Rozdział 71

Rok i cztery miesiące później
            Siedziałam w firmie pomimo tego, że dochodziła 1 w nocy. Unikałam Gaary jak mogłam i cierpiałam na coś w rodzaju depresji. Od roku kochaliśmy się bez zabezpieczenia, a ja nie zachodziłam w ciążę. Bałam się, że mogę nigdy nie urodzić dziecka i było to moją machiną napędową ciemnych myśli. Najgorzej poczułam się, kiedy Sakura powiadomiła mnie o tym, że sama spodziewa się dziecka. Jej udało się to dosłownie 2 miesiące po ślubie. Cieszyłam się jej szczęściem, ale z drugiej strony nie mogłam zrozumieć dlaczego jej się udało, a mi nie. Kłótnie z Gaarą były na porządku dziennym. Nie tak wyobrażałam sobie małżeństwo. Przynajmniej na pewno nie rok po ślubie. Przetarłam zmęczone oczy.
-Czas wracać do domu.-mruknęłam pod nosem i zebrałam najpotrzebniejsze dokumenty, a potem wyszłam z biura.

            Gaara ku mojemu niezadowoleniu nie spał. Oglądał coś w telewizji.
-Późno wróciłaś.-mruknął. W domu czułam papierosy.
-Obowiązki w firmie...-poszłam do sypialni i wyciągnęłam z szafki koszulkę i spodnie. Skierowałam się do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Zmyłam makijaż i wyszłam. Gaara stał przy blacie i lustrował mnie zimnym wzrokiem.
-Chciałbym żebyś wcześniej wracała. Martwiłem się.
-Wiesz dobrze, że od rana do wieczora siedzę w firmie. Bez przesady, raczej nie czeka tam na mnie nic groźnego.-powiedziałam to odrobinę głośniej niż planowałam.
-Co się z tobą stało?! Nie z taką dziewczyną żeniłem się rok temu!-krzyknął i załamał ręce.
-Znowu chcesz poruszać ten temat?! Znowu chcesz mnie denerwować?! Wybrałeś sobie kiepski moment.-warknęłam. Próbowałam przejść obok niego, ale mocno chwycił mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Spojrzał mi głęboko w oczy.
-Wybrałem sobie idealny moment! Jakbyś nie zauważyła jakoś od 6 miesięcy nasze małżeństwo delikatnie ujmując, rozpada się. Chciałbym znać główny powód, bo jeżeli jedynym jego problemem jest w tym momencie dziecko, to powinniśmy przestać o nim myśleć!-zatkało mnie.
-Co powiedziałeś?-moja złość i irytacja zaczęła skakać na najwyższy poziom.
-Ożeniłem się z kobietą, która nie w taki sposób rozwiązywała problemy! Nie uciekała ode mnie, kiedy robiło się źle!-smutek w jego oczach był ogromny.
-To się rozwiedźmy. To będzie najprostsze rozwiązanie. Jeden podpis i tyle. Sajonara. Dostaniesz pole do popisu żeby podrywać inne dziewczyny, ja będę miała czyste sumienie, że przynajmniej ktoś dopuszcza cię do łóżka.-warknęłam wściekła. No właśnie... Współżycie w naszym małżeństwie umarło śmiercią naturalną.-Albo znajdź sobie kochankę. To też będzie dobre rozwiązanie.
-Czy ty się słyszysz?!-ryknął na mnie. Wziął z półki nad zlewem nasze zdjęcie ślubne. Wiatr tak mocno zawiał, że mój welony stanął do pionu. Fotograf uchwycił nas w momencie, kiedy Gaara próbował mi go poprawić. Jego wzrok jasno mówił, że mnie kocha. Mój z resztą też.-Co to jest?
-Zdjęcie.
-Właśnie. Z naszego ślubu. Poprosiłem cię o rękę nie po to, żebyś rodziła mi dzieci tylko dlatego, że cię kocham i chcę iść razem z tobą przez życie. Ożeniłem się z tobą dlatego, że jesteś największym szczęściem jakie mnie w życiu spotkało. Mamy dopiero 27 lat. Zlituj się. Dziecko może przyjść za rok, za dwa lata, za trzy. Jeżeli będę z tobą, nie będzie się to dla mnie tak liczyć. Jednak jeżeli dla ciebie rzeczywiście jest to problem dobrze, możemy zacząć znowu starać się o nie, ale nie z takim nastawieniem. Musisz je zmienić.
-Sugerujesz, że to moja wina, tak?!-krzyknęłam.
-Nie twoja! Twojej psychiki i parcia na szkło w związku z ciążą!-warknął. Sakura powiedziała mi to samo, ale ja nie chciałam im wierzyć. Na pewno po tamtym poronieniu byłam bezpłodna i to była przyczyna wszystkiego. Zaczęło mi odwalać, tego byłam pewna, ale z drugiej strony bałam się, że jeśli to okaże się prawdą Gaara i tak kiedyś w końcu mnie zostawi.
-Śpisz dzisiaj na kanapie. Dobranoc.-warknęłam. Odepchnęłam go i szybko skierowałam się do sypialni zamykając drzwi na klucz. Gaara kilka razy walnął w nie, a potem się poddał. Chwilę później słyszałam tylko trzaśnięcie drzwi wejściowych.

            Gaara przez 3 dni nie pokazywał się w domu. Martwiłam się, choć z drugiej strony poczułam ulgę. Nikt nie marudził mi nad uchem, nie wymagał wyjaśnień. Zajmowałam się jedynie swoimi sprawami. Kiedy siedziałam nad dokumentami z firmy zadzwonił do mnie Sasuke.
-Cześć Sabaku! Słuchaj, mam do ciebie prośbę. Mogłabyś odebrać z lotniska moją walizkę? Sakura źle się czuje, nie chce jej zostawiać samej, a to bagaż, który zaginął mi jakiś czas temu. Proszę. Jesteś już po pracy prawda?-zrobiłam posępną minę. Nie tak wyobrażałam sobie ten wieczór.
-Jasne, pojadę. Do zobaczenia później.

