Rozdział 39

Znaleźliśmy się w łazience. Rzeczywiście było tam okno. Podeszłam do niego, żeby zobaczyć czy zejście na dach garażu będzie łatwe. Jednak kiedy lekko się wychyliłam zakręciło mi się w głowie.
-Kochanie, mówiłeś, że można tu zejść. 5 metrów w dół, tak?
-Nie przesadzaj. Skaczesz na jeden parapet, potem na drugi parapet i na końcu na garaż.
-Skaczesz?! Gaara, ja nie mam takiego wyszkolenia jak ty! To... to przecież jak skok z 2 piętra! I to dosłownie! A co jak zrobię dziurę w dachu?!-zaczęłam panikować, co zdarzało mi się rzadko. Jednak teraz czułam okropne rwanie w dole brzucha ze stresu. Wiedziałam, że nie dam rady. Zapiekły mnie oczy.
-Spokojnie, pokażę ci jak to się robi.
-Pokażesz?! Pokażesz jak skacze się z wysokości drugiego piętra na dach garażu twojej kochanki tak?! Super!!! Czemu nie mogłeś mi pokazać jak nie wiem... jak ugotować coś dobrego?! Uwierz, że do tego byłabym bardziej chętna!
-Sara uspokój się! Nie mamy innego wyjścia! Chcesz tu zostać? Wolę nie myśleć co Aristow może ci zrobić. Jakim cudem udało ci się do niego w ogóle dotrzeć? Przecież to było niemożliwe!
-Dałam mu do zrozumienia, że chcę się z nim przespać. I przez jakiś czas go w tym uświadamiałam. Gdyby nie Yuto siedziałabym teraz z Rio u mnie w mieszkaniu i myślała, jak możemy cię uwolnić! Ach!!! Co za dzień!
-Nie przespałaś się z nim, prawda?- Gaara uniósł wysoko brwi.
-Nie. Mówiłam ci to już. Z resztą zostawmy sobie te rozmowy na później. Dobrze Gaara. Musimy się stąd wydostać, a jeżeli jedyna droga to ta, muszę się przemóc.-ścisnęłam dłonie w pięści. Kilkakrotnie głęboko nabrałam powietrza w płuca.
-To jak? Siedzisz i czekasz, aż Aristow po ciebie przyjdzie, czy masz zamiar ruszyć te swoje szanowne cztery litery i coś zrobić?
-Chodźmy. Chcę to już mieć za sobą.-głośno przełknęłam ślinę i podeszłam do okna. Gaara postanowił iść pierwszy. Przyglądałam się jego wyczynom z dużą dokładnością. Chciałam mieć pewność, że zrobię dokładnie to, co on. Kiedy więc znalazł się na dachu poczułam się pewna siebie. Stanęłam na parapecie i kucnęłam. Zaczęłam szukać łączeń cegieł. Zeszłam na pierwszy parapet, choć szło mi to dość opornie. Kilka razy głośno odetchnęłam zanim zaczęłam powtarzać całą sekwencję.
-Dokładnie! Dobrze ci idzie!-Gaara zagrzewał mnie do dalszych postępów.
-Chwila, zaraz u ciebie będę.-znowu kucnęłam i zaczęłam szukać łączeń w cegłach.-na filmach wygląda to na dużo prostsze.
-Szkoda, że w naszym przypadku, to nie jest film. Chodź. Zanim ktoś nas zauważy.-przyśpieszyłam trochę ruchy. I to był błąd. Jedna ręka obsunęła mi się. Trzymałam się tylko parapetu. Poczułam, że serce podchodzi mi do gardła.
-Cholera, cholera, cholera.-szeptałam gorączkowo. Wisiałam bezwładnie. Nie czułam nawet miejsca gdzie mogłabym się o cokolwiek zaczepić.
-Puść się! Złapię cię!
-Oszalałeś?! Nie ma mowy!-syknęłam.
-Puść się.-zrobiłam co kazał. Oczami wyobraźni widziałam jak do końca życia jestem przykuta do wózka przez taką głupotę. Okazało się, że mój scenariusz okazał się przyjemny. Dach załamał się pod naszym ciężarem. Wlecieliśmy do garażu. I narobiliśmy hałasu.-Cholera. Zaraz ktoś przyjdzie sprawdzić co się stało.
