśmy od naszego profesora.- miał zbolały głos.
-W porządku. Chcesz
żebym coś ci przywiozła? Jakieś jedzenie, cokolwiek?- zapytałam.
-Nie. Mam jeszcze
bento od ciebie. Poza tym chcemy iść w krótkiej przerwie do kafejki żeby coś
zjeść. Będę w domu dość późno.
-Rozumiem. W takim
razie przyjemnej pracy i do zobaczenia w domu.- powiedziałam i rozłączyłam się.
-Znowu się
pokłóciliście?- zapytała Sakura.
-Nie. Po prostu
Gaara do wieczora musi zostać na uczelni. W takim razie co powiecie na zakupy
moje kochane przyjaciółki?! Stawiam wszystkim kawę!
W centrum handlowym trochę się
rozluźniłam, ale kiedy wróciłam do domu, a mojego męża nie było pomimo później
pory i kolacji, którą ciocia kładła na stół, trochę się zaniepokoiłam.
-Może Gaara poszedł
do knajpy razem z tymi swoimi znajomymi żeby odstresować się po zrobieniu
zadania. Nie martw się.- Sakura pomagała mi zrobić miejsce w szafie, żeby Gaara
mógł upchnąć w niej swoje rzeczy.
-Już kiedyś miał z
tego powodu kłopoty. Myślałam, że był na tyle inteligentny, że w końcu nauczył
się korzystać z telefonu.- warknęłam i ostro pociągnęłam jeden z wieszaków.
Syknęłam, kiedy rozwaliłam palec o zamek bluzy.- Cholera jasna!
-Nie denerwuj się.
Najwidoczniej po prostu nie może zadzwonić. Sasuke też kilka razy siedział tak
długo na uczelni.
Kiedy zegarek pokazał chwilę po 23
byłam bardzo zdenerwowana. Tak zdenerwowana, że chodziłam po całym pokoju i
głośno wzdychałam.
-Gaara, gdzie ty
jesteś...- mruknęłam do siebie pod nosem.
Zamek w drzwiach od pokoju kliknął
chwilę przed północą. Gaara wszedł do pokoju ledwo żywy, tarł przekrwione oczy.
Kiedy zobaczył mnie na łóżku, jak wpatruję się w niego z szeroko otwartymi
oczami ziewnął.
-Przepraszam jeśli
cię obudziłem.- powiedział, a potem odstawił swoją teczkę i poszedł do
łazienki.
Wyszedł z niej 10 minut później,
ubrany tylko w dresowe spodnie. Położył się obok mnie, a potem objął mnie
ramieniem.
-Jak dobrze być w
domu.- mruknął i wtulił się w moją szyję.
-Strasznie późno
wróciłeś.- powiedziałam. Starałam się, żeby mój głos brzmiał normalnie.
-Przepraszam cię.
Padł mi telefon. Do 22 byliśmy w bibliotece. Zamiast obrazów widzę przed oczami
zadrukowane strony książek. Jestem padnięty jak nie wiem.- powiedział i
pocałował mnie w kark.
-Kurenai jest w
ciąży.- powiedziałam, a wtedy Gaara usiadł z wrażenia.
-Co? Nasza
profesor? Profesor Kurenai?- zapytał, a ja kiwnęłam głową.
-W drugim miesiącu.
Znowu dostałam główną rolę w przedstawieniu, które organizuje.
-Mam nadzieję, że
nie będziesz musiała nikogo całować?- zapytał, a ja zaczęłam się śmiać.
-Zmartwię cię, bo
będę. Kurenai wystawia musical. Będziemy jej pomagać w próbach, a przy okazji
ćwiczyć swoje kwestie. Główną rolę męską gra chłopak rok młodszy ode mnie.
Kiedy dowiedział się, że będzie mnie miał pocałować, wyglądał jakby wygrał
bilet do nieba.- powiedziałam.
-Jakoś średnio chcę
żeby jakiś facet całował moją żonę.- Gaara dosłownie zgrzytnął zębami.
-Rany, Gaara. To
tylko przedstawienie! Pocałunek nawet nie będzie naprawdę tylko udawany. Po
prostu dotkniemy się ustami. Daj chłopakowi coś od życia. Kurenai nie mogła
wybrać nikogo innego do głównej roli, ponieważ mój głos się wyróżnia. To tylko
szkolne przedstawienie, daj spokój.
-Masz rację. To
tylko udawany pocałunek. Ja mogę to robić naprawdę.- powiedział i przekręcił
mnie tak, że leżałam pod nim. Pocałowało mnie bardzo namiętnie, a ja
westchnęłam. Moja ręka powędrowała w jego włosy.
-Dokładnie takie
pocałunki lubię.- powiedziałam zadowolona.
-Pocałunek
pocałunkiem. Ten chłopak może marzyć też o tym, że kiedykolwiek zrobi coś
takiego.- Gaara wsunął mi dłoń pod koszulkę i powoli przesunął ją w stronę
moich piersi. Spoglądał mi głęboko w oczy, kiedy to robił, a jego oczy robiły
się coraz ciemniejsze. Zagryzłam wargę, kiedy dotknął wrażliwej skóry i zaczął
ugniatać moją pierś.
-Czy ty przypadkiem
nie byłeś potwornie zmęczony?- zapytałam, kiedy pochylił się, żeby mnie
pocałować.
-Jestem. Nadal
jestem okropnie zmęczony.- mruknął i delikatnie musnął moje usta.
-W takim razie
chodźmy spać, zanim weźmie cię, żeby pokazać mi, o czym mój kolega ze szkolnego
przedstawienia może sobie jeszcze co najwyżej pomarzyć.- powiedziałam, a Gaara
wyszczerzył się do mnie.
-Skąd wiedziałaś,
że mam taki zamiar?
-Znam cię już jakiś
czas. Wiem, jak bardzo przekonywujący umiesz być, kiedy chcesz pokazać komuś,
gdzie jego miejsce. Ale od razu ci mówię, że daj sobie spokój. Pocałunek będzie
udawany, a ty jesteś jedynym facetem, z którym chcę się naprawdę całować i
wiem, że ten pocałunek działa jak trzeba. A teraz dobranoc. Inaczej nie
pójdziemy spać do rana.- powiedziałam i odwróciłam się plecami do Gaary.
-I bądź tu czułym
mężem. Żona odwraca się do ciebie tyłkiem, kiedy ty masz ochotę ją popieścić.-
Gaara udawał oburzonego, ja z kolei zaczęłam się bardzo głośno śmiać.
Być może przez powrót do szkoły i na
uczelnię mieliśmy dla siebie mniej czasu, ale moment, kiedy leżeliśmy razem w
łóżku i mogliśmy tulić się do siebie tak jak teraz, był dla mnie największą
nagrodą na koniec dnia. I żywiłam cichą nadzieję, że takich wieczorów będzie w
naszym wspólnym życiu jeszcze wiele.
Komentarze
Prześlij komentarz