            Na lotnisku przeżyłam niemiłe rozczarowanie, ponieważ okazało się, że nie ma żadnego zagubionego bagażu na nazwisko Uchiha. Kiedy próbowałam się do niego dodzwonić nie odbierał komórki.
-Pani Sara Sabaku?-dwóch wielkich facetów ubranych na czarno podeszło do mnie. Od razu zrobiłam się mała jak trusia.
-Tak. W czym mogę pomóc?-zapytałam. Mój głos drżał.
-Pójdzie pani z nami.-wrosłam w ziemię.
-Co? Dlaczego? Przecież nic nie zrobiłam. Proszę mnie puścić!!!-krzyczałam i wyrywałam się jednak faceci byli głusi na moje krzyki. Zaciągnęli mnie do odprawy, a potem zaprowadzili do naszego prywatnego samolotu. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zauważyłam przy nim wujka.
-Witam cię pięknie!-uśmiechnął się promiennie.
-To twoja sprawka?!-krzyknęłam.
-Nie do końca. Bardziej twojego męża. Ja tylko pomogłem wszystko zorganizować. Na pokładzie czeka na ciebie, łącznie ze spakowaną walizką i całą resztą dokumentów. Miłego urlopu.
-Co, jakiego urlopu? Mam firmę na głowie.-powiedziałam zdziwiona.
-Póki co masz na głowie swoje małżeństwo. Wsiadaj i bez dyskusji.-w sumie nie miałam o czym dyskutować. Faceci zaciągnęli mnie siłą na pokład. Gaara posępny jak śmierć siedział w fotelu. Kiedy w końcu tych dwóch osiłków sobie poszło mogłam na niego pokrzyczeć.
-Jesteś nienormalny! To, co zrobiłeś nazywa się porwaniem!
-Nic nie zrobiłem, ten wyjazd to był pomysł twojego wujka. Ja po prostu na niego przystałem. Pojechałem razem z Temari do naszego mieszkania, kiedy ty byłaś w pracy, spakowałem ci najpotrzebniejsze ubrania i teraz jestem tutaj. Całą resztą zajął się Hikary.
-Niby po co?! Po cholerę?! Sasuke też w to zaangażowałeś!!!
-Jego? Owszem. Jak widać chyba żadne z naszych przyjaciół nie ucieszyło się, kiedy powiedziałem, że chcesz się rozwieść.-miałam ochotę wydrapać mu oczy!

            Kiedy wylądowaliśmy okazało się, że jesteśmy w Szwajcarii. No tak... Nasz domek w górach. Na miejscu czekał na nas kierowca, który zawiózł nas pod same drzwi, a potem odjechał. Najgorsze było to, że do cywilizacji było dobre 20 kilometrów, więc nawet gdybym bardzo chciała uciec, nie miałam jak. Gaara otworzył drzwi. W środku było przytulnie i ciepło. Jak widać już od wczoraj lub nawet dłużej, ktoś musiał to oporządzać. Lodówka była pełna, w spiżarni leżały najlepsze roczniki win. Zaczęłam przygotowywać kolację na szybko. Zjedliśmy w milczeniu i poszliśmy spać.
            Przez następne dwa dni wcale nie było lepiej. Zero rozmów, przytulania czy czegokolwiek. Byłam na niego wściekła za to, co zrobił. Jednak kiedy oparzyłam się podczas gotowania Gaara mi pomógł i to był pretekst do jakiejkolwiek konwersacji. Zaczęło się kłótnią i krzykami, skończyło na tym, że wyłam jak bóbr tuląc się do niego na jego kolanach. Powiedziałam wszystko co od dawna leżało mi na sercu, on powiedział o swoich obawach. Powtórzył tak naprawdę wszystko to, co mówił mi już od dawna, a na co byłam głucha. Rzeczywiście mieliśmy kryzys. Poważny kryzys, który o mały włos nie doprowadził do rozpadu naszego małżeństwa. I tak jak to było, Gaara pierwszy wyszedł z pomocą. Oboje płakaliśmy, na zmianę krzyczeliśmy na siebie, a potem przepraszaliśmy. Czułam się tak, jakby ktoś rozbijał wielki mur, którym się otoczyłam.
-Po co ty ze mną jesteś?! Rozwiedźmy się!!! Mamy dopiero po 27 lat i jesteśmy w stanie ułożyć sobie życie od nowa!!!-ryknęłam na całe gardło i uderzyłam otwartą dłonią w stół.
-Chcesz tego?! Naprawdę tego chcesz?! Dobrze, po powrocie do Japonii poproszę prawnika o przygotowanie papierów!!!-na jego szyi pojawiły się żyły. Był cały czerwony z wściekłości.
-Chcę twojego szczęścia! Ja nie jestem w stanie ci go zapewnić!
-Przestań wiecznie mówić "ty"! Znowu uciekasz od problemów! Robisz to samo co po poronieniu! Każesz mi znikać ze swojego życia, zupełnie tak, jakbym był nikim! Po cholerę zgadzałaś się zostać moją żoną?! Żeby udowodnić sobie, że nie nadajesz się do związku? Równie dobrze mogłaś wyjść za Naokiego, też rozwiodłabyś się z nim po tak krótkim czasie!-usiadł przy stole. Machał nogą uderzając w nogę od stołu. To był jego tik nerwowy.
-Chcę żebyś miał pełną rodzinę! Ja nie jestem w stanie ci tego zapewnić! Znajdź sobie kobietę, która będzie w stanie!-warknęłam. Gaara z impetem odsunął krzesło i podszedł do mnie. Złapał mnie za ręce i spojrzał głęboko w oczy.
-Gdybym chciał, zaufaj mi, gdybym tylko chciał, większość kobiet, z którymi kiedyś sypiałem, na moje pstryknięcie padłoby do moich nóg. Ale ja nie chce! Wiesz dlaczego? Bo mając 17 lat zakochałem się w tobie i od 10 lat to się nie zmieniło. Właśnie dlatego. Nawet gdyby te wszystkie kobiety padły do moich stóp, i tak wyminąłbym je i poszedł szukać ciebie. Nie zaprzepaszczajmy tego wszystkiego. Dziecko? Jeżeli tak bardzo je chcesz, po powrocie do Japonii możemy starać się o adopcję. Będę je kochał jak swoje, ale błagam, nie zostawiaj mnie.-ciągnęłam nosem, jak zakatarzona. Gaara położył dłoń na moim policzku. Zarzuciłam mu ręce na szyje i mocno przytuliłam.
-Ożeniłeś się z wyjątkowo głupią kobietą, wiesz.-mruknęłam mu do ucha. Zaśmiał się. Trzymał mnie tak mocno, że prawie brakowało mi powietrza.
-Ożeniłem się z cholernie mądrą kobietą. Jedynym jej problemem jest to, że za bardzo wszystko od jakiegoś czasu bierze do siebie. Kocham cię i to się nie zmieni. Zaufaj mi, proszę. Choć raz mi zaufaj.-pierwszy raz od bardzo, bardzo dawna pocałowałam go. Poczułam motylki w brzuchu.
-Ufam ci. Dobrze wiesz, że ci ufam.-mruknęłam. Chyb tylko Gaara był w stanie sprawić, że zakochiwałam się w nim od nowa, kiedy pokazywał mi tą troskliwą i ciepłą stronę.
-Pojeździłbym na nartach. Wujek mówił, że macie tu jakieś.-zaskoczyła mnie ta nagła zmiana tematu.
-Umiesz jeździć na nartach?-zapytałam. Z tego co pamiętałam, Gaara nigdy nie miał okazji się tego uczyć. Chociaż może coś się zmieniło, kiedy nie byliśmy razem.
-Nie. Na desce też nie.-wstałam i pociągnęłam go za ręce.
-To ubieraj kombinezon! Idziemy na stok! Pouczę cię jeździć!!!-krzyknęłam cała uradowana. Myślałam, że Gaara popłacze się ze szczęścia, kiedy zrobiłam się taka radosna.