-Nie sądzę. Większa część ochrony skupiona jest po drugiej stronie domu. Tam mieszczą się chyba wszystkie biura. Przynajmniej tyle udało mi się zobaczyć kiedy Aristow mnie tu przywiózł.-powiedziałam. Syknęłam z bólu kiedy próbowałam się podnieść. Bolała mnie lewa kostka i żebra. Na dodatek miałam rozwaloną łydkę. Gaara sam nie wyglądał lepiej. Przybyło mu kilka świeżych zadrapań na twarzy, klatce piersiowej i ramionach.
-Dobrze kombinujesz. Musimy stąd uciekać. Przynajmniej w najbliższe krzaki.-wtedy usłyszałam kroki na zewnątrz. Więc jednak ochrona się zbiegła. Szybko rozejrzałam się po garażu. Nad głową miałam kilka rur. Wpadłam na pewien plan. Weszłam na dach auta i wspięłam się na jedną z tych rur. Kucnęłam.-Co ty robisz? Schowaj się!
-Sam się schowaj! Wiem co robię. Bądź gotowy na swoją część.
-Co ty...-Gaara szybko schował się za jeden z samochodów. Drzwi do garażu się otworzyły. Stanął w nich jeden ochroniarz. Kiedy stanął dostatecznie blisko mnie szybko zrobiłam przerzut przez rurkę. Mocno kopnęłam faceta, a ten stracił równowagę. Poleciał w miejsce gdzie znajdował się Gaara. Usłyszałam charakterystyczne chrupnięcie. Wtedy odezwała się krótkofalówka tego ochroniarza. Gaara zmienił barwę głosu.-Spokojnie. To fałszywy alarm. Deska snowboardowa zsunęła się ze stojaka.
-Deska snowboardowa?-rozejrzałam się. Serio pod ścianą stały deski. Gaara wyjrzał przez drzwi. Ja w tym czasie zabrałam broń temu chłopakowi.
-Droga wolna. Chodźmy.

            Znaleźliśmy się w tym małym domku na tyłach willi.
-To dom dla gości. Póki co nikt go nie zajmuje, więc będziemy mieli chwilę spokoju.-Gaara udał się do małej kuchni. Na kolanach. Cóż, ktoś kto przechodziłby tędy, mógłby nas zauważyć. Zrobiłam to samo co on. W szafkach pod zlewem stała butelkowana woda. Napiłam się jej w taki sposób, jakby była to najcudowniejsza woda jaką kiedykolwiek piłam.
-Jak myślisz, kiedy nas znajdą?-moje ręce znowu zaczęły się trząść.
-Zważając na to, że póki co nie wszczęto alarmu, może to zająć jakąś chwilę. Chodź. Muszę opatrzyć ci te rany.-jednak ja go nie słuchałam. Na ścianie dostrzegłam telefon.
-Jest połączony z główną siecią w domu?
-Nie. Ma swoje własne gniazdo.-natychmiast doczłapałam się do telefonu. Wybrałam numer do wujka.
-Hikary Iregiro, słucham.
-Wujku! To ja Sara! Musisz mi pomóc!
-Co się stało? Masz zdenerwowany głos.
-Wujku mam kłopoty. Aristow przemyca narkotyki. Wmieszał nas w to. Musisz wezwać policję do domu rodziny Soga. Błagam! Tylko nie konsultuj tego z Yuto. On też jest w to zamieszany.
-Co ty gadasz za głupoty? Wiem, że...
-To nie żart! Och! Musisz mi uwierzyć. Błagam cię zrób coś! Mam kłopoty. Gaara jest ze mną. Wujku błagam. Inaczej zginiemy.
-Saro, jeżeli to twoja kolejna sztuczka, żeby pogrążyć Gabriela, to wybrałaś kiepski moment.
-Wujku nie kłamię! Błagam uwierz mi!
-Eh, dziecko. Ostatni raz... Mówisz, że mam nie konsultować tego z Yuto? To z kim?
-Zadzwoń na komisariat i powiedz, że chciałbyś rozmawiać z Rio. Jemu możesz zaufać. Wujku pośpiesz się! Razem z Gaarą mamy duże kłopoty. Powiedz, że jesteśmy w domku dla gości na terenie posiadłości.-wujek się rozłączył, a nam zostało modlić się o to, żeby ktoś jak najszybciej się zjawił.
-Zadzwoniłaś do wujka?
-Tylko jego numer znam na pamięć. Niestety twój telefon gówno nam da w tym momencie.-Gaara uśmiechnął się do mnie.
-Chodź na górę. Serio muszę opatrzyć ci rany.

            Siedziałam na wannie i syczałam jak głupia. Rana na łydce okazała się trochę większa niż na początku myślałam.