            Kiedy wróciliśmy do domku byliśmy roześmiani, cali mokrzy i głodni. Odgrzałam jakieś gotowe danie z zamrażalnika, poszłam po wino, a potem podałam to wszystko do stołu. Gaara akurat wyszedł spod prysznica. Tarł włosy ręcznikiem. Widząc go w samych jeansach obudziły się we mnie dawno uśpione potrzeby. Szczególnie, kiedy zwróciłam uwagę na seksowne wcięcia na biodrach.
-Pysznie pachnie.-mruknął i pocałował mnie. Dałam mu kieliszek w winem i zaczęliśmy jeść. Danie nie było jakieś wykwintne, ale na pewno zaspokoiło pierwszy głód. Wsadziłam talerze do zlewu i szybko zmyłam, potem wzięłam orzeźwiający prysznic. Pierwszy raz od dawna szczerze cieszyłam się jak głupi do sera. Kiedy wyszłam z łazienki, Gaara siedział na kanapie i wpatrywał się w ogień tańczący w kominku. Usiadłam obok niego uważając żeby nie rozlać wina, które miał w kieliszku. Wtuliłam się w niego, a od podsunął mi trunek pod nos. Wzięłam łyka.-Tęskniłem za tobą.
-Przepraszam.-czułam się tak, jakby z tona ciężaru właśnie spadła mi z ramion. Zabrałam naczynie z jego dłoni, odstawiłam na stolik i usiadłam okrakiem na moim mężu. Położył mi dłonie na biodrach.
-Masz za co. Ale w końcu cię odzyskałem. Przynajmniej mam taką nadzieję.-pocałował mnie. Raz, drugi, trzeci. Jego skóra była gorąca. Wpił mi palce w skórę. Jego serce waliło jak szalone. Zerwał ze mnie bluzkę i zaczął wodzić dłońmi po nagim ciele. Jego oczy błyszczały jak szalone. I ja drżałam i on. Zjechał wargami na moją szyję, potem zaczął całować piersi. Kurczowo trzymałam się jego włosów i szybko oddychałam.-Kocham cię.
-Też cię kocham.-jęknęłam w jego usta. Kiedy próbował zdjąć mi spodnie straciłam równowagę i spadłam na dywan. Pociągnęłam go za sobą. Rozebrałam się do naga i usiadłam na jego biodrach.
-Stęskniłem się za tymi widokami.-widziałam jego wygłodniały wzrok. Podsunął się do pozycji siedzącej. Jego dłonie były chłodne, wargi z kolei gorące. Zaczął pieścić mnie między udami, było mi tak dobrze, że aż wbiłam mu paznokcie w skórę. Jęczałam jak szalona, a on nawet na chwilę nie przestawał. Zupełnie tak, jakby nakręcało go to jeszcze bardziej. Mocno pchnął mnie do przodu. Zachwiałam się i upadłam na plecy. Gaara zaczął pieścić mnie językiem, a ja wyginałam się na wszystkie strony i jęczałam.-Chyba muszę trochę przystopować, albo ty trochę się uspokoić.
-Nie jestem w stanie.-warknęłam. Mój oddech był płytki i urywany. Gaara zaczął więc przytrzymywać moje biodra z dość dużą siłą i intensywnie pieścił. Starałam się zaciskać dłonie na dywanie, ale było to mało skuteczne. Pociągnęłam go za włosy. Nie byłam w stanie wytrzymać takiej dawki rozkoszy.
-Ja się dopiero rozkręcałem.-powiedział z lubieżnym uśmiechem na ustach.
-Domyśliłam się, ale ja chcę więcej.-z zaciekawieniem wymalowanym na twarzy wzruszył ramionami. Klęknęłam naprzeciwko niego i zaczęłam pieścić dłońmi. Po krótkiej chwili dołączyłam usta i język. Czułam napinające się mięśnie w jego ciele. Uwielbiałam takie momenty, kiedy przestawałam być grzeczną dziewczynką i zapominałam o dobrym wychowaniu. Mój mąż był świetnym nauczycielem, który jakby nie patrzeć, zaczynał ze mną od samych podstaw, i teraz mógł po prostu zbierać swoje żniwa. Jego jęki tylko utwierdzały mnie w tym, że dobrze się spisuję. Brakowało mi go, bardzo. Miałam ochotę pluć sobie w brodę, że tak po prostu zrezygnowałam z tego dlatego, że nie mogłam zajść w ciążę. Zupełnie tak, jakbym zapomniała, że jako człowiek mam też swoje potrzeby. I mój mąż też je miał. W tym momencie liczyła się przyjemność i moja i jego. Nic więcej.
-Kochanie, przystopuj.-jęknął, a ja spojrzałam się na niego. Był czerwony na twarzy, jego źrenice zlewały się z tęczówką.-Ale masz dzikie spojrzenie.
-Mam nadzieję, że masz dużo siły.-zaśmiał się głośno. Usiadłam mu na biodrach i wsunęłam w siebie. Głośno wypuściłam powietrze z płuc, kiedy mnie wypełnił. Szybko poruszałam się w górę i w dół. Zaczęłam szczytować dosłownie po chwili. Głośno krzyknęłam i wbiłam paznokcie w uda Gaary. Cała drżałam. Na chwile odpadłam, co mój mąż wykorzystał. Jednym szybkim ruchem przerzucił mnie na plecy i chwycił moje biodra. Czułam jego ciężar i przyjemne ciepło. Drapałam go po plecach, jęczałam do ucha. Starałam się zgrać ruchy bioder, jednak on poruszał się tak szybko, że nie byłam w stanie. Mocno trzymał mnie za udo i podkurczał do mojego brzucha. Dzięki temu czułam go jeszcze lepiej. Mocno wpiłam mu paznokcie w skórę i znowu głośno krzyknęłam. Nie byłam w stanie złapać tchu. Jednak jego ruchy nawet na chwilę nie zrobiły się słabsze. Myślałam, że zemdleję. Wypchnęłam biodra do góry i dopiero wtedy poczułam intensywność, z jaką się kochaliśmy. Znowu poczułam charakterystyczne napinanie mięśni. to było obłędne, wręcz niesamowite. Tym razem namiętnie wkleiłam się jego usta zagłuszając krzyk. W tym samym czasie poczułam ciepło, które rozlało się w moim podbrzuszu. Gaara jęknął przedłużając pocałunek. Opadł na mnie zmęczony. Cały kleił się od potu. Jednak w żaden sposób nie przeszkadzało mi to. Zmierzwiłam mu włosy. Podniósł na mnie zamroczony wzrok.
-Moja niegrzeczna dziewczynka wróciła. Bardzo niegrzeczna...-mruknął z zadowolenia. Wysunął się ze mnie i położył obok uspokajając oddech. Wsparłam się na łokciu. Przyjrzałam się jego twarzy, była cała czerwona, oczy skrzyły się jak drogocenne kamienie.
-Jak to się dzieje, że w Tokio tak nie robimy? Tam głównie się kłócimy, a jak już mamy taki czas namiętności, to trwa on tylko kilka dni. To już drugi raz, kiedy zabierasz mnie na spontaniczne wakacje i zapominam o tym, że powinnam być dobrze wychowana.-usiadłam i trzepnęłam włosami.  Kleiły mi się do ciała.
-W Tokio mamy inne problemy, mniej czasu. Ja jestem skupiony na czymś innym i ty również. Ostatnio mieliśmy inne problemy, wyszło z nas po prostu to, że od dobrych 4-5 miesięcy w ogóle nie współżyliśmy.-zdębiałam. Nie miałam pojęcia, że to już tyle czasu.
-Cóż, nie powiem ci teraz czegoś w stylu, zapomnijmy o tamtym i kochajmy się cały ten pobyt tutaj, ale przynajmniej możemy nacieszyć się swoją obecnością.-mruknęłam. Gaara przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował.
-W końcu. A co do kochania, na pewno nie cały czas, ponieważ powinniśmy mieć też go trochę na rozmowy, ale zaufaj mi, że do tego mam krzepę.-zaczęłam się głośno śmiać.
-Co, jak co kochanie, ale o tym wiem doskonale. Chyba, że jest coś o czym chcesz mi powiedzieć od jakiegoś czasu?-zapytałam podejrzliwie. Gaara zrobił posępną minę.
-Nie ma to, jak wspierająca żona…-przytuliłam się do niego. Nie chciałam wierzyć w swoje szczęście, że trafił mi się tak wyjątkowy mężczyzna. Nawet, kiedy było źle walczył o mnie. Na jego miejscu każdy inny już dawno by zrezygnował, ale on nie. Miałam bardzo ciężki charakter i doskonale o tym wiedziałam. Musiałam poświęcać bardzo dużo czasu mojej pracy, chociaż jeżeli chodzi o to, to styl pracy Gaary przekładał się na „niebezpieczny”. Sasuke razem z moim mężem dość często chodzili na pogrzeby jakiś swoich podopiecznych. A ja razem z Sakurą drżałyśmy, że następnym razem to my możemy iść na pogrzeb naszych mężów. Wtedy pojawiało się w naszej głowie pytanie, co byśmy bez nich zrobiły, ale szybko je od siebie odsuwałyśmy. Oni byli z nami.-No dobrze skarbie. Już się zregenerowałem, mam siły żeby znowu cię pomęczyć.
-Oj, Gaara!-pisnęłam. Mój mąż zaczął mnie łaskotać, potem namiętnie całować. Finalnie wylądowaliśmy na stole w kuchni.

            W Szwajcarii spędziliśmy całe 2 tygodnie. Dwa cudowne tygodnie bez telefonów, komputerów i telewizji. Poświęcaliśmy czas na rozmowy, na zabawy na stoku i dzikie harce w łóżku. Czułam się wymęczona, a jednocześnie spełniona. Nie myślałam już o sobie, jako o jakiejś niedorobionej dziewczynie. O tym również porozmawialiśmy. Gaara naprawdę przekonał mnie do tego, że chce adoptować dziecko, jeżeli nam nie uda się mieć własnego. Tym tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że naprawdę bardzo mnie kocha.

            W Tokio od razu poczuliśmy atmosferę jesieni. Drzewa mieniły się na złoto, czerwono i brązowo. W sumie był już początek października.
-Zaczynam chyba tęsknić za śniegiem.-mruknął Gaara łapiąc mnie za rękę. Przypomniał mi się obszerny artykuł, który wypuściła na nasz temat jedna z Japońskich gazet. Jakiś inteligentny fotograf zauważył na naszych palcach obrączki. Nie miałam innego wyjścia, jak rzeczywiście potwierdzić, że wyszłam za mąż za Gaare. Zaczęły się spekulacje, że zaszłam z nim w ciążę, że to zapewne jakaś mistyfikacja i inne. Po prostu machnęłam na to ręką. Byłam szczęśliwą zakochaną młodą kobietą, świeżo po ślubie. Zdanie innych mnie nie interesowało i prawdę mówiąc, teraz też nie interesuje.

            Przed świętami złapałam grypę żołądkową. Miałam podwyższoną temperaturę i ciągle wymiotowałam. Jedyne, o czym marzyłam to o spaniu, wszystko mnie bolało. Gaara wracając z pracy zawsze szeroko się uśmiechał widząc mnie w mojej aseksualnej pidżamie w kaczki.
-I jak się moja schorowana żona czuje?-zapytał i pocałował mnie w czoło na powitanie.
-Fatalnie. Naprawdę fatalnie.-mruknęłam. Gaara pomachał mi przed nosem chińszczyzną. Kiedy tylko otworzył pudełko, a do mnie dotarł zapach, w mig znalazłam się w toalecie. Modliłam się o to, żeby w końcu wyzdrowieć. Miałam do ogarnięcia święta, które wyjątkowo w tym roku robiliśmy u Harumi i Hikarego.
-Może powinnaś iść do lekarza. Rzygasz tak od 3 dni. Żebyś się nie odwodniła, czy coś.-spojrzałam się na niego wilkiem. Pałaszował makaron, a ja od tego zapachu znowu zaczęłam wymiotować.