-Przestań, to na pewno nie jest aż takie straszne.-Gaara znowu polał ranę jodyną. Zapiekło. Złapałam go za włosy i mocno pociągnęłam.
-To. Boli.-wysyczałam przez zaciśnięte zęby. Gaara uśmiechnął się do mnie. Zabandażował mi i ranę, i spuchniętą kostkę. Sam zaczął doprowadzać się do porządku. Ściągnął koszulkę, a potem zaczął przemywać sobie każde nawet najmniejsze zadrapanie.Wtedy usłyszeliśmy wjazd pojazdu na żwirowaną ścieżkę. Podleciałam do okna. Jednak Gaara szybko ściągnął mnie do parteru. Ledwo się wychyliłam. Zauważyłam radiowóz.-To Rio!
-Szybko się uwinął.-schowani jak trusie oglądaliśmy przebieg wydarzeń na podjeździe. Niestety rozmowa do nas nie dochodziła. Jednak Rio wszedł na jakiś czas do domu z dwoma innymi policjantami. Kiedy wyszli, skierowali się do domku dla gości. Wtedy na chwilę zabrakło mi powietrza. Aristow zabrał broń jednemu z ochroniarzy. Otworzyłam okno najszybciej jak potrafiłam.
-Rio! Za tobą!!!-ryknęłam na całe gardło. Rio szybko się odwrócił. Padły strzały. Krzyknęłam. Gaara ściągnął mnie na ziemię.
-Łapcie tą dziwkę i tego pachołka!-Gabriel krzyczał do podwładnych po rosyjsku.
-Idą po nas!-krzyknęłam. Usłyszałam kolejne strzały. Wybiegliśmy z łazienki i zaczęliśmy kierować się do wyjścia. W drzwiach stał Rio.
-Cofać się! Już! Już!!!-zamknął drzwi. Ktoś trafił w szybę zdobiącą górną część drzwi. Gaara dosłownie rzucił mnie na schody. Leżałam przerażona, ciało odmówiło mi posłuszeństwa.-Gaara, bierz. Musisz mi pomóc. Sam nie dam rady!
-Dawaj!-Rio rzucił Gaarze pistolet. Rio celował przez dziurę w szybie, Gaara z kolei strzelał z okna w kuchni. Pierwszy raz w życiu uczestniczyłam w czymś takim. Rio syknął. Dostał w ramię. Jednak ani na chwilę nie przerywał strzałów.-Wszystko dobrze?!
-Tak Młody! Skup się i strzelaj. Pamiętasz Pegasusa i kaczki?
-Świetne porównanie! Czuję się dokładnie jak podczas grania na konsoli!-miałam wrażenie, że ta cała sytuacja sprawia im niezłą frajdę.

            Gaara i Rio wystrzelali wszystkie magazynki. Mieliśmy problem. Ludzie Aristowa zaczęli obchodzić dom.
-Cholera. Masz jakiś pomysł?-Rio był załamany całą sytuacją. Wyciągnęłam pistolet, który zabrałam ochroniarzowi.
-Rio, mam jeden pistolet. Ale to nie wystarczy.-dałam go chłopakowi. Strzelił 2 razy. Na podwórzu ktoś zaczął krzyczeć coś w rodzaju cofnąć się.
-Mam jeszcze 6 kul.
-Kolesi jest przynajmniej ze dwudziestu!-Gaara szybko oszacował, że nie mamy szans stąd uciec.
-Zaraz powinny zjawić się posiłki. Umówiłem się z chłopakami, że jeśli nie odezwę się w ciągu 15 minut, to zjawiają się tutaj.
-Sam przyjazd zajmie im ze 20 minut.-oszacowałam, że zanim zjawił się Rio minęło dobrze ponad pół godziny.
-Musimy jakoś przetrwać.-Gaara bał się. Widziałam to w jego oczach.

            Po dosłownie pięciu minutach skończyła się nam amunicja. Byliśmy w kropce. Nawet gorzej. Ludzie Aristowa zbliżali się niebezpiecznie szybko.
-Na górę! Szybko! Saro, rusz się!!!-Gaara złapał mnie pod ramię i zaczął ciągnąć po schodach. Znaleźliśmy się w sypialni z pięknym dużym łóżkiem i dębowymi meblami. Gaara i Rio szybko przesunęli szafę i zastawili nią drzwi. Na szczęście otwierały się one do środka. Także ci durnie będą musieli się trochę namęczyć.