            Jakieś 4 dni później czułam się już dobrze. Do świąt został tydzień, a ja z nową siłą wróciłam do organizacji kolacji wigilijnej. Robiłam zakupy z dostawą do domu. Uznałam, że będzie to zdecydowanie bardziej wygodne i dla Harumi i dla mnie. Wujek spędzał czas w firmie. Miał chyba jakiś mały kryzys w małżeństwie…
            Kiedy weszłam do rezydencji powitał mnie Tora. Był przebrany za Mohikanina. Miał nawet oryginalny pióropusz na głowie.
-Sara blada twarz przybyła!-kucnęłam żeby móc go przytulić. Miał już ponad 7 lat. Patrząc na niego nie chciałam wierzyć, że ten czas tak szybko zleciał. Mój wujek skończył 40 lat. Matko…
-Witaj wodzu! Prowadź do swej matki, blada twarz ma do niej sprawę.A-a-a-a-a-a- zrobiłam charakterystyczny okrzyk Indian. Mały pokazał szpary między zębami. Zaczął gubić mleczaki.
-Mamooo!!! Sara przyszła!!!-rozdarł się na cały głos. Harumi pojawiła się w drzwiach salonu z małą Chiriko na rękach. Kiedy tylko dziewczynka mnie zobaczyła wyciągnęła pulchne rączki w moją stronę. Też niedawno skończyła 2 latka. Odciążyłam biedną Harumi. Dzieci mnie uwielbiały.
-Wyglądasz jakoś inaczej.-powiedziała ciocia. Zaczęła dokładnie mi się przyglądać.
-Jakbyś uprawiała tyle seksu co ja ostatnio też byś wyglądała. Na nowo odkrywam uroki małżeństwa.
-Zaufaj mi, chciałabym. Ale małżeństwo moje i twojego wujka chyba powoli przechodzi do historii. Nie mam na niego siły.-w jej oczach zaszkliły się łzy. Żeby dodać jej otuchy przytuliłam ją do siebie.
-Ciociu przestań. Jesteście razem już prawie 10 lat. W tym 8 po ślubie. To chyba normalne, że macie jakiś kryzys. Ja z Gaarą miałam już po roku małżeństwa-Tora przyniósł mi „łupy wojenne”. Były to żelkowe dinozaury. Poczęstowałam się jednym. Trafiłam na anyżowy, którego od dzieciństwa nienawidziłam. Wszystko od razu mi się cofnęło. Pobiegłam do łazienki i zaczęłam wymiotować.
-Dobrze się czujesz?-zapytała Harumi.
-Miałam zatrucie pokarmowe. Jak widać jeszcze jestem trochę chora.-mruknęłam. Wypłukałam usta zimną wodą.
-Może idź do lekarza? Masz ciepłe czoło.-przyłożyła mi dłoń do twarzy. Jej ręka była nieprzyjemnie zimna.
- Spokojnie, pójdę. Dobra ciociu słuchaj. Tu masz rachunki za jedzenie. Kurier powinien jutro je przywieźć. Zawiadom mnie, kiedy dostarczą paczki. Ja jadę do domu. Przez Gaare źle sypiam. Jestem zmęczona i chciałabym się trochę położyć.
-Dobrze, spodziewaj się mojego telefonu. Dbaj o siebie. Teraz nietrudno o chorobę.

            Dzień przed wigilią czułam się fatalnie. Miałam silne mdłości, od niewyspania i przepracowania zawroty głowy. Jedyną rzeczą, którą byłam w siebie w stanie wcisnąć była owsianka z kilkoma rodzynkami. Każde inne jedzenie kończyło w toalecie. Już raz kiedyś się tak czułam, ale kiedy wspominałam okoliczności od razu wypierałam to ze świadomości. Mówiłam sobie, że to niemożliwe, po prostu niemożliwe. Teraz żyłam dla swojego męża. On był dla mnie oczkiem w głowie.

            Poszłam z Sakurą na zakupy. W ramach przerwy skoczyłyśmy do cukierni. Wzięłam babeczkę truskawkową, a ona ciasto z kremem waniliowym. Jej brzuszek był już ładnie widoczny spod bluzki.
-Naprawdę powinnaś iść do lekarza. Zatrucie pokarmowe to nie jest nic banalnego. Jeszcze, że tobie ciągnie się już prawie 2 tydzień.-mruknęła pani Uchiha. Zmarszczyłam nos.
-Sakura wiem, nie ma czasu iść do lekarza. Staram się jeść cokolwiek żeby tylko tego nie zwrócić. Mam nadzieję, że nie stanie się tak z tą babeczką choćby i dlatego, że wygląda pysznie. Od razu po świętach umówię się do lekarza.-mruknęłam i wzięłam kawałek babeczki do ust. Miała kwaśny posmak. Zrobiłam wielkie oczy. Truskawki... kwaśne...
-Aż takie dobre? Masz minę jakbyś jadła właśnie najlepszą rzecz na świecie.
-Tak, jest pyszna. I o dziwo mnie nie mdli.-skłamałam. Wmusiłam w siebie jeszcze kilka kawałków. Potem wróciłyśmy na zakupy, a mi ciągle po głowie chodził ten smak. Skądś go kojarzyłam. I kiedy podczas wybierania prezentu dla Gaary przypomniałam sobie skąd, omal nie zemdlałam z wrażenia. Zapłaciłam za prezent.
-Mam już wszystko. Wydaje mi się, że na dzisiaj skończymy. Pewnie zobaczymy się po świętach. Moje stopy krzyczą już o ratunek.
-Wiesz co, idź jeśli chcesz. Ja muszę kupić coś jeszcze małemu. Obiecałam, że dostanie ode mnie wyjątkowy prezent.-skłamałam, chociaż w sumie w połowie. Sakura pożegnała się ze mną całusem w policzek. Kiedy zostałam sama najpierw udałam się do sklepu z zabawkami. Kupiłam wielki zamek do ułożenia z klocków lego, które mały uwielbiał. Zastanawiałam się w tym czasie, czy aby na pewno dobre myślę. Może to byłam moja wyobraźnia i wcale nie powinnam się nakręcać. Jednak... jeżeli sprawdzę, nic nie stracę. Poszłam do apteki kupić test ciążowy, w sumie 3 testy. Obiecałam sobie, że zrobię je z samego rana, kiedy tylko wstanę.

            Na moje szczęście Gaara miał poranną zmianę. Planował wrócić koło 14, potem od razu mieliśmy jechać do Harumi i Hikarego. Na spokojnie przeczytałam każdą instrukcję osobno. Kiedy wykonałam testy z bijącym sercem czekałam na wynik. Po 5 minutach spojrzałam na bibułki. Na wszystkich trzech widniały 2 kreski oznaczające wynik pozytywny! Z niedowierzaniem wpatrywałam się w plastikowe prostokąciki. Myślałam, że może światło źle pada, czy coś. Jednak nawet pod innym kątem testy nadal pokazywały wynik pozytywny. Przyłożyłam dłoń do ust z niedowierzania i zaczęłam płakać ze szczęścia! Lepszego prezentu z okazji świąt nie mogłam sobie wymarzyć!

            Na kolacji nie jadłam za dużo, jednak nie targały mną mdłości. Może lekkie, kiedy wujek podstawił mi pod nos miskę z ramenem. Podziękowałam machnięciem ręki i zaczęłam głośno nabierać powietrza w płuca. Dzieci cieszyły się z prezentów jak szalone. Gaara i wujek dorwali się do lego i pomagali Torze układać zamek. Razem z Harumi śmiałyśmy się, że każda z nas ma małego chłopca w domu. Harumi miała ich w sumie dwóch. Sytuacja między nimi chyba trochę się unormowała, z czego bardzo się cieszyłam.
            Wróciliśmy do domu grubo po 22. Czułam się niesamowicie zmęczona. Gaara wziął mój płaszcz i odwiesił na wieszak. Ze swojej kurtki wyciągnął małe pudełeczko.
-Nie chciałem dawać ci tego przy wszystkich.-otworzyłam wieko. W środku znajdowała się śliczna bransoletka. Pocałowałam go namiętnie.
-Ja też mam coś dla ciebie.-wyciagnęłam z szafki opakowanie owinięte w papier. Gaara zaczął nim potrząsać.
-Dostałem czekoladki?-zaśmiałam się. Widziałam radość w jego oczach, kiedy je rozpakowywał. Spojrzał na mały prostokącik.-Co to jest? Na pewno nie do jedzenia...
-Przyjrzyj się.-zachęciłam go gestem ręki. Kiedy dostrzegł 2 pionowe kreski jego oczy zrobiły się wielkie jak spodki. Spojrzał się na mnie z niedowierzaniem w oczach, w których zalśniły łzy.
-Naprawdę?
-Zrobiłam trzy. Wszystkie wyszły pozytywne. Wesołych Świąt kochanie.-Gaara objął mnie w pasie i obrócił wokół własnej osi. Pocałował mnie w usta.
-Udało się. Ale, kiedy...
-Myślę, że w Szwajcarii. Zeszła mi jakaś wewnętrzna blokada. Po świętach umówię się do lekarza.-Gaara mocno mnie do siebie przytulił.
-Zostaniemy rodzicami. Jesteś najwspanialszą kobietą pod słońcem.-zaczęliśmy się całować. Gaara wziął mnie na ręce i zaniósł do naszej sypialni. Ten dzień był uhonorowaniem wszystkich trosk i łez jakie wylałam. Był uhonorowaniem przykrości, które sprawiłam Gaarze. Byłam w ciąży. Miałam urodzić dziecko mężczyzny, którego do szaleństwa kochałam.

            Po potwierdzeniu ciąży u lekarza, trzymaliśmy to w tajemnicy jeszcze przez miesiąc. Bałam się za szybko ogłaszać to komukolwiek, ponieważ ostatnim razem źle się to dla mnie skończyło. Tak jak podejrzewałam, dziecko zostało poczęte w trakcie urlopu. Wtedy nie myślałam o seksie jako o czymś, co służy do rozmnażania. Liczyła się tylko nasza przyjemność i to musiało pomóc.
-Myślę, że powinniśmy powiedzieć o tym naszym przyjaciołom. Już niedługo brzuch zacznie ci się powiększać. Nie będziesz w stanie tego ukryć.-Gaara trzymał rękę na moim brzuchu i wcinał popcorn. Mnie niesamowicie mdliło, ale starałam się wytrzymać. Niestety niezbyt długo.-Wiesz może czy w ogóle ci to przejdzie?
-Kiedy się kochamy to nic mi nie jest!-rzuciłam zaczepnie przez drzwi.
-Dobrze, w takim razie wychodź już z tej łazienki!-zaśmiałam się pod nosem. Mój mąż był niemożliwy.

            Oficjalnie powiedziałam o ciąży na kolacji z okazji uczczenia rocznicy ślubu Hinaty i Naruto.
-Naprawdę jesteś w ciąży? Od kiedy o tym wiesz?-zapytał Naruto, który upuścił widelec z wrażenia.
-Tak, jestem. Zrobiłam test ciążowy już w Wigilię, kilka dni później potwierdził to lekarz. Przepraszam, że mówię wam to dopiero teraz, ale dobrze pamiętacie co ostatnio się stało, kiedy za szybko o tym powiedziałam. Oficjalnie jestem już w połowie 4 miesiąca, jak widzicie brzuszek zaczyna się powolutku rysować. Dziecko urodzi się jakoś na przełomie maja lub czerwca.
-Może na waszą drugą rocznicę?-zaśmiała się Sakura.
-Myślę, że nie. Lekarz dziwnie to policzył. W Szwajcarii byliśmy od ostatniego tygodnia września, do pierwszego tygodnia października. Liczę ciążę od października. Bardziej czerwiec.-wyliczyłam.
-Maj, czerwiec, lipiec... kogo to obchodzi! Gratulujemy! To cudowna nowina!-krzyknął Naruto. Zaczęliśmy się śmiać.

            Kiedy mój brzuszek był na tyle widoczny, że nie byłam go w stanie ukryć, z uśmiechem chodziłam po ulicach, a kiedy spotkałam paparazzi pozowałam do zdjęć, co dawało mi choć chwilę spokoju na krótki czas. Zbliżał się 6 miesiąc, chociaż mój brzuszek nie był jakiś powalających rozmiarów cieszyłam się z niego jak cholera. Pamiętałam jak przez cały 3, 4 i 5 miesiąc bałam się, że znowu poronię. Gaara chyba też się tego obawiał, ale nie dał tego po sobie poznać. Jak się okazało ciążę znoszę dość ciężko. Pomimo tego, że kończyłam już 2 trymestr nadal miałam mdłości co jakiś czas, byłam zmęczona. Wujek jednak odciążył mnie w firmie, a Gaara spełniał moje zachcianki. Żyć nie umierać.
-Mówię ci, że powinniśmy kupić dom. Nie chcę, żeby dziecko wychowywało się w wieżowcu. Do rozwiązania jeszcze jakieś 2,5-3 miesiące więc zdążymy wszystko zrobić. Z resztą nie budujemy domu od zera.
-Aż tak ci na tym zależy?-leżeliśmy w sypialni po namiętnych uniesieniach. Mój mąż był wniebowzięty. Okazało się, że w ciąży ochota na seks rośnie kilkakrotnie. Skrzętnie to wykorzystywał.
-Bardzo. Sama jako dziecko chowałam się w domku i wiem jakie do fajne, kiedy możesz biegać po podwórku i bawić się na trawie. Och, Gaara proszę! Stać nas na to!-przytuliłam się do jego klatki piersiowej. Objął mnie ramieniem. Dziecko poruszyło się w moim brzuchu, a jego ojciec położył mi dłoń na piłeczce i zaczął gładzić.-Widzisz, nawet ono się zgadza!
-No dobrze. Skoro ma być uparte jak jego mama, to chyba nie mam tu nic do gadania. Od jutra możemy poszukać większego lokum dla naszej trójki.-mruknął. Pisnęłam za zadowolenia i pocałowałam go.