-Co teraz? Nie mamy szans!-Rio zaczął panikować.
-Oddam się w ich ręce.-powiedziałam.
-Nie ma mowy.-Gaara warknął na mnie. Zerwałam się do pionu.
-On chce mnie! Nie pozwolę wam się narażać!
-Ja tobie tym bardziej! Dopóki żyję, nie oddam cię temu frajerowi! Po moim trupie!!!-Gaara był chyba zdesperowany.
-Czemu to nie może iść tak jak u Konou? Och! Czemu trafiam na tego typu psychopatów?!-jęknęłam żałośnie.
-Fakt, to z Konou to była bułka z masłem. Musimy coś zrobić, aż do przybycia posiłków. Bez broni i planu nie damy im rady. Rany! Myśl Gaara!!!-Gaara również zaczął panikować. Byliśmy skończeni. I to dosłownie. Na dole trzasnęły drzwi.
-To koniec. Są w domu. Nic nam już nie pomoże!-krzyknęłam.

            Wyszliśmy z domu skrępowani. Ochroniarze dosłownie rzucili nas pod nogi Nanako i Gabriela. Ten drugi kucnął na przeciwko mnie. Złapał mnie za podbródek.
-Widzisz japońska księżniczko. Śliczna buźka nie pomoże ci w tym wypadku. Jesteś zdana na moją łaskę. Błagaj o wybaczenie, a pozwolę ci wrócić w swoje łaski. Pójdziemy do sypialni na górze i dokończymy to, co jakiś czas temu zaczęliśmy.
-Wal się i zostaw ją w spokoju!-Gaara gorzko pożałował tych słów. Dostał tak silny cios w mostek, że aż się skulił.
-Zostaw go!!!-krzyknęłam. Gabriel mocno szarpnął mnie za włosy. Zasłoniły mi ponad pół twarzy.
-Jaka jest twoja odpowiedź? Zaraz stracę cierpliwość.
-Wypuść ich, to z tobą pójdę. Nie ucieknę i będę ci posłuszna. Masz mi obiecać, że nic im się nie stanie, nie spadnie im nawet włos z głowy.
-Królewno, to ty jesteś w opłakanej sytuacji, a próbujesz stawiać mi warunki? Jesteś jednak głupiutka jak but. Nie ma takie opcji. Z resztą co ja się będę bawić. Zabierzcie ją do sypialni na górze, a tych tutaj zabijcie. Nie mam ochoty dłużej ich oglądać.-dwóch kolesi postawiło mnie na równe nogi.
-Nie!!! Nie!!! Zostaw ich!!! Od samego początku chciałeś mnie!!! Nigdy w życiu nie oddam ci się z własnej woli! Za każdym razem będziesz musiał o to walczyć!!! Za każdym!!! Wzbudzasz we mnie obrzydzenie, jakiego nigdy nie czułam! Rozumiesz Aristow?! Nienawidzę cię z całej siły! Za to, co próbowałeś zrobić mojej rodzinie! Za wszystko! Za to, że nawet muszę oddychać tym samym powietrzem co ty! A tej dziwki za tobą nienawidzę za to, że wkroczyła w moje życie i rozbiła związek, w którym byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie! Nienawidzę waszej dwójki! Jesteście zakałą tego świata!-krzyczałam, aż rozbolało mnie gardło. Gabriel przyglądał mi się w uśmiechem na twarzy, z kolei Nanako z furią w oczach.
-Gaara powiedział, że mu na mnie zależy!
-Nigdy nie zależało. Taka prawda.-Gaara podsumował swoje uczucia do Nanako. Ta podeszła do niego i sprzedała mu siarczystego liścia.
-Zabić go! Ma cierpieć najdłużej z całej tej trójki. Tą szmatę zabić najpierw. Na jego oczach. Przykro mi Gabrielu, ale nie mogę dotrzymać swojej obietnicy względem niej. Nienawidzę suki.-Nanako kucnęła tak, że mierzyłyśmy się spojrzeniami.
-Cóż, z taką twarzą, to się nie dziwię, że mnie nienawidzisz. Bogaty tatuś zainwestował w twoje sesje, prawda? Inaczej nie miałabyś najmniejszych szans się wybić. Aż śmiać mi się chce, że kiedykolwiek mogłam czuć zazdrość z twojego powodu. Gaara sam dobrowolnie nigdy nie zamieniłby mnie na ciebie.
-Zamknij się! Ochrona! Zabić ich.-wtedy usłyszeliśmy wycie syren.