            W 8 miesiącu czułam się bardzo źle. Pogoda za oknem była... dla mnie nieprzyjemna dla całej reszty wręcz wymarzona. Do nowego domu wprowadziliśmy się niedawno. Świetnym pomysłem okazało się poprosić o pomoc przyjaciół przy pakowaniu, a potem rozpakowywaniu. Oczywiście nie obeszło się bez wygłupów, a mój brzuch zyskał nos, oczy i usta. Szeroko się uśmiechał. Robiliśmy sobie zdjęcia, które teraz wisiały w antyramie na korytarzu. Hinata była u mnie z małym Minato. Wzięłam od Harumi Tora i Chiriko, także miałam małe przedszkole.
-Nadal nie wiesz, co się urodzi, prawda?-zapytała spoglądając na mój brzuch.
-Nie. Trzymamy to w tajemnicy. Tylko lekarz wie. Pokoik dziecka jest urządzony w pastelowym brzoskwiniowym kolorze. Gaara również nie ma parcia na konkretną płeć. Cieszy się, że po tym wszystkim w ogóle będziemy mieli dziecko.-wystawiałyśmy właśnie ramki, wazony i inne pierdoły z ostatnich kartonów. Znalezienie domu zajęło nam dosłownie 2 tygodnie, zebranie się z mieszkania miesiąc, urządzenie w nowym lokum właśnie trwało. Czekaliśmy na meble do biblioteki i mojego gabinetu.
-Cóż, my z Naruto myślimy powoli o drugim dziecku. Minato ma już prawie 3 lata, zaraz pójdzie do przedszkola. Synek Sakury i Sasuke akurat trafi do tej samej klasy co wasz brzdąc. Dziecko moje i Ino niestety już nie.-córeczka Ino miała już prawie 2 latka. Urodziła się w sierpniu w tym samym roku, w którym braliśmy ślub.
-Myślcie! Możecie sobie na to pozwolić, jeszcze że wasz mały nie sprawiał kłopotów... przypomniałam sobie niedawno czasy, kiedy byłyśmy w liceum. Czasami chciałabym wrócić do tamtego okresu. Życie wydawało się wtedy skomplikowane, a po tylu latach doszłam do wniosku, że nie miałam chyba lepiej jak wtedy.
-Oj zdecydowanie. Dorosłość nie jest fajna.
-Saro!!! Minato zabiera mi autka!!!-Tora z krzykiem przyszedł do mnie.
-Skarbie, podziel się z nim. Wziąłeś ich kilka. Minato też chciałby pobawić się w rajdowca.-wstałam z kolan. Podeszłam do mojego małego rozkrzyczanego kuzyna. Zaczęłam go łaskotać. Śmiał się i piszczał. Minato i Chiriko dołączyli się.
-Hej, hej! Moi mili państwo! Ciocia Sara ma dodatkowe obciążenie w formie brzucha, nie walcie się tak na nią, bo zrobicie jej krzywdę.-Hinata stanęła nad nami jak jakiś anioł zniszczenia.
-Minato, powiedz dlaczego twoja mama jest taka sztywna, co?
-Nie wiem ciociu. Tora, bawimy się autkami, chodź!!!-krzyknął. Tora pobiegł za małym Uzumakim, a Chiriko wróciła do lalek. Teraz rozumiałam dlaczego Gaara chciał mieć 3, a nawet 4 dzieci. Uśmiechnęłam się szeroko na tę myśl.

            W połowie czerwca podczas zwykłego oglądania telewizji odeszły mi wody. Spanikowana zadzwoniłam na komisariat.
-Sasuke, jest Gaara?-poczułam pierwszy skurcz. Nie był zbyt bolesny, ale nieprzyjemny.
-Jest na patrolu. Coś się stało?-jego głos zrobił się zaniepokojony.
-Powiedz mu, że jadę do szpitala. Odeszły mi wody.-mruknęłam.
-Sama? Ej zaczekaj! Zadzwonię po Sakurę, ma dzisiaj wolne, mały jest u moich teściów. Zaraz przyjedzie.-rozłączył się, a ja zaczęłam chodzić po domu i zabierać ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy. Skurcze wcale nie były aż tak bolesne. Przynajmniej nie te pierwsze. Do przyjazdu Sakury zdążyłam się spakować, wziąć ciepły prysznic i ubrać się jakoś ładnie. Kiedy otworzyłam jej drzwi zaniemówiła.
-Ty zaczynasz rodzić? Na pewno?
-Odeszły mi wody i mam pierwsze skurcze. Możemy jechać. Sasuke obiecał, że powiadomi Gaare. Okna i drzwi zamknięte. Chodź.-w drodze do szpitala skurcze stały się częstsze i bardziej bolesne. Zaczęłam głębiej oddychać.
-Staraj się nie napinać za bardzo mięśni. Możesz przyśpieszyć akcję porodową.-powiedziała skręcając na główną ulicę.
-Spokojnie. Tylko głęboko oddycham.

            W klinice, w której miałam rodzić dali mi oddzielny pokój. Sakura była przy mnie obecna. Jakieś 2 godziny po odejściu wód dostałam już silnych skurczy. Te były bolesne. Nawet bardzo. Miałam wrażenie, że coś rozrywa mnie od środka. Zaczęłam płakać.
-Poprosić lekarza o znieczulenie?-zapytała Sakura trzymając mnie za rękę. Wyobraziłam sobie wielką strzykawkę, która miała zostać wbita w mój krzyż. Zaczęłam szybko kręcić głową.
-Nie. To boli, ale... dam radę.-jęknęłam.
Lekarz przyszedł sprawdzić mój stan.
-No więc rozwarcie jest małe, ale to dopiero pierwsze godziny. Rozumiem, że ta pani będzie pani towarzyszyć podczas porodu?
-Raczej nie, za jakiś czas powinien tu przyjechać jej mąż.
-Dobrze, wrócę za godzinę.

            Gaara przyjechał razem z Sasuke. Zwijałam się z bólu, marzyłam o tym, żeby było już po wszystkim.
-Jak to boli.-jęknęłam. Z moich oczu popłynęły łzy. Mój mąż chwycił mnie za rękę, a ja prawie zmiażdżyłam mu palce.
-Kochanie, ile ty masz siły... Trochę delikatniej.-próbował trochę rozszerzyć moje palce, ale ja nie miałam zamiaru puszczać.
-Więc to pan jest ojcem tak? Akcja porodowa jest już na pełnych obrotach. Pani musi przeć.-Sakura i Sasuke wyszli na korytarz. Ja zostałam sama z mężem i lekarzem. Dołączyła do nas pielęgniarka.

            Przysięgam nie miałam pojęcia, że to aż taki ból i wysiłek. Za oknem robiło się ciemno, ja przyjechałam do kliniki koło południa. Opadłam z sił.
-Dasz radę. Nie poddawałaś się, więc teraz też tego nie rób. Jestem tu z tobą, nasi przyjaciele czekają za drzwiami. Uda ci się.-szepnął mi Gaara na ucho.
-Nie mam już siły.-jęknęłam. Nabrałam kilka szybkich wdechów. Mocny i pewny uścisk dłoni dodał mi jednak sił.
-Dasz radę. Dalej.-spojrzałam się w oczy mojego męża. Słabo się uśmiechnęłam.
-Skoro tak mówisz.-chciałam mieć to już za sobą.

            Krzyknęłam bardzo głośno. Zaczęłam nabierać powietrza w płuca, ale kiedy usłyszałam płacz mojego dziecka zapomniałam o tym, jak powinno się oddychać. Pielęgniarka szybko obmyła go ze śluzu, a potem zawinęła w koc. Wyciągnęłam ręce po zawiniątko.
-Moje gratulacje. Zdrowy duży chłopak. Prawie 4 kilo wagi, 54 centymetry długości. Dostał 10 punktów.-chłopiec! Pielęgniarka dała mi go na ręce. Miał czerwoną pomarszczoną twarzyczkę, ale dla mnie było to najwspanialsze dziecko na tym świecie. Popłakałam się ze szczęścia trzymając go w ramionach.
-Cześć skarbie! Nawet nie wiesz jak długo na ciebie czekaliśmy.-mały otworzył oczy, miał ciemne tęczówki. Jak jego ojciec.
-Jaki on jest śliczny.-mruknął Gaara. Wziął go ode mnie.-Cześć synku.
-Zawołaj naszych przyjaciół. Na pewno chcą go zobaczyć.-mruknęłam. Byłam potwornie zmęczona, ale szczęśliwa. Drzwi otworzyły się z impetem.-Już po wszystkim.
-Jaki duży! Nie dziwię się, że zajęło to tyle czasu!-powiedział Naruto. Zaśmiałam się.
-Dostał 10 punktów. Synku to są twoi wujkowie i ciocie. Zobaczysz za jakiś czas będziesz miał ich wszystkich dość, ale oni i tak zawsze będą, żeby ci pomóc. Tak jak zawsze pomagali nam.
-Masz chyba konkurencję do serca swojego męża, Iregiro.-mruknęła Sakura. Zaśmiałam się. Dawno nikt nie nazywał mnie panieńskim nazwiskiem. Spojrzałam na Gaare, który patrzył się na naszego syna jak na największy skarb. Dopiero teraz poczułam, że mam wszystko. Tak, to własnie było moje szczęście. Miłość, która była trudna, a okazała się najlepszą rzeczą na świecie, oraz dziecko, o które długo się staraliśmy, a ono pojawiło się wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewaliśmy.

            Razem z Gaarą doczekaliśmy się czwórki dzieci. W sumie jedno trafiło się przypadkiem. Będąc w trzeciej ciąży okazało się, że urodzę bliźniaki. I dopiero wtedy poczułam, że rodzina jest naprawdę kompletna. Sakura i Sasuke doczekali się trójki dzieci, mieli dwóch synów i córkę, która była oczkiem w głowie ojca. Ino i Sai mieli tylko jedną córkę. Jak sami przyznali, nie chcieli mieć więcej dzieci. Hinata i Naruto mieli synka i córeczkę. Każde z nas znalazło swoje szczęście w życiu. Nawet Temari, związała się z Michaelem! Kiedy przyjechał do nas na urlop zaiskrzyło.
-Gaara! Uważaj!-krzyknęłam. Ubieraliśmy właśnie choinkę. Nasza najmłodsza latorośl, mała Miyuki wspinała się za nim po drabinie. Omal na nią nie wszedł. Wziął ją na ręce, a ona pokazała kilka pojedynczych ząbków, które niedawno jej wyrosły.
-Mamo!!! Yuriko znowu mi dokucza!!!-nasz najstarszy syn przyszedł z wielkim fochem wypisanym na twarzy.
-Nie prawda!!! Mamo, to on mi dokucza!!!-wzniosłam oczy do nieba. Hasumo, tak mój mąż uparł się na to imię, był jak skóra zdjęta ze mnie, ale miał powściągliwy charakter swojego ojca. Z kolei Yuriko kropka w kropkę wyglądała jak Gaara. Niestety była wybuchowa, jak ja. Bliźniaki- synek Keisuke i córeczka Myiuki, były idealnym połączeniem cech moich i Gaary. Przynajmniej z wyglądu, chociaż Keisuke już kradł serca wszystkim dziewczynom z jakimi miał styczność, planowałam wychować go trochę inaczej żeby nie poszedł w ślady ojca za młodu. Myiuki czarowała uśmiechem. Gaara przyszedł z dwójką tych rozrabiaków na rękach.
-Będziemy mieć wesołe święta w tym roku. Jeszcze jak nasi przyjaciele przyjdą ze swoimi dziećmi, to będziemy mieć tu domowe przedszkole.-Gaara odstawił dzieci na ziemię i objął mnie ramieniem.
-Zawsze chciałam takiego życia. Nie mogłam wyobrazić sobie lepszego momentu, naprawdę. Mam cudowne dzieci i mężczyznę, którego kocham. Czego chcieć więcej.-spojrzałam się na niego, jak zakochana nastolatka. Starsze dzieci zaczęły zawieszać ozdoby na dole choinki, młodsze bawiły się poduszkami, które wzięły z kanap. Mieliśmy kilka chwil dla siebie.
-Niczego. Kocham cię, wiesz?-mruknął mi na ucho i pocałował. Zrobiło mi się gorąco.-Dzieci za niedługo idą spać, wiesz?
-Też cię kocham. Wiem, wtedy będziemy mieli dużo czasu dla siebie.-uśmiechnęłam się zalotnie i odwzajemniłam pocałunek. Tak. Nie chciałam niczego więcej. Może poza tym, żeby ta cudowna chwila trwała wiecznie.

Koniec

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8