-Sory paskudo, ale chyba tym razem ja mam szczęście.-uderzyłam dziewczynę z główki. Cofnęła się. Sama szybko przełożyłam nogi do przodu i rozgryzłam plastikowe bransolety. Podbiegłam do Gaary.
-Łapać ją!!!-kopnęłam jednego ochroniarza, który próbował mnie złapać. Drugi zaszedł mnie od tyłu i zaczął przyduszać. Ugryzłam go tak mocno, że aż poczułam krew w ustach. Facet ryknął i od razu mnie puścił. Skorzystałam i mocno uderzyłam go w nos. Przegryzłam bransolety Gaary. Rozległy się pierwsze strzały. Zaczęłam osłaniać głowę. Poczułam tylko, że Gaara mocno mnie szarpie. Kątem oka dostrzegłam pobladłego Rio, który nadal był skuty. Schowaliśmy się za schodami.
-Musimy dostać się za któryś z radiowozów. Jesteśmy w samym środku wielkiej strzelaniny.-Gaara co chwilę wychylał się żeby sprawdzić sytuację.-Oj, mamy towarzystwo.
-Co to znaczy, że mamy...-ktoś mocno pociągnął mnie za włosy. Obok mnie znalazła się Nanako. Zaczęłyśmy się bić. I to dość ostro. Laska zadrapała mnie w szyje. Wtedy się wkurzyłam. Złapałam ją za włosy i uderzyłam w kant schodów. Straciła przytomność.
-Chodźcie. Powinno nam się udać.-Gaara pchał mnie przodem. Zaczęliśmy powoli posuwać się w stronę radiowozu, którym przyjechał Rio. Dwóch jego towarzyszy leżało martwych na trawie obok podjazdu. Kula przeleciała nad naszymi głowami i trafiła w szybę radiowozu. Pisnęłam.-Już blisko!
-Ja ci dam już blisko! Jestem dla was jak tarcza!!!-krzyknęłam spanikowana. Gaara popchnął mnie do przodu i otworzył drzwi. Za mną wepchnął Rio. Wziął broń ze schowka. Sprawdził ilość naboi. Chciał skierować się na tyły auta, aby przejść do swoich współtowarzyszy, jednak powstrzymałam go.-Obiecaj, że wrócisz! Nie mogę kolejny raz cię stracić.
-Wrócę. Zajmij się Rio. Pod siedzeniem kierowcy masz apteczkę. Opatrz mu tą ranę postrzałową. Biedak jest przez nią bardzo osłabiony.-przyciągnęłam Gaarę do siebie i namiętnie pocałowałam.
-To było przypieczętowanie obietnicy.-Gaara uśmiechnął się do mnie i pognał do reszty strzelających policjantów ja z kolei zanurkowałam do auta i szybko wymacałam apteczkę pod siedzeniem kierowcy, a potem wyciągnęłam z niej potrzebne rzeczy. Kula przeszła z dwóch stron. Polałam ranę wodą utlenioną, chociaż nie byłam pewna czy powinnam była to robić. Rio syknął. Przyłożyłam mu kilka sztuk gazy z obu stron, a potem obwiązałam kilkoma sztukami bandaży.-Nie ruszaj się. To wszystko zaraz się skończy, wtedy będziemy mogli zabrać cię do szpitala. Wyliżesz się z tego.

            Miałam wrażenie, że odgłosy strzałów trwały całą wieczność. Kiedy więc ucichły nie chciałam wierzyć, że całe to piekło się skończyło. Ostrożnie wyjrzałam zza radiowozu. Wszyscy ludzie Aristowa padli. On sam leżał pod drzwiami i trzymał się za ramię. Nanako  nadal bezwładnie leżała na trawie.
-Dobra chłopaki! Czas pozbierać żywych! Aristow i Nanako pod policyjną obstawą zostaną hospitalizowani. Ten zdrajca Yuto poniesie konsekwencje swoich czynów.-Gaara zaczął iść w naszą stronę. Wyleciałam zza auta jak szalona. Wtedy usłyszałam krzyk i wystrzał. Gaara stanął jak wryty. Nie wiedziałam o co chodzi, dopóki na jego koszulce nie zauważyłam powiększającej się plamy w okolicach klatki piersiowej.
-Mówiłem, że ona nie będzie twoja!-spojrzałam na Aristowa. Trzymał dymiący się pistolet w dłoni. Gaara zaczął obsuwać się na kolana. Z mojej piersi wydobył się przeraźliwy krzyk.


-Gaara!!!